Witam, mam do was małe pytanie.
A więc dowiedziałam się, że mój facet robi coś na boku... wiadomo o co chodzi.
On ma 29 lat a ja 28. Jesteśmy razem od 3 lat. Ostatnie 1,5 roku żyjemy dobrze ale tak trochę jak współlokatorzy. Spędzamy razem całe dnie i nawet pracujemy razem więc większość dni to 24h razem.
Zapytacie jak on miał czas na to aby zdradzać? Okazało się, że wystarczy, że wyskoczy niby do mechanika, niby do sklepu, niby gdzieś tam na godzinę dwie... A że to była Pani lekkich obyczajów to mógł dosyć szybko "załatwić sprawę".
Mieliśmy już rozmowę na ten temat. Przeprosił mnie, nie wypierał się, ale to świeża sprawa, więc będziemy myśleć co dalej.
Tylko mam jeden problem. On mnie zdradził i jest winny, to jasne. Ja go nie zdradziłam, ale powiem szczerze że od roku byłam na to otwarta, tylko, że nie miałam okazji. Cały czas jestem z nim ale jestem pewna, że jakbyśmy pracowali osobno to z pewnością nawiązała bym jakiś romans z kimś z pracy aby w końcu przeżyć jakieś fajne emocje. Z nim to... no żyjemy jak rodzeństwo trochę, a osobno też nie chcemy żyć.
Winie go, jest mi przykro ale czuje się jakbym zrobiła mu to co on mi, mimo że technicznie nie zrobiłam.
Czy według was kobieta która jest w pełni na zdradę (tylko fizyczną, sam seks) otwarta, ale tego nie zrobiła tylko przez brak okazji... to zdradziła?