netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

117 odpowiedzi7 302 wyświetleniazałożony przez ka30, 25.09.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 118 ]

1 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-25 20:25:52)

Temat: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Hej,
Sprawa wygląda następująco: spotkam się od roku z facetem. Powoli pojawia się temat wspólnego mieszkania, żyjemy obecnie w dwóch odległych od siebie dzielnicach miasta. On ma swoje mieszkanie, ja wynajmuję. Mój chłopak powoli zaczyna namawiać mnie na wspólne zamieszkanie, mówi że chce spędzić ze mną życie, a ja coraz bardziej mam wątpliwości czy jest sens dalej ciągnąć ten związek. Ja mam 30 lat, on o 10 starszy, po rozwodzie i przejściach. Poza tym, że przeprowadzając się do niego miałabym kłopotliwy, długi dojazd do pracy, on stwierdził, że ze swojej dzielnicy nigdy się nie wyprowadzi, bo mieszka koło swojej pracy, ja jechałabym ponad godzinę, mam wiele innych wątpliwości:

1. Pierwszy z nich, bardzo poważny, to fakt, że ''M'' bardzo lubi pić piwo. Pije piwko prawie codziennie, po kilka, nie widzi w tym problemu, zawsze szuka okazji np. wolne popołudnie po pracy, ładna pogoda, brzydka pogoda, weekend itd. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać, doszukiwać się powodu, zapytać, czy może ma jakieś kłopoty, jednak bez skutku, nie sądzi, że to coś złego. Nie zachowuje się po tym dziwnie, nie jest pijany. Nie sądzicie jednak, że to problem, kiedy ktoś piwkować musi każdego dnia? Jest ponury i robi się wesoły dopiero jak wypije. ''M'' ma problemy z żołądkiem, jest po operacji. Nie słucha zaleceń lekarza, nie przestrzega diety i potem muszę go ratować jak źle się poczuje po wypiciu piwa. Nie pije nigdy nic mocniejszego, jednak boję się, że kiedyś zacząłby.

2. Mimo, że twierdzi, że mnie kocha jest przy mnie niesamowicie smutny, rzadko się uśmiecha na mój widok i nie chce rozmawiać o swoich problemach. Podejrzewam, że ma jakąś depresję czy inne problemy. Gdy próbowałam go wypytać, starać się wesprzeć uciął temat i stwierdził, że jest ok tylko taki ma wyraz twarzy i nic na to nie poradzi :-)

3. Rzadko mnie gdzieś zaprasza i chce rozliczać się ze mną ze wszystkiego. Nigdy mi nie kupi nawet kwiatka. Prędzej moi koledzy z pracy mnie gdzieś zaproszą niż on. Ja nie chcę, aby mnie sponsorował, chcę po prostu od czasu do czasu iść z nim na kolację.

4. Kolejny, również ważny, to sprawa dzieci. Ja nie chcę ich mieć, on przynajmniej jedno. Rozmawiałam z nim na ten temat, twierdzi, że być może mi się odmieni.

5. Problem z seksem, nie uprawiamy go w ogóle. ''M'' ma problem z erekcją, twierdzi, że się stresuje, dlatego temat ten ostatnio ucichł. Twierdzi, że seks nie jest ważny dla niego tylko bliskość emocjonalna, przyjaźń.

Najpoważniejszym problemem jest jednak jego piwko. Czasami mam wrażenie, że jest dla niego ważniejsze ode mnie. ''M'' powtarza, że jest bardzo dobrym chłopakiem i wypomina mi czasami, że ostatnio przestałam być zaangażowana w związek. Powody jednak opisałam powyżej. Na ten moment nie wyobrażam sobie wprowadzić się do niego, jednak z drugiej strony przywiązałam się do niego i czasami mam nadzieję, że jego postępowanie się zmieni.

Co zrobilibyście na moim miejscu? Czy nie sądzicie, że ten problem z piwem jego jest poważny i mam rację?. Przez ten powód głównie, boję się do niego wprowadzić, bo jestem przeciw codziennemu piciu, nawet jeśli to jest piwo. Przez ten problem przestał mnie pociągać i nie wiem, jak z nim rozmawiać. Czy jest sens ratować związek?

2

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Mieszkać pod dachem faceta? No nie za bardzo pamiętaj dopóki nie jesteście małżeństwem bez intercyzy to w zasadzie to mieszkanie póki co jest tylko JEGO. Ja bym się bala wszystko rzucić i zamieszkać pod dachem faceta, no chyba,ze w razie wyładowania na ulicy będziesz miała możliwość gdzieś szybko coś wynająć

3

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Hej,
Sprawa wygląda następująco: spotkam się od roku z facetem. Powoli pojawia się temat wspólnego mieszkania, żyjemy obecnie w dwóch odległych od siebie dzielnicach miasta. On ma swoje mieszkanie, ja wynajmuję. Mój chłopak powoli zaczyna namawiać mnie na wspólne zamieszkanie, mówi że chce spędzić ze mną życie, a ja coraz bardziej mam wątpliwości czy jest sens dalej ciągnąć ten związek. Ja mam 30 lat, on o 10 starszy, po rozwodzie i przejściach. Poza tym, że przeprowadzając się do niego miałabym kłopotliwy, długi dojazd do pracy, on stwierdził, że ze swojej dzielnicy nigdy się nie wyprowadzi, bo mieszka koło swojej pracy, ja jechałabym ponad godzinę, mam wiele innych wątpliwości:

1. Pierwszy z nich, bardzo poważny, to fakt, że ''M'' bardzo lubi pić piwo. Pije piwko prawie codziennie, po kilka, nie widzi w tym problemu, zawsze szuka okazji np. wolne popołudnie po pracy, ładna pogoda, brzydka pogoda, weekend itd. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać, doszukiwać się powodu, zapytać, czy może ma jakieś kłopoty, jednak bez skutku, nie sądzi, że to coś złego. Nie zachowuje się po tym dziwnie, nie jest pijany. Nie sądzicie jednak, że to problem, kiedy ktoś piwkować musi każdego dnia? Jest ponury i robi się wesoły dopiero jak wypije. ''M'' ma problemy z żołądkiem, jest po operacji. Nie słucha zaleceń lekarza, nie przestrzega diety i potem muszę go ratować jak źle się poczuje po wypiciu piwa. Nie pije nigdy nic mocniejszego, jednak boję się, że kiedyś zacząłby.

2. Mimo, że twierdzi, że mnie kocha jest przy mnie niesamowicie smutny, rzadko się uśmiecha na mój widok i nie chce rozmawiać o swoich problemach. Podejrzewam, że ma jakąś depresję czy inne problemy. Gdy próbowałam go wypytać, starać się wesprzeć uciął temat i stwierdził, że jest ok tylko taki ma wyraz twarzy i nic na to nie poradzi :-)

3. Rzadko mnie gdzieś zaprasza i chce rozliczać się ze mną ze wszystkiego. Nigdy mi nie kupi nawet kwiatka. Prędzej moi koledzy z pracy mnie gdzieś zaproszą niż on. Ja nie chcę, aby mnie sponsorował, chcę po prostu od czasu do czasu iść z nim na kolację.

4. Kolejny, również ważny, to sprawa dzieci. Ja nie chcę ich mieć, on przynajmniej jedno. Rozmawiałam z nim na ten temat, twierdzi, że być może mi się odmieni.

5. Problem z seksem, nie uprawiamy go w ogóle. ''M'' ma problem z erekcją, twierdzi, że się stresuje, dlatego temat ten ostatnio ucichł. Twierdzi, że seks nie jest ważny dla niego tylko bliskość emocjonalna, przyjaźń.

Najpoważniejszym problemem jest jednak jego piwko. Czasami mam wrażenie, że jest dla niego ważniejsze ode mnie. ''M'' powtarza, że jest bardzo dobrym chłopakiem i wypomina mi czasami, że ostatnio przestałam być zaangażowana w związek. Powody jednak opisałam powyżej. Na ten moment nie wyobrażam sobie wprowadzić się do niego, jednak z drugiej strony przywiązałam się do niego i czasami mam nadzieję, że jego postępowanie się zmieni.

Co zrobilibyście na moim miejscu? Czy nie sądzicie, że ten problem z piwem jego jest poważny i mam rację?. Przez ten powód głównie, boję się do niego wprowadzić, bo jestem przeciw codziennemu piciu, nawet jeśli to jest piwo. Przez ten problem przestał mnie pociągać i nie wiem, jak z nim rozmawiać. Czy jest sens ratować związek?

Ja nie za bardzo wiem po co ty z nim jesteś, marnujesz tylko czas.
Nie licz, że on się zmieni, bo ludzie się nie zmieniają, a już na pewno ty go nie zmienisz.
On jest uzależniony od piwa i to też się nie zmieni.
Żadna rozmowa niczego nie zmieni, to ty musisz się zmienić i zrezygnować z tej relacji w sumie koleżeńskiej. Albo traktować to jako koleżeństwo. A jak się do niego wprowadzisz to jako współlokatorka, nic więcej. Po co ci to? Nie widać, żeby cokolwiek was łączyło.

4

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

1. On chce mieszkac obok pracy, ale ty masz naginac do swojej - rozumiem, ze ktos bd tym pokrzywdzonym, ale gdyby dal logiczniejsze Argumenty. Poza tym dla tego typa nie oplaca sie poswiecac cokolwiek

2 jak on chce miec dzieci, jak mu nie staje? Poza tym smierdzi na kilometr, ze to nie przez stres. Do tego kto te dzieci by pilnowal jak on codziennue pod wplywem? Masz odpowiedz: ty.

3 te rozliczanie sie o pierdoly. Zamieszkaj z nim to dopiero uacznie cie rozliczac. Jak juz chcesz sie spotykac to bez wprowadzki. Mozesz szybko pozalowac. Ba, pewnie nawet z wydatkow na dziecko beda podobne akcje.

4 i tez chyba najwazniejszy to to, ze jest ALKOHOLIKIEM, bo nawet nie pije, bo chce tylko, bo juz MUSI. Dlatego codziennie. Zaloze sie o milion,ze nie wytrzymalby 3 tygodni bez alko, bo tak maja alkoholicy. A Problem ten moze sie jeszcze nawet poglebic. To juz alarm, zeby uciekac. A ty jedzcze chcesz sie wprowadzic. Powodzenia xD

5

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
blueangel napisał/a:

1. On chce mieszkac obok pracy, ale ty masz naginac do swojej - rozumiem, ze ktos bd tym pokrzywdzonym, ale gdyby dal logiczniejsze Argumenty. Poza tym dla tego typa nie oplaca sie poswiecac cokolwiek

2 jak on chce miec dzieci, jak mu nie staje? Poza tym smierdzi na kilometr, ze to nie przez stres. Do tego kto te dzieci by pilnowal jak on codziennue pod wplywem? Masz odpowiedz: ty.

3 te rozliczanie sie o pierdoly. Zamieszkaj z nim to dopiero uacznie cie rozliczac. Jak juz chcesz sie spotykac to bez wprowadzki. Mozesz szybko pozalowac. Ba, pewnie nawet z wydatkow na dziecko beda podobne akcje.

4 i tez chyba najwazniejszy to to, ze jest ALKOHOLIKIEM, bo nawet nie pije, bo chce tylko, bo juz MUSI. Dlatego codziennie. Zaloze sie o milion,ze nie wytrzymalby 3 tygodni bez alko, bo tak maja alkoholicy. A Problem ten moze sie jeszcze nawet poglebic. To juz alarm, zeby uciekac. A ty jedzcze chcesz sie wprowadzic. Powodzenia xD

Przede wszystkim oby póki pije codzien alkohol nie miał dzieci.

6

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

sorry ze nie powiem nic użyteczne  ale przykro patrzeć jak kolejna fajna dziewczyna marnuje sobie życie.
alkohol  -  czerwona kartka
brak seksu i  chęci naprawy tego  -  czerwona kartka
rozliczanie się  powinno byc jasne nawet jak jest poł na poł  to zawsze jakieś drobiazgi powinien ci podarować bezinteresownie
nie szanuje siebie i swojego zdrowia -  ciebie też nie będzie zacznie ciebie obwiniać i będzie gorzej  - czerwona kartka
dzieci i alkohol  rozumiem ze na porodówkę  taxi  albo sama siebie zawieziesz ? z chorym dzieckiem alkoholika zostawisz ?

7

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
kreatywny_wariat napisał/a:

fajna dziewczyna marnuje sobie życie.

A skąd wiesz, simpie, że jest fajna? Znasz ją z "reala"? Oczywiście, że nie, bo to troll.

8

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Przypominam sobie, że tak naprawdę w przeciągu roku związku dwa/trzy razy tylko autem jechaliśmy, tuż przed jego operacją, gdzie wytrzymał tydzień bez piwa... Tłuczemy się wszędzie komunikacją, pociągami, autobusami, tramwajami... Powodem jest to, że właśnie nie będzie mógł sobie wypić piwka.

On rozstał się ze swoją żoną przez to, że ona nie planowała dzieci, jak to mi naopowiadał, on wtedy z 5-10 lat temu chciał mieć nawet 2-3, kupił nawet duże mieszkanie pod dzieci na wszelki wypadek jak to powiedział, dlatego ja chciałam być z nim szczera i powiedziałam mu jaką mam wizję rodziny. Kto wie, może kiedyś rzeczywiście mi się odmieni ale z jego problemem z alko rzeczywiście bałabym się z nim planować posiadanie dzieci jak on nigdy autem nie jeździ.

Widzę te wszystkie jego czerwone flagi, z drugiej strony boję się, że nikogo już nie spotkam a nam może ułożyłoby się kiedyś...

9 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-25 22:37:02)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Sorki, ale nie jesteś tutaj, aby mnie oceniać. Nie jestem żadnym trollem. Mam za dużo na głowie aby głupoty wypisywać w internecie. Tym którzy się odezwali bardzo dziękuję. Potrzebuję po prostu porady, jak czasem każdy i liczę na jakieś odpowiedzi, sugestię. Każdy ma prawo czuć się zagubiony, więc przykre że z góry jestem przez niektórych oceniana. Uważam się za dobrą osobę, na pewno mam swoje wady, ale nikomu nie robię na złość ani nikogo nie oszukuję.

10

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Przypominam sobie, że tak naprawdę w przeciągu roku związku dwa/trzy razy tylko autem jechaliśmy, tuż przed jego operacją, gdzie wytrzymał tydzień bez piwa... Tłuczemy się wszędzie komunikacją, pociągami, autobusami, tramwajami... Powodem jest to, że właśnie nie będzie mógł sobie wypić piwka.

On rozstał się ze swoją żoną przez to, że ona nie planowała dzieci, jak to mi naopowiadał, on wtedy z 5-10 lat temu chciał mieć nawet 2-3, kupił nawet duże mieszkanie pod dzieci na wszelki wypadek jak to powiedział, dlatego ja chciałam być z nim szczera i powiedziałam mu jaką mam wizję rodziny. Kto wie, może kiedyś rzeczywiście mi się odmieni ale z jego problemem z alko rzeczywiście bałabym się z nim planować posiadanie dzieci jak on nigdy autem nie jeździ.

Widzę te wszystkie jego czerwone flagi, z drugiej strony boję się, że nikogo już nie spotkam a nam może ułożyłoby się kiedyś...

Lepiej nikogo nie spotkać, niż spotkać takiego jakiego masz teraz

11

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Przypominam sobie, że tak naprawdę w przeciągu roku związku dwa/trzy razy tylko autem jechaliśmy, tuż przed jego operacją, gdzie wytrzymał tydzień bez piwa... Tłuczemy się wszędzie komunikacją, pociągami, autobusami, tramwajami... Powodem jest to, że właśnie nie będzie mógł sobie wypić piwka.

On rozstał się ze swoją żoną przez to, że ona nie planowała dzieci, jak to mi naopowiadał, on wtedy z 5-10 lat temu chciał mieć nawet 2-3, kupił nawet duże mieszkanie pod dzieci na wszelki wypadek jak to powiedział, dlatego ja chciałam być z nim szczera i powiedziałam mu jaką mam wizję rodziny. Kto wie, może kiedyś rzeczywiście mi się odmieni ale z jego problemem z alko rzeczywiście bałabym się z nim planować posiadanie dzieci jak on nigdy autem nie jeździ.

Widzę te wszystkie jego czerwone flagi, z drugiej strony boję się, że nikogo już nie spotkam a nam może ułożyłoby się kiedyś...

Ale być z kimś tylko dlatego, że boisz się samotności, nie wróży nic dobrego. Jak i co ma się ułożyć, skoro on niczego nie zmieni ze swojej strony.
On chce mieć dzieci, ale pije…może mieć impotencję alkoholową, dzieci też mogą urodzić się z deficytami. Tak działa alkohol. Strach mieć z nim dziecko.
Tkwiąc przy nim, zamykasz sobie drogę do poznania kogoś innego, a jesteś jeszcze przecież młoda.
Chyba, że chcesz być u niego kucharką i sprzątaczką, to się wprowadzaj, gdzie będziesz mieszkała nie u siebie, w stresie, bo nic nie będzie jak Ty byś chciała.
Ale nikt za Ciebie życia nie przeżyje, sama musisz podejmować decyzję.

12 Ostatnio edytowany przez kreatywny_wariat (2025-09-25 23:48:14)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Widzę te wszystkie jego czerwone flagi, z drugiej strony boję się, że nikogo już nie spotkam a nam może ułożyłoby się kiedyś...

Też tak kiedyś myślałem. Straciłem parę lat życia męcząc się. Nie ułoży się. On możliwe że tkwi w traumie poprzedniego związku . Zastanawiałaś się nad wizytą u psychologa ?

13

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Twój partner jest zwykłym egoistą, który widzi tylko czubek własnego nosa, a Twoje potrzeby i dobro nie mają żadnego znaczenia. Do tego jest kompletnie nieodpowiedzialny, o czym najlepiej świadczy brak dbałości o zdrowie, pomimo problemów i zaleceń, ktore otrzymał. 

ka30 napisał/a:

Problem z seksem, nie uprawiamy go w ogóle. ''M'' ma problem z erekcją, twierdzi, że się stresuje, dlatego temat ten ostatnio ucichł. Twierdzi, że seks nie jest ważny dla niego tylko bliskość emocjonalna, przyjaźń.

A czy choć zapytał, czy Ty widzisz to tak samo? Założę się, że uznał, że to nie jest ważne.

Ja w każdym razie nie zaryzykowałabym tego związku.

14

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Mimo, że twierdzi, że mnie kocha jest przy mnie niesamowicie smutny, rzadko się uśmiecha na mój widok i nie chce rozmawiać o swoich problemach. Podejrzewam, że ma jakąś depresję czy inne problemy. Gdy próbowałam go wypytać, starać się wesprzeć uciął temat i stwierdził, że jest ok tylko taki ma wyraz twarzy i nic na to nie poradzi :-)

Yyy i w czym problem? Dla uczciwości zrób test: czy sama masz cały czas banana na twarz w jego obecności big_smile Jeśli nie masz, mimo że twierdzisz że kochasz swojego chłopaka, no to przykro mi, oblałaś własny test.

ka30 napisał/a:

Najpoważniejszym problemem jest jednak jego piwko. Czasami mam wrażenie, że jest dla niego ważniejsze ode mnie. (...) Co zrobilibyście na moim miejscu? Czy nie sądzicie, że ten problem z piwem jego jest poważny i mam rację?. Przez ten powód głównie, boję się do niego wprowadzić, bo jestem przeciw codziennemu piciu, nawet jeśli to jest piwo. Przez ten problem przestał mnie pociągać i nie wiem, jak z nim rozmawiać. Czy jest sens ratować związek?

Normalnie z nim rozmawiaj. Nie fiksuj się tak na byciu taktowną, oferującą wsparcie i co tam jeszcze było przy okazji jego miny wink Zwyczajnie omów swoją niechęć, lęki itd. z nim na rozsądnie, jak dorośli ludzie.

Myślę, że niepotrzebnie podchodzisz tak emocjonalnie do tego piwa jak do kochanki. Prawdopodobnie dużo większym problemem w waszym związku jest kiepska komunikacja, nieomówione różnice i chyba pewien rozjazd dojrzałości, niż to ile harnasi każdy z was wypija. I mówię to jako abstynentka.

15

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

To nie kochanie to emocjonalne przywiązanie z strachu

16 Ostatnio edytowany przez madoja (2025-09-26 09:42:37)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Jeśli facet twierdzi że seks nie jest dla niego ważny - kłamie.
Może dlatego chodzi smutny i pije.
Lub odwrotnie: jest impotentem bo pije.

Byłam rok z pijącym impotentem i to jest koszmar. Ciągle smród piwska, a żeby doszło do seksu musiał brać tabletki, które nie zawsze działały.
A uwierz, on będzie chciał seksu, przynajmniej próbować. Będziesz musiała dusić tego ślimaka żeby choć trochę się podniósł, a czasami to będzie trwało bardzo długo. A jak tylko troszkę stanie to albo od razu znów opadnie albo się spuści.
I nawet jeśli teraz godzisz się na to że seks nie jest priorytetem, to z biegiem czasu będziesz marzyć żeby ktoś Cię po prostu dobrze zerżnął.

Słowem: matkobosko, odpuść sobie tego człowieka.
Jest tylu fajnych 30-latków którzy nie muszą codziennie chlać i nie mają problemu z ding-dongiem.

17

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Hej,

5. Problem z seksem, nie uprawiamy go w ogóle. ''M'' ma problem z erekcją, twierdzi, że się stresuje, dlatego temat ten ostatnio ucichł. Twierdzi, że seks nie jest ważny dla niego tylko bliskość emocjonalna, przyjaźń.

Nie dość, że kapeć, to jeszcze sflaczały.
Po co tobie to? No po co?

18

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Wolalabym byc cale zycie sama niz byc z alkoholikiem. Z dwojga zlego wolalabym nawet impotentna. Pod warunkiem, ze we wszystkich innych aspektach bylby normalny. Jej nawet moze to na reke skoro nie chce dzieci. Ten jednak normalny nie jest. To klebek problemow na przyszlosc. A bedzie z czasem tylko gorzej.

19

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Dziewczyno  tu wyją wszystkie syreny alarmowe by się ewakuować z tej relacji.
Twój facet to alkoholik, nie żaden lubiący piwkowac pan tylko rasowy alkoholik. Idę o zakład że problem alkoholizmu ma już od lat i pewnie był to jeden z powodów rozwodu z żoną. Mogła faktycznie nie chcieć dzieci bo z alkoholikiem strach je mieć, ale tego już Ci nie powiedział smile
Częstym schematem u alkoholików którzy wypierają swój problem i nie chcą z nim nic robić jest przechodzenie z czasem na słabsze trunki typu piwo żeby „udowodnić” sobie i światu że to „tylko” piwo a nie wódka. Są i tacy którzy twierdzą wręcz że piwo to prawie nie alkohol. Zobacz, mówią partnerce, ja piję tylko delikatnie parę piwek dziennie, a kto piwka się nie napije ? Nie leżę jak menel zachlany na chodniku, nie kupuje czystej wódki czy jakiś wynalazków. Nie jestem więc alkoholikiem.
Oszukiwanie samego siebie. Alkoholik to każdy kto musi się napić i nie ważne czy to piwo wódka czy butelka wina. Alkoholik wszystkie aktywności i swoje życie modeluje pod picie. Patrz- twoj facet nie chce się przeprowadzić bo musiałby dojeżdżać daleko komunikacja do pracy. Dlaczego nie autem? A no bo żeby prowadzić auto to trzeba być trzeźwym a on po „paru” piwkach pewnie nie bardzo mógłby siąść za kółko nawet rano. Dlatego wszystko trzeba ułożyć tak żeby picie było możliwe.
Humor alkoholika, typowe. Smutek, czasem napady złości ale gdy się napije albo picie jest w perspektywie od razu inny nastrój, wyznania czułości i plany na przyszłość.
Impotencja alkoholowa kolejny typowy znak. Bagatelizuje znaczenie seksu? A co ma zrobić przyznać że to problem? Musiałby ograniczyć spożycie a patrz punkt wyżej, to absolutnie nie wchodzi w grę.
Problemy zdrowotne i mimo to picie. Kolejny klasyk. Problemy zaczęły się prawdopodobnie przez picie a teraz po operacji dalej wykańczanie organizmu alkoholem. Niech „ukochany” zrobi zwykłe próby wątrobowe. Zapewniam Cię że pokażą jak „nieszkodliwe” jest to jego spożywanie wink
Podsumowując 90% Twoich zarzutów co do Twojego faceta ma źródło w jego alkoholizmie. A on leczyć się z tego nie chce i nie zamierza, on wręcz zaklina rzeczywistość że tego nie ma. Chcesz być partnerką/ żoną alkoholika ? Zapewniam Cię że to piekło i 100% lepiej jest być samemu niż wieść takie życie. Szczególnie że wasza relacja jest jeszcze stosunkowo świeża więc nie pokazał ci jeszcze całego swego arsenału alkoholowych możliwości. Bardzo mu zależy na dziecku bo to coś co zwiąże Was jeszcze mocniej i każe Ci być może tolerować jego nałóg w imię „dobra” rodziny. 
Podsumowując Autorko, nie wiem co Ty jeszcze robisz z tym człowiekiem. Naprawdę masz tak niskie poczucie wartości że wierzysz że nie trafi Ci się już nikt lepszy niz podstarzały alkoholik impotent rozwodnik?  Serio… uciekaj.

20

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Autorko nikt Ci nie zabrania z nim zamieszkać. Obstawiam, że kilka dni Ci wystarczy żeby zobaczyc jak wygląda sytuacja.
Moim zdaniem - znajdź sobie innego. Wszystkie powody które wymieniłaś są aż nadto wystarczające. A jak jest u Ciebie jakies wady kompleksy ze faceci nie spojrzą na z Ciebie?

21 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-09-26 13:08:17)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

........Najpoważniejszym problemem jest jednak jego piwko. Czasami mam wrażenie, że jest dla niego ważniejsze ode mnie. .

Myślę, że pod tym względem się nie mylisz. Dla niego nawet fakt, że alkohol wpędza go w impotencję nie jest dostatecznym powodem aby z niego zrezygnować. Jego stwierdzenie, że on nie potrzebuje seksu, bardziej przyjaźni jest po prostu nieuczciwością wobec ciebie. Niech sobie kupi psa albo chomika, będzie mial to czego potrzebuje, a ty zwiń żagle dziewczyno, zanim narobisz sobie większych problemow.

22

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Odpowiadając na niektóre pytania, nie mam przez cały czas uśmiechu na twarzy gdy go widzę, ale on zupełnie coraz bardziej robi się przygaszony. Ja także mam zamiar zakończyć ten związek, chciałam się tylko zapytać czy czyżbym nie przesadzała i nie wyolbrzymiała czasami problemu.  On kiedyś wspomniał, że wspólne zamieszkanie by nas bardzo zbliżyło do siebie i trochę myślę, że jest zły, że nie podzielam jego entuzjazmu...

23

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Odpowiadając na niektóre pytania, nie mam przez cały czas uśmiechu na twarzy gdy go widzę, ale on zupełnie coraz bardziej robi się przygaszony. Ja także mam zamiar zakończyć ten związek, chciałam się tylko zapytać czy czyżbym nie przesadzała i nie wyolbrzymiała czasami problemu.  On kiedyś wspomniał, że wspólne zamieszkanie by nas bardzo zbliżyło do siebie i trochę myślę, że jest zły, że nie podzielam jego entuzjazmu...

On patrzy tylko na swój komfort i wciska ci kit tongue

24

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

To jest alkoholik i tyle to ze sie nie zatacza to nie znaczy,ze nie jest alkoholikiem. Chcesz pozniej wychowywac dziecko z alkoholikiem? A o DDA slyszalas? Masakra. Zerwij i to juz teraz  sie nie cackaj ze starym chlopem jak z niemowlakiem jakims

25 Ostatnio edytowany przez Samba (2025-09-26 17:39:23)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
Julia life in UK napisał/a:

To jest alkoholik i tyle to ze sie nie zatacza to nie znaczy,ze nie jest alkoholikiem. Chcesz pozniej wychowywac dziecko z alkoholikiem? A o DDA slyszalas? Masakra. Zerwij i to juz teraz  sie nie cackaj ze starym chlopem jak z niemowlakiem jakims

Ojeny... i co z tego czy on jest alkoholikiem czy nie jest? Z jej perspektywy ważne jest to, że ciągle pije piwo, że nim cuchnie i ma problemy zdrowotne. Kwestię alkoholizmu zostawmy może jemu samemu.

Zresztą, Autorka nie wygląda na głupią, da sobie radę, w końcu chce rzucić typa. I bardzo słusznie.

26

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Posłuchaj swojej intuicji. Ona Ci podpowiada, że coś jest mocno nie tak. Facet wyraźnie ma problem z alkoholem i niewykluczone, że pozostałe problemy z tego wynikają. Szkoda Twojego życia. Problemy można i trzeba rozwiązywać, pod warunkiem jednak że druga strona też je widzi i chce sobie z nimi poradzić. A to chyba nie ten wypadek.

27

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

(...) Ja także mam zamiar zakończyć ten związek, chciałam się tylko zapytać czy czyżbym nie przesadzała i nie wyolbrzymiała czasami problemu.  On kiedyś wspomniał, że wspólne zamieszkanie by nas bardzo zbliżyło do siebie i trochę myślę, że jest zły, że nie podzielam jego entuzjazmu...

Dam sobie rękę uciąć, że Twoje wątpliwości co do skali problemu w głównej mierze wynikają z jego marginalizacji przez partnera. To jest niestety bardzo typowe.

28 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-09-28 02:41:43)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Odpowiadając na niektóre pytania, nie mam przez cały czas uśmiechu na twarzy gdy go widzę, ale on zupełnie coraz bardziej robi się przygaszony. Ja także mam zamiar zakończyć ten związek, chciałam się tylko zapytać czy czyżbym nie przesadzała i nie wyolbrzymiała czasami problemu.  On kiedyś wspomniał, że wspólne zamieszkanie by nas bardzo zbliżyło do siebie i trochę myślę, że jest zły, że nie podzielam jego entuzjazmu...

Wyolbrzymiasz, tylko nie to, co ci się wydaje.

Trochę mnie bawi twoja rozkmina. To jest dość oczywiste, że facet patrzy z nadzieją na to wspólne zamieszkanie. Które jednocześnie byłoby:
1) deklaracją "czynem" zaangażowania w związek,
2) testem tego, jak się wam wspólnie żyje na codzień i czy związek ma w ogóle przyszłość,
3) okazją do spędzania większej ilości czasu razem,
4) być może okazją do "dotarcia" się wzajemnie, rozwiązania dzielących was różnic

... a ty troche myślisz, że może jest zły, że nie podzielasz entuzjazmu... ojej, czy to możliwe?

Nie da się mieć poważnego związku BEZ wspólnego zamieszkania. Nie da się wiecznie na odległość!

I teraz tak. Niewykluczone, że zadbany i kochany facet by odżył, rozkwitł, miał tego przysłowiowego banana na twarzy i wzwód jak dąb. Ale miał pecha i trafił na roztargnione dziewczę, które w sumie nie chce z nim być, ale wychodzi z siebie żeby zrobić z tego JEGO winę.

Bo tak trudno samej zerwać, lol.

29 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-28 10:21:47)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Oj, nie, nie. Jest trochę mojej winy w tym, że ciągle się waham. Wiem, ile daje wspólne zamieszkanie bo już byłam kiedyś w innym związku, mieszkałam z moim byłym i wiem, że wspólne zamieszkanie przez choćby ślubem to konieczność aby lepiej się poznać.

Ja widzę, że nie jestem kompletnie w niego zaangażowana z powodu jego codziennego picia piwa. Nie chcę na co dzień widywać puszek i butelek w mieszkaniu. Nie mam na to ochoty, dlatego jeśli nie będzie potrafił zrezygnować  to nie ma mowy o wspólnym zamieszkaniu. Ja jestem jednak zdania, że NIE przestanie pić nawet gdy się do niego wprowadzę. NIE będzie to dla niego motywacją, by mniej pić.

Kochany? A czy on mnie kocha? Przykładowo: gdy on był po operacji ja go odwiedzałam, troszczyłam się o niego, on do mnie prawie w ogóle nie przyjeżdża, mówi, że ma daleko, a autem nie chce bo piwka nie mógłby potem wypić.

30

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Oj, nie, nie. Jest trochę mojej winy w tym, że ciągle się waham. Wiem, ile daje wspólne zamieszkanie bo już byłam kiedyś w innym związku, mieszkałam z moim byłym i wiem, że wspólne zamieszkanie przez choćby ślubem to konieczność aby lepiej się poznać.

Ja widzę, że nie jestem kompletnie w niego zaangażowana z powodu jego codziennego picia piwa. Nie chcę na co dzień widywać puszek i butelek w mieszkaniu. Nie mam na to ochoty, dlatego jeśli nie będzie potrafił zrezygnować  to nie ma mowy o wspólnym zamieszkaniu. Ja jestem jednak zdania, że NIE przestanie pić nawet gdy się do niego wprowadzę. NIE będzie to dla niego motywacją, by mniej pić.

Jeszcze się z nim nie rozstałaś?

31

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Rozstanie za chwilę nastąpi tak myślę. Byliśmy na dziś umówieni, ale przeziębiłam się a on nie chciał do mnie wpaść, więc w przyszłym tyg. pewnie będzie okazja do rozmowy i ustalenia co robimy dalej. Mnie zależy, chciałabym uratować ten związek, w przeciwnym razie nie pisałabym tutaj, ale alkohol jest przeszkodą. Po przeczytaniu wszystkich rad, nie zamieszkam z facetem, który musi codziennie sobie wypić. Mój dziadek pił, zaczęło się oczywiście od piwka na początku, moja mama i babcia wiele przeżyły i ja nie chcę sobie fundować tego samego.

32

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Mnie zależy, chciałabym uratować ten związek, w przeciwnym razie nie pisałabym tutaj, ale alkohol jest przeszkodą. Po przeczytaniu wszystkich rad, nie zamieszkam z facetem, który musi codziennie sobie wypić. Mój dziadek pił, zaczęło się oczywiście od piwka na początku, moja mama i babcia wiele przeżyły i ja nie chcę sobie fundować tego samego.

Nie wiem po co chciałabyś ratować ten związek gdy masz faceta wiecznie zdołowanego i z piweczkiem w rąsi. Tak naprawdę sama powinnaś z nim zerwać, a nie czekać aż on się określi po twojej decyzji niezamieszkania z nim, jeszcze na odchodne mogłabyś mu wręczyć bilet na terapię i do psychiatry na doła. Alkohol jest depresantem, trudno się dziwić, ze on wiecznie jest dobity.

33 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-09-28 11:36:20)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
KSandraK napisał/a:
ka30 napisał/a:

Odpowiadając na niektóre pytania, nie mam przez cały czas uśmiechu na twarzy gdy go widzę, ale on zupełnie coraz bardziej robi się przygaszony. Ja także mam zamiar zakończyć ten związek, chciałam się tylko zapytać czy czyżbym nie przesadzała i nie wyolbrzymiała czasami problemu.  On kiedyś wspomniał, że wspólne zamieszkanie by nas bardzo zbliżyło do siebie i trochę myślę, że jest zły, że nie podzielam jego entuzjazmu...

Wyolbrzymiasz, tylko nie to, co ci się wydaje.

Trochę mnie bawi twoja rozkmina. To jest dość oczywiste, że facet patrzy z nadzieją na to wspólne zamieszkanie. Które jednocześnie byłoby:
1) deklaracją "czynem" zaangażowania w związek,
2) testem tego, jak się wam wspólnie żyje na codzień i czy związek ma w ogóle przyszłość,
3) okazją do spędzania większej ilości czasu razem,
4) być może okazją do "dotarcia" się wzajemnie, rozwiązania dzielących was różnic

... a ty troche myślisz, że może jest zły, że nie podzielasz entuzjazmu... ojej, czy to możliwe?

Nie da się mieć poważnego związku BEZ wspólnego zamieszkania. Nie da się wiecznie na odległość!

I teraz tak. Niewykluczone, że zadbany i kochany facet by odżył, rozkwitł, miał tego przysłowiowego banana na twarzy i wzwód jak dąb. Ale miał pecha i trafił na roztargnione dziewczę, które w sumie nie chce z nim być, ale wychodzi z siebie żeby zrobić z tego JEGO winę.

Bo tak trudno samej zerwać, lol.

Pewnie nie czytałaś całego wątku, ten facet to alkoholik i impotent.
To nie małe dziecko, żeby było smutne bo nie ma przy nim mamy i będzie wesołe jak będzie.
Facet powinien wszystko robić, żeby kobieta chciała z nim zamieszkać, a on wręcz odwrotnie, myśli tylko o sobie.

34

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Rozstanie za chwilę nastąpi tak myślę. Byliśmy na dziś umówieni, ale przeziębiłam się a on nie chciał do mnie wpaść, więc w przyszłym tyg. pewnie będzie okazja do rozmowy i ustalenia co robimy dalej. Mnie zależy, chciałabym uratować ten związek, w przeciwnym razie nie pisałabym tutaj, ale alkohol jest przeszkodą. Po przeczytaniu wszystkich rad, nie zamieszkam z facetem, który musi codziennie sobie wypić. Mój dziadek pił, zaczęło się oczywiście od piwka na początku, moja mama i babcia wiele przeżyły i ja nie chcę sobie fundować tego samego.

Ja się zastanawiam, czy on liczył się z twoim jakimkolwiek zdaniem.
Nawet jak gdzieś jechaliście, to mogłaś powiedzieć jedziemy samochodem, wyjdzie ci to na zdrowie, bo nie będziesz mógł sobie wypić, ale ja widzę że ty się bałaś artykułować swoje zdanie i wyszło jak wyszło. Facet widzi, że ma kobietę uległą, podporządkowaną, więc jemu wszystko pasuje.
Bądź w końcu sobą i postaw wszystko na jednej szali, powiedz wyraźnie co dla ciebie jest nie do zaakceptowania, bądź szczera.
Jak już chcesz zostawić otwartą furtkę, to musisz postawić ultimatum, że wprowadzisz się jak odstawi alkohol i to nie na tydzień czy miesiąc tylko na zawsze, a wiadomo, że tego nie zrobi, więc będziesz miała jasność i powód do zerwania bez wyrzutów sumienia.

35 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-28 12:59:20)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

No zazwyczaj nie - wszystko jest podporządkowane jego piwku. Napisałam jeszcze dziś raz do niego, zaprosiłam go do siebie, powiedziałam, że może autem przyjechać, żeby nie tłuc się ponad godzinę komunikacją. Spędzilibyśmy razem niedzielę. Nie chciał: powodem jest zapewne piwo. Ja ostatnio z kilka razy gnałam na jego dzielnicę a on u mnie dawno nie był, więc zaproponowałam, że tym razem może u mnie ...

Szkoda, że nie chciał, ale trudno, pogodzę się z tym.

36

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

No zazwyczaj nie - wszystko jest podporządkowane jego piwku. Napisałam jeszcze dziś raz do niego, zaprosiłam go do siebie, powiedziałam, że może autem przyjechać, żeby nie tłuc się ponad godzinę komunikacją. Spędzilibyśmy razem niedzielę. Nie chciał: powodem jest zapewne piwo. Ja ostatnio z kilka razy gnałam na jego dzielnicę a on u mnie dawno nie był, więc zaproponowałam, że tym razem może u mnie ...

Szkoda, że nie chciał, ale trudno, pogodzę się z tym.

To też pokazuje jego poziom uczucia do ciebie, nawet przyjaźni nie widać tongue
Nie słowa się liczą, tylko czyny.

37

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Rozstanie za chwilę nastąpi tak myślę. Byliśmy na dziś umówieni, ale przeziębiłam się a on nie chciał do mnie wpaść, więc w przyszłym tyg. pewnie będzie okazja do rozmowy i ustalenia co robimy dalej. Mnie zależy, chciałabym uratować ten związek, w przeciwnym razie nie pisałabym tutaj, ale alkohol jest przeszkodą. Po przeczytaniu wszystkich rad, nie zamieszkam z facetem, który musi codziennie sobie wypić. Mój dziadek pił, zaczęło się oczywiście od piwka na początku, moja mama i babcia wiele przeżyły i ja nie chcę sobie fundować tego samego.

Sorry, ale to koło związku nawet nie stało. Nic was nie łączy głębszego. Jesteś z nim jak sama napisałaś, bo się przywiązałaś i boisz się, że nie znajdziesz nikogo innego. Czyli z desperacji. Na tym nigdy nie zbudujesz nic dobrego. 
Pomyśl, co daje Ci ten facet takiego, że rok się z nim spotykasz i planowałaś nawet wspólną przyszłość? Jakie Twoje potrzeby spełnia, jak się przy nim czujesz jako kobieta? Z tego, co opisałaś jest to gość, który codziennie pije, jest leniwy, niezaangażowany, skąpy, egoistyczny, nie staje mu to plecie androny, że seks nie jest ważny dla niego - a pomyślał o Tobie? Brak erekcji nie jest przeszkodą, aby zaspokoić kobietę. Stara się? Wątpię. A Ty przykład kolejnej dziwnej ratowniczki, która wierzy, że zmieni gościa. Zmień najpierw siebie, żeby w przyszłości nie pakować się w takie "związki" bo jak wymiksujesz się z tego to podejrzewam, że znajdzie Cię kolejny pan z problemami a Ty polecisz niczym ćma w ogień.

38

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Oj, nie, nie. Jest trochę mojej winy w tym, że ciągle się waham. Wiem, ile daje wspólne zamieszkanie bo już byłam kiedyś w innym związku, mieszkałam z moim byłym i wiem, że wspólne zamieszkanie przez choćby ślubem to konieczność aby lepiej się poznać.

Ja tam bym brała ślub dopiero z kimś, kogo już dobrze znam i za nim szaleję. Tak jak piszesz brzmi trochę tak, jakby kolejność była odwrotna: znasz kogoś tak sobie --> decydujesz że się chcesz z nim ohajtać --> wspólne mieszkanie --> poznajesz go bliżej i sprawdzasz czy ci się nie odwidziało z tym ślubem. Moim zdaniem decyzja o hajtaniu powinna być na samym końcu tego łańcucha.

ka30 napisał/a:

Ja widzę, że nie jestem kompletnie w niego zaangażowana z powodu jego codziennego picia piwa. Nie chcę na co dzień widywać puszek i butelek w mieszkaniu. Nie mam na to ochoty, dlatego jeśli nie będzie potrafił zrezygnować  to nie ma mowy o wspólnym zamieszkaniu.

"Ryby albo ja!"
"Ona albo ja!"
"Nie życzę sobie żebyś wychodził na piwo z kolegami!"
...etc... tongue

Z tymi puszkami istnieje bardzo proste rozwiązanie: osobny duży kosz na śmieci na szkło / metal przeznaczony specjalnie w tym celu i regularnie wynoszony. Dla pełni komfortu może być zakryty, żebyś nie widziała zawartości nawet od góry.

Ale po co rozwiązywać problemy skoro można stawić ultimatum i tupnać nóżką tongue

Ciekawe co przeszkadzałoby ci w nim w następnej kolejności, jakby np. zaczął chodzić na to piwo do baru.

ka30 napisał/a:

Ja jestem jednak zdania, że NIE przestanie pić nawet gdy się do niego wprowadzę. NIE będzie to dla niego motywacją, by mniej pić.

vs.

ka30 napisał/a:

nie jestem kompletnie w niego zaangażowana z powodu jego codziennego picia piwa. Nie chcę na co dzień widywać puszek i butelek w mieszkaniu. Nie mam na to ochoty, (...)

A on ma ochotę pić piwo. Ochota vs. ochota. Dlaczego twoja ochota żeby nie oglądać puszek (aka żeby nie pił, żeby ci się podporządkował) jest "ważniejsza" niż jego ochota na piwo?

ka30 napisał/a:

Kochany? A czy on mnie kocha? Przykładowo: gdy on był po operacji ja go odwiedzałam, troszczyłam się o niego, on do mnie prawie w ogóle nie przyjeżdża, mówi, że ma daleko, a autem nie chce bo piwka nie mógłby potem wypić

Yyy co to w ogóle ma być? Oburzasz się na sugestię że w zdrowym związku ludzie się kochają?...

A czy ty go kochasz? I dlaczego czujesz się w obowiązku bawić w licytację? o.O

Co do argumentów: sama w pierwszym poście podajesz jako kontr-argument dla przeprowadzki do niego że masz stamtąd DALEKO np. do pracy, że mieszkacie DALEKO w różnych dzielnicach. No to czemu się dziwisz że on też ma do ciebie daleko? Odległości działają w obie strony :facepalm:

Akurat chwali mu sie, że nie jeździ po pijaku. To wbrew pozorom więcej odpowiedzialności niż wykazuje gruby procent facetów. Ale ty robisz z tego zarzut.

Patrząc po poprzednich postach, z zachowania twojego faceta widać że jest wyrozumiały i lajtowy, że stara się dać ci poczucie stabilności i bezpieczeństwa oraz na nic nie naciskać. Daje ci innymi słowy dużo reassurance i swobody. Wydaje się też dosyć konkretny i rzeczowy. Szkoda mi go, że zmarnował z tobą tyle czasu, a młodszy się nie robi.

39 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-29 17:11:11)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Aha, czyli facet niech sobie pije codziennie i mam doszukiwać się w tym plusów, że nie jeździ po pijaku?

Moją winę widzę w tym: że nie potrafię się zdecydować czy z nim zamieszkać czy nie i trzymam go ciągle w niepewności. A to, że napisałam, że mieszkając u niego jechałabym kawał do pracy to tak na marginesie. Nie to jest oczywiście najważniejsze. Głównie chodzi mi o jego spożywanie alko.

A jeśli chodzi o miejsce naszych spotkań to chodziło mi o to, że głównie ja jeżdżę do niego, on do mnie nie, bo ''mieszkamy od siebie daleko''.

Co mam robić żeby ten facet rozkwitł jak to napisałaś? Głaskać go po główce, całować, pieścić jak za każdym razem pachnie piwkiem od niego i nie czepiać się? I pochlebiać to? Zamykać oczy gdy widzę wszędzie puszki od piwa? Gdy w torbie zawsze ma schowane piwko? Piciem alkoholu na pewno nie sprawia, że czuję się bezpieczna więc nie zgadzam się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Wczoraj JA chciałam się z nim spotkać bo nie widzieliśmy się ponad tydzień. On zaprosił ojca na działkę. Można się domyśleć co się z tym wiązało.


Owszem on do niczego nigdy mnie nie zmuszał, ale chyba ja mam prawo mówić, co w nim mi się nie podoba. W sumie on również, ale ja też i codziennego picia alko nie będę tolerować. Od czasu do czasu można bo wszystko jest dla ludzi ale dla mnie picie piwka, nie jednego, bo on 5 potrafi w siebie wlać jest problemem.
Co zatem robię źle? Czyli chłopak dobry, a ja zła kobieta.

40

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Aha, czyli facet niech sobie pije codziennie i mam doszukiwać się w tym plusów, że nie jeździ po pijaku?

Moją winę widzę w tym: że nie potrafię się zdecydować czy z nim zamieszkać czy nie i trzymam go ciągle w niepewności. A to, że napisałam, że mieszkając u niego jechałabym kawał do pracy to tak na marginesie. Nie to jest oczywiście najważniejsze. Głównie chodzi mi o jego spożywanie alko.

A jeśli chodzi o miejsce naszych spotkań to chodziło mi o to, że głównie ja jeżdżę do niego, on do mnie nie, bo ''mieszkamy od siebie daleko''.

Co mam robić żeby ten facet rozkwitł jak to napisałaś? Głaskać go po główce, całować, pieścić jak za każdym razem pachnie piwkiem od niego i nie czepiać się? I pochlebiać to? Zamykać oczy gdy widzę wszędzie puszki od piwa? Gdy w torbie zawsze ma schowane piwko? Piciem alkoholu na pewno nie sprawia, że czuję się bezpieczna więc nie zgadzam się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Wczoraj JA chciałam się z nim spotkać bo nie widzieliśmy się ponad tydzień. On zaprosił ojca na działkę. Można się domyśleć co się z tym wiązało.


Owszem on do niczego nigdy mnie nie zmuszał, ale chyba ja mam prawo mówić, co w nim mi się nie podoba. W sumie on również, ale ja też i codziennego picia alko nie będę tolerować. Od czasu do czasu można bo wszystko jest dla ludzi ale dla mnie picie piwka, nie jednego, bo on 5 potrafi w siebie wlać jest problemem.
Co zatem robię źle? Czyli chłopak dobry, a ja zła kobieta.

Musisz nauczyć się odsiewać rady sensowne od głupich. Rada by założyć oddzielny zamykany kosz na puszki po piwie i wtedy problem zniknie oraz inne „mądre” spostrzeżenia Sandry których nawet nie chce mi się komentować poprostu olej Autorko. Ktoś kto ma ewidentnie przesunięte granice tolerowania zachowań nałogowych nie jest nigdy dobrym doradcą.

41 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-29 19:53:13)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
feniks35 napisał/a:
ka30 napisał/a:

Aha, czyli facet niech sobie pije codziennie i mam doszukiwać się w tym plusów, że nie jeździ po pijaku?

Moją winę widzę w tym: że nie potrafię się zdecydować czy z nim zamieszkać czy nie i trzymam go ciągle w niepewności. A to, że napisałam, że mieszkając u niego jechałabym kawał do pracy to tak na marginesie. Nie to jest oczywiście najważniejsze. Głównie chodzi mi o jego spożywanie alko.

A jeśli chodzi o miejsce naszych spotkań to chodziło mi o to, że głównie ja jeżdżę do niego, on do mnie nie, bo ''mieszkamy od siebie daleko''.

Co mam robić żeby ten facet rozkwitł jak to napisałaś? Głaskać go po główce, całować, pieścić jak za każdym razem pachnie piwkiem od niego i nie czepiać się? I pochlebiać to? Zamykać oczy gdy widzę wszędzie puszki od piwa? Gdy w torbie zawsze ma schowane piwko? Piciem alkoholu na pewno nie sprawia, że czuję się bezpieczna więc nie zgadzam się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Wczoraj JA chciałam się z nim spotkać bo nie widzieliśmy się ponad tydzień. On zaprosił ojca na działkę. Można się domyśleć co się z tym wiązało.


Owszem on do niczego nigdy mnie nie zmuszał, ale chyba ja mam prawo mówić, co w nim mi się nie podoba. W sumie on również, ale ja też i codziennego picia alko nie będę tolerować. Od czasu do czasu można bo wszystko jest dla ludzi ale dla mnie picie piwka, nie jednego, bo on 5 potrafi w siebie wlać jest problemem.
Co zatem robię źle? Czyli chłopak dobry, a ja zła kobieta.

Musisz nauczyć się odsiewać rady sensowne od głupich. Rada by założyć oddzielny zamykany kosz na puszki po piwie i wtedy problem zniknie oraz inne „mądre” spostrzeżenia Sandry których nawet nie chce mi się komentować poprostu olej Autorko. Ktoś kto ma ewidentnie przesunięte granice tolerowania zachowań nałogowych nie jest nigdy dobrym doradcą.

No zaskoczyła mnie odpowiedź Sandry i jej postrzeganie sytuacji, ale każdy ma prawo do swojego punktu widzenia sytuacji ...

Napisałam do niego z prośbą o spotkanie w środę, na razie się nie odzywa, bo wczoraj napisałam mu, że chciałabym aby wpadł do mnie od czasu do czasu tzw. częściej :-) Chyba go czymś uraziłam.

42 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-09-30 03:37:49)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
wieka napisał/a:

Pewnie nie czytałaś całego wątku, ten facet to alkoholik i impotent.
To nie małe dziecko, żeby było smutne bo nie ma przy nim mamy i będzie wesołe jak będzie.
Facet powinien wszystko robić, żeby kobieta chciała z nim zamieszkać, a on wręcz odwrotnie, myśli tylko o sobie.

Dostał łatkę alkoholika i przypuśćmy, że jest impotentem (co nota bene powinno nakierować na badania serca, układu krążenia, całościowo może wskazywać na problemy kardio).

Czy komuś staje czy nie staje to może być równie dobrze kwestia psychologiczna. No a tak jakby autorka nie daje mu powodów żeby czuł się z nią pewnie, pożądany, kochany. Sama coraz bardziej opisuje nam w wątku że ona się nim brzydzi... Też by mi nie stawał na jego miejscu.

Juz w pierwszym poście autorki są wyraźne przykłady, jak facet ją pociesza i uspokaja choćby w związku z tą impotencją albo tym nieszczęsnym bananem na twarzy. Jest ustępliwy również jeśli chodzi o dzieci (liczy, że jej się odwidzi) i w niczym kompletnie nie naciska na nią. Nie wymaga. Nie żąda. Nie stawia dziwnych ultimatów. Jest dosyć uderzające, jak w gruncie rzeczy potulny jest w tej relacji. Przypuszczam, że poprzednia relacja (rozwód) dała mu solidny wycisk, prawdopodobnie facet widzi również różnicę wieku (i dojrzałości) więc okazuje akceptację i wyrozumialość żeby ona czuła się bezpiecznie. Logicznym następnym etapem chodzenia ze sobą jest zamieszkanie ze sobą.

To jest bardzo zabawne, co piszesz o dziecku wesołym / smutnym. Na moje oko to autorka zachowuje się kapryśnie i dziecinnie (np. z tą rozkminą o wyższym znaczeniu jego miny, że "piwo ważniejsze ode mnie!" albo tupaniem nóżką, jak śmiem od niej oczekiwać -nawet nie wymagać- że kocha partnera tongue ) Myślę, że nie odrobiła lekcji w związku i to ona jest tutaj egoistyczna (a przynajmniej solidnie zapatrzona w siebie). Skupia się na jakichś przypadkowych powierzchownych elementach, co jest jakieś takie efemeryczno-księżniczkowate, wszystko przez pryzmat jej oczekiwań i gustów. To JEJ ma się wygodnie dojeżdżać do pracy, to dla NIEJ on ma nie pić w domu (a poza domem już jest OK?), to ONA non stop w tych postach wypomina mu jak to opiekowała się nim po operacji a on śmie byc niewdzięczny (w którym zdrowym związku rozliczacie się na takie rzeczy?!). Nie widzi w nim partnera i faceta, tylko kogoś do podporządkowania i kto stawiałby ją na piedestale; ignoruje jednocześnie te punkty, w których facet coś dla niej robi i uwzględnia ją w planach.

No i jest z tego solidny facepalm.

Więc... oceniam, że niestety nie doczytałaś między wierszami.

43 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-09-30 04:24:19)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Aha, czyli facet niech sobie pije codziennie i mam doszukiwać się w tym plusów, że nie jeździ po pijaku?

Jakie doszukiwanie plusów? A masz pojęcie ilu studentów pije i jeździ i nie widzi w tym nic złego? Koleś ma hamulce (pun intended), a ty to zlewasz. Kobiecie nie dogodzisz?

ka30 napisał/a:

Moją winę widzę w tym: że nie potrafię się zdecydować czy z nim zamieszkać czy nie i trzymam go ciągle w niepewności.

Piszesz o tym już drugi post z rzędu w odpowiedzi do mnie. Jest jasne jak słońce, że przyszłaś na forum i założyłaś temat żeby usłyszeć przytaknięcia i afirmacje. Zachowujesz się jak roztrzepana lilija / nimfa / wstaw coś ulotnego i odrealnionego, która żyje głównie w obłoku emocji. Trochę zrobiłaś z życia odcinek telenoweli i się emocjonujesz tą niepewnością mam wrażenie.


ka30 napisał/a:

Owszem on do niczego nigdy mnie nie zmuszał, ale chyba ja mam prawo mówić, co w nim mi się nie podoba. W sumie on również,

Ok, co jemu się w tobie nie podoba? Z poprzednich postów wynikało mi, że on cię akceptuje w całości. Czyli ma jednak jakieś zastrzeżenia?


ka30 napisał/a:

A to, że napisałam, że mieszkając u niego jechałabym kawał do pracy to tak na marginesie. Nie to jest oczywiście najważniejsze. Głównie chodzi mi o jego spożywanie alko.

vs.

ka30 napisał/a:

Kochany? A czy on mnie kocha? Przykładowo: gdy on był po operacji ja go odwiedzałam, troszczyłam się o niego, on do mnie prawie w ogóle nie przyjeżdża, mówi, że ma daleko, a autem nie chce bo piwka nie mógłby potem wypić

To nie wygląda na "na marginesie", tylko jak solidne wzburzenie i zarzut.


ka30 napisał/a:

A jeśli chodzi o miejsce naszych spotkań to chodziło mi o to, że głównie ja jeżdżę do niego, on do mnie nie, bo ''mieszkamy od siebie daleko''.

Ale zdajesz sobie sprawę, że wspólne zamieszkanie rozwiązuje cały dylemat kto do kogo częściej przyjeżdzą? Pisałaś o tym w pierwszym poście, więc zakładam że tak, i jest dla mnie abstrakcyjny sposób w jaki robisz z tych przejazdów zarzut. To się zwyczajnie nie klei z moimi doświadczeniami. Kiedy byłam w związku na odległość, najpierw mój facet głównie do mnie jeździł a potem jak zaczęłam częściej jeździć do niego, to dotarło do mnie że kurczę to kawał drogi, lepiej zamieszkajmy razem szybko bo to musi być cholernie męczące dla obojga. Nie było między nami rozliczania kilometrówek...

ka30 napisał/a:

Co mam robić żeby ten facet rozkwitł jak to napisałaś? Głaskać go po główce, całować, pieścić jak za każdym razem pachnie piwkiem od niego i nie czepiać się? I pochlebiać to? Zamykać oczy gdy widzę wszędzie puszki od piwa? Gdy w torbie zawsze ma schowane piwko? Piciem alkoholu na pewno nie sprawia, że czuję się bezpieczna więc nie zgadzam się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Na pewno ty mu nie dajesz poczucia bezpieczeństwa. Jest oczywiste, że piszesz z przekąsem oburzone pytania retoryczne. Nie wiem jak on, ja bym z tobą nie wytrzymała pod jednym dachem.

Tak jak pisałam wcześniej - nie chcesz go, ale wychodzisz z siebie, żeby wyszło że to jego wina. Bo inaczej zburzy ci się obraz siebie jako idealnego taktownego złotego serduszka i kruchej liliji...

ka30 napisał/a:

Wczoraj JA chciałam się z nim spotkać bo nie widzieliśmy się ponad tydzień. On zaprosił ojca na działkę. Można się domyśleć co się z tym wiązało.

"Znowu poszedł z kolegami, na pewno na dziwki..."
"Mówił że wrócił prosto z pracy ale ja już wiem, co tam robił!"
"Poniucham jego ciuchy czy czuć perfumy."
itd smile

ka30 napisał/a:

ale ja też i codziennego picia alko nie będę tolerować. Od czasu do czasu można bo wszystko jest dla ludzi ale dla mnie picie piwka, nie jednego, bo on 5 potrafi w siebie wlać jest problemem.

Co to mówił Mentzen o "każdej zdrowej normalnej polskiej rodzinie"? Kojarzysz mem z obowiązkowym grillem w majówkę, kiedy wszystkie sieciówki dają zniżki na karkówkę i piwo? A nawet nie od święta, całorocznie, piwo jest zwyczajnie tańsze niz coś zdrowszego jak woda mineralna czy sok (a regały z alkoholem zajmują więcej miejsca niż z sokami i mineralką razem wzięte). Wbrew pozorom wlewanie w siebie paru piw pod rząd nie jest w Polsce aż takim szokującym ewenementem kulturowym.

ka30 napisał/a:

Co zatem robię źle? Czyli chłopak dobry, a ja zła kobieta.

To co napisałam w swoim pierwszym poście (i może drugim, i na tym etapie już zaczynam się powtarzać). Macie kiepską komunikację i robisz wrażenie efemerycznej istoty która ma go w dupie. Popatrz na oburzenie, przekąs i co tam jeszcze przebija, jak się oburzasz na niego w swoich postach. Porównaj ile masz jemu do zarzucenia a ile sobie.

Jeszcze na koniec: na plus dla faceta że jest konkretny i mówi ci rzeczy typu: nie przyjeżdzam bo mam daleko i nie chcę jechać po alkoholu albo: zamieszkajmy razem, może się zbliżymy do siebie albo: to moja dzielnica, nie chcę się stąd wyprowadzać. Jest komunikatywny. Mówi ci konkrety tak że wiesz na czym stoisz. To fajna cecha u czlowieka, kiedy nie trzeba się domyślać.

44

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Z pewnością gdy zamieszkacie razem, wszystkie problemy między wami znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki. Wystarczy kupić większy pojemnik na puszki po piwie, żeby się nie walały po całym domu, ty zrób prawo jazdy żebyś mogła swojego pana wozić gdzie tylko zapragnie i żeby mógl chlać wtedy do woli. Proponuję też kupić większy zapas pościeli gdy w końcu zacznie sikać w łożko po pijaku, przecież to takie proste rozwiązanie, trzeba tylko pomyśleć! Smród w domu wywietrzyć albo się przyzwyczaić, że pan śmierdzi alko właściwie bez przerwy. Już nie wspomnę, że jak przyjdą na świat te jego upragnione dzieci, to strach będzie faceta z nimi nawet na chwilę zostawić, bo to niebezpieczne, nie dla niego - ale dla dzieci. Świetlana przyszlość, nie ma co.
To się nazywa wspóluzależnienie i świadomie się w to pakować? Trzeba by chyba nie mieć móżgu.
Autorko, twoje wątpliwości mają jak najbardziej wlaściwe podstawy i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

45

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
KSandraK napisał/a:
ka30 napisał/a:

Aha, czyli facet niech sobie pije codziennie i mam doszukiwać się w tym plusów, że nie jeździ po pijaku?

Jakie doszukiwanie plusów? A masz pojęcie ilu studentów pije i jeździ i nie widzi w tym nic złego? Koleś ma hamulce (pun intended), a ty to zlewasz. Kobiecie nie dogodzisz?

ka30 napisał/a:

Moją winę widzę w tym: że nie potrafię się zdecydować czy z nim zamieszkać czy nie i trzymam go ciągle w niepewności.

Piszesz o tym już drugi post z rzędu w odpowiedzi do mnie. Jest jasne jak słońce, że przyszłaś na forum i założyłaś temat żeby usłyszeć przytaknięcia i afirmacje. Zachowujesz się jak roztrzepana lilija / nimfa / wstaw coś ulotnego i odrealnionego, która żyje głównie w obłoku emocji. Trochę zrobiłaś z życia odcinek telenoweli i się emocjonujesz tą niepewnością mam wrażenie.


ka30 napisał/a:

Owszem on do niczego nigdy mnie nie zmuszał, ale chyba ja mam prawo mówić, co w nim mi się nie podoba. W sumie on również,

Ok, co jemu się w tobie nie podoba? Z poprzednich postów wynikało mi, że on cię akceptuje w całości. Czyli ma jednak jakieś zastrzeżenia?


ka30 napisał/a:

A to, że napisałam, że mieszkając u niego jechałabym kawał do pracy to tak na marginesie. Nie to jest oczywiście najważniejsze. Głównie chodzi mi o jego spożywanie alko.

vs.

ka30 napisał/a:

Kochany? A czy on mnie kocha? Przykładowo: gdy on był po operacji ja go odwiedzałam, troszczyłam się o niego, on do mnie prawie w ogóle nie przyjeżdża, mówi, że ma daleko, a autem nie chce bo piwka nie mógłby potem wypić

To nie wygląda na "na marginesie", tylko jak solidne wzburzenie i zarzut.


ka30 napisał/a:

A jeśli chodzi o miejsce naszych spotkań to chodziło mi o to, że głównie ja jeżdżę do niego, on do mnie nie, bo ''mieszkamy od siebie daleko''.

Ale zdajesz sobie sprawę, że wspólne zamieszkanie rozwiązuje cały dylemat kto do kogo częściej przyjeżdzą? Pisałaś o tym w pierwszym poście, więc zakładam że tak, i jest dla mnie abstrakcyjny sposób w jaki robisz z tych przejazdów zarzut. To się zwyczajnie nie klei z moimi doświadczeniami. Kiedy byłam w związku na odległość, najpierw mój facet głównie do mnie jeździł a potem jak zaczęłam częściej jeździć do niego, to dotarło do mnie że kurczę to kawał drogi, lepiej zamieszkajmy razem szybko bo to musi być cholernie męczące dla obojga. Nie było między nami rozliczania kilometrówek...

ka30 napisał/a:

Co mam robić żeby ten facet rozkwitł jak to napisałaś? Głaskać go po główce, całować, pieścić jak za każdym razem pachnie piwkiem od niego i nie czepiać się? I pochlebiać to? Zamykać oczy gdy widzę wszędzie puszki od piwa? Gdy w torbie zawsze ma schowane piwko? Piciem alkoholu na pewno nie sprawia, że czuję się bezpieczna więc nie zgadzam się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Na pewno ty mu nie dajesz poczucia bezpieczeństwa. Jest oczywiste, że piszesz z przekąsem oburzone pytania retoryczne. Nie wiem jak on, ja bym z tobą nie wytrzymała pod jednym dachem.

Tak jak pisałam wcześniej - nie chcesz go, ale wychodzisz z siebie, żeby wyszło że to jego wina. Bo inaczej zburzy ci się obraz siebie jako idealnego taktownego złotego serduszka i kruchej liliji...

ka30 napisał/a:

Wczoraj JA chciałam się z nim spotkać bo nie widzieliśmy się ponad tydzień. On zaprosił ojca na działkę. Można się domyśleć co się z tym wiązało.

"Znowu poszedł z kolegami, na pewno na dziwki..."
"Mówił że wrócił prosto z pracy ale ja już wiem, co tam robił!"
"Poniucham jego ciuchy czy czuć perfumy."
itd smile

ka30 napisał/a:

ale ja też i codziennego picia alko nie będę tolerować. Od czasu do czasu można bo wszystko jest dla ludzi ale dla mnie picie piwka, nie jednego, bo on 5 potrafi w siebie wlać jest problemem.

Co to mówił Mentzen o "każdej zdrowej normalnej polskiej rodzinie"? Kojarzysz mem z obowiązkowym grillem w majówkę, kiedy wszystkie sieciówki dają zniżki na karkówkę i piwo? A nawet nie od święta, całorocznie, piwo jest zwyczajnie tańsze niz coś zdrowszego jak woda mineralna czy sok (a regały z alkoholem zajmują więcej miejsca niż z sokami i mineralką razem wzięte). Wbrew pozorom wlewanie w siebie paru piw pod rząd nie jest w Polsce aż takim szokującym ewenementem kulturowym.

ka30 napisał/a:

Co zatem robię źle? Czyli chłopak dobry, a ja zła kobieta.

To co napisałam w swoim pierwszym poście (i może drugim, i na tym etapie już zaczynam się powtarzać). Macie kiepską komunikację i robisz wrażenie efemerycznej istoty która ma go w dupie. Popatrz na oburzenie, przekąs i co tam jeszcze przebija, jak się oburzasz na niego w swoich postach. Porównaj ile masz jemu do zarzucenia a ile sobie.

Jeszcze na koniec: na plus dla faceta że jest konkretny i mówi ci rzeczy typu: nie przyjeżdzam bo mam daleko i nie chcę jechać po alkoholu albo: zamieszkajmy razem, może się zbliżymy do siebie albo: to moja dzielnica, nie chcę się stąd wyprowadzać. Jest komunikatywny. Mówi ci konkrety tak że wiesz na czym stoisz. To fajna cecha u czlowieka, kiedy nie trzeba się domyślać.

Sandra pochodzisz z rodziny alkoholowej, masz partnera alkoholika czy sama masz problem z alko ? Bo Twoje skrzywione widzenie picia codziennie alkoholu w ilości 5 piw jako czegoś „normalnego” i wręcz objawu oszczędności ( bidulek zapewne pije piwo a nie wodę mineralną  ze względów finansowych big_smile) powoduje u przeciętnego nieuzależnionego człowieka wycie wszelkich syren alarmowych. Dla zdrowego człowieka alkohol jest czymś co pija od czasu do czasu albo i wcale a już na pewno nie jest czymś co MUSI robić i pod to podporządkowuje wszystko łącznie ze swoim zdrowiem. Ten facet nie jeździ autem bo musi się napić, nie odwiedza autorki nawet jak jest chora bo musi się napić, jest po operacji po której nie powinien spożywać alkoholu ale pije bo musi się napić. Rozwód zapewne też z winy wrednej żony bo on się musiał napić a ona nie rozumiała tego „normalnego” zwyczaju i nie chciała alkoholikowi dzieci dać ( no jedza naprawdę).
Naprawę zastanów się co piszesz bo mieć swoje zdanie to jedno ale głosić teorie na granicy patologii to drugie …

46

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
KSandraK napisał/a:

piwo jest zwyczajnie tańsze niz coś zdrowszego jak woda mineralna czy sok (a regały z alkoholem zajmują więcej miejsca niż z sokami i mineralką razem wzięte). Wbrew pozorom wlewanie w siebie paru piw pod rząd nie jest w Polsce aż takim szokującym ewenementem.

To szokujące co piszesz.
Dlaczego kobieta kobiecie doradza wejście w destrukcyjny związek?
Zazwyczaj nawołujemy, by kobiety były czujne na sygnały alarmowe, zanim będzie za późno (dzieci, wspólny kredyt), a Ty jej mówisz żeby zamknęła na to oczy.

Solaris napisał/a:

nie staje mu to plecie androny, że seks nie jest ważny dla niego - a pomyślał o Tobie? Brak erekcji nie jest przeszkodą, aby zaspokoić kobietę.

Niby tak, ale.... nie wiem jak Wy - ja nie chciałabym być całe życie tylko lizana albo dziabana palcem. Ja rozumiem chwilowo, przejściowo, np. podczas jakiejś niedyspozycyjności. Ale całe życie? Autorka i jej partner to młodzi ludzie.
Nie chodzi o orgazmy podczas stosunku (kobiety zazwyczaj i tak ich nie mają), ale o sam fakt że ten seks, penetracja - jest. By czuć że on to mężczyzna, a ona to kobieta.

Wyobraźcie sobie ten żałosny widok: smród piwa z jego ust, w oczach łzy, a w dłoni dildo - bo to jedyny sposób dla niego by spenetrować swoją kobietę.

47

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Sandra to nie multi Jacka Sparrowa?

Madoja bardzo fajne, że dzielisz się swoimi doświadczeniami. Dla mnie piwo brzmi niewinnie, alkoholizm kojarzy się jedynie z wódą do nieprzytomności. Nie dziwiwię się, że ka jest skołowana i nie widzi uzależnienia, które stereotypowo wygląda inaczej.

48

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Też myślę od początku wpisu Sandry, że albo sama ma problem z alkoholem, albo jest facetem z takim problemem.
Staram się być obiektywna jeśli chodzi o relacje kobieta mężczyzna, więc są osoby które mnie podejrzewają, że jestem facetem big_smile
Ale Sandra tak przegina, że nie chce mi się wierzyć, że to pisze kobieta.

49

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Napisałam do niego z prośbą o spotkanie w środę, na razie się nie odzywa, bo wczoraj napisałam mu, że chciałabym aby wpadł do mnie od czasu do czasu tzw. częściej :-) Chyba go czymś uraziłam.


Myślałam, ze jesteś znacznie bardziej zdeterminowana by z nim zerwać. A ty chcesz jeszcze by do ciebie przyjeżdżał. Po co? Bo się sama nudzisz? Po co chcesz jeszcze ciągać tego nieszczęśnika?

Cóż, życzę przyjemności w wąchaniu powietrza wydobywającego się z jego ust. I w podziwiania zmurszałego konara.
Facepalm.

50

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Sandro, tak, mój chłopak jest osobą komunikatywną, cierpliwą w to nie wątpię. Fajnie, że mówi, że nie chce się wyprowadzić ze swojej dzielnicy i nigdy tego nie zrobi, z góry to zapowiada, żeby nie było niedomówień. Ja w sumie mogłabym trochę pojeździć dalej do pracy, ale on jednak musi trochę mnie zachęcić do wprowadzki a piciem piwa ją oddala.

Też jestem za wspólnym zamieszkaniem, nie powiedziałam przecież, że nie. Wiem, że rozwiązałoby problem kto do kogo teraz wpada. Ale jak większość razy ja u niego jestem, to też fajnie byłoby zobaczyć go od czasu do czasu u mnie, to tyle. Zaprosiłam go na przytulanie, powiedział, że może innym razem się uda, że kiedyś wpadnie.

Jeśli nie chce, to też go nie namawiam na siłę. Pisząc, że piwo jest ważniejsze ode mnie odbieram to przez fakt, że najpierw musi sobie wypić potem myśli, jak się czuję. Przykładowo: jechaliśmy kiedyś nad jezioro na jakieś odludzie poza miasto. Dojechaliśmy pociągiem prawie do celu, potem czekała nas podróż autobusem. Spóźniliśmy się na autobus. Dlaczego? Obok stacji kolejowej była biedra i promka na piwo. Zapytał się, czy możemy iść tam i zapewnił, że zdążymy na autobus. Zgodziłam się. Oczywiście się spóźniliśmy, bo długo wybierał asortyment.  Kolejny autobus był za 1,5 h. Na przystanku oczywiście miał otwarte piwko. Nie zwróciłam mu uwagi bo nie chciałam się czepiać i też staram się być elastyczna ale coraz bardziej mi to przeszkadza. Plus dla niego tylko, że ogarnął autostop, ale podróż zapamiętam do końca życia. Wypił hektolitry piw. W ramach wizyty w hotelu wieczorem dostaliśmy deser i drinka. Zjedliśmy i wypiliśmy. Poszłam sobie posiedzieć przy stole na tarasie, on zniknął nagle i przyszedł z kolejnym drinkiem, wieczorem próbowaliśmy się kochać, skończyło się na pieszczotach, chciałam z nim poleżeć i zasnąć, było już po północy a on stwierdził, że idzie się przewietrzyć, uprzednio zajrzał jeszcze do lodówki po piwo, a następnego dnia przez całe południe miał kaca i odsypiał a ja sama siedziałam.

Nie chcę tutaj wypominać kto i kiedy opiekował bądź nie opiekował się kim. Podaję tylko przykłady, dla których nie czuję się ważna w związku. Ja wiele razy przymykałam oko na jego picie i jego brak chęci odwiedzin.

O seksie też już nie rozmawiamy, bo wiem, że sytuacja z erekcją jej brakiem jest dla niego niekomfortowa i się krępuje. Staram się być wyrozumiała też i na nic go nie naciskać.

51

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Za bardzo byłaś wyrozumiała i za bardzo przymykałaś oko.
To był błąd, bo on uważał, że to ci pasuje.

52 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-09-30 17:52:09)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
madoja napisał/a:

Solaris napisał/a:

nie staje mu to plecie androny, że seks nie jest ważny dla niego - a pomyślał o Tobie? Brak erekcji nie jest przeszkodą, aby zaspokoić kobietę.

Niby tak, ale.... nie wiem jak Wy - ja nie chciałabym być całe życie tylko lizana albo dziabana palcem. Ja rozumiem chwilowo, przejściowo, np. podczas jakiejś niedyspozycyjności. Ale całe życie? Autorka i jej partner to młodzi ludzie.
Nie chodzi o orgazmy podczas stosunku (kobiety zazwyczaj i tak ich nie mają), ale o sam fakt że ten seks, penetracja - jest. By czuć że on to mężczyzna, a ona to kobieta.

Wyobraźcie sobie ten żałosny widok: smród piwa z jego ust, w oczach łzy, a w dłoni dildo - bo to jedyny sposób dla niego by spenetrować swoją kobietę.

A kto powiedział, że całe życie?  Nawet gdyby, to jest to kwestia wyboru - Ty byś nie chciała a inna by chciała, jeśli facet byłby świetny pod każdym innym względem. Nie dla każdej penis to największa wartość faceta. W przypadku autorki, impotencja jej faceta to akurat jeden z najmniejszych problemów, bo podejrzewam, że to ma swoją przyczynę i jest do naprawienia. Natomiast jego picie i cała reszta jest dużo poważniejsza. Alkoholizm to ciężka choroba. Jeśli ktoś nie potrafi sam się ogarnąć i co więcej - nie widzi, że ma problem, to niestety wchodzenie z nim w związek to marnowanie sobie zdrowia i życia. A ponieważ ka30, co sama napisała, boi się, że innego nie znajdzie, trzyma się go na zasadzie lepszy taki jak żaden. Dlatego wątpię, czy odejdzie od niego, poza tym alkoholicy to nieźli manipulatorzy.

53

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Z tą ilością wypijanego piwa to już przesada, żeby nie powiedzieć lepiej. Powinnaś z nim porozmawiać na ten temat, a jeśli zajdzie potrzeba to nawet i ostro. Jeśli on stawia piwo na pierwszym miejscu, zaś na dalszej pozycji jesteś Ty to samo mówi za siebie. W jego przypadku jedyne prawdziwe uczucia jakie potrafi okazywać to wyłącznie do alkoholu. Nie powinnaś go usprawiedliwiać tylko jak najszybciej ewakuować się z tej relacji. W przeciwnym razie doprowadzisz siebie do całkowitej autodestrukcji. To desperacja, irracjonalny upór czy jeszcze coś innego?
ka30, tego kwiatu to pół światu. Zadbaj o własne życie, komfort, dobro, zdrowie w każdym względzie. Obecna Twoja droga prowadzi donikąd. Może powinnaś odpocząć od niego, pobyć sama, aby przemyśleć to wszystko na spokojnie, z dystansem.

54 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-09-30 22:07:48)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
Alessandro napisał/a:

Z tą ilością wypijanego piwa to już przesada, żeby nie powiedzieć lepiej. Powinnaś z nim porozmawiać na ten temat, a jeśli zajdzie potrzeba to nawet i ostro. Jeśli on stawia piwo na pierwszym miejscu, zaś na dalszej pozycji jesteś Ty to samo mówi za siebie. W jego przypadku jedyne prawdziwe uczucia jakie potrafi okazywać to wyłącznie do alkoholu. Nie powinnaś go usprawiedliwiać tylko jak najszybciej ewakuować się z tej relacji. W przeciwnym razie doprowadzisz siebie do całkowitej autodestrukcji. To desperacja, irracjonalny upór czy jeszcze coś innego?
ka30, tego kwiatu to pół światu. Zadbaj o własne życie, komfort, dobro, zdrowie w każdym względzie. Obecna Twoja droga prowadzi donikąd. Może powinnaś odpocząć od niego, pobyć sama, aby przemyśleć to wszystko na spokojnie, z dystansem.

Chyba tak właśnie zrobię. Nawet teraz czas jest bo i tak w ciągu najbliższych dni nie będziemy się widzieć, bo nie udało nam się dogadać co do spotkania. Chciałam jutro po południu ale stwierdził, że może w weekend się uda nam zobaczyć, bo przeziębienie też go bierze. Więc w weekend porozmawiamy.

55 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-10-02 02:56:02)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Sandro, tak, mój chłopak jest osobą komunikatywną, cierpliwą w to nie wątpię. Fajnie, że mówi, że nie chce się wyprowadzić ze swojej dzielnicy i nigdy tego nie zrobi, z góry to zapowiada, żeby nie było niedomówień. Ja w sumie mogłabym trochę pojeździć dalej do pracy, ale on jednak musi trochę mnie zachęcić do wprowadzki a piciem piwa ją oddala.

Jest też opcja np. zmienić pracę na coś bliżej niego (co kasuje dakekie dojazdy). Myślę, ze takie rozwiązanie nie przyszło ci dotąd do glowy, bo byłoby dużą zmianą w życiu zmieniającą znacznie twoją codzienność i jakoś się nie narzucało.

Tak jakby ucięcie alkoholu też byłoby dużą i nagłą zmianą w życiu twojego partnera. Fakt, że najprawdopodobniej wyszłoby mu na zdrowie, ale również fakt, że alkohol jest w Polsce wysoce znormalizowany (i promowany w roznych spolecznych kontekstach, jak piwo do meczu, wyjscie z kumplami na piwo, ale tez wino na randce albo na babskim spotkaniu). Dosyć analogicznie jak praktycznie wszyscy mężczyźni 60+ kopcą papierosy, bo za komuny to była norma, palili od 13go roku życia i tak im zostało.

Dużo pisałaś że nie chcesz żeby pił w domu, ale czy to oznacza po prostu żeby pił poza domem?

Sęk w tym, że jeśli ciebie trzeba az zachęcać, no to bardzo nie brzmi jak entuzjazm z twojej strony do wspólnego zamieszkania. Parę postów wyżej zastanawiałaś się, ze może twój facet jest na ciebie trochę zły o ten brak entuzjazmu. No to chyba oboje widzicie ten minusowy entuzjazm.

ka30 napisał/a:

Też jestem za wspólnym zamieszkaniem, nie powiedziałam przecież, że nie. (...) Zaprosiłam go na przytulanie, powiedział, że może innym razem się uda, że kiedyś wpadnie.

Znów przebija ten "brak entuzjamu". Kawałek wyżej wypunktowałam w 4 punktach + opis, dlaczego wspólne mieszkanie jest prędzej czy później niezbędne. Jeśli się za kims szaleje to mieszkanie razem jest oczywiste i atrakcyjne.

Jednak wygląda na to, że sprawa sama się rozwiąże, a ścislej mówiąc facet już ją rozwiązuje smile

ka30 napisał/a:

Pisząc, że piwo jest ważniejsze ode mnie odbieram to przez fakt, że najpierw musi sobie wypić potem myśli, jak się czuję. Przykładowo: jechaliśmy kiedyś nad jezioro na jakieś odludzie poza miasto. Dojechaliśmy pociągiem prawie do celu, potem czekała nas podróż autobusem. Spóźniliśmy się na autobus. Dlaczego? Obok stacji kolejowej była biedra i promka na piwo. Zapytał się, czy możemy iść tam i zapewnił, że zdążymy na autobus. Zgodziłam się. Oczywiście się spóźniliśmy, bo długo wybierał asortyment.  Kolejny autobus był za 1,5 h. Na przystanku oczywiście miał otwarte piwko. Nie zwróciłam mu uwagi bo nie chciałam się czepiać i też staram się być elastyczna ale coraz bardziej mi to przeszkadza. Plus dla niego tylko, że ogarnął autostop, ale podróż zapamiętam do końca życia. Wypił hektolitry piw. W ramach wizyty w hotelu wieczorem dostaliśmy deser i drinka. Zjedliśmy i wypiliśmy. Poszłam sobie posiedzieć przy stole na tarasie, on zniknął nagle i przyszedł z kolejnym drinkiem, wieczorem próbowaliśmy się kochać, skończyło się na pieszczotach, chciałam z nim poleżeć i zasnąć, było już po północy a on stwierdził, że idzie się przewietrzyć, uprzednio zajrzał jeszcze do lodówki po piwo, a następnego dnia przez całe południe miał kaca i odsypiał a ja sama siedziałam.

Mówiłam, że macie problemy z komunikacją. Jak masz do kogos pretensje to tego nie kiś. Zestaw oba pogrubienia: facet nie jest telepatą, żeby wiedzieć, że ci przykro, gdy o tym nie mówisz. Kawałek dalej piszesz ze ogarnął autostop, więc jak rozumiem nie musieliscie czekac te półtorej godz. na autobus. Masz rację, że to jest na plus (no i naprawił to co zepsuł opóźniając was w sklepie). Niby nic nadzwyczajnego, ale pokazuje że sensowny facet.

Ten fragment który podkreśliłam: trochę brzmi jakbyście się rozmijali. Czy, pomijając rachunek drinków na osobę, fajnie ci się z nim siedziało na tym tarasie czy niefajnie?

Czy w nocy z tym "wietrzeniem" była opcja, żebyś z nim poszła i się wtuliła? Czy to bylo tak, że zostałas w łózku i było ci smutno, że poszedł; czy bardziej tak, że zdążyłaś zasnąć zanim wrócił, czy jeszcze inaczej? Zastanawiam się, na ile z twojej perspektywy to że poszedł z piwem jest niefajne, a na ile to że po prostu poszedł. Myślę, że była szansa się poprzytulac też na tarasie, gdybyś miała ochotę (a z zaśnięciem tam to już zależy).

Ile trwała wasza wycieczka, czy po tym odsypianiu kaca było coś jeszcze fajnego / niefajnego co robiliście razem po południu? Czy nic, wracaliscie od razu jak wytrzeźwiał?

ka30 napisał/a:

Podaję tylko przykłady, dla których nie czuję się ważna w związku. Ja wiele razy przymykałam oko na jego picie i jego brak chęci odwiedzin.

Jakby to komunikatywnie ująć. Przymykanie oczu nie pomaga, bo rodzi kwach i frustrację. Jednocześnie partner niekoniecznie wie, że coś cię wkurza, jeśli tego nie komunikujesz. Z jego perspektywy picie to coś normalnego i zakładam, że miałabyś zonka, gdyby partner oczekiwał od ciebie wcale się nie malować i nie golić. (Zakładając, że zgodnie z normą to robisz).

Jeśli coś ci w związku przeszkadza, to to zaadresuj, samo nie przejdzie. Akurat twój facet ma ogromny plus, że nie bajeruje cię obietnicami, że się zmieni ani że po ślubie to już pił nie będzie (co się nigdy nie dzieje). Jest szczery i nie kręci. Nie sądzę, żeby był alkoholikiem, ani żeby go trząsł zespół odstawienia gdyby go odciąć od alkoholu. Oczywiście mogę się mylić, jednak nie wygląda na człowieka rozwalającego sobie życie nałogiem. Chyba że opisujesz niewłaściwe rzeczy z jego życia wink

Masz wolnośc wyboru partnera (za jego zgodą) i wolność zakończenia relacji. Naprawdę nie potrzebujesz do tego wielkiego zewnętrznego powodu, koniecznie lokowanego w partnerze. A masz o tyle latwiej, że jesteś wobec niego wyraźnie letnia. Więc nieco mi szkoda faceta, że źle trafił.

ka30 napisał/a:

O seksie też już nie rozmawiamy, bo wiem, że sytuacja z erekcją jej brakiem jest dla niego niekomfortowa i się krępuje. Staram się być wyrozumiała też i na nic go nie naciskać.

No i kolejny raz: nie rozmawiasz o jakimś problemie z nadmiaru taktu. Naprawdę, popracuj nad tym aspektem, bo to rozłoży ci na łopatki nawet związek z abstynentem.

56 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-10-02 03:35:08)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Lol fenix nie wpadłabym na to o oszczędności tongue masz wyobraźnię

Dobra, wieka i Smutna, dementuję ponownie: nie jestem multi. Jestem jak Kopernik.

Madoja, chyba mnie zmisquotowałaś. Nie widzę, gdzie tam twoim zdaniem doradzam wchodzenie w destruktywne związki.

Mnie natomiast bawiło tempo, w jakim dość zdawkowo opisany facet dostał łatkę alkoholika.

Wygląda, że z jakiegoś powodu mój opis polskiej kultury (od majówki po wszechdostępność alko, w tym na stacjach benzynowych) wzbudził w was szok jak w Państwie Islamskim. Tymczasem w innym wątku (tym o narzeczonej nauczycielce) ktoś doradza babską rozmowę przy dobrym winie jako coś normalnego i jakoś bulwersu brak tongue bo wino dobre.

57 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-10-02 06:28:23)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
KSandraK napisał/a:

Wygląda, że z jakiegoś powodu mój opis polskiej kultury (od majówki po wszechdostępność alko, w tym na stacjach benzynowych) wzbudził w was szok jak w Państwie Islamskim. Tymczasem w innym wątku (tym o narzeczonej nauczycielce) ktoś doradza babską rozmowę przy dobrym winie jako coś normalnego i jakoś bulwersu brak tongue bo wino dobre.

Manipulujesz z lekkością niejakiego Jacka. big_smile

Alkohol jest dla ludzi, jedno piwo wypite raz na jakiś czas jest dla ludzi,  lampka dobrego wina OD CZASU DO CZASU to nie alkoholizm. Alkoholizm jest wtedy, gdy picie zamienia życie w poszukiwanie okazji, czyli robi się z tego zamknięty krąg. Pije się codziennie,  lub na tyle często i regularnie, że przez alkohol coś się traci, nie zważając na to, że jest to zdrowie, pieniądze, szacunek osoby najbliższej i związki wreszcie.

Proste jak budowa cepa, więc nie naginaj tego co ktoś napisał, tak aby wyszło na twoje.

58 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-02 14:28:26)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Granica między piciem "bo chcę" a "bo muszę" jest cienka, może dlatego niektórzy nie widzą problemu albo go bagatelizują. Codzienne picie i szukanie okazji to nie jest etap "bo chcę" tylko już "bo muszę". Usprawiedliwianie tego, że to normalne i nic w tym złego to kolejna oznaka, ze jest problem. Alkoholicy nigdy nie przyznają, że mają problem, tylko zawsze, że piją, bo chcą, ale zawsze mogą nie pić. Tylko, że im to "niepicie" nie wychodzi. Także łatka alkoholika nie została przypięta bez powodu, przecież tu ewidentnie jest problem alkoholowy. Gość nawet po operacji nie potrafi powstrzymać się od alkoholu. Alkohol poprawia mu humor, bez niego jest smutny i ponury. On już bez alko nie umie inaczej.
Porównywanie tego wszystkiego do okazjonalnego wypicia czy nawet upicia się, jest co najmniej zabawne.
Alkoholizm ma różne oblicza, to, że ktoś nie upija się do stanu, gdzie bełkocze i z trudem utrzymuje się na nogach, nie znaczy, że nie ma problemu. Można pić codziennie latami, chodzić do pracy i jakoś funkcjonować. I ten facet własnie tak funkcjonuje - "jakoś" czyli byle jak. Nie dba o siebie, nie jest w stanie zadbać o rodzinę. Dba tylko o to, aby miał co wypić. I za co.
Taki ktoś absolutnie nie nadaje się do związku i wyszukiwanie jego plusów nie ma sensu. Alkoholizm wszystkie je przykrywa. Dopóki sam nie zrozumie, że ma problem, który wymaga leczenia, każda kobieta powinna trzymać się od niego jak najdalej.

59

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Ksandra, skoro Kopernik był kobietą, to ty pisząc pod nickiem kobiety jesteś facetem, na to wychodzi.
Nie wiem czy masz tu multi konto, choć tego też wykluczyć się nie da, ale widać jak na dłoni, że lubisz alko.
Ciekawa jestem tylko kto te wszędzie walające się puszki po piwie u ciebie zbiera do tego specjalnego kosza big_smile

60 Ostatnio edytowany przez ka30 (2025-10-02 17:23:56)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Dokładnie tak. Wydaje mi się, że on już musi, aby poprawić sobie humor i nie chodzić przygnębionym. Wypicie piwka czy wina od czasu do czasu nie jest niczym złym, problem jak staje się nawykiem, rytuałem, bez którego nie możemy się obyć.

Sandro, w swojej pracy jestem już 6 rok, bardzo się z nią zżyłam i ludźmi, nie odejdę i nie poszukam nowej. On też z 10 lat już pracuje w swojej i też nie zmieni i to rozumiem.

Chciałabym, aby ograniczył alko generalnie, bez znaczenia czy mowa o piciu w domu czy barze. Do baru raczej nawet nie pójdzie bo jest bardzo oszczędny i nie da codziennie powiedzmy 18 zł za piwo. On ma też swoją działkę w pobliżu swojego bloku z domkiem i tam lubi chodzić i popijać.

Siedziało się na wyjeździe fajnie, sam wyjazd poza kilkoma niuansami generalnie nie taki zły. Gdybym do niego dołączyła na pewno nie obraziłby się. Siedzieliśmy już po prostu długo na zewnątrz i po kąpieli wolałam zostać w pokoju, ale myślę, że nie miałby nic przeciwko mimo że nie zaproponował mi wyjścia z nim. Nie zasnęłam, czekałam na niego. Następnego dnia poszliśmy na śniadanie i potem odsypiał kaca a ja opalałam się, za parę godzin już wracaliśmy. Pojechaliśmy na długi weekend sierpniowy, 3 dni.

61 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-10-02 18:17:01)

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Najpierw on musi odprawić wszystkie swoje rytuały, a potem wraca do rzeczywistości. Natomiast Twoje potrzeby są w jego hierarchii na bardzo dalekich pozycjach. Tak to traktuje się czasoumilacza, zapchajdziurę, a nie partnerkę. Nawet koleżankę czy zwykłą znajomą traktuje się lepiej niż on Ciebie. Sorry, ale wg mnie tak to wszystko wygląda.
Mając powyższe na uwadze, w tym także to o czym mówiłem wcześniej, to Wasza relacja nie rokuje. Nie masz czasami wrażenia jakbyś odbijała się od ściany? On ma już swojego bożka, któremu oddaje hołdy każdego dnia. Poza tym jemu jest dobrze z tym, życie jakie prowadzi całkowicie go satysfakcjonuje. Jeżeli relacja opiera się na wzajemności to każda ze stron stara się być coraz lepsza dla drugiej, tak to wygląda w dużym uproszczeniu. Między Wami nie ma totalnie jakiejkolwiek wzajemności, obustronnego wsparcia. Co gorsza, nie widać z jego strony jakiejkolwiek chęci zmiany na lepsze całej tej sytuacji, w szczególności Waszej relacji.
Skoro, jak wspomniałaś wcześniej, zapowiada się kilka wolnych dni od niego to poświęć je na przemyślenia, przede wszystkim o sobie, o Twoich potrzebach, zapatrywaniach, marzeniach i innych kwestiach dotyczących Twojej osoby.

62

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Tak, czasami kilka dni, no u nas już za chwile będą 2 tygodnie od niewidzenia się, dobrze jest wykorzystać na refleksję. Jak on wyzdrowieje (leczy się grzanym piwem, bo pisał) to się zobaczymy i porozmawiamy.

63

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
ka30 napisał/a:

Tak, czasami kilka dni, no u nas już za chwile będą 2 tygodnie od niewidzenia się, dobrze jest wykorzystać na refleksję. Jak on wyzdrowieje (leczy się grzanym piwem, bo pisał) to się zobaczymy i porozmawiamy.

Nie wykluczałabym, że to jego zdrowienie nazywa się "chcę być sam i móc spokojnie sobie popijać".

W każdym razie o ile mnie też razi wygładzanie przez KSandręK wizerunku Twojego partnera z równoczesnym normalizowaniem jego zachowania, o tyle uważam, że ma rację, kiedy pisze, że Twoja bierność w temacie na pewno nie służy poprawie sytuacji. Kiedy mi nie podoba się coś w zachowaniu mojego partnera, to nie udaję, że tematu nie ma, a uwierz, że jego "przewinienia" to jest pikuś przy tym, że Twój z alkoholu coraz wyraźniej robi sobie centrum swojego świata. To jest chyba ostatni moment, żeby stanowczo reagować, jak również dla niego, żeby zupełnie nie popłynął.

Oczywiście to jest Twoje życie i zrobisz jak uważasz, ale ja z tej relacji już bym się ewakuowała.

64

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?
Solaris napisał/a:

Granica między piciem "bo chcę" a "bo muszę" jest cienka, może dlatego niektórzy nie widzą problemu albo go bagatelizują. Codzienne picie i szukanie okazji to nie jest etap "bo chcę" tylko już "bo muszę".

IMHO nie jest cienka, tylko bardzo dobrze zaznaczona i oparta na genetyce, po prostu innego logicznego wyjaśnienia nie ma, nauka zresztą już to w dużej mierze potwierdziła.. Są osoby, które mają naturalny pociąg do alkoholu i są takie, które go w równie naturalny sposób nie mają (inna sprawa, że nieraz - a może badania wykażą lub już wykazały że zawsze - ten naturalny pociąg do alko jest zastępowany przez naturalny pociąg do czegoś innego). W najtrudniejszym dla siebie okresie w zasadzie co wieczór wypijałem jednego whiskacza (nie butelkę, tylko taką porcję jaką się normalnie leje w barze), nieraz dwa (nie więcej, bo nie znajduję przyjemności w nawalaniu się, w zasadzie nawet nie przepadam za alkoholem. Późnym wieczorem słabo reaguję na alko (mówiąc wprost: łatwo mnie usypia) i taki też był cel, chciałem jak najszybciej odpływać do krainy snu by nie siedzieć w pustym mieszkaniu i nie rozmyślać. Nie robiłem z tym kompletnie nic, a mimo to  jakoś także i samo to odeszło; w ciągu ostatniego kwartału wypiłem może łącznie... dwa piwa? I oba były do posiłku, bo nawet browar "na pusto" zupełnie mi nie wchodzi. Znałem natomiast bezpośrednio alkoholików i wiem jak to u nich działało; nie mam także złudzeń co do faktu, że mój pociąg do słodyczy ma bardzo podobny mechanizm jak u alkoholika pociąg do alkoholu.
Gość pewnie jest po prostu w grupie ryzyka, która jedyne co może zrobić, to trzymać się z dala od alko.

65

Odp: Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Odnośnie bierności, wyrozumiałości i braku umiejętności komunikowania przez Autorkę facetowi ze przeszkadza jej jego picie. To ani to wyrozumiałość ani problem z komunikacją. To niestety tylko i wyłącznie bardzo niskie poczucie wartości które każe jej trzymać język za zębami i nie sprzeciwiać się by nie urazić, nie zrazić i nie stracić partnera. Chociaż wewnętrznie wkurza ją to i gniecie bardzo że on ma problem z alko to wizja tego że mogłaby zostać sama przeraża ją tak bardzo że jest skłonna przemęczyć się z jego nałogiem ile się da. A nóż nikt lepszy się nie trafi? Tak jakby bycie z alkoholikiem nie było już samo w  sobie  takim koszmarem ze lepiej być na 100% samemu niż w takim towarzystwie.
Z początku wydawało mi się że ona naprawdę jest gotowa podjąć decyzję o końcu relacji i potrzebuje tylko upewnienia w tym że jej spostrzeżenia są trafne i nieprzesadzone. Teraz jednak  widzę że to takie pitu pitu bo jakby się zmienił to może coś tam a może jakby się więcej przytulał i częściej przyjeżdżał to jeszcze inne coś tam. A facet głupi nie jest. Na razie widzi że laska nie ma jaj mu się przeciwstawić wprost co do picia więc korzysta z wolności do picia na maxa. A nawet jak coś tam zacznie mruczeć mu pod nosem że chyba to nie ma sensu to wtedy się obieca poprawę, troche zejdzie do podziemia z alko, trochę poczaruje słowami, może uda w ciążę wmanewrować  i potem to już z górki,  chlanie na legalu i wywalone na ewentualne płacze Autorki.

Posty [ 1 do 65 z 118 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jest dalej sens ciągnąć związek i z nim zamieszkać?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026