netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

16 odpowiedzi5 282 wyświetleniazałożony przez smutna długonoga, 28.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Już 5 tygodni nie widziałam się z "moim" facetem.
Wtedy mieliśmy przykrą rozmowę, bo musialam zwrocic mu uwagę że jego zachowanie po pijaku godzi w moją godność i że tak nie może dalej być. Nie mogl mi wtedy obiecać że to się zmieni, powiedział "zastanowie się". (prawda jest taka, że żadna dziewczyna nei zaakceptowałaby tego zachowania)
Może nasz związek nie był jeszcze poważny (to było intensywne pare tygodni-mam duzo wolnego czasu -studentka-a on prace że mogłam mu towarzyszyć w codziennym życiu), ale ja "inwestowałam" w niego już od początku roku i byliśmy coraz w lepszych kontaktach
aż w końcu stało się. Wylądowaliśmy w łożku, przyznał że jest nam świetnie w tej sferze jak na tak wczesny etap poznania się. Od tego czasu czułam że jesteśmy razem i że mu na mnie zależy.
Po dwóch tygodniach od naszej ostatniej rozmowy napisałam mu że rozumiem co jego milczenie oznacza, ale napisalam tez że nie widze powodu żebysmy nie byli w kontakcie i że mozemy sie dalej przyjaźnić. Znamy sie przez dobrego kumpla i niespotkanie go w najblizszym czasie nie dałoby sie uniknac, zwlaszcza że ten kumpel bardzo mnie lubi i czesto chcialby sie ze mną widzieć.
Niestety po tym moim mailu, nie dostałam żadnej odpowiedzi czy chce utrzymywać ze mną kontakt czy nie. Wiadomo że moje uczucia do niego nie wygasły, ale chyba łatwiej by mi było zapomnieć gdyby potwierdził to co mu napisałam prostym zdaniem "ok, pozostajemy przyjaciołmi itd", wtedy bez wyrzutów sumienia mogłabym flirtować i poznawać nowych facetów, choc wcale nie mam na to teraz ochoty. Jednak On nie zamknal tego działu i ja mam nadal nadzieję.
Wlaśnie irytacje z powodu jego braku odpowiedzi wyładowywałam na tym kumplu, nie umawiając się z nim na impreze itd, albo wymigując się od spotkan. Wreszcie kumpel wpadł na to gdzie lezy przyczyna i powiedzialam mu że oczekuje od jego kolegi, prawie 40letniego faceta określenia się i nie rozumiem dlaczego się nie odzywa. I pewnie odbyli rozmowe bo moj byly facet wreszcie po paru tygodniach odpisał mi na maila -ostatni moj mail byl sprzed paru dni-a dotyczyl tego zeby sie spotkac na kawie. A wiec moj byly napisal kiedy ma czas i zapytal kiedy mi pasuje.

On miał przede mną 2letni związek tez z dużą mlodszą dziewczyną, i sądze że przez jego zachowanie też ją stracił, tylko że ja dałam mu szansę. Sam mnie pocieszał na jesień i zimę bo rozstałam się z chłopakiem, a na wiosnę rozkwitło coś między nami:)
Do 30stki moj facet miał 8letni związek i chyba wtedy się zawiodł i zaczął szaleć, zwłaszcza gdy wcale nie wygladał i nie wygląda na swój wiek.

Myśle, że teraz szuka ideału, który neistety nie istnieje a jedyne co się dzieje to to, że staje się coraz starszy. Myśle że tak na dłuższą metę to będzie sam
Żaden facet nie zna mnie lepiej, On mi bardzo ufał. Nasza intymność rozmów pogłebiała się a tu nagle taka niemiła niespodzianka

Wiem że On ma swoje kompleksy dotyczące wieku i napewno nie pokazywał mi jak bardzo zależy mu na tym żeby założyć w końcu rodzine (jego mlodsi bracia już mają rodziny).
Druga sprawa że ten nasz wspólny kumpel właśnie rozwodzi się z żoną (z jej winy a ona jest w moim wieku) i przez to teraz nawet On może być ostrozniejszy.

Po tych paru tygodniach rozłąki doszłam do wniosku że mój facet mi niczego nie obiecywał ani tez mnie nie skrzywdził i przyznaję że ja bardzo chciałam żebyśmy zostali kochankami, a tylko przez pare miesięcy udawałam "niedostepną", więc niczego nie żałuje.
Szkoda mi że to już się skończyło przed tym jak się tak naprawdę miało zacząć.

Nie rozumiem jak facet w tym wieku moze tracić czas na jakieś przelotne przygody/krotkie związki zamiast szukać materiału na żonę
Kilka razy jakby mimochodem mówił mi że nadaję się na żonę.
Czasami myśle, że wtedy specjalnie dał mi powód żebym od niego odeszła, a żeby nie było tak, że on mi mówi że, bo coś tam mu we
mnie nie pasuje.
Pamiętam jak po tym jak nabroił po pijaku powiedział mi wtedy jeszcze pod wpływem alkoholu "ja się nie nadaję do długich związków", jakby szukał u mnie zrozumienia dla swojej ...niedojrzałości (?).

Przecież nie rozstaliśmy się (po tej rozmowie) w jakimś gniewie, nie pokłóciliśmy się. Powiedziałam wtedy tylko gdzie jest granica, którą przekroczył, uroniłam pare łez przy nim i powiedziałam że chciałam z nim budować zaufanie.
Nie był przygotowany wtedy do argumentowania swojego nędznego zachowania po pijaku aż mi było go żal. Bronił się jak mógł, jakby mu naprawdę na mnie zależało. Sądziłam że odezwie się za pare dni i powie co przemyślał...
Mineło 5 tygodni a tamta sprawa jakby już przedawniona

Muszę wspomnieć też o fakcie że przyczyniłam się do zerwania przyjaźni mojego byłego ze swoim "przyjacielem"(od 10lat)...

Długa historia, chodziło o to że zwróciłam mojemu facetowi uwagę że tamten go wykorzystuje i obmawia. (to własnie mnie jego "super przyjaciel" opowiadał kiedyś pod nieobecność mojego faceta jaki to moj facet jest "zły" -a ja jeszcze wtedy wahałam się czy posunąć się z moim facetem dalej)
Wtedy nawet nie bylam jeszcze z Nim, ale mi zaufał i zerwał z tamtym szują kontakt!

Gdyby nie ten moment, obawiam się że nie mogłabym mojego facetowi zaufać i pójśc na całość. Pokazał wtedy, że ma zasady i honor i że takich błedów w przyjaźni się nie wybacza.
Zaimponował mi tym strasznie i nie wyobrażacie sobie jaki był dumny że stanęłam po jego stronie.

Ach nie wiem kiedy sie spotkamy, napisałam że jestem zajęta (bo jestem-egzamin itp) i że dam mu znać, koło poniedziałku wtorku bedę musiała się z nim zobaczyć. Ach zależy mi na nim! Nawet nie wiem jak podejść do tej rozmowy, żeby nie wyjść na naiwną i głupią. On z racji wieku i doświadczenia (miał wiele kobiet po tym długoletnim związku) jest niezłym psychologiem. W pracy nauczyl się też manipulacji ludzmi, szkoda też że wykorzystywał tę umiejtenosc w relacjach zarówno ze mną jak i z naszym a jego najlepszym kumplem. Niektóre rzeczy zauważalam ale były to drobnostki, nikt nie jest doskonały...a teraz nie mogę się mu przecież rzucić na szyję i powiedzieć że tęskniłam... Po prostu życie nauczyło go sprytu, co akurat mi sie podobało, bo czułam się dobrze w silnych ramionach faceta który jest zaradny.
sad
Pomóżcie!

2

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

a co tu pomagac
mysle ze wszystko zalezy od niego, jak nie zakonczysz tego tematu (zachowania pod wplywem picia) to cie bedzie to dreczyc. warto spytac co on mysli i jak to dalej wedlug niego ma wygladac. ja lubie grac w otwarte karty, wtedy nawet najlepszy psycholog nic nie wynajdzie bo wszystko i tak powiesz.
tak jak mowisz, nie liczylabym na staly zwiazek bo pewnie zostal skrzywdzony i nie chce sie angazowac, ucieka gdy tylko przeradza sie w cos wiecej.
trudna sytulacja, a nie latwiej by bylo znalesc kogos innego? kogos kto po porostu chcialby byc z toba?

3

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Muszę wspomnieć że mój były to naprawdę dziwny typ. Normalny facet pewnie by się cieszył gdybym mu ugotowała obiad czy naszykowała kolację. On jednak jednak wolał zjeść na mieście i dopiero przyjechać do mnie. Jak wstawalismy rano to też zabierał mnie na śniadania a przecież ja w lodówce też coś miałam. Od czasu do czasu szliśmy po bułki i zakupy ale on też na śniadanie czy kolacje jadł tylko to co za co sam zapłacił.
Pamietam jak raz nawet przez takie śniadanie na miescie nie zauwazyl że ma właśnie szkolenie przez internet smile (Trochę z mojego powodu zmieniał plan pracy smile )

Raz spróbował mojej ryby, to było zaraz na początku. Spróbował, w końcu zjadł całą, choć przed chwilą najadł się czymś innym do syta, powiedział że świetna ale nigdy później nie namówiłam go na moje gotowanie. Gdy przebywał u mnie poł dnia albo i dłużej też nie życzył sobie ani kawy ani herbaty tylko pił wodę z butelki swojej ulubionej marki,  którą wcześniej kupił.
Wiem że jest wybredny i lubi na przyklad kawe z ekspresu ciśnieniowego ale on zawsze jakby chciał przez to podkreślić, że nei chce niczego ode mnie, chyba żeby nie musiał się odwdzięczać. Takie miałam wrażenie.

Tak jak mówiłam- to były początki. Nasz status finansowy rózni się bardzo. Jednak on nie starał się mnie zdobyć pokazując że zasponsoruje mi śniadanie czy obiad, nawet nie mam od niego żadnej rzeczy.
Płaciliśmy za siebie lub naprzemian. Tylko gdy proponował mi brunch wiedział że mnie na niego nie stać i mówił "zapraszam cie".

Im dluzej byliśmy razem, tym częściej  za mnie placił. Był ostrożny jakby chciał wyczuć czy zależy mi bardzo na jego pieniądzach.
Też lubie dostatnie zycie ale niestety żadna lub niewiele 25latek-studentek mogłaby dorównać jego stylowi życia. Albo się z tym musi pogodzić albo poszukać 30latki.

4

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

A co to 30 latki to maja mniejsze wymagania? ha ha ha
Jak bedziesz miala 30 lat to sie sama usmiejesz ze swojej wypowiedzi.
Czy on jest alkoholikiem?
Dlaczego uwazasz, ze masz mu przebaczac jego zle zachowanie, ignorowanie?
To nie jest jego styl ani nic z tych rzeczy on ma charekteropatie.
A co do Ciebie...uwazaj czy nie jestes podatna na manipulacje...

5

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Chodziło mi tylko o fakt, że 30stki stać pewnie na lepsze życie niż 25latki, bo zarabiają (więcej).

Moj były nie pił więcej niż inni czy nawet ja. Na imprezach pił może trochę więcej,  bo z kumplem pewnie piją coś przed wyjściem.
Gdy spedzaliśmy razem czas wypijał ze mną tylko piwo na wieczór lub lampkę wina.

Co do powodu naszej ostatniej rozmowy. "on kocha wszystkie kobiety"-to slyszalam kiedys od jego kumpla zanim postanowiłam że zaryzykuję i go poznam, wiedziałam że jego ostatni związek trwał 2 lata wiec nie skakał "ostatnio" z kwiatka na kwiatek.

Wszystko byłoby w porzadku, gdyby nie fakt, że drugi raz w klubie w mojej obecnosci zagadał obcą sobie dziewczyne i zostawił mnie tym samym z jego kumplem. To było z jego strony jakby instynktowne, zobaczył ją od tyłu -wlosy, pupe i po prostu podszedl jakby zapomnial że ja stoje obok! Po pierwszym razie wrocił z takiej rozmowy do nas po paru minutach. Na drugiej imprezie musial w trakcie rozmowy/flirtu isc do toalety, a gdy wrocil jej juz nei bylo i znowu podszedl do mnie i kumpla, i powiedział "a wiecie że ona chce się przeprowadzić do mojego miasta?"- Jakby nigdy nic, jakby nic się nie stało.

Bylam wsciekła, ale nie dałam po sobie poznać, bo jak wyjaśniać takie sprawy po pijaku...
Odczekałam dzień ale to nie dawało mi spokoju i wtedy powiedziałam mu, że to mi nie pasuje i jak to się nie zmieni to niestety koniec.
On na to, że nie moze mi obiecac że się zmieni, bo to jego styl, wiec lepiej jak skonczymy moje cierpienie jak ten incydent uraził moją dumę. Wtedy poczułam jakby to naprawde mialby byc koniec!

Powiedziałam mu co czuje i co oczekiwałam po naszej znajomości, a on na to, że nie spodziewał się że tak szybko coś się między nami rozwinie, że niedawno rozszedł się z dziewczyną, że to alkohol i że ta dziewczyna z klubu (kolor wlosow) przypomniala jego byłą. Zapytałam go wtedy "czemu nie jesteś z nią?" Zapadła cisza.
Rozmawialiśmy jeszcze o neutralnych sprawach a przy wyjściu niespodziewanie powiedział "przemysle to".

Moj facet zerwał z poprzednią dziewczyną w listopadzie, ze mną zaczął być w maju, ale już od stycznia coraz częściej się widywaliśmy. To on całą jesien i zimę tlukł mi do głowy że zasługuje na kogoś lepszego niż moj poprzedni facet (nazwijmy go Romek).  Romek pojawiał się w tym samym klubie co ja, mój były i nasz kumpel i prowokował mnie. W styczniu Romek sprowokował mnie drugi i ostatni raz i tanczyłam z nim w klubie zostawiajac gdzies w koncu sali naszego kumpla i mojego jeszcze wtedy nie faceta... Oni nie dali mi za duzo czasu na rozmowe i taniec z ROmkiem.
W tym czasie jak tanczyłam, wyszli, gdy oprzytomniałam po paru minutach i widziałam że znikneli z parkietu, probowałam ich znalezc. Przyjazn z nimi okazała się dla mnie wazniejsza niż jakieś glupoty z Romkiem.

I tak zaczęła się moja przygoda z byłym, gdy opowiedziałam mu w skrocie o tym że zerwałam, bo Romek okazał się dupkiem... On tonem starszego doswiadczonego faceta opowiadał mi o sobie, zwiazkach, rodzinie i pracy...
aż wreszcie zapragnełam go na mojego faceta:)

Byłam świadkiem sytuacji i pewnie przyczyny jego zerwania z poprzednią. Calkiem nieswiadomie to zrobił. Wtedy jeszcze sie nei znalismy prawie wcale, nie wiedziałam że ma dziewczyne i kto to w ogole jest...
Jego a moj już wtedy kumpel przyprowadzil go do klubu, gdzie ja bylam z kilkoma kolezankami.
Po imprezie stalismy przed barem, nagle podjechalo auto.
Dziewczyna siedząca za kierownicą miala przyjechać po niego i naszego kumpla, ale gdy zobaczyła nas razem, czyli ich z kilkoma chichoczącymi dziewczynami, to odjechała z piskiem opon...

Jakiś czas pozniej, gdy spotkalam go znowu w klubie, zachmurzony powiedział mniej wiecej "nie chciała mnie to nie!"

Wyobraźcie sobie że on kiedys po pijaku wypomniał mi że kiedyś tam "zostawiłam" go i naszego kumpla w klubie jak tańczyłam z moim byłym. Wtedy to nawet mi się nie śniło że będziemy razem i miałam prawo robić co chce.

Ach ...

6

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Moja kumpela i ON pogadali siebie wczoraj w klubie, ja nie moglam isc.
Podsumowując-on powiedział że mu mnie brakuje, bo świetnie spędzał ze mną czas i że mam charyzme itp, ale że on nie chce nic poważnego na razie. Myśli że do siebie nie pasujemy, że on nie jest bradem pittem (moim kumpelom raczej z wyglądu się nie podoba) a ja jestem (za) młoda i atrakcyjna i sobie kogoś znajdzie, poza tym tez nie jestem w jego typie urody (czy można być aż tak powierzchownym?) i ja w jego też nie, bo moj Romek byl blondynem o niebieskich oczach...

ach nie moge ze śmiechu!

Przyznał się że niepotrzebnie robił na mnie "testy" (róznie mnie prowokował-pytania, sytuacje), które jakby miały sprawdzać mnie czy jestem kandydatką na stały związek, i nie grał w otwarte karty i to flirtowanie po pijaku tez uważa za niewlasciwe w tym przypadku skoro dawał mi do zrozumienia że będzie z tego coś więcej.
Wspomniał że chyba niepotrzebnie z przyjazni przeszlismy w kontakt fizyczny i że nie jest zakochany (mi też mowil że byl zakochany tylko raz i to w wieku 17 lat ...LOL).
Ale zdązył nawet mojej kumpeli nadmienić że kiedyś go "zostawiłam" w klubie z powodu Romka. Nawet kumpela sie z tego smieje, bo przeciez wtedy nie bylismy razem, a  powiedział jej że wtedy już flirtowalismy smile chyba jego duma została wtedy urażona, bo naprawde w tej sprawie nie odpuszcza smile

Czy on wie co chce czy już zostanie starym kawalerem?

7

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Widzialam sie w piatek z jego/naszym kumplem, bo sie wprosil do mnie na chwile. Gdyby nie kolezanka ktora nam towarzyszyla to nie mialabym z nim tematu. Planowalam najpierw pogadac z moim facetem a nie z jego kumplem ale oczywiście do dziś nie spotkalam się z moim byłym facetem, ale o tym pozniej.
Za to jego kumpel powiedział mi, że sobie razem na wycieczke samochodową jadą na tydzień! Wkurzyłam się lub lepiej- rozczarowałam choc nie jestesmy juz razem!

Wczoraj byłam u przyjaciolki ktorej "wieki" nie widzialam, poznalam jej przyszlego meza, porozmawialam z nim o moim "przypadku" i trochę klapki z oczu mi spadły...

Moj facet napisal mi w piatek że zobaczymy sie w przyszlym tygodniu ale że pod koniec tygodnia, kiedy ja akurat nie moge bo pracuje, wiec dzisiaj  w nocy jak wrocilam z weekendu od tej przyjaciolki, napisalam mu że pasuje mi bardziej poczatek tygodnia-
ale dziś caly dzien zero odpowiedzi.

Oczywiście jak za starych czasów napisałam do niego dlugaśnego na strone maila i wspomnialam o naszym kumplu- jakby na zlosc żeby się ich wycieczka nie doszła do skutku.

Wspomniałam że nasz kumpel powiedzial zebym oszacowała jego atrakcyjnosc. Napisalam żeby sam pocieszal swojego kumpla ktory potrzebuje podreparowania swojego ego i że niestety nie moge mu pomoc i postawilam usmieszek.
Dodalam ze nasz kumpel jest sam sobie winny rozpadu swojego malzenstwa-wzial sobie kobiete karierowiczke, to byl zwiazek na odleglosc i zamiast jezdzic do zony chociaz na jeden dzien wolal isc z Nim (moim facetem) i kumplami na impreze.

Napisalam też ze musialam się smiac wewnetrznie gdy nasz kumpel zachwycony opowiadal jak to bylo na ich poprzednim wypadzie do pewnego miasta (9 kumpli -nie tylko singli-pojechalo na 3 noce zeby sie wybawic w klubach) i że tym moze zachwycac się najwyzej 25latek (kumpel ma 31).
Napisalam że nie wyobrazam sobie że na taki wyjazd mialabym pozwolic swojemu przyszlemu facetowi. Zapytalam retorycznie czy to normalne zeby kobiety zamezne czy bedace w zwiazku grupowo jechaly np. do Wloch zeby pobawic sie pare nocy z Wlochami. Dodałam: "zabawa na krotką mete"

Oczywiscie wreszcie wspomnialam o sytuacji o ktorej z nim nigdy nie rozmawialam- o tym zerwaniu z poprzednią jego dziewczyną.
Napisalam że to kumpla żona a nie jego dziewczyna powinna po nich wtedy przyjechac po imprezie. Kumpel nie mial zmartwien bo żona nie widziała tej sytuacji przed barem a moj facet przez swoją glupote stracil dziewczyne. Wreszcie mu to powiedzialam. A jeszcze zacytowalam sms-a ktorego wyslal mi kumpel po tym jak jednak ta ex dziewczyna jednak zawrocila i przyjechala po nich (mnie z kolezankami juz wtedy nie bylo). SMS brzmial "Jednak nasza czarna taksowka po nas przyjechala ...:-) "

Ja Go bardzo lubie, niech przejrzy na oczy, że jego kumpel to dzieciak w ciele 31-latka-sam moj facet mi kiedys mowil że to jeszcze dziecko, ale go lubi bo jest najszczerszym z kumpli i że nie powie złego słowa o nim.

Jakbym chciała żeby On stanął znowu po mojej stronie jak w przypadku jego pierwszego kumpla.

Teraz obawiam się że moj byly facet nie odpowie i sie juz nie spotkamy, i niestety bede zmuszona do zerwania kontaktu z obydwoma...

8 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-09 21:44:25)

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

.

9

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?
martita07 napisał/a:

po co ty sobie tak komplikujesz sprawy smutna długonoga??

Po pierwsze to jeżeli masz coś do kumpla to mu powiedz to w oczy, nie bądź nie szczera bo to na dobre nie wyjdzie, po drugie to po co inwestujesz tyle czasu w coś co ciebie boli i rani??

w ,,cos co rani i boli,, i nie daje nawet zludzen na jakakolwiek przyszlosc............
  smutnadlugonoga uparcie wmawia sobie chyba ze jeszcze cos z tego bedzie ,tylko z czego?uczucia zadne
go z jego strony nie bylo,wiecej tam nie bylo niczego,zadnej wiezi ,nic ,facet kompletnie pozbawiony zycia emocjonalnego,mimo 30 na karku chlopczyk..........
  dlugonoga zacznij zyc ,przestan rozpamietywac kazdy jego ruch ,gest ,kazde jego slowo,pelnilas role epizodyczna w jego zyciu ,trzeba zeby to do ciebie dotarlo,moze wtedy sie zbudzisz..........

10

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Dziękuje Wam dziewczyny za odzew:)

Nie mogę powiedzieć że ja Go kocham. Nigdy nie mówilismy sobie nawet per kochanie, chyba nawet ciężko by mi przeszło to słowo przez gardło, bo jeszcze nie czułam się tak pewnie z Nim jakbym tego chciała.

Jednak On pozostawił we mnie taką otwartą ranę, a każde widzenie się z naszym kumplem tylko nie pozwala się tej ranie zagoić, zwłaszcza że brakuje mi jakiejś szczerej rozmowy z moim byłym...

Nie zależy mi już tak na tym kumplu. On sądzi że jesteśmy przyjaciólmi, ale dokladnie tydzień temu prosiłam go o radę w pewnej sprawie, a on po 3 dniach odpisał ale niestety nie w tej sprawie tylko pytał czy nie mam ochoty iść na imprezę. Myślał że co, że bede mu opowiadać o moim problemie na imprezie?  On ma jakieś braki wychowawcze, ale nie warto o tym wspominać...

Szkoda mi tylko że mój były facet tak jemu ulegał i ciągle ulega. Wiem, że On już nie ma ochoty na wychodzenie do klubów, ale kumpel strasznie się nudzi i oczywiście szuka towarzysza. Tak samo z tym urlopem, to oczywiście jak zwykle inicjatywa kumpla. Nie wspominałam jeszcze że mój facet ma firmowe auto i benzyna na firmę więc kumpel (straszna sknera) zawsze umiał "zaangazować" mojego faceta w różne wyjazdy...

Jest we mnie jakaś potrzeba ocalenia mojego faceta, zeby tak jak ja przejrzał na oczy.
Jak dla mnie ten kumpel może do końca życia chodzić do klubów i zagadywać dziewczyny. Nie dziwię się że żona go zostawiła. Nie miałabym ochoty na wychowanie dużego EGOISTYCZNEGO dziecka.

Porywam się z motyką na słońce, są kumplami od 7 lat...
(Tak naprawde posiadam wiedzę która rozwaliłaby ich przyjaźń, jak mówiłam mój facet bardzo mi ufał i kiedy byliśmy razem powiedział mi różne rzeczy o naszym kumplu, wystarczyłoby "sprzedać" je kumplowi ale nie tędy droga...)

11 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-09 21:42:36)

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

,

12 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-09 21:42:01)

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

.

13

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Chyba rzeczywiscie ostatnim ostrym mailem zrobiłam niezły bajzel. A  ja przecież tylko napisałam co myśle o szanownym kumplu i jak byłam z moim facetem zawsze tez mieliśmy do niego jakieś uwagi, On sam obgadywał kumpla że jest taki taki siaki...
Teraz moj facet zmienił front najwyrazniej. Nie ma mnie, wiec pozostał "super kumpel".

Moj facet mial miec niby czas pod koniec tygodnia, wiec wczoraj napisalam, że pracuje od wtedy do wtedy w tych dniach ale że bardzo  chetnie sie z nim zobacze przed ich wspolnym wyjazdem za granice (tak! moj facet i kumpel jadą sobie na tydzien gdzies!)

Potem napisalam, że szkoda że nie chce isc ze mną na wesele (jest za tydzien) i dolaczylam dwa zdjecia-ja w sukienkach i zapytalam, ktora ładniejsza...

Mam nadzieje że sobi te foty zachowa i niech patrzy co stracił!!!
nie spodziewam sie już odpowiedzi sad

14 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-06 23:11:58)

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

.

15

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Minely dwa miesiace...

Sprobowałam z nim znowu, bym bardziej żałowała gdybym tego nie zrobiła.
On jednak nic się nie zmienił. Były momenty lepsze, ale niestety z jego strony nie ma większego zaangażowania. Myśle że po części to mamisynek, ale przede wszystkim taki typ PIOTRUŚ PAN, który nie chce na dłuższą metę wiązać się na stałe a szuka jakiejś idealnej kobiety.
Nalegałam już na szczerą rozmowę, bronił się jak mógł -wreszcie sama musialam napisać do niego w mailu czego oczekuje i że każdy z nas ma swoje życie (napisałam tak bo zaczął mnie unikać i czułam co się święci) po czym mowił mi że nie przeczytał tego maila... potem zaczał zachowywac się dziwnie, jak pies ogrodnika, nie chciał chyba żebym o nim szybko zapomniała. Napisałam mu, że ide dzis z kolezanka na impreze i że może się tam spotkamy (byłam pewna że tam bedzie i napisałam zeby niebyl zaskoczony) a on jakby nigdy nic zadzwonił do mnie gdy juz sie szykowalam, zaprosiłam go, ale nie było okazji porozmawiac bo koleżanka już przyszła po mnie itd... On nas odwiozl- chyba chciał o sobie przypomniec bo okazało się że nie miał kolegi na impreze...
Po tym nacisnelam jeszcze raz, miałam powod napisac do niego, że boli mnie że nie ma do mnie zaufania... a on wreszcie napisał co mysli i co miał mi we "właściwej" i długo oczekiwanej rozmowie ze mną powiedzieć, tchórz i tyle! chciał chyba wszystkie sroki za ogon trzymac ale wreszcie przeczytalam w mailu od niego: "nie badz na mnie zła, ale w tym momencie nie zamienie mojej wolnosci na nic innego. Baw się i uzywaj życia!"
Komiczne było gdy wlasnie tego dnia spotkalismy sie w klubie, on wszedł a ja wlasnie "korzystałam z zycia" flirtujac z innym kolesiem, choc wcale nie mialam na to ochoty. Tylko sie przywitalismy, zero rozmowy, po godzinie wyszedl sam z klubu nie zegnajac sie nawet ze swoimi kolegami...

Nie widzielismy sie ponad tydzien a jeszcze kilka tygodni temu zaplacilismy za wspolny kurs tanca-jutro pierwsza lekcja- przypomnialam mu o tym w mailu ale jak na razie cisza...

To szkoła życia z nim, ale chyba w tym przypadku uodparniam się na różne męski sztuczki... o lepszego nauczyciela ciężko by było. Czasami chciałabym być taką zimną suką, ech

16 Ostatnio edytowany przez smutna długonoga (2010-10-15 20:29:05)

Odp: ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Kurs tańca... po nim sprowokował mnie jednym małym kłamstwem i zaczęła się krótka i bardzo nieprzyjemna rozmowa a wiele co mówił wynikało z jego błędnego zrozumienia maili co do niego napisałam ponad tydzien i 2 tygodnie temu. Po tej nieciekawej wymianie argumentów musiałam wysiąść z jego auta i niestety teraz nawet nie wiem czy będziemy chodzić na ten kurs tańca:(
Napisałam do niego maila że może kiedyś porozmawiamy o szczegółach -tzn o tym co on tam źle zrozumiał w tych moim mailach, że nie będę go zagadywać na imprezach (małe miasto- często bawimy się w tych samych klubach)i że nie chce mu się narzucać.

Tak!- w rozmowie wyrzucił mi że się za nim uganiam bo ciagle gdzie on sie pojawia tam i ja. Ciezko zeby bylo inaczej skoro on (37) w srodku tygodnia chodzi do studenckiego klubu, gdzie chodzą moi i jego znajomi, a drugim klubem gdzie sie pojawiam z przyjaciolką to klub, gdzie ostatnio najłatwiej kogoś poznać. Tak wychodzi  że czy on chce czy nie będzie mnie widział 1-2 razy w tygodniu.
Po naszej rozmowie w aucie wywnioskowałam że nie pójdzie wieczorem do tego studenckiego klubu, poszłam tam więc mimo totalnego roztrzęsienia i byłam pewna że tam nie przyjdzie, bo ja mu pierwsza wspomnialam że ide do tego klubu dzisiaj wieczorem.
Okazało się, że jednak przyszedł a gdy tylko mnie zobaczył schował się za kimś-on po prostu myśli że tak jak kiedyś podejdę i będę chciała pogadać. Na szczęście gdy doszło 2 godziny poźniej do spotkania wzrokowego, to ja byłam zajęta rozmową/flirtem z kumplem. Spojrzał zimno i poszedl jakby w innym kierunku niż zamierzał. Tyle go widziałam...

Czy będzie jutro na imprezie? Nie wiem. Wiem, że dziś wychodzi... Niech korzysta z tej jego "wolności"...

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026