netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy się rozstać?

45 odpowiedzi7 555 wyświetleńzałożony przez tyczka27, 09.06.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy się rozstać?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

1 Ostatnio edytowany przez tyczka27 (2010-06-09 21:25:33)

Temat: Czy się rozstać?

Mam problem tak jak część z was...

Nie wiem już, co robić, dlatego postanowiłam założyć wątek. Jestem z mężem 1,5 roku po

ślubie, mieszkamy razem 3 lata (od zaręczyn), jesteśmy razem 6 lat. Mam 27 lat.
Nasza miłość chyba się jakoś skończyła... nic kompletnie nas nie łączy poza tym, że
mieszkamy razem.

Najważniejszym problemem jest to, że mąż nie chce mieć dzieci. Oboje mamy dobrą, stałą
pracę i dach nad głową. Żadnych kredytów do spłacania, żadnych kłopotów finansowych.
Mieszkamy z dala od naszych rodzin (emigracja na studia). Ja zawsze bardzo chcialam mieć
rodzinę i dzieci, mąż o tym wiedział. Wiedział, że chcę je mieć zaraz po ślubie. I zaraz po
ślubie oświadczył mi, że dzieci mieć nie będziemy. Tzn. najpierw mówił, że albo
przeprowadzimy się do jego rodziców albo dzieci nie będzie. Teraz mówi już tylko, że nie
będziemy mieli, bo on się nie będzie poświęcał, bo ja nie będę dobrą matką (bo nie mam o
tym pojęcia, w jego ocenie chcę mieć dzieci, bo inni je mają). A ja tak bardzo chciałam
mieć dziecko, że myślałam, że nawet jakby nie chciał i "wpadlibyśmy" to ja i tak wolałabym
być samotną matką niż nie mieć dzieci. Oczywiście "wpaść" się nie da, bo mąż przestał ze
mną sypiać właśnie z tego powodu. Najpierw zdarzało nam się od czasu do czasu, od pół roku
już w ogóle...

Ciągle siedzimy w domu, nigdzie nie chce ze mną wyjść, raz na 2 tyg. jedziemy do marketu
razem po zakupy i tyle. Żadnego chodzenia po sklepach, żadnego spotykania się z
przyjaciółmi, wyjść do kina, na basen, nie jeździmy do rodziny, a jak już pojedziemy to też
siedzi w domu i nigdzie nie chce wyjść itp. Ja oczywiście sama nie mogę nigdzie iść, bo po
pierwsze jak to wygląda, w końcu mam mężą, a po drugie on mi zabrania. Prawie ze sobą nie
rozmawiamy, nie mamy wspólnych tematów, nie interesuje go jak minął mi dzień, o swoim też
nie opowiada. Denerwuje go moja praca (zarabiam trochę więcej niż on), generalnie jest masa
takich spraw, np. nie wolno mi do niego dzwonić w trakcie pracy, nie wolno mi ładnie
wyglądać...itd. On rzadko spotyka się z kumplami przy piwie, ja też z koleżankami na kawie
raz na pół roku... To tak w skrócie. Już przed ślubem zastanawiałam się czy za niego wyjść
(z trochę innych powodów, niektórzy sugerowali, żebym się zastanowiła), ale miałam marzenia
o dzieciach, rodzinie.

Pół roku temu był kryzys, zastanawiałam się nad odejściem, ale potem stwierdziłam, że nie
ma sensu, nie jestem już taka młoda, więc życia sobie na nowo nie ułożę. Ciągle tylko
siedziałam w domu, stałam przy garach (zdaniem męża tam jest moje miejsce). Jakieś 2
miesiące temu powiedziałam sobie dosyć. Miałam ochotę wyjść z koleżanką na piwo i poszłam.
Miałam jakąś służbową imprezę, też poszłam. Od tego czasu 2-3 razy w miesiącu wychodzę,
wracam po północy. Idę po prostu z kimś pogadać, nie latam po mieście, nie robię nie
wiadomo czego. Oczywiście za każdym razem proszę męża, żeby ze mną poszedł, ale on nigdy
nie chce. Ostatnio zaczął się buntować, powiedział, że mam siedzieć w domu, zabronił
wychodzić. Jak wychodzę to tylko w babskim towarzystwie, bo nie chcę, żeby znajomi
wiedzieli, że coś jest nie tak. Nie wiem co robić. Może on ma rację, nie powinnam
wychodzić, jestem mężatką...nie chcę tak żyć. Rodzina o niczym nie wie, bo jesteśmy daleko.
Z nikim o tym nie rozmawiam, bo nie chcę a może nie mam komu się wygadać...on też ze mną
nie rozmawia sad

2

Odp: Czy się rozstać?

hmm kurde twój mąż ma jakiś konkretny problem sam ze sobą. jest totalnym despotą.
co do dzieci to na naukach przed małżeńskich ksiądz przecież mówi że biorąc ślub decydujecie się na powiększenie trzódki kościoła w końcu chyba po to zakłada się rodzinę zawiera związek małżeński.
wychodzić ma prawo każdy nie rozumiem takiego ograniczania !!!! jak któraś już tu napisała w związku trzeba mieć oddzielne małe wysepki ala odskocznie ale zawsze się wraca na tę największą wyspę czyli do ogniska rodzinnego do żony męża......
ja bym jeszcze próbowała z mężem rozmawiać na różne sposoby, jeśli to nic nie da hmm rozwód

3

Odp: Czy się rozstać?

Szczerze mowiac post troszke zagadkowy, po kiego grzyba za niego wychodzilas skoro macie zupelnie inne zapatrywania wobec zycia? Nie rozumiem tego.
Po drugie piszesz, ze masz 27 lat i nie jestes mloda?! O Zeusie... smile

4

Odp: Czy się rozstać?

przepraszam, ale ciśnie się tu określenie...NIEWOLNICA....

szkoda życia dziewczyno!! marnujesz swoje najpiękniejsze lata, tylko dlaczego i po co??

Jesteś młoda, mądra, zaradna i niezależna finansowo...uciekaj z tego małżeństwa bo życie szybko mija..

Życia nie mierzy się ilością oddechów, tylko ilością chwil, które zapierają nam dech w piersiach!!

5

Odp: Czy się rozstać?

Powiem, że chyba zwyczajnie nie dobraliście się..macie różne oczekiwania od życia i siebie nawzajem...on jest zacofanym despotą, który ogranicza cię, traktuje jak swoją rzecz, pozbawia cię możliwości posiadania dzieci o których wie że zawsze marzyłaś, w zamian dając ci tylko uczucie pustki, samotności i brak szacunku.  Nie ma prawa zabraniać ci wyjść z przyjaciółmi.. bo nie jest twoim właścicielem, co za bzdury z tym że mężatce nie wypada...koszmar jakiś. Myślę, że kwestę potomstwa powinniście uzgodnić między sobą przed ślubem...a nie prawie 2 lata po wy się nie możecie dogadać. Ja bym na twoim miejscu odeszła bo nie zniosła bym życia z despotą, który mi rozkazuje, ogranicza i sprawia że jestem wiecznie smutna...trzasnęła bym mu papierami rozwodowymi i pokazała drzwi...jeśli jego mieszkanie to bym się spakowała i wyprowadziła. Bo niestety marne szanse, że twój mąż się zmieni, będzie cię dobrze traktował, założy z tobą rodzinę, będzie akceptował twoje święte prawo do przyjaciół i okaże ci szacunek, zainteresowanie i czułość. Jeśli ci dalej bardzo zależy na małżeństwie to go poinformuj albo zmienia się o 180 stopni albo to koniec, niestety nie widzę innego wyjścia...jeśli zostaniesz z nim, zmarnujesz sobie życie...jesteś młodziutka i jeszcze wszystko przed tobą.

6

Odp: Czy się rozstać?

Nie wiem czy to problem z nim, czy może kwestia wychowania... jego rodzice nie utrzymują kontaktów z rodziną, znajomymi. Mają niewielu znajomych i spotykają się z nimi 3-4 razy w roku. Mówią, że ludziom nie można ufać, że na rodzinie się zawiedli, że wszyscy im wszystkiego zazdroszczą. Jego mama mówi, że nigdy nie miała koleżanek, bo nie warto. On już w domu był takim typem samotnika...

Z nauk przedmałżeńskich to on chyba nic nie wyniósł, do kościoła w ogóle nie chodzi. Ksiądz kiedyś przy okazji spowiedzi powiedział mi, że nasze małżeństwo jest nieważne. Czułam się z tym źle.

Ja tak jak on jestem osobą spokojną, może trochę poważną. Wydawało mi się, że pasujemy do siebie, że rozumiemy się bez słów. W trakcie studiów utrzymywałam kontakty towarzyskie (jeszcze nie mieszkaliśmy razem), ale jak wychodziłam razem z nim to jemu zawsze coś nie pasowało, generalnie tak, że każdy człowiek ma jakieś wady, które jemu przeszkadzają. Jak zamieszkaliśmy razem, zaczęłam pracować. Do tego jeszcze studiowałam  (on też pracował, ale już po studiach), kończyłam magisterkę. Wychodziłam z domu na 8:00 do pracy, wracałam koło 20:00 z zajęć. W weekendy magisterka i miałam mało czasu na wszystko, rzadziej spotykałam się ze znajomymi. I potem tak już zostało. Po obronie było luźniej, bo została już tylko praca i dom, ale on w ogóle nie chciał się z niego ruszać...A znajomych do domu nie zapraszam, bo mi czasami wstyd za jego zachowanie.

Długo zastanawiałam się czy za niego wyjść, ale jestem osobą nieśmiałą z niskim poczuciem własnej wartości i naprawdę myślałam, że już i tak nikogo nie znajdę, na nowo sobie życia nie ułożę (przed nim miałam 2 chłopaków z którymi byłam po parę miesięcy, innych związków nie było)... chciałam mieć rodzinę. Nikt mnie nie namawiał do ślubu, chyba nawet chciałam go bardziej niż on.

Co do dzieci to mówił mi jeszcze kiedyś, że chce mieć koło 40., potem przed ślubem przycisnęłam go, żeby się w końcu określił i wydawało mi się, że się w tym temacie rozumiemy. Jest jeszcze taka kwestia, że mam małe problemy zdrowotne, lekarz zaleca mi zajść w ciążę jak najszybciej, bo później nie wiadomo czy będę mogła. I te pół roku temu jak miałam kryzys, stwierdziłam, że nie ma sensu się rozwodzić, bo i tak rodziny "nie zdążę" już założyć.

Mieszkanie jest moje, ale być może niedługo prawnie będzie wspólne...cały czas próbuję z nik rozmawiać, ale on nie chce, nie widzi problemów. Mówi, że jak chcę to się wyprowadzi, ale zawsze tylko mówi. Wiem, że jakby się wyprowadził nie byłoby już powrotu, bo zostawiłby pracę z dnia na dzień i wyprowadził się z miasta do rodziców, daleko, nie wróciłby już. Decyzja jest trudna. Na pewno nie jestem bez winy, bo wina zawsze leży po obu stronach.

Boję się co powie rodzina, zależy mi na dobrych relacjach. Dużo osób wie, że on nie chce mieć dzieci, ale radzą przeczekać. O pozostałych problemach nikt nie wie. To rodzina też mówi mi, że nie powinnam tak się zachowywać - mama np. jak czasami jej opowiadam, że gdzieś tam wyszłam mówi, że powinnam się już opanować. Fakt, że wychodzę przeważnie w ciągu tygodnia i wracam późno, a rano idę do pracy, ale przecież pijana nie chodzę, bo nie mogę sobie na to pozwolić (pracuję w poważnej firmie, mam kontakt z poważnymi kontrahentami). Czasami się nie wyśpię, ale pracy nigdy nie zawalam, nigdy tego po mnie nie widać. I żyję ostatnio tylko tą pracą. Teraz mam gorący okres i siedzę popołudniami w robocie. Mąż oczywiście wściekły, bo nie interesuje go gdzie jestem tylko to, że nie ma, a jeszcze jak słyszy, że jestem w pracy...w ogóle jest zły, że mam służbową komórkę, ale wiadomo jakie są czasy, dyspozycyjność to podstawa. A komórka po godzinach pracy dzwoni może raz w tygodniu...

Boję się sama podjąć taką decyzję, ale na niego nie mam co liczyć...wiadomo jak to jest: boimy się zmian, boimy się sytuacji nowych, boję się, że zostanę sama. Zastanawiam się po prostu czy ta sytuacja jest już na tyle zła, żeby się rozstać, czy tylko mi się tak wydaje...

7

Odp: Czy się rozstać?

Dziewczyno, nie wiem na co czekasz. Jestem niewiele starsza od Ciebie, mam podobne doświadczenia. Eks też nie chciał mieć dzieci i to bardzo. Tak bardzo, że jak mi lekarz postawił ultimatum że teraz albo nigdy, to eks powiedzial, ze dziecko go zabije, że to będzie koniec jego życia i że on mi dziecka nie zrobi. Moje małżeństwo trwało 2 lata, o dwa lata za długo.

Wiem jak to jest, kiedy czujesz, że musisz odejść, ale się boisz. Prawda jest taka, że im dłużej będziesz czekać, tym będzie ciężej odejść. Ja się tak miotałam ponad rok (bo co ludzie powiedzą, co rodzina pomyśli itp. itd.). Nie wyszło mi to na dobre.

Piszesz, że nie jesteś bez winy. Cóż, Twoja wina, że wyszłaś za gościa zdając sobie sprawę, co z niego za typek. Twoja wina, bo potraktowałaś go przedmiotowo (bo "chciałam mieć rodzinę, bo "bałam się że będę sama"). Nie wyszłaś za mąż miłości tylko ze strachu (więc słowa przysięgi w kościele były trochę naciągane). Jakbym widziała siebie 4 lata temu wink.

Poza tym - ksiądz ma rację, że to małżeństwo jest nieważne, fakt że on nie chce mieć dzieci za tym przemawia oraz wada zgody - ten strach. Poza tym - wasza obojga niedojrzałość, która sprawiła, że nie jesteście w stanie zbudować normalnego małżeństwa opartego na miłości i szacunku, a w przyszłości - rodziny.

I jeszcze jedno - nie łudź się, że on się zmieni i nagle będzie chciał te dzieci mieć. Nie zmieni się. Zresztą nie wolno nikogo zmuszać do posiadania dziecka, kiedy ta osoba tego nie chce. A to, że powiedział, że około 40.: powiedział tak, żebyś się od niego odczepiła. Ty go jeszcze cisnęłaś i cisnęłaś, to w końcu wcisnął Ci bajeczkę na odczepnego. O, i właśnie przeczytałam, że Twój jeszcze mąż tak panicznie boi się zostać ojcem, że z Tobą nie sypia. Mój miał tak samo. Niemal zero seksu przez kilkanaście miesięcy, jak widział małe dziecko to robił się zielony. To jest totalny i skrajny egoizm i wielka niedojrzałość!

Zakończę optymistycznie. Miałam niecałe 28 lat, kiedy odeszłam. Zaraz potem poznałam fantastycznego człowieka, który zaraz na wstępie zakomunikował mi, że chce mieć dwójkę dzieci, poprosił, żeby odstawiła tabletki anty, bo zależy mu na moim zdrowiu. Dziś mam niemal 30 lat, lekarz twierdzi, że dzieci mogę mieć i będę miała. Z partnerem rozumiemy się bez słów, nawet niemal telepatycznie. Mamy milion wspólnych zainteresowań, ciągle znajdujemy nowe (ostatnio: paralotniarstwo - tak, tak, próbowałam - jest świetne). Nie warto tracić życie i najlepsze lata na faceta, który na wiele rzeczy jest na NIE, który ma Cię gdzieś, który jest niedojrzałym egoistą.

8

Odp: Czy się rozstać?

Emilia, bardzo dziękuję Ci za odpowiedź. Taki posty jak Twój powoli otwierają mi oczy, rzeczywiście może nie warto się łudzić? Mój jak widzi dzieci ma dokładnie tak samo jak Twój smile. Ale jest we mnie jakaś taka obawa związana z rozwodem w tak młodym wieku. Dużo nas jest?

Problem jest tylko taki, że stwierdziłam, że jedynym poważnym powodem odejścia mogłoby być to, że on nie chce mieć dzieci. Jego mama (nasi rodzice, rodzeństwo wiedzą, że nie chce) cały czas powtarza "zobaczysz, będzie dziecko to mu się odmieni, jego ojciec też tak miał, ale jak już było to chciał nawet drugie". Ale jak ma być skoro on nie chce? Przecież go nie zmuszę, a nie powiem jej, że nie ma możliwości, bo ze sobą nie śpimy. Rodzice cały czas pytają o wnuki, a ja wcale nie odbieram tego jako nacisk, bo też bardzo chcę mieć.

Ehh muszę o tym wszystkim pomyśleć. Może jeszcze przeczekam, aż pojedziemy razem na wakacje (chociaż generalnie zawsze wtedy najbardziej się kłócimy). Trochę się obawiam, żeby teraz "na siłę" nie chciał mieć ze mną dziecka tak, żebym się odczepiła, bo i tak może być... z tym, że ze względów zdrowotnych teraz nie powinnam zachodzić w ciążę. Wczoraj po pracy nawet chwilę rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy dopóki nie zaproponowałam, żebyśmy wyszli dzisiaj ze znajomymi na piwko. Przestał się odzywać...

Dobrze, że w tym wszystkim mam jeszcze w sobie trochę optymizmu, znajomi mówią, że zawsze wyglądam kwitnąco big_smile nikt się nie domyśla, że w małżeństwie mam problemy, po nocach nie śpię, ciągle jakieś nerwobóle itd...

9

Odp: Czy się rozstać?

Wiesz, rozwód to nie jest tak hop-siup, żebyś nie myślała. To bardzo trudna sprawa. Psychicznie obciążająca. Będziesz się musiała nastawić na to, że facet się wkurzy, że go zostawiłaś (tak czysto ambicyjnie, bo jak można GO zostawiać??), może robić problemy w sądzie.
To że nie chce mieć dzieci to bardzo dobry powód do rozwodu, może nawet z jego winy? (U mnie akurat sędzina zapytała byłego, czy wie, że niechęć do dzieci nawet za cenę mojego zdrowia, to bardzo niedojrzałe. Powiedział że wie. Na co ona dość trafnie go podsumowała jako niedojrzalca właśnie. Boki można było zrywać ze śmiechu. Potem spytała go, czy zmienił zdanie. Powiedział, że tak, co mnie dość mocno zaskoczyło, bo skądinąd wiedziałam, że to nie prawda. Sędzina spytała, keidy to się stało w takim razie. On jej na to, że zaraz po tym, jak się wyprowadziłam... Kobita widać było, że powstrzymywała śmiech;)).

Pytaszm czy nas dużo. Moja kuzynka (26 lat) rozwiodła się kilka miesięcy przede mną, kilka znajomych przed 30. jest już po. Jest nas całkiem sporo, na pewno znajdziesz wsparcie.

Czemu nie chcesz mamie powiedzieć, że ze sobą nie sypiacie? Ja nie rozmawiałam z rodzicami w ogóle o moim małżeństwie, myśleli, że jest ok, nawet przyjaciele tak myśleli. Podobnie jak Ty utrzymywałam wszystko w totalnej tajemnicy, na zewnątrz uśmiechnięta, grałam szczęśliwą żonkę, a w środku strasznie cierpiałam. A potem wybuchła bomba, bo odeszłam. Wszyscy byli w wielkim szoku i chyba mieli do mnie pretensje (mam na myśli rodziców), że nic im nie mówiłam, że im nie ufałam. To trochę wynikało z mojego perfekcjonizmu, tak mnie wychowali, że wszystko zawsze musiałam mieć najlepsze (małżeństwo też) i strasznie bałam się ich zawieść.

Myślę, że Twój jeszcze mąż się nie zmieni do wakacji, ani na urlopie. Będziesz z nim rozmawiać, on poczuje się osaczony, będą kłótnie. Albo się zgodzi dla świętego spokoju, ale znów da jakiś odległy termin (znajdzie wymówkę, że musi się psychicznie przygotować). Ale ok, spróbuj. Jeśli możesz poczekać ten miesiąc czy dwa, to poczekaj. Nie będziesz mogła sbie zarzucić, że odeszłaś bez prób ratowania związku czy bez wyjaśnienia, bez rozmów.

10

Odp: Czy się rozstać?

Właśnie dlatego, że to trudny i długotrwały proces, wcześniej starałam się o nim nie myśleć. Boję się go. Wiem, że mój mąż może wpaść w furię jak mu to powiem (znam go), w sądzie pewnie by mówił, że przecież on chce mieć dzieci "w każdej chwili" itd. Niedojrzalec big_smile. Nie wiem co mój mąż powiedziałby przed sądem sad. A rozwód mógłby być bez orzekania o winie. Nie zależy mi na tym, a jeżeli chodzi o sprawy "materialne" to myślę, że potrafilibyśmy się dogadać.

Czemu nie chcę powiedzieć, że ze sobą nie sypiamy? Bo mi wstyd, że tak jest... jego mamie nie powiem, nie potrafię z nią tak rozmawiać. Wczoraj powiedziałam mojej... jest w szoku. Nie chciałam o tym rozmawiać z rodzicami, bo wiem, że będą się wtrącać i na siłę nas godzić. Najłatwiej byłoby mi się wyprowadzić, może by coś zrozumiał, może to by nas jakoś uratowało. Ale mieszkanie jest moje, więc to bez sensu.
Perfekcjonizm...też niestety jestem taką osobą. A powiedz mi, jak się wyprowadzałaś to wróciłaś np. do rodziców? My całą rodzinę mamy daleko, więc na miejscu nie ma tak naprawdę nikogo. Myślę, że w innej sytuacji, gdybyśmy częściej się widywali, zorientowaliby się, że coś jest nie tak. Bo to nie do końca jest tak, że niczego się nie domyślają. Widzą jaki on jest, czasami ze mną rozmawiają (i moi rodzice, i jego rodzice, i inne osoby), ale nikomu nie przyjdzie do głowy, że jest aż tak źle i moglibyśmy się rozstać.

Mogę jeszcze poczekać, bo w sumie czas mnie w ogóle nie goni, próbuję nas ratować, może wakacje pomogą, a jeśli nie to chyba zaraz po nich będę chciała podjąć decyzję.

11

Odp: Czy się rozstać?

Nie rób głupot. Prawie wszystkie osoby sugerują Ci rozwód. Poczytaj temat "Co popycha nas do zdrady". Jakże odmienne zdania maja tam kobiety.
Sytuacja chyba wygląda nieco inaczej. Dzieci dzieci dzieci. Czy to główny powód, dlaczego nie sypiacie razem? Wydaje się, że mamcie odmienne cele w życiu i wartości. Sytuacja nieco podobna do mojej. Tylko odmowa współżycia żonie była spowodowana całkiem innymi pobudkami. Stąd moje wcześniejsze pytanie. Nie chce nigdzie jeździć do znajomych rodziny. Tak samo jak ja. Poco miałem gdziekolwiek jeździć z żona skoro ona zawsze we wszystkim była o 10m przed mną. Jej pytanie mnie o zdanie było czystą demagogia. Więc na początku jeździłem do momentu, gdy nie zobaczyłem, że służę jej jedynie za kierowcę. Potem jeździłem,  ale nawet z samochodu nie wychodziłem. Bo, po co? Skoro każde moje zdanie było krytykowane i wyśmiewane. A wtedy żonka powinna stawać po mojej stronie. A nie po stronie swojej i mojej rodzinki. No to się dziwiła mojemu zachowaniu. Tak jak Ty tyczka27.
To w efekcie potem jeździła sama. Na początku na parę godzin potem na cały dzień a potem na całe weekendy. A w efekcie później przy pierwszej lepszej sprzeczce ona zabierał córy i smyk do mamusi. Bo mąż to przecież taki zły jest. Krzywda jej się dział. Bo odmawiał sex-x. Pracował całymi dniami nie miała czasu dla niej. A ona księżniczka w swoim domku umierała z nudów. A nawet się kwiatków nie chciało podlać. Bo mąż wróci z pracy to podleje.  I co dalej ? Ano to, że po 14 latach małżeństwa, mimo że mamy dzieci to juz jesteśmy osobno od 1.5r. A tak na prawdę od ponad 5. Tylko tez było, że w środku się wszystko psuło a na zewnątrz wspaniałe małżeństwo. Tak ludzie postrzegali. Dopiero szok przeżyli jak zaczęły się sądy (sprawy rozwodowe, świadkowie itp.). Mam prawie to za sobą. Jednak nie życzyłbym nikomu by przechodził przez to. Sąd nie tylko Was podzieli, ale sprawa rozwodowa może sprawić, że stracicie kontakt z wszystkimi albo wieloma przyjaciółmi. Może i rodzina. Każde z Was będzie chciało pokazać, że to ta druga strona jest winna. Będziecie szukali świadków wśród swoich przyjaciół, rodziny by zeznawali na korzyść jednego z was. A to zapewne spowoduje, że odsuną się od Was. Obym się mylił. Pisze to tylko z doświadczenia. Fakt, że skoro szczera uczciwa rozmowa nie pomaga to należy się poważnie zastanowić nad swoją przyszłością. Jednak nie doszukujcie się (Wy kobiety) tego, czego nie ma. Bo macie taka cechę w swoim charakterze. Co do niechęci do dzieci to myślę, że powinnaś pokazywać mężowi, że bardzo Ci zależy na dzieciach. Tłomaczyć że my się starzejemy i na starość nikt nam nie pomoże. Dzieci to nie taki straszny obowiązek jak mówią smile Staraj się męża uświadomić, że życie we dwoje bez sex-u to nie małżeństwo. To wegetacja. Postaraj się by on nie bał się kochać z Tobą. A w żadnym wypadku nie łap go na dziecko. Bo jak nie przekonasz go do dzieci tylko złapiesz go na dziecko. To będzie dopiero wkurzony. I zapewne będzie to KONIEC. I nie z twojej inicjatywy tylko z jego. Nie miej złych myśli tylko próbuj rozmawiać rozmawiać rozmawiać.

12

Odp: Czy się rozstać?

Tyczka, w sądzie były na początku zaczął kłamać, co zesztą było po nim widać. Wtedy sędzina powiedziała mu, że zeznaje pod przysięgą i jeśli będzie mówił nieprawdę to pójdzie do więzienia, a potem zasygerowała mu, że może nawet stracić prawo do wykonywania zawodu po czymś takim. I zaraz zaczął zmieniać zeznania.
Tak że nie masz co się bać, że będzie kłamał. Nawet gdyby, to zawsze możesz wziąć na świadka kogoś, kto wie, że on nie chce dzieci mieć, kto widział jego reakcje na dzieci itp. To może być Twoja mam, przyjaciółka, ktokolwiek.

Moi rodzice mieszkali w innej miejscowości, ale na tyle blisko, że nie było problemem dojeżdżać potem np. do pracy. Ale jeśli mieszkanie jest Twoje, to jedyną opcją będzie kazać się mężowi wyprowadzić. Ale oczywiście spakować się i odejść jest o wiele łatwiejsze.

Ja też myślałam, że wspólny wyjazd rozwiąże te problemy. Pojechaliśmy na kilka dni w Tatry. Było koszmarnie. Non stop się kłóciliśmy, a on w ogóle nie rozumiał, co do niego mówię, mimo że kilkadziesiąt razy, powoli, łopatologicznie jak dziecku tłumaczyłam, o co mi chodzi, co czuję itp. Po powrocie byłam pewna w 100%, że tego nie da się uratować. I pewnego sierpiniowego popłudnia spakowałam walizkę i po prostu uciekłam (bo generalnie on jest dość nieobliczalny, wpadał w furię, były rękoczyny, ja się go panicznie bałam).

Tesciowa, myślę, że porównywanie Twojej sytuacji i sytuacji Tyczki jest nie na miejscu, nie ma żadnych punktów wspólnych. Ona nie jest taka jak Twoja żona, jest skrzywdzoną przez niedojrzałego egoistę młodą kobietą. Powinieneś zrozumieć, że z pewnymi ludźmi nie da się rozmawiać, z takimi facetami jak mój były i jej jeszcze mąż rozmowa nic nie da. Oni nie słuchają, myślą tylko o sobie i swoich potrzebach. To rodzaj upośledzenia społecznego. Poza tym, przykro mi, że Twój rozwód był taki ciężki. Był jak się domyślam, z orzekaniem o winie? No tak, do tego pewnie podział wspólnego majątku, to na pewno była masakra.

Jakkolwiek rozwód bez orzekania i bez podziału majątku (zawsze można się polubownie dogadać, kiedy do podziału jest mało), w dodatku kiedy nie ma dzieci trwa jakąś godzinę, z czego pół godziny jest oczekiwania na wyrok.

Natomiast nie mów, że straci rodzinę i przyjaciół, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - stare porzekadło, a jakże prawdziwe. Przynamniej przekona się, która przyjaźń ile była warta. Oczywiście, że coś w tym jest. Ja nie mam kontaktu na własne życzenie z pewnymi ludźmi, ale to jest długa historia i na pewno nie na ten wątek. Ale za to odnowiłam znajomość z wieloma wspaniałymi osobami, które udzielały mi wsparcia duchowego, kiedy tego potrzebowałam.

Piszesz, jej by starała się, żeby on się z nią nie bał kochać. On się boi dziecka do tego stopnia, że odmawia seksu. To jest choroba psychiczna. Wiem to od psychiatry, biegłego sądowego. To się leczy. Jak do tego dochodzą napady furii i agersja, to kwalilifikuje się do leczenia zamkniętego. To się nawet jakoś nazywa, ale sorki - nie pamiętam.

Myślę, że powinieneś najpierw uporządkować swoje życie i pójść na terapię, bo teraz w każdej historii dopatrujesz się analogii do swojego życia, a takimi radami jak powyższa możesz dziewczynie tylko zamieszać w głowie.

13

Odp: Czy się rozstać?

Przejdzie sama przez to to się przekoma. Ilu przyjciuł jej zostanie. Na terapie juź mnie ex wysyłała. I w efekcie sama musiała z niej korzystać. Więc Ty sobie odpuść. Łatwo Ci poszedł rozwód. To dobrze. Ja mam inaczej i nie mam podziału majątku. A w sądzie od stron nie odbiera sie przyźeczenia. Wiec głupia zagrywka sędziny i tyle. A on frajer źe się dał zastraszyć.

14

Odp: Czy się rozstać?

Terapia jest od tego, żeby pomóc. Twoja była żona jest dzięki niej teraz pewnie i szczęśliwsza, i silniejsza. Każdemu, kto się rozwodzi się przyda, żeby się wzmocnić i uodpornić na ataki takich gagatków jak eksiowie.
A propos przyrzeczenia: nie odbiera się na rozprawach rozwodowych, ale sędzina zawsze poucza co i jak, bo to jej obowiązek. Zresztą konsultowałam się z prawnikiem przed rozprawą, bo się bałam, że eks będzie kłamał i nawet prawnik mi powiedział, że nie trzeba składać przysięgi, żeby mieć problemy, kiedy wyjdzie na jaw kłamstwo wypowiedziane przed sądem.

15

Odp: Czy się rozstać?

tesciowa
U mnie nie jest tak, że zdanie mężą się nie liczy, że jest krytykowany. Rodzina go bardzo lubi, nigdy nie jeżdżę tam sama. Nigdy nie żaliłam się na męża rodzicom czy rodzinie, bo to bez sensu. Bo to właśnie byłoby odebrane, że on jest ten "zły", nie chciałam, żeby zmieniali zdane na jego temat przez coś, co ja będę mówiła.
I ja nie siedzę w domu i się nie nudzę, bo naprwadę mam sporo zajęć. Z pracy wracam później niż mąż, a on jeszcze ma pretensje, że nie ma obiadu jak wróci, bo obiad jest dopiero jak go zrobię, czyli za 30-60 min.
Kocham dzieci, mąż widzi jak je lubię, ale niestety nie przemawiają do niego żadne argumenty. On się dziećmi nie będzie zajmował i koniec... i nie zamierzam go łapać na dziecko, chociaż wcześniej myślałam o tym sad

Chcę z nim rozmawiać, próbuję codziennie, a słyszę tylko, że zachowuję się jak dziecko i dzieci będą jak dorosnę (a dlaczego tak się zachowuję? Bo się nie szanuję - w pracy zdarza mi się zostać po godzinach, a dla niego oznacza to, że w pracy mnie nie szanują, a jak oni mnie nie, to ja siebie też nie - kolejny argument, żeby ją zmienić).
Mówię mu, że jeżeli nasze życie się nie zmieni i nie będziemy potrafili się porozumieć (nie  chodzi mi tylko o kwestię dzieci) to może powinniśmy się rozstać? A on na to, że podpisze wszystko co jest mi do rozwodu potrzebne...ręce opadają. Proszę, zebyśmy gdzieś razem wyszli, bo ja wcale nie chcę spotykać się sama ze znajomymi, chcę żebyśmy poszli razem. Proszę, żebyśmy chociaż wychodzili sami we dwójkę, ale nie. On nie czerpie przyjemności ze spotkań z ludźmi, z wychodzenia z domu, z siedzenia w brudnych i śmierdzących knajpach, nie ma na to czasu. Jak chcę to mam wolną rękę, mogę sobie wychodzić. A z drugiej strony czepia się, że wychodzę. Mówię, że chciałabym spotkać się z taką i taką koleżanką na kawie na mieście, a on, że za częstwo wychodzę. Ostatnio byłam 2 tyg temu, mówię, żebyśmy poszli razem - nie.
Proponowałam terapię, żebyśmy poszli razem (może poprawiłoby to stosunki między nami), ale on oczywiście nie chce o tym słuchać...

16 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-06-18 20:30:52)

Odp: Czy się rozstać?
Emilia napisał/a:

A propos przyrzeczenia: nie odbiera się na rozprawach rozwodowych, ale sędzina zawsze poucza co i jak, bo to jej obowiązek. Zresztą konsultowałam się z prawnikiem przed rozprawą, bo się bałam, że eks będzie kłamał i nawet prawnik mi powiedział, że nie trzeba składać przysięgi, żeby mieć problemy, kiedy wyjdzie na jaw kłamstwo wypowiedziane przed sądem.

A gdzie ja napisałem, że nie można sobie bez przyrzeczenia narobić problemów?
Poza tym:
1. Najpierw mu udowodnij, że kłamał
2. Doprowadź by prokuratura wszczęła postępowanie przeciw niemu
3. Zgromadź dowody wystarczające do tego by go sąd skazał.
4. Jeżeli nie był karany to dostanie 3 miesiące w zawieszeniu na max 3 lata.
5. Co Ci to da?

Najbardziej mnie cieszy jak ludzie sądzą, że adwokat za nich wszystko zrobi. Traktują go jak boga.
Nawiasem mówiąc ex ma papugę od początku. A ja od początku jestem sam. Po tym jak sąd powierzył mi córkę. Usłyszałem na korytarzu po rozprawie jak papuga mówiła do ex. No widzi pani poszło nam całkiem nie źle. Mogli pani nie dać nawet kontaktów z córką. Wtedy się roześmiałem. Bo wiedziałem, że jest tak cieką jak przez całe nasze małżeństwo. I nawet w tak ważnej sprawie słucha głupiej papugi.

Twój post łamał 5, 6 i 11 punkty Regulaminu Forum. Był zaczepny, prowokacyjny i stanowił personalną wycieczkę. Został potraktowany jak klasyczny off-topic.

17

Odp: Czy się rozstać?

Ja tylko powiem tyle że małżeństwo według prawa ma OBOWIĄZEK współżycia. Pozwij go. A potem nie myśl za dużo, bo skoro on nie chce żyć w rodzinie, to nie masz co na niego liczyć. Właśnie ciesz się, że Twoje dzieci nie będą tej samej krwi co on...

18

Odp: Czy się rozstać?

Oj, nie wiem, czy tak jest. Zresztą to by było spore upokorzenie dla kobiety stanąć przed sądem i powiedzieć: "mąż nie chce ze mną współżyć". Zaraz każdy się zastanawia, co z nią jest nie tak, no bo młoda, ładna, zadbana, a on nie chce? Z nią, bo u nas to pokutuje przekonanie że facet może zawsze i zawsze jest chętny, a kobietę to zawsze głowa boli... A jak ion się nie przyzna? Skąd wziąć na to świadków, skoro w sypialni zawsze są tylko we dwoje? Łatwiej udowodnić, że ktoś coś robi, niż że tego nie robi.

19 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-06-16 18:18:19)

Odp: Czy się rozstać?

ROZWÓD I ALIMENTY
Stan prawny na dzień 1.07.2006r.
Dariusz Kostyra

Cytuję:
Wspólne pożycie
Obowiązek wspólnego pożycia jest podstawowym obowiązek małżonków. Przejawia się w szczególnego rodzaju zespoleniu małżonków, które przyjęło się określać jako wspólnota (więź) duchowa, fizyczna i gospodarcza. (...) Wspólnota fizyczna sprowadza się do utrzymywania współżycia płciowego, uwarunkowanego wiekiem oraz stanem zdrowia fizycznego i psychicznego każdego z małżonków.

Niestety samej ustawy nie mogę znaleźć.

Emilio, jeśli dla tyczki posiadanie dziecka jest priorytetem, to nie widzę sensu tkwienia w związku, w którym po pierwsze: mąż nie spełnia jej oczekiwań na najprostszych płaszczyznach takich jak bliskość i zaangażowanie, a po drugie: nie chce zapewnić jej potomstwa, chociaż nie istnieją żadne przeszkody zdrowotne ani psychiczne (w sensie chorób psychicznych).

Wiem, że to bardzo racjonalne podejście, ale tyczka27 nie jest już nastolatką, której można mówić, że powinna dać chłopakowi czas albo z nim porozmawiać i wszystko będzie cacy.

20

Odp: Czy się rozstać?
mitsi napisał/a:

Emilio, jeśli dla tyczki posiadanie dziecka jest priorytetem, to nie widzę sensu tkwienia w związku, w którym po pierwsze: mąż nie spełnia jej oczekiwań na najprostszych płaszczyznach takich jak bliskość i zaangażowanie, a po drugie: nie chce zapewnić jej potomstwa, chociaż nie istnieją żadne przeszkody zdrowotne ani psychiczne (w sensie chorób psychicznych).

Wiem, że to bardzo racjonalne podejście, ale tyczka27 nie jest już nastolatką, której można mówić, że powinna dać chłopakowi czas albo z nim porozmawiać i wszystko będzie cacy.

Ale ja to wszystko doskonale wiem, sama tak zrobiłam, rozwiodłam się z mężem m.in. dlatego że nie chciał mieć dzieci w ogóle. I to samo radziłam Tyczce. Przeczytaj proszę moje poprzednie posty z tego wątku, to zobaczysz smile.

21

Odp: Czy się rozstać?

Czytam i czytam i zastanawiam się, dlaczego większość kobiet patrzy na tą całą sytuację tak, jakby wina leżała tylko po stronie mężczyzny.
Ja ze swoim mężem już na początku ustaliliśmy, że dzieci chcemy mieć i to zaraz (zaczęliśmy się starać jeszcze przed ślubem smile). Nie wiedzieliśmy tylko czy jedno czy dwoje, uzależniając to od naszej późniejszej sytuacji. Ja raczej opowiadałam się za dwójką, mąż za jednym. Negocjacje trwają, bo jedno już jest smile.
Znałam natomiast kiedyś parę, która jeszcze na rok przed ślubem mówiła, że żadnych dzieci nie planują. I co więcej, najgłośniej rozprawiała o tym Ona. Twierdziła, że woli hodowlę kotów czy czegoś, bo w ogóle dzieci to problem, koniec wolności itp..  Wkrótce po ślubie (ok.1,5 roku) rozwiedli się. Co się okazało? Ona po ślubie zmieniła zdanie, a On poczuł się oszukany. I miał rację.
Drogie Panie! Może więc my nauczmy się szczerze rozmawiać na trudne tematy, stanowczo oznajmiać naszym przyszły małżonkom czego oczekujemy od życia, a nie przytakiwać facetom, żeby okazać się, jakie jesteśmy równe, bo myślimy jak oni, a potem to się zobaczy.
Nigdy nie związałabym się z facetem, który stanowczo twierdzi, że nie chce mieć dzieci, nawet jeśli ja miałabym wątpliwości co do ich posiadania. Bo a nuż mi się odmieni i co wtedy?
Tyczka, uciekaj od niego jak najszybciej i znajdź kogoś, z kim będziesz mogła założyć prawdziwą rodzinę.
Życzę dużo siły i powodzenia!!!

22

Odp: Czy się rozstać?

masz 27 lat i najpiękniejsze lata przed sobą!!!!!!!!!!!!!!!!
Twój mąż jest zakompleksiony i upakażając Cie stra się podnieść swoją samoocenę.
Nie możesz dać się stłamsić.
Skoro czujesz, że nic was już nie łączy, że nie jesteś szczęsliwa to im szybciej odejdziesz tym lepiej.

Zacznij oddychać pełną piersią i znajdź w sobie siłe bo nie warto tkwić w chorym, toksycznym związku...

Powodzenia smile

23

Odp: Czy się rozstać?

Kobieto!!!Powiem ci tylko jedno musisz zacząć myslec o sobie!!!Sytuacja jest bardzo poważna....Powiem ci w prost bo taka jestem zawsze mówie co myśle powinnas go zostawic.Sytuacja będzie się tylko nasilać i pogarszać niedługo nic nie bedziesz mogła robic bez jego zezwolenia....w kncu pewnego dnia sie obudzisz z siniakiem pod okiem bo tak to sie skonczy....A jesli chcesz miec dzieci to nie z tym facetem.Jestes jeszcze młoda i masz czas ułożyc sobie życie na nowo!Tylko działaj rozsadnie i jak najszybciej staraj sie o rozwod a dostaniesz go bez problemów jesli powiesz że mąż nie chce mieć dzieki!Trzymam kciuki za Ciebie!Wiem ze to nie jest łatwe kogos zostawic ale ty powinnas to zrobic....

24

Odp: Czy się rozstać?
Eowina napisał/a:

Ona po ślubie zmieniła zdanie, a On poczuł się oszukany. I miał rację.

A może ona po ślubie po prostu dojrzała, zmieniła się? Każdy ma prawo do zmian - mam na myśli rozwój, samodoskonalenie się, więc w tym także dojrzałość. Ona poczyniła krok milowy, a on stał w miejscu użalając się nad sobą. Dla mnie to on jest winny.

25

Odp: Czy się rozstać?

W Twoich wypowiedziach Tyczko, nie dopatrzyłam się ani słowa o miłości..Co Ty w ogóle czujesz do swojego męża? Czy wiesz, co On czuje do Ciebie? Jeśli się kochacie, to musisz zawalczyć!! Rzadko faceci są skorzy do rozmów, to nie jest przypadłość, akurat Twojego męża. Poproś Go, aby Ciebie wysłuchał. Zastanów się, co chcesz, aby wiedział i spokojnie w pozytywnej aurze powiedz Mu to wszystko. Zaznacz, że nie zrezygnujesz z tego i jeśli Go kochasz dodaj, to koniecznie. Dobrze jeśli będzie wiedział, że chcesz mieć dzieci właśnie z Nim. To co się teraz dzieje między Wami ma swoją przyczynę, zastanów się jaka, to jest przyczyna i postaraj się coś z tym zrobić. Przecież tak wiele lat było inaczej... Jest też taka opcja, że Twoje uczucie do Niego zwyczajnie się wypaliło i dopiero teraz, to wszystko zauważasz. Jeśli druga opcja jest prawdziwa, to rozwód nie powinien być Ci straszny(...).

26

Odp: Czy się rozstać?

Oj, Smołka, ale Ty idealizujesz. Facet jej nie kocha, jest zwykłym egoistą, jeśli można tu mówić coś o miłości, to jego własnej. Myślisz, że jak ona mu powie, że chce z nim porozmawiać, to on się uśmiechnie, usiądą, porozmawiają i skończy się happy endem i szóstką dzieci? Niestety, nie ten typ. Tu nie ma miejsca na pozytywną aurę. Wyobraź sobie, że facet nie rozmawia z Tobą, nie sypia, nigdzie Cię nie puszcza i jeszcze do tego drze się na Ciebie. Się bierze walizkę i wyprowadza - siebie albo jego. Przyczyna o której piszesz jest jedna - jego niedojrzałość. Wiem co mówię, bo czytając posty Tyczki jakbym czytała swoje życie. Słowo w słowo, wszystko to samo. Mi też ktoś kiedyś poradził, żebym rozmawiała. I co? Każda rozmowa w "pozytywnej aurze" kończyła się moim płaczem, poniżeniem, a w najgorszym razie fizyczną agresją z jego strony.

27

Odp: Czy się rozstać?

Emilio...przykro mi, że trafiłaś właśnie na taki typ mężczyzny. Jednak nie możesz stwierdzić identyczności swojej sytuacji z sytuacją Tyczki, ponieważ zarówno Ty jak i Tyczka jesteście innymi osobowościami, i tak samo z Waszymi (u Ciebie byłym) partnerami. Poza tym jestem zdania, że ludzie się zmieniają, ich poglądy się zmieniają. Czasem bywa tak, że z grzecznego chłopczyka wyrasta łobuz. Jednego dnia Kogoś lubimy, innego dnia nie. No i jeszcze sprawa dojrzałości emocjonalnej i gotowości na dziecko. Z własnego doświadczenia wiem, że życiowe sytuacje i okoliczności w jakich się znajdujemy sprawiają, że chcemy mieć dzieci, albo nie, albo uważamy, że będziemy mieli je za kilka lat.

No i jeszcze dodam Droga Emilio, że nie wierzę, że nie walczyłaś o szczęście w poprzednim związku. Nie poddałaś się od razu, bo jak piszesz próbowałaś rozmawiać. Twój były był jednak oporny (toporny). Miejmy nadzieję, że u Tyczki okaże się inaczej. Radziłabym Jej spróbować, jeszcze kilku sposobów i dać szansę temu związkowi. Nie twierdzę, że wystarczy wyłącznie taka rozmowa. Raczej stawiam na długotrwałą, ciężką pracę.. Tyczko sama oceń czy warto i czy masz na to siłę, bo będzie to zapewne bardzo trudne.

28

Odp: Czy się rozstać?

Uważnie przeczytałam wypowiedź Tyczki i doszłam do wniosku, że jej mąż nie zmieni się, nawet pomimo jej rozmów, próśb i błagań. To egoista i tyran. On może i ją wysłucha, ale nie weźmie jej uwag do siebie. Dla niego żona jest kobietą do garów, ma siedzieć w domu i robić to czego on chce. Jeśli uparł się, że nie chce mieć dzieci to będzie się tego trzymał. Tyczka może dwoić się i troić, ale wg mnie nic nie wskóra. Jeszcze poprzez swoje naciski może zostać przez niego pobita. ja bym się takiego człowieka bała.
Powinna moim zdaniem go zaskarżyć...
Zgadzam się z wypowiedziami Emilki.

29

Odp: Czy się rozstać?

Jak to opisujesz to nuda straszna tam wieje, zero fantazji, emocji. Smutne jest to, ze w takim wypadku wiekszosc osob decyduje sie na rozstanie. Takie sytuacje nie biora sie z dnia na dzien... zaczyna sie wszystko krok po kroku, az dochodzi do takich sytuacji.
Wydaje mi sie ze w tej sytuacji ciezko samemu sobie poradzic, skoro sie do tego doprowadzilo i potrzeba by pomocy specjalisty. Tylko musi ci sie chciec walczyc o ten zwiazek, bo jest duze prawdopodobienstwo ze skoro w tym doszlo do czegos takiego, to w nastepnym bedzie dokladnie tak samo.
Zyjemy w 21 wieku i jest cala masa rozmaitych technik oddzialywania na druga osobe. Jestem przekonana o tym, ze przy odrobinie pracy mozna obecny stan odmienic. Malo tego, wrecz powinnas to zrobic, zeby nie bylo tak ze kolejny zwiazek bedzie do d.... Jesli nic z tego nie wypali, to przynajmniej bedziesz mogla sobie szczerze powiedziec, ze probowalas. Napewno podczas tych prob poznasz kilka technik na to jak rozgrzac zwiazek i po prostu urozmaicic sobie nudne zycie... a chyba warto.

30

Odp: Czy się rozstać?
Eowina napisał/a:

Znałam natomiast kiedyś parę, która jeszcze na rok przed ślubem mówiła, że żadnych dzieci nie planują. I co więcej, najgłośniej rozprawiała o tym Ona. Twierdziła, że woli hodowlę kotów czy czegoś, bo w ogóle dzieci to problem, koniec wolności itp..  Wkrótce po ślubie (ok.1,5 roku) rozwiedli się. Co się okazało? Ona po ślubie zmieniła zdanie, a On poczuł się oszukany. I miał rację.

Ja przed ślubem też z nim rozmawiałam. Wiedział, że chcę mieć dzieci i powiedziałam mu wyraźnie kilka ładnych miesięcy wcześniej, że jeśli jego zdanie jest takie, że nie chce ich nigdy mieć to nie powinnyśmy być razem. To on stwierdził, że on i, że kiedyś tam będziemy mieli. Ja na to, że nie "kiedyś tam", bo chciałabym mieć od razu po ślubie. Nie chcę czekać. Poza tym ze względu na małe problemy zdrowotne wiem, że będę miała kłopot z zajściem w ciążę, dlatego nawet lekarz sugeruje mi rozpocząć te starania jak najwcześniej. Wydawało mi się, że się dogadaliśmy. I zaraz w podróży poślubnej poinformował mnie, że nie teraz, a może kiedyś koło 40. I podawał te swoje "powody", dla których nie chce mieć, i które zupełnie mnie przeraziły.
Teraz mówi różne rzeczy, np. że jeszcze do tego nie dorosłam, że jak się zmienię to może będziemy mieli dzieci...

31

Odp: Czy się rozstać?
Smołka napisał/a:

W Twoich wypowiedziach Tyczko, nie dopatrzyłam się ani słowa o miłości..Co Ty w ogóle czujesz do swojego męża? Czy wiesz, co On czuje do Ciebie? Jeśli się kochacie, to musisz zawalczyć!! Rzadko faceci są skorzy do rozmów, to nie jest przypadłość, akurat Twojego męża. Poproś Go, aby Ciebie wysłuchał. Zastanów się, co chcesz, aby wiedział i spokojnie w pozytywnej aurze powiedz Mu to wszystko. Zaznacz, że nie zrezygnujesz z tego i jeśli Go kochasz dodaj, to koniecznie. Dobrze jeśli będzie wiedział, że chcesz mieć dzieci właśnie z Nim. To co się teraz dzieje między Wami ma swoją przyczynę, zastanów się jaka, to jest przyczyna i postaraj się coś z tym zrobić. Przecież tak wiele lat było inaczej... Jest też taka opcja, że Twoje uczucie do Niego zwyczajnie się wypaliło i dopiero teraz, to wszystko zauważasz. Jeśli druga opcja jest prawdziwa, to rozwód nie powinien być Ci straszny(...).

Tak, masz rację rozmowa z facetami jest czasami ciężka. Co ja czuję? Problem jest taki, że w tej chwili to chyba nic... poza tym, że nie potrafię odejść, jakoś tak mi go żal, nie wiem co to jest. On chyba mnie kocha (chociaż tego nie mówi), ale w trakcie tych naszych kłótni też mam wątpliwości...niemożliwe, żeby to uczucie tak szybko się wypaliło sad może po prostu naprawdę potraktowałam go przedmiotowo.

32

Odp: Czy się rozstać?
Smołka napisał/a:

No i jeszcze sprawa dojrzałości emocjonalnej i gotowości na dziecko. Z własnego doświadczenia wiem, że życiowe sytuacje i okoliczności w jakich się znajdujemy sprawiają, że chcemy mieć dzieci, albo nie, albo uważamy, że będziemy mieli je za kilka lat.

Właśnie, ale nie ma co odkładać czy planować. Mój mąż też czasami mówi, że nie chce mieć w ogóle, czasami dla świętego spokoju mówi, że jeszcze nie teraz. Ale z takim podejściem to nigdy nie będzie dobry czas na to, żeby mieć dziecko. Sytuację finansową mamy stabilną i naprawdę nie ma na co czekać. Ale on jeszcze do tego nie dojrzał, nie lubi dzieci. Wystarczy płaczące dziecko w pobliżu i już jest mocno zdenerwowany...
A jeszcze jest jedna sprawa, że on twierdzi, że nie może być wszystko tak jak ja chcę i na pytanie czemu nie będziemy mieli dzieci potrafi mi powiedzieć, że dlatego, że ja chcę je mieć. Czyli będziemy mieli jak on tego będzie chciał, żeby wyszło na jego.

Elnett napisał/a:

Dla niego żona jest kobietą do garów, ma siedzieć w domu i robić to czego on chce. Jeśli uparł się, że nie chce mieć dzieci to będzie się tego trzymał. Tyczka może dwoić się i troić, ale wg mnie nic nie wskóra. Jeszcze poprzez swoje naciski może zostać przez niego pobita. ja bym się takiego człowieka bała.
Powinna moim zdaniem go zaskarżyć...
Zgadzam się z wypowiedziami Emilki.

Wydaje mi się, że z tym biciem to raczej aż tak źle nie będzie. Widziałam go w różnych sytuacjach jak był na mnie naprawdę mocno wkurzony i do rękoczynów nigdy nie doszło.
Ale co do siedzenia w domu to właśnie tak jest. I on mi jeszcze mówi, że pracować nie muszę, ale swoje obowiązki w domu mam wypełniać, bo w tej chwili tego nie robię

I nie mam w sobie teraz tyle siły, żeby to skończyć :-(. On naszych rozmów nie traktuje poważnie, ja mówię o rozstaniu, a on że załatwi i podpisze wszystko co trzeba...

33

Odp: Czy się rozstać?
Emilia napisał/a:
Eowina napisał/a:

Ona po ślubie zmieniła zdanie, a On poczuł się oszukany. I miał rację.

A może ona po ślubie po prostu dojrzała, zmieniła się? Każdy ma prawo do zmian - mam na myśli rozwój, samodoskonalenie się, więc w tym także dojrzałość. Ona poczyniła krok milowy, a on stał w miejscu użalając się nad sobą. Dla mnie to on jest winny.

Z tego wynika, że osoby chcące mieć dzieci to osoby, które osiągnęły wyższy stopień rozwoju, dojrzałości, udoskonalenia siebie itp.? A te, które ich nie planują, tkwią w miejscu i użalają się nad sobą i są niedojrzałe? Przepraszam, ale ja tego nie kupuję. Mimo, iż mamy z mężem już jedno dziecko i zastanawiamy się nad drugim, rozumiem te pary, które rezygnują z rodzicielstwa. Tym bardziej, jeśli ustalają to jeszcze przed ślubem.
Tyczka jest w zupełnie innej sytuacji, bo to jej mąż nagle zmienił zdanie i w związku z czym ewentualny rozpad ich małżeństwa to jego wina.

34

Odp: Czy się rozstać?

Eowina skup się wyłącznie na tym, aby przekonać swojego męża do dzieci..Spraw, aby sam ich zapragnął. Pokaż Mu uroki macierzyństwa. Wyjaśnij, jak wiele miłości i radości wchodzi do domu, do związku wraz z dzieciątkiem. Jeśli na prawde pragniesz dziecka, nie powinnaś mieć z tym problemów. Życzę Ci powodzenia!!!! Najprościej jest odejść..

najprościej jest odejść, ale to tylko pozory!!! Nie wiesz czy jeszcze kiedykolwiek się zakochasz, albo czy ten, w którym się zakochasz pokocha Ciebie, nie wiesz czy nowy facet będzie chciał mieć dzieci...więc może być jeszcze trudniej:( Powalcz jeszcze o swojego Męża! Pokaż Mu troskę, opiekę, przyjaźń, aby czuł się z Tobą dobrze, aby zapragnął Cię uszczęśliwić, dając Ci dziecko. On tez je pokocha..nie ma siły!!!

35

Odp: Czy się rozstać?
Smołka napisał/a:

No i jeszcze dodam Droga Emilio, że nie wierzę, że nie walczyłaś o szczęście w poprzednim związku. Nie poddałaś się od razu, bo jak piszesz próbowałaś rozmawiać. Twój były był jednak oporny (toporny). Miejmy nadzieję, że u Tyczki okaże się inaczej. Radziłabym Jej spróbować, jeszcze kilku sposobów i dać szansę temu związkowi. Nie twierdzę, że wystarczy wyłącznie taka rozmowa. Raczej stawiam na długotrwałą, ciężką pracę.. Tyczko sama oceń czy warto i czy masz na to siłę, bo będzie to zapewne bardzo trudne.

Oczywiście że walczyłam o szczęście. Długo i wytrwale. A w między czasie byłam obrażana, poniżana itp., aż miarka się przebrała i dosłownie uciekłam przed nim z jedną walizką. Nie mówię Tyczce, że nie ma walczyć. Po prostu lepiej, by nie marnowała życia na takiego faceta, czas nie jest łaskawy dla kobiety, niech lepiej szuka kogoś, kto będzie marzył, by mieć z nią dziecko. Jeśli rzeczywiście ma problem ze zdrowiem, to nie ma na co czekać, potem może mieć wielki problem z zajściem w ciążę.

36

Odp: Czy się rozstać?

Jeśli Tyczko stwierdzisz, że miarka się przebrała, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć Ci wytrwałości(...)

37

Odp: Czy się rozstać?

Mineły 3 miesiące od kiedy założyłam ten wątek. Postanowiłam walczyć i dać nam trochę czasu. Posiadanie dzieci nie jest dla mnie priorytetem (priorytetem jest poczucie bezpieczeństwa)...
Generalnie nie zmieniło się nic :-(. Urlop spędziliśmy razem, w tym na kilka dni wyjechaliśmy z parą znajomych. Cały wyjazd był do bani (byliśmy nad morzem, a on się nie kąpie, nie opala, nie gra w piłkę, a wieczorem nie wychodzi z pokoju...). Zupełna porażka.

Później dalej bez zmian, aż do pewnego momentu. Wróciłam kiedyś z pracy późno (koło 20:00, bo po pracy byłam na zakupach), a on wpadł w furię (fakt - zakupów nie planowałam, więc nie było obiadu i jeszcze do tego kupiłam sobie coś do ubrania) i oświadczyl, że bierzemy rozwód (bo już ze mną nie wytrzyma, a ja mu powiedziałam, że ja z nim też itd.). Mówił, że pisze pozew. Następnego dnia wiedział już wszystko (ile to będzie kosztowało, w którym sądzie) i ustaliliśmy nawet, że będzie bez orzekania o winie. Powiedział jeszcze, że mam mu przelać na konto nasze wspólne pieniądze (mam założoną lokatę) powiększone o jego wkład w mieszkanie (robiliśmy remont własnymi siłami, mam go spłacić). Krzyczał, że mam się pochwalić rodzicom, bo to już koniec. Powiedziałam im (przez telefon, bo się nie widzieliśmy).
Kilka dni później widziałam się z tatą (bałam się strasznie, mama wiedziała już od czerwca jaka jest sytuacja, a on nie). Rozmawialiśmy. Powiedział mi, że  od października ubiegłego roku wiedział, że jest źle (chodziło o pewną sytuację)...zupełnie mnie zatkało. Powiedział, że mam tak tego nie zostawiać, że obojętnie co zrobimy zawsze mogę na nich liczyć, tylko, że mam coś z tym zrobić i nie zostawiać tak jak było do tej pory. Albo w jedną albo w drugą. To czy mamy się rozejść, czy może się jeszcze dogadamy pozostawił nam.
I po tym spotkaniu w weekend mieliśmy w końcu z mężem trochę czasu żeby porozmawiać (wcześniej próbowałam, ale się nie dało). Jego argumenty, moje argumenty... kłótnia straszna. Temat dzieci - powiedział, że chce je mieć (a ja w głebi duszy w tej sytuacji wcale nie chcę). Rozmawialiśmy o wszystkich "spornych kwestiach". Na końcu stwierdził, że rozwodu wcale nie chce (ale dopiero po tym, jak zapytałam czy powiedział swoim rodzicom i, że jeśli nie to ja im powiem bo powinni wiedzieć - on się rodziców bardzo boi). Nie dogadaliśmy się, nic się nie zmieniło. Tyle, że pozwu w końcu nie złożył.

Od tego czasu (a było to prawie 3 tyg temu) postanowiłam sobie, że teraz się naprawdę za to wezmę. Pomyślę, co będzie lepsze, jakie jest wyjście z tej sytuacji... i oczywiście nie zrobiłam nic. Rzucam się w wir pracy (a mam teraz bardzo gorący okres), staram się nie myśleć, żeby niczego nie zawalić i uciekam :-(. Te kilka dni, które minęły od naszej kłótni (kiedy niby definitywnie postanowiliśmy się rozwieść) do tej jednej poważnej rozmowy były bardzo trudnym okresem. Nie spałam, nie jadłam, cały czas tylko tabletki na uspokojenie (żeby jakoś zasnąć), po pracy leżałam w łóżku. Dokuczały mi nerwobóle, nie mogłam złapać powietrza, czułam, że dosłownie boli mnie wszystko... schudłam strasznie (i wszyscy to widzą, ale jak pytają to zwalam na problemy ze zdrowiem, o których wiedzą, więc teraz znajomi tylko kiwają ze zrozumieniem głowami). I teraz jak sobie pomyślę, że jak zacznę do tego wszystkiego wracać, to będzie tak samo albo jeszcze gorzej to się zwyczajnie boję. Nie mogę "nawalać" w pracy, a wiem, że to się na niej odbije...uciekam, ratujcie :-(

38

Odp: Czy się rozstać?

Tyczko, nie wołaj o ratunek, bo nikt za Ciebie nie rozwiąże Twoich problemów! Masz wsparcie od rodziców, masz na kogo liczyć, masz świadomość, że nawet gdyby się paliło i waliło, to masz dokąd iść. Na co Ty jeszcze czekasz? Uciekaj od niego i nie oglądaj się za siebie. Twój mąż to niedojrzały emocjonalnie dupek, który przy dobrych wiatrach nabierze rozumu za lat dziesiąt.
I proszę nie mów, że jesteś już stara i nie poukładasz sobie życia, bo kiedy słyszę takie rzeczy od kobiety 27-letniej to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.

39

Odp: Czy się rozstać?
Pamięć Absolutna43 napisał/a:

Tyczko, nie wołaj o ratunek, bo nikt za Ciebie nie rozwiąże Twoich problemów!.

Niby o tym wiem, a jednak ciężko tak samemu zdecydować. Łatwiej było jak niby wspólnie postanowiliśmy, że się rozstajemy. Jednak On szybko się z tego postanowienia wycofał.

Pamięć Absolutna43 napisał/a:

I proszę nie mów, że jesteś już stara i nie poukładasz sobie życia, bo kiedy słyszę takie rzeczy od kobiety 27-letniej to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.

Ok... łapię doła (co jest spowodowane nie tylko tą próbą rozstania, ale też pewną "walką" z chorobą, niegroźną, ale nie mam już siły) i wtedy takie myśli wciąż mnie dopadają. Mam kompletną pustkę w głowie hmm

Ale dziękuję za odpowiedź smile

40

Odp: Czy się rozstać?

Oj tam zaraz wspólnie. Twój mąż to tchórz i niedojrzalec, więc niczego nie postanowi. A ta gadka o rozwodzie miała na celu jedynie zastraszenie Cię. To taki szantaż emocjonalny. On powie, że się z Tobą rozwiedzie, a Ty będziesz go prosić żeby jednak tego nie robił. Trochę mu jednak pokrzyżowałaś plany, bo się zgodziłaś, więc zaraz się szybciutko wycofał. Ale dorosłym ludziom, którym zależy na związku rozwód przez myśl nie przejdzie, więc oczywistym jest fakt, że nie zależy mu na Tobie ani na waszym małżeństwie. Tylko po prostu nie chce mu się ruszyć i czegoś z tym zrobić. Zatem do listy jego negatywnych cech dołączymy jeszcze lenistwo.
Czy on cierpi tak jak Ty? Ma nerwobóle? Bierze tabletki na uspokojenie? Nie? Po co tak się męczysz? Dla siebie, bo lubisz? Czy żeby małżeństwo ratowaĆ? Krzywdzisz samą siebie tylko i kiedyś będziesz mieć o to do siebie pretensje.
Moja przedmówczyni zauważyła ważną rzecz: masz wsparcie w rodzicach, a to niezmiernie ważne. Może powinnaś spakować się i wyprowadzić do nich lub po prostu spakować mu walizki i wystawić za drzwi, gdy będzie w robocie, zmienić w tym samym czasie zamki i zaprosić rodziców do siebie na noc, bo małż pewnie wpadnie w furię kiedy to zobaczy?
Widzisz jakieś ine wyjście? Będziesz się męczyć tak jeszcze przez kilka miesięcy, a w najgorszym wypadku zajdziesz w ciążę z mężczyzną, który absolutnie, nigdy nie powinien być niczyim ojcem.

41 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-10-13 12:12:38)

Odp: Czy się rozstać?

Przede wszystkim,to nie jesteś stara!!!!!Zadbaj o siebie,wychodź.To nic strasznego.Jeśli mąż nie ma takich potrzeb,nie pozwól żeby wokół Ciebie wytworzyła się też pustka. Zobacz na spam co dzieje się,kiedy kobiety zapominają o sobie,o życiu,o swoich potrzebach i pasjach.:)

42

Odp: Czy się rozstać?

Hej potrzebuje podpowiedzi, bo nie wiem co robić...
Jestem z moim narzeczonym ponad 5 lat, od  10 miesięcy mieszkamy ze sobą mamy śliczną córeczkę, ale coś między nami się psuje, ciągle się kłócimy przeważnie o chodzi o naszą dzidzie ponieważ jest bardzo bardzo marudna czasami nie mam już sił do mojego ukochanego dziecka  przez to chodzę nerwowa, wszystko mi przeszkadza, wyrzucam chłopakowi że nic nie robi, że ciągle go nie ma jak go potrzebuję bo jest przeważnie w pracy. Przez większość dnia chodzę nerwowa, obrażona, na naburmuszona mój facet już nie ma do mnie sił a ja do niego, kłótnie są co chwile. Wyrzuca mi że nie dorosłam do dziecka, że po co się ze mną wiązał i takie tam... Dziś powiedział mi że jak się nie zmienię to się rozstajemy a ja nie wiem co robić...kocham go całym moim sercem ale inaczej wyobrażałam sobie nasze życie, może za bardzo marzyłam o nas a życie jest jakie jest, pisze na tym forum które znalazłam przypadkowo, zawsze radziłam się mojej ukochanej babci ale niestety już odeszła... a życie moje się pieprzy...może prze zemnie nie nadaje się do wspólnego życia sama już nie wiem 
może się rozstać a co z dzidzią, moim facetem który jest taki kochany i bardzo wrażliwy, chyba by tego nie zniósł a ja lepiej nie mówić... bardzo proszę o radę.

43

Odp: Czy się rozstać?

Witam mam 19 lat. jestem z chłopakiem młodszym ode mnie o rok. jestesmy ze soba ponad rok.. ostatnio bvardzo dziwnie sie zachowywal.. gdy sie z nim spotkałam i spytałam co sie dzieje powiedział ze sam nie wie ..ale przestało mu na mnie zależec bardzo mnie to zabolalo.. w tajkiej sytuacji postanowilam mu powiedziec ze potrzebuje czasu.. ze narazie nie chche sie z nim spotykac. chce by sobie wszytsko przemyslal ile dla niego znacze. nie rozumiem jak mozna tak z dnia na dzien powiedziec takie bolesne slowa. Kocham go i wiem ze on mnie tez. teraz nie odzywamy sie juz od dwoch dni ma mi dac nzac jak sobie wszytko przemysli.. bardzo sie boje tego spotkania. czy moge cos zrobic..? czy tylko czeka

44

Odp: Czy się rozstać?

nie masz na co czekać.. zostaw go, bo życie ci ucieka, na bezsensownym związku... on jest samolubny, myśli tylko o sobie! jesteś młodziutka- znajdziesz kogoś, kto zechce mieć z tobą gromadkę dzieci! to, że zabrania ci wychodzić , ładnie się ubierać itp, to kolejna rzecz, nad którą warto się zastanowić- nie jesteś w więzieniu! głowa do góry i walcz o siebie

45

Odp: Czy się rozstać?

Twoja historia troche przypomina moja, z ta tylko roznica ze my mamy dziecko. Ono nas sklonilo do slubu. Jestesmy po slubie 3 lata i tez... kompletnie nic nas nie laczy. Moj maz gdy opiekowalam sie dzieckiem wyganail mnie do pracy, gnebil gdy konczylam studia. Wciaz mnie obraza, ze nie sprzatam, ze jestem balaganiara, ze mam krzywe nogi- dokladnie kazdy powd jest dobry. Malo tego ze go nie kocam- ja go nawet nie lubie. Nienawidze sposobu w jaki mowi o kobietach - ze sa puszczalskie, ze trzeba uje lac. Cieszy sie gdy slyszy ze jego kolega bije swoja kobiete. Kilka razy mnie poszarpal. Gdyby nie dziecko juz dawno bym odeszla. Mieszkanie , w ktorym mieszkamy jest moje. Wiele razy po klotni mowilam mu zeby sie pakowa. Zawsze mowil ze tak zrobi, ale nadal sie nie wyniosl. Nie wiem co mam robic. Chyba zalapalam jaka sdepresja, wciaz chce mi sie plakac. Nic mnie nie cieszy, wybieram sie na wizyte do psychologa. Malzenstwo mnie niszczy.
Na Twoim miejscu odeszlabym od meza. Nie macie dzieci a Ty jestes jeszcze przeciez mloda. Mozesz ulozyc sobie zycie na nowo. Nie macie zobowiazan finansowych. Moze to zabrzmi nieprzyjemnie co napisze, ale mysle , ze akurat fakt nie posiadania potomstwa przemawia na Twoja korzysc. W zyciu poelniamy rozne bledy, ale zawsze mamy prawo je naprawic. I Ty tez masz prawo do szczescia. Zycze Ci tego z calego serca. Badz silna i nie daj sie unieszczesliwisc. Kazdy zasluguje na spelnienie .

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy się rozstać?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026