Witajcie,
chciałam podzielić się z Wami moją historią. Zastanawiam się przyciągam do siebie konkretne typy osób. Nie wiem dlaczego.. być może każdy ma jakąś funkcję w życiu, jakieś specjlane zadania do wykonania. Może moim była pomoc innym i powolne niszczenie siebie?
Po bardzo trudnym, poważnym (już drugim), burzliwym związku postanowiłam stanąć na nogi. Relacja była lekko mówiąc dość wyniszczająca, niszczycielska umysł. Czułam, jak przez lata spadłam w dół, pewność siebie poniżej wszelkich norm - nie będę opowiadać szczegółów. Padłam - zwyczajnie padłam. Stwierdzona silna depresja - wdrożono leczenie.
Czułam się już nieco lepiej, zaczęłam spisywać swoje cele, plany, marzenia.
Kupiłam mieszkanie - byłam bardzo szczęśliwa... aż do czasu - okazało się, że mieszkanie kupiłam od osoby psychicznie chorej - stalkerki z zaburzeniami / schizofrenią? Dostawałam ok 300 wiadomości dziennie... od tych kompletnie bez sensu do gróźb karalnych. Leki przestały mi już pomagać, sprawa w sądzie ciągnie się już niemal 3 lata... Kolejne leki na depresję, kolejne lęki, które u mnie wystąpiły zaczęły przeszkadzać w codzienności.
Po czasie znów było lepiej... aż w końcu pojawił się mężczyzna. Nie było mi po drodze poznawać nowe osoby, tym bardziej nie wiązałam żadnych planów z ponownym wchodzeniem w związki lub chociażby randki dopóki sama nie dojdę ze sobą do ładu. Jednak znajomość z nim zaczęła być dobra dla nas obojga. Ona też był po trudnych przeżyciach.. Rozmawialiśmy codziennie, wspieraliśmy się, śmialiśmy, spotykaliśmy....
Mężczyzna ten krok po kroku sprawiał, że zaczęłam wierzyć w siebie, wspierał mnie, pomagał, dawał mnóstwo uwagi... Aż w pewnym momencie stałam się światłem. Szczęśliwa, mająca u boku mężczyznę który był dla mnie a ja dla niego. Jednak on zaczął pokazywać, że jeszcze nie wyleczył się z poprzedniego związku. Postanowiłam odczekać, on mnie wspierał po stalkerce a ja powinnam być z boku gdy będzie mnie potrzebował. Myślałam, że chodzi tylko o nią - o byłą. Po 1,5 roku już wiem, że byłam tylko... jedną z wielu. Dla mnie on był wyjątkowy - ja dla niego jedną z jego wielu wyjątków. Zauważyłam to gdy zaczął lekko brać dystans do naszej relacji - wtedy wyszło na jaw, że nie wie którą z nas chce.... Nie potrafię zakończyć tej relacji...
I wracam do punktu wyjścia z depresją u stanu krytyki.
Nie wiem co mam jeszcze napisać... nie wiem czego oczekuję... Nie wiem jak się czuję.
Potrzebowałam chyba się wyżalić.
Nie mam sił już płakać.