Witam, zaczynam sie powoli uzalezniac od forów... Nie mam komu sie wygadac i jestescie chyba obecnie jedynymi osobami, które moga mi cos obiektywnie doradzić. Otóż jestem z chłopakiem 1.5 roku. Na początku było wręcz sielankowo, starał się bardzo. Robił dla mnie romantyczne kolacje, na moje 18te urodziny zebrał moich przyjaciół i o 12 w nocy weszli do mojego domu śpiewajac sto lat. Do czasu gdy z nim nie byłam nie wierzyłam w miłosc, dopiero z nim poczułam jej smak. Zamienił mnie z zimnej suki w głupią romantyczkę. Od mniej więcej pół roku wydaje mi się, że czar prysł. Oczywiście dostaje jakies prezenty na urodziny czy gwiazdkę, ale poza tym nie wykazuje żadnej inicjatywy. Nie twierdzę, że chce masy prezentów i wtedy będę szczęśliwsza... On sam mnie nauczył oczekiwać na niespodzianki z jego strony- kwiatka, romantyczny wieczór, cokolwiek. Teraz jednak nie ma z tego nic. Nie zrozumcie mnie źle... I nie piszcie, że sama oczekuje prezentów, a nic nie robię w zamian. Otóż robie! Na gwiazdkę dałam mu prezent i dodatkowo zaplanowałam cały dzień pełen niespodzianek i co? Nie przyjechał bo mu sie nie opłacało, a za to ja musiałam jechac do niego. Stwierdził, że tak bedzie lepiej. Na walentynki przez kilka dni szykowałam własnorecznie robiony prezent, a on? Nic, obejrzelismy film na komputerze. Na rocznice poza prezentem zrobiłam prezentację ze zdjęciami- nie obejrzał jej przez 2 dni bo musiał pograć w grę. W walentynki mieliśmy poważną rozmowę. Popłakałam się, wykrzyczałam mu, że ja sie staram i w zamian oczekuje tego samego. Kiedyś potrafił być czarujący, a teraz skoro już mnie ma nie wykazuje żadnej inicjatywy. Obiecał poprawę. Z obietnicy jednak nic nie wyszło. Do tej pory nic, zero inicjatywy... Ostatnio mu delikatnie przypomniałam o tamtym i obiecał mi, że w tym tygodniu dla mnie cos wymysli, że sie poprawi (mamy na studiach tydzien wolny). Stało się jednak tak, że tydzien temu skręcił kostkę. Mimo wszystko wczoraj był na imprezie, gdzie podobno przez chwilę nawet tańczył, jutro robi sobie z kolegami posiadówkę. Zastanawiam się czy jezeli do niedzieli nie wywiaże się z tej kolejnej obietnicy to słusznie postąpie robiąc mu wyrzuty? Dla innych ma czas, a dla mnie nie? tak chyba nie powinno być... Mnie naprawdę to męczy. Zwłaszcza, że ostatnio ciągle się sprzeczamy, obrażamy... Nieustannie panuje napięta atmosfera. Powiedział mi, ze wydaje mu się, że nie jestem szczęśliwa w związku. I chyba ma rację, kiedyś byłam wesołą, zwariowaną dziewczyną, a obecnie zachowuje się jak jakieś EMO! Mimo wszystko muszę dodać, że kocham go bardzo, on mnie chyba też... Aczkolwiek przez wiele sytuacji, nie wiem co jest prawdą, a co nie. Boje sie go stracić, ale z drugiej strony czuję, że się wypalam w tym związku, idzie mi gorzej z nauką i psychicznie jest dużo gorzej. Wszystkiego się czepiam, jestem zołzą:) Wyolbrzymiam?!
p.s jeżeli doszukacie się jakichkolwiek błedów, albo tekst jest niezrozumiały to wybaczcie, ale piszę to pod wpływem emocji... Ciężko jest kontrolować wtedy ortografię czy też gramatykę.