Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1 Ostatnio edytowany przez onomatopeja215 (2024-03-31 18:47:57)

Temat: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Dzień dobry,

jestem osobą nową na forum, ufając, że w takim miejscu jak to, uzyskam porady. Dziękuję z góry za przeczytanie i ewentualne porady. Postaram się streścić dylemat i przejść do clue.

Jestem kobietą tuż przed 30stką, która obecnie mieszka w mieście wojewódzkim, blisko miasta rodzinnego moich rodziców. Tu kończyłam studia, tu nawiązałam przyjaźnie, znajomości, związki, praktycznie tu mam całe życie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Z pozoru to niby idealnie, ale problem stanowią moi rodzice, którzy z racji bliskości do miasta wojewódzkiego w którym obecnie mieszkam, potrafią do mnie przyjeżdżać "na siłę" pod pozorem troski - a tu dokupią jedzenie jak mi brakuje (to, że nie jestem sierotą i sama potrafię zadbać o własne żywienie to do nich nie trafia) a tu coś naprawią, a tak naprawdę to chcą mnie kontrolować. Ostatnio będąc u mnie mój ojciec zaczął na siłę mi sprzątać w mieszkaniu, mimo mojego wyraźnego sprzeciwu by tego nie robił (mieszkam jeszcze na stancji, dawno jestem po studiach, obecnie pracuję). Zarówno on i matka potrafią mi mówić jakie buty mam kiedy założyć i jaką kurtkę nosić. Mam tego dosyć.

Bardzo źle się czuję, jak muszę do nich jeździć do domu (co jakiś czas wypada, ale jest to coraz rzadsze), mają pretensje, że z nimi nie siedzę, że jestem tylko w swoim pokoju. A o czym z nimi rozmawiać? Nie mam z nimi wspólnych tematów a gadanie o polityce czy różnego plotki o rodzinie mnie nie obchodzą. Z jednej strony trzyma mnie jeszcze wątpliwy sentyment i jakaś ostoja rodzinna, ale od paru miesięcy czuję, że po prostu tu nie pasuję, do ich wizji (bo nie w głowie mi śluby, dzieci itp.).

Problemem również jest to, że obydwoje nie rozumieją, że jestem już dawno dorosła, traktują mnie jak dziecko, pomimo tego, że zawsze staram się swoje zdanie powiedzieć, ale spotyka się to z olaniem mnie. Mój brat zaś starszy, ma większą siłę przebicia do nich. Nie wiem czy to ze względu na wiek (jest parę lat starszy) czy na to że jest mężczyzną a co automatycznie może wg nich znaczyć, że ma więcej do powiedzenia. Zawsze jestem spychana na boczny tor, moje zdanie mało się liczy, nieważne czy to krzykiem, czy też na spokojnie... Z zasady staram się by spokojnie z nimi porozmawiać, ale z nimi się nie da, cokolwiek chcę zakomunikować, spotyka się to z krzykiem z ich strony albo obrażaniem, jeśli mam inne zdanie od nich. Nigdy z nimi nie dało się porozmawiać na poważne tematy, sami się przyznali, że po prostu nie potrafią. A ja potrzebuję takich rodziców, którym będę mogła powiedzieć wiele, ufać im. To obecnie niemożliwe.

Być może to kwestia przyzwyczajenia ich, że zawsze jestem pod ręką i chcą mnie zamknąć w złotej klatce. Dlatego... rozważam przeprowadzkę, do innego miasta wojewódzkiego, oddalonego o 3-4 h pociągiem. By mieć święty spokój, żyć po swojemu, robić co chcę, bez ich gadania. Co ciekawe, przez telefon świetnie z nimi się dogaduję, z jakiegoś powodu gdy jestem z nimi w jednym mieszkaniu dłużej niż 1 dzień, to nie możemy ze sobą wytrzymać. Wstępnie planuję się przeprowadzić tak pod koniec sierpnia, by jeszcze spędzić ostatnie miesiące ze znajomymi, przyjaciółmi, podelektować się tym, z czego przez moich rodziców muszę zrezygnować, bo obecne miasto mi się podoba ale... nie w przypadku, gdy mam taki "nadopiekuńczy" bagaż przy sobie. Na pewno plusem również jest to, że pragnę zmiany, nie chcę wiecznie tak żyć jak teraz a będąc w obecnym mieście niestety tak będzie. W nowym mieście też mam sporo znajomych, znam to miasto na tyle ile trzeba by zacząć nową przygodę... I wiem, że Ci znajomi, przyjaciele, których mam w obecnym mieście, będą ze mną mieć kontakt nieważne gdzie bym była, wiem, że mogę na nich liczyć.

Boję się jednak trochę, że będzie mi tych znajomości, przyjaźni brakowało, bo spotykamy się dość często. Ale chyba czas, bym zawalczyła o siebie, o swoją psychikę i swój komfort.

Rodzice niby mają świadomość, że chcę zmienić miasto - matka na pewno, coś chciała mi pomóc w mieszkanie pod wynajem, ale ojciec... wzbrania się jak może, przy nim strach rozmawiać o przeprowadzce bo reaguje złością i wypiera to za wszelką cenę. Ich argumentem jest również, że "ale jak coś Ci się stanie to co zrobisz?" - jak to co, poradzę sobie, dzieckiem nie jestem i nie trzeba już nade mną skakać bo nie jestem nastolatką. Chyba sami ze mnie robią taką trochę ofiarę losu. Tak samo co bym nie zrobiła to źle - mam pracę, nawet lepiej płatną od nich (co też może uderzać w ich ego) a do tego mam możliwość pracy zdalnej - źle. Nie mam pracy - źle. Czuję, że wiecznie nie trafiam w ich schemat idealnej córeczki, którą najchętniej mieliby całe życie przy sobie. A ja tak nie chcę.

Dodam, że oszczędności swoje mam (więc w nowym mieście sobie poradzę), ze swojej wypłaty sporo odkładam. Do tej pory odkładałam na własne mieszkanie, rodzice też dokładają swoje co miesiąc i niestety jest to na ich koncie, ale teraz moje oszczędności będą szły pod przyszły wynajem mieszkania w nowym mieście (zamiast dokładać się do zbierania na mieszkanie) bo tak postanowiłam, próbuję myśleć przyszłościowo i mieć zabezpieczenie. Boję się jednak, że będą próbowali za moimi plecami kupić mieszkanie w obecnym mieście bez mojej wiedzy, bo przecież moje zdanie się nie liczy. Jestem w stanie dać sobie rękę uciąć, że myślą, że sobie w nowym mieście nie poradzę i będę ciamajdą życiową i wrócę z podkulonym ogonem do nich, żeby znów mieli kontrolę.

W domu rodzinnym nigdy nie było rodzinnej atmosfery, dlatego gdy mogę uciekam w stronę pracy (stacjonarnej), bo chociaż tam ktoś mnie doceni i pochwali... Nie wiem czy to już pracoholizm, czy próba ucieczki od tego szamba emocjonalnego, który mi zafundowali rodzice. Myślałam o terapii, ale co z tego, jeśli ja "się naprawię", to wciąż nawracającym tematem będą rodzice i ich wpływ. Normalny człowiek powinien wziąć do serca słowa, które kieruje do nich dziecko i poprawić się, ale nie oni...

Czy da się jakoś uratować tę relację z rodzicami?

Łudzę się, że kiedyś zrozumieją jak bardzo toksyczni dla mnie są. Ale może docenią wtedy dopiero, jak mnie stracą na rzecz nowego miasta. Nie wiem co robić. Z jednej strony bardzo chcę się wyprowadzić, by psychika mi odpoczęła, bym mogła być sobą na każdym aspekcie... ale z drugiej, przykro mi, że będę musiała zostawić moje poukładane życie w obecnym mieście.

Czy mieliście podobną sytuację ze swoimi rodzicami? Czy przeprowadzka może rozwiązać problem? Jedna z osób, która zna moją sytuację mówiła, że zamiast uciekać do innego miasta, powinnam załatwić sprawę z rodzicami. A ja nie mam na to siły i ochoty, bo z tego nic nie wyjdzie a szkoda mojej energii i życia, nie zamierzam całe życie im udowadniać, że jestem coś warta (a zdarzało się, że ojciec nazywał mnie debilem bez szkoły mimo, że wyuczyłam się na magistra i nie wierzył, że jestem w stanie świetnie pisać, co chwalili wszyscy byle nie on).

Wolę po prostu spełnić się w innym mieście, żyć tak jak ja chcę, być wolną. Boję się jedynie, że złapie mnie momentami w nowym mieście jakiś chory sentyment do rodziców... Nie chcę się od nich totalnie odcinać (mogliby to tak odebrać bo jak śmiem się wyprowadzić), przecież chcę mieć z nimi kontakt, ale na własnych warunkach.

Dziękuję za przeczytanie i dziękuję z góry za opinie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Onomatopejo, musisz wybrać - Ty albo oni, czyli rodzice. Na kogo stawiasz? Chyba już wiesz, teraz tylko trzeba wprowadzić plan w życie. Przeprowadzka jest znakomitym pomysłem, rozpoczniesz nowy rozdział. Na protesty rodziców nie zważaj, w ogóle ogranicz o 80 % kontakt z nimi i niewiele o sobie mów. To jedyna metoda na ułożenie sobie z nimi stosunków na Twoich zasadach. Skąd o tym wiem? Przeszłam przez coś podobnego. Jesteś samodzielną kobietą. Radzisz sobie w życiu i to Twoja sprawa co z nim robisz. Pamiętaj. Powodzenia.

3 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-03-31 22:34:57)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Może faktycznie terapia by Ci się przydała, musisz pracować nad podniesieniem swojej wartości i nad asertywnością.
Rodziców nie zmienisz, masz tak bo nigdy nie stawialas granic.
Rodzice się nie zmienią, pozwalasz za bardzo wchodzić w swoje życie.

Powinnaś wyjechać dalej, bo nie widzę w Tobie potencjału do zmian, będąc za blisko z rodzicami, rodzice mają tendencje do rządzenia dzieckiem choć dawno jest dorosłe, jeśli nie protestuje.
Twoje zdanie od małego było tłamszone, więc się nie dziwię, że tak Ci zostało i ciężko będzie Ci to zmienić,  zmiany musisz zacząć od siebie.

4

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
szeptem napisał/a:

Onomatopejo, musisz wybrać - Ty albo oni, czyli rodzice. Na kogo stawiasz? Chyba już wiesz, teraz tylko trzeba wprowadzić plan w życie. Przeprowadzka jest znakomitym pomysłem, rozpoczniesz nowy rozdział. Na protesty rodziców nie zważaj, w ogóle ogranicz o 80 % kontakt z nimi i niewiele o sobie mów. To jedyna metoda na ułożenie sobie z nimi stosunków na Twoich zasadach. Skąd o tym wiem? Przeszłam przez coś podobnego. Jesteś samodzielną kobietą. Radzisz sobie w życiu i to Twoja sprawa co z nim robisz. Pamiętaj. Powodzenia.

Oczywiście, że stawiam na siebie. Obawiam się tylko, że nieważne gdzie bym wyjechała, to i tak będzie ich wpływ... Raz mi powiedzieli, że przestaną tak na mnie zwracać uwagę jak będę miała męża i dzieci, bo wg ich logiki "ich obowiązki przejmie mąż". Głupie, co? Dzięki za podniesienie na duchu i utwierdzenie mnie w tym, co planuję zrobić.

wieka napisał/a:

Może faktycznie terapia by Ci się przydała, musisz pracować nad podniesieniem swojej wartości i nad asertywnością.
Rodziców nie zmienisz, masz tak bo nigdy nie stawialas granic.
Rodzice się nie zmienią, pozwalasz za bardzo wchodzić w swoje życie.

Tak, to prawda, że muszę nad tym pracować. Niestety od dziecięcych lat rodzice zabijali we mnie poczucie własnej wartości. A z asertywnością też mam problem, wiem...
Sądzisz, że terapia może mi pomóc w stawianiu granic? Czy to nie jest za to za późno?

wieka napisał/a:

Powinnaś wyjechać dalej, bo nie widzę w Tobie potencjału do zmian

Rozwiniesz proszę? Jestem ciekawa, co masz dokładnie na myśli.

5 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-04-01 09:23:57)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Znaczy, że nie jesteś w stanie zmienić nic jakbyś była na miejscu, bo to Cię przerasta.

Nie wiem czy by pomogła terapia, bo się na niej specjalnie nie znam, wiem tylko, że jednym pomaga, drugim nie bardzo.
Musiałabyś spróbować.

Ja pomyślałam, wręcz przeciwnie do Twoich rodziców, jakbyś miała swoją rodzinę, to jeszcze częściej by byli ze swoją pomocą i radami, bo i problemów byś miała więcej, więc nie wiem jak mąż by to zdzierżył.
Oni nie mają swojego życia, tylko żyją dziećmi, już wyobrażam sobie jak jedno umrze, to drugie w ogóle samo nie będzie umiało żyć.
Nie wiedzą też, że dzieci wychowujemy dla świata nie dla siebie, a jak już to w dużo mniejszym stopniu.

Dlatego spróbuj coś zmieniać tu na miejscu, zacznij mówić nie i bądź konsekwentna, zobaczysz czy Ci wyjdzie
Ale musisz wprost porozmawiać z rodzicem z którym lepiej się dogadujesz, postaw granice i się tego trzymaj.
Jeśli dasz radę, to jest szansa, że może uda się , ja w to wątpię, bo wiem choć nie z autopsji, jak silne są te wasze wzajemne uzależnienia.
Zawsze będą Cię wpędzać w poczucie winy, więc kontakt powinnaś ograniczyć, nawet postawić ultimatum.

Terapia powinna pomóc w pracy nad podniesieniem swojej wartości, on line porozmawiaj z psychologiem, zapytaj czy Twój przypadek poddaję się terapii, jaka jest szansa.

6

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
onomatopeja215 napisał/a:

(...)

Dziękuję za przeczytanie i dziękuję z góry za opinie.

Zgodnie ze starym przysłowiem "Do tanga trzeba dwojga." Z jednej strony nadopiekuńczy rodzice, którzy od lat, dla własnych korzyści, ubezwłasnowolniają Ciebie, z drugiej strony Ty, podporządkowana - jednak - rodzicom, niezdolna do stanowczego postawienie granic i ich egzekwowania.

Chcesz, by rodzice się zmienili. Daj im szansę i zmień swoje myślenie i zachowanie wobec nich.
Swoje myślenie, bo niezależnie od tego, jak daleko się wyprowadzisz, rodziców zabierzesz ze sobą - w swej głowie, ciągle zastanawiając się nad tym, czy jesteś już samodzielna psychicznie, czy oni zaakceptują Twoje wybory, czy możesz - będąc niemal trzydziestolatką - traktować ich nie jako tych, którzy Cię spłodzili i urodzili, lecz jako partnerów.
Swoje zachowanie, bo widząc że rodzice nic nie robią sobie z Twych próśb ulegasz im, a jedynym rozwiązaniem jest dla Ciebie kolejna ucieczka.

Masz niespełna trzydzieści lat. Wstań z kolan, zachowuj się adekwatnie do metryki i zdecydowanym krokiem idź na terapię.

7

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
wieka napisał/a:

Znaczy, że nie jesteś w stanie zmienić nic jakbyś była na miejscu, bo to Cię przerasta.

(...)

Oni nie mają swojego życia, tylko żyją dziećmi, już wyobrażam sobie jak jedno umrze, to drugie w ogóle samo nie będzie umiało żyć.
Nie wiedzą też, że dzieci wychowujemy dla świata nie dla siebie, a jak już to w dużo mniejszym stopniu.

Podświadomie, tak w głębi duszy to sama nie chcę żyć w obecnym mieście, nie chcę mieć po prostu blisko rodziców bo to dla mnie destrukcyjne i chcę w końcu coś zrobić dla siebie a nie dla nich, być może mnie to przerasta, ale nie mam siły całe życie walczyć o to by oni coś zrozumieli. Zdecydowanie wolę pójść własną drogą, bo duszę się z każdym dniem jak tylko mam świadomość, że jestem ich blisko. Nie chcę za nic. Marzę, by wszystko rzucić w cholerę i zacząć od nowa, z czystą kartą. Na miejscu nic nie zmienię, bo dla nich to znak, że jestem blisko i mogą mi robić "wjazdy" na chatę. Powiem więcej - rok mieszkałam w innym mieście i czułam się świetnie nie mając ich obok, nie czułam ich oddechu na sobie i o wiele lepiej mi się spało i w ogóle funkcjonowało.

Zaskakująco masz rację co do tego drugiego, że nie mają własnego życia, bo nie mają. Żyją schematycznie do bólu i nie mają co robić, więc lubią zatruwać życie i mi i mojemu bratu, chociaż jemu zdecydowanie mniej. Ich argumentem jest również to że INNE DZIECKO BY SIĘ CIESZYŁO, ŻE DOSTAJE JEDZENIE PO CO MASZ WYDAWAĆ WŁASNE PIENIĄDZE. Tylko, że ja już dzieckiem dawno nie jestem...

Wielokropek napisał/a:

Masz niespełna trzydzieści lat. Wstań z kolan, zachowuj się adekwatnie do metryki i zdecydowanym krokiem idź na terapię.

Dziękuję za trochę zimny kubeł wody, w głębi duszy czuję, że powinnam właśnie pójść, ale może brak mi było trochę odwagi i łudziłam się, że samo coś się zmieni. Przykre, że trzeba płacić kasę za to by naprawić to, co rodzice rozwalili w psychice dziecka.

Dziękuję dziewczyny za wyrażenie swojego zdania. Dobrze jest spojrzeć na to z innej perspektywy.

8

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

"Powiem więcej - rok mieszkałam w innym mieście i czułam się świetnie nie mając ich obok, nie czułam ich oddechu na sobie i o wiele lepiej mi się spało i w ogóle funkcjonowało."

Dlaczego więc wróciłaś?

9

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
onomatopeja215 napisał/a:

(...) w głębi duszy czuję, że powinnam właśnie pójść, ale może brak mi było trochę odwagi i łudziłam się, że samo coś się zmieni. (...)

NIE.
Żadne "powinnam".
Możesz zdecydować się na terapię, możesz zdecydować się, że z niej nie skorzystasz. Decyzja, jakąkolwiek podejmiesz, i jej konsekwencje należą do Ciebie. Możesz być pewna, że terapeuta nie przejmie odpowiedzialności za Twe wybory.


Swego czasu, gdy na forum można było w swym profilu stworzyć sygnaturę, moja była taka:

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

10 Ostatnio edytowany przez onomatopeja215 (2024-04-01 10:31:20)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
wieka napisał/a:

"Powiem więcej - rok mieszkałam w innym mieście i czułam się świetnie nie mając ich obok, nie czułam ich oddechu na sobie i o wiele lepiej mi się spało i w ogóle funkcjonowało."

Dlaczego więc wróciłaś?


Byłam świeżo po studiach i to była moja bardzo spontaniczna decyzja, racjonalnie nieprzemyślana co skutkowało tym, że nie umiałam się tam na dłuższą metę utrzymać, do tego to były czasy początku covida. Już chyba wtedy czułam, że nie chcę być z nimi dłużej tak blisko, ale nie miałam finansowego pokrycia na dłużej niestety i obiecałam sobie, że wrócę do obecnego miasta sobie "dorobić", by w końcu mieć zaplecze finansowe by spróbować drugiego podejścia na wyprowadzkę do nowego miasta, tak już na stałe.


Wielokropek napisał/a:

Możesz zdecydować się na terapię, możesz zdecydować się, że z niej nie skorzystasz.


Masz rację, to moja decyzja, jasna i klarowna. Chyba już nie czas na półśrodki... I jak tak teraz myślę, chyba naprawdę potrzebuję tej terapii. Bo chcę się uratować, bo coraz gorzej ze mną. Ale dam radę.

11 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-04-01 10:42:56)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Powodzenia smile

12

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
Harry Stack Sullivan napisał/a:

Psychoterapia to rozmowa dwojga ludzi, z których jeden boi się bardziej.

Determinacji życzę. smile

13

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Dziękuję za wiarę, pozwolę sobie odezwać się tu za jakiś czas. Mam nadzieję, że już z nowego miejsca i po zaczęciu terapii. smile

14

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Z jednej strony uważam, że to jest bardzo dobra decyzja a z drugiej strony, wydaje mi się, że jak zaczniesz uciekać to już nie skończysz. Chodzi o to, żeby umieć postawić na siebie, postawić granice, powiedzieć nie rodzicom. Od rodziców nie ma co wymagać zmiany, czy czegokolwiek co byś chciała. Tego się nie da zmienić, zwykle rodzice nie rozumieją.
Rzeczywiście terapia może być w jakimś sensie pomocna, ale wg mnie najlepiej grupowa.
Jednak najważniejsze, że masz wolę walki o siebie, jakkolwiek ale chcesz się od nich odciąć więc to i tak dobrze wróży, że nie poddajesz się i nie zloscisz się tylko działasz. Za każda decyzję trzymam kciuki i jestem ciekawa jak Ci poszło, idzie i jak się masz. Daj znać za jakiś czas.

15

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Postaw sprawę jasna, jak trzeba zmień zamki, kup słuchawki, może wystarczy
U mnie też nadopiekuńczość matki i babki sporo zmieniła...
1800km musiałem wyjechać, żeby swoje mysli zaczac slyszec bez zadnych autosugestii.. mieć jako tako spokój.

16

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Ja nienawidze kontroli i wpierdzielania sie dlatego tez juz jako nastolatka wiedzialam, ze chce mieszkac jak najdalej od rodziny, tak ,zeby pomysleli sto razy zanim straca kase na paliwo,tudziez w moim przypadku na podroz samolotem. I jest fajnie raz na kilka lat rodzinka przyleci i mam spokoj, a kontakt telefoniczny mozna zawsze utrzymywac. Takze dla autorki rada wyprowadzka jak najdalej to mozliwe

17

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
Karmaniewraca napisał/a:

Chodzi o to, żeby umieć postawić na siebie, postawić granice, powiedzieć nie rodzicom.

(...)

Jednak najważniejsze, że masz wolę walki o siebie, jakkolwiek ale chcesz się od nich odciąć więc to i tak dobrze wróży, że nie poddajesz się i nie zloscisz się tylko działasz. Za każda decyzję trzymam kciuki i jestem ciekawa jak Ci poszło, idzie i jak się masz. Daj znać za jakiś czas.


Chciałabym się tego nauczyć właśnie na terapii, bo nawet jak grzecznie ale i stanowczo mówię coś, mówię wprost, próbując stawiając granice ale i tak nic to nie pomaga bo to i tak jak grochem o ścianę. wink

Tak, nie jestem taka by się wiecznie złościć i nic nie robić. Raczej przekuwam to w determinację. Oczywiście, dam znać za jakiś czas, pewnie jak już będę w nowym mieście i z nową perspektywą i nowym umysłem.


5i5kiN napisał/a:

1800km musiałem wyjechać, żeby swoje mysli zaczac slyszec bez zadnych autosugestii.. mieć jako tako spokój.

Podziwiam, to dość odważne, ale święty spokój jest bezcenny.


JuliaUK33 napisał/a:

Takze dla autorki rada wyprowadzka jak najdalej to mozliwe

Te 3-4 h pociągiem jest dla mnie optymalne, przynajmniej nie będzie przyjazdów co chwilę i manii kontrolowania. wink

18 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2024-04-02 15:52:10)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Chcesz, żeby rodzice mieli mniejszy wpływ na twoje życie, więc wybierasz miasto do życia pod dyktando tego jak w nim będą wyglądać relacje z twoimi rodzicami? To nie ma sensu.
Jak masz przyjaciół tutaj, dobrze sie czujesz to zostań. Jak ci coś nie odpowiada to się przeprowadz. Ale nie przeprowadzaj się bo tak cię zmuszają rodzice swoim dziecinnym zachowaniem smile Nie możesz podejmować wazanych życiowych decyzji tylko pod kątem relacji z rodzicami pomijając wszystkie inne aspekty życia.
Polecam odciąć rodziców emocjonalnie. Nie opowiadaj ile zarabiasz, jak pracujesz(zdalnie/stacjonarnie) jakie masz plany na przyszłość (przeprowadzka itp). Przyjedz do nich raz na pół roku porozmawiaj o przepisie na mazurka i meczach polskiej reprezentacji i już, koniec wizyty jedziesz do siebie. Oni oceniają ciebie i wchodzą w twoje życie z butai bo sama im się ciągle ze wszystkiego spowiadasz. Przestań.
Na pytanie co u ciebie, zamiast odpowiadać, że super się cieszysz że w pracy zdazylo sie X, że zarabiasz Y i poznałas ostatnio Z zwyczajnie odpowiedz "wszystko dobrze. a co u was?". To wszystko. Już są odcięci od możliwości oceniania ciebie, analizowania twojego życia i życia twoim życiem. A jak przyjada na nieproszoną wizyte i zadzwonią do ciebie że są w okolicy to odbierz telefon i powiedz, że akurat wyjechałaś do koleżanki i wracasz jutro. Jak coś przywieźli to niech zostawią u sąsiadki i potem odbierzesz. Decyzje o wizycie podejmujesz za nich. Nie chcesz się widzieć, więc się nie widzicie, bo już masz wymówkę gotową. Nawet jak w tym czasie będziesz sobie siedziała w pokoju u siebie i nie masz żadnych planów. Wystarczy postawić opór, okłamac ich, poprosić współlokatorke, żeby otworzyła im drzwi i udawała że ciebie nie ma w mieszkaniu i ze nie życzy sobie żeby wchodzili do środka(skoro płaci czynsz to ma prawo wink ). Zaplanuj sobie np ze poświęcasz im max godzine tygodniowo na rozmowy telefoniczne. I jak dzwonią do ciebie to z zegarkiem w reku liczysz ile trwa rozmowa i kiedy godzina jest przekroczona i chcą rozmawiać dłużej mowisz im ze masz wstawione pranie, umowione spotkanie więc musisz kończyć i sie normalnie rozłączasz.  Zaplanuj sobie że odwiedzasz ich max raz na 2 miesiące. I choćby się waliło i palilo i mieli do ciebie słać 100 SMSów z pytaniami kiedy bedziesz to konsekwentnie mówisz że tylko raz za 2 miesiące przyjedziesz i już. Sama ustaw sobie zasady ile czasu im poświęcisz i kiedy i sama to od nich wyegzekwuj. 
Twoim największym problemem jest to że mimo iż twoi rodzice nie postępują fair wobec ciebie (traktuja cie jak małe dziecko mimo że jesteś dorosła kobietą) to ty nadal chcesz być przed nimi transparentna, miła, grzeczna i czekasz na ich aprobate. A wystarczy zrobić zdecydowany i konsekwentny bunt. Liczysz na to że wystarczy z nimi pogadać, a oni sami zaczna sie zachowywać tak jak chcesz i tak jak jest dobre dla ciebie, tylko że oni od X lat nie chcą tego zrobić.
Ogolnie nie masz choćby nikłej zdolności manipulacji, czy naginania zachowania innych ludzi do swoich oczekiwań. Warto sie tego nauczyć, bo pewnie w związkach z facetami bedziesz się zachowywać równie biernie i bezwolnie, nie stawiając żadnych granic czy oczekiwań.
Obawiam się też, że na terapi odetniesz się od rodziców, ale uzależnisz od aprobaty terapeuty. Teraz jemu będziesz się spowiadac z każdego oddechu i czekać aż ci potaknie i pochwali, za dobre sprawowanie.

19 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2024-04-02 17:58:30)

Odp: Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)
onomatopeja215 napisał/a:
Karmaniewraca napisał/a:

Chodzi o to, żeby umieć postawić na siebie, postawić granice, powiedzieć nie rodzicom.

(...)

Jednak najważniejsze, że masz wolę walki o siebie, jakkolwiek ale chcesz się od nich odciąć więc to i tak dobrze wróży, że nie poddajesz się i nie zloscisz się tylko działasz. Za każda decyzję trzymam kciuki i jestem ciekawa jak Ci poszło, idzie i jak się masz. Daj znać za jakiś czas.


Chciałabym się tego nauczyć właśnie na terapii, bo nawet jak grzecznie ale i stanowczo mówię coś, mówię wprost, próbując stawiając granice ale i tak nic to nie pomaga bo to i tak jak grochem o ścianę. wink

Tak, nie jestem taka by się wiecznie złościć i nic nie robić. Raczej przekuwam to w determinację. Oczywiście, dam znać za jakiś czas, pewnie jak już będę w nowym mieście i z nową perspektywą i nowym umysłem.


5i5kiN napisał/a:

1800km musiałem wyjechać, żeby swoje mysli zaczac slyszec bez zadnych autosugestii.. mieć jako tako spokój.

Podziwiam, to dość odważne, ale święty spokój jest bezcenny.


JuliaUK33 napisał/a:

Takze dla autorki rada wyprowadzka jak najdalej to mozliwe

Te 3-4 h pociągiem jest dla mnie optymalne, przynajmniej nie będzie przyjazdów co chwilę i manii kontrolowania. wink

Od kiedy jestes pelnoletnia to masz pelne prawo wyprowadzic sie dokad chcesz UWAGA nawet nie posiadajac srodkow do zycia. To jest bardzo smutne ,ze tak duzo doroslych  zarowno kobiety jak I mezczyzni, ktorzy juz dawno powinni sami stanowic o swoim.losie sa uzaleznieni od rodzicow. A rodzice zwlaszcza matki tez sie powinny nauczyc "odrywac pepowine",bo nie ma NIC gorszego dla doroslego dziecka niz kontrolujacy, i nadopiekunczy rodzice. Dzieci to nie jest nasza rodzicow wlasnosc my je wychowujemy po to,by przez wszystkie lata niepelnoletnossci uczyc ich zycia,co dobre a co zle,a pozniej te dzieci,gdy osiagaja    pelnoletnosc z cala ta wiedza biora odpowiedzialnosc rowniez te prawna za swoje zycie. My juz nie mamy prawa im zabraniac wyprowadzki, ani wyjazd za granice ,ani slubu z kim chca,ani nie mamy prawa wybrac im pracy czy kierunku studiow-bo dzieci nie sa nasza wlasnoscia, dzieci maja isc w swiat z tym czego sie od nas nauczyly, a nie przy nas siedziec cale zycie i byc od nas uzaleznieni od naszej kontroli

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Toksyczni, nadopieuńczy rodzice - czy to ma jeszcze sens? (długi post)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024