Są rzeźby, które ogląda się przede wszystkim ze względu na ich piękno. Są też takie, które podziwiamy dlatego, że artysta perfekcyjnie odwzorował ludzkie ciało. „Ekstaza świętej Teresy” Gian Lorenzo Berniniego należy jednak do zupełnie innej kategorii. Tutaj najważniejsze nie jest samo ciało, lecz próba przedstawienia czegoś, czego właściwie nie da się wyrzeźbić – wewnętrznego przeżycia, ekstazy, mistycznego doświadczenia i kontaktu człowieka z Bogiem. Bernini musiał więc znaleźć sposób, żeby za pomocą zimnego marmuru pokazać emocję, ruch, światło, a nawet coś tak nieuchwytnego jak duchowe uniesienie.
Dzieło powstało w XVII wieku, w okresie pełnego rozkwitu baroku. Bernini był wówczas jednym z najwybitniejszych artystów Rzymu i człowiekiem, który potrafił traktować rzeźbę niemal jak teatr. Nie wystarczało mu stworzenie pięknej figury stojącej spokojnie na postumencie. Chciał, aby widz miał wrażenie, że wydarzenie dzieje się właśnie przed jego oczami. Rzeźba miała posiadać moment kulminacyjny, emocje, ruch, światło i odpowiednio zaprojektowaną przestrzeń. „Ekstaza świętej Teresy” jest chyba jednym z najlepszych przykładów tego podejścia.
Scena przedstawia świętą Teresę z Ávili, hiszpańską mistyczkę żyjącą w XVI wieku. Teresa była karmelitanką, reformatorką zakonu i autorką bardzo szczegółowych opisów własnych doświadczeń mistycznych. W swoich pismach opisywała między innymi wizje i przeżycia, podczas których miała doświadczać niezwykle intensywnej obecności Boga. Jeden z takich epizodów stał się inspiracją dla Berniniego.
W centrum kompozycji znajduje się Teresa, która leży lub niemal unosi się na obłoku. Jej ciało jest wyraźnie bezwładne, a głowa odchylona do tyłu. Zamknięte oczy i lekko rozchylone usta sugerują, że znajduje się w stanie całkowitego oderwania od świata zewnętrznego. Jej ciężka szata układa się w ogromne fałdy, które niemal całkowicie otaczają ciało. Marmur zaczyna tutaj wyglądać niezwykle miękko, jak materiał, a nie jak twardy kamień.
Nad świętą znajduje się anioł. To właśnie on trzyma w dłoni strzałę i za chwilę ponownie przebije nią serce Teresy. Wydaje się przy tym niemal spokojny i delikatny. Nie wygląda jak brutalna istota przygotowująca się do zadania bólu. Jego twarz jest łagodna, a cała postać kontrastuje z niezwykle intensywnym stanem świętej.
Motyw strzały ma bezpośrednie odniesienie do opisu mistycznego doświadczenia Teresy. Święta pisała o aniele, który pojawił się przy niej i kilkakrotnie przeszył jej serce ognistą strzałą. Co szczególnie interesujące, Teresa opisywała to doświadczenie jako jednocześnie bolesne i niezwykle przyjemne. Nie chodziło więc o zwykłe fizyczne cierpienie. Ból był tutaj związany z intensywnością przeżycia duchowego i poczuciem obecności Boga.
I właśnie ten paradoks Bernini próbuje pokazać.
Na pierwszy rzut oka scena może wyglądać wręcz niepokojąco. Mamy przecież kobietę leżącą bezwładnie i anioła z bronią skierowaną w jej stronę. Gdyby nie kontekst religijny, można byłoby odczytać tę scenę zupełnie inaczej. Bernini wykorzystuje jednak tę dwuznaczność, aby pokazać coś, co dla baroku było niezwykle ważne: intensywność doświadczenia religijnego.
Teresa nie wygląda tutaj jak osoba spokojnie pogrążona w modlitwie. Wygląda jak ktoś, kto został całkowicie pochłonięty przez doświadczenie przekraczające zwykłe ludzkie poznanie. Jej ciało jest rozluźnione, niemal pozbawione kontroli. Właśnie dlatego kompozycja robi tak silne wrażenie. Człowiek, który zwykle kontroluje swoje ciało, nagle przestaje nad nim panować.
Bernini osiągnął ten efekt przede wszystkim dzięki sposobowi wyrzeźbienia tkaniny. Fałdy habitu Teresy nie są spokojne ani uporządkowane. Marmur układa się w gwałtowne, głębokie załamania. W niektórych miejscach wydaje się, że materiał jest niemal wzburzony. To niezwykłe, ponieważ pod tymi wszystkimi fałdami znajduje się ciało, którego prawie nie widzimy. Artysta właściwie ukrywa Teresę pod ogromną ilością kamiennego materiału, a mimo to doskonale wiemy, co dzieje się z jej ciałem.
To właśnie jedna z największych sztuczek Berniniego. Nie musi pokazywać anatomii w taki sposób, jak robią to artyści przedstawiający nagiego Apolla. Tutaj ciało jest prawie całkowicie zakryte, ale jego pozycja i ciężar są czytelne. Teresa wydaje się jednocześnie istnieć fizycznie i być jakby nieobecna. Jej ciało należy do świata materialnego, natomiast jej umysł i dusza znajdują się gdzieś poza nim.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że Bernini nie ograniczył dzieła do samej rzeźby. „Ekstaza świętej Teresy” jest częścią większej aranżacji znajdującej się w kaplicy Cornaro w kościele Santa Maria della Vittoria w Rzymie. Bernini zaprojektował nie tylko figury, ale również otoczenie, w którym miały być oglądane.
To bardzo ważne, ponieważ samotna fotografia rzeźby nie pokazuje w pełni tego, co chciał osiągnąć artysta. Bernini zaplanował przestrzeń niczym scenę teatralną. Po obu stronach znajdują się przedstawiciele rodu Cornaro, przedstawieni w lożach, jakby siedzieli i obserwowali przedstawienie. Wygląda to niemal tak, jakby widzowie zostali umieszczeni wewnątrz rzeźby.
W ten sposób osoba stojąca przed kaplicą sama staje się kolejnym widzem.
To genialny zabieg. Mamy świętą Teresę, anioła, członków rodziny Cornaro patrzących na scenę, a następnie prawdziwego człowieka znajdującego się przed dziełem. Granica między rzeźbą a rzeczywistością zaczyna się zacierać. Bernini nie chce, żebyśmy po prostu obejrzeli dzieło. Chce, żebyśmy mieli poczucie, że uczestniczymy w wydarzeniu.
Jeszcze większą rolę odgrywa światło. Nad rzeźbą znajduje się ukryte źródło naturalnego światła, które pada na scenę. Promienie oświetlają złote elementy znajdujące się za postaciami i sprawiają, że kompozycja wydaje się niemal nadprzyrodzona.
Złote promienie są szczególnie ważne symbolicznie. Można je odczytać jako materialne przedstawienie boskiej obecności. Światło nie jest tutaj po prostu elementem dekoracyjnym. Jest częścią narracji. Bernini próbuje sprawić, aby widz odniósł wrażenie, że światło przychodzi z miejsca znajdującego się poza zwykłą rzeczywistością.
To właśnie jest charakterystyczne dla baroku. W renesansie artyści często dążyli do harmonii, proporcji i spokojnego piękna. Barok natomiast kochał ruch, emocje, kontrasty i teatralność. Nie wystarczało powiedzieć widzowi, że coś jest święte. Trzeba było sprawić, aby widz to poczuł.
Bernini był w tym mistrzem.
Jego Teresa nie siedzi spokojnie i nie patrzy w niebo z pobożnym wyrazem twarzy. Ona jest całkowicie pochłonięta doświadczeniem. Anioł nie stoi obok niej jak nieruchoma dekoracja. Cała scena wydaje się zawieszona w jednym niezwykłym momencie.
Co ciekawe, Bernini bardzo świadomie wykorzystał różnicę pomiędzy postaciami. Anioł jest lekki, młody i niemal pozbawiony ciężaru. Teresa natomiast jest ciężka, zakryta grubym habitem i opada na obłok. Jeden reprezentuje świat niebiański, druga – człowieka. A jednak obie postacie są ze sobą niezwykle mocno połączone.
Szczególnie interesujący jest wyraz twarzy Teresy. Nie jest to klasyczna twarz cierpiącej osoby. Nie ma tutaj grymasu bólu. Jej twarz wydaje się raczej wyłączona z normalnej aktywności. Zamknięte oczy sugerują, że Teresa nie obserwuje anioła w sposób zwyczajny. Doświadczenie odbywa się wewnątrz niej.
Właśnie dlatego rzeźba może być interpretowana na kilka sposobów. Dla osoby wierzącej może być przedstawieniem prawdziwego doświadczenia mistycznego. Dla historyka sztuki będzie przede wszystkim niezwykle wyszukanym przykładem barokowej sztuki religijnej. Dla kogoś zainteresowanego psychologią może być próbą przedstawienia stanu zmienionej świadomości. Jeszcze ktoś inny może zwrócić uwagę na niezwykle zmysłowy charakter przedstawienia.
I tutaj pojawia się jedna z najbardziej fascynujących cech tej rzeźby.
Choć jest to dzieło religijne, jego język artystyczny jest bardzo cielesny. Teresa jest przedstawiona jako młoda kobieta, a jej opadnięte ciało i wyraz twarzy mogą być odczytywane jako niezwykle intensywne doświadczenie fizyczne. Bernini nie próbuje tego ukrywać. Wręcz przeciwnie – właśnie poprzez ciało pokazuje duchowość.
Nie należy jednak automatycznie sprowadzać dzieła do erotyki. Byłoby to zbyt dużym uproszczeniem. W XVII wieku język ekstazy był naturalnym sposobem przedstawiania intensywnego doświadczenia religijnego. Dla Berniniego ciało i duch nie musiały być przeciwieństwami. Silne przeżycie duchowe mogło manifestować się poprzez ciało.
To zresztą dobrze pasuje do samej Teresy. Jej własne opisy doświadczeń mistycznych były niezwykle konkretne. Nie opisywała jedynie abstrakcyjnej idei. Pisała o bólu, cieple, radości, utracie kontroli nad ciałem i poczuciu obecności Boga. Bernini miał więc materiał, który pozwalał mu stworzyć scenę niezwykle fizyczną.
Jest też coś przewrotnego w tym, że rzeźbiarz musiał użyć ciężkiego marmuru, aby przedstawić osobę, która właśnie traci kontakt z ciężarem własnego ciała. Teresa leży na obłoku, który powinien być lekki i niematerialny, ale został wykuty z ogromnego bloku kamienia. Anioł wygląda tak, jakby mógł za chwilę odlecieć, mimo że również jest wykonany z marmuru. Bernini wykorzystuje więc twardy materiał do stworzenia iluzji lekkości.
I właśnie tutaj widać jego techniczną genialność.
Marmur w rękach Berniniego może udawać wszystko. Może wyglądać jak skóra, włosy, metal, materiał, chmura albo pióra. Fałdy habitu są tak głębokie i nieregularne, że kamień przestaje wyglądać jak kamień. Artysta potrafił wykorzystać różne rodzaje obróbki powierzchni, aby światło załamywało się na marmurze w różny sposób. Gładka skóra odbija światło inaczej niż głęboko wyrzeźbiona tkanina czy delikatne skrzydła anioła.
W rezultacie oglądający ma wrażenie, że przed nim znajduje się nie jedna bryła kamienia, lecz kilka różnych materiałów.
Bernini osiąga również coś bardzo charakterystycznego dla baroku: rzeźba zaczyna wychodzić poza swoje granice. Nie jest już tylko obiektem stojącym w przestrzeni. Jej znaczenie zależy od architektury, światła i miejsca, z którego patrzymy. Gdy zmienimy pozycję, zmienia się również sposób odbioru całej sceny.
To niemal przeciwieństwo klasycznego posągu przeznaczonego do oglądania ze wszystkich stron w równy sposób. Tutaj istnieje pewien zaplanowany punkt widzenia. Bernini prowadzi wzrok widza dokładnie tam, gdzie chce. Najpierw zauważamy Teresę i anioła, potem złote promienie, następnie widzów po bokach, a ostatecznie zaczynamy dostrzegać całą architekturę.
Cała kaplica staje się więc jednym dziełem sztuki.
To także pokazuje, dlaczego Bernini był kimś więcej niż tylko rzeźbiarzem. Był również architektem, scenografem i projektantem przestrzeni. Rozumiał, że emocji nie da się zawsze wyrazić samą twarzą czy gestem. Czasami trzeba odpowiednio ustawić światło, architekturę i widza.
„Ekstaza świętej Teresy” jest więc właściwie doświadczeniem, a nie tylko przedmiotem.
Można powiedzieć, że Bernini próbował zrobić z marmuru coś niemożliwego. Chciał wyrzeźbić moment, w którym człowiek przestaje być całkowicie obecny w świecie fizycznym. Chciał pokazać duchowe doświadczenie poprzez ciężkie, nieruchome ciało. Chciał pokazać światło Boga bez możliwości wyrzeźbienia Boga. Chciał pokazać ruch za pomocą kamienia.
I co najciekawsze – w dużej mierze mu się to udało.
Dlatego ta rzeźba do dziś robi tak ogromne wrażenie. Nie jest tylko piękna. Jest trochę dziwna, trochę niepokojąca, niezwykle teatralna i bardzo emocjonalna. Można ją podziwiać jako arcydzieło techniczne, analizować jako dzieło religijne albo zastanawiać się nad granicą pomiędzy duchowością a cielesnością.
A może właśnie o to chodziło Berniniemu.
Apollo, którego omawialiśmy wcześniej, pokazuje człowieka idealnego: spokojnego, harmonijnego, pięknego i panującego nad sobą. Bernini pokazuje coś zupełnie przeciwnego. Tutaj człowiek traci kontrolę. Nie stoi wyprostowany i pewny siebie. Leży bezwładnie, a jego ciało zostaje całkowicie podporządkowane przeżyciu.
W pewnym sensie oba dzieła pokazują więc dwa zupełnie różne sposoby patrzenia na człowieka. Apollo mówi: doskonałość znajduje się w harmonii, proporcji i samokontroli. Bernini mówi: człowiek może być najbardziej przejmujący właśnie wtedy, gdy doświadcza czegoś tak silnego, że jego kontrola nad samym sobą przestaje mieć znaczenie.
I chyba dlatego „Ekstaza świętej Teresy” jest jedną z tych rzeźb, które trudno po prostu obejrzeć i przejść dalej. Ona niemal zmusza widza do zadania sobie pytania, co właściwie widzi. Ciało czy duszę? Ból czy przyjemność? Religijne doświadczenie czy teatralną inscenizację? Człowieka czy coś, co człowiek próbuje sobie wyobrazić jako kontakt z absolutem?
Być może odpowiedź brzmi: wszystko naraz.
I właśnie na tym polega siła Berniniego. Nie próbował wyrzeźbić samego Boga. Wyrzeźbił człowieka, który – przynajmniej według własnej relacji – doświadczył czegoś, co uważał za spotkanie z Bogiem. Dzięki temu zamiast przedstawiać coś niewidzialnego bezpośrednio, pokazał reakcję człowieka na niewidzialne.
To niewielka różnica w słowach, ale ogromna różnica w sztuce.
Bo Boga nie można zamknąć w marmurze. Można natomiast wyrzeźbić człowieka, który wygląda tak, jakby na chwilę znalazł się poza granicami zwykłego ludzkiego doświadczenia.
I właśnie to zrobił Bernini.