Moja prawdziwa historia. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja prawdziwa historia.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez Thrillisgone (2022-11-28 02:50:26)

Temat: Moja prawdziwa historia.

Zacznijmy od tego ,że piszę to po prostu w celu "wygadania się".
Jestem 24 letnim facetem.
Zacznijmy od tego że mam pewien problem... nie umiem się odkochać w swojej byłej z którą notabene sam zerwałem z powodów które opiszę poniżej.(w skrócie ale no tak)
ok zaczynamy.
Byłem w związku który trwał 4,5 roku.
Myślałem już zdecydowanie poważnie nad naszą wspólną przyszłością.(wiecie zaręczyny itp).
Przeszliśmy dużo przez ten okres naprawdę, jednak zawsze okazywaliśmy sobie wsparcie. Tak myślałem mimo opinii ludzi z zewnątrz  którzy twierdzili że jednak zachowuje się wobec mnie źle.
Usprawiedliwiałem jej zachowania chorobą o której dowiedziała się w trakcie naszego związku (nie psychiczną). Widziałem że się zmienia i inaczej patrzy na życie
W każdym razie trwałem i próbowałem dawać  z Siebie tyle ile mogłem. Oczywiście nie mogę stwierdzić że byłem ideałem lecz nie mogę sobie zarzucić nic tak naprawdę złego.

Kupiłem  pierścionek badałem teren ale w tym samym czasie zaczęły się dziwne zachowania po prostu czułem że coś jest nie tak.
Mieliśmy poważną rozmową ustaliliśmy że spróbujemy poprawimy bla bla bla iiii przechodząc do sedna.
W noc "poważnej rozmowy" upiła się u znajomych wstała w nocy wymiotować. Odruchowo sprawdziłem godzinę na jej telefonie w tym samym czasie ktoś przysłał jej wiadomość( miałem twarz od razu się wyświetliła) Nie wytrzymałem napięcia i musiałem sprawdzić o co w tym chodzi. Zobaczyłem niestety albo stety wiadomości z jakimś typem które wskazywały na jedno. Wtedy moje życie legło w gruzach. Zobaczyłem tylko część weszła do pokoju wyszarpując mi telefon.
Mówiła że poznała go na wyjściu z koleżanka smile  (wtedy przypomniałem sobie że wrociła spooro poźniej niż deklarowała podczas nocy jednak w sumie nie zwróciło to mojej uwagi) i to tylko wiadomości  nic takiego. Wyszedłem z mieszkania  przespałem się pojechałem w swoje miejsce. Przemyślałem i stwierdziłem że chce zobaczyć wszystkie wiadomości wtedy tylko uwierzę i będę w stanie zaufać. Najpierw zgoda jak najbardziej jednak po godzinie powiedziała że go zablokowała i usuneło wszystkie wiadomości niby przypadkowo. Głupi i tak wybaczyłem. Trwałem w tym jeszcze 3 miesiące. Nie myliłem się nie byłem w stanie ufać. Męczyły mnie okropne myśli gdy próbowałem z nią o tym rozmawiać spotykałem się z ogromną bulwersacją(szałem).
Musiałem to zakończyć mimo tego że wiedziałem że ją kocham.

Minęło  4 miesiące dalej ją kocham. Nie chce mi się nawet pisać z dziewczynami.
Dodam że przed tą osobą w moim życiu było dużo krótszych dłuższych znajomości.
Najprawdopodobniej w życiu zakochałem się raz i czas nie zagoi niczego.


Przepraszam za chaos, styl i interpunkcje.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja prawdziwa historia.

Nie masz racji.
Oczywiście, że się zakochasz kolejny raz, spokojnie. 4 miesiące to krótko, trzeba swoje odcierpieć. Wszystko z czasem przejdzie. Przecież nie musisz się z kimś innym umawiać już teraz.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Zbieram Przegrywów jak Pokemony.

3

Odp: Moja prawdziwa historia.

"Ciało puszczone w ruch raz puszczać się będzie cały czas". Masz 24 lata jesteś na progu początku życia, po prostu ją olej i poszukaj jakiejś innej która  naprawdę będzie Toba zainteresowana.

4

Odp: Moja prawdziwa historia.

Uwierz mi, że jeszcze się zakochasz. smile Nawet będziesz śmiał się ze swoich obecnych słów. Ta dziewczyna stanie się wspomnieniem, nie będziesz sobie mógł przypomnieć dlaczego dokładnie ją kochałeś. Bedzie inna kobieta, a Tobie będzie się wydawało że kochasz po raz pierwszy tak mocno.

Po prostu musi upłynąć czas. Nawet kilka lat. 4 miesiące to jest NIC smile

5 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-11-28 11:03:16)

Odp: Moja prawdziwa historia.

Ciesz się, że stało się teraz to, co było nieuniknione, wygląda mi na borderkę, a te potwornie uzależniają i bez terapii ciężko Ci będzie uwolnić się od tej toksycznej miłości.

6

Odp: Moja prawdziwa historia.

Jesteś młody, wydaje ci sie że to koniec świata.
ale tak nie jest.
Zapomnisz o niej i zakochasz sie w jakiejś wartościowej kobiecie.

Zgred

7

Odp: Moja prawdziwa historia.

Chodzi właśnie o to szukanie. Czuję się samotny, jednak nie umiem spojrzeć na inną dziewczynę.  Chyba macie rację czeka mnie terapia...

8

Odp: Moja prawdziwa historia.

ty tak serio? terapia z powodu takiej pierdoly?

9

Odp: Moja prawdziwa historia.
blueangel napisał/a:

ty tak serio? terapia z powodu takiej pierdoly?

A dlaczego nie? Jeżeli czuje, że potrzebuje to kim jesteś, żeby oceniać czy głupota czy nie?
Są jakieś rzeczy za głupie na terapię? Człowiek powinien wcześniej poddać się ocenie?

Daj spokók Blue, nie jesteś głupia...

Ja kiedyś poszłam na terapię bo bałam się wkładać wtyczki do prądu.

To indywidualna sprawa czy ktoś potrzebuje takiej konsultacji czy nie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Zbieram Przegrywów jak Pokemony.

10

Odp: Moja prawdziwa historia.

A czemu balas się wkładać wtyczki do prądu? (jeżeli można wiedzieć)
Czasami ludzie nie rozumieją że coś dla nich nieistotnego,jest problemem dla innych, nie rozumiejąc dodatkowo,ze to jest zazwyczaj objaw.
Problem lezy kompletnie gdzie indziej.
Sam sie nie raz i nie dwa przekonałem się w swojej pierwszej pracy,na samym początku mojej terapii, że dla ludzi jest to cos niewyobrażalnego, jak to można nie być w stanie zjeść posiłku z innymi ludźmi, a ja z powodu nerwicy i fobii, nie byłem wstanie nic przełknąć, a to był tylko objaw.

Choc żeby być szczery, jak widzę te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, które musi iść na terapie bo ktoś nie uzył poprawnego zaimku, to nie wiem czy faktycznie nie ma spraw za głupich na terapie.

Zgred

11

Odp: Moja prawdziwa historia.
Szeptuch napisał/a:

A czemu balas się wkładać wtyczki do prądu? (jeżeli można wiedzieć)
Czasami ludzie nie rozumieją że coś dla nich nieistotnego,jest problemem dla innych, nie rozumiejąc dodatkowo,ze to jest zazwyczaj objaw.
Problem lezy kompletnie gdzie indziej.
Sam sie nie raz i nie dwa przekonałem się w swojej pierwszej pracy,na samym początku mojej terapii, że dla ludzi jest to cos niewyobrażalnego, jak to można nie być w stanie zjeść posiłku z innymi ludźmi, a ja z powodu nerwicy i fobii, nie byłem wstanie nic przełknąć, a to był tylko objaw.

Choc żeby być szczery, jak widzę te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, które musi iść na terapie bo ktoś nie uzył poprawnego zaimku, to nie wiem czy faktycznie nie ma spraw za głupich na terapie.

Bo kiedyś mieszkałam w mieszkaniu ze starą instalacją i jak byłam tam sama wieczorem to zrobiło mi się zwarcie od czajnika, które spowodowało wielki huk i wywalenie korków w mieszkaniu i przełącznika na korytarzu. Potem wywaliło jeszcze dwa razy też z hukiem, bo mój tata przyjechał i próbowal na szybko ogarnąć. Potem zawołałam elektryka, który pracował dla administracji budynku i on stwierdził, że to na pewno kwestia jakiegoś przedłużacza, więc muszę pstrykać korki i sprawdzać każdy przedłużacz po kolei...
Nie zrobiłam tego, zawołaliśmy innego elektryka jak już mąż po tygodniu przyjechał.

Okazało się, że przepaliło nam się jedno gniazdko w środku tak, że takie włączanie prądu w mieszkaniu groziło pożarem. A jak na złość przy wprowadzaniu się malowaliśmy mieszkanie i mieliśmy sprawdzone wszystkie gniazdka poza dwoma w kuchni.
Elektryk w 30min naprawił i potem było już dobrze, ale ja długo bałam się np. włączać światło czy wsadzać coś do kontaktu. I bałam się zostawać w tym mieszkaniu sama.

1.5 roku minęło zanim mi przeszło na tyle, żeby normalnie funkcjonować. Chociłam do psychologa też.

A pierwszy raz tak generalnie poszłam na konsultację do psychologa bo strasznie stresowałam się studiami. I też usłyszałam wtedy od psycholog, że to przecież głupie w porównaniu z tym, że ludzie umierają. Ale dla mnie wtedy to było mega ważne.

W konsekwencji do tej pory mam tendencję do bagatelizowania tego, co się dzieje i co odczuwam sama.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Zbieram Przegrywów jak Pokemony.

12 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-11-28 19:11:56)

Odp: Moja prawdziwa historia.
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

A czemu balas się wkładać wtyczki do prądu? (jeżeli można wiedzieć)
Czasami ludzie nie rozumieją że coś dla nich nieistotnego,jest problemem dla innych, nie rozumiejąc dodatkowo,ze to jest zazwyczaj objaw.
Problem lezy kompletnie gdzie indziej.
Sam sie nie raz i nie dwa przekonałem się w swojej pierwszej pracy,na samym początku mojej terapii, że dla ludzi jest to cos niewyobrażalnego, jak to można nie być w stanie zjeść posiłku z innymi ludźmi, a ja z powodu nerwicy i fobii, nie byłem wstanie nic przełknąć, a to był tylko objaw.

Choc żeby być szczery, jak widzę te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, które musi iść na terapie bo ktoś nie uzył poprawnego zaimku, to nie wiem czy faktycznie nie ma spraw za głupich na terapie.

Bo kiedyś mieszkałam w mieszkaniu ze starą instalacją i jak byłam tam sama wieczorem to zrobiło mi się zwarcie od czajnika, które spowodowało wielki huk i wywalenie korków w mieszkaniu i przełącznika na korytarzu. Potem wywaliło jeszcze dwa razy też z hukiem, bo mój tata przyjechał i próbowal na szybko ogarnąć. Potem zawołałam elektryka, który pracował dla administracji budynku i on stwierdził, że to na pewno kwestia jakiegoś przedłużacza, więc muszę pstrykać korki i sprawdzać każdy przedłużacz po kolei...
Nie zrobiłam tego, zawołaliśmy innego elektryka jak już mąż po tygodniu przyjechał.

Okazało się, że przepaliło nam się jedno gniazdko w środku tak, że takie włączanie prądu w mieszkaniu groziło pożarem. A jak na złość przy wprowadzaniu się malowaliśmy mieszkanie i mieliśmy sprawdzone wszystkie gniazdka poza dwoma w kuchni.
Elektryk w 30min naprawił i potem było już dobrze, ale ja długo bałam się np. włączać światło czy wsadzać coś do kontaktu. I bałam się zostawać w tym mieszkaniu sama.

1.5 roku minęło zanim mi przeszło na tyle, żeby normalnie funkcjonować. Chociłam do psychologa też.

A pierwszy raz tak generalnie poszłam na konsultację do psychologa bo strasznie stresowałam się studiami. I też usłyszałam wtedy od psycholog, że to przecież głupie w porównaniu z tym, że ludzie umierają. Ale dla mnie wtedy to było mega ważne.

W konsekwencji do tej pory mam tendencję do bagatelizowania tego, co się dzieje i co odczuwam sama.

Czyli dokładnie tak jak napisałem:
Ludzie słyszą "boje się wkładać wtyczkę do prądu" a nie rozumieją,ze jest to  objaw traumy.
Co do tej żałosnej psycholog,to jzu pisałem,że natrafić na dobrego,to trzeba się namęczyć.
Nie wiem czy sa takie badania,kiedyś  mi w internecie mignął artykuł, że więcej osoba zaszkodzili niz pomogli, ale mogą to byc tylko bzdury, ciekawiły by mnie takie badania.

Zgred

13

Odp: Moja prawdziwa historia.
Szeptuch napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

A czemu balas się wkładać wtyczki do prądu? (jeżeli można wiedzieć)
Czasami ludzie nie rozumieją że coś dla nich nieistotnego,jest problemem dla innych, nie rozumiejąc dodatkowo,ze to jest zazwyczaj objaw.
Problem lezy kompletnie gdzie indziej.
Sam sie nie raz i nie dwa przekonałem się w swojej pierwszej pracy,na samym początku mojej terapii, że dla ludzi jest to cos niewyobrażalnego, jak to można nie być w stanie zjeść posiłku z innymi ludźmi, a ja z powodu nerwicy i fobii, nie byłem wstanie nic przełknąć, a to był tylko objaw.

Choc żeby być szczery, jak widzę te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, które musi iść na terapie bo ktoś nie uzył poprawnego zaimku, to nie wiem czy faktycznie nie ma spraw za głupich na terapie.

Bo kiedyś mieszkałam w mieszkaniu ze starą instalacją i jak byłam tam sama wieczorem to zrobiło mi się zwarcie od czajnika, które spowodowało wielki huk i wywalenie korków w mieszkaniu i przełącznika na korytarzu. Potem wywaliło jeszcze dwa razy też z hukiem, bo mój tata przyjechał i próbowal na szybko ogarnąć. Potem zawołałam elektryka, który pracował dla administracji budynku i on stwierdził, że to na pewno kwestia jakiegoś przedłużacza, więc muszę pstrykać korki i sprawdzać każdy przedłużacz po kolei...
Nie zrobiłam tego, zawołaliśmy innego elektryka jak już mąż po tygodniu przyjechał.

Okazało się, że przepaliło nam się jedno gniazdko w środku tak, że takie włączanie prądu w mieszkaniu groziło pożarem. A jak na złość przy wprowadzaniu się malowaliśmy mieszkanie i mieliśmy sprawdzone wszystkie gniazdka poza dwoma w kuchni.
Elektryk w 30min naprawił i potem było już dobrze, ale ja długo bałam się np. włączać światło czy wsadzać coś do kontaktu. I bałam się zostawać w tym mieszkaniu sama.

1.5 roku minęło zanim mi przeszło na tyle, żeby normalnie funkcjonować. Chociłam do psychologa też.

A pierwszy raz tak generalnie poszłam na konsultację do psychologa bo strasznie stresowałam się studiami. I też usłyszałam wtedy od psycholog, że to przecież głupie w porównaniu z tym, że ludzie umierają. Ale dla mnie wtedy to było mega ważne.

W konsekwencji do tej pory mam tendencję do bagatelizowania tego, co się dzieje i co odczuwam sama.

Czyli dokładnie tak jak napisałem:
Ludzie słyszą "boje się wkładać wtyczkę do prądu" a nie rozumieją,ze jest to  objaw traumy.
Co do tej żałosnej psycholog,to jzu pisałem,że natrafić na dobrego,to trzeba się namęczyć.
Nie wiem czy sa takie badania,kiedyś  mi w internecie mignął artykuł, że więcej osoba zaszkodzili niz pomogli, ale mogą to byc tylko bzdury, ciekawiły by mnie takie badania.

To zależy, obecną psycholog mam super. Dlatego uważam, że można dobrze trafić i że nie warto się zrażać. Plus najlepiej iść z polecenia do kogoś sprawdzonego.

A Autor jeżeli potrzebuje, to nawet pojedyncza konsultacja mu wiele da. To nic złego i nic głupiego, czasami wystarczy coś przegadac, żeby lepiej zrozumieć. Zwłaszcxa, że jego związek był ciężkawy.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Zbieram Przegrywów jak Pokemony.

14

Odp: Moja prawdziwa historia.
Thrillisgone napisał/a:

Chodzi właśnie o to szukanie. Czuję się samotny, jednak nie umiem spojrzeć na inną dziewczynę.  Chyba macie rację czeka mnie terapia...

Zanim zdecydujesz się na terapię, proponuję zacząć zajmować wolny czas od czytania tego wątku: https://www.netkobiety.pl/t67911.html
To doskonałe kompendium wiedzy, co robić i jak po rozstaniu.

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde

15

Odp: Moja prawdziwa historia.

Może zabrzmi to banalnie, ale po rozstaniu dobrze robi czas ze sobą i próba polubienia swojej osoby. Tak aby bycie singlem nie było powodem do ucieczki w kolejne relacje, a przywilejem, możliwością odpoczynku, relaksem. Bycie samemu to przecież nie bycie samotnym. Dopiero z upływem czasu zaczyna się to doceniać. smile

Odp: Moja prawdziwa historia.

Dziękuję Ci

17 Ostatnio edytowany przez Animus (2023-01-06 10:37:59)

Odp: Moja prawdziwa historia.
Thrillisgone napisał/a:

[...] Przemyślałem i stwierdziłem że chce zobaczyć wszystkie wiadomości wtedy tylko uwierzę i będę w stanie zaufać. Najpierw zgoda jak najbardziej jednak po godzinie powiedziała że go zablokowała i usuneło wszystkie wiadomości niby przypadkowo. Głupi i tak wybaczyłem. Trwałem w tym jeszcze 3 miesiące. Nie myliłem się nie byłem w stanie ufać. Męczyły mnie okropne myśli gdy próbowałem z nią o tym rozmawiać spotykałem się z ogromną bulwersacją(szałem).
Musiałem to zakończyć mimo tego że wiedziałem że ją kocham.

Minęło  4 miesiące dalej ją kocham. [...]

Przepraszam za chaos, styl i interpunkcje.

Nie odkochasz się, bo to nie była żadna miłość. Nie zaufasz, bo nie potrafisz ufać. To, co chorobliwe w Twoim podejściu spotkało się z "ogromną bulwersacją (szałem)" i to jest najlepsza reakcja na próbę zniewolenia i kontroli.

Przepraszać za chaos możesz tylko siebie, bo tylko Ty ponosisz w tej chwili konsekwencje Twojego chaosu. Ponosisz konsekwencję od czterech miesięcy i poniesiesz je dalej w swoje życie, póki nie zrozumiesz, ba, nie tylko poniesiesz, ale nawet przeniesiesz je na kolejną Ofiarę swojego chaosu.

Dziewczyna w odruchu samozachowawczym nie dała się wciągnąć w ten Twój chaos i chwała Jej za to.

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

18

Odp: Moja prawdziwa historia.
wieka napisał/a:

[...] wygląda mi na borderkę, a te potwornie uzależniają i bez terapii ciężko Ci będzie uwolnić się od tej toksycznej miłości.

Gratuluję sugestywnej projekcji oraz toksycznej definicji miłości.

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja prawdziwa historia.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021