Jestem z Tomkiem od 3 klasy liceum, czyli ponad 4 lata. Kiedyś dażyliśmy się wielkim uczuciem. On dla mnie zrobił by wszystko, tak smao ja dla niego, był romantyczny, zawsze o wszystkim rozmawialiśmy i nigdy nie kończyły się nam tematy. Rok temu powiedziałam mu, że to koniec, że już nie czuję tego samogo co kiedyś. Spowodowane to było tym, że przestał przychylać mi nieba, nie potrafilismy już tak ze sobą rozmawiać jak kiedyś, brakowało tej iskierki. Ciągle się kłuciliśmy, praktycznie przestał się interesować tym co bym chciała zmienić w swoim życiu, to co chcę osiągnąć, jakie mam marzenia. Starałam się to naprawić, próbowałam rozmów, ale to było jak bym mówiła do śaciany, słuchał, ale nic z tym nie robił Więc podjecłam decyzję o tym, że chcę się rozstać. Po pewnym czasie poznałąm kogoś, zaczeliśmy być razem. Tyle nieprzespanych nocy, pochłoniętych rozmową nigdy nie spędziłam. Przy nim czułąm się wyjatkowo. Wieczory przy winie i świeczkach, spełnianie moich marzeń, rozwój moich zainteresowań, poprostu wszystko co tylko był w stanie zrobić. Mimo wszystko ciągle myślałąm o tomku ponieważ, gdy z nim zerwałam strasznie płakał i było widać, że jemu na mnie zależy. Z tym drugim, jakoś przestało się układać, z powodu moijego myślenia o Tomku oraz z podowu braku czasu, ja kończyłam pracę on zaczynał i na odwrót, nie mieliśmy czasu na nic. Wróciłam do Tomka, zanim zaczeliśmy razem być, bardzo się starał, widziałam miłość jaka nas oplata. Obecnie ponownie czuje się niespełniona, nieszczęśliwa. Prawie każde wolne weekendy spędza z kolegami, grająca w piłkę, albo idać na siłownie, lub na piwo. Dla mnie ma wyznaczone godziny, nigdy nie analizuje ze mną co będziiemy robić, ponownie nie jest romantyczny, jak mu mówię o tym mam wrażenie, że słucha, ale nie chce tego zmienić, abym ja też była zadowolona. W naszym związku ja zawsze byłam połową bardziej pomysłową, romantyczną, ja zawsze dawałam i daję od siebie więcej. Pragnę jego szczęścia, ale przez to sama nie czuję się szczęśliwa. Wiem, że w te wakacje za 3 tygodnie poprosi mnie o rękę, ale nie jestem pewna swojej odpowiedzi. Z jednej strony wiem, że będziemy szczęśliwi na swój sposób, ale z drugiej, wiem, żę jak nie zmnieni swoich zdolności antyromantycznych i nie tylko przyjdzie dzień kiedy powiem dość i nasz zawiązek, a może już wtedy rodzina się rozpadnie. Czy małżeństwo oddala czy zbliża ludzi? Co mam robić jak uklęknie i spyta, czy zostanę jego żoną. Odpowiem, nie teraz ponieważ, chcę być bardziej doceniana, zaskakiwana, być jego przyjacielem a również partnerem (abyśmy rozmawiali o wszystki), chcę aby był romantykiem. Czy powinnam powiedzieć tak, ponieważ po małżeństwie napewno wypracujemy wspólny dialog i będziemy w stanie sprostać takim belką, jakie spadają nam pod nogi przez całe życie.
Proszę was o pomoc, ponieważ nie wiem, co mam zrobić.