Poczytalam sobie Wasze historie, poplakalam sobie, a teraz chyba czas na moja.
Skomplikowane jak cholera.
Bylam z kims przez 3 lata. Ostatni rok to byl koszmar. Pijanstwo, awantury, przepychanie mnie z kata w kat jak przychodzil wypity a ja popatrzylam na niego w zly sposob. Chowanie kluczy od samochodu jak spal pijany zeby jak mu cos strzeli do glowy, nie mogl nigdzie pojechac. Gehenna. Chcialam odejsc ale nie mialam sily. Nie wierzylam ze sobie sama poradze - balam sie byc z nim ale tez balam sie byc sama. A tutaj jak grom z jasnego nieba - aresztowali go. Uznalam - nie moge go teraz zostawic. Przez pierwsze pol roku sielanka - widzenia, zmienie sie dla ciebie, listy, bla bla bla. Potem coraz gorzej - roszczeniowa postawa, to nie tak zrobione, to nie tak zalatwione, malo pieniedzy wyslane, co ja tak w ogole z pieniedzmi robie, awantury telefoniczne za kazdym razem. Zrobilam bilans wlasnego zycia - stwierdzilam ze tak nie moze byc. Podczas kolejnej rozmowy skonczylam. Nie uwierzyl. Powtorzylam zatem - dotarlo. Powiedzialam ze nie moge tak zyc, z kims kto nie ma dla mnie nawet odrobiny szacunku. On jeszcze siedzi - powiedzialam ze bede mu pomagac w miare mozliwosci ale niehc nie liczy ze z nim bede. Boje sie ze jak wroci a ja go przyjme to bedzie to samo albo cos jeszcze gorszego.
Ucieklam w prace - pracuje jak szalona, w tygodniu, w weekendy. Wszystko zeby nie myslec.
No a teraz poznalam kogos nowego. Zakochalam sie. Bez pamieci, bez umiaru, totalnie. Jestesmy tak kompatybilni ze to jest az nie do uwierzenia. Ale.. on jest w zwiazku. Problem polega ze znam i ja tez. I znam ich zwiazek i ich historie calkiem niezle.
Kiedy sie zorientowalam ze obydwoje czujemy to samo chcialam to skonczyc. Ale nie mialam na to az na tyle sily. Ciagnie sie to juz kilka miesiecy. Decydujemy ze nie bedziemy sie widywac ani do siebie dzwonic ale zwylke kilka dni pozniej on do mnie dzwoni. Mnie pierwszej mowi kiedy cos waznego sie dzieje. Wiem ze nie powinnam odbierac telefonow ale nie moge. Kiedy on mowi spotkajmy sie, ja nie umiem powiedziec nie. Mimo ze wiem jak to spotkanie sie skonczy - znowu bedziemy siedziec, trzymac sie za rece i znowu bedziemy wyciszeni i szczesliwi. Do nastepnego dnia kiedy euforia spotkania minie a zaczna sie wyrzuty sumienia.
Kieyd go nie ma przy mnie tesknie i o nim mysle. Nie moge do niego zadzwonic, napisac smsa, moge tylko czekac na telefon.
Wkurzam sie sama na siebie ze sie zakochalam i ze jetsem bez kregoslupa na kazde jego zawolanie. Ale nie umiem inaczje. Nie umiem go nie widywac.
Jest mi zle jak cholera. Z jednego beznadziejnego ukladu wpadlam w nastepny.
Nie wiem na co licze piszac to. Chyba chcialam z siebie wszystko wyrzucic.
Podobne tematy
Kobieto zostaw te zwiazki, do niczego dobrego nie prowadza, bedzie bol i zlamane srece. Przykro , ze tylko tyle moge napiosac, nie bede tlumaczyc , nieraz juz rozebralas te sytuacje na czesci pierwsze, czasem lepiej nie wybierac tylko zostawic.....
a ja myślę, że skoro ten drugi, będąc w związku, jest z tobą, to też należy potraktować go jak "pocieszenie"....a nie jak inwestycję uczuciową ![]()
a tego pierwszego - zostaw
Moja rada - zostaw i pierwszego i drugiego i przez jakiś czas nie wchodź w żadne związki tylko zajmij się sobą, bo to Ty masz problem skoro pakujesz się w związki z tak psychicznymi i pokreconymi facetami bez żadnej przyszłości.
Dokładnie zostaw i jednego i drugiego..pierwszy jak potrafi liczyc niech liczy na siebie..a ten drugi skoro jest w zwiazku to niech w nim jest a niech nie rani was obie..Podejrzewam ze nie fajnie robi Ci sie na żołądku mysląc o nim jak do Ciebie sie tuli a zaraz potem trzyma w swoich ramionach swoją narzeczoną..
Tym bardziej ze Ją znasz,,potrafiła bys jej spojrzec w oczy gdyby tak sie o was dowiedziała..
Postaraj sie przemyslec to wszytko..
jeden siedzi a mimo to Cie nadal nie szanuje..wyjdzie to nie licz na to ze sie zmieni w kochanego misiaczka,,bo dopiero pokaze Ci na co go stac..
A drugi poszukał sobie odskoczni w Tobie..jest z Tobą widuje sie z Tobą bo widocznie ma w swoim związku jakis kryzys..
Polepszy mu sie i Cie zostawi bo stwierdzi ze tak czy owak kocha tamtą..
I Co wtedy zrobisz???
Zacznij zyc swoim zyciem..nie uciekaj w prace aby nie myslec..zacznij spotykac sie z kolezankami na pierdoły...
Miej czas dla siebie...
Nie odbieraj od tego drugiego tel.nie odp.mu na ski...
Ja wiem ze jest Ci cięzko ale im bardziej bedziesz w to wchodzic tym bardziej ciężej bedzie Ci sie z tym wszystkim pogodzic..
Znajdz sobie faceta godnego Ciebie,,bez zwichrowanej psychiki,,który wie co znaczy miec szacunek do kobiety i przedewszystkim wolnego abys nie musiała sciskac go potajemnie...
Na dłuższą mete z tym drugim to nie wypali a musisz tez liczyc sie z konsekwencjami..
6 2010-08-22 02:13:23 Ostatnio edytowany przez Gleanna (2010-08-22 02:15:22)
taaa, zakonczone.
Boli jak diabli.
Ale gdybym nie trafila na to forum to pewnie nie umialabym zakonczyc. Czytanie innych historii dalo mi wiele do myslenia. I po prostu nie moge dalej godzic sie na bycie nr 2. Numery wykasowane. Adres mailowy tez.
Boli. Potwornie boli. I nie wiem czy kiedykolwiek o nim zapomne. W sumie nie chce o nim zapomniec. Chce zeby wspomnienia przynosily usmiech a nie lzy. Ale nie wiem czy to mozliwe... No nic... chyba zostalo sie tylko upic
Dzieki dziewczyny!
Na pewno jeszcze sie bede wyplakiwac tutaj... Dobrze ze jestescie.
Gratuluję i dasz radę, jest nas tu więcej, pisz ile tylko chcesz
PRECZ Z DUPKAMI!!!!!!!!!!!!!!
Poboli i przestanie..
Ale dobrze zrobiłas,,,bo bycie tą druga nie odnosi sukcesów lecz porazki...
Jestem z Ciebie dumna:)
Byle do przodu dasz rade..
9 2010-08-22 17:49:37 Ostatnio edytowany przez Tisha (2010-08-22 17:50:38)
Droga Gleanno.
Mam Ci tylko jedno do powiedzenia - przeczytaj ten post http://www.netkobiety.pl/t15839.html i zastanów się, że Ty przyczyniasz się właśnie do takiej sytuacji.
Życzę Ci aby to Tobą wstrząsneło i utwierdziło Cię w słuszności Twojej decyzji, a także dodało Ci sił w tej walce.
SUPER , SUPER , SUPER , MADRA KOBIETA Z CIEBIE. Bolec bedzie, ale dasz rade. A mozesz mi tej twojej odwagi i madrosci ciut , ciut przeslac, bo ja tkwie w popier....... ukladzie , bo to nie zwiazek, juz od pieciu lat?
moja madrosc.. hmmm... uswiadomilam sobie ze ja chce jego. Ze jestem egoistka i chce jego na wylacznosc bo go kocham. A skoro nie moge go miec tak jak chce to wole go nie miec wcale. Bo nie chce sie godzic na wieczory w domu czekajac na telefon albo wiadomosc. Na to ze po prostu nie moge z nim porozmawiac/spotkac sie kiedy chce. Ze jedyne co moge zrobic to cieszyc sie kradzionym czasem a potem umierac na wyrzuty sumienia.
Nie chce tak zyc. Nie zasluguje na to.
Powiedzialam mu to wszystko. Lzy mielismy obydwoje w oczach.
I tyle.
Czasem kochac kogos to znaczy pozwolic mu odejsc. Jesli wroci - byl twoj. Jesli nie.. hmmm nigdy nie byl. (To cytat z Coehlo - nie lubie ale ma sens).
Dlatego pozwolilam mu odejsc. I nie mam nadziei ze wroci. A ja poczekam az bede mogla wspominac nasze wspolne chwile bez lez a z usmiechem.
Tyle moich madrosci - chyba wracam do plakania w poduszke.