Już 5 tygodni nie widziałam się z "moim" facetem.
Wtedy mieliśmy przykrą rozmowę, bo musialam zwrocic mu uwagę że jego zachowanie po pijaku godzi w moją godność i że tak nie może dalej być. Nie mogl mi wtedy obiecać że to się zmieni, powiedział "zastanowie się". (prawda jest taka, że żadna dziewczyna nei zaakceptowałaby tego zachowania)
Może nasz związek nie był jeszcze poważny (to było intensywne pare tygodni-mam duzo wolnego czasu -studentka-a on prace że mogłam mu towarzyszyć w codziennym życiu), ale ja "inwestowałam" w niego już od początku roku i byliśmy coraz w lepszych kontaktach
aż w końcu stało się. Wylądowaliśmy w łożku, przyznał że jest nam świetnie w tej sferze jak na tak wczesny etap poznania się. Od tego czasu czułam że jesteśmy razem i że mu na mnie zależy.
Po dwóch tygodniach od naszej ostatniej rozmowy napisałam mu że rozumiem co jego milczenie oznacza, ale napisalam tez że nie widze powodu żebysmy nie byli w kontakcie i że mozemy sie dalej przyjaźnić. Znamy sie przez dobrego kumpla i niespotkanie go w najblizszym czasie nie dałoby sie uniknac, zwlaszcza że ten kumpel bardzo mnie lubi i czesto chcialby sie ze mną widzieć.
Niestety po tym moim mailu, nie dostałam żadnej odpowiedzi czy chce utrzymywać ze mną kontakt czy nie. Wiadomo że moje uczucia do niego nie wygasły, ale chyba łatwiej by mi było zapomnieć gdyby potwierdził to co mu napisałam prostym zdaniem "ok, pozostajemy przyjaciołmi itd", wtedy bez wyrzutów sumienia mogłabym flirtować i poznawać nowych facetów, choc wcale nie mam na to teraz ochoty. Jednak On nie zamknal tego działu i ja mam nadal nadzieję.
Wlaśnie irytacje z powodu jego braku odpowiedzi wyładowywałam na tym kumplu, nie umawiając się z nim na impreze itd, albo wymigując się od spotkan. Wreszcie kumpel wpadł na to gdzie lezy przyczyna i powiedzialam mu że oczekuje od jego kolegi, prawie 40letniego faceta określenia się i nie rozumiem dlaczego się nie odzywa. I pewnie odbyli rozmowe bo moj byly facet wreszcie po paru tygodniach odpisał mi na maila -ostatni moj mail byl sprzed paru dni-a dotyczyl tego zeby sie spotkac na kawie. A wiec moj byly napisal kiedy ma czas i zapytal kiedy mi pasuje.
On miał przede mną 2letni związek tez z dużą mlodszą dziewczyną, i sądze że przez jego zachowanie też ją stracił, tylko że ja dałam mu szansę. Sam mnie pocieszał na jesień i zimę bo rozstałam się z chłopakiem, a na wiosnę rozkwitło coś między nami:)
Do 30stki moj facet miał 8letni związek i chyba wtedy się zawiodł i zaczął szaleć, zwłaszcza gdy wcale nie wygladał i nie wygląda na swój wiek.
Myśle, że teraz szuka ideału, który neistety nie istnieje a jedyne co się dzieje to to, że staje się coraz starszy. Myśle że tak na dłuższą metę to będzie sam
Żaden facet nie zna mnie lepiej, On mi bardzo ufał. Nasza intymność rozmów pogłebiała się a tu nagle taka niemiła niespodzianka
Wiem że On ma swoje kompleksy dotyczące wieku i napewno nie pokazywał mi jak bardzo zależy mu na tym żeby założyć w końcu rodzine (jego mlodsi bracia już mają rodziny).
Druga sprawa że ten nasz wspólny kumpel właśnie rozwodzi się z żoną (z jej winy a ona jest w moim wieku) i przez to teraz nawet On może być ostrozniejszy.
Po tych paru tygodniach rozłąki doszłam do wniosku że mój facet mi niczego nie obiecywał ani tez mnie nie skrzywdził i przyznaję że ja bardzo chciałam żebyśmy zostali kochankami, a tylko przez pare miesięcy udawałam "niedostepną", więc niczego nie żałuje.
Szkoda mi że to już się skończyło przed tym jak się tak naprawdę miało zacząć.
Nie rozumiem jak facet w tym wieku moze tracić czas na jakieś przelotne przygody/krotkie związki zamiast szukać materiału na żonę
Kilka razy jakby mimochodem mówił mi że nadaję się na żonę.
Czasami myśle, że wtedy specjalnie dał mi powód żebym od niego odeszła, a żeby nie było tak, że on mi mówi że, bo coś tam mu we
mnie nie pasuje.
Pamiętam jak po tym jak nabroił po pijaku powiedział mi wtedy jeszcze pod wpływem alkoholu "ja się nie nadaję do długich związków", jakby szukał u mnie zrozumienia dla swojej ...niedojrzałości (?).
Przecież nie rozstaliśmy się (po tej rozmowie) w jakimś gniewie, nie pokłóciliśmy się. Powiedziałam wtedy tylko gdzie jest granica, którą przekroczył, uroniłam pare łez przy nim i powiedziałam że chciałam z nim budować zaufanie.
Nie był przygotowany wtedy do argumentowania swojego nędznego zachowania po pijaku aż mi było go żal. Bronił się jak mógł, jakby mu naprawdę na mnie zależało. Sądziłam że odezwie się za pare dni i powie co przemyślał...
Mineło 5 tygodni a tamta sprawa jakby już przedawniona
Muszę wspomnieć też o fakcie że przyczyniłam się do zerwania przyjaźni mojego byłego ze swoim "przyjacielem"(od 10lat)...
Długa historia, chodziło o to że zwróciłam mojemu facetowi uwagę że tamten go wykorzystuje i obmawia. (to własnie mnie jego "super przyjaciel" opowiadał kiedyś pod nieobecność mojego faceta jaki to moj facet jest "zły" -a ja jeszcze wtedy wahałam się czy posunąć się z moim facetem dalej)
Wtedy nawet nie bylam jeszcze z Nim, ale mi zaufał i zerwał z tamtym szują kontakt!
Gdyby nie ten moment, obawiam się że nie mogłabym mojego facetowi zaufać i pójśc na całość. Pokazał wtedy, że ma zasady i honor i że takich błedów w przyjaźni się nie wybacza.
Zaimponował mi tym strasznie i nie wyobrażacie sobie jaki był dumny że stanęłam po jego stronie.
Ach nie wiem kiedy sie spotkamy, napisałam że jestem zajęta (bo jestem-egzamin itp) i że dam mu znać, koło poniedziałku wtorku bedę musiała się z nim zobaczyć. Ach zależy mi na nim! Nawet nie wiem jak podejść do tej rozmowy, żeby nie wyjść na naiwną i głupią. On z racji wieku i doświadczenia (miał wiele kobiet po tym długoletnim związku) jest niezłym psychologiem. W pracy nauczyl się też manipulacji ludzmi, szkoda też że wykorzystywał tę umiejtenosc w relacjach zarówno ze mną jak i z naszym a jego najlepszym kumplem. Niektóre rzeczy zauważalam ale były to drobnostki, nikt nie jest doskonały...a teraz nie mogę się mu przecież rzucić na szyję i powiedzieć że tęskniłam... Po prostu życie nauczyło go sprytu, co akurat mi sie podobało, bo czułam się dobrze w silnych ramionach faceta który jest zaradny. ![]()
Pomóżcie!