Witajcie,
od jakiś 5 lat mam problem, który wykańcza mnie psychicznie. Mam nadzieję, że chociaż tutaj uzyskam jakąkolwiek pomoc/wsparcie.
Od około 5 lat jestem poważnie zauroczona w chłopaku, który mieszka w tym samym bloku. Najbardziej absurdalne jest to, że chłopak ten jak wynika z moich obserwacji, również od dobrych kilku lat coś do mnie ma. Nie wiem dokładnie, kiedy z jego strony to się zaczęło, ale już we wczesnym dzieciństwie zaczął mnie obserwować/popisywać się jak gdzieś mnie zobaczył. Pamiętam, że wtedy pomyślałam sobie, że pewnie uważa (jak wtedy 90% moich rówieśników), że jestem dziwna. I zresztą mu się nie dziwiłam, bo w sumie nadal jestem dosyć specyficzną osobą. Jakieś około dwa lata później zorientowałam się, że jednak coś jest na rzeczy. Zaczął wystawać pod moją klatką, mówić "dzień dobry" mojej babci, natarczywie się patrzeć, by zwrócić na siebie uwagę. Nigdy jednak się nie odezwał, do tej pory nie usłyszałam nawet z jego strony zwykłego "cześć". Przez te jego zagrywki okropnie się nakręciłam i pomyślałam, że rzeczywiście mogę mu się podobać. I przez to wszystko on mi się spodobał. Do tego stopnia, że popadłam w obsesję. Fajnie, tylko że to trwa do tej pory, kiedy oboje jesteśmy już dorosłymi ludźmi. I to wykańcza mnie psychicznie. Kiedy spotkam go gdzieś przypadkowo, na drugi dzień na przemian złoszczę się albo płaczę, nie radzę sobie z tym. Tłumaczę sobie, że nic z tego nie będzie, że co z tego, że nadal się na mnie patrzy, skoro i tak nigdy między nami nic nie będzie. Robię sobie niepotrzebną nadzieję, której nie potrafię się w żaden sposób pozbyć. Na dodatek ostatnio sytuacja stała się wyjątkowo niezręczna -on chyba zorientował się, że to zauważam i w konsekwencji zaczął mnie ignorować. W sumie to ja na początku też go ignorowałam, bo nie wiedziałam, co zrobić i czułam się niezręcznie. Teraz jest jeszcze gorzej ; na tyle, że boję się wyjść z domu, bo mam obawy, że gdzieś go spotkam i nie wiem, jak zareaguję. Postanowiłam, że będę zachowywać się neutralnie - żadnych min, spojrzeń, po prostu pełna obojętność tak jak dawniej. Ogólnie chłopak kiedyś (podobno) był bardzo nieśmiały, ale teraz myślę że wręcz przeciwnie - ma kilku znajomych, kolegów, nawet koleżanki, z którymi rozmawia bez żadnego skrępowania. Nie wiem też, co takiego on we mnie zobaczył - jestem zwykłą, a na dodatek okropnie nieśmiałą dziewczyną, która jest introwertykiem i ma problemy z nawiązywaniem znajomości. Jestem niemal totalnym przeciwieństwem dzisiejszych nastolatek. Chciałabym chociaż przestać choć trochę się tym obchodzić, mieć nadzieję, że jak nie ten, to inny i tak dalej, ale nie jestem w stanie. Ciągle siedzi mi w głowie. Zazwyczaj gdy nie mam o czym myśleć, to myślę raczej o nim. W zależności od tego, czy mam więcej na głowie, czy mniej bardziej intensywnie lub słabiej. Przez ostatnie pół roku było ze mną trochę lepiej, bo coraz rzadziej o nim myślałam i miałam wrażenie, że mi przechodzi, ale teraz widuję go średnio co drugi dzień i wszystko się nasila. Śni mi się co kilka dni. Jak nigdy dotąd odnoszę wrażenie, że ulatuje ze mnie życie.