Witam, chciałabym podzielić się z Wami szanowne kobietki swoim ogromnie męczącym i drażniącym problemem.
Otóż jestem wręcz chorobliwie zazdrosna o swojego chłopaka. Jesteśmy razem od ponad 3 lat, dotąd bywałam zazdrosna, jednak wierzyłam, że ogromnie się kochamy i miłość ta przezwycięży wszystko. Jednak ostatnio trochę się "nawyrabiało". Odkryłam, że mój chłopak kontaktuje się przez internet za pośrednictwem gg czy portali społecznościowych z innymi kobietami. W rozmowach tych z jednej strony mówi, że ma mnie, że mnie kocha, mówi że jesteśmy długo. Z drugiej jednak czasem pojawia się temat "nieistnienia" miłości, bycia przyzwyczajonym do mnie i bycia tylko przez to przyzwyczajenie. Zdarzyło się również w jednej z nich, że pisał o mnie w negatywny sposób. Myślałam, że to dlatego, że akurat tego dnia byliśmy po sprzeczce, był na mnie zły i musiał się wyładować. Ale czy na pewno? Nie wiem co mam myśleć. Przez te rozmowy mam teraz niezwykle niską samoocenę, niskie poczucie wartości, czuję się brzydka i beznadziejna. Nie jestem pięknością, jednak do tej pory akceptowałam swój wygląd, swoje dodatkowe kilogramy i przeciętną urodę. Myślałam, że oboje kochamy mnie taką, jaką jestem. Jednak teraz ja przestałam kochać siebie, wręcz się nienawidzę. Strasznie mnie to męczy, czuję się upokorzona. Pokłócliśmy się o to wszystko, jednak zadeklarował, że to się więcej nie powtórzy, że mnie kocha i pragnie być ze mną. Postanowiłam wrócić do niego, ponieważ go kocham. Nie potrafię jednak od tamtej pory myśleć pozytywnie. Cały czas wydaje mi się, że z kimś romansuje, że nie ma dla mnie czasu nie z powodu remontu, pracy czy rzeczy o których mówi, lecz z powodu kobiet. Nie mam na to dowodu, jednak ciągle odczuwam przeświadczenie, że on po prostu szuka sobie innej. Pięknej, zgrabnej, seksownej... Nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Całe moje dnie zakrząta mi myślenie o tym. Nie potrafię normalnie funkcjonować.
Podobne tematy
Kochana, wiem czym jest chorobliwa zazdrość, bo byłam w związku, w którym mnie zrujnowała. Myślę, że przede wszystkim powinnaś pokierować się tym, czy on z koleżankami flirtuje i je podrywa. Bo jeśli on tylko pisze o Tobie i swoich uczuciach oraz emocjach to jest to tylko zwykła kumpelska pogawędka. Jeśli jest na Ciebie zły to nie ma nic złego w tym, że o tym komuś powie albo napisze, innym razem może poczuć się "przyzwyczajony", a jeszcze innym szaleńczo szczęśliwy i zakochany. Ja nie widzę nic niebezpiecznego w tym, pod warunkiem, że Tobie też zwierza się ze swoich uczuć, że Ty jesteś jego największą powierniczką.
Właśnie, problem w tym, że w tych rozmowach pojawia się chęć spotkania, przyjaźni - nie wiem jak mam to rozumieć. Mnie nie mówi wiele. Na pewno nie mówi mi nic z tych rzeczy, które czuje do mnie, czuje wobec naszego związku, nie mówi że go czymś ranię, denerwuję, nie mówi też że go coś cieszy.
W takim razie Twoja zazdrość jest uzasadniona. Ja bym oszalała z wściekłości.
Może spróbuj porozmawiać z nim poważnie na temat Waszego związku (3 lata to nie jest mało), określcie czego oczekujecie, w jakim stopniu sobie ufacie, czego Wam brakuje.
21 lat- trochę za szybko by umierac. Wasz związek to fikcja- nie potraficie rozmawiać. Nie wiem jak długo jesteście ale nie podoba mi się jego zachowanie. Rada: - przerwa albo odejscie. Przyzwyczajenie to nie miłosc. Przeciętność odpowiednimi trickami można podciągnąć, nadwagę zgubić.
A przede wszystkim polub samą siebie. Nie opieraj swojej samooceny na tym co ktoś Ci mówi. Wtedy dopiero poszukaj kogoś kto Tobie będzie odpowiadał a nie badz z tym kto łaskawie na Ciebie spojrzy. Pozdrawiam
.
Chciałabym bardzo szczerze z nim porozmawiać, próbowałam już wielokrotnie, jednak zwykle szybko kończy temat, mówiąc że przesadzam, że nic się nie zmieniło, że bardzo mnie kocha. Ewentualnie, wścieka się do szaleństwa i trzaska drzwiami. 21 lat - mało, ale do pewnego czasu czułam ogromną pewność w tym związku, planowaliśmy wspólną przyszłość, to przy nim dojrzewałam do pewnych ważnych dla mnie decyzji. Przy jego boku zaczęłam pragnąć, aby czas leciał szybciej, żebyśmy mogli żyć razem, mieć rodzinę. Teraz nagle wszystko tak jakby się wali. Szaleje z zazdrości, rozbraja mnie niemoc, mój spokój zakłóca brak pewności, stabilności.
Rozdiablona, jak ja Ciebie świetnie rozumiem.... 3 lata związku..... facet, do którego nie ma się zaufania... Ja zostałam potraktowana w bardzo podobny sposób. Pierwszy raz zdarzyło mi się "wpaść" na trop z pół roku temu. Zostawił otwarte gadu, więc nie myśląc wiele władowałam się w archiwum...i skostniałam gdy przeczytałam rozmowy z innymi kobietami ( prawdopodobnie nieznajomymi ). Była awantura, było tłumaczenie, przeprosiny, zwalanie winy na kogo innego... Jego argumentacja opierala się o zdarzenia tak mało prawdopodobne,a mimo wszystko odnajdywałam w tym jakiś sens i dałam wiarę jego słowom. Ale od tamtej pory nie radzę sobie z własnymi myślami. Jestem nieznośna, uszczypliwa, we wszystkim doszukuję się zdrady... On pogłębia we mnie jeszcze to uczucie, bo nawet do toalety chodzi z telefonem, na necie notorycznie kasuje historię...co tylko wzmaga moją ochotę żeby z premedytacją spenetrować zawartość wszystkich możliwych skrzynek nadawczych i odbiorczych
A poczucie własnej wartości? Miałam siebie za inteligentną, atrakcyjną kobietę, która może wszystko i z każdym, a ta sytuacja wpędza mnie w depresję. Nie potrafię już myśleć o sobie w tych kategoriach, czuję się brzydka, gruba i głupia jak but ... Nawet podczas seksu zaczęło mi się wydawać, że on jest gdzie indziej, że myśli o innych kobietach.... Nie potrafię ci odpowiedzieć, jak z tym żyć- wiedz tylko, że nie jesteś z tym uczuciem sama.
NaWynosPoprosze - czuję się jakby ktoś opowiadał moją historię. Niestety nie potrafię poradzić sobie z tym dramatem. Nie mam również tak na prawdę z kim o tym porozmawiać. Czuję się osamotniona w tej sytuacji i zdana tylko na siebie.
Rozdiablona i Nawynosprosze, swietnie Was rozumiem, przezywam to samo jezeli chodzi o dziwne kontakty z dziwnymi kolezankami na gg, po licznych rozmowach oraz przekonywaniu, ze traktuje to jako zdrade, ze nie zna tych kobiet i opowiada rzeczy ktore tylko my powinnismy wiedziec. Skasowal wszystkie kontakty, nie szuka nowych, sa jeszcze inne problemy , o ktorych pisalam w innych moich postach.
Walka o dziwne kolezanki, gg, sms trwala od listopada zeszlego roku. Trawal? no narazie jest spokoj. Znizylam sie do tego, ze zlamalam wszystkie hasla do meila, do gg itd, kontroluje, przeszukuje telefon, nie mam zaufania.
Nie toleruje juz zadnych kontaktow z innymi kobietami, no nie mowie o kontaktach ogolnospolecznych, ale zadnych zazylosci.
Mam juz tyle lat i jakies tam zyciowe doswiadczenie i uwazam , ze nie ma czystej przyjazni, czystego kolezenstwa miedzy kobieta, a mezczyzna. Zawsze jest to patrzenie jak na kogos innej plci, chociaz by sie mialo najlepsze intencje, a przebywanie z kims czesto, prowadzi do zaylosci, wiezi jakiejs tam, a od tego juz krok do innych rzeczy. Uwazam, ze partner wiez powinien zachowywac jedynie z partnerka i o ta wiez powinien zadbac.
Co do poczucia wlasnej wartosci mam troche inaczej, wiem zdaje sobie sprawe, ze jestem atrakcyjna kobieta ogolnie rzecz biorac, jednak przez to wszystko nie czuje sie atrakcyjna w jego oczach, chociaz mnie o tym zapewnia. A to na tym, zeby dla niego byc atrakcyjna, nie dla innych najbardziej mi zalezy.
Jedna z wypowiedzi byla taka, zebys z tym skonczyla i sie poddala. Jednajk takie rozwiazanie nie wydaje mi sie proste .
Nie bylabym tez taka liberalna jezeli chodzi o podejzane kontakty z innymi kobietami, badz czujna, im wczesniej zaczniesz wykazywac swoje niezaowolenie z tego powodu i komunikowac, ze Ciebie to rani, tym lepiej.
Na poczatku wywoluje to zlosc partnera, irytacje, zaburzenie prywatnosci, jednak po czasie zaczyna sluchac.
Jednak trzeba mu dawac jasne krotkie komunikaty, nie mowic dlugo, bo on uzna to za gledzenie, a skutek bedzie odwrotny.
Mowic to czesto, krotko i na temat i nie wypominac przeszlosci, tylko o swoich odczuciach, uczuciach i potrzebach.
Takie sa moje doswiadczenia
Pozdrawiam
Widzę że wiele z Was doskonale mnie rozumie. Tak, staram się mówić o swoich uczuciach, o tym że mnie to rani. Jednak gdy tylko mówię że mnie to rani on atakuje. Od razu wszczyna wojnę, kłótnię. Obłęd. Dochodzi do tego, że jak tylko wspomnę że z jakiegoś powodu jest mi przykro to od razu się rzuca, atakuje mnie, sprawia jeszcze więcej przykrości. Nie chcę się rozstawać. Nie chcę kończyć związku który wspólnie budowaliśmy już dość długo. Chciałabym jedynie zrozumienia z jego strony i pewnego kompromisu... Nie ufam w to, że to niewinne rozmowy na gg. Nie ufam do tego stopnia, że przeglądam pocztę, archiwum, naszą klasę i inne portale społecznościowe. Wszystkie wiadomości. Dostaje ataku paniki kiedy dochodzi do niego jakiś sms. Kiedy na niego odpisuje. Kiedy nie mówi kto to. Dłużej już tak nie mogę, czuję się coraz bardziej zmęczona.
kiedyś miałam taką samą sytuację, kiedy wspominałam potem co mnie rani to wybuchał agresją. potem się okazało że moje podejrzenia były słuszne.
Za każdym razem kiedy posuwam się do chamskiego sprawdzania poczty czy archiwum serce mi zamiera bo boję się odkryć, że podejrzenia mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niezwykle męczące jest to życie w stresie!
Dzisiaj rano kolejna kłótnia.... 'koleżanki' wypisujące w środku nocy z "dziwnymi problemami".... Dziwne jest to, że oni nie chcą z nami rozmawiać, od razu atakują, odwaracają kota ogonem " to po co być razem jesli nie masz do mnie zaufania?", "jak ja się czuję jak mnie ciągle oskarżasz o takie rzeczy" ... i wtedy to my się musimy tłumaczyć ze swojego zachowania, tak jakby to był największy problem w tej chwili. Czuję, że i tak nie mogę mu już powiedzieć wszystkiego, co czuję, bo to uderzy we mnie, że znowu będę musiała za coś przepraszać, że znowu będę miała wyrzuty sumienia, bo 'może faktycznie jest tak jak mówi, tylko ja mam problem z głową'.... A rozstanie? próbowałam... żadne z nas nie wytrzymało, wracajać w uściski i obiecując z lzami w oczach, że się zmienimy...
Podjęłam dziś rozmowę. I co? obrócił wszystko przeciwko mnie, ze szukam problemu na sile, atakowal za moje zachowanie, ze nie ufam, ze jestem niesprawiedliwa, ze nie szanuje jego prywatnosci. Zawsze to ja musze przepraszac. Koniec koncow kolejny raz obiecal mi ze zakonczy te znajomosci i dluuuuuuuugie rozmowy. Probowalam jeszcze z nim rozmawiac jak sie widzielismy i mowic ze mnie tym rani, jednak atakowal. Dlatego pozniej napisalam sms. Zwykle latwiej bylo mu o czyms pisac niz mowic wprost. Ale?! Napisal ze jak sie widzielismy to moglam o tym rozmawiac! Napisalam ze nie moglam, bo mnie atakowal i nie chcialam krzykow i scen, poza tym nie chce zeby sie miedzy nami pogarszalo. "sama zepsulas wszystko, nie rozumiem o ch... ci teraz chodzi!". Albo ze mna cos nie tak, albo z nim...
taaaa.... bo to zawsze my wszystko psujemy....
ach
chcialabym z kims porozmawiac o tym
nie radze juz sobie z tym zupelnie ![]()
Ja też sobie nie radzę, próbuję sobie wszystko racjonalnie tłumaczyć.... że to być może moja wina... że tak naciskam.... że osądzam... ale zdrowy rozsądek przebija przez to wszystko i mówi mi co innego.
Wasi faceci nie zachowuja sie jak partnerzy i o ile znam siebie, ja po czyms takim bym odeszla. Skoro nie obchodza ich wasze uczucia (tak, takie zachowanie i brak dobrej woli o tym wlasnie swiadczy!), to gdzie tu partnerstwo? gdzie tu przyjazn, bliska relacja? To sa, wydaje mi sie, tylko ruiny i fikcja. W dodatku oni manipuluja wami tak, ze to WY zaczynacie miec poczucie winy, robia z was slabe histeryczki i w ten sposob uzalezniaja od siebie, dajac sobie szersze pole do kolejnych manipulacji. Jesli w jakiejs relacji czujecie sie zle - to to nie jest dobra relacja.
Wiecie, co ja zrobilam, kiedy moj chlopak odkryl cos, co nadszarpnelo jego zaufanie? (Byl to fakt, ze flirtowalam z jednym chlopakiem, ale PRZED naszym zwiazkiem, i mowiac o stosunkach z nim nie wspomnialam o tym, bo uznalam, ze nie ma potrzeby - ale mimo wszystko poczul sie tak, jakbym zawiodla jego zaufanie.) Wiecie,co ja zrobilam? Nie rzucalam sie o jakas prywatnosc, bo to bylo najmniej wazne. Wazny byl jego komfort psychiczny. Nie gadalam, ze robi z igly widly - jak to robia wasi ''partnerzy'' - tylko staralam sie zrozumiec jego uczucia, bo w pewien sposob mial do nich prawo. Jesli mnie o cos wiecej pytal - mowilam cala prawde bez ogrodek. I zapewnialam, ze ma czas, ze to minie.
Robilam po prostu, co moglam, zeby poczul sie lepiej i zeby odbudowac jego zaufanie.
Zadajcie sobie teraz pytanie, jak powinna wygladac prawdziwa, milosna relacja i czy wasza taka jest. Jesli to jej namiastka, to czy naprawde na takie cos zaslugujecie..? Wy ciagle walczycie o to, co powinnyscie dostawac ''normalnie'' od swojej drugiej polowki - o milosc, uwage, wyrozumialosc.
Pozdrawiam cieplo ![]()
Mam pytanie alaclaudie. Mój ostatni facet nie widział nic złego w kontaktowaniu się z kobietami, ale kiedy ja kontaktowałam się z kolegami wpadał w furię. Kiedyś wyszłam ze szkoły w towarzystwie 3 osób - dwóch koleżanek i kolegi i wpadł w szał, tak jakbym wyszła sam na sam z kolegą i flirtowała. czy Twój facet jest zazdrosny o Twoje kontakty z mężczyznami?
Pytanie wprawdzie kierujesz do innej użytkowniczki forum, ale zastanawiałam się nad tym jak ja bym na nie odpowiedziała i... mój chłopak pozwala mi na kontakty z innymi mężczyznami, jednak kontroluje to... wypytując o czym rozmawiamy, czy mogę mu pokazać. Nigdy nie ukrywałam, że rozmawiam z innym, że piszę na gg z kolegami. Nie mam kont na portalach społecznościowych, więc nie szukam "wrażeń".
Rozumiem Cię doskonale, miałam IDENTYCZNĄ sytuację.
3lata związku, po 4miesiącach natknęłam się na jego archiwum GG. Zdębiałam jak to przeczytałam. Rozmowy z jego koleżaneczkami (z reala) na tematy życia i śmierci oraz miłości oczywiście. Pocieszał swoją "zdołowaną" koleżankę, mówiąc jej, że jest wspaniała, seksowna wyjątkowa, etc. Zdrabniał jej imię, wysyłał buziaki, przytualski etc. W dalszej części rozmowy doczytałam, że nie wie też czy mnie kocha bo narazie krótko jesteśmy razem (mimo, że mi wyznawał miłość regularnie), a na koniec rozmowy umówili się na piwo, żeby się "zresetować". Po przeczytaniu tego momentalnie ścisnęło mnie coś w gardle i zachciało mi się wymiotować ze stresu. Zgłupiałam, nie wiedziałam co mam zrobić, siedziałam i gapiłam się w ekran, on przyszedł, zastał mnie taką przed kompem i zaczął się tłumaczyć, że tylko ją pocieszał, że "zresetować" nie oznaczało tego o czym myślę, że to żart, etc. Byłam w nim mocno zakochana, wybaczyłam, chciałam wierzyć w jego słowa.. Od tego czasu było już tylko gorzej. Zaczęłam sprawdzać jego e-mail, telefon, GG konta na portalach społecznościowych itp regularnie. I najgorsze było to, że zawsze coś znajdowałam. A że koleżanek miał wiele to wszędzie były rozmowy, maile etc. Wszystkie dwuznaczne, pełne zdrobnień, buziaków, umawiania się na piwo etc. Popadłam w paranoje, nie mogłam normalnie funcjonować, miałam depresję, wszędzie doszukiwałam się zdrady, nie mogłam się śmiac i cieszyć, a za każdym razem kiedy sprawdzałam, jego prywatną korespondencję stresowałam się w obawie przed tym co tam znajdę. Kiedy słyszałam dźwięk sms (mieszkaliśmy 2,5roku razem) dostawałam nerwicy, on odpisywał nie mówił od kogo sms, potem już kasował większość korespondencji. Żyłam jak w amoku, to były najgorsze 3 lata mojego życia. Potrafił mi powiedzieć w kłotni, że jestem najbrzydszą z jego kobiet, że to jest we mnie nie tak, że tamto jest złe etc. Kiedy wpadałam w histerię nagle zmieniał front, płakał, że mnie kocha, że jestem miłością jego życia etc. Zawsze się tłumaczył, a ja zawsze wierzyłam. Wierzyłam bo chciałam wierzyć. Dochodziło do tego, że jak jechałam do domu to wpadałam na max 1h żeby "odbębnić" wizytę bojąc się zostawiać go samego bo przecież kiedy mnie nie ma to może romansować z jakąs panna. Mówie Wam - koszmar, miałam wtedy chyba jakąś paranoję, depresję nie wiem, na pewno jakąś odmianę choroby psychicznej. Nie mogłam normalnie żyć.. Pewnego dnia oświadczył mi się, tzn zapytał czy wyjdę za niego, ale nie dał mi pierścionka tłumacząc się, że względami finansowymi i jednocześnie zapewniając, że jak dostanie przypływ gotówki to kupi mi taki jaki sobie wymarzę (mieliśmy wtedy 21 i 23lata). Niestety 3 miesiące później kiedy zaczęłam dopytywac o pierścionek i zaręczyny (no bo wiadomo, trzeba rodzicom powiedzieć etc) to dowiedziałam się, że on jednak nie chce się zaręczać i że powiedział mi tak w tamtym momencie bo byłam smutna i chciał, żeby mi było miło.. Nie wyobrażacie sobie co wtedy poczułam. Tego bólu nie da się opisać.. Ryczałam z dobre kilka dni po tej rozmowie, cierpiałam straszliwie, ale nie potrafiłam, bałam się odejść. Po tej sytuacji zaczęły się regularne rozstania i powroty, spowodowane jego dalszymy dwuznacznymi konwersacjami. Aż pewnego dnia, zastałam go z jakąś panienką (którą jak się okazało poznał w internecie i to było ich pierwsze spotkanie - panna jest z południa Polski a my z północy więc przejechała tyle kilometrów i dopięła swego..) w naszym mieszkaniu, w naszym łóżku, w naszej pościeli. Tym akcentem zakończyły się moje 3lata związku. Potrzebowałam takiego kopa, żeby odejść. Ja 6miesięcy cierpiałam po tym związku, ale na szczęście bardzo pomogli mi znajomi. Teraz jestem innym człowiekiem, znów mam w sobie radość, zostawiłam za sobą ten mroczny okres póki co i czuję się zupełnie nowym człowiekiem. A on? Dalej romansuje i flirtuje z panienkami, teraz ma romans z jakąś mężatką z dwójką dzieci.. Żałuje, że nie odeszłam wcześniej, dlatego to co ja mogę poradzić to wyrwać się z patologii jak najszybciej, nie ma na co czekac i liczyć na zmianę faceta. Uciekać co sił w nogach. Teraz mam nowego chłopaka, jestem z nim rok i jestem z niego bardzo zadowolona. Tak więc nie tkwijcie dziewczyny na siłę w toksycznych, patologicznych związkach.
Z jednym sie nie zgadzam. Dlaczego zazdrość odbija się na samoocenie? Skoro on stracił tak ważny wątek i nie widzi w Tobie tej najpiękniejszej, szuka kogoś innego w internecie nie zrozumiał tego co posiada. To jest niedorzeczne! Rozejrzyj się dokoła, nie jeden facet chciałby być z Tobą a on tego nie docenia.
ech.. o zaręczynach słyszę też już któryś raz jednak nadal nic nie robi w tym kierunku, tylko mówi, że chciałby, że kocha, że chce ślub wziąć. Jednak... nigdy nie słyszałam tego pytania na poważnie, z pierścionkiem, w obecności bliskich...
i znow to samo. Obiecal ze juz wiecej do niej nie napisze, ze zrobi to bo mnie kocha, bo pragnie byc ze mna do konca zycia! Jednak?! Napisal. Ach jak slodko... Co zrobic aby latwo bylo odejsc?
Nie potrafie sie z nim rozstac
nie potrafie go zostawic...
Oj Rozdiablona, czego potrzebujesz więcej, żeby wziąć nogi za pas ? Potrzebujesz zostać bardziej zraniona, oszukana, okłamana ? On prowadzi podwójne życie: Ciebie zapewnia, że jest wszystko OK, a sprawia sobie mentalne przyjemności w rozmówkach z innymi dziewczynami ? Otwórz szeroko oczy, uważasz, że będzie lepiej ? Nie, nie będzie lepiej, będzie tylko gorzej. Dla Ciebie niestety. Zostaw Pana Dupka z jego koleżaneczkami i kompem, szukaj faceta dla siebie samej, a nie dla jego niezaspokojonego ego. Trzymam kciuki, nie jest to takie proste, ale jeśli zrozumiesz, że on Cię rani z premedytacją, może łatwiej będzie Ci podjąć decyzję.