Mam problem tak jak część z was...
Nie wiem już, co robić, dlatego postanowiłam założyć wątek. Jestem z mężem 1,5 roku po
ślubie, mieszkamy razem 3 lata (od zaręczyn), jesteśmy razem 6 lat. Mam 27 lat.
Nasza miłość chyba się jakoś skończyła... nic kompletnie nas nie łączy poza tym, że
mieszkamy razem.
Najważniejszym problemem jest to, że mąż nie chce mieć dzieci. Oboje mamy dobrą, stałą
pracę i dach nad głową. Żadnych kredytów do spłacania, żadnych kłopotów finansowych.
Mieszkamy z dala od naszych rodzin (emigracja na studia). Ja zawsze bardzo chcialam mieć
rodzinę i dzieci, mąż o tym wiedział. Wiedział, że chcę je mieć zaraz po ślubie. I zaraz po
ślubie oświadczył mi, że dzieci mieć nie będziemy. Tzn. najpierw mówił, że albo
przeprowadzimy się do jego rodziców albo dzieci nie będzie. Teraz mówi już tylko, że nie
będziemy mieli, bo on się nie będzie poświęcał, bo ja nie będę dobrą matką (bo nie mam o
tym pojęcia, w jego ocenie chcę mieć dzieci, bo inni je mają). A ja tak bardzo chciałam
mieć dziecko, że myślałam, że nawet jakby nie chciał i "wpadlibyśmy" to ja i tak wolałabym
być samotną matką niż nie mieć dzieci. Oczywiście "wpaść" się nie da, bo mąż przestał ze
mną sypiać właśnie z tego powodu. Najpierw zdarzało nam się od czasu do czasu, od pół roku
już w ogóle...
Ciągle siedzimy w domu, nigdzie nie chce ze mną wyjść, raz na 2 tyg. jedziemy do marketu
razem po zakupy i tyle. Żadnego chodzenia po sklepach, żadnego spotykania się z
przyjaciółmi, wyjść do kina, na basen, nie jeździmy do rodziny, a jak już pojedziemy to też
siedzi w domu i nigdzie nie chce wyjść itp. Ja oczywiście sama nie mogę nigdzie iść, bo po
pierwsze jak to wygląda, w końcu mam mężą, a po drugie on mi zabrania. Prawie ze sobą nie
rozmawiamy, nie mamy wspólnych tematów, nie interesuje go jak minął mi dzień, o swoim też
nie opowiada. Denerwuje go moja praca (zarabiam trochę więcej niż on), generalnie jest masa
takich spraw, np. nie wolno mi do niego dzwonić w trakcie pracy, nie wolno mi ładnie
wyglądać...itd. On rzadko spotyka się z kumplami przy piwie, ja też z koleżankami na kawie
raz na pół roku... To tak w skrócie. Już przed ślubem zastanawiałam się czy za niego wyjść
(z trochę innych powodów, niektórzy sugerowali, żebym się zastanowiła), ale miałam marzenia
o dzieciach, rodzinie.
Pół roku temu był kryzys, zastanawiałam się nad odejściem, ale potem stwierdziłam, że nie
ma sensu, nie jestem już taka młoda, więc życia sobie na nowo nie ułożę. Ciągle tylko
siedziałam w domu, stałam przy garach (zdaniem męża tam jest moje miejsce). Jakieś 2
miesiące temu powiedziałam sobie dosyć. Miałam ochotę wyjść z koleżanką na piwo i poszłam.
Miałam jakąś służbową imprezę, też poszłam. Od tego czasu 2-3 razy w miesiącu wychodzę,
wracam po północy. Idę po prostu z kimś pogadać, nie latam po mieście, nie robię nie
wiadomo czego. Oczywiście za każdym razem proszę męża, żeby ze mną poszedł, ale on nigdy
nie chce. Ostatnio zaczął się buntować, powiedział, że mam siedzieć w domu, zabronił
wychodzić. Jak wychodzę to tylko w babskim towarzystwie, bo nie chcę, żeby znajomi
wiedzieli, że coś jest nie tak. Nie wiem co robić. Może on ma rację, nie powinnam
wychodzić, jestem mężatką...nie chcę tak żyć. Rodzina o niczym nie wie, bo jesteśmy daleko.
Z nikim o tym nie rozmawiam, bo nie chcę a może nie mam komu się wygadać...on też ze mną
nie rozmawia ![]()