Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 58 ]

1 Ostatnio edytowany przez Dariush955 (2022-06-01 21:34:22)

Temat: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Cześć,
Szukam wsparcia oraz jakieś pomocy bo nie wiem co mam zrobić.

Jestem z kobietą od 7 lat i razem mieszkamy od 6 lat - jest to moja pierwsza kobieta w życiu. Poznaliśmy się na studiach. Ona jest z miasta X ja z Y a mieszkamy w mieście Z. Nasz związek od początku był zwariowany bo zaraz po poznaniu wylądowaliśmy w łóżku - mnie to mocno podniecało, bo nigdy nie miałem takich doświadczeń. Z czasem jak zaczęliśmy mieszkać to przyszła rutyna - obecnie spędzamy czas ze sobą siedząc w telefonach ewentualnie jakiś mały wypad po za miasto jakiś spacer, kino.  Generalnie od początku układało się dobrze dopiero po 4 latach zaczęło latach po skończeniu studiów związek ten zaczął mi być co raz bardziej obojętny - przestałem się starać i w sumie ona podobnie. Wiecie trafiały się myśli, aby to wszystko skończyć, ale nie miałem odwagi - nigdy się nie kłóciliśmy a z zewnątrz każdy myśli, że jesteśmy idealnie dobrani. Wiecie mam osobowość zależną i do tego niskie poczucie właśnej wartości i chodzę od ponad 8 miesięcy do psychoterapeuty a nawet byłem u psychiatry i biorę leki, które w sumie nic nie dają ( wykryto u mnie fobię społeczną). Po studiach zaczął się powoli dół u mnie. Wszyscy ludzie z którymi miałem kontakt ( kilka osób tak na prawdę) wyjechali do swoich rodzinnych miast ja natomiast zostałem sam z moją partnerką oraz z jej znajomymi i już tak jest ponad 3 lata. Głównie jeżeli chodzi o kontakt z ludźmi to jej znajomi z pracy ewentualnie dawni ze studiów za którymi szczerze średnio przepadam. Wypady do mojego rodzinnego miasta dają mi niesamowitą chęć do działania ( jak wyjeżdżając na studia uważałem to miasto z zapyziałą dziurę tak teraz dał bym wszystko aby tam wrócić) Nie mam dużo znajomych w moim mieście, ale to są dobrzy znajomi z którymi mam kontakt od kilkunastu lat no i do tego rodzina wiadomo. Natomiast powrót do dużego miasta w którym mieszkamy w którym teoretycznie jest dużo możliwości spędzania czasu przyprawia mnie o odruch wymiotny - nie czuję się tutaj zbyt komfortowo. 
Co do naszego związku to bywało różnie ale głównie dobrze - wspólne wakacje, wyjazdy itp. Kiedy były słabe momenty, że myślałem o zerwaniu to po prostu się bałem, że sobie nie poradzę sam i że żadna inna mnie nie zechcę ( fobia społeczna i lekkie wykluczenie z życia towarzyskiego) ale z drugiej strony był chwilę, że myśli miałem takie, że to kobieta idealna - stara się, robi jakieś prezenty, kocha i akceptuje mnie w całości takim jakim jestem a gdy dopadał mnie dół to chciałem za wszelką cenę rzucić wszystko i zrobić to co chcę. Mam pracę za granicą - dobrze zarabiam i przykładowo kiedy jestem w domu to momentami mam dość tego siedzenia tylko z nią natomiast jak jadę za granicę to ona jest tylko osobą z którą mam kontakt i nagle wiecie takie uczucie, że jednak ją chyba kocham. Ale chyba nie do końca wiem co to jest miłość - wyszedłem z domu patologicznego, zimnego bez uczuć.
Niby jest dobrze, ale nie do końca - a najlepsze, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać - kiedy tylko widzę u niej łzy to z automatu mam wyrzuty sumienia, że ją skrzywdziłem swoimi słowami i muszę natychmiast jej to jakoś wynagrodzić.
Żeby nie było ja nie jestem idealny - stałem się od dłuższego czasu bardzo leniwy i zgubiłem gdzieś ten błysk w oku. Dodam, że jestem facetem, który nie wie do końca czego chcę - i moja partnerka to zauważyła i często stawia mnie przed wyborem czegoś na zasadzie ultimatum bo wg. niej "inaczej nie można do Ciebie dotrzeć" Dodatkowo wiem, że ona nie chcę i nie przeprowadzi się do mojej miejscowości, bo to dla niej za małe miasteczko a w tym dużym mieście wojewódzkim ona ma większe perspektywy na pracę - więc nie mam nawet co marzyć.

Mamy po 30 lat i dzisiaj poszliśmy do eksperta finansowego w sprawie kredytu na mieszkanie. Mamy zdolność na około 400 tys zł plus wkład własny. Kredyt miałby być na 30 lat z ratą pkoło 2200 zł i ze stałą stopą % na 5 lat. Wszystko fajnie, ale zastanawiam się czy to wszystko jest tego warte. Z jednej strony nasz prawie 8 letni związek i tyle wspólnych pięknych chwil - a mieszkanie w mieście a w zasadzie spędzenie w nim życia które z mojej perspektywy w chwili obecnej przyprawia mnie o ból głowy i o depresje. Z drugiej strony powrót do rodzinnego miasta - opłacanie samemu mieszkania i raczej brak perspektyw na nowy związek ( na prawdę jestem specyficznym człowiekiem - ani ze mnie tancerz ani przebojowy - cichy i niepewny facet który nie wie czego chcę) Kredyt miałby być na naszą 2jkę i mieszkanie będzie własnością obojga także nie ma obawy, że zostanę sam z kredytem albo że zostane wyrzuconu z mieszkania - o to się nie martwię.
Powiedzcie mi proszę co o tym sądzicie ? Wzięcie kredytu w tych czasach to też trochę szaleństwo natomiast bądzmy szczerzy nigdy nie ma dobrego czasu na takie rzeczy. Mimo tego, że mam jakieś tam wątpliwości to czy w związku nie trzeba czasem iść na ugodę ? Z drugiej strony nie widzę tego, abym nagle zaczął mieszkać sam i zaczynał wszystko od początku. Samemu nawet bym nie mógł sobie pozwolić na kredyt a co dopiero na kupienie mieszkania. Ona już też nie chcę się wstrzymywać i dlatego napiera na mieszkanie - mamy po 30 lat i czas myśleć o jakimś dziecku, ślubie i właśnie mieszkaniu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Skoro nie chcesz zostawać sam, to masz odpowiedź na swoje pytanie.
Szkoda tylko tej dziewczyny, bo tylko ją skrzywdzisz.

Tu masz bliźniaczo podobny wątek:
https://www.netkobiety.pl/t127322.html

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

3 Ostatnio edytowany przez GOSTY (2022-06-02 07:42:56)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Myślałem, że chorzy na fobie społeczną są samotni i unikają wszelkich kontaktów. A Ty masz dużo znajomych, dziewczynę i swobodnie jeździsz sobie na wakacje. Wniosek? Zapewne błędna diagnoza. Może masz nerwicę czy coś...

Nie brałbym kredytu, ale to tylko Twoja decyzja. Ty będziesz go spłacał.

Po drugie, to... nie wiem, jak to delikatnie określić...

Hmm... narzekasz na dziewczynę, a sam też nic nie robisz, by to zmienić? Już wszystko przeżyliście, zwiedziliście i siedzicie sobie tak, jak stare schorowane dziadki?

Trochę dziwne to wszystko. Chciałbyś inną, ale wiesz, że niechcący wygrałeś coś na loterii?

Zmień specjalistę. Teraz trudno znaleźć dobrego, doświadczonego. Po prostu za dużo studentów w pracy...

Powodzenia i dużo szczęścia w życiu,

Ghosty

4

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Autorze, chyba nie masz takiego charakteru, że nagle rzucasz wszystko i zmieniasz dwoje życie radykalnie. Jesteś po prostu taki, jak większość ludzi. Dość zachowawczy, wycofany i asekurancki.
Dobrze to i źle zarazem.
Dobrze, bo raczej zawsze będziesz żył spokojnie, trzymał się tego, co masz i tak oto, bez większych marzeń oraz ambicji przejdziesz przez życie. Gdy kupisz meble, to będziesz z nimi bardzo długo, dopóki się nie rozwala.
Przeciętne życie przeciętnego człowieka z przeciętnymi problemami.
Z drugiej strony, to źle, że taki jesteś, bo chociaż zorganixuhesz sobie życie bez większych wyzwań, to jednak zawsze, gdzieś tam w głębi duszy będziesz czuł niedosyt, że mogłeś inaczej wszystkim pokierować, ale tego nie zrobiłeś, więc i to by Ci się marzyło, i tamto.
Nigdy do końca spełniony i nigdy do końca...zawsze będzie to COS bliżej nieokreślone i niedostępne dla Ciebie
Jeśli ta dziewczyna jest ok, to nie szukaj wiatru w polu, bo nie jesteś typem ryzykanta.
Oczywiście pod warunkiem, że kochasz ja na swój sposób i działa na Ciebie seksualnie.
Jedno myślisz, drugie robisz, wszystko na pół gwizdka.
Wieczny poszukiwacz, który niczego nie znajdzie, a nie potrafi cieszyć się tym, co posiada.
Powiem tak - skoro jesteś taki właśnie i żyjesz jakby na rozdrożu, to może przyjmij za kryterium wyboru dalszej drogi swojego życia dobro tej dziewczyny.
Zadaj więc sobie pytanie, co byłoby dla niej lepsze. Czy jest to fajne z Twojej strony, że spędzasz życzliwa Ci osobę w lata, w życiowy kanał?
Ona jest za siebie odpowiedzialna, ale nie do końca jest tak, że Ty nie masz żadnych zobowiązań wobec niej, też za nią odpowiadasz.
Pomyśl więc o niej.

5 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-06-02 09:53:56)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
ulle napisał/a:

Powiem tak - skoro jesteś taki właśnie i żyjesz jakby na rozdrożu, to może przyjmij za kryterium wyboru dalszej drogi swojego życia dobro tej dziewczyny.
Zadaj więc sobie pytanie, co byłoby dla niej lepsze. Czy jest to fajne z Twojej strony, że spędzasz życzliwa Ci osobę w lata, w życiowy kanał?
Ona jest za siebie odpowiedzialna, ale nie do końca jest tak, że Ty nie masz żadnych zobowiązań wobec niej, też za nią odpowiadasz.
Pomyśl więc o niej.

To może jednak wybierzmy arabski sposób na związki, który ty tak niebezpośrednio proponujesz. Kobieta przecież nie może sama decydować o sobie i musi być zależna od decyzji mężczyzny. To tak w ramach głupot, które tu są ciągle wypisywane.
Co do porady dla Autora. Jesteś w trudnym wieku i zdaje się walczysz z wpojonym ci mitem: wybudować dom, spłodzić syna, zasadzić drzewo ku pamięci twojej męskości. Nic takiego nie musiosz robić i za nikogo nie jesteś odpowiedzialny poza sobą. Tego się trzymaj. Nie wierz w żadne mity i nakładane ci odpowiedzialności za kogoś.
Mam znajomego, który jest kawalerem wiedzie spokojne życie, nie odpowiada za nikogo. Jeździ sobie na różne wycieczki a to Turcja, a to Afryka, a to gdzieś w Europie. Nie ma kredytu, nie ma nikogo, kim musi się zajmować i być za niego odpowiedzialnym. Masa kobiet go podziwia, z czego również korzysta. Żyje i nie dusi się w narzucanym matrixe odpowiedzialności, tam gdzie tej odpowiedzialności być nie powinno.

I'm a man.

6

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Legat napisał/a:
ulle napisał/a:

Powiem tak - skoro jesteś taki właśnie i żyjesz jakby na rozdrożu, to może przyjmij za kryterium wyboru dalszej drogi swojego życia dobro tej dziewczyny.
Zadaj więc sobie pytanie, co byłoby dla niej lepsze. Czy jest to fajne z Twojej strony, że spędzasz życzliwa Ci osobę w lata, w życiowy kanał?
Ona jest za siebie odpowiedzialna, ale nie do końca jest tak, że Ty nie masz żadnych zobowiązań wobec niej, też za nią odpowiadasz.
Pomyśl więc o niej.

To może jednak wybierzmy arabski sposób na związki, który ty tak niebezpośrednio proponujesz. Kobieta przecież nie może sama decydować o sobie i musi być zależna od decyzji mężczyzny. To tak w ramach głupot, które tu są ciągle wypisywane.
Co do porady dla Autora. Jesteś w trudnym wieku i zdaje się walczysz z wpojonym ci mitem: wybudować dom, spłodzić syna, zasadzić drzewo ku pamięci twojej męskości. Nic takiego nie musiosz robić i za nikogo nie jesteś odpowiedzialny poza sobą. Tego się trzymaj. Nie wierz w żadne mity i nakładane ci odpowiedzialności za kogoś.
Mam znajomego, który jest kawalerem wiedzie spokojne życie, nie odpowiada za nikogo. Jeździ sobie na różne wycieczki a to Turcja, a to Afryka, a to gdzieś w Europie. Nie ma kredytu, nie ma nikogo, kim musi się zajmować i być za niego odpowiedzialnym. Masa kobiet go podziwia, z czego również korzysta. Żyje i nie dusi się w narzucanym matrixe odpowiedzialności, tam gdzie tej odpowiedzialności być nie powinno.


Jakby na to nie patrzył autor jest też odpowiedzialny za dalsze losy tej kobiety, ponieważ dał jej jednoznaczne sygnały do tego, by ona robiła sobie konkretne plany życiowe związane z jego osobą.
To raczej jest związek i to pełną parą, a nie układ cAlkowicue bez zobowiązań.
Jeśli idzie się z kobietą do banku i ustala się z nią, że bierzemy kredyt, to chyba jasnym jest, że ta kobieta ma podstawę do tego, by sądzić, że jest w poważnym związku.
I nie tylko wyprawa do banku jest dla niej konkretna informacja, że związek idzie w poważnym kierunku.
A że ogarnęły go dziwne myśli, to ta dziewczyna też powinna o tym wiedzieć.
Czy ona ma wiedzieć o wszystkim z ducha świętego?
Są razem kupę lat,vwiec autor wolnym człowiekiem raczej nie jest.
To znaczy jest wolny i może robić, co uważa, ale czy to znaczy, że ma nie liczyć się z tą kobietą?

7

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Lady Loka napisał/a:

Tu masz bliźniaczo podobny wątek:
https://www.netkobiety.pl/t127322.html


Też od razu skojarzył mi się ten wątek, ale nie znalazłabym go, więc fajnie, że wyszukałaś go Loka :-)

Autorze, wszystko, co trzeba już tam napisano, przeczytaj, a każdy następny wpis w tym wątku, to tylko powielanie tamtych treści.

8

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Żyjemy w czasach, gdy samo pójście do banku rodzi już zobowiązania. smile Ten mój kolega, też był w poważnym związku i też rodziły się "zobowiązania" na całe życie, aż do czasu gdy nie wyszło, że pojawił się inny, pewnie bardziej skory do szybkiego wzięcia kredytu, czy spłodzenia dzieci. A kolega poszedł na boczny tor, jakoś nikt za niego nie chciał ponosić odpowiedzialności, czy kontynuować zaciągniętych zobowiązań. Na szczęście dla niego, skorzystał z lekcji życia od kobiety.

I'm a man.

9 Ostatnio edytowany przez GOSTY (2022-06-02 13:51:11)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Dlatego żadnych kredytów. Tak robią złodzieje i oszuści też. Tacy "hakerzy".

A w tym wypadku, gdzie autor nie jest zadowolony z tej relacji, to już dla mnie totalny bezsens i niewolnictwo.

10

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

W sytuacji, kiedy ma się tak poważne wątpliwości branie kredytu na 30 lat jest absurdalnym pomysłem. Co innego, gdybyście byli po ślubie i mieli dziecko.
Jeśli nie jesteś gotów na założenie rodziny, to nie pakuj się w żadne zobowiązania. Powiedz jednak o tym szczerze partnerce.

11

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Czytałem tamten wątek i podobnie jak tamten autor uszczęśliwiamy wszystkich do okoła tylko nie samych siebie smutne to jest. Po prostu byliśmy w banku, aby wyliczyć naszą zdolność kredytową nic nie podpisywaliśmy. Problem z moją kobietą jest taki, że musi być zawsze po jej myśli - ona nawet nie chcę słyszeć o przeprowadzce i z tym pójściem do banku - do experta a nie do banku to też w sumie było lekkim szantażem z jej strony. Kiedy nie idzie tak jak ona chcę to nagle ona ma zły humor, nagle wszystko ją denerwuje i muszę się jej umilać, aby było dobrze. Zastanawiam się czy dla niej kupno mieszkania w tym mieście gdzie żyjemy jest ważniejsze od tego, abym ja też był szczęśliwy w tym związku. Chodzi o to, że z tym wyjściem do tego eksperta bankowego to było na zasadzie "jak chcesz to możesz ze mną iść" oraz "kupię sobie kawalerkę a ty gdzie będziesz wtedy mieszkał"

12 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-06-02 14:10:12)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Kiedy nie idzie tak jak ona chcę to nagle ona ma zły humor, nagle wszystko ją denerwuje i muszę się jej umilać, aby było dobrze. Zastanawiam się czy dla niej kupno mieszkania w tym mieście gdzie żyjemy jest ważniejsze od tego, abym ja też był szczęśliwy w tym związku. Chodzi o to, że z tym wyjściem do tego eksperta bankowego to było na zasadzie "jak chcesz to możesz ze mną iść" oraz "kupię sobie kawalerkę a ty gdzie będziesz wtedy mieszkał"

Jeżeli jesteś wycofajmy, to chyba naturalne, że ktoś inny (tu ona) musi podjąć inicjatywę bo inaczej będziecie ciągle stać w miejscu lub się cofać.
A Ty sam wiesz, co może spowodować, że byłbyś bardziej szczęśliwy? Ona, jak sądzę, chce już iść na swoje, ma pewnie jakieś oszczędności (skoro rozważa kupienie kawalerki), a u Ciebie pojawiają się wątpliwości czy wręcz przerażenie.
Jak sądzę ona ma sprecyzowane oczekiwania i plany. A Ty? Tylko nie pisz, że nie wiesz czy się boisz.
Ona i tak zrobi to do czego dąży, z Tobą lub bez Ciebie bo wie, że oglądając się na Ciebie, nic się nie wydarzy. Dlatego odradzam wspólny kredyt bo nawet mimo, że weźmiecie go we 2 i mieszkanie będzie wasze wspólne, to przecież Ty źle się tam czujesz. Jak w końcu dojdziesz do ściany i postanowisz odejść, nie dość, że zostaniesz z kredytem, to jeszcze bez dachu nad głową. Ja wiem, że można sprzedać, podzielić, czy spłacić jeden drugiego ale to są naprawdę komplikacje/problemy, których lepiej unikać, szczególnie jak nie macie jeszcze dzieci.
Jeżeli nie jesteś gotów na poważne decyzje, założenie z nią rodziny, to powiedz jej to jasno i wyraźnie.

13

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Czytałem tamten wątek i podobnie jak tamten autor uszczęśliwiamy wszystkich do okoła tylko nie samych siebie smutne to jest. Po prostu byliśmy w banku, aby wyliczyć naszą zdolność kredytową nic nie podpisywaliśmy. Problem z moją kobietą jest taki, że musi być zawsze po jej myśli - ona nawet nie chcę słyszeć o przeprowadzce i z tym pójściem do banku - do experta a nie do banku to też w sumie było lekkim szantażem z jej strony. Kiedy nie idzie tak jak ona chcę to nagle ona ma zły humor, nagle wszystko ją denerwuje i muszę się jej umilać, aby było dobrze. Zastanawiam się czy dla niej kupno mieszkania w tym mieście gdzie żyjemy jest ważniejsze od tego, abym ja też był szczęśliwy w tym związku. Chodzi o to, że z tym wyjściem do tego eksperta bankowego to było na zasadzie "jak chcesz to możesz ze mną iść" oraz "kupię sobie kawalerkę a ty gdzie będziesz wtedy mieszkał"

Akurat w kwestii tego banku, to ona miała rację. Wyliczanie zdolności w banku jest idiotyzmem. Jak chcesz mieć dobry kredyt, to łapiesz doradcę finansowego z polecenia i on zrobi wszystko za Ciebie, a prowizję dostanie od banku. Jemu będzie zależało, żeby kredyt był odpowiedni, bo ma prowizję od terminowej spłaty. Robienie tego w banku jest robieniem sobie pod górkę. Bo zarobiłeś wpis, że sprawdzałeś zdolność, a im więcej takich wpisów, tym banki mniej chętnie udzielają kredytu.

Skoro przeczytałeś tamten wątek, to wyciągnij z niego wnioski.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

14

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Sorry gdyby mnie partner zmuszał do przeprowadzki do jakiegoś wypizdowa to byłoby nara. Stabilność finansowa i perspektywy pracy są ważniejsze niż bycie w związku.

Zrób sobie i jej przysługę i pokaż jej ten wątek, skoro nie potrafisz po męsku zakończyć tego związku. Jesteś słaba, zakłamana, miękka faja.

15

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
M!ri napisał/a:

Sorry gdyby mnie partner zmuszał do przeprowadzki do jakiegoś wypizdowa to byłoby nara. Stabilność finansowa i perspektywy pracy są ważniejsze niż bycie w związku.

Zrób sobie i jej przysługę i pokaż jej ten wątek, skoro nie potrafisz po męsku zakończyć tego związku. Jesteś słaba, zakłamana, miękka faja.

Czy wg. Ciebie jej praca za 3300 zł na rękę to stabilność finansowa i perspektywy na życie ? W moim mieście 60 tysięcznym spokojnie znajdzie taką robotę za tyle samo jak i więcej.

16

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Czy wg. Ciebie jej praca za 3300 zł na rękę to stabilność finansowa i perspektywy na życie ? W moim mieście 60 tysięcznym spokojnie znajdzie taką robotę za tyle samo jak i więcej.

Masz pewność czy tak sobie gdybasz? 3300 zł na rękę to pewnie z 4,5 tys. brutto. No nie wiem czy w małym mieście tak łatwo znaleźć kobiecie pracę za tyle.
To też zależy od wykształcenia, czy znajdzie tam pracę w zawodzie i czy tutaj ma możliwości rozwoju/awansu.
Poza tym czy Ty jesteś pewien, że przeprowadzka rozwiąże problem i nagle będziesz szczęśliwy? Przecież już kawał czasu tam nie mieszkasz.
To nie jest tak, że poznaliście się mieszkając w 2 miejscowościach i teraz musicie zdecydować czy tu czy tu bo jedno musi przeprowadzić do drugiego.

17

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Sorry gdyby mnie partner zmuszał do przeprowadzki do jakiegoś wypizdowa to byłoby nara. Stabilność finansowa i perspektywy pracy są ważniejsze niż bycie w związku.

Zrób sobie i jej przysługę i pokaż jej ten wątek, skoro nie potrafisz po męsku zakończyć tego związku. Jesteś słaba, zakłamana, miękka faja.

Czy wg. Ciebie jej praca za 3300 zł na rękę to stabilność finansowa i perspektywy na życie ? W moim mieście 60 tysięcznym spokojnie znajdzie taką robotę za tyle samo jak i więcej.

Nie o wysokość wynagrodzenia chodzi, a o możliwość wyboru. Co z tego, że w tym małym miasteczku mogłaby potencjalnie znaleźć pracę jeżeli to np jedyny pracodawca z tej branży.

18

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Ona zrobiła studia jako bezpieczeństwo wewnętrzne a pracuje w magazynie.  Jestem pewny że wyciągnęła by spokojnie tyle samo i to nie jest wyssane z palca, wiem bo się dowiadywałem. Wydaję mi się że ta przeprowadzka mi wyjdzie na lepsze.

19

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Dariush955, to co Ci mogę doradzić na teraz (bo wygląda na to że długa droga przed Tobą żeby rozwinąć wewnątrzsterowność) - nie ładuj się w żadnej zobowiązania. Żadnych ślubów, żadnych dzieci, żadnych kredytów. Nie pomoże Ci to w niczym a będzie wisieć nad Tobą jak w końcu odnajdziesz swoją drogę.

Od samotności nic Ci się nie stanie, poradzisz sobie. Nie rób tylko głupich decyzji "bo tak trzeba i wszyscy tak robią".

20

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Wydaję mi się że ta przeprowadzka mi wyjdzie na lepsze.

No właśnie Tobie, niekoniecznie jej.
Ona ma inne plany albo kupno mieszkania z Tobą albo kawalerki samej. W jej przypadku to nie koliduje z Twoją ew wyprowadzką w przyszłości bo przecież ona zostanie w tym mieszkaniu. Potem takie zobowiązanie  będzie przede wszystkim Tobie ciążyło, bo nie ważne gdzie będziesz mieszkał, kredyt musisz spłacać. A jak życie często pokazuje, nie jest łatwo się w sprawach finansowych dogadać.
Wydaje mi się, że Ty już decydowałeś, dobrze że przed ślubem i kredytem.
Ona sobie poradzi, trudno będzie mieszkać w mniejszym mieszaniu ale zawsze własnym.

21

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Autorze, jesteście ze sobą dość długo, więc ona już od dawna zachowuje się przy Tobie swobodnie. Jeśli coś jej nie pasuje, to po prostu to okazuje.
A Ty jak się zachowujesz? Na każdym kroku jesteś dla niej miły i uprzejmy, do tego stopnia, że nie chcąc jej urazić idziesz z nią do doradcy kredytowego i dyskutujesz o rzeczach, których nie chcesz?
No wiesz?
A to nie prościej i mądrzej byłoby powiedzieć, że żadnego kredytu nie zamierzasz brać? W związku z tym nie widzisz potrzeby, żeby chodzić konsultować się z doradcą finansowym.
A ona? Toż niech się obraża. A co Ciebie to obchodzi? Jej problem
Ty nie chcesz kredytu, więc nie robisz żadnego teatru pt " ok, chodźmy i zobaczymy, co nam doradza", nie idziesz i tyle.

Na pół gwizdka nie da się żyć i jeszcze zawracać komuś gitarę.

22

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

No to mam przystać na jej żądania i żyć z uczuciem, że oddałem jej całkowicie inicjatywę ? To jej szantaże wobec mnie, aby mi było źle na sercu są w porządku wobec mnie ? Bo musi być zawsze tak jak ona chcę ?

23 Ostatnio edytowany przez Dariush955 (2022-06-02 15:02:39)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
ulle napisał/a:

Autorze, jesteście ze sobą dość długo, więc ona już od dawna zachowuje się przy Tobie swobodnie. Jeśli coś jej nie pasuje, to po prostu to okazuje.
A Ty jak się zachowujesz? Na każdym kroku jesteś dla niej miły i uprzejmy, do tego stopnia, że nie chcąc jej urazić idziesz z nią do doradcy kredytowego i dyskutujesz o rzeczach, których nie chcesz?
No wiesz?
A to nie prościej i mądrzej byłoby powiedzieć, że żadnego kredytu nie zamierzasz brać? W związku z tym nie widzisz potrzeby, żeby chodzić konsultować się z doradcą finansowym.
A ona? Toż niech się obraża. A co Ciebie to obchodzi? Jej problem
Ty nie chcesz kredytu, więc nie robisz żadnego teatru pt " ok, chodźmy i zobaczymy, co nam doradza", nie idziesz i tyle.

Na pół gwizdka nie da się żyć i jeszcze zawracać komuś gitarę.

O to chodzi, że już były rozmowy, prośby ale ona upiera się przy swoim że musi koniecznie mieć już mieszkanie. Nie ważne, że teraz sytuacja jest jaka jest i nie ważne jakim kosztem. Ja mam bardzo dobrze płatną pracę i zależało mi na uzbieraniu jak największej gotówki do wkładu własnego, aby jak najmniej się zadłużyć. W ciągu ostatnich 2 lat uzbierałem sam około 140 tys złotych - jej prosiłem o to samo. Wiem, że z 3300 zł trudno jej odłożyć, ale niech to będzie nawet 300-400 zł na miesiąc. Ona woli jeździć i wydawać pieniądze na każdym kroku - a to wyjazd weekendowy a to obiad w drogiej restauracji. Żeby nie było nie mam nic przeciwko temu, ale kiedy podliczyłem w ostatnim miesiącu ile wydaliśmy pieniędzy to złapałem się za głowę. A teraz nagle mówi o kredycie i nawet jak chcesz zamówić jakieś jedzenie na obiad bo jest mało czasu to słyszysz NIE bo oszczędzam. Głupieje od tego wszystkiego na prawdę.

Edit - i tak jestem właśnie takim ugodowym frajerem. Bo jak widzę, jak ona stroi swoje miny i zachowuje się tak to mnie krew zalewa. Byleby było dobrze..ale nie dla mnie.

24

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

O to chodzi, że już były rozmowy, prośby ale ona upiera się przy swoim że musi koniecznie mieć już mieszkanie. Nie ważne, że teraz sytuacja jest jaka jest i nie ważne jakim kosztem. Ja mam bardzo dobrze płatną pracę i zależało mi na uzbieraniu jak największej gotówki do wkładu własnego, aby jak najmniej się zadłużyć. W ciągu ostatnich 2 lat uzbierałem sam około 140 tys złotych - jej prosiłem o to samo. Wiem, że z 3300 zł trudno jej odłożyć, ale niech to będzie nawet 300-400 zł na miesiąc. Ona woli jeździć i wydawać pieniądze na każdym kroku - a to wyjazd weekendowy a to obiad w drogiej restauracji. Żeby nie było nie mam nic przeciwko temu, ale kiedy podliczyłem w ostatnim miesiącu ile wydaliśmy pieniędzy to złapałem się za głowę. A teraz nagle mówi o kredycie i nawet jak chcesz zamówić jakieś jedzenie na obiad bo jest mało czasu to słyszysz NIE bo oszczędzam. Głupieje od tego wszystkiego na prawdę.

No to niech kupuje sama kawalerkę i idzie na to upragnione swoje, a Ty zabieraj swoje rzeczy i jedź do upragnionego swojego rodzinnego miasta. Masz spore oszczędności, na pewno sobie poradzisz i na start w nowym miejscu jak znalazł.
Przecież przy takich różnicach w podejściu do życia, potrzebach itd. nie da się funkcjonować.

25

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Roxann napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

O to chodzi, że już były rozmowy, prośby ale ona upiera się przy swoim że musi koniecznie mieć już mieszkanie. Nie ważne, że teraz sytuacja jest jaka jest i nie ważne jakim kosztem. Ja mam bardzo dobrze płatną pracę i zależało mi na uzbieraniu jak największej gotówki do wkładu własnego, aby jak najmniej się zadłużyć. W ciągu ostatnich 2 lat uzbierałem sam około 140 tys złotych - jej prosiłem o to samo. Wiem, że z 3300 zł trudno jej odłożyć, ale niech to będzie nawet 300-400 zł na miesiąc. Ona woli jeździć i wydawać pieniądze na każdym kroku - a to wyjazd weekendowy a to obiad w drogiej restauracji. Żeby nie było nie mam nic przeciwko temu, ale kiedy podliczyłem w ostatnim miesiącu ile wydaliśmy pieniędzy to złapałem się za głowę. A teraz nagle mówi o kredycie i nawet jak chcesz zamówić jakieś jedzenie na obiad bo jest mało czasu to słyszysz NIE bo oszczędzam. Głupieje od tego wszystkiego na prawdę.

No to niech kupuje sama kawalerkę i idzie na to upragnione swoje, a Ty zabieraj swoje rzeczy i jedź do upragnionego swojego rodzinnego miasta. Masz spore oszczędności, na pewno sobie poradzisz i na start w nowym miejscu jak znalazł.
Przecież przy takich różnicach w podejściu do życia, potrzebach itd. nie da się funkcjonować.

Ale on tego nie zrobi, bo jest miękka faja i musi trzymać się kurczowo spódnicy.

26

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Najpierw musisz sam wiedzieć czego chcesz.
Dziwię się, że ona na siłę ciągnie Cię za uszy w jedną stronę, jak Ty chcesz w drugą, może uważa, że Twoje gadanie ją nie interesuje, bo i tak będzie jak ona chce, a Ty zawsze się podporządkujesz.
Może więc tego się trzymaj, jak sam nie jesteś decyzyjny.
Widocznie tak wyobraża sobie życie z Tobą i to jej pasuje, Tobie nie  pasuje ale wie, że i tak nic z Tym nie zrobisz, więc wszystkie sprawy bierze w swoje ręce.

27

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

No to mam przystać na jej żądania i żyć z uczuciem, że oddałem jej całkowicie inicjatywę ? To jej szantaże wobec mnie, aby mi było źle na sercu są w porządku wobec mnie ? Bo musi być zawsze tak jak ona chcę ?

Czytasz i nie rozumiesz? A gdzie ja napisałam, że nasz żyć tak, jak ona chce
Ideałem byłoby, żeby było tak, jak oboje chcecie, ale tu chyba nie ma o czym mówić.

Kobieta wzięła rządy w swoje ręce, bo pojęła, że jakby czekała na Ciebie, to w życiu do niczego byście nie doszli.
Ona zakłada, nie bez podstaw, że jest przed wami jutro. Wobec tego, jak konkretna i życiową osoba wzięła się za robotę i planuje, jakby tu urządzić te wasza przyszłość.
A Ty co?
We łbie milion myśli, ale żeby jej to powiedzieć, to już nie ma mowy
Normalnie powinno byc- mówisz jej, jak to wygląda z Twojej strony, a potem oboje główkujecue nad tym, co można z tym fantem zrobić.
To nic, że Twoim zdaniem, Ty jesteś specyficzny i że w razie czego grozi Ci będzie, iż nikt Ciebie nie zechce.
A jeśli nawet nikt Ciebie nie zechce, to co z tego? Umrzesz z tego powodu czy co? Będziesz dalej żył, tyle tylko że w pojedynkę. Wielkie rzeczy. Nawet nie wiesz, jak cudownie jest mieszkać w pojedynkę - znam problem, lepiej niż myślisz, więc uwierz mi.

28

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Dariush955, nie dojrzałeś do poważnego zwiąku, decyzji. Twoja kobieta tak. Jesteście tyle lat razem, więc na co jeszcze czekać? Tylko ta perpektywa Cię przeraża. Nie chcesz brać odpowiedzialności dlatego najchętniej spakowałbyś zabawki i wrócił w rodzinne strony. Oburzasz się, że ona przejmuje inicjatywę, podczas gdy Ty wycofujesz lub jesteś bierny. Nie wiesz czego tak naprawdę chcesz.
Ty w ogóle chcesz być z tą kobietą, zalożyć rodzinę, mieć dzieci?
Piszesz, że ona nie bierze pod uwagę Twojego szczęscia, a Ty je artykułujesz w ogóle? Czy tylko rzucasz nostalicznie, że chcialbyś wrocić do Twojego rodzinnego miasta, gdzie od lat nie żyjesz. A odwiedzać znajmych możesz przecież zawsze.
Ja bym jeszcze rozumiała Twoje rozkminy, gdybyście byli związkiem na odległość i ten pomysł z kupnem mieszkania wiązałby się z tym, że musiałbyś do jej miasta przeprowadzić, a Ty wolałbyś u siebie. Ile już tam nie mieszkasz? Z 10 lat?
Przeczytaj ostatni wpis w sąsiednim wątku (choć ja uważam, że oba są Twoje, mylę sie? Chyba nie wink ).
Masz 2 wyjścia, albo poddać tej kobiecie, albo ewakuować. Sam nie jesteś decyzyjny więc siłą rzeczy to kobieta musi w te przysłowiowe spodnie w związku wejść. Ile jeszcze chciałbyś tak żyć? Niby oszczędzakjąc ale tak naprawdę nie robiąc niz by związek wszedł w inną fazę. U kobiety czas trochę inaczej płynie i ona mając świadomość, że już tak długo jesteście razem chce stabilizacji. Chyba zdajesz sobie sprawę, że najlepiej dla kobiety urodzić pierwsze dziecko przed 30-stką. Na co ona ma czekać? Aż za kilka lat uzbieracie pełną kwotę ale ona już nie bedzie mogła?
Poza tym z tego co piszesz, to ona do niczego Cię nie zmusza, powiedziała, że jak chcesz to możesz iść czy też jak nie chcesz kupować mieszkania to ona kupi sama kawalerkę. Dziewczyna jest konkretna, to Ty się motasz.

29

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Wez człowieku zrób tej kobicie przysługę i zakończ ten związek, wróć do swojego miasta i bądź szczęśliwy.
czytam te wpisy autora i widzę relacje mama- syn, a nie partnerską.
Udaj sie na dobrą terapie, uporządkuj sobie swoje emocje a potem wchodź w jakiś związek.
Drugi człowiek nie ejst od tego aby ciągle bawić się w twojego terapeutę.
Tyle lat w związku a ty dalej nie wiesz czego chcesz.
Skoro macie zamiar brać kredyt to dlaczego sie z nią nie ożenisz?
Dlaczego ciągle trzymasz ja w takim zawieszeniu?
Czekasz az sama ci się oświadczy? Nawet to ma zrobić za ciebie.
Co prawda ja tam jestem za równouprawnieniem i sam bym sie z tego cieszyl ale w waszej sytacji było by to juz przesada.
Współczuje tej kobiecie, tyle alt i w zasadzie nie wie na czym stoi.
Zdecyduj sie i podejmij choć raz męska decyzje.
Albo zostajesz z nia i akceptujesz to ze to ona jest decyzyjna w waszym związku, żenisz sie z nią, tylko zrób to jak należy.
Albo kończysz ten związek, bierzesz sie za swoje życie i dopiero potem szukasz partnerki.
Ja polecam to drugie.

30 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-06-02 19:00:08)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

co ja o tym sadze? nie pyklo, bo budowaliscie na pozadaniu, a to nic trwalego. po seksie zabuzowaly hormony i pomyliliscie je z miloscia.
rozmawiac ze soba sie uczy przed seksem, potem to juz nie pyknie.
to nie malzenstwo tylko konkubinat, wiec po co sie meczyc? ja bym wrocila do swojego miasteczka, skoro tam sie dobrze czujesz i nie pakowala sie w kredyt, bo niczym dobrym sie nie skonczy.
zanim zaczniesz jakas nowa relacje romantyczna popracuj najpierw nad soba, tak, abys sie sam ze soba dobrze czul. inaczej zawsze bedziesz "zalezny". a z tego, co mowiles, czujesz sie dobrze w swojej rodzinnej miejscowosci i znowu wracamay do punktu, ze lepiej to zakonczyc i pojsc wlasna droga.
nie potrafisz pobyc sam? (pytanie retoryczne)

i chyba podswiadomie zdawales sobie sprawe z tego, ze to nie TO, bo niby z jakiej paki przez 8 LAT nie zdecydowales sie na slub? a skoro minelo 8 to staneloby sie na nigdy. ta kobieta zreszta powinna zdawac sobie z tego sprawe. ja nie tracilabym czasdu na taki zwiazek bez przyszlosci i sama go zakonczyla dobre 4 lata wczesniej.

31

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Roxann napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

O to chodzi, że już były rozmowy, prośby ale ona upiera się przy swoim że musi koniecznie mieć już mieszkanie. Nie ważne, że teraz sytuacja jest jaka jest i nie ważne jakim kosztem. Ja mam bardzo dobrze płatną pracę i zależało mi na uzbieraniu jak największej gotówki do wkładu własnego, aby jak najmniej się zadłużyć. W ciągu ostatnich 2 lat uzbierałem sam około 140 tys złotych - jej prosiłem o to samo. Wiem, że z 3300 zł trudno jej odłożyć, ale niech to będzie nawet 300-400 zł na miesiąc. Ona woli jeździć i wydawać pieniądze na każdym kroku - a to wyjazd weekendowy a to obiad w drogiej restauracji. Żeby nie było nie mam nic przeciwko temu, ale kiedy podliczyłem w ostatnim miesiącu ile wydaliśmy pieniędzy to złapałem się za głowę. A teraz nagle mówi o kredycie i nawet jak chcesz zamówić jakieś jedzenie na obiad bo jest mało czasu to słyszysz NIE bo oszczędzam. Głupieje od tego wszystkiego na prawdę.

No to niech kupuje sama kawalerkę i idzie na to upragnione swoje, a Ty zabieraj swoje rzeczy i jedź do upragnionego swojego rodzinnego miasta. Masz spore oszczędności, na pewno sobie poradzisz i na start w nowym miejscu jak znalazł.
Przecież przy takich różnicach w podejściu do życia, potrzebach itd. nie da się funkcjonować.


Dokładnie, nie da się żyć wbrew sobie, coraz więcej różnic wychodzi, chociażby z tym kredytem, Ty wolisz oszczędzać, ona nie.

Musisz się wyprowadzić, żeby przekonać się do swoich decyzji, zróbcie sobie przerwę, wtedy wyjdzie czy jesteście sobie "pisani" czy nie.
Nie słowa się liczą, a czyny.

32 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-06-02 18:50:52)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Szeptuch napisał/a:

Wez człowieku zrób tej kobicie przysługę i zakończ ten związek, wróć do swojego miasta i bądź szczęśliwy.
czytam te wpisy autora i widzę relacje mama- syn, a nie partnerską.
Udaj sie na dobrą terapie, uporządkuj sobie swoje emocje a potem wchodź w jakiś związek.
Drugi człowiek nie ejst od tego aby ciągle bawić się w twojego terapeutę.
Tyle lat w związku a ty dalej nie wiesz czego chcesz.
Skoro macie zamiar brać kredyt to dlaczego sie z nią nie ożenisz?
Dlaczego ciągle trzymasz ja w takim zawieszeniu?
Czekasz az sama ci się oświadczy? Nawet to ma zrobić za ciebie.
Co prawda ja tam jestem za równouprawnieniem i sam bym sie z tego cieszyl ale w waszej sytacji było by to juz przesada.
Współczuje tej kobiecie, tyle alt i w zasadzie nie wie na czym stoi.
Zdecyduj sie i podejmij choć raz męska decyzje.
Albo zostajesz z nia i akceptujesz to ze to ona jest decyzyjna w waszym związku, żenisz sie z nią, tylko zrób to jak należy.
Albo kończysz ten związek, bierzesz sie za swoje życie i dopiero potem szukasz partnerki.
Ja polecam to drugie.

Pełna zgoda.

33

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Bawią mnie trochę pretensje autora. Przecież dziewczyna go do niczego nie zmusza. Chce kupić mieszkanie - albo z nim, albo bez niego. Mieszkanie. To nie jest jakaś fanaberia, normalna rzecz. Tymczasem autor nie umie podjąć decyzji i złości się, że na dziewczynie to nie robi wrażenia. No bo przecież jak on nie chce brać teraz kredytu, ale też nie wie, czy może kiedyś nie będzie chciał, to dziewczyna powinna grzecznie czekać i liczyć, że autor kiedyś podejmie decyzję. A jak np. zbierze się w sobie za parę lat i stwierdzi, że jednak wraca do rodzinnego miasta, to przecież nic złego, że dziewczyna czekała na darmo, nie? Dramat, jak w ogóle można żyć z kimś takim.
Powtórzę: dziewczyna autora do niczego nie zmusza. Oznajmiła, że w razie czego kupi sobie kawalerkę. Tyle że to autorowi też nie pasuje. Tylko dlaczego? wink

34

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
SaraS napisał/a:

Powtórzę: dziewczyna autora do niczego nie zmusza. Oznajmiła, że w razie czego kupi sobie kawalerkę. Tyle że to autorowi też nie pasuje. Tylko dlaczego? wink

Mam kilka pomysłów ;-) :-D

35

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Bo chciałbym żyć z nią, ale nie w tym mieście. A ona nie bierze mojego zdania kompletnie pod uwagę jak ze wszystkim w sumie.  Wg. niej po naszych rozmowach w moim mieście będę spędzał czas tylko z kolegami których nawet tam mam może z 2ch i to już z założonymi rodzinami. Chciałem spróbować się z nią przeprowadzić na próbę, aby zobaczyć jak to będzie ale nawet nie chciała spróbować. Tu chodzi o ten dylemat, że skończyć tak długi związek, zrezygnować z własnych potrzeb dla niej - a co jeżeli zostaniemy tutaj i mój stan będzie się pogarszał i uznam, że to był największy błąd w życiu zostawać tutaj ?

36

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Chciałem spróbować się z nią przeprowadzić na próbę, aby zobaczyć jak to będzie ale nawet nie chciała spróbować.

Na próbę to się sam przeprowadź.

Dariush955 napisał/a:

Tu chodzi o ten dylemat, że skończyć tak długi związek,

Chyba zdajesz się nie zauważać, że ona w swojej głowie już podjęła decyzję o zakończeniu związku.

37

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
M!ri napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

Chciałem spróbować się z nią przeprowadzić na próbę, aby zobaczyć jak to będzie ale nawet nie chciała spróbować.

Na próbę to się sam przeprowadź.

Dokładnie, sam zobaczysz jak to jest w nowym/starym miejscu. Niech dziewczyna sobie kupi kawalerkę. Ty ogarnij sobie jakieś lokum sam. Kto wie, może rozłąka Was utwierdzi, że jednak chcecie być razem? A może w ogóle nie będziecie za sobą tęsknić?
Nawet gdybyście za jakiś czas zdecydowali do siebie wrócić i podjęli decyzję co do miejsca, to przecież zawsze można kawalerkę zamienić na choćby 2-pokojowe. Myślę, że to i łatwiejsze i mniej ryzykowne na ten moment niż branie wspólnego kredytu na 30l przy tak poważnych wątpliwościach.

38

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Przecież jak byk widać że ty tej kobiety nie kochasz.
Jedyne co cię przy niej trzyma to strach przed samotnością.
Naprawdę przykro się tego czyta.
Marnujesz życie i sobie i jej.
Nie wiem czemu odnosisz wrażenie że jak się przeprowadzisz do swojego miasta to nagle twoje życie się zmieni, wyjdzie słońce i ptaszki zaczną śpiewać.
Ty masz problemy z samym sobą( co sam piszesz ) a nie z tym gdzie mieszkasz.
Gwarantuję ci że po przeprowadzce nic się nie zmieni.
Co do nie brania twojego zdania pod uwagę. Nie wiem na ile to występuje faktycznie czy po prostu dziewczyna przywykła że to ona podejmujemy decyzję bo ty tego nie robisz.
Ale powiedzmy że faktycznie nie szanuje twojego zdania.
To dlaczego nie wyartykulujesz jej tego.
Na spokojnie z nią o tym nie porozmawiasz?
Jeżeli to zignoruje to powiedz, jaki sens być z kimś takim? Chcesz całe życie być ignorowanym.
Jeżeli ci na niej zależy to porozmawiaj z nią o tym.
Ale tak jak pisałem ja tu widzę tylko strach a nie miłość.
Uporaj się z własnymi demonami a potem myśl o związku.

39 Ostatnio edytowany przez Lendy123 (2022-06-03 16:35:42)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Bo chciałbym żyć z nią, ale nie w tym mieście. A ona nie bierze mojego zdania kompletnie pod uwagę jak ze wszystkim w sumie

Ale przecież do tej pory Waszym wspólnym miejscem zamieszkania było dotychczasowe miasto, a pomysł z przeprowadzką jest tylko i wyłącznie Twój. To tak jakby nagle ona wymyśliła sobie, że chce mieszkać w jakimś innym mieście (atrakcyjnym dla niej, dla Ciebie niekoniecznie), Ty byś uznał to za absurdalny pomysł, a ona by miała pretensje, że nie bierzesz jej zdania pod uwagę. Zmiana miejsca zamieszkania to jest duża zmiana w życiu i jeśli się żyje z kimś, to trzeba brać pod uwagę jak to wpłynie na życie tej osoby. Moim zdaniem to Ty nie liczysz się z jej zdaniem.

40

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Myśląc o przyszłości będąc w tym mieście w którym obecnie przebywamy nie wyobrażam sobie mieć dzieci. Ona jest kompletnie sama i nie ma żadnej rodziny - ja mam. Mam pracę jaką mam w niemczech i często mnie nie ma. Jaki jest sens siedzenia w mieście będąc kompletnie samemu jeżeli można mieć kogoś z rodziny u boku ? Moja rodzina ją lubi i wzajemnie. Jak ja się nie liczę z jej zdaniem ? Jeżeli bym nie liczył się tak jak ona ze mną to dawno bym spakował rzeczy. Sama mówiła, że macierzyństwo dla niej będzie katorgą bo to odjętę lata życia. To chyba ten czas też można jakoś zapełnić, aby nie było szaro - wspólne spacerki z kimś. Tylko właśnie tutaj nie ma z kim bo jej koleżanki to bym nawet do dziecka nie dopuścił ze względu na margines społeczny jaki sobą reprezentują. Moję zdanie jest takie, że ona za wszelką cenę chcę tutaj siedzieć i nawet nie dopuszcza innej myśli - nie ma szans na jaką kolwiek konstruktywną rozmowę bo zaraz albo płacz albo nie ciągnijmy tematu.

41

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Myśląc o przyszłości będąc w tym mieście w którym obecnie przebywamy nie wyobrażam sobie mieć dzieci. Ona jest kompletnie sama i nie ma żadnej rodziny - ja mam. Mam pracę jaką mam w niemczech i często mnie nie ma. Jaki jest sens siedzenia w mieście będąc kompletnie samemu jeżeli można mieć kogoś z rodziny u boku ? Moja rodzina ją lubi i wzajemnie. Jak ja się nie liczę z jej zdaniem ? Jeżeli bym nie liczył się tak jak ona ze mną to dawno bym spakował rzeczy. Sama mówiła, że macierzyństwo dla niej będzie katorgą bo to odjętę lata życia. To chyba ten czas też można jakoś zapełnić, aby nie było szaro - wspólne spacerki z kimś. Tylko właśnie tutaj nie ma z kim bo jej koleżanki to bym nawet do dziecka nie dopuścił ze względu na margines społeczny jaki sobą reprezentują. Moję zdanie jest takie, że ona za wszelką cenę chcę tutaj siedzieć i nawet nie dopuszcza innej myśli - nie ma szans na jaką kolwiek konstruktywną rozmowę bo zaraz albo płacz albo nie ciągnijmy tematu.

Ponawiam wiec pytanie.
Po co chcesz z nią być?
dlaczego ona zadaje sie z jak to określiłeś "marginesem społecznym"?
Skoro ty chcesz mieć dzieci, a jak widać po entuzjazmie, ona nie za bardzo to po co chcesz być z nia?
Tu ci przyznam racje, ze gdybyście planowali dziecko to faktycznie pomoc twojej rodziny może być nie oceniona.
Ale dlaczego ona nie chce sie przeprowadzić?
Musi być jakiś powód.

42

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

A czy jest ktoś, kto by mógł jej pomógł ew. przy dziecku, z Twojej rodziny? Mam wątpliwości.

Ona nie ma żadnej rodziny? A rodzice?

43

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Tiaaa najlepiej zrobić bachora a potem podrzucić dziadkom. Wszytko już sobie w głowie ułożyłeś jak to pięknie będzie w Twoim mieście...

44

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Myśląc o przyszłości będąc w tym mieście w którym obecnie przebywamy nie wyobrażam sobie mieć dzieci. Ona jest kompletnie sama i nie ma żadnej rodziny - ja mam. Mam pracę jaką mam w niemczech i często mnie nie ma. Jaki jest sens siedzenia w mieście będąc kompletnie samemu jeżeli można mieć kogoś z rodziny u boku ? Moja rodzina ją lubi i wzajemnie. Jak ja się nie liczę z jej zdaniem ? Jeżeli bym nie liczył się tak jak ona ze mną to dawno bym spakował rzeczy. Sama mówiła, że macierzyństwo dla niej będzie katorgą bo to odjętę lata życia. To chyba ten czas też można jakoś zapełnić, aby nie było szaro - wspólne spacerki z kimś. Tylko właśnie tutaj nie ma z kim bo jej koleżanki to bym nawet do dziecka nie dopuścił ze względu na margines społeczny jaki sobą reprezentują. Moję zdanie jest takie, że ona za wszelką cenę chcę tutaj siedzieć i nawet nie dopuszcza innej myśli - nie ma szans na jaką kolwiek konstruktywną rozmowę bo zaraz albo płacz albo nie ciągnijmy tematu.

A ja Ci powiem tak:
ogromna ilość małżeństw mieszka daleko od swoich rodzin i nikt im z dziećmi nie pomaga. Zresztą, to nie jest obowiązkiem Waszych rodzin, żeby się zajmować Waszymi dziećmi. Spokojnie kobieta jest w stanie sobie ogarnąć życie sama z małym dzieckiem. Tak, jest to ciężkie, ale dostosowuje rytm dnia do dziecka i daje radę przez ten pierwszy czas.
Jak ona już uważa, że macierzyństwo to lata odjęte z życia, to jak dla mnie dzieci z Was nie będzie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

45

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Wyszedłem z założenia, że skoro już jestem z nią od tylu lat i w sumie było dobrze - bez sprzeczek i bez zdrad, gdzie na okrągło słyszę że ten tego zdradził itp. uznałem, że mam dziewczynę już na całe życie dobrą i ułożoną. Tylko właśnie gdzieś w śrdoku tego związku zatraciłem się na tyle, że przestałem walczyć o swoje, wyrażać swoje zdanie w tym związku i po prostu mówić co mi nie pasuje. Można powiedzieć, że jestem na każde zawołanie i każdy zły humor mojej partnerki muszę poprawić i po prostu nie znoszę konfliktów. Kiedy ona mówi o mieszkaniu to też myśli o dziecku bo o nim często wspomina, ale tak jak Wam pisałem wcześniej ona właśnie w taki negatywny sposób to macierzyństwo interpretuje.
Oboję nie mamy rodziców a moja rodzina na której mogę polegać to bracia i to wszystko, więc "podrzucanie bachora" nie wyjdzie tak czy siak. Miałem na myśli raczej wspólne spacerki i po prostu od czasu do czasu wspólne spędzanie czasu przy planszówkach. Uwierzcie albo nie my tutaj jesteśmy sami nie licząc jej znajomych z pracy - a jeżeli chodzi o ten margines to nie wiem dlaczego tak jest ale ona lubuje się w takich osobach. Mówiąc margines mam na myśli margines, bo ludzie od niej z pracy są po wyrokach za pobicie czy znęcanie się. Najgorsze jest właśnie to uczucie u mnie, że w tym mieście w którym mieszkam już tyle lat w dalszym ciągu czuję się jak wyrzutek i wiąże się z tym dyskomfort.

46

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Oboję nie mamy rodziców a moja rodzina na której mogę polegać to bracia i to wszystko, więc "podrzucanie bachora" nie wyjdzie tak czy siak. Miałem na myśli raczej wspólne spacerki i po prostu od czasu do czasu wspólne spędzanie czasu przy planszówkach.

Ha ha spacerki, planszówki lol no to cenną pomoc przy dziecku żeś znalazł.
Czyli nie istnieje już absolutnie żadnej argument za wyprowadzką.


To, że przez tyle lat nie byłeś w stanie zakolegować się dosłownie z nikim, to tylko Twoja wina.

47

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Poza tym rodzinę to najlepiej odwiedzać i to nie za często.

Jak jesteś taki wrażliwy na konflikty, to sam byś musiał mieszkać, a tak sam na siłę poprawiasz jej humor, nie wyrażasz swojego zdania, więc pretensje możesz mieć tylko do siebie.
Z tą patologią to przesadzasz.

Dlatego masz dwa wyjścia, albo się do niej dostosować, albo samemu się wyprowadzić w swoje  strony i żyć sobie spokojnie samemu.

48

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Wyszedłem z założenia, że skoro już jestem z nią od tylu lat i w sumie było dobrze - bez sprzeczek i bez zdrad, gdzie na okrągło słyszę że ten tego zdradził itp. uznałem, że mam dziewczynę już na całe życie dobrą i ułożoną. Tylko właśnie gdzieś w śrdoku tego związku zatraciłem się na tyle, że przestałem walczyć o swoje, wyrażać swoje zdanie w tym związku i po prostu mówić co mi nie pasuje. Można powiedzieć, że jestem na każde zawołanie i każdy zły humor mojej partnerki muszę poprawić i po prostu nie znoszę konfliktów. Kiedy ona mówi o mieszkaniu to też myśli o dziecku bo o nim często wspomina, ale tak jak Wam pisałem wcześniej ona właśnie w taki negatywny sposób to macierzyństwo interpretuje.

To musisz teraz po prostu podjąć jakąś decyzję, coś wybrać.
Wiesz, życie składa się z wyborów, decyzji i ich konsekwencji. Że tak powiem górnolotnie ;-)

Sam doprowadziłeś do sytuacji, w której się znalazłeś, to i sam musisz z niej wybrnąć. Nikt z nas nie przemówi do Twojej dziewczyny i jej nie powie, że Wasze oczekiwania się rozmijają, że ona chce tego, czego Ty nie chcesz, a Ty chcesz tego, czego nie chce ona. Nikt z nas też, zamiast Was, nie podejmie decyzji, co z tym fantem teraz zrobić.
Czas przestać się mazać na babskim forum i pogadać ze swoją babą, kolego :-D

49

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
M!ri napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

Oboję nie mamy rodziców a moja rodzina na której mogę polegać to bracia i to wszystko, więc "podrzucanie bachora" nie wyjdzie tak czy siak. Miałem na myśli raczej wspólne spacerki i po prostu od czasu do czasu wspólne spędzanie czasu przy planszówkach.

Ha ha spacerki, planszówki lol no to cenną pomoc przy dziecku żeś znalazł.
Czyli nie istnieje już absolutnie żadnej argument za wyprowadzką.


To, że przez tyle lat nie byłeś w stanie zakolegować się dosłownie z nikim, to tylko Twoja wina.


Wspólne spędzanie czasu nie jest powodem do przeprowadzki wg. Ciebie ? Czyli lepiej siedzieć zamkniętym we 2jkę i nie mieć kontaktu z nikim ? Źle zinterpretowałaś to co napisałem. Nie chodziło mi w stosunku do dziecka, bo nie mam nic do tego, aby dziecko wychowywać samemu - ale czasem mieć jakąś odskocznie w postaci choćby z pójściem z bratem na spacer. Dziecka nie planuje od razu. Po za tym bracia też mają dzieci i nawet wspólne spotkanie z dziećmi gdyby się pojawiło nie było by problemem.

Byłem w stanie zakolegować się z ludźmi ze studiów, ale uwierz że każdy się rozjechał za pracą - a znajomi z pracy to głównie niemcy.

50

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Czyli lepiej siedzieć zamkniętym we 2jkę i nie mieć kontaktu z nikim ?

A ktoś Was zamknął w mieszkaniu? Kto Ci broni wyjść i zaprzyjaźnić się chociażby z sąsiadem?

Na Facebooku jest tyle różnych grup zainteresowań, tylko przebierać w możliwościach. Planszówki, sporty, wyjazdy... wszystko jest.

51

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
M!ri napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

Czyli lepiej siedzieć zamkniętym we 2jkę i nie mieć kontaktu z nikim ?

A ktoś Was zamknął w mieszkaniu? Kto Ci broni wyjść i zaprzyjaźnić się chociażby z sąsiadem?

Na Facebooku jest tyle różnych grup zainteresowań, tylko przebierać w możliwościach. Planszówki, sporty, wyjazdy... wszystko jest.

To co złego jest w spędzaniu czasu wspólnego z rodziną i znajomymi których znam od x lat ?

52

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:
M!ri napisał/a:
Dariush955 napisał/a:

Czyli lepiej siedzieć zamkniętym we 2jkę i nie mieć kontaktu z nikim ?

A ktoś Was zamknął w mieszkaniu? Kto Ci broni wyjść i zaprzyjaźnić się chociażby z sąsiadem?

Na Facebooku jest tyle różnych grup zainteresowań, tylko przebierać w możliwościach. Planszówki, sporty, wyjazdy... wszystko jest.

To co złego jest w spędzaniu czasu wspólnego z rodziną i znajomymi których znam od x lat ?

Nic. Chcesz to spędzaj z nimi czas. Ale to żaden argument za przeprowadzką.

53

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

"czasem mieć jakąś odskocznie w postaci choćby z pójściem z bratem na spacer. "

Chyba na wódkę big_smile
Zawsze możesz jechać w odwiedziny. Marne masz te argumenty, poza tym, że tam się dobrze czujesz.
Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko...

54

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Nie piję alkoholu, już sam fakt, że tutaj się czuję źle a tam dobrze nie jest wystarczającym argumentem ?  I ona ma takie właśnie myślenie jak wy tutaj na tym forum. Że nagle koledzy będą ważniejsi że rodzina za blisko - co to za myślenie ?

55

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Nie piję alkoholu, już sam fakt, że tutaj się czuję źle a tam dobrze nie jest wystarczającym argumentem ?

Nie jest. Bo nie masz żadnego powodu, aby się źle czuć. Tylko to sobie wkręcasz i nic nie robisz aby poprawić swoją sytuację.

56

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Nie piję alkoholu, już sam fakt, że tutaj się czuję źle a tam dobrze nie jest wystarczającym argumentem ?  I ona ma takie właśnie myślenie jak wy tutaj na tym forum. Że nagle koledzy będą ważniejsi że rodzinka za blisko - co to za myślenie ?

Ale nie bierzesz pod uwagę, że ona tu się czuje dobrze, a tam by się czuła źle?

Ma rację co do rodzinki, będziesz ja ciągał po rodzinie, a jak nie, to sam pójdziesz, jak mówisz z bratem na spacer, a ona będzie siedziała w domu.

Tak czy tak, my możemy jedynie sobie pogadać, za was decyzji nikt nie podejmie, albo się dogadacie albo nie.

Jeszcze możesz, wyprowadzić się i powiedzieć, że będziesz na nią czekał, musisz się od niej oderwać, żeby pójść do przodu.

Wtedy albo ona zdecyduje się do Ciebie dołączyć, albo Ty wrócisz do niej z przekonaniem, że jednak najlepiej Ci u jej boku...albo najlepiej osobno.

57

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Myśląc o przyszłości będąc w tym mieście w którym obecnie przebywamy nie wyobrażam sobie mieć dzieci. Ona jest kompletnie sama i nie ma żadnej rodziny - ja mam. Mam pracę jaką mam w niemczech i często mnie nie ma. Jaki jest sens siedzenia w mieście będąc kompletnie samemu jeżeli można mieć kogoś z rodziny u boku ? Moja rodzina ją lubi i wzajemnie. Jak ja się nie liczę z jej zdaniem ? Jeżeli bym nie liczył się tak jak ona ze mną to dawno bym spakował rzeczy. Sama mówiła, że macierzyństwo dla niej będzie katorgą bo to odjętę lata życia. To chyba ten czas też można jakoś zapełnić, aby nie było szaro - wspólne spacerki z kimś. Tylko właśnie tutaj nie ma z kim bo jej koleżanki to bym nawet do dziecka nie dopuścił ze względu na margines społeczny jaki sobą reprezentują. Moję zdanie jest takie, że ona za wszelką cenę chcę tutaj siedzieć i nawet nie dopuszcza innej myśli - nie ma szans na jaką kolwiek konstruktywną rozmowę bo zaraz albo płacz albo nie ciągnijmy tematu.

Nie no, sorry, ale w takim wypadku to ja też bym w ogóle nie brała przeprowadzki pod uwagę. XD
Znaczy, Ciebie często nie będzie, bo praca, a ona ma siedzieć w mieście, w którym nie chce i w którym nikogo nie ma? Świetna propozycja, naprawdę, taka z myślą o niej. XD Bo Ty masz tam. braci i jak akurat będziesz w domu, to w planszówki pogracie. Niezbędne do wychowania dziecka, tak, tak. XDDD

To Ty wyjeżdżasz do pracy, więc to ona zapewne będzie siedzieć z dzieckiem w domu, więc propozycja przeprowadzki w takim układzie w głowie mi się po prostu nie mieści. Ona ma zamieszkać w obcym mieście, gdzie nikogo nie zna, wymienić swoje koleżanki na Twoich braci od spacerków i planszówek i zamknąć się w domu z ewentualnym dzieckiem? Żeby Tobie było milutko wracać z pracy do rodzinnego miasta?

Współczuję tej dziewczynie, serio.

58 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-06-06 20:11:56)

Odp: Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.
Dariush955 napisał/a:

Nie piję alkoholu, już sam fakt, że tutaj się czuję źle a tam dobrze nie jest wystarczającym argumentem ?  I ona ma takie właśnie myślenie jak wy tutaj na tym forum. Że nagle koledzy będą ważniejsi że rodzina za blisko - co to za myślenie ?

Wiesz, ja często wracam do miejsc, które wcześniej odwiedziłam i spotykam z ludźmi, ktrych tam poznałam i tak na takich wyjazdach może nawet czuję lepiej niż w domu ale wakacje/weekendy to coś zupełnie innego niż codzienne życie. Podobnie mam z rodziną, która jest rozsiana po całym świecie. Nie ukrywam, że nie raz pojawiała się myśl z jednej czy drugiej strony, że fajnie by było gdybyśmy mieszkali blisko ale... czas spotkań/urlopów się kończy i wszyscy wracają do swoich domów i codziennego życia.
Ty tą swoją rodzinę masz relatywnie blisko, jaki problem się z nimi częsciej spotykać? Jak sam mówisz pracujesz w Niemczch i Twoja praca polega na wyjazdach i (chyba) pracy zdalnej. Natomiast Twoja dziewczyna pracuje na etat i ma jakichś znajomych, choć ich nazywasz patologią. To jednak nie jej wina, że masz taki, a nie inny tryb pracy i że nie masz żadnych znajomych. O relacje, przyjaźnie też trzeba umieć dbać. Jak sam piszesz, jesteś "specyficzny". Ok, rodzina zawsze pozostanie rodziną ale z nią czasem najlepiej wychodzi na zdjęciach.
I nie, ja się tu nie zgodzę, że ona nie bierze Twojego szczęscia pod uwagę bo Ty tam nie mieszkasz na co dzień i tylko jak tam bywasz to czujesz szczęśliwy, nie wiesz natomiast jak by to było, gdybyś tam przeprowadził. Możliwe, że w codziennym życiem tam też byś się zawiódł bo to co innego niż wypady na jakiś krótki czas. Tam też ma kazdy swoje życie, podobnie jak ludzie ze studiów. Taki urok wieku. Po studiach zwykle wszystko sie zmienia, ludzie wchodzą w związki, zakladają rodziny, praca-dom, nie ma się już tyle czasu dla znajomych ale jak się chce to można przyjaźnie utrzymać nawet na odległość.
Moim zdaniem "prblemem" jest po pierwsze Twoja praca (w Niemczech, opierająca na wyjazdach) i też pewnie charakter, zamknięcie na ludzi itd.
Po powrocie, jak sądzę, nie masz co ze sobę zrobić i to powoduje, że źle się czujesz. Związek już też trochę "przechodzony".
Twoja kobieta chce iść do przodu, a Ty się wzbraniasz, wymyślasz jakieś przeprowadzki. Jak sądzę ona by Ci niewiele w życiu zmieniła poza zmienieniem miejsca zamieszkania na Ci znane, a dla niej to zmiana środowiska, pracy, znajomych itd.
Jak tak bardzo Ci na tym zależy, i jak mówisz zarabiasz sporo i nie jesteś pracą uwiazany do miejsca, to wyprowadź tam sam i poproś swoją kobietę by wstrzymała z kupnem mieszkania kilka msc. i w tym czasie dokładaj jej do czynszu. Niech ona przyjeżdza w tym czasie na weekendy do Ciebie albo Ty do niej. Nie musisicie od razu rozstawać. Chodzi o to byś zweryfikował swoje wyobrażenia o życiu tam z rzeczywistoscią.
Jak dla mnie taka przeprowadzka już teraz we dwoje z punktu widzenia dziewczyny też nie wchodziłaby w grę. Co innego, jak pisałam wyżej, gdybyście byli związkiem na odległość i trzeba było zdecydować czy tu czy tam. Ty jednak tam nie mieszkasz od lat, a tylko bywasz. A to zupełnie inna para kaloszy.

Ediit: Odpowiedz szczerze, co najpierw było u Was na tzw. tapecie? Czy Ty swojej kobiecie zaproponowałeś przeprowadzkę do swego rodzinnego miasta, czy ona wyszła z pomysłem zakupu mieszkania?

Posty [ 58 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Konkubinat, kredyt na mieszkanie a niezadowolenie w związku.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021