W internecie na forach wbrew pozorom jest całkiem sporo tego typu tematów.
Być może zostanę tutaj skrytykowany. Ktoś uzna że to prowokacja bądź ja jestem samolubny i widzę problemy tam gdzie ich nie ma jednak chciałem podzielić się swoimi rozterkami.
Jesteśmy razem z dziewczyną od nowego roku. Oboje jesteśmy tuż przed 30tką.
Nie mieszkamy ze sobą. Spotykamy się głównie weekendowo i okazjonalnie w tygodniu.
Od początku bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Mieliśmy podobne podejście do większości codziennych spraw i obowiązków a także zbliżone zainteresowania.
Jedyna różnica to fakt że Ona posiada psa który jest jej oczkiem w głowie.
Pies jest mały i jest alergikiem co generuje dodatkowe problemy.
Nie chcę być tu źle zrozumiany. Nie jestem przesadnym miłośnikiem zwierząt ale nie można powiedzieć żebym był do nich negatywnie nastawiony. Wręcz przeciwnie sam kiedyś posiadałem psa.
Teraz z uwagi na pracę i obowiązki po prostu nie mam zwierzaka. Nie czuję też zwyczajnie takiej potrzeby.
Problem stanowi dla mnie fakt że pies mojej dziewczyny jest zawsze w centrum wydarzeń .
Kiedy spotykamy się to mam wrażenie że więcej czasu poświęca psu niż naszej relacji.
Pomijam już fakt że kiedy leżymy na kanapie bądź na łóżku ona po chwili sadza go obok nas a często nawet między nami.
Nasze wspólne wyjścia są powiązane z psem.
Niemal zawsze zabiera go ze sobą gdy gdzieś jedziemy lub wychodzimy.
Do ulubionej cukiernio- kawiarni zawsze zabiera z nami psa którego trzyma na rękach przy stoliku.
Często przysyła mi zdjęcia psa które właśnie zrobiła.
W wiadomościach opowiada co akurat zrobiła z psem i gdzie byli razem.
Kiedy jedziemy na myjnię umyć samochód pies jedzie z nami.
Dwa tygodnie temu pojechaliśmy w sobotnie popołudnie korzystając z ciepłej i słonecznej za miasto nad zalew wodny .
Oczywiście większość czasu dziewczyna zajmowała się psem. Było tam mnóstwo ludzi i sporo innych psów. Musiała go nosić na rękach. Pies bierze leki i jest uczulony na mnóstwo rzeczy. Nie można go puszczać wolno żeby czegoś nie zjadł i nie złapał.
Oczywiście pies miał też zrobioną sesję zdjęciową na plaży na molo i innych miejscach.
Wieczorem chcieliśmy pójść coś zjeść.
Niestety w miejscu gdzie byliśmy nie przyjmowano ze zwierzętami.
Pies został w aucie i to był słaby pomysł.
Mimo że pies miał w aucie jedzenie , wodę, zabawki , koc i wszystko inne.
1,5 h spędzonej w karczmie przy kolacji to było ciągłe rozmowy o tym że on jest sam i jest mu źle. W trakcie kolacji dziewczyna wyszła i poszła do auta sprawdzić jak on się czuje.
Zaproponowano nam po kolacji deser który chciałem zamówić ale dziewczyna podziękowała bo pies jest sam .
W drodze powrotnej czułem się źle. Czułem że byłem tam tylko po to aby nie musiała jechać sama z pieskiem tylko miała kogoś obok siebie.
Chciałem porozmawiać i próbowałem po powrocie. Od tamtego czasu sytuacja między nami trochę się skomplikowała. Ona zupełnie nie rozumie moich obiekcji.
Ja czuję że mam dosyć tej sytuacji.
To idiotyczne ale wydaje mi się że nie ma tu pola do kompromisu.
Ktoś miał podobne doświadczenia ?