netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Partner z problemami psychologicznymi i ja

24 odpowiedzi3 650 wyświetleńzałożony przez Onorina, 24.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Partner z problemami psychologicznymi i ja

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Partner z problemami psychologicznymi i ja

No to teraz ja. Jak już wspomniałam w paru innych wątkach, jestem w związku z naprawdę dobrym, wspaniałym facetem. Chcemy się pobrać. Jednak - jak mówiłam w innym temacie - mój chłopak jest po depresji, ma nerwicę serca, w dodatku uważa, że cierpi na fobię społeczną (ja po przeczytaniu artykułów na ten temat i wypowiedzi ludzi z różnych forów stwierdziłam, że to chyba na szczęście nie aż to, tylko raczej baaardzo daleko posunięta nieśmiałośc). Kiedy go poznałam, planował właśnie próbę samobójczą (trzecią w życiu...). Miałam szczęście, że, jak mówi, zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i odważył się odezwać (co przepłacił później 2 nieprzespanymi nocami). Na początku byliśmy przyjaciółmi. Ja w tamtym czasie byłam zainteresowana kimś innym, on chciał odchorować swój 5letni związek z dziewczyną, która też miała na swoim koncie próbę samobójczą i miała podejrzenie schizofrenii oraz depresję. Udało mi się doprowadzić do tego, że przestał się mnie bać. Miał katastrofalną samoocenę, bał się spotkania z moimi znajomymi (choćby to była tylko 1 koleżanka, notabene. której się bardzo podobał). Nauczyłam go uśmiechać się do swojego odbicia w lustrze (bardzo długo twierdził, że woli na siebie nie patrzeć), mowienia o swoich odczuciach, aranżowałam spotkania, dobierając ludzi tak, by czuł się wśród nich dobrze. Wprowadzałam element racjonalizmu do jego myślenia ("nie panikuj, tylko pomyśl, jak to rozwiązać"). Przy tym on wspierał mnie zawsze, był na każde wezwanie, podobało mu się wszystko, co robiłam.
Kiedy rozstałam się z tamtym chłopakiem, wspierał mnie, siedział ze mną, ocierał łzy. W końcu zdecydowałam się z nim być. Na początku głównie po to, by nie być sama, teraz jestem z nim dlatego, że go kocham.
A teraz wyjaśniam, w czym konkretnie chcę prosić o radę. Otóż większość tych chorób, które ma, ustąpiła częściowo odkąd jest ze mną. Rzadziej boli go serce, ataki paniki są rzadsze i mniej intensywne, huśtawki nastrojów też są mniejsze, samoocena lepsza, ma więcej stanowczości i energii w decydowaniu o życiu. Jednak czuć, że te choroby dalej są. Do psychoterapii jest zniechęcony, bo ta w związku z depresją nie do końca wyszła. Nasze problemy dotyczą np takich spraw: zaproponowałam, żebyśmy poszli na basen. On: nie! ja: dlaczego? on: bo tam będą ludzie! (mój chłopak ma uczucie, że inni chcą go skrzywdzić i zaatakować. mówił mi, że nie jest w stanie nad tym zapanować, najchętniej by uciekał ze wszystkich miejsc publicznych). Naciskałam i w końcu poszliśmy. Ale czy zrobiłam słusznie? Albo inna sytuacja: on się boi kupować ubrania, chyba, że ktoś jest obok. Iść z nim czy nie?...  i tak dalej. Chcę o niego dbać, ale z drugiej strony czuję się w pewien sposób "uwiązana". Chciałabym, żeby było normalnie. Żebym np się nie obawiała zostawić go samego na chwilę w grupie znajomych (kiedy to robię, zaczyna tak panikować, że zaczyna gadać od rzeczy, by inni nie widzieli jego strachu, co w towarzystwie oczywiście nie bardzo się podoba). Jeszcze inna sytuacja: wyczytaliśmy kiedyś wspólnie w jednej gazecie, z którymi pieprzykami na skórze trzeba pójść do dermatologa. Mój chłopak zauważył u siebie kilka odpowiadających opisowi i tak się przestraszył, że zaczął się cały trząść!
Ostatnio zaczęłam mu mówić o swoich odczuciach, zastanawia się nad terapią. Jednak terapia to długi czas, a ja w tej chwili nie wiem, co robić. Nie chcę, żeby nasz związek wyglądał tak, że to ja się nim opiekuję, ale niestety częściowo teraz tak jest (chociaż mniej z każdym dniem). On twierdzi, że tylko kiedy leżę obok (nie mieszkamy razem) może zasnąć. Często jest tak, że przychodzi do mnie, przytula się i zasypia, bo w nocy nie mógł spać.
Nie chcę zwariować i ustawić się w roli opiekunki. Co mi radzicie?

2

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Oriono cięzki krzyż wziełaś na swoje barki.
Jak najbardziej uważam że powinnaś go popychać do ludzi.
Radzę iść do psychologa i z nim poważnie porozmaiwać nad tym związkiem. Nie chcesz być opiekunką- ale wydaje mi sie że przez kilka lat tak będzie. Nie jesteś lekiem na wszystko- on musi sie leczyc. Te sytuacje to tylko zalążek tego co jemu w głowie siedzi. On sie strasznie męczy sam z sobą.

3

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Dzięki za odpowiedź. Próbuję rozmawiać, ale to jest o tyle trudne, że często po takiej rozmowie boli go serce lub znowu nie śpi w nocy, dlatego często unika takich rozmów i często ze złością mówi mi nie. Mi wtedy też jest przykro. W ogóle to jest jeszcze jeden aspekt problemu. Jako, że daję mu poczucie bezpieczeństwa, ciężko mu zmierzyć się z moim żalem i pretensjami. Strasznie je przeżywa. W pierwszej chwili potrafi się postawić, ale potem jest przerażony i po 10 razy pyta czy już się nie gniewam, a potem przez następne 3 dni zastanawia się, czy dalej chcę z nim być. Chcę, na miłość boską, chcę! Tylko pewne rzeczy mnie przerastają. To naprawdę wkurzające. moją sytuację można zobrazować tak: podstawiam malutką iskierkę, wybucha pożar, który potem muszę gasić. Kosztuje mnie to wiele energii.

4 Ostatnio edytowany przez Matbaza (2010-07-30 04:51:10)

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Hej.
Przeżywałąm dokładnie te same rzeczy co Twój partner.
To rzeczywiście ciężki orzech do zgryzienia, jak to czytam, to boję się, że możesz mieć na sumieniu jego samobójstwo, jeśli odejdziesz od niego gdy jest w takim stanie.
Ja związałam się z moim mężczyzną tuż po mojej drugiej poważnej próbie samobójczej.
Mogę napisać Ci jak to wyglądało z drugiej strony, co robił mój facet, jak to na mnie wpływało.
Mój facet sprawiał wrażenie bytu niezależnego. Owszem, przytulał gdy wylewałam łzy, ale nie karmił mnie złudzeniami. Powiedział, że on mi nie da szczęścia, że szczęście trzeba dać sobie samemu. Na początku cierpiałąm gdy to słyszałam, bo zdawało mi się, że on da mi szczęście, którego tak bardzoo w moim życiu brakowało. Gdy się z nim związałam czułam, że spełniły się moje marzenia o kimś, kto się mną zaopiekuje, a on stawiał sprawę jasno i wyraźnie. Mam być niezależną pełną jednostką i szczęscie ma zależeć tylko ode mnie.
Panikowałam jeśli chodzi o ludzi, nie miałam odwagi poznać jego znajomych, jeśli już się udało spotkać, to byłam niemiła, opryskliwa, ze stachu, że mnie nie zaakceptują. Co zresztą miało miejsce, no bo jak tu akceptowac takiego dziwoląga. Już wtedy byłam na lekach i teoretycznie było lepiej, ale w głębi kisiły wszystkie stare przekonania, żale do świata i ludzi, strach przed życiem.
Gdy szłam kupować ubrania, to tylko z nim. I to on proponował co mam założyć. To co wybrał było ładne i cieszyłam się. Cieszyłam się, że wybrał to dla mnie, bo to znowu dawało iluzję, że się mną opiekuje. Bardzo potrzebowałam czułej opieki. Od czasu do czasu w przypływie dobrego humowru szliśmy do sklepu i kazał mi przymierzać to i owo. Ja komletnie sobie nie radziłam z zakupami, wchodziłam 2 metry do sklepu i ogarniał mnie szał i taka wściekłość, że nie umiem tego opisać, nadmiar bodźców, wszystkie ciuchy wydawały mi się tandetne i że ja nie mam czego tu szukac i nigdy samej nie uda mi sie niczego kupic. Z czasem gdy juz widziałam co do mnie pasuje, gdzie szukac zaczelam sama wybierac sie do sklepów, na początku patrzec. Potem kupowac jakies rzeczy, które leża nie noszone, ale w koncu udało mi sie kupic dla siebie cos co sie jemu podobało i utwierdził mnie w NOWYM  przekonaniu, ze dam rade sama sie ubrac.
Bardzo często miewałam bóle w klatce piersiowej, szczególnie jesli nie rozumiał moich potrzeb, albo odtrącał mnie, bo miał coś pilnego do zrobienia. Bolało mnie serce i złościłam sie bardzo na przemian z ogromnym zalem i rezygnacją z życia. Gdy on znów miał dla mnie czas, odżywałam jak podlana roślina po przesuszeniu. Totalna huśtawka. On tez sie ze mną męczył.
Moja depresja wracała falami, co rok na wiosne, lato, znow mialam dosc zycia, wiedzialam ze leki mi pomagaja, wiec wtedy wskakiwałam na leki.
Totalna burza w umysle, bylam dzieckiem, które trzeba bylo prowadzic za rączkę.
Byłam u mnóstwa rozmaitych durnych psychologów, nawet na 3-miesięcznej terapii grupowej dla osób z depresją. Gucio to wszystko dalo. Myslałam ze nie ma dla mnie ratunku i utknę w tych hustawkach nastroju, dzikosci do ludzi, samotnosci do konca mojego swiata. Nie poszlam z kolega na koncert, bo bałam sie, ze to co ubiore nie bedzie odpowiednie, nie poszłam na grilla, bo wiedzialam ze beda tam ludzie ktorych nie znam i nie bede wiedziala o czym z nimi gadac, katastrofa.
Raz moj mezczyna nie stanal na wysokosci zadania. Kiedy pojechalismy do jego znajomych i nie chcialam isc do ogniska, bo oni byli zartownisiami i pili, ja nie piłam bo na lekach. Wtedy powiedzial mi sam ze jestem dziwna i jak chce to mam sobie tu siedziec, on nie bedzie marnował dobrego wieczoru, bo ja mam jakies lęki i iluzje. Zostałąm sama i nijak nie moglam wrócic do domu, oni sie bawili, a ja płakałam. A moj facet owienien byc wtedy ze mna, zachecic mnie, zaopiekowac sie mna - nową w towarzystwie, tymbardziej ze znał moje lęki.

Piszesz ze psychoterapia go odstręcza. Mnie tez odstreczała. Az w koncu gdy kolejny raz przyszła fala depresji, zapisałam sie państwowo do psychologa. Poszłam z problemem zlosci, bo wydawalo mi sie, że problem depresji przerobiłam z innymi bufonami-psychologami na tysiace sposobów.
No cóz, facet i tak dotarł do sedna sprawy. Za depresją kryją się błędne przekonania. Sesja po sesji psycholog wywracal mój świat do góry nogami. Aż w końcu wyciągnał mnie na brzeg depresyjnej studni. Stanęłam na nogach. Jestem normalnym czlowiekiem, który rozumie swoje reakcje, juz nie boi sie ludzi, mysli o sobie dobrze, robi zakupy ubraniowe- acz niechetnie, bo wole usiąść do maszyny i sama coś uszyc. Jestem inna osobą, uleczoną.
Niech nie rezygnuje z psychoteraii, w koncu trafi na kogos, kto mu pomoze. Zycie naprawde moze byc super.

Pozdrawiam. Trzymaj sie, nie masz łątwo, zdaje sobie z tego sprawe.
Pa

5

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Czyli da się po tym wszystkim stanąć na nogi... Dobrze wiedzieć, dziękuję smile

6

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Zawsze jest szansa że sie uda.
Ty jednak musisz uważać żeby sie nie identyfikować z jego problemami.
Dlatego radzę psychologa również dla Ciebie, Twojego zdrowia psychicznego.

7

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Identyfikować z jego problemami? Nie myślałam o tym w ten sposób jeszcze. Ciekawe. Możliwe, że się wybiorę.

8

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Kochana ja nie mam zamiaru Cię straszyć ale dla Ciebie będzie lepiej jak poznasz wroga (jego chorobę) i skutki jakie moze mieć ona dla Ciebie.
Nie bez powodu mówi się ze np. rodzina alkoholika to os. współuzależnione.
Tak samo gdy Ci braknie sił pojdziesz i pogadasz o tym z kimś kompetentnym.

9

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Pocieszam się tym, że jestem osobą bardzo racjonalną, z dużym dystansem i poczuciem humoru. Moja bezpośredniość posuwa się czasami aż do gruboskórności. Potrafię powiedzieć mojemu chłopakowi: "Nie świruj" albo "Pomartwimy się, jak już będzie czym, a teraz zajmijmy się czymś innym", albo "Nic ci tam nie zrobią, idziemy", tak samo, jak, kiedy zasypia przy mnie, zdarza mi sie go budzić i mówić: "Nie śpij, bo w nocy nie będziesz spał".
Ale fakt, o rodzaju 'współuczestnictwa w chorobie" nie pomyślałam. Dzięki za radę, wybiorę się do psychologa, tylko najpierw muszę się oswoić z tą myślą.

10

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

To świetnie że jestes twarda. Nie ma za co smile życzę Ci dużo siły i tego żeby on się szybko uporał sam ze sobą.

11 Ostatnio edytowany przez Matbaza (2010-07-30 05:17:49)

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Tak, to nie jest głupi pomysł, żebyś i Ty wskoczyła na psychoterapię, dla samej siebie. Możliwość "identyfikowania się z jego problemami" to jedno, ale jest jeszcze coś. To, że związałaś się z taką osoba a nie inną WYNIKA Z TWOJEJ KONSTRUKCJI PSYCHICZNEJ z czasu gdy się związaliście (no chyba, ze to to samo co identyfikacja z czyimiś problemami smile ). Pasuje on do Twojego modelu rzeczywistości, ukształtowanego przez wiele wcześniejszych doświadczeń mających swe źródło głównie w relacjach rodzinnych. Być może powielasz jakiś schemat, którego nie jesteś świadoma. Psycholog wykazał mi, że związałam się z moim mężczyzną będąc na pewnym poziomie rozwoju emocjonalnego, wtedy ten mężczyzna doskonale wpasowywał się w mój psychologiczny układ. Teraz, gdy doszło do przewartościowania mojego świata... on przestał pasować do układanki... Wskoczyłam na wyższy poziom rozwoju emocjonalnego niż jest on... Ironia losu?
I obecnie jest tak, że albo on zdecyduje się zrobić ze swoją psychiką porządek, albo pójdziemy każde w swoją stronę.
Już nie jestem od niego zależna psychicznie, emocjonalnie, potrafię żyć własnym zyciem i dam sobie radę bez niego.
Wybierz się do psychologa. To naprawdę dobry pomysł.

12

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Ponownie wracam do tego tematu bo pojawił się na horyzoncie nowy problem. Mój chłopak od zeszłego piątku jest w Belgii, zarabia pieniądze na swoje różne potrzeby. Dziś pierwszy raz rozmawialiśmy na skype (niestety, nie mamy stałego dostępu) i przyznał mi się, że codziennie miewa myśli samobójcze, odkąd nie ma mnie przy nim. Powiedział mi, że prawdopodobnie całóy czas miał depresję, która być może "przytaiła się" w związku z tym, że zakochał się we mnie i budowaliśmy nasz związek, a teraz się uaktywniła. Zapytałam go, czy wytrzyma jeszcze miesiąc beze mnie (miał zostać do września), powiedział, że nie wie. Najlepiej by było, gdybym przyjechała.
Problem jest jednak taki, że jestem chora. Jestem w trakcie badań, parę tygodni temu straciłam przytomność i dostałam drgawek. Od lekarki dostałam skierowanie do neurologa, kardiologa i na badanie tarczycy. Przy wysiłku i podnoszeniu rąk boli mnie serce i drętwieje lewa ręka, a usta robią się sine. Badania są porobione, ale z powodu urplopów muszę czekać na wyniki, kardiolog będzie w sierpniu, wyniki badania EEG po 10tym (dokładnie ile po, nie powiedziano mi). Tak więc nie wiadomo co mi jest, muszę czekać na terminy i chodzić po lekarzach, nie wiadomo, czy potem mi nie zlecą dodatkowych badań. Dodam jeszcze, że bardzo łatwo mi się robi słabo, szczególnie w takich upałach, jak teraz. Ostatnio, jak przydźwigałam do domu siatkę zakupów, to po powrocie do domu miałam sine usta, a gdy sprzątałam mieszkanie, musiałam odpoczywać kilka razy. W dodatku jestem całkiem sama w domu. Tak więc nie wyobrażam sobie jechać z bagażem przez kilka państw, w autokarze, przez całą dobę, ale z drugiej strony stan mojego chłopaka mnie niepokoi. Macie jakieś rady?

13

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Nikt nie ma pomysłu? Cóż, nie dziwię się, ja też hmm

14

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Oriono oczywiście ze mam pomysł.
On wie że jesteś chora? Jeśli nie to go powiadom. I oświadcz że nie ma takiej możliwości żebyś przyjechała.
Czy on jest aż tak zapatrzony w samego siebie że nie dostrzega tego jaki byłby to dla Ciebie wysiłek?!
Zacznij go zmuszać do myślenia o tym że nie jest pępkiem świata, macie skype wiec nie ma problemu.
Nie traktuj go jak dziecko bo przez to dłużej będzie chory.
Umówiłaś się na wizytę?

15

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

On dobrze wie, że jestem chora. Nie jest zapatrzony, ratował mnie podczas utraty przytomności, przez 2 tygodnie po tym zdarzeniu codziennie przychodził do mnie i robił mi posiłki, bo nie byłam w stanie się tym zająć. Towarzyszył mi wszędzie gdzie trzeba i nawet bardziej się troszczył o moje zdrowie niż ja. Bardzo nie chciał, żebym została sama z tym stanem zdrowia, no ale życie zmusiło, te pieniądze są bardzo potrzebne. Po lekarzach chodzę, badanie krwi (odebrałam dzisiaj) wskazuje na anemię, czyli nie tragedia, tylko jeszcze muszę się upewnić u kardiologa i neurologa, że to nic więcej, bo lekarkę zaniepokoiły te drgawki i serce. No i obowiązkowo ginekolog, ale z tym mam problem bo w okolicznych przychodniach wszędzie na urlopach hmm no ale muszę szukać. Zwłaszcza że dziś doszła wysoka temperatura.
Mój chłopak absolutnie nie wymaga ode mnie żebym przyjechała, to ja się martwię o niego. Miał w życiu 2 próby samobójcze, więc jego myśli nie mogę lekceważyć. Depresja to poważna choroba, boję się o niego. Problemem jest brak kontaktu. Ja go potrafię podnieść z każdego dna nastrojowego, ale muszę być obok. To co mi mówił, co pisze, naprawdę mnie martwi. Ton tych wypowiedzi jest niepokojący. Boję się, co się stanie, jak nie pojadę.

16

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Pytam po raz kolejny- poszłas do psychologa?
Wytłumacz mu że rozmawiacie przecież przez skype.
Ton niepokojący - może trochę wyolbrzymiasz.
Umawiaj sie z nim na konkretną h żeby wiedział ze będziesz i go wysłuchasz. Musi nauczyć się samodzielności.
Życzę zdrowia smile

17

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Nie umówiłam się na wizytę u psychologa, nie stać mnie na prywatnego, a w pobliżu nie ma żadnej publicznej Poradni Zdrowia Psychicznego. Dalej niż w pobliże teraz nie chodzę, nie mam siły na dalekie wycieczki w te upały.
Fakt, musi się nauczyć samodzielności, masz rację. Tylko zastanawiam się nad jeszcze jednym aspektem tej sytuacji - czy przejazd do Belgii nie opłacałby się na dłuższą metę. W moim domu, gdybym zemdlała, nikt by nie mógł się mną zająć, a tam przynajmniej ktoś by był. Poza tym ostatnio mi się podnosi temperatura ciała, gdyby mi podskoczyła do 39 stopni, nie byłoby nikogo, kto by mi mógł zrobić herbatę. Chyba, że poproszę koleżankę, żeby pomieszkała ze mną kilka dni?...
Co do niepokojącego tonu - być może wyolbrzymiam, też racja. Może wyszczególnię co konkretnie mnie martwi:
- jego poczucie beznadziei wszystkiego
- samobójcze myśli
- bezsenność
- apatia
- huśtawki nastrojów (gdy rozmawialiśmy w niedzielę, zniecierpliwiłam się w pewnym momencie i powiedziałam o czymś, że nie uznaję za stosowne przejmować się takimi głupotami, na co on się rozpłakał, a dwie godziny później, jak mu zaczęłam perswadować i delikatnie z niego żartować, już się śmiał na całego)
Jeżeli to prawdziwa depresja, to przecież nic nie da samo powiedzenie człowiekowi, żeby wział się w garść, tym bardziej że u niego dochodzi jeszcze nerwica. Trzeba z nim być.
No, ale jeśli to nie depresja, a dla mnie wyczynem było dzisiaj przejście osiedla w poszukiwaniu gabinetu lekarskiego... Ech.

18

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

To bardzo zle ze sie nie umówiłaś. Na pewno jest Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej- tam pójdz.
Jeśli nic nie znajdziesz poszukaj porady on- line.
Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja rodzinna, Oriono ale jeśli jesteś teraz sama- poproś koleżankę do siebie.
To co Ciebie martwi jest wpisale w jego chorobę. Ty tego nie uleczysz! Tylko on przy pomocy psychologa i leków to zwalczy.
Jemu przy Tobie jest dobrze, czuje się bezpiecznie ponadto jest zaangażowany uczuciowo -jednak uważam że nie powinnaś tam jechać ze wzgl. napisanych wcześniej. Przeczytaj jeszcze raz wpis Matbazy.
Nie oceniaj siebie zbyt surowo - jesteś zwykłym człowiekiem nie profesorem od duszy. Nie myśl o tym cały czas- daj sobie choć 2h odpoczynku - byś mogła z entuzjazmem czekać na rozmowę, by nie wybuchnąć, by nie oszaleć (przerysowane).

19

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Dzięki za radę z tym Ośrodkiem, nie wiedziałam, że tam też można poszukać.
Porady on-line poszukałam - napisałam na portalu kobieceserca, niestety na odpowiedź czeka się ok 2 tygodnie, a ja napisałam kilka dni temu. Więc jeszcze czekam.
Moja sytuacja rodzinna jest taka, że wszyscy z rodziny pojechali na wakacje, a ja zostałam, by trochę zarobić. Niestety, zdrowie poszło i plany wzięły w łeb (choć i tak nie jest najgorzej, przez kilka godzin pracuję zdalnie), a z rodziny ktoś się zjawi najszybciej za tydzień, bo wszyscy są za granicą, na Krymie.
Dziękuję za wsparcie, być może faktycznie oceniam się za surowo. Może moje wpisy brzmią nieco bardziej dramatycznie niż sama to odczuwam, nie wiem z czego to się bierze wink Nie zadręczam się tym, przedwczoraj i wczoraj bawiłam się dość dobrze w gronie znajomych, którzy do mnie przyszli, a podczas rozmów z moim chłopakiem zachowuję spokój i nawet potrafię na niego nawrzeszczeć (zauważyłam już dość dawno temu, że lepsza złość niż smutek, złość działa mobilizujaco). Więc to nie tak, że się nieustannie martwię i nie mogę sobie znaleźć miejsca, tylko raczej rozważam sobie rozmaite za i przeciw, a Twoje rady, alaclaudie, są bardzo cenne, bo wnoszą nowe punkty do tabelki "przeciw' wink i tak nie podejmę decyzji, dopóki mi nie podadzą wynikow EEG, serca i ginekologa.

Można to skomentować tak, że w anemii nie tylko ciało, ale i myśli są anemiczne wink

20

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Czytam, czytam i się zastanawiam, czy twój chłopak nie ma przypadkiem zespołu Aspergera?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Aspergera

21

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Krzyk nie jest dobrym rozwiązaniem. Może wywołać agresję lub poczucie odrzucenia. Wydaje mi się że więcej zdziałasz mówiąc spokojnie ale stanowczo. Cieszę się że nie jesteś jego chorobą całkowicie pochłonięta. I że troszkę pomogłam.
Damballah co to za różnica czy ten chopak ma nerwicę, depresję, czy inną chorobę. My tu tego nie roztrząsamy.

22

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

O mamo, roznica jest ogromna. Inaczej należy traktować osoby z depresją, inaczej z nerwicą i inaczej z Aspergerem! Jesli chlopak ma zaburzenia psychiczne to nie panuje nad swoim zachowaniem i jesli autorka chce z nim być musi znać jego chorobę...

23

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja

Damballah dlatego namawiam ją żeby porozmawiała z psychologiem o nim.
Pomyliłam się wcześniej. Jeśli możesz napisz po krótce te różnice w traktowaniu, zajmujesz sie tym zawodowo?
A co jak on ma wszystkiego po trochu?

24

Odp: Partner z problemami psychologicznymi i ja
Onorina napisał/a:

Dzięki za odpowiedź. Próbuję rozmawiać, ale to jest o tyle trudne, że często po takiej rozmowie boli go serce lub znowu nie śpi w nocy, dlatego często unika takich rozmów i często ze złością mówi mi nie. Mi wtedy też jest przykro. W ogóle to jest jeszcze jeden aspekt problemu. Jako, że daję mu poczucie bezpieczeństwa, ciężko mu zmierzyć się z moim żalem i pretensjami. Strasznie je przeżywa. W pierwszej chwili potrafi się postawić, ale potem jest przerażony i po 10 razy pyta czy już się nie gniewam, a potem przez następne 3 dni zastanawia się, czy dalej chcę z nim być. Chcę, na miłość boską, chcę! Tylko pewne rzeczy mnie przerastają. To naprawdę wkurzające. moją sytuację można zobrazować tak: podstawiam malutką iskierkę, wybucha pożar, który potem muszę gasić. Kosztuje mnie to wiele energii.

Mam TO SAMO ...
Znam każdy jeden szczegół, o którym Ty nie zdajesz sobie sprawy...
Nie zdajesz, bo nie przeżywasz tego. Wiesz jak to jest - by zrozumieć trza przeżyć. Ale nie w tym przypadku, bo oboje popełnicie samobójstwo...

1. Traktuj Go przez dłuższy czas jak swoje dziecko ...
2. NIGDY! NIE! - oddalaj Go od Siebie, NIGDY! NIE! - zamykaj się przed Nim, prawdopodobnie nie Jesteś wystarczająco otwarta do Niego ...
3. ZAWSZE bądź przygotowana na STRZAŁ z Jego strony - i uprzednio WIEDZ, że On jest DOBRYM, POWAŻNIE CHORYM - KOCHAJĄCYM CIĘ CZŁOWIEKIEM.
Masz JEDYNE WYJŚCIE ...

MIŁOŚĆ ...
TO JEDYNE CO MOŻE OCALIĆ TEGO CZŁOWIEKA smile
Poważnie ...

Pamiętaj, Żeś nie Sama ...
BYŁ, JEST, i BĘDZIE na wieki wieków.
BÓG OJCIEC JHWH i Jego Syn JEZUS CHRYSTUS...
Pamiętaj!
Wszystko będzie dobrze...
I choć nie życzę Ci tego - prawdopodobnie wiele wycierpicie razem...
Jeśli Go Kochasz jak należy - dacie radę smile
Szukajcie drogi do BOGA WSZECHMOGĄCEGO, a wszystko złe przeminie.

Pozdrawiam Cię, A. smile

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Partner z problemami psychologicznymi i ja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026