Witam wszystkich. Przeczytałem sporo tematów na forum i uznałem, że nie ma sensu się rozpisywać o szczegółach mojej sytuacji i zadawać setki pytań. Jest tu wystarczająco tematów, po których przeczytaniu wyciagnąłem jakieś lekcje dla siebie.
Ja w zasadzie mam już tylko jeden problem. Resztę mam już jakoś ułożone w głowię. Więc tak najpierw po krótce opisze tło wydażeń i potem zadam pytanie.
Sytuacja w dużym skrócie: Ślub był w styczniu 2026 roku. Już od lutego zaczeła mnie zdradzać. Na początku wakacji wszystko wyszło zupełnie przypadkowo. Dowiedziałem się, a miałem się nie dowiedzieć. Zdradzała mnie jak wyjechałem na 4 miesiące do pracy zaraz po ślubie do Niemiec. Te 4 miesiące były ostatnie za obczyźnie i już miałem stałą pracę od sierpnia w Polsce, więc aktualnie jestem na stałe już w kraju. W ciągu tych 4 miesięcy 5-6 razy byłem na weekend w Polsce, nic nie zauważyłem po niej. Zawsze się bardzo cieszyła z mojego przyjazdu.
Zdrada sprawiła mi spory ból psychiczny, ale jej wybaczyłem. Uznałem to za duży falstart tego małżeństwa. Ona uznała od razu, że tamto to był duży błąd i nie planowała odejść, bardziej chciała się "zabawić".
I teraz tak, nasza sytuacja mieszkaniowa jest taka, że mieszkamy w dużym mieście i na chwilę obecną nie możemy ani nie chcemy się wyprowadzić. Bardzo długo remontowałem to mieszkanie aby po ślubie było gotowe itp Bardzo dużo zainwestowałem czasu i pieniędzy.
Może to dziwnie zabrzmi ale staram się być pragmatyczny a nie emocjonalny. Postanowiłem zostać, bo ciężko mi zrezygnować z pysznych obiadów, wspólnych randek, wieczorów, regularnego seksu, dumy z posiadania pięknej młodej żony itp
I teraz do brzegu....
Wszystko byłoby ok, wybaczyłem jej, możemy kontynuować małżeństwo itp Jednak dowiedziałem się z kim mnie zdradziła. To facet z kamienicy obok... Więc bardzo często ona i ja go widujemy. Ani on z tego co wiem nie planuje się wyproawdzić z tej dzielnicy ani my. Więc trzeba w jakiś sposób żyć i nie wiem jak to sobie ułożyć w głowie.
Ona pokazała mi wiadomości jakie z nim wymieniała od początku i to moja żona była stroną aktywną. Nie znalazłem nigdy w wiadomościach aby to on jej proponował spotkanie, lub aby pierwszy napisał. W 100% to była ona. Można nawet powiedzieć, że to ona go urabiała, bo na początku on jej napisał, że z mężatkami się nie spotyka. Ale ona nie dawała mu spokoju.
Z jednej strony to jest bardzo słabe z jej strony, ale z drugiej strony widząc wrzozec to wygląda na to, że on jej nie będzie zaczepiać, ani nic proponować. Co jest plusem bo to wtedy ona o wszystkim decyduje, nie jest podrywana.
I teraz konret....
W większości tematów o zdradach pisze się że strona zdradzająca w miarę możliwości powinna zerwać kontakt. Wiadomo, nie zawsze jest to możliwe bo to ktoś z pracy czy coś.
A co jeśli jest to trudne? Jak w naszej sytuacji?
Tak jak mówiłem, zdradę wybaczyłem. Chce kontynuować. Widzimy go z 1 - 2 razy w tygodniu jak gdzieś wychodzimy do sklepu czy coś. Jest tylko "Cześć" i tyle.
Wiem, że ważniejsze jest to, że ona i tak mnie wybrała i chce ze mną być, nie z nim, że to ze mną czuje większę połączenie dusz, a tam była raczej tylko fizyczność.
Wybaczyłem jej i bym zapomniał. Ale jest mi ciężko jak co kilka dni widze jej kochanka. Zwłaszcza, że to jest bardzo przystojny facet, wysoki, zadbany, ma duże zainteresowanie kobiet. Widziałem go już z 3 różnymi Paniami w ciągu 2 miesięcy.
Nie możemy chodzić innymi drogami, ukrywać się bo to byłoby chore. Jak więc sobie to ułożyć w głowie?