Każdy człowiek ma w życiu takie rzeczy, o których chciałby zapomnieć, wolałby, aby nigdy się nie zdarzyły. No cóż, każdemu zdarza się popełniać błędy, najważniejsze, aby wyciągać z nich wnioski. A jaki jest Twój największy błąd, pomyłka, którą zdarzyło Ci się popełnić? Są to drobnostki czy coś, co miało wpływ na późniejsze życie?
Podzielmy się wspomnieniami i życiowym doświadczeniem.
Związek i małżeństwo z byłym. Niestety rozwód zawsze będzie się za mną ciągnął jak smrodek. Niemniej nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez ten błąd dojrzałam, wydoroślałam. Nauczyłam się żyć realnie, nie ustawicznie tonąć w marzeniach. Nauczyłam się jak tworzyć dobry, partnerski związek, szanować samą siebie, dbać o swą godność, rozwijać się. No i zaczęłam psychoterapię, jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu
.
Ja z kolei takie błędy popełniłam dwa i biorąc pod uwagę jaki wpływ wywarły na moje życie to chyba mogę przyjąć, że mają niemal równorzędne znaczenie.
Pierwszy z nich zdarzył się kiedy po szkole podstawowej stanęłam przed decyzją wyboru szkoły, nie słuchając rodziców, koniecznie chciałam postawić na swoim. I niestety nie była to słuszna decyzja. Wybrałam odzieżówkę, tata kierował mnie do ogólniaka, a potem na prawo, dziś wiem, że były to dobre rady, bo pewnie byłabym dobrym prawnikiem, a co za tym idzie miała też prestiżowy i dochodowy zawód
.
Drugim, niestety bardzo bolesnym, błędem, było to, że w imię młodzieńczych ideałów i marzeń o romantycznej miłości weszłam w toksyczny związek, czego konsekwencje tak naprawdę ponoszę do dzisiaj. Doświadczenia z tamtego okresu padły cieniem na całej mojej przyszłości i niestety mocno podkopały konstrukcję psychiczną.
Nie umiem wskazać jednego błędu. Najbardziej żałuję tych sytuacji w których z powodu nieśmiałości i zupełnego braku pewności siebie nie skorzystałam z okazji podtrzymywania kontaktów, na których mi zależało. No ale z drugiej strony bez tych doświadczeń nie byłabym teraz o nie mądrzejsza...
tata mi radził- pielegniarstwo,nie posłuchałam,wybrałam zootechnike,ot mój błąd zyciowy i pomimo kilkuletniego doswiadczenia (darmowe praktyki,staze,praca za grosze) i ogromnej wiedzy w tej branzy, zaliczam sie dzis do grona bezrobotnych...
dlugo by pisac i wymieniac... w sytuacjach kryzysowych odnosze wrazenie ze cale moje zycie jest najwiekszym bledem.... czasami sama sie pakuje w sytuacje bez wyjscia a pozniej bezradnie szukam pomocy.....zwiazek z moim przyszlym mezem ktory chyli sie ku upadkowi a jednak czas plynie a ja dalej nie umiem sobie z tym poradzic i podjac slusznej i stanowczej decyzji o odejsciu albo o ratowaniu.... jego przykre ostatnie slowa ktore nigdy nie powinny pasc.... a jednak dalej mowie sobie" to ostatni raz".... jestem swiadoma mojego bledu a jednak brak mi odwagi..... kolejnym bledem jest to ze zaprzepascilam swoja zyciowa szanse zeby wyniesc sie z domu i zaczac nowe zycie z dala od ojca alkoholika i wspoluzaleznionych bo tak nazywaja sie osoby mieszkajace z alkoholikiem... jednak brak mi odwagi zeby sie spakowac i zostawic to wszystko bo szkoda mi matki i tak sama tkwie w tym bagnie.....
nie wykorzystalam wielu zawodowych propozycji, stracilam wielu przyjaciol
Dużo jest rzeczy, których żałuję i które nie powinny w ogóle mieć miejsca, ale są jeszcze i takie, których żałuję, że się nie podjęłam.
Żałuję krzywd, które wyrządziłam bliskim osobom, słów, które nigdy nie powinny paść z mioch ust, kontaktów z toksycznymi ludźmi, paru kretynów, którym dałam się omotać... Ale mam świadomość tego, że gdyby nie te rzeczy, nie byłabym tym, kim jestem teraz.
9 2010-07-24 21:41:01 Ostatnio edytowany przez Abra (2010-07-24 21:41:22)
Moim największym błędem jest brak umiejętności cieszenia się życiem.
Moim blędem bylo pojscie na dziennikarstwo, bo wszyscy mnie na to namawiali, zqamiast na filologie polska, ktora byla moim marzeniem.
Na szczescie juz ten blad naprawilam.
Drugim- odejscie od bylego.:(
ja zawsze myslalam, ze nie ma rzeczy, ktorej bym w zyciu zalowala bo to co robilam to w koncu czastka mnie.... ale ostatnimi czasy widze ze duzo rzeczy strasznie odbilo sie na moim zdrowiu psychicznym
Rzucilam prace, rodzine, przyjaciol w polsce i wyszlam za maz w niemczech za mojego "ksiecia", nabawilam sie przez to silnej depresji....prawie 5 lat bez pracy, sami falszywi ludzie wokolo i "ksiaze" okazal sie zwyklym damskim bokserem, dalej kochanek....dla ktorego (w sumie jakis plus) wzielam rozwod, nabierajac sie na jego piekne slowka, ktorych nigdy nie mial zamiaru zrealizowac. Ogolnie rzecz biorac....chyba zaluje mojej naiwnosci, slepo wierze w dobroc ludzi i za to dostaje po "dupie".
Anette, ale czy te doświadczenia - błędy, na pewno bolesne - nie pomogły Ci w ostatecznym rezultacie stać się świadomą siebie kobietą?
Kamila25........mysle ze swiadoma jestem ale nadal lapie sie na popelnianiu podobnych bledow. Moze juz nie takich wielkich jak-rzucenie swojego calego zycia dla kogos, bo wiem na 200% ze nigdy czegos takiego nie zrobie, ale naiwnosc wzgledem faceta ktorego kocham mam nadal. Napewno nie jest ona juz taka wielka jak w przypadku mojego bylego meza ale jednak jest.
14 2010-07-25 01:08:06 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-07-25 07:41:51)
Hm ja nie wiem ale mam jeden z gorszych błędów życia... Pomimo wtedy trzynastu lat chodziłam na boisko szkolne do kolezanki która mieszkała tuż przy płocie szkoły. Miała tam kolegów wielu z czego góra dwa lata starsi... Były ferie zimowe... pierwszy dzień przyszłam zobaczyć czy jest kolezanka... nie było, ale byli koledzy, a mojego chłopaka nie było (2lata starszy był) . Zostałam z nimi smialismy się i w ogóle... Zaczeło się ściemniać... A oni kojarzę trzech wzieli mnie pod rece i zaprowadzili pod schody szkoły... myślałam że się bawimy czy cos ale jak mnie przycisnęli do ziemi zaczełam sie bac, Jeden mnie trzymał i zasłonił ręka buzie, bo krzyczałam by mnie puścili a drugi ściągał mi spodnie... Gnoje badali sobie moje ciało... po wszystkim mnie puścili i spytali czy cos komuś powiem, powiedziałam wystraszona, że nie... po chwili poszłam do domu... na drugi dzień znów przyszłam... Dziecko nie wiedziało, co się stało szukałam wyjaśnienia... Zrobili to samo plus mineta... trzeciego dnia szukałam pomocy u chłopaka ( to jego podwórko jego znajomi) ... to samo więcej się tam nie pokazałam... Ale do tego gimnazjum chodziłam z tymi ludzmi........... Nie powiedziałam nic mamie bałam się, tylko tej koleżance... Przez całe gimnazjum myślałam, że to był gwałt... okazało się że nie. Kolezanka szantażowała mnie że jak nie powiem mamie sama to zrobi... w koncu powiedziałam... oni zostali skopani... wszyscy, ale na policje było juz za późno.... za długo zwlekałam ale się wstydziłam, gorsze było to, że jeden sie pochwalił w szkole co mi robili i gdy tylko szłam korytarzem wołali jak mi było itp.... upokorzenie... pół roku jakos po zdarzeniu przyszedł do mnie ten chłopak z którym sie spotykałam czy mozemy porozmawiac... wziełam psa i poszlismy na spacer... a on do mnie tekstem, jak im pokazałaś to czemu mi nie chcesz???? Uciekłam...myślałam że mnie to nie dotknie nie ruszy... ale kochając sie z chłopakiem nie czuje prawie nic... Bo jednego z tamtych dni poczułam inne uczucie teraz rozumiem że to było coś w stylu rozkoszy.... mój mózg to odczucie uznał za złe i mam z tym ogromne problemy.... PROSZĘ PILNUJCIE SWOICH CÓREK I DOBRZE WYCHOWUJCIE SYNÓW>>> nie chce by to co spotkało mnie spotkało równiez inne... Pognebicie to że byłam tam trzy dni pod rząd ale 1 dnia niczego się nie spodziewałam, 2 szukałam wyjasnienia u osób którym ufałam jakis czas 3 szukałam ratunku... Spytałam tego co tylko mnie trzymał, dlaczego mi nie pomógł... Przeprosił, ale powiedział że to koledzy że musiał a tak naprawdę GÓWNO musiał...
Pisałam to , bo dzieki temu może baczniej będziecie zwracać uwagę na to co się dzieje i reagować... Myslicie że ludzie tamtędy nie przechodzili? wiele i zaden się nie zainteresował co śię dzieje... a może by do tego nie doszło...
Bajomi, proszę, nie pisz posta pod postem, jeśli chcesz coś dodać do wypowiedzi, użyj opcji "Edytuj" w lewym dolnym rogu swojego posta.
Przy okazji proszę użytkowniczki o przestrzeganie zasad ortografii, co bardzo ułatwi czytanie postów i jest zawarte w regulaminie.
Pozdrawiam,
Moderatorka Yvette
Nie popelnilam jakiegos strasznego bledu, ktorego konsekwencje dreczylyby mnie. Sa to tez sprawy sercowe, ale gdy jest sie zaslepionym , to tak jest. Spotykalam sie z chlopakiem, i mialam wielkie nadzieje, a on okazal sie draniem. Wiecie jaki byl moj blad? Nie bylismy nawet w zwiazku, a ja plakalam , rozpaczalam ze zerwalam kontakt, myslalam ze to ja stwarzam problem, ale teraz wiem ze slusznie zrobilam, gdybym cofnela czas chcialabym byc smielsza kiedys, bardziej otwarta, mialabym moze wiecej znajomych.
Jesli chodzi o rodzicow, to niestety okazuje sie po latach, ze maja racje ( bardzo czesto).
rezygnacja ze stypendium zagranicznego dla faceta:/ jak to w zyciu bywa- rozstanie a ja stracilam szanse fajnej akcji
Związek i małżeństwo z byłym.No i zaczęłam psychoterapię, jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu
.
Moim życiowym błędem podobnie jak Emilii było małżeństwo z człowiekiem, który mnie niszczył i doprowadził do próby samobójczej...ale w końcu oprzytomniałam i odeszłam i dopiero zaczęłam swoje życie. Żal mi tylko tych straconych lat, bo nie młodnieje i czasu coraz mniej.....
Emilia ja na początku sierpnia zaczynam psychoterapię i szczerze to zastanawiam się jak to będzie wyglądać. Nie ukrywam, że boje się trochę...Nie potrafię sobie wyobrazić nawet jak ta terapia będzie wyglądać...
Moim największym błędem, była toksyczna przyjaźń z jedną z koleżanek. Rodzina i koledzy ostrzegali mnie, a ja dalej brnęłam w bagno. Na szczęscie w porę, w bolesnych okolicznościach zerwałam z nia kontakt a także z reszta koleżanek z gimnazjum. Nie toleruję chamstwa, plotkarstwa i fałszu.
Obecnie te osoby nic o mnie nie wiedzą, nie zwierzam się im i przynajmniej plotki na mój temat ich autorstwa są nieprawdziwe, teraz też nie potrafię zaufać koleżance bezgranicznie. Moją jedyną podporą jest chłopak z którym jestem kilka lat.
Zrobiłam wielką nadzieję znajomemu. Był we mnie zakochany, ja nie chciałam z nim być. A pozwoliłam, aby doszło do pocałunku..
Koleś zrobił sobie jeszcze większą nadzieje, a gdy powiedziałam mu, że to była pomyłka, że chce być sama, to straszni się wkurzył i znajomość się urwała.
Moim największym błędem było szukanie miłości tam gdzie jej nie ma i ślepa wiara w ludzi. Być może nauczyło mnie to że nie warto za bardzo ufać innym, jednak mam wyrzuty sumienia, że popełniłam błędy. No i że warto na miłość czekać.
Moje błędy, oj, duzo tego jest. Ale jestem optymistką i wiem,ze ludzie popełniają błędy (w tym ja). Moja wielka miłośc, mój mąż tak bardzo przeze mnie kochany , wiele razy mnie oszukał. Mój błąd polega na tym,ze nie widziałam tego, nie chciałam widziec, nie miałam odwagi przeciwstawić się jego "wyskokom". Dziś jest nieco spokojniej, dzis mamy razem ponad 100 lat, córkę i dwoje wnucząt, które oboje kochamy ponad wszystko. Tylko nas juz nie ma. Troszcze sie o swojego męża, dbam jak umiem, zycze jak najlepiej, jestem z nim, a raczej trwam obok. Nie pragne go tak jak pragnie się mężczyzny. Nie rozpamiętuje tych swoich ran ani popełnionych błędów, ale w sytuacjach np. widzi nas ktoś znajomy i przy grzecznościowym pozdrowieniu, odaje" ale ładnie na was patrzeć, taka para gołąbeczków", moje serce, moja dusza wtedy krzyczy..i na tym sie kończy.
Moje błędy?Władowanie się w dwa toksyczne związki...Niestety konsekwencje tego ponoszę do dnia dzisiejszego.
Straciłam większość znajomych, a Ci, którzy zostali, mimo wszystko nie patrzą już na mnie tak jak kiedyś.
A ja nie potrafię nikomu zaufać i uwierzyć w to, że ktoś może mnie pokochać.
Agapy, dla mnie terapia była bardzo trudna, pomogła mi odsłonć prawdę o mnie, dość bolesną zresztą, prawdę o niedojrzałości i o moich motywach postępowania. Odkryłam, a raczej wyciągnęłam gdzieś z głębi siebie, że nigdy tak naprawdę nie kochałam byłego, ani on nie kochał mnie. Że to była tylko gra, uzależnienie emocjonalne. Terapeutka nie zostawiła mnie oczywiście samej z tymi emocjami. Poza tym, terapia miała wiele plusów, przede wszystkim nauczyłam się wybaczać sobie błędy i pozwalać sobie na nie, no i zaczęłam odbudowywać poczucie własnej wartości. Terapia była punktem zwrotnym w moim życiu, nie trwała długo, bo tylko pół roku, ale korci mnie, żeby podjąć nową. Tym razem skierowaną bardziej na rozwój osobisty. Terapia nie jest łatwa, ale nie ma się czego bać, chyba że prawdy o sobie (ale pamiętaj, prawda wyzwala
).
Terapia nie jest łatwa, ale nie ma się czego bać, chyba że prawdy o sobie (ale pamiętaj, prawda wyzwala
).
Dziękuje bardzo Emilia za odpowiedź, mimo, że faktycznie troszkę się boję to jestem zdecydowana na podjęcie terapii i pokładam w niej duże nadzieje. Zastanawiam się tylko jak rozmowami można zmienić człowieka i zaburzenia osobowości, które ja mam zdiagnozowane...ale dopóki nie spróbuję to się nie dowiem. Zastanawiam się też czy dam radę całej grupie o sobie mówić, bo mnie skierowano do szpitala na terapię grupową...rozmowa w cztery oczy z terapeutą wydaje mi się o wiele łatwiejsza, niż opowiadanie o swoich mrocznych stronach kilkunastu obcym osobom...
Moim życiowym błedem jest mój były.......toksyczny związek bez przyszłości,ja całkowicie nim zaślepiona,brnąca w nim pare lat.Mimo to,że jetem już mężatką nadal widzę znajomych, z tym znakiem zapytania na twarzy"co ty w nim widziałaś?" itd..zawsze będe miała w pamięci jak przez niego cierpiałam,ile łez wylałam,i dlaczego byłam tak naiwna????????......to są rzeczy,które tak bardzo bym chciała wyrzucić z pamięci,ale nie potrafię niestety...
Popelnilam blad,ktory zawazyl na reszcie mojego zycia. Odczuwam go do dzis i bede odczuwac do konca moich dni.Otoz,byl moment w moim zyciu kiedy walczylam,jak sie okazalo powinnam byla walczyc bardziej !! Przez to ze walczylam nie wystarczajaco,starcilam tych ktorych kocham najbardziej na swiecie,braci. Tego sobie nigdy nie wybacze.
Hej ja popełniłam największy błąd swojego życia:( miesiąc temu zdradziłam chlopaka...:( to było na imprezie byłam kąpletnie pijana poprostu kumpel mnie wykorzystał:( bardzo nic nie pamiętam wiem ze zrobiłam to z nim, nie powiedziałam jeszcze prawdy chłopakow i boje się mu wyznać prawde bo mnie zostawi
! Tak bardzo go Kocham ze nie wiem co zrobić czy powiedzieć prawde i go zranić? czy gryść się z sumieniem do końca życia? prosze o pomoc bo nie wiem co mam zrobić czasami to mam nawet na myśli samobójstwo ![]()
moj najgorszy błąd? pierwsza miłość...to że kochałam całą sobą, robiłam wszystko dla nas dla niego... zwierzałam sie mu ufałam, radziłam...miałam problemy ze znalezieniem pracy...ciagle tylko staż z przerwami...i tak jest nadal teraz nie mam nawet stazu, od 4 miesiecy jestem sama i mam coraz wieksza depresje
a on po 4 latach zerwal ze mna telefonicznie , zostawilł dla stazystki ze swojej pracy...wyzwal mnie...powiedzial ze jestem beznadziejna ze nie umiem pracy znalesc itp a tak gadal ze kocha ze jetem ta jedyna itp...oswiadczył mi sie nawet
....w tym roku mielismy byc razem juz...
Ja popełniłam błąd, którego do tej pory żałuję i napewno będę żałowała. Nie ma to wpływu na moją przyszłość, ale jednak gdzieś w mojej głowie ciągle siedzi, czasem bym chciała cofnąć czas, byłoby inaczej. Nie chcę pisać o co chodzi. Po prostu duży błąd i baardzo żałuję...
Związek i zmarnowane lata z człowiekiem chorym psychicznie (dosłownie), który zmarnował mi kilka młodych lat, a nie mogłam mu pomóc. Ani jemu ani sobie ![]()
Mój życiowy błąd? hmmm
wplątanie się w świat internetu i kredyt hipoteczny:(
moj najgorszy błąd? pierwsza miłość...to że kochałam całą sobą, robiłam wszystko dla nas dla niego... zwierzałam sie mu ufałam, radziłam...miałam problemy ze znalezieniem pracy...ciagle tylko staż z przerwami...i tak jest nadal teraz nie mam nawet stazu, od 4 miesiecy jestem sama i mam coraz wieksza depresje
a on po 4 latach zerwal ze mna telefonicznie , zostawilł dla stazystki ze swojej pracy...wyzwal mnie...powiedzial ze jestem beznadziejna ze nie umiem pracy znalesc itp a tak gadal ze kocha ze jetem ta jedyna itp...oswiadczył mi sie nawet
....w tym roku mielismy byc razem juz...
Niesety nie tylko Ty popelnilas ten blad. ![]()
34 2010-07-30 20:18:06 Ostatnio edytowany przez kasiaaes2299 (2010-07-30 20:22:16)
najgorszy popełniony błąd w życiu?
najbardziej nienawidzę siebie za to, że zakochałam się w mężczyznie który całkowicie chciał mnie miec tylko dla siebie, ograniczał mi kontakty ze znajomymi, z przyjaciólmi... ja nie sprzeciwiałam się temu... trwałam w tym. On zapewniał że jestem dla niego ważna, i w ogole...ale jak się okazuje były to tylko puste słowa..
Miesiąc temu mnie zostawił, nie podając żadnych racjonalnych argumentów.. nienawidzę siebie za każdy dzien, który mu dałam.
Moim błędem był alkohol w młodości i szereg konsekwencji jakie za tym idą. Wtedy Każdy tak robił więc czułam się super lubiana i w ogóle.. Ale dziś czuje się okropnie.. Nie dość, że mam złą opinię wśród ludzi to jeszcze czuję, że mam solidnie nadszarpniętą własną godność bo nie jednego partnera miałam... ![]()
nie wiem czy to można zaliczyć do błędów, ale nie potrafię cieszyć się tym, co daje mi życie... inny błąd... straciłam przyjaźń swojego życia i ciągle nie mogę uporać się z tym czy naprawdę miałam na to jakiś wpływ...
Drogie Forumowiczki!
Część z Was ucierpiała z własnego "wyboru", część przez osoby trzecie. Ale większość wiąże się z uczuciami, mężczynami i miłością.
Może i koniec był kiepski i bolesny, ale czy na początku nie było cudownie? Czy nie dlatego zaczynałyście takie znajomośći - dla emocji? Wolałybyście żałować, że nie spróbowałyście? Przecież było tak pięknie... to jak się potoczyło i skończyło to inna bajka.
Większość ludzi na tym świecie miało (lub ma przed sobą) nieszczęśliwą miłość, toksyczny związek czy coś podobnego.
Moim największym błędem było przyjście na świat (choć wiem, że nie zależało to ode mnie). Urodzić się _ żyć_pokochać_a potem zdać sobie sprawę, że mamy tylko małą chwilę - nazwaną życiem dorosłym. Trzeba ją wykorzystać jak najlepiej - tylko jak?
szukalam takiego wlasnie tematu,niewiem czy moge to nazwac bledem dlatego chcialabym zebyscie mi pomogly to ocenic.Wiem ze czasu nie cofne ale gdybym mogla...piec lat temu spotkalam chlopaka....tak naprawde to byl moim sasiadem wiec znalam go caly czas ale to tego dnia otworzylo sie cos innego jakies inne spojrzenie,oboje mielismy juz sympatie ale po jednym niedzielnym popoludniu oboje wiedzielismy ze to jest ta osoba na reszte zycia,ja zostawilam chlopaka on dziewczyne,i bylismy razem pol roku takiego szczescia takich chwil tego opisac ale wiem ze wy wiecie o co chodzi,i nagle ten nasz zwiazek trafil na przeszkody a mianowicie moja i jego rodzina,zabraniali nam spotkan uciekalam z domu tak zeby nikt nic niewiedzial on tak samo,myslelismy o wspolnej ucieczce i tak nastepne pol roku,za kazdym razem jak go widzialam mialam skrzydla i ogromne motyle w brzuchu,ale nacisk ze strony moich rodzicow rosl coraz bardziej wszystko przez jakis konflikt z przeszlosci,tlumaczyli mi znajomi siostry nawet ksiadz,i wiecie co uleglam zerwalam z nim i ucieklam jak najdalej zeby nie pamietac zapomniec on ni edawal za wygrana prosil blagal az wreszcie grozil,wyjechal do Anglii ale powiedzial ze ja i tak bede jego.... ja wpadlam w taki dol ze nie moglam dac rady.....tam poznal obecna zone ma syna i mysle ze jest szczesliwy ja tez mam meza .kocham go .ale ciagle sni mi sie tamten, nie rozumiem dlaczego,boje sie o moj zwiazek podkreslam ze kocham meza bardzo,czy to mozliwe ze tamtego tez kocham?co mam o tym myslec czy to byl blad ze wtedy tak latwo dalam za wygrana poddalam sie bez walki?i dlaczego te ciagle sny?
Na naszym forum ogromną uwagę przywiązujemy do zachowania kultury wypowiedzi oraz zasad polskiej piswoni. Za dostosowanie się do panujących zasad dziękuję w imieniu Redakcji.
Z pozdrowieniami, Olina
40 2010-07-31 15:34:20 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-07-31 22:01:52)
kazdy popełnia błedy, a ja chyba najwiekszy. zwiazałam sie z młodszym facetem o 9 lat i mam dosc juz tego jestem ponizana wyzywana ja juz nie wiem co mam robic jestem podejrzewana o nic mamy córeczke 4 miesieczna i nie mam gdzie się z nią podziac, bo nie pracuje obecnie. ja juz nie wiem co mam zrobic, zyc mi sie nie chce.:(
(
moim największym błędem jest zaufanie. Zawsze ostrożnie podchodzę do ludzi, jestem nieufna, ale gdy wydaje mi się, że mogę zaufać i ufam bezgranicznie to dostaję cios w plecy taki, który wywraca mnie na kolejny rok i tak straciłam już kilka lat.
Kolejny błąd to, że w miłości nie kieruję się rozumem tylko sercem - choć wiem, że powinno być zupełnie inaczej
niuniu_f, według mnie jak się człowiek kieruje rozumem w miłości to to nie jest miłość tylko wyrachowanie raczej
a u mnie błędem to chyba ja sama jestem, lub mam w sobie jakiś błąd, bo całe moje 'dorosłe' życie to porażka jakaś
nie potrafię żyć, nie potrafię sobie ze sobą poradzić, inni ludzie do wszystkiego podchodzą z dystansem, potrafią trzymać emocje i nerwy na wodzy, potrafią nad nimi panować, a ja?
mi to kompletnie nie wychodzi, nie potrafię pogodzić się z tym, że nie jest tak jak powinno być, mam w głowie jakiś scenariusz życia, który nie przystaje do rzeczywistości, nie wyszło mi parę rzeczy w życiu, nie wyszło tak jak chciałam; teraz jest podobnie, nie wszystko jest takie jakie ja bym chciała żeby było; w ogóle to czuję jakiś brak, ciągły nieustający brak czegoś, nie jestem gotowa na tzw. 'dorosłe' życie, bo wydaje mi się ono zbyt nudne, zbyt szare;
pewnie jest tak dlatego, że w młodości się nie wyszalałam, nie robiłam rzeczy, na które miałam ochotę, głównie ze strachu, przed oceną innych, lub że się skompromituję; w tej chwili powinnam być pogodzona ze sobą i z życiem a tak nie jest, czuję się jak chodząca bomba zegarowa, ludzie oczekują ode mnie czegoś, czego nie jestem w stanie im dać, moje relacje z innymi są przez to bardzo nieciekawe, niszczę wszystko, jestem strasznie niepoukładana; wstydzę się tego, wstydzę się, że jestem tak niepoukładana; porównuję się do innych dziewczyn i łapię doła, bo wszystkie, dosłownie wszystkie mają normalne życie, a ja? moje życie to jeden wielki burdel
Aspołeczna, co to znaczy "normalne życie"? Kto stanowi normę - ci, co są wiecznie zadowoleni? Chciałabyś spędzić resztę życia wyłącznie w ich otoczeniu?
A skoro o błędach życia mowa - oczywiście praca. Niestety, nie mogę napisać gdzie. Kompletny kanał, w którym prym wiodą bałwany sypiące rasistowskimi i seksistowskimi dowcipami (wrażenia z dziś) i wiecznie zaglądające ci przez ramię w nadziei, że popełnisz błąd.
44 2010-08-03 17:11:06 Ostatnio edytowany przez London69 (2010-08-03 17:11:49)
Może i koniec był kiepski i bolesny, ale czy na początku nie było cudownie? Czy nie dlatego zaczynałyście takie znajomośći - dla emocji? Wolałybyście żałować, że nie spróbowałyście? Przecież było tak pięknie... to jak się potoczyło i skończyło to inna bajka.
Jak chodzi o związki, znajomości itp. itd. to zgadzam się. Ale jeśli ktoś popełnił innego rodzaju błąd, z własnej winy... To raczej nie było cudownie. I tu niestety nie ma miejsca na powiedzenie "Lepiej żałować za błędy, niż za to, że się nie zrobiło nic". Ja żałuję błędu, który popełnilam (ma on związek z moim życiem osobistym, nie chodzi o żadnego mężczyznę), i wiem, że jednak lepiej bym się czuła, gdybym go nie popełniła, ale myślę, że zamiast pogrążać się w żalu, lepiej wyciągnąć wnioski na przyszłość i żyć dalej.
Dlatego najlepiej żyć tak, aby niczego nie żałować - ani tego co się zrobiło, ani tego, że czegoś się nie zrobiło.
judyta33, 'normalne życie'? dla mnie normalne życie to życie bez deprechy..., kiedy czujesz, że sobie 'radzisz', że jest ok, życie z którego, mimo wszystko, jesteś zadowolona i którego nie chciałabyś zmieniać, nie wszystko przynajmniej; ja tak o swoim niestety nie mogę powiedzieć...
ja za to jestem bardzo naiwna...ufam ludziom...i jak można się domyśleć czasem jest to tragiczne w skutkach.
ale każdy popełnia błędy
i trzeba jakoś z tym żyć!:)
A nie wydaje Wam się, że nie ma sensu żałować decyzji, które kiedyś podjęliśmy? W chwili kiedy były podejmowane wydawały się na pewno najbardziej słuszne, nie mieliśmy też możliwości przewidywania ich konsekwencji. Nigdy zresztą nie wiadomo jak ułożyłoby się życie, gdybyśmy poszli inną drogą, dokonali innego wyboru. Możliwe więc, że wybraliśmy słusznie, ale tego zwyczajnie nie wiemy. Może więc warto tak właśnie spojrzeć na problem???
Mój błąd zaważył na moim dalszym życiu, spowodował oddalenie się wielu osób z mojego otoczenia, głównie mamy, którą miałam jedną.Owszem w momencie podejmowania owej decyzji, nie myślałam o tym czy robię dobrze bądź źle. Uważałam to raczej za rozsądny wybór i to zaważyło nad tym. Jednak byłam wtedy młoda i świata oraz życia nie znałam. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu mam inny do tego stosunek. Owszem żałuje i to bardzo, jednak wiem, że wybrałam rozsądnie, czy dobrze? Na to pytanie nie umiem sobie jeszcze odpowiedzieć. Wiem jedno, że gdybym wybrała inaczej, moje życie potoczyło by się w zupełnie innym kierunku i nie miałabym tego co mam, nie osiągnęłabym tego co udało mi się osiągnąć. Jest jednak dobra strona mojego błędu. Wystawił on na próbę wszystkich moich bliskich i pokazałam, że pomimo wszystko zależy mi, aby było dobrze. W ten sposób na nowo, że tak powiem wrócili do mnie ci, którzy odeszli na jakiś czas.
Nie wiem czy to błąd? ale żałuje że na swojej drodze nie spotkałam mądrych ludzi ,wszystkiego muszę uczyć się na błędach a to ma wpływ nie tylko na mnie ale przede wszystkim na moje dzieci.
50 2010-09-30 18:56:13 Ostatnio edytowany przez Madelaine5 (2010-09-30 23:34:37)
Tez uwazam, ze w wielu sytuacjach moznaby uniknąc błędu...najbardziej denerwuje mnie nie tyle brak roznych osób na podorędziu ale niedostaki naszej edukacji...chocby w dziedzinie prawa...prawo przeciez jest dla ludzi a nie tylko dla prawników!bez podstawowej edukacji prawnej człowiek czesto błądzi w ciemnosciach:(
No cóż...weszłam dwa razy do tej samej wody...potem był ślub, a po 20 latach rozwód. No ale nie ma tego złego...mam dwóch naprawdę fajnych synów ![]()
Nie ma chyba człowieka, który nie popełnił nigdy błędu.
Chciałabym stanąć przed lustrem, popatrzeć sobie w oczy i powiedzieć: "Nie mam sobie nic do zarzucenia", ale niestety nie mogę. Popełniłam tak naprawdę tylko jeden poważny błąd w moim życiu. Wszystkie inne z czasem nie są już tak straszne, ale ten chyba nigdy nie da mi spokoju, bo skrzywdziłam jedynego mężczyznę w moim życiu i to w sposób naprawdę chamski i niesprawiedliwy. Nic nie jest już takie jak wcześniej. Wszystko trzeba budować od nowa.
Jedynym plusem jest to, że zmądrzałam. Naprawdę. Zmądrzałam, wydoroślałam i przewartościowałam moje priorytety. Najważniejsze żeby z popełnianych błędów wyciągać wnioski, wtedy one przynajmniej czemuś służą.
Błędem mojego życia była znajomość z pewnym facetem.
Będę musiała niestety go trawić do końca życia, czemu, domyślcie się.
Żal mi ludzi, którzy z na prawdę poważnych błędów życiowych nie czerpią żadnych wniosków. Popełniają podobne, jeszcze gorsze rzeczy w ogólnie się tym nie przejmując.
Pamiętajmy, błędy popełnia każdy. Są to nasze życiowe lekcje, zawsze będzie z nich jakiś sprawdzian.
Popelnialam i nadal popelniam mostwo bledow w swoim zyciu ale tylko ten co nic nie robi ich nie popelnia! Jednak NAJWIEKSZYM z nich bylo porzucenie studiow.Konsekwencje tego ponosze do dzis.Najbardziej cierpi na tym moje "ja".
To czego najbardziej żałuję w moim życiu- i będę żałowac do końca moich dni -to oddanie dziecka do adopcji 11 lat temu dla wygody sukinsyna ,któremu poświęciłam 15lat mojego życia.............
Moim błędem było zrezygnowanie z geodezji nie zaliczając nawet pierwszego semestru. Przyczyniło się do tego wiele czynników: nowe miasto w którym nie mogłam się odnaleźć, rozstanie z chłopakiem, brak dawnych znajomych którzy studiowali dziennie ja zaocznie, problemy z jednym kursem. Stwierdziłam, że nie dam rady i poprostu odpuściłam. Dzisiaj jestem na czymś innym, to także mnie interesuje, ale geodezja została mi gdzieś na dnie serca. Może kiedyś, po skończeniu studiów wrócę do dawnej pasji i pójdę jeszcze raz na geodezję...
Jak już mądrze pisano powyżej - błędów popełnia się wiele. Ja takie wpływające na moje życie widzę dwa.
Pierwszy to to, że nie wyjechałam ponad 10 lat temu na wymianę uczniowsko-absolwencką do Anglii. Wtedy było nas tam mało, mogłabym wieść prawdziwe życie. Życie do którego przygotowało mnie moje niesamowicie otwarte mentalnie liceum. Bardzo twórcze miejsce i wciąż odkrywam, jak bardzo różniło się od innych szkół. Zmarnowałam start, jaki mi dało.
Drugi... wybrałam BARDZO nieodpowiednią osobę na swój "pierwszy raz" co położyło się nie cieniem nawet, a nocą na całym moim życiu i akceptacji własnej fizyczności. Również około 10 lat temu...
A jak się prócz błędów dołoży zdarzenia niezależne...
Ale jeszcze trochę czasu mam, prawda? ![]()
Moim błędem było zrezygnowanie z geodezji nie zaliczając nawet pierwszego semestru. Przyczyniło się do tego wiele czynników: nowe miasto w którym nie mogłam się odnaleźć, rozstanie z chłopakiem, brak dawnych znajomych którzy studiowali dziennie ja zaocznie, problemy z jednym kursem. Stwierdziłam, że nie dam rady i poprostu odpuściłam. Dzisiaj jestem na czymś innym, to także mnie interesuje, ale geodezja została mi gdzieś na dnie serca. Może kiedyś, po skończeniu studiów wrócę do dawnej pasji i pójdę jeszcze raz na geodezję...
Myslę, że zawsze warto powrócic do tego, co sie kiedys zarzuciło a czego się żałuje...
Ja niewłasciwie zakonczyłam swoje studia i podjęłam nowe...po czasie zaknczyłam pierwsze pomyslnie tzn jako mgr:)...cieszę się, że po perturbacjach ale jednak udalo mi sie je własciwie zakonczyć:) uważam, ze były tego warte:) A że czasem w zyciu robi sie cos nie po kolei?..cóż, czasem człowiek nie wpisuje się w narzucone ramy...tez mi się to przytrafiło.
Mój błąd-
w 5 klasie liceum medycznego zachorowałam na żółtaczke-leżałam 1,5 miesiąca w szpitalu po czym bałam się ,że nie podołam z odrobieniem zaległośći i poprosiłam o rok urlopu-w tymże roku wyszłam za mąż i zaszłam w ciąże -zakończyłam na maturze
potem kiedy nie było już medyków-wyjechałam do innego miasta i zaliczono mi rok w studium-szło mi b dobrze 5 i 6- praktyka to wspaniałe przeżycie-moje małżeństwo stało pod znakiem zapytania i wtedy zaszłam w 2 ciązę -w maju musialam iść do szpitala zagrożenie ciąży-małzeństwo się skończyło-alkoholizm,porzucenie rodziny
Moj błąd -trzeba było zacisnąć zęby i nadrabiać-kocham ten zawód i czuję ogromny brak ,
Moj błąd? Sama jestem jednym wielkim bledem ;/
paulino co ty pleciesz?opowiadaj po kolei -
mój błąd,to obarczenie konsekwencjami swojego rozstania z mężczyzną mojej córki .boję się że ta chwilowa(na szczęście) zamiana ról ,gdy ja zachowywałam sie jak dziecko a ona jak dorosła kobieta wpłynęła na jej przyszłe życie.Modlę się ,aby tak nie było by nauczyła sie na moim błędzie jak nie wolno postępować.Muszę jej zaszczepić szacunek i godność dla samej siebie których to ja się pozbawiłam.
może to nie błąd, a wada - naiwność. wierzę, że jeśli ja będę dla kogoś dobra, pomocna, to ta druga osoba pomoże i mi w trudnej sytuacji. niestety, wiele razy przejechałam sie na tym. często czuje się wykorzystywana. każdy myśli tylko o swojej d*pie i w nosie ma potrzeby innych. dlatego mam mam mało przyjaciół, na których wiem, ze mogę liczyć.
Witam
Po maturze wyjechałam do pracy w Anglii na 2 - letni kontrakt.
Po pół roku próśb chłopaka a obecnego męża wróciłam do Polski rezygnując z pracy.
Teraz po 8 latach nieudanego małżeństwa nie mam już sił.
Decyzja sprzed 10 lat była pomyłką.