Jestem w kilkuletnim związku z partnerem, planujemy ślub i wspólną przyszłość. Ogólnie bardzo mu ufam, czuję się kochana i na co dzień widzę, że mnie wybiera i zależy mu na mnie.
Problem dotyczy narzeczonej jego bliskiego przyjaciela. Mój partner jest osobą bardzo otwartą i towarzyską, łatwo nawiązuje relacje i lubi rozmawiać z ludźmi. Z tą kobietą złapał dobry kontakt i zaczęli sporo ze sobą pisać. Nie podejrzewam go o zdradę ani nie sądzę, żeby były między nimi uczucia romantyczne. Nigdy też nie ukrywał przede mną kontaktu z nią.
Jakiś czas temu bardzo mnie to zabolało, bo miałam wrażenie, że są ze sobą zbyt blisko emocjonalnie. Powiedziałam mu o tym. Nie zlekceważył mojego problemu, wysłuchał mnie, zapewnił o swoich uczuciach i zgodnie z obietnicą ograniczył kontakt z tą kobietą. Powiedział nawet, że jeśli bardzo cierpię z tego powodu, jest gotów całkowicie urwać z nią kontakt.
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji. Widzę, że on ją wspiera i angażuje się w te rozmowy. To znowu wywołuje we mnie dyskomfort.
Najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi mi o strach przed zdradą. Nie boję się, że partner mnie zostawi, nie uważam też, że mnie okłamuje. Bardziej boli mnie to, że gdy widzę ich relację, mam poczucie, że zachowują się jak bardzo dobrzy przyjaciele. Wspólnie żartują, dużo rozmawiają i czasami czuję się przy nich mało ważna albo jak piąte koło u wozu.
Dodatkowo dla mnie duże zaangażowanie, zainteresowanie czyimiś problemami i poświęcanie komuś dużej uwagi jest czymś bardzo osobistym. Dlatego trudno mi zaakceptować, że mój partner potrafi dawać taki rodzaj uwagi również innym osobom. On z kolei uważa, że można mieć bliskie koleżeńskie relacje bez żadnego podtekstu i że takie kontakty są dla niego czymś naturalnym.
Chciałabym poznać opinię osób z zewnątrz. Czy Waszym zdaniem problem leży bardziej w tej konkretnej relacji, czy raczej w mojej wrażliwości i sposobie postrzegania bliskości? Jak nauczyć się funkcjonować spokojniej w takiej sytuacji, skoro wiem, że partner nie robi niczego za moimi plecami i ogólnie daje mi wiele powodów do poczucia bezpieczeństwa?
Podobne tematy
Nie powinna mieć miejsca taka bliska zażyłość/ przyjaźń, będąc w związku ,bo od zwierzeń to ona powinna mieć przyjaciółkę, więc się nie dziwię, że tak duże poświęcenie uwagi zamiast tobie, tej dziewczynie, uważasz za nietakt wobec siebie.
Druga sprawa, to ona mu się narzuca, a on nie ma odwagi jej odmówić, więc ona to wykorzystuje, być może on jej się podoba i by chętnie zamieniła… w każdym razie stawia cię w trudnej sytuacji.
3 2026-06-09 00:19:25 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-06-09 00:26:06)
Muszę przyznać, że czuję niesmak na myśl, że ona zwierza się Twojemu partnerowi z własnych związkowych problemów, pomimo że jej narzeczony jest jego przyjacielem, a Twój partner nie widzi nic niewłaściwego w tym, że jest odbiorcą tych zwierzeń. Osobiście uważam, że w ten sposób jest nielojalny w stosunku do przyjaciela.
Bardzo podobała mi się jego reakcja, kiedy podzieliłaś się swoimi uczuciami, jakie pojawiły się w wyniku rzeczonej sytuacji, okazuje się jednak, że na tym etapie nie dotrzymuje już danego słowa.
I owszem, ja również uważam, że nie należy zamykać się na inne relacje i kontakty z ludźmi, sama mam w tej kwestii dość liberalne podejście, jednak w Waszej sytuacji Twój partner wyraźnie przekracza pewną granicę. Przekracza ją tym bardziej, że nie pozostaje to bez wpływu ani na Twoje samopoczucie, ani na jakość Waszego związku.
Często podkreśla się, że jeśli jedna osoba zaczyna angażować się emocjonalnie w inną relację kosztem tej najważniejszej, partnerskiej, to można już mówić o pewnej formie zdrady. Niezależnie od definicji, najistotniejsze jest to, że czujesz się z tym źle, a Wasza relacja na tym cierpi - i tego nie powinno się bagatelizować.
4 2026-06-09 00:32:22 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-06-09 00:35:51)
Taki rodzaj uwagi powinien być zarezerwowany dla Ciebie a nie kobiet kumpli czy przyjaciół czy w ogole jakichkolwiek. Jak ona ma problemy to niech się wypłakuje w rękaw koleżankom a nie Twojemu facetowi. Ten kumpel w ogóle wie co ona odwala? Że tak emocjonalnie smarka w rękaw Twojemu facetowi i opowiada o ich relacji? Jakiś trójkącik się zrobił dziwny.
Ja chyba bym się wściekła na jego miejscu. I wściekła bym się na swojego, gdyby odwalał takie akcje, że angażuje się emocjonalnie w jakieś problemy innych kobiet. Choć nie byłabym z takim bo z zasady omijam tych co chętnie nadstawiają rękaw aby jakaś koleżanka mogła się wysmarkać ze swoich dramatów;)
Uważam, że to brak lojalności. Twój facet przede wszystkim ma dbać o Twój komfort a nie koleżanek. Tak samo jak Ty powinnaś dbać o jego komfort a nie jego kolegów czy swoich.
Jak Ci źle to postaw granice i wprost powiedz, że taka zażyłość Ci przeszkadza.
Ja bym się nie szczypała. U mnie nie przeszłoby coś takiego. No way!
Także Ty nie patrz na opinie z zewnątrz tylko na to, jak się z tym czujesz.
Dobra słuchajcie. Starałam się opisać fakty ale wiadomo, że uczucia też zrobiły swoje. Właśnie i o to się rozchodzi. Ja wiem że nie mam być o co zazdrosna. Sam mój narzeczony twierdzi że ona ma okropnie ciężki charakter i jak spędzamy wszyscy wspólnie czas to po kilku godzinach ma jej dość. Po drugie wydaje mi się, że mój facet po prostu osobiście zna osoby przez które oni mają problemy w życiu i dlatego może do tego podchodzi bardziej osobiście. On swojego kumpla zna od młodego łebka a my już mamy po ponad 30 lat. Ciężko jest się nie angażować w takiej sytuacji i nie próbować pomóc. On zresztą nigdy nic przede mną nie ukrywa. Zawsze mówi, że ona do niego pisała, że nie chce pisać na naszej grupie żeby nie było przykro jej narzeczonemu że się tak o tym rozmawia. Kurcze ciężko mi to określić m. Dla mnie z jednej strony jak patrzę to nic złego się tam nie dzieje. A z drugiej strony. Pojawiają się takie uczucia i nie chce też wyjść na zazdrosna bo ja raczej taka osoba nie jestem. Nie mam problemu jak spotykamy się z innymi znajomymi czy jak mój partner rozmawia z innymi koleżankami. Po prostu odkąd zauważyłam że oni mają ze soba jakiś taki wspólny język że mogą ciągle rozmawiać coś we mnie pękło i ciągle sprawia mi to ból.
Dobra słuchajcie. Starałam się opisać fakty ale wiadomo, że uczucia też zrobiły swoje. Właśnie i o to się rozchodzi. Ja wiem że nie mam być o co zazdrosna. Sam mój narzeczony twierdzi że ona ma okropnie ciężki charakter i jak spędzamy wszyscy wspólnie czas to po kilku godzinach ma jej dość. Po drugie wydaje mi się, że mój facet po prostu osobiście zna osoby przez które oni mają problemy w życiu i dlatego może do tego podchodzi bardziej osobiście. On swojego kumpla zna od młodego łebka a my już mamy po ponad 30 lat. Ciężko jest się nie angażować w takiej sytuacji i nie próbować pomóc. On zresztą nigdy nic przede mną nie ukrywa. Zawsze mówi, że ona do niego pisała, że nie chce pisać na naszej grupie żeby nie było przykro jej narzeczonemu że się tak o tym rozmawia. Kurcze ciężko mi to określić m. Dla mnie z jednej strony jak patrzę to nic złego się tam nie dzieje. A z drugiej strony. Pojawiają się takie uczucia i nie chce też wyjść na zazdrosna bo ja raczej taka osoba nie jestem. Nie mam problemu jak spotykamy się z innymi znajomymi czy jak mój partner rozmawia z innymi koleżankami. Po prostu odkąd zauważyłam że oni mają ze soba jakiś taki wspólny język że mogą ciągle rozmawiać coś we mnie pękło i ciągle sprawia mi to ból.
Nie chce go stawiać w takiej sytuacji, żeby wybierał czy ja czy oni. To jest jego najlepszy kumpel i zawsze będą mieć ze sobą kontakt i nie chciałabym żeby nasze spotkania potem były w niefajnej atmosferze.
Nie wiem tylko jak z nim o tym jeszcze raz porozmawiać żeby mnie zrozumiał i żeby nie poczuł że w jakiś sposób chce odciągnąć go od tego.
Skołowana123 napisał/a:Dobra słuchajcie. Starałam się opisać fakty ale wiadomo, że uczucia też zrobiły swoje. Właśnie i o to się rozchodzi. Ja wiem że nie mam być o co zazdrosna. Sam mój narzeczony twierdzi że ona ma okropnie ciężki charakter i jak spędzamy wszyscy wspólnie czas to po kilku godzinach ma jej dość. Po drugie wydaje mi się, że mój facet po prostu osobiście zna osoby przez które oni mają problemy w życiu i dlatego może do tego podchodzi bardziej osobiście. On swojego kumpla zna od młodego łebka a my już mamy po ponad 30 lat. Ciężko jest się nie angażować w takiej sytuacji i nie próbować pomóc. On zresztą nigdy nic przede mną nie ukrywa. Zawsze mówi, że ona do niego pisała, że nie chce pisać na naszej grupie żeby nie było przykro jej narzeczonemu że się tak o tym rozmawia. Kurcze ciężko mi to określić m. Dla mnie z jednej strony jak patrzę to nic złego się tam nie dzieje. A z drugiej strony. Pojawiają się takie uczucia i nie chce też wyjść na zazdrosna bo ja raczej taka osoba nie jestem. Nie mam problemu jak spotykamy się z innymi znajomymi czy jak mój partner rozmawia z innymi koleżankami. Po prostu odkąd zauważyłam że oni mają ze soba jakiś taki wspólny język że mogą ciągle rozmawiać coś we mnie pękło i ciągle sprawia mi to ból.
Nie chce go stawiać w takiej sytuacji, żeby wybierał czy ja czy oni. To jest jego najlepszy kumpel i zawsze będą mieć ze sobą kontakt i nie chciałabym żeby nasze spotkania potem były w niefajnej atmosferze.
Nie wiem tylko jak z nim o tym jeszcze raz porozmawiać żeby mnie zrozumiał i żeby nie poczuł że w jakiś sposób chce odciągnąć go od tego.
O i czego jeszcze nie dodałam. Nie do końca jest tak że ona jakoś mu się wypłakuje na ramieniu o tych problemach. Tak jak mówiłam on zna osobiście tamtą część osób która robi im problemy i ona po prostu tak jakby opisuje suche fakty. Nie opisuje mu ze jest jej ciężko, że nie wie co ma zrobić, że jest przybita itp. Raczej w ogóle nie mówi o swoich emocjach. Bardziej jak coś to opisuje emocje swojego narzeczonego a reszta to po prostu opowiadanie co się dzieje. Myślę że to też ma znaczenie w tym przypadku.
Nie wiem tylko jak z nim o tym jeszcze raz porozmawiać żeby mnie zrozumiał i żeby nie poczuł że w jakiś sposób chce odciągnąć go od tego.
No ale chcesz go od tego odciągnąć.
Stań kobieto w prawdzie ze sobą.
I źle myślisz, że jedną rozmową coś zmienisz, bo nie zmieniłaś.
Tu nie ma co udawać. Tamta to spryciara, która wysrywa swoje sprawy i trafiła na takiego, który tego chce słuchać. I nie poprzestanie na tym, gdy np. sprawy u niej się pogorszą.
I nie jest tak, że jest wszystko w porządku w waszym związku, bo nie jest i to nawet przed sobą ukrywasz, bojąc się, że możesz tak super hiper fajnego gościa stracić, bo powiesz prawdę.
Z resztą samo określenie, żyjemy od kilku lat w związku i coś planujemy - pokazuje jak to wszystko wygląda.
To, że on jest przyjacielem twojego faceta to nie czyni z niej automatycznie jego przyjaciółki. Nawet to jest dziwne, bo jeśli on rozmawia z nią w tajemnicy przed przyjacielem, to tak jakby go zdradzał, bo to on z nim powinien być bliżej jak ma problem, a nie z jego dziewczyną.
Wszystko więc Waszych relacjach stoi na głowie.
Zaufanie trzeba mieć, ale nie bezgraniczne, też nie wiadomo czy ona nie wymyśla jakiś historii, żeby tylko angażować w to twojego faceta. Nie bardzo mi się chce wierzyć, że osoby trzecie mają wpływ na ich kryzys.
Dlatego wytłumacz mu, że jego relacja jest niezdrowa i nie powinien angażować się emocjonalnie w jej problemy, bo to jest chore i negatywnie wpływa na wasz związek.
Z jednej strony mówi, że ona jest taka czy owaka, a z drugiej jakby cieszy się z jej towarzystwa… Nie bądź naiwna i nie toleruj takiej zażyłości, bo nie jest normalne.
Zapytaj też swojego faceta, jak to przedstawia jego przyjaciel i dlaczego jego nie wspiera tylko jego dziewczynę.
Możesz edytować swój post i dopisać lub napisać nowy, a nie cytować swój post.
10 2026-06-09 10:25:36 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-06-09 10:29:59)
Nie chce go stawiać w takiej sytuacji, żeby wybierał czy ja czy oni. To jest jego najlepszy kumpel i zawsze będą mieć ze sobą kontakt i nie chciałabym żeby nasze spotkania potem były w niefajnej atmosferze.
Nie wiem tylko jak z nim o tym jeszcze raz porozmawiać żeby mnie zrozumiał i żeby nie poczuł że w jakiś sposób chce odciągnąć go od tego.
Po pierwsze - jeśli Twój facet chce im pomóc to niech idzie pogadać ze swoim przyjacielem a nie bawi się w powiernika jego kobiety, za jego plecami.
Uświadom swojemu narzeczonemu, że jest podwójnie nielojalny - wobec Ciebie i wobec swego kumpla.
Wobec Ciebie dlatego bo doskonale wie, jak bardzo ta zażyłość z nią i bliskość Ci przeszkadzają i mimo obietnic, że ograniczy kontakt to przy pierwszym kryzysie znowu wskakuje w rolę jej pocieszyciela i emocjonalnego ratownika ignorując to jak się z tym czujesz.
Po drugie – jesteś niezdecydowana w tym, czego chcesz. Z jednej strony mocno Ci przeszkadza, że on tak się angażuje, poświeca jej tyle czasu i jest na każde zawołanie a z drugiej racjonalizujesz jego zachowanie i boisz się postawić sprawę jasno, żeby nie wyjść na zazdrosną czy jakąś niedowartościowaną. Masz prawo czuć dyskomfort, złość czy ból w tej sytuacji.
I tu nie chodzi o to, żeby on rezygnował ze znajomości ze swoim przyjacielem! Chodzi o to, żeby przestał robić za psiapsiółkę jego dziewczyny. To jest duża różnica.
Prawda jest taka, że intymnosć emocjonalna, takie zwierzenia, ciągłe żarty i bycie na każde zawołanie to są rzeczy, które budują związek a nie normalne relacje koleżeńskie.
Napisałaś, że gdy są razem, czujesz się przy nich jak piąte koło u wozu – to w zasadzie mówi wszystko.
Przestań szukać winy w sobie i postaw sprawę twardo, bo przed wami slub wiec powinnaś miec pewność, że Twoj komfort i poczucie bezpieczeństwa są dla niego ważniejsze niż bycie terapeutą dla dziewczyn kumpli.
Skołowana123, myślę podobnie do ciebie, z tym, ze kiedyś nauczyłam się, by o trzecich osobach nie rozmawiać bez nich. Twój partner opiniuje zachowanie kolegi, ale znając tylko wersję jego dziewczyny, co też nie jest dobre. Może wytłumacz mu, ze tak się z przyjacielem nie pogrywa.
Skołowana123, myślę podobnie do ciebie, z tym, ze kiedyś nauczyłam się, by o trzecich osobach nie rozmawiać bez nich. Twój partner opiniuje zachowanie kolegi, ale znając tylko wersję jego dziewczyny, co też nie jest dobre. Może wytłumacz mu, ze tak się z przyjacielem nie pogrywa.
Tylko że ten kolega też o tym wie że oni ze soba tak rozmawiają i nie ma nic przeciwko chyba. On też rozmawia na temat tych problemów z moim narzeczonym, nie jest tak ze to dzieje się za jego plecami.
Autorko jakiej rady oczekujesz, a może Ty też szukasz w tym wszystkim osoby do wygadania się?
Samba napisał/a:Skołowana123, myślę podobnie do ciebie, z tym, ze kiedyś nauczyłam się, by o trzecich osobach nie rozmawiać bez nich. Twój partner opiniuje zachowanie kolegi, ale znając tylko wersję jego dziewczyny, co też nie jest dobre. Może wytłumacz mu, ze tak się z przyjacielem nie pogrywa.
Tylko że ten kolega też o tym wie że oni ze soba tak rozmawiają i nie ma nic przeciwko chyba. On też rozmawia na temat tych problemów z moim narzeczonym, nie jest tak ze to dzieje się za jego plecami.
Chyba… Na pewno nie zdaje sobie sprawy z ich zażyłości, rozmawianie nierówne rozmawianiu…
Ale najważniejsze jest to, że ty na tym tracisz i nie powinnaś się na to godzić.
Jestem w kilkuletnim związku z partnerem, planujemy ślub i wspólną przyszłość. Ogólnie bardzo mu ufam, czuję się kochana i na co dzień widzę, że mnie wybiera i zależy mu na mnie.
Problem dotyczy narzeczonej jego bliskiego przyjaciela. Mój partner jest osobą bardzo otwartą i towarzyską, łatwo nawiązuje relacje i lubi rozmawiać z ludźmi. Z tą kobietą złapał dobry kontakt i zaczęli sporo ze sobą pisać. Nie podejrzewam go o zdradę ani nie sądzę, żeby były między nimi uczucia romantyczne. Nigdy też nie ukrywał przede mną kontaktu z nią.
Jakiś czas temu bardzo mnie to zabolało, bo miałam wrażenie, że są ze sobą zbyt blisko emocjonalnie. Powiedziałam mu o tym. Nie zlekceważył mojego problemu, wysłuchał mnie, zapewnił o swoich uczuciach i zgodnie z obietnicą ograniczył kontakt z tą kobietą. Powiedział nawet, że jeśli bardzo cierpię z tego powodu, jest gotów całkowicie urwać z nią kontakt.
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji. Widzę, że on ją wspiera i angażuje się w te rozmowy. To znowu wywołuje we mnie dyskomfort.
Najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi mi o strach przed zdradą. Nie boję się, że partner mnie zostawi, nie uważam też, że mnie okłamuje. Bardziej boli mnie to, że gdy widzę ich relację, mam poczucie, że zachowują się jak bardzo dobrzy przyjaciele. Wspólnie żartują, dużo rozmawiają i czasami czuję się przy nich mało ważna albo jak piąte koło u wozu.
Dodatkowo dla mnie duże zaangażowanie, zainteresowanie czyimiś problemami i poświęcanie komuś dużej uwagi jest czymś bardzo osobistym. Dlatego trudno mi zaakceptować, że mój partner potrafi dawać taki rodzaj uwagi również innym osobom. On z kolei uważa, że można mieć bliskie koleżeńskie relacje bez żadnego podtekstu i że takie kontakty są dla niego czymś naturalnym.
Chciałabym poznać opinię osób z zewnątrz. Czy Waszym zdaniem problem leży bardziej w tej konkretnej relacji, czy raczej w mojej wrażliwości i sposobie postrzegania bliskości? Jak nauczyć się funkcjonować spokojniej w takiej sytuacji, skoro wiem, że partner nie robi niczego za moimi plecami i ogólnie daje mi wiele powodów do poczucia bezpieczeństwa?
To chora sytuacja. Nie pytaj jak lepiej w tym funkcjonować tylko sie na to nie zgadzaj. Każda para sama ustala co jest zdrada. Dla jednych "lajk" na czyimś koncie dla innych romans. Znajdą sie takie dla których Twoja sytuacja bedzie zdrada. To durna sytuacja bo jak Twój facet tego nie zrozumie to nie wiadomo co robic. Formalnoprawnie po prostu pomaga starej koleżance. Nie ma sie o co przyczepic. Niby. Ale to jest chore. Mam w towarzystwie pare par po rozwodzie. Lubię i babki i facetow - coś im nie poszło. Ale nie wyobrazam sobie ze za plecami kumpla "poprawiam humor" jego babce
Jestem w kilkuletnim związku z partnerem, planujemy ślub i wspólną przyszłość. Ogólnie bardzo mu ufam, czuję się kochana i na co dzień widzę, że mnie wybiera i zależy mu na mnie.
Problem dotyczy narzeczonej jego bliskiego przyjaciela. Mój partner jest osobą bardzo otwartą i towarzyską, łatwo nawiązuje relacje i lubi rozmawiać z ludźmi. Z tą kobietą złapał dobry kontakt i zaczęli sporo ze sobą pisać. Nie podejrzewam go o zdradę ani nie sądzę, żeby były między nimi uczucia romantyczne. Nigdy też nie ukrywał przede mną kontaktu z nią.
Jakiś czas temu bardzo mnie to zabolało, bo miałam wrażenie, że są ze sobą zbyt blisko emocjonalnie. Powiedziałam mu o tym. Nie zlekceważył mojego problemu, wysłuchał mnie, zapewnił o swoich uczuciach i zgodnie z obietnicą ograniczył kontakt z tą kobietą. Powiedział nawet, że jeśli bardzo cierpię z tego powodu, jest gotów całkowicie urwać z nią kontakt.
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji. Widzę, że on ją wspiera i angażuje się w te rozmowy. To znowu wywołuje we mnie dyskomfort.
Najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi mi o strach przed zdradą. Nie boję się, że partner mnie zostawi, nie uważam też, że mnie okłamuje. Bardziej boli mnie to, że gdy widzę ich relację, mam poczucie, że zachowują się jak bardzo dobrzy przyjaciele. Wspólnie żartują, dużo rozmawiają i czasami czuję się przy nich mało ważna albo jak piąte koło u wozu.
Dodatkowo dla mnie duże zaangażowanie, zainteresowanie czyimiś problemami i poświęcanie komuś dużej uwagi jest czymś bardzo osobistym. Dlatego trudno mi zaakceptować, że mój partner potrafi dawać taki rodzaj uwagi również innym osobom. On z kolei uważa, że można mieć bliskie koleżeńskie relacje bez żadnego podtekstu i że takie kontakty są dla niego czymś naturalnym.
Chciałabym poznać opinię osób z zewnątrz. Czy Waszym zdaniem problem leży bardziej w tej konkretnej relacji, czy raczej w mojej wrażliwości i sposobie postrzegania bliskości? Jak nauczyć się funkcjonować spokojniej w takiej sytuacji, skoro wiem, że partner nie robi niczego za moimi plecami i ogólnie daje mi wiele powodów do poczucia bezpieczeństwa?
Można mieć inne koleżeńskie relacje, ale musi być postawiona granica. Partner nie wyczuwa, że źle się czujesz w takim towarzystwie/ Nie widzi niczego? Jak się zachowuje ta koleżanka, gdy widzi, że jesteś na uboczu?
Partner te granice przekracza i mu się to podoba.
Też bym sie mocno zastanowiła, czy akurat dostosowanie się do tego układu to dobry pomysł. Jakiś on niezdrowy jest.
Rozumiałabym, gdyby parter kumplowi więcej czasu i uwagi poświęcał. Oczywistość, są trudności, jest wsparcie.
Pół biedy, gdyby partner spotykał się częściej z nimi obojgiem.
Żadnego sensownego powodu, żeby tak zacieśniał kontakty z narzeczoną kumpla nie widzę.
Może partnerowi komunikat bardziej wprost potrzebny, nie jakieś zawiłe tłumaczenia?
Pewność, że ta druga osoba nic nie robi za plecami niestety bywa ułudą, nic nie robi a potem się okazuje, że "jakoś tak wyszło"...
Ja zazdrosna nie jestem i nigdy nie byłam, ale w takiej sytuacji jak opisana poczułabym się jakoś niewygodnie. Co najmniej.
(...) Sam mój narzeczony twierdzi że ona ma okropnie ciężki charakter i jak spędzamy wszyscy wspólnie czas to po kilku godzinach ma jej dość. Po drugie wydaje mi się, że mój facet po prostu osobiście zna osoby przez które oni mają problemy w życiu i dlatego może do tego podchodzi bardziej osobiście.
On swojego kumpla zna od młodego łebka a my już mamy po ponad 30 lat. Ciężko jest się nie angażować w takiej sytuacji i nie próbować pomóc.
To niech pomaga, nikt tu nie twierdzi inaczej, ale jemu, bo to on podobno jest przyjacielem Twojego partnera, a dziwnym trafem bliski kontakt ma z jego narzeczoną.
Napisałam to już w swoim poprzednim poście, ale powtórzę, że Twój partner jest podwójnie nielojalny i tak szczerze, to dość paskudnie to o nim mówi.
19 2026-06-10 07:54:36 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-06-10 07:55:45)
Normalne to by było jakby partner porozmawiał z kumplem, którego zna od dawna.
Dla mnie to zastanawiające co się wydarzyło takiego, że ta koleżanka woli się zwierzać twojemu partnerowi ze swoich problemów.
Normalne to by było jakby partner porozmawiał z kumplem, którego zna od dawna.
Dla mnie to zastanawiające co się wydarzyło takiego, że ta koleżanka woli się zwierzać twojemu partnerowi ze swoich problemów.
Bo znalazła „kozła ofiarnego”…
Kobieta ma tupet, po trupach do celu…, nie znamy jej zamiarów ale nie powinna zawłaszczać sobie atencji przyjaciela swojego faceta, kosztem jego narzeczonej.
Narzeczony autorki dał się wkręcić i nie widzi „niebezpieczeństwa”, albo nie chce widzieć.
Dlatego autorka powinna reagować i nie bać się ew. kwasu towarzyskiego.
Samba napisał/a:Skołowana123, myślę podobnie do ciebie, z tym, ze kiedyś nauczyłam się, by o trzecich osobach nie rozmawiać bez nich. Twój partner opiniuje zachowanie kolegi, ale znając tylko wersję jego dziewczyny, co też nie jest dobre. Może wytłumacz mu, ze tak się z przyjacielem nie pogrywa.
Tylko że ten kolega też o tym wie że oni ze soba tak rozmawiają i nie ma nic przeciwko chyba. On też rozmawia na temat tych problemów z moim narzeczonym, nie jest tak ze to dzieje się za jego plecami.
No to co można tu napisać.. tylko pfff.
Ciekawy jestem, jak długo jeszcze Twój partner zechce służyć obojgu za telefon zaufania?
Ponadto, jak długo jeszcze Ty sama wytrzymasz patrząc na ten cały cyrk?
Patrz na pozytywy, masz naturalna kandydatke do trojkata aby urozmaicic partnerowi seks.
No bo chyba zalezy Ci na jego szczesciu?
Nie powinna mieć miejsca taka bliska zażyłość/ przyjaźń, będąc w związku ,bo od zwierzeń to ona powinna mieć przyjaciółkę, więc się nie dziwię, że tak duże poświęcenie uwagi zamiast tobie, tej dziewczynie, uważasz za nietakt wobec siebie.
Druga sprawa, to ona mu się narzuca, a on nie ma odwagi jej odmówić, więc ona to wykorzystuje, być może on jej się podoba i by chętnie zamieniła… w każdym razie stawia cię w trudnej sytuacji.
mysle dokladnie tak jak ty
i dodam od siebie, nie wierze w przyjazn damsko meska
25 2026-06-10 12:56:42 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-10 12:58:15)
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Urabia go.
Nie zwierzasz się z problemów związkowych jednemu z najbliższych przyjaciół partnera jeśli nie masz w tym jakiegoś celu. Albo wpadł jej w oko, albo w dłuższej perspektywie chce go nastawić przeciw kumplowi.
Tamiraa napisał/a:Normalne to by było jakby partner porozmawiał z kumplem, którego zna od dawna.
Dla mnie to zastanawiające co się wydarzyło takiego, że ta koleżanka woli się zwierzać twojemu partnerowi ze swoich problemów.
Bo znalazła „kozła ofiarnego”…
![]()
Kobieta ma tupet, po trupach do celu…, nie znamy jej zamiarów ale nie powinna zawłaszczać sobie atencji przyjaciela swojego faceta, kosztem jego narzeczonej.
Narzeczony autorki dał się wkręcić i nie widzi „niebezpieczeństwa”, albo nie chce widzieć.
Dlatego autorka powinna reagować i nie bać się ew. kwasu towarzyskiego.
Na razie autorka jest skołowana, bo tu piękne słówka o pomaganiu, a tam inne zachowanie.
27 2026-06-10 13:13:11 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-06-10 13:17:14)
Wg mnie zupełnie zbytecznie skupiacie się na tamtej kobiecie. No są takie kobiety, które muszą gdzieś robić wysrywy. Takie życie.
Głównym problemem jest postawa Autorki. Jej związek stoi w miejscu. Jej facet bawi się w terapeutę. Też tego nie zmieni jak widać, bo z nim rozmawia (bez przekonania, ale jednak) i wróciło do tego co było. A czas sobie leci.
W sumie to ona zachowuje się jak tamta kobieta, tylko że wygadała się nam tutaj.
Jako tako wszystko gra, tylko, że jest jakiś mało istotny żalik, że pan terapeuta mógłby bardziej ją terapeutować. A jego uwaga przecież nie jest z gumy.
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Jeszcze do przyjaciela on mógłby się wyżalać, ale nie jego dziewczyna.
Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Ale czego nie rozumiesz? ![]()
Ona tylko potrzebuje wsparcia a on jest dobry człowiek i pomaga
31 2026-06-10 17:04:56 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-06-10 17:14:14)
Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Widocznie nie chcą już razem być, skoro ona woli opowiadać o wspólnych problemach komuś innemu.
Jack chyba był najbliżej prawdy.
Jeszcze jak później wyjdzie, o jakich szczegółach była mowa, to już w ogóle.
Priscilla napisał/a:Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Widocznie nie chcą już razem być, skoro ona woli opowiadać o wspólnych problemach komuś innemu.
Jack chyba był najbliżej prawdy.
Jeszcze jak później wyjdzie, o jakich szczegółach była mowa, to już w ogóle.
Pomidor ![]()
33 2026-06-10 20:58:37 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2026-06-10 21:04:04)
Jestem w kilkuletnim związku z partnerem, planujemy ślub i wspólną przyszłość. Ogólnie bardzo mu ufam, czuję się kochana i na co dzień widzę, że mnie wybiera i zależy mu na mnie.
Problem dotyczy narzeczonej jego bliskiego przyjaciela. Mój partner jest osobą bardzo otwartą i towarzyską, łatwo nawiązuje relacje i lubi rozmawiać z ludźmi. Z tą kobietą złapał dobry kontakt i zaczęli sporo ze sobą pisać. Nie podejrzewam go o zdradę ani nie sądzę, żeby były między nimi uczucia romantyczne. Nigdy też nie ukrywał przede mną kontaktu z nią.
Jakiś czas temu bardzo mnie to zabolało, bo miałam wrażenie, że są ze sobą zbyt blisko emocjonalnie. Powiedziałam mu o tym. Nie zlekceważył mojego problemu, wysłuchał mnie, zapewnił o swoich uczuciach i zgodnie z obietnicą ograniczył kontakt z tą kobietą. Powiedział nawet, że jeśli bardzo cierpię z tego powodu, jest gotów całkowicie urwać z nią kontakt.
Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji. Widzę, że on ją wspiera i angażuje się w te rozmowy. To znowu wywołuje we mnie dyskomfort.
Najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi mi o strach przed zdradą. Nie boję się, że partner mnie zostawi, nie uważam też, że mnie okłamuje. Bardziej boli mnie to, że gdy widzę ich relację, mam poczucie, że zachowują się jak bardzo dobrzy przyjaciele. Wspólnie żartują, dużo rozmawiają i czasami czuję się przy nich mało ważna albo jak piąte koło u wozu.
Dodatkowo dla mnie duże zaangażowanie, zainteresowanie czyimiś problemami i poświęcanie komuś dużej uwagi jest czymś bardzo osobistym. Dlatego trudno mi zaakceptować, że mój partner potrafi dawać taki rodzaj uwagi również innym osobom. On z kolei uważa, że można mieć bliskie koleżeńskie relacje bez żadnego podtekstu i że takie kontakty są dla niego czymś naturalnym.
Chciałabym poznać opinię osób z zewnątrz. Czy Waszym zdaniem problem leży bardziej w tej konkretnej relacji, czy raczej w mojej wrażliwości i sposobie postrzegania bliskości? Jak nauczyć się funkcjonować spokojniej w takiej sytuacji, skoro wiem, że partner nie robi niczego za moimi plecami i ogólnie daje mi wiele powodów do poczucia bezpieczeństwa?
Bardzo dużo już zostało w temacie napisane. Więc od siebie tylko dodam.
Skoro planujecie ślub i wspólną przyszłość to przed wykonaniem tego (czyli zawarciem ślubu) pokaż swemu mężczyźnie jedną z najważniejszych zasad wspólnej przyszłości, a mianowicie że
W normalnych, nie ekstra ordynaryjnych warunkach w związku jesteś najważniejsza. Nie chodzi o deklaracje i intencjonalne zapowiedzi tylko o fakty. Bezwarunkowo.
Więc jeżeli czujesz się mocno zaniepokojona doskonałą wzajemną "komunikacją" lubego z dziewczyną jego bliskiego kolegi to lubemu sygnalizujesz bardzo mocno ten fakt. No i domagasz się aby zaprzestał "komunikacji". Dobre serce i uczynki niech zachowa dla ciebie.
Może będziesz musiała to powtarzać parę razy (im więcej tym gorzej). Ale pamiętaj, jeśli on nie nauczy się tego, że jesteś najważniejsza to za 10 lat będziesz miała identyczny problem ale z n-tą "koleżanką".
Po prostu przed ślubem płacisz potencjalnie mniejszą cenę za postępowanie lubego.
34 2026-06-10 21:23:05 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-06-10 21:34:50)
Wg mnie zupełnie zbytecznie skupiacie się na tamtej kobiecie. No są takie kobiety, które muszą gdzieś robić wysrywy. Takie życie.
Głównym problemem jest postawa Autorki. Jej związek stoi w miejscu. Jej facet bawi się w terapeutę. Też tego nie zmieni jak widać, bo z nim rozmawia (bez przekonania, ale jednak) i wróciło do tego co było. A czas sobie leci.
W sumie to ona zachowuje się jak tamta kobieta, tylko że wygadała się nam tutaj.
Jako tako wszystko gra, tylko, że jest jakiś mało istotny żalik, że pan terapeuta mógłby bardziej ją terapeutować. A jego uwaga przecież nie jest z gumy.
Problemem nie jest tamta kobieta. Zawsze znajdzie się jakaś, co będzie potrzebowała pocieszenia;) Problemem jest zachowanie jej narzeczonego, które ją złości i zarazem osłabia i problemem jest to, że ona stara się go usprawiedliwić, nie wiem w ogóle po co. Pachnie mi tu kolejną dobrotliwą, która widzi czerwone flagi a i tak wyjdzie za mąż a potem będzie narzekać jakie te chłopy paskudne. No, ale sama takiego sobie wybierze...
Ja bym mu powiedziała krótko - jak jesteś taki zaangażowany w sprawy Kasi/Basi/Zosi, poświecasz jej tyle czasu i stałeś się jej największym powiernikiem to może z nią weź ślub a mnie d...y nie zawracaj;))
Priscilla napisał/a:Ja nadal nie rozumiem, dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Ale czego nie rozumiesz?
Ona tylko potrzebuje wsparcia a on jest dobry człowiek i pomaga
Pamiętam taką sytuację z czasu, kiedy byłam nastolatką - moi rodzice mieli przyjaciół, ci przyjaciele mieli z kolei swoich, ale moi rodzice z tymi drugimi się nie przyjaźnili. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że mąż tej przyjaciółki przyjaciół zginął w wypadku samochodowym, a przyjaciel moich rodziców też był tak dobry, że poczuwał się do pomocy, bo przecież ona biedna została sama bez męskiej ręki w domu, bez wsparcia. No i tak chłop pomagał, że już został u niej na stałe ![]()
Bert44 napisał/a:Priscilla napisał/a:Ja nadal nie rozumiem, dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Ale czego nie rozumiesz?
Ona tylko potrzebuje wsparcia a on jest dobry człowiek i pomaga
Pamiętam taką sytuację z czasu, kiedy byłam nastolatką - moi rodzice mieli przyjaciół, ci przyjaciele mieli z kolei swoich, ale moi rodzice z tymi drugimi się nie przyjaźnili. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że mąż tej przyjaciółki przyjaciół zginął w wypadku samochodowym, a przyjaciel moich rodziców też był tak dobry, że poczuwał się do pomocy, bo przecież ona biedna została sama bez męskiej ręki w domu, bez wsparcia. No i tak chłop pomagał, że już został u niej na stałe
No patrz. Jednak się zdarza
Autoooorko - słyszałaś?
Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Ja nadal nie rozumiem dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Problemem jest ta kobieta.
Ma "ciężki" charakter i uwiesiła się na facecie autorki.
Są tacy niedojrzali ludzie, którzy problemy w związku wynoszą poza związek.
A facet autorki to taka dupa. Wie, że go go męczy, ale nie ograniczy niańczenia toksyczki.
Ale z drugiej strony, gdyby nie miał tej cechy pomocy, to pewnie z autorką by nie był.
38 2026-06-11 09:15:24 Ostatnio edytowany przez Farmer (2026-06-11 09:16:49)
Skołowana123 napisał/a:Ostatnio jednak ta kobieta i jej partner mają poważne problemy życiowe i znowu dużo pisze do mojego partnera, zwierza mu się i opowiada o swojej sytuacji.
Urabia go.
Nie zwierzasz się z problemów związkowych jednemu z najbliższych przyjaciół partnera jeśli nie masz w tym jakiegoś celu. Albo wpadł jej w oko, albo w dłuższej perspektywie chce go nastawić przeciw kumplowi.
Prawdopodobnie tak.
Jest jeszcze 3 opcja. Trójkącik ![]()
Bert44 napisał/a:Priscilla napisał/a:Ja nadal nie rozumiem, dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Ale czego nie rozumiesz?
Ona tylko potrzebuje wsparcia a on jest dobry człowiek i pomaga
Pamiętam taką sytuację z czasu, kiedy byłam nastolatką - moi rodzice mieli przyjaciół, ci przyjaciele mieli z kolei swoich, ale moi rodzice z tymi drugimi się nie przyjaźnili. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że mąż tej przyjaciółki przyjaciół zginął w wypadku samochodowym, a przyjaciel moich rodziców też był tak dobry, że poczuwał się do pomocy, bo przecież ona biedna została sama bez męskiej ręki w domu, bez wsparcia. No i tak chłop pomagał, że już został u niej na stałe
Znam identyczną sytuację.
Mąż znajomej zaopiekował się ich zaprzyjaźnioną wdową i odszedł do niej.
Mój mąż też wciskał się w małżeństwo naszych dobrych znajomych, ale jej
mąż rozgonił to szybko i zdecydowanie.
I zdecydowanie działałam ja. Pogoniłam swojego.
Tamto małżeństwo przetrwało do dziś.
40 2026-06-11 11:24:25 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-06-11 11:26:27)
Mój mąż też wciskał się w małżeństwo naszych dobrych znajomych, ale jej
mąż rozgonił to szybko i zdecydowanie.
I zdecydowanie działałam ja. Pogoniłam swojego.
Tamto małżeństwo przetrwało do dziś.
Z tego co wlasnie napisalas wynika, ze Ty nie "pogonilas swojego" tylko on sam od Ciebie uciekal do lepszej kobiety.
Ty jedynie sformalizowalas to co bylo oczywiste.
Bo to, ze dwoch mezczyzn walczylo o twoja znajoma zamiast o Ciebie to nie jest wina mezczyzn xD
41 2026-06-11 12:51:24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-06-11 12:57:01)
Samba napisał/a:Skołowana123, myślę podobnie do ciebie, z tym, ze kiedyś nauczyłam się, by o trzecich osobach nie rozmawiać bez nich. Twój partner opiniuje zachowanie kolegi, ale znając tylko wersję jego dziewczyny, co też nie jest dobre. Może wytłumacz mu, ze tak się z przyjacielem nie pogrywa.
Tylko że ten kolega też o tym wie że oni ze soba tak rozmawiają i nie ma nic przeciwko chyba. On też rozmawia na temat tych problemów z moim narzeczonym, nie jest tak ze to dzieje się za jego plecami.
ale Ty masz coś przeciwko. i słusznie. chyba bym go sobie darowała.
związek nie po to jest, by sobie szarpać nerwy i mieć taką
minę
jemu na niej zalezy, nawet jak sobie do końca nie uświadamia i vice versa.
jak rozpadało się moje dzięki Bogu byłe małżeństwo mój ex miał wiele takich przyjaciółek które ratował z opresji, niektóre były dla sportu, łechtały jego ego, a z jedną na pewno zdradzał. To świadczy o tym, że jak jesteście razem, nie ma uważnosci na Ciebie i ogólnie to egoista. jak mężczyznie zalezy na kobiecie, to nawet jakby mu Ona zawracała gitarę, to nie pozwoliłby by to wchodziło w wasze układy. Wiem że to ciężkie, bo masz z nim już plany i marzenia, ale nie jest to warte ciągnięcia wg mnie.
związki są albo skomplikowane i nie ma czego ratować, albo dobrane i wtedy wszystko jest proste. chyba młoda jesteś, nie chcesz kogoś, kto by się naprawdę angażował? a nie żebyś czuła się jak element dekoracji, potrzebnej jemu do odgrywania roli wybawcy innych księżniczek- z pozycji zajętego faceta łatwiej to robić.
cisza to ja napisał/a:Mój mąż też wciskał się w małżeństwo naszych dobrych znajomych, ale jej
mąż rozgonił to szybko i zdecydowanie.
I zdecydowanie działałam ja. Pogoniłam swojego.
Tamto małżeństwo przetrwało do dziś.Z tego co wlasnie napisalas wynika, ze Ty nie "pogonilas swojego" tylko on sam od Ciebie uciekal do lepszej kobiety.
Ty jedynie sformalizowalas to co bylo oczywiste.Bo to, ze dwoch mezczyzn walczylo o twoja znajoma zamiast o Ciebie to nie jest wina mezczyzn xD
.....................................................
Johny
To nie jest tak jak Ty to zintepretowałeś.
Zatem wyjaśniam, że pogoniłam do domu swojego z grilla u znajomych.
Sama zostałam i było do końca przyjemnie.
Przegoniłam go ze swojego życia wiele lat później i w innych okolicznościach.
Mam nadzieję, że nie byłam taka zła, bo po mnie już swojego życia nie ułozył.
I tyle.
43 2026-06-11 13:49:38 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2026-06-11 14:31:01)
Przepraszam autorkę postu, że w Jej wątku odpowiadam innemu userowi.
Pozdrawiam
Edytuję post, by poinformować, że nie będę więcej prowadziła dyskusji w tym wątku.
Zaczepki zostawiam bez reakcji.
Johny, nie fatyguj się więcej.
44 2026-06-11 14:18:29 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-06-11 14:21:28)
Johny
To nie jest tak jak Ty to zintepretowałeś.
Zatem wyjaśniam, że pogoniłam do domu swojego z grilla u znajomych.
Sama zostałam i było do końca przyjemnie.
Przegoniłam go ze swojego życia wiele lat później i w innych okolicznościach.Mam nadzieję, że nie byłam taka zła, bo po mnie już swojego życia nie ułozył.
I tyle.
Zakladasz, ze dla mezczyzny ulozenie sobie zycia oznacza bycie z inna kobieta i nie moze miec ulozonego zycia wybierajac siebie i cieszac sie swoja niezaleznoscia?
Nie wyobrazam sobie aby mnie zona "pogonila do domu" ze spotkania ze znajomymi a sama na nim zostala.
Jakas chora dynamika, w ktorej kobieta ma spodnie a facet jest calkowicie podporzadkowany.
Mezczyzna, ktory jest zadowolony ze swojej partnerki nie odchodzi ani nie daje "sie pogonic" tylko walczy - walczyc jest z latami coraz latwiej (jesli sie chce) bo nawet jesli zrobi sie cos glupiego (a sa checi) to naprawa jest mniejszym kosztem niz przekreslenie wielu lat wspolnego budowania i zaczynanie od nowa.
Po takim zwiazku to pewnie jest zwyczajnie szczesliwszy samemu.
Ps. rozumiem, ze Ty masz teraz meza, z ktorym sobie ulozylas zycie?
Wszelkie trójkąciki emocjonalne czy mniej emocjonalnej należy ucinać od razu. Komunikować co się nie podoba i tyle. A gdy mimo komunikatów partner/ka nadal to robi to cóż ...
Mam nadzieję, że nie byłam taka zła, bo po mnie już swojego życia nie ułozył.
A to bardzo częste u kobiet, że w ten sposób się pocieszają po rozstaniu. Już któryś raz się spotykam z opinią, że skoro facet nie jest z inną kobietą to "życia sobie nie ułożył". Otóż przykładowo moje życie było kompletnie rozp... gdy z kobietą byłem, a gdy z nią zerwałem to odzyskałem mózg i spokój ducha. Udało mi się nawet na giełdzie zarobić i najzwyczajniej w świecie pojawił się uśmiech na ustach. Jakbym był z nią to u czubków bym wylądował. Szczerze się ucieszyłem gdy znalazła jakiegoś gościa bo w końcu skończyła mnie po wielu latach od rozstania podgryzać. To był kołchoz. Ta kobieta mi autentycznie podcinała skrzydła. Myślę, że w wielu przypadkach taki odbiór po rozstaniu może być podobny.
gdy z nią zerwałem to odzyskałem mózg i spokój ducha. Udało mi się nawet na giełdzie zarobić i najzwyczajniej w świecie pojawił się uśmiech na ustach.
Znam takie przypadki z autopsji. Kolesie w wieloletnich związkach, które na pozór były ok, ale jak przyszło co do czego to koleś nie mógł nawet zmywarki zapakować nie słysząc komentarzy i dopierdalania się, że źle to robi. Z co było źle? No to, że nie były naczynia ułożone tak jak jaśnie hrabianka sobie to wymyśliła. Bo typ leworęczny i układał od przeciwnej strony jak ona. I faktycznie było tak, że jak już byli singlami to z czasem odzyskali radość, uśmiech i poczucie równowagi życiowej. Od czasu do czasu umawiają się z kimś z neta, albo zamawiają odpowiednią usługę i są naprawdę zadowoleni ze swojego życia.
Bert44 napisał/a:Priscilla napisał/a:Ja nadal nie rozumiem, dlaczego skoro ONI mają jakieś problemy życiowe, to nie ONI wspólnie je rozwiązują, ale kolejne sytuacje, które powinny pozostać między nimi, wynoszą na zewnątrz?
Ale czego nie rozumiesz?
Ona tylko potrzebuje wsparcia a on jest dobry człowiek i pomaga
Pamiętam taką sytuację z czasu, kiedy byłam nastolatką - moi rodzice mieli przyjaciół, ci przyjaciele mieli z kolei swoich, ale moi rodzice z tymi drugimi się nie przyjaźnili. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że mąż tej przyjaciółki przyjaciół zginął w wypadku samochodowym, a przyjaciel moich rodziców też był tak dobry, że poczuwał się do pomocy, bo przecież ona biedna została sama bez męskiej ręki w domu, bez wsparcia. No i tak chłop pomagał, że już został u niej na stałe
no i tak bywa ![]()
Kolesie w wieloletnich związkach, które na pozór były ok, ale jak przyszło co do czego to koleś nie mógł nawet zmywarki zapakować nie słysząc komentarzy i dopierdalania się, że źle to robi. I faktycznie było tak, że jak już byli singlami to z czasem odzyskali radość, uśmiech i poczucie równowagi życiowej.
No to coś takiego było na zasadzie - nie przepuściłem jej pierwszy w drzwiach, nie odebrałem telefonu, nie zrobiłem czegoś tam lub coś tam wręcz zrobiłem ? Domyśl się ! W pewnym momencie już w ogóle nie wiadomo o co chodzi i człowiek chodzi jak po skorupkach od jajek. Kaftan przy czymś takim to tylko kwestia czasu.
Można i mieć inne podejście. Pracuję z klientem od wielu lat. 8:00 on w pracy, 19:00 on nadal często w pracy, a czasem i do 20:00 + musi dojechać by do domu wrócić. To ile on taką żonę widzi na co dzień skoro i również dzieciom musi poświęcić czas ? Tak mi się wydaje, że to dla niektórych sposób by w ogóle żyć z kobietą pod jednym dachem przez kilka dekad.
...
hej, hej, może warto poszukać alternatyw dla netfacetów? Zbieramy grupę powoli
Daj zanć co o tym myslisz
https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … 1#p4256091
Tak mi się wydaje, że to dla niektórych sposób by w ogóle żyć z kobietą pod jednym dachem przez kilka dekad.
Dlatego tak wiele związków się posypało w czasie covidu. Niby fajne i zgodne związki, ale ludzie się mijali tak naprawdę. A potem wymuszona interakcja przez cały czas i jak maska opadła to nie było co zbierać z związku.