netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

26 odpowiedzi5 620 wyświetleńzałożony przez ZATARA, 23.06.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1 Ostatnio edytowany przez ZATARA (2010-06-23 19:03:35)

Temat: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Dziewczyny, to co napiszę będzie może dla wielu z was niczym nowym. Tym co się wielu z Was przytrafia. Jednak potrzebuję obiektywnego spojrzenia, ponieważ mnie oraz moim przyjaciołom go brakuje.

Mam 29 lat, on 37 (oboje stanu wolnego). Jesteśmy razem od ponad 3 lat, z czego 3 wspólnie mieszkamy. Ja weszłam w ten związek po 3 poprzednich, z których każdy trwał minimum 3-4 lata, a z jednym z nich mieszkałam rok. On miał dziewczyny tzw. dochodzące, bez stałego związku. Prowadził rozrywkowe życie kawalera i nigdy z kobietą nie mieszkał. Przez 1,5 roku było cudnie. Ja, nauczona kompromisu po poprzednich związkach nie miałam problemów z jakimś dotarciem się. On bardzo o mnie dbał, nieustannie widziałam drobne gesty świadczące o uczuciu. Nie szafowaliśmy słowem Kocham. Po pół roku wspólnego mieszkania zaczęliśmy uprawiać sex. Nie naciskał na mnie mimo że nie byłam już dziewicą. To raczej on chciał czasu na poznanie mnie. Oboje pracowaliśmy na etacie, raczej niczego nam nie brakowało.
Kilka miesięcy po tym jak założyłam swoją firmę, on stracił pracę. zatrudniono go gdzie indziej, ale zarabiał duzo mniej i cięgle pensja nie była na czas. Mnie w firmie kompletnie nie szło. Nie miałam pieniędzy na chleb, prąd. było mi wstyd się przyznać do porażki. Ze 2x odcięli nam prąd przez to moje niepłacenie. On zapłacił, a ja mu potem te pieniądze oddawałam kiedy wreszcie coś zarobiłam. Przez kilka miesięcy miałam dołek. Zero zarobków w firmie, ciągłe koszty, stres. Zaczęło się między nami psuć. Coraz częsciej nie miałam prawa głosu odnośnie czegokolwiek. Coraz częsciej słyszałam epitety typu: dzieciak, mała niezaradna dziewczynka, nie wiesz co sie dookoła ciebie dzieje itp. Pewnie miał rację. Wszystko spadło na niego. Musiał utrzymac siebie, mnie, moją gromadkę zwierząt które miałam zanim się poznaliśmy, spłacać ratę za mieszkanie. Coraz częsciej byłam popychadłem  i czułam się jak piate koło u wozu. Kłótnie były na porządku dziennym, bo jestem raczej niepokorną osobą, choć nie jestem uparta jak osioł. Potrafię się postawić w czyjejś sytuacji i zrozumieć. Tak było i wtedy. Cięzko mi było godzić się na kompletny brak wpływu na to co się w domu działo, ale rozumiałam jaki był zapracowany, zestresowany i zdesperowany. Wzięłam się w garść...
Zaczęłam sprzątać, zamknęłam firmę. Wiodło mi się finansowo coraz lepiej. Jemu niestety coraz gorzej. Odszedł z pracy i razem z kolegą pracował w domu na własną rękę (jest grafikiem), chcieli otworzyć własną firmę. Ponieważ było im ciężko, zdjęłam mu z barku większość opłat, zostały mu tylko do spłaty raty za mieszkanie i internet. Resztę mediów, samochód, jedzenie itd wzięłam na siebie. fakt, przestałam być traktowana jak nieporadna dziewczynka, ale zaczęly się regularne fochy, ciche dni, nieustanna krytyka pod moim adresem. Stawiałam się, nieraz krzyczałam ze złości, trzaskałam drzwiami. Wiem... jestem choleryczką i wielokrotnie przesadzałam z tym zachowaniem. Wiele razy mnie prosił, żebym na niego nie krzyczała. Bardzo to przeżywal. Zdażyło się że doprowadzona do ostateczności groziłam rozstaniem. Sytuacja nieustannie się pogarszała. Pracował coraz więcej. Wstawał o 15stej popoludniu, siadał do komputera, pracowal do 3-4 w nocy i szedl spać. Przestał pomagać w domu. Ba, zaczął syfić gdzie się tylko dało. Kompletnie przestał szanować moją pracę włożoną w dom, a wierzcie mi, że przy 2 psach i 2 kotach nie jest to proste i nieraz ręce opadają. Syzyfowa praca. Z biegiem czasu wiedziona dobrymi chęciami i nadzieją nauczyłam się panować nad gniewem i krzykiem. Nadal staram się zrozumieć powody jego zachowania a od wielu miesięcy jest ono dla meni kompletną zagadką. teraz on na mnei krzyczy bez powodu. Obraża się o byle co (np od 5 dni jest obrazony bo poprosilam zeby uprzatnął proszek do prania który rozsypał w łazience!) Robi mi koszmarne awantury, krytykuje wszystko co robię, to jak wyglądam, zarzuca że nie można ze mną porozmawiać, krytykuje wszystko i wszystkich dookola siebie. Moja rodzina zaciska zęby i milczy tylko ze względu na to ze proszę ich, zeby się nie oddzywali. partner strasznei się zaniedbał. zawsze był grubaskiem, ale teraz roztył się koszmarnie. Przestał się regularnie myć, golić. Chodzi w potarganych gaciach, a mnie zarzuca że nie zrobiłam makijażu. Wrzuca brudną odzież za łóżko zamiast do bieliźniarki którą specjalnie w tym celu postawiłam w sypialni. Potem sie obraża, ze ja tej odzieży nie wyprałam (a zapowiedzialam ze priorę tylko to co wrzuci do tej bieliźniarki). Potrafi założyć brudną koszulę a kiedy zwrócę mu uwagę to wytyka mi ze to moja wina bo ja powinnam pilnowac zeby on mial czyste koszula. Nie oddzywa się do mnie całymi dniami.

Kilka miesięcy temu spakowalam swoje rzeczy i wynioslam się do rodziców. Szalał... Stawał na głowie, zebym mu wybaczyła. Trwało to kilka tygodni i postanowiłam mu dać jeszcze szansę. W końcu ani mnei nie zdradził, ani nie oszukał, nie uderzył. Wyraźnie mu powiedziałam, ze wrócę wyłcznie wtedy kiedy uzna ze naprawdę nie moze bezemnie żyć.

Jego starania trwały kilka tygodni po moim powrocie. Nieubłagalnie jego zachowanie zaczęło wracac do poprzedniego modelu. Tak źle jak teraz nie było nigdy. Oboje jesteśmy już otępiali, wszystko nam wisi. Każde z nas robi swoję, prowadzimy osobne życie pod jednym dachem. On jest teraz w koszmarnej sytuacji finansowej. ma niezapłacone 3 raty za mieszkanie bo stracil i te dochody które do tej pory miał. Wszystko teraz jest na mnie. Ale domyślam się, jakie to dla niego może być upokorzenie, że zwykła sprzątaczka go utzrymuje (tak.. nawet moja praca mu przeszkadza mimo że na samym poczatku go pytałam czy ma coś przeciwko i twierdził ze nie)Dlatego nie wypominam mu tego, nie twierdzę ze jest niezaradnym chłopczykiem (choc kiedyś w podobnej sytuacji on nie miał nade mną litości)  Rozmów przeprowadzaliśmy już setki. Ostatnio jestem obwiniana nawet o rzeczy na które nie mam już wpływu. Jego kolezanka zadzwonila do niego, zeby zapytac co slychac - awantura że ja ją na niego nasyłam! mój brat go opierdolił za zachowanie w stosunku do mnie - ja dostałam porcję krzyków i tydzień ciszy.
Staram się jak mogę (na tyle na ile mi duma pozwala). Nie krzyczę, staram sie regularnie gotować, sprzątać, robię zakupy, wychodzę z psami. Jednoczesnie często go proszę o pomoc i zwracam uwagę jeśli jego zachowanie mi sie nie podoba. Niestety kazda uwaga wywołuje albo awanturę, albo jest ignorowana.
Jestem koszmarnie zmęczona, nie mam już siły płakać. Przestaje mi zależeć. Jestem zadbaną, atrakcyjną, niewysoką szatynką z czynnymi zainteresowaniami (akwarystyka, wędkowanie, fitnes, ogrodnictwo). Nie narzekam na brak zainteresowania płci przeciwnej, ale jestem wierna jak pies. Nie zrzędzę w domu, umiem się sobą zająć, mam znajomych. Nie jestem zazdrosna, ufam i z góry zakładam dobrą wolę drugiej strony. Wiem, ze mam porywczy charakter, ze jestem pyskata, czasem leniwa i wisi mi bajzel w domu. Ale zawsze szukam złotego środka. I dla siebie i dla drugiej strony. Jednak jestem traktowana jak wróg numer jeden. I nigdy nie usłyszałam ze mnie kocha... choć kiedyś okazywał to w inny sposób bardzo wyraźnie.

Od miesięcy myślę o odejściu. Jednak wciąż pamiętam tego wesołego grubaska, który był duszą towarzystwa. bardzo czułego, odpowiedzialnego i z ciepłym charakterem. Może ze zbyt trudnym poczuciem humoru, ale przynajmniej nie było nudno. Znajomi tez nie mogą się pogodzić z tak koszmarną zmianą.
Wciąż myślę, że jak wróci na etat i wyjdzie do ludzi to wróci ten misiek którego pokochałam. jednak trwa to już ponad 1,5 roku. zaczynam się buntować. Zaczynam się robić egoistyczna. zaczynam marzyć o samotności w swoim maleńkim, obecnie wynajętym mieszkanku. Śni mi się po nocach gdzieś zatracona swoboda. Kompletnie nie mam ochoty z nim rozmawiać (zarzuca mi to od wielu tygodni). Jadnek kazda próba jaką podejmę jest zbywana półgębkiem lub fochem. Ewentualnie kończy się jakimiś wyrzutami. Nie kochamy się (sex) od miesięcy. On nie chce się kochać z kobietą z którą nie ma więzi i porozumienia. Po ostatnim razie (było parę fajnych dni i go naszło) kilka miesięcy temu uciekłam do łazienki, bo patrząc na niego widziałam obcego mi człowieka. Później powiedziałam mu że nie mogę i nie chcę. Coraz częściej widząc go nieumytego odczuwam obrzydzenie i mam poczucie winy z niewiadomego mi powodu. Jestem pusta w srodku.  Niedawno podeszłam do niego i popukałam mu w ramię pyatjąc: halo.. jest tam ktoś? Odpowiedź:".... nie wiem..."
Jestem na skraju, ale nie wiem w którą drgnąć stronę. Czas płynie.
Nie boję się być sama. Ba... nawet chyba tego chcę, ale boję się, ze zacznę sobie odbijać te stresy w niewłaściwy sposób. Lapię się na tym, że chciałbym po wszystkim zaszaleć jak nigdy - alkohol, przypadkowy sex(jestem wygłodniała). Ale też boję się, ze jesli teraz się poddam i odejdę, to do konca zycia bedę tak szukać i odchodzić. Wiem, że w kazdym innym związku będą kryzysy, problemy i pewnie będą one na innym tle. Nie umiem określić granicy do której warto zacisnąć zeby, schować dumę do keiszeni i postawić na dobro zwiążku.
Wczoraj koleżanka zadała mi 3 pytania: - czy go kocham, - co bym powiedziala teraz na propozycje małżeństwa i co gdybym teraz zaszla z nim w ciążę (choć rozpączkować się jeszcze nie potrafię). Zamilkłam...

2 Ostatnio edytowany przez free82 (2010-06-23 20:06:57)

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Uwaga, będzie ostro. To nie facet, tylko baba. hmm Było nieźle do czasu gdy szło mu dobrze. Wtedy, mimo Twojego kryzysu, jakoś to funkcjonowało bo u niego wszystko było poukładane. Ty w końcu pokazałaś z czego jesteś ulepiona i proszę, poradziłaś sobie wspaniale, podniosłaś się. Teraz jego kolej na to samo! Ale sytuacja wygląda beznadziejnie i nie radziłbym na to czekać, tylko brać czym prędzej nogi za pas. Życie pokazało, że to nie jest facet przez duże F. Co by było, gdybyście oboje nagle mieli ciężki bardzo okres w życiu i powiedzmy dzieci? Bo tak bywa. Kto wtedy będzie siłą, podporą, oparciem? Niech on nie wykorzystuje Ciebie jako tarczy, w którą leci jego flustracja, niezaradność i egozim. Nawet myć mu się nie chce? A co, nieuleczalnie chory jest, umiera? Bez przesady. Umartwianie w XXI wieku jest niemodne.

Uciekaj, bo zmarnujesz swoje życie.

3

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Odejsc jest najlatwiej odegrac sie poprzez wode i przygodny sex jeszcze prosciej ale cos zbudowac chwycic zagle nadziei zaczac marzyc wspolnie wyciszyc sie ustapic wyzbyc dumy - to juz trudniej.Zmienisz GO jedynie zmieniajac siebie.Dobroc rodzi dobroc a zlosc    ?

4

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

wojtek5 możesz mi wyjaśnić swoją filozofię i powiedzieć dlaczego Ona ma się zmieniać dla niego jeśli to On nie radzi sobie ze sobą? Ma go myć, karmić owocami aby nie tył? Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy jaki to problem. Jej potrzebny facet a nie duże dziecko, po którym musi sprzątać i jeszcze słuchać jak pieprzy głupoty.

5

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Free82- wiem ze sa niereformowalni faceci ale skoro on kiedys byl inny a Zatara chce by to wrocilo wiec trzeba wrocic do poczatkow.Oczywisci ze moze sie nie udac ale sprobowac warto ale jak?No wiec ja podalem jakis sposob moze glupi jesli tak to daj swoj

6

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !
wojtek5 napisał/a:

Odejsc jest najlatwiej odegrac sie poprzez wode i przygodny sex jeszcze prosciej ale cos zbudowac chwycic zagle nadziei zaczac marzyc wspolnie wyciszyc sie ustapic wyzbyc dumy - to juz trudniej.Zmienisz GO jedynie zmieniajac siebie.Dobroc rodzi dobroc a zlosc    ?

Wojtku, czy ty przeczytałeś to co napisałam w całości czy tylko końcówkę?
Ja się zmieniłam dla niego. Nauczyłam się panować nad złością, nauczyłam się zaradności finansowej, nauczyłam się gospodarności, nie robię chorych jazd o byle co, pomimo że jestem choleryczką i krew się we mnie burzy w sekundę. Przez 1,5 roku byłam pełna nadziei, zrozumienia i cierpliwości pomimo krzyków oraz ciągłej krytyki. Powiedz mi, jak Twoim zdaniem być dobrą partnerką dla człowieka który całym swoim zachowaniem pokazuje jak bardzo ją ignoruje, nie szanuje jej pracy i upokarza ciągłą ciszą ? Dla którego jej marzenia są durną mrzonką smarkuli (marzę o małym domku z ogrodem od dziecka, a dla niego to kompletna durnota)

Powiedz mi bo bardzo jestem ciekawa... Jak długo Ty byś się trzymał tej nadziei? Bo ja jej mam już zaledwie okruchy. I to maleńkie.

7

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Zatara-na pewne pytania muisz sama sobie odpowiedziec.Nie sadzilem ze jest az tak zle.Jezeli nie macie dzieci i faktycznie nic Was juz nie laczy a wrecz wszystko dzieli: nie ma seksu rozmowy jednosci finansowej no to pewnie to juz koniec albo jego poczatek.Teraz wyobraz sobie jak bedzie bez niego =jesli lepiej to naprawde nie wiem na co czekasz?

8

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

ROZSTANCIE się z tego związku juz nic dobrego nie będzie, zbyt wiele krzywdy sobie wyrządziliście. Nawet jeżeli  między wami się poprawi to będziecie wytykać sobie wszystkie bolesne chwile (zbyt dużo jest tych złych niż tych dobrych)...
Rozwiń skrzydła, gdzie indziej...
Dla obojga z was tak będzie lepiej...

9

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Chlopak niewatpliwie ma nerwy natury finansowej, w koncu niewiele jest rzeczy bardziej upokarzajacych, niz przyznanie sie przed swoja kobieta, ze nie ma sie pieniedzy na NIC. Jak moze byc dla Ciebie atrakcyjny (w jego mniemaniu) skoro popada w spirale ciaglego zadluzenia? Poniekad go rozumiem - jego zachowanie jest paskudne i przykre, ale mimo wszystko w jakims tam stopniu troche zrozumiale. Podkreslam tylko troche, bo chodzenie w brudnych koszulach, to siara niezaleznie od tego czy ma sie prace czy nie. Z pewnoscia jego poczucie wlasnej wartosci jest tak niskie, jak poparcie Kornela Morawieckiego w minionych wyborach wink.

Natychmiastowa ewakuacja z predkoscia "warp 5" bardzo wskazana. Engage! wink

10

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !
Oen_242 napisał/a:

Chlopak niewatpliwie ma nerwy natury finansowej, w koncu niewiele jest rzeczy bardziej upokarzajacych, niz przyznanie sie przed swoja kobieta, ze nie ma sie pieniedzy na NIC. Jak moze byc dla Ciebie atrakcyjny (w jego mniemaniu) skoro popada w spirale ciaglego zadluzenia? Poniekad go rozumiem - jego zachowanie jest paskudne i przykre, ale mimo wszystko w jakims tam stopniu troche zrozumiale. Podkreslam tylko troche, bo chodzenie w brudnych koszulach, to siara niezaleznie od tego czy ma sie prace czy nie. Z pewnoscia jego poczucie wlasnej wartosci jest tak niskie, jak poparcie Kornela Morawieckiego w minionych wyborach wink.

Natychmiastowa ewakuacja z predkoscia "warp 5" bardzo wskazana. Engage! wink

Hmmm... podejrzewałam że to moze być z powodu kasy i niskiego samopoczucia. Ale kurcze tyle razy przez te 1,5 roku mówiłam. "Kocie... wiem, zę ci ciężko, ale pamiętaj, że dla mnie ważniejszy jest twój uśmiech i spokój niż pełny portfel. Znajdź sobie prace na etacie choćby za 1,5 tys, żebys miał na tą ratę, net i swoje wydatki. Razem damy sobie radę. A przecież w międzyczasie możesz szukać lepszej pracy, albo po godzinach rozkręcać swoją firmę." Nigdy nic na to nie powiedział i dalej robi po swojemu. Obecnie przycisniety do ściany przez sytuację rozsyła cv-ki i dość intensywnie szuka tej pracy. Obserwuję to i chyba gdzieś w środku liczę, że jak wróci na etat to będzie znów sobą.
Ale jest też 2 strona medalu... mamy czasy jakie mamy. Malo kto w 1 firmie spedza cale zycie. Prace się zmienia traci, szuka nowej. On juz mi pokazał jak radzi (lub raczej jak kompletnie sobie nie radzi) w sytuacji stresowej finansowo. Jak bardzo odbija się to na nas. Mam do końca życia żyć w napięciu, że jeśli mu się noga poślizgnie to nie przyjmie mojego wsparcia tylko znów zacznie stroić fochy i mnie gnoić w celu poprawienia sobie ego?

11

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

W obliczu sytuacji kryzysowych czesto z czlowieka potrafia wyjsc na jaw najbardziej paskudne cechy charakteru, niestety (albo przeciwnie: cechy szlachetne, ale nie w tym przypadku).

Jestes mloda, masz ciekawe zainteresowania (jak mozesz hodowac rybki i jednoczesnie je lowic? wink), jestes ogarnieta, na pewno ulozysz sobie zycie. Ono jest tylko jedno.

12

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Odejdź od niego, bo szkoda życia. W sumie nie wyrządziliście sobie wiele krzywd. Nie zdradziliście się przecież. Jesteś młodą zaradną dziewczyną, która zasługuje na miłość, szacunek. A jeżeli już po trzech latach myślisz o tym, żeby zaszaleć  to co będzie potem? Ja ci powiem, jak jest u mnie w podobnej sytuacji, coraz gorzej, chociaż również się bardzo staram. Przyznaję, że problemy finansowe faceta mają ogromny wpływ,na atmosferę w domu, ale w twojej sytuacji kiedy jesteś niezależna, czemu masz to tolerować. Ja nie odeszłam ze względu na dzieci. Ale ty pewnie niedługo będziesz chciała założyć rodzinę a z tego co większość kobiet mówi po urodzeniu dzieci jest jeszcze gorzej. Jak mu będzie zależało, to przecież może zawsze się postarać i wrócicie do siebie. W tobie podobało mi się to, że potrafisz tak obiektywnie oceniać sytuację i że stać cię na krytykę swojej osoby. Pozdrawiam i życzę szczęścia.

13

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Strasznie przykro i ciężko jest godzić się z myślą o opuszczeniu miejsca o którym zdążyło się pomyśleć " nasze miejsce"... Nie potrafię odejść z dnia na dzień. Muszę najpierw sie sama z tym całkowicie pogodzić, żeby oprzeć się jego sprzeciwom, a na pewno będą. Na razie jeszcze zostanę i poczekam, aż znajdzie sobie pracę. Na chwilę obecną nie stać go nawet na obiad. Chociaż nie wiem czy powinnam się tym przejmować.

14

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

a ja myślę że nie ma sensu żebyś czekała aż on znajdzie prace.... Jeśli masz odejść to teraz. Pokaż mu że nie będziesz się nad nim litować bo nie jesteś pełnoetatową niańką tylko JEGO KOBIETĄ! Pamiętaj że nie szanujemy tego co mamy za darmo. Niech otworzy oczy. Myślę że będzie w dużym szoku jak się pewnego dnia obudzi sam, w brudnym mieszkaniu i w brudnym ubraniu a wokół niego nie będzie nikogo, dotknie dna. Może to jest mu teraz potrzebne. Chociaż nie jestem psychologiem i wyrażam tylko swoje zdanie...
Druga opcja jaką wymyśliłam jest to żebyś powiedziała mu wprost że już dłużej nie dasz rady patrzeć na niego i odchodzisz.... ale nie zamykasz dżwi tylko dajesz mu czas tylko dla siebie. Zostanie ze swoimi myślami, oczekiwaniami od życia i planami na przyszłość. Taka separacja. Może to oczyści atmosferę. Pozdrawiam

15

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !
szyszka napisał/a:

sz rady patrzeć na niego i odchodzisz.... ale nie zamykasz dżwi tylko dajesz mu czas tylko dla siebie. Zostanie ze swoimi myślami, oczekiwaniami od życia i planami na przyszłość. Taka separacja. Może to oczyści atmosferę. Pozdrawiam

Tą opcję już wykorzystałam kilka miesięcy temu kiedy wyprowadziłam się do rodziców. Powiedziałam mu wtedy na odchodnym, że wyprowadzam się nie zeby mu dokopać, ale żeby dać mu czas na przemyślenie pewnych spraw. Zeby dać mu swobodę, nie plątać się po domu. Żeby w spokoju zastanowił się czego chce od zycia, czy widzi w tym życiu mnie i w jakiej roli. I kiedy już sam ze sobą dojdzie doładu to zeby wtedy się odezwał. Choć nie dawałam gwarancji czy jeszcze na pewno wrócę, bo ja tez muszę parę spraw przemyśleć. Wyglądało na to że bardzo się starał, dużo rozmawialiśmy i wyjaśnialiśmy sobie, wtedy też dostrzegł i docenił zmiany w moim charakterze nad którymi pracowałam usilnie od wielu miesięcy. Zostawiłam mu pieniądze na jedzenie bo nie miał nic i jakoś znów sam gotował, sprzątał, prał. On to potrafi, przeciez przez wiele lat mieszkał sam, a jak go poznałam to był zawsze zadbany, czyściutki, wyprasowany, pachnący. Nawet wtedy kiedy go zaskakiwałam z wizytą w pracy. Więc to jak teraz sie zaniedbuje to nie jest wina "nieumienia" tylko lenistwa.

Wtedy zdecydowałam się jeszcze spróbować. Drugi raz ten sam numer nie ma sensu moim zdaniem.

16

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Hmmm faktycznie.... A może zadaj mu pytanie czy on chce tkwić w takim związku? Powiedz mu że jeśli teraz wyjdziesz a on Cię nie będzie zatrzymywał to zwyczajnie nie wrócisz. Przecież szkoda czasu na takie życie. Jesteście młodzi i wiadomo że pieniądze są ważne ale nie mogą przysłonić uczuć. Trudna sytuacja i chyba potrzebne jest zdecydowanie ''cięcie'' jakąś decyzje trzeba podjąć bo życie musi mieć jakiś kolor, nie koniecznie szary.

17

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

"Jednak wciąż pamiętam tego wesołego grubaska, który był duszą towarzystwa. bardzo czułego, odpowiedzialnego i z ciepłym charakterem..."

Chcesz żyć wspomnieniami? One nie uczynią Cię szczęśliwą, bo to TYLKO przeszłość... Ty lepiej zastanów się nad przyszłością, skoro już się tak zmienił, co będzie jak zostaniecie małżeństwem? No jak dla mnie sprawa jest oczywista... Nie ma nad czym się zastanawiać... Ty momentalnie odżyjesz po rozstaniu, masz mieszkanie, własne pasje, jesteś atrakcyjna... szczęście puka do Twoich drzwi, tylko wystarczy je otworzyć...

18

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Minął miesiąc. Przez ten czas znalazłam kolejnego klienta = kaski więcej smile Pojechaliśmy nad wodę pod namiot razem ze znajomymi. R podłapał jakieś zlecenie jednorazowe. Nadal wysyła cv-ki, ale bez odzewu.
Po wyjeździe było trochę lepiej. Był rozluźniony, żartował. Dało się z nim rozmawiać.
Niestety w dalszym ciągu nie pomaga w domu. Wracam zmęczona i w zasadzie w domu mam 2 etat. A ten egoista siedzi na dupie przed konsolą i czeka na nie wiem co ?
Parę dni temu mieliśmy sex (byl fajny wieczór, dużo sie śmialiśmy i zrobiła się atmosfera). Dzien potem okazało się, że owulacja mi się pospieszyła i zmusozna byłam wziąć tabletkę 72h po. Skutki uboczne mialam trudne. Ból brzucha, zawrtoy głowy, mocne osłabienie. Mimo to poszłam do pracy. Kiedy wróciłam wykończona i zobaczyłam totalny rozgardiasz w domu, zmobilizowałam się i chcialam troche odgrzebać, zeby już w weekend miec spokój. Poprosiłam o pomoc. Trzy razy. Olał to.... Może z powodu końskiej dawki hormonów, może ze zmęczenia - wkurzyłam się. Zapytałam czy mu nie wstyd siedzieć na dupie, podczas kiedy ja ledwo stojąc na nogach od zawrotów głowy staram sie ogarnąć dom i jeszcze wyraźnie prosze go o pomoc ? Wściekł sie i strzelił drzwiami od sypialni i poszedl spać. Krzyknęłam tylko za nim, że chcę w domu faceta a nie rozwydrzonego bachora. Ze zdenerwowania sprzatnęłam cały dom. Wypiłam całe piwo jakie mu kupiłam w tygodniu - nie należy mu się. Dziś się nie oddzywam. On do mnie też - jest obrażony, ale mam to kompletnie w podogoniu. Dom błyszczy, ja zrobiłam sobie kosmetyczne popołudnie w wannie z maseczką na dziobie i ksiązką w ręku. Poszłam na długi spacer z psami, żeby pomyśleć. Ugotowałam pyszny obiadek (na złość jemu z ryżem którego nie cierpi, a którego nie robiłam od miesięcy z tegoż powodu). Za oknem deszcz. Nie mogę teraz odejść. Chwilowo jestem bez kasy, bo wzięłam pozyczkę na 2 miesiące na ten wyjazd wakacyjny i nie mam na kupno samochodu bez którego stracę pracę. Jak dobrze pójdzie to we wrześniu będę finansowo odkuta. Dopiero we wrześniu...

Być może jestem wyrachowana w tym momencie... Nie mogę sobie jednak pozwolić na stratę pracy, a nie chcę pozyczac od niego samochodu. Już 3 razy usłyszalam wyrzuty ze mu go zabieram, choć sam mi kazał go uzywać, a nie kupować drugiego (durna byłam że wtedy posłuchałam...)

19

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Twarda jesteś smile i tak trzymać wink
Tak się zastanawiam... a może dobrym rozwiązaniem byłoby życie tak, jakby go nie było? tzn Ty robisz swoje, on swoje, ale nie zwracasz mu uwagi na to, co on robi. Po prostu totalne ignorowanie. Bo wydaje mi się, że dystnas psychiczny by się Wam przydał. Czasami bywa tak, że z powodu zaszłości i tego, co ktoś kiedyś powiedział i zrobił, słowa drugiej osoby odbieramy jak w krzywym zwierciadle. Przypisujemy komuś intencje jakich nie miał itd. Może warto jakoś odciąć się od tego, by spojrzeć na wszystko bardziej "na świeżo", z dobrą wolą. Jeśli nie chcesz się wyprowadzać (czy, jak piszesz, teraz nie możesz), to może takie odcięcie się na jakiś czas byłoby dobre. Obiad tylko dla siebie, prasowanie tylko dla siebie, sprzątanie tyle, ile dla Ciebie niezbędne.

20

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Chciałoby się tak smile Prasowanie odpada bo w ogóle nie prasuję. No chyba że sobie kieckę smile Poza jego koszulami mamy ciuchy z niemnących tekstyliów. Z gotowaniem i sprzątaniem gorzej. Nie chce mi się gotować co dzień i zazwyczaj robię obiad na 2-3 dni. trudno żeby wtedy nie wyjadł z lodówki gotowego... A ze sprzątaniem to już w ogóle. Mam 4 sierściuchy, więc żeby sprzątnąąć sierść z każdej powierzchni najpierw muszę uprzątnąć wszystko... gary, ciuchy, papiery itd. Nienawidzę sierści w domu (uwielbiam chodzić boso) więc muszę - to raz. A dwa... R jest mocno uczulony na roztocza(nie wiedział dopóki nie zamieszkałam u niego ze zwierzętami), których w niesprzątanym z sierści domu nagle robi się koszmarna ilość. Niestety uczulenie objawia się pękającymi pęcherzykami na rękach i zmusza do łykania zyrtecu po którym R jest kompletnie otępiały. Mamy taką niepisaną umowę, że zwierzaki mogą być w domu, ale ja muszę dbać o to żeby sierści nie było. Wnerwia mnie tylko, że zamiast mi ułatwić robotę i pomóc trochę, to jak idiota rzuca ciuchy i ręczniki na podłogę. A potem się na mnie drze, że są całe w sierści. Albo zastawia wszystkie powierzchnie naczyniami i ja zamiast po prostu przetrzeć stoły, parapety i półki, najpierw muszę pozbierać te gary żeby móc zrobić swoje.

W efekcie, on doskonale wie, że żeby odwalić swoją robotę muszę zrobić też za niego. I to w moim odczuciu perfidnie wykorzystuje. A na to się nie godzę.

Ja wiem, że to niby pierdoła. Ale ten kto ma kilka zwierząt w domu wie, że nie sprząta się raz w tygodniu tylko przynajmniej 3-4x. I za każdym razem nie dość, że nie mam z jego strony pomocy, to jeszcze czuję, że jestem wykorzystywana z całą resztą. No bo przecież i tak zrobić muszę....

21

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Jeśli ci jeszcze na nim zalezy to weź go na rozmowe powiedz dokładnie czego oczekujesz i daj ulimatum albo bierze się w garśc albo rozstajecie się . Faceci mają zawsze problem z podziałem obowiązków domowych zazwyczaj zawsze twierdzą że ich praca jest bardziej męcząca a po pracy czekają na ciepły dom z obiadkiem. Pomyśl że jeśli to się nie zmieni a ty niedaj boże zajdziesz w ciąże to zostaniesz z dzieckiem bez środków do życia skazana na pomoc obcych ludzi lub rodziny czy naprawde tego chcesz.

22

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !
fenix napisał/a:

Jeśli ci jeszcze na nim zalezy to weź go na rozmowe powiedz dokładnie czego oczekujesz i daj ulimatum albo bierze się w garśc albo rozstajecie się . Faceci mają zawsze problem z podziałem obowiązków domowych zazwyczaj zawsze twierdzą że ich praca jest bardziej męcząca a po pracy czekają na ciepły dom z obiadkiem. Pomyśl że jeśli to się nie zmieni a ty niedaj boże zajdziesz w ciąże to zostaniesz z dzieckiem bez środków do życia skazana na pomoc obcych ludzi lub rodziny czy naprawde tego chcesz.

Rozmów były już dziesiątki. Ultimatum tez stawiałam. Efekt jest tylko taki, ze on zacina się w sobie i zachowuje tak jakby chciał mi na złość zrobić. No chyba że naprawdę jest taki ograniczony na umyśle i nie  ogarnia takich rzeczy jak rzucenie na podłogę koszulki = koszulka z sierścią. ITP.
Poza tym on nie pracuje. Od 2 czy 3 miesięcy nie ma roboty, siedzi w domu i rozsyła cv. Więc chyba nic dziwnego, że wymagam pomocy w domu. Tym bardziej ze pracuję jako pomoc domowa w dużych rezydencjach i wracam fizycznie "nieco" zmęczona. Nawet z psami nie wyjdzie podczas kiedy mnie nie ma. Dobrze, że suki wychowane i trzymają na mój powrót bo dopiero by płakał, że kupy musi sprzątać hmm Choć i tak przed znajomymi narzeka, że dom jest zasrany... Chyba tylko dlatego jest "zasrany", że kocia kuweta stoi w łazience... Którą oczywiście sprzątam codziennie. Niestety pod moją nieobecność koty też się załatwiają i czasem czuć jak któryś niedokładnie zakopie to co z siebie wycisnął. No i dom jest wtedy taaaki zasrany... big_smile aż mnie to śmieszy smile

Wczoraj obrażony poszedł spać o 21. Dziś wstał po 12stej. Obejrzał F1, zjadł bułeczkę i o 18 znów poszedł spać. To jest normalne ? big_smile

Juz mi chyba nie zależy. Jutro jadę do nowego klienta sprzątać. We wtorek też. I w czwartek i w piątek.... I znów mu zabiorę auto i będzie piszczał, że on nic wtedy ze sobą zrobić nie może.
Biedactwo uciśnione urwał nać....

23

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

To w takim razie po co targasz sobie nerwy , daj sobie w końcu trochę odpoczynku i zostaw go bo to marnotrastwo czasu a niestety po 20 czas leci bardzo szybko i pewnie też chcesz miec rodzine i dzieci a przy facecie zero perspektyw

24

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !
fenix napisał/a:

To w takim razie po co targasz sobie nerwy , daj sobie w końcu trochę odpoczynku i zostaw go bo to marnotrastwo czasu a niestety po 20 czas leci bardzo szybko i pewnie też chcesz miec rodzine i dzieci a przy facecie zero perspektyw

Już by mnie tu nie było, gdyby nie to że nie mam swojego samochodu. Dopóki nie spłacę pożyczki zaciągniętej na wakacje (czyli do 15 września) nie mam kasy na swoje auto. A jeśli teraz odejdę, to stracę klientów = nie spłacę pożyczki na wakacje = w konsekwencji nie dostane kolejnej na auto. I kółko się zamyka. Cholerne pieniądze !
On nie ma skrupułów w wykorzystywaniu mnie jak taniej siły roboczej zarabiająco-sprzatająco-gotująco-piorąco-robiącej zakupy. Ja nie będę ich miała w wykorzystywaniu jego auta, dopóki z nim mieszkam i zarabiam na nasze WSPÓLNE utrzymanie i rachunki.

Usnąć nie mógł więc wstał, ubrał się i gdzieś pojechał. Na pytanie gdzie jedzie (zawsze sobie mówiliśmy dla bezpieczeństwa gdyby się coś stało, żeby wiedzieć gdzie się szukać czy co...), dostałam odpowiedź: "dorób sobie sama teorię do tego gdzie idę". A no to pa ciociu i krzyżyk na drogę.

25

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Stało się.
Odchodzę...

Wyprowadzka w sobotę.

Nie wiem co myśleć. Jestem wyjątkowo spokojna.
Czy to ulga ?

26

Odp: Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

To jest kapilica. Bardzo dziwny człowiek, za wszystkie jego niepowodzenia Ty płacisz. Bo szanowny Panicz wyżywa się na Tobie. Myślę, że ten związek nie ma przyszłości. Z reguły ludzie powinni się wspierać w złych chwilach, a nie gnieść tego drugiego, zrzucajac na niego wine za własne porażki. Wygląda na to, ze szanse na szczęście z tym człowiekiem masz tylko wtedy, gdy jemu się w miarę powodzi, a gdy nie to już masakra. Nie można swojego życia uzależniać od takiej osoby. Jesteśmy razem i w biedzie i w dobrobycie, a nie tylko w dobrobycie. Ja bym odeszła. Tym bardziej, że nie kierują Toba jakieś pobutki typu: nie umiem być sama etc. Stać Cię, zamieszkaj sama, jesteś pewnie super dziewczyną i może trafisz na kogoś kto da Ci poczucie bezpieczeństwa, a nie będzie rozczulał sie nad sobą i śmierdział na kilometr jak rozwydrzona dziewucha, które nie dostała lizaka:/ Z Twojej historii wynika, że po prostu on już wykorzystał szanse i to powinien byc koniec. Bądź wolna, baw się, żyj:) POWODZENIA

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Destrukcyjny kryzys i permanentna samotność w związku - długie !

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026