Witajcie! Miałam w weekend rozmowę z koleżanką i sama nie wiem, co w tej sytuacji jest "naturalne" i co jej doradzić ... Jej mąż ma 40 lat, ona niemalże też, mają dwójkę jeszcze małych dzieci, jakoś sobie radzą finansowo, pracują obydwoje, kokosow nie maja, ale na jakiś obiad do restauracji czasem wyjdą, dzieci ubrane dość dobrze. I ta koleżanka mnie pytała o zdanie, czy to normalne, że część kosztów ich życia pokrywają jej teściowie, mąż nie widzi w tym problemu i twierdzi, że to normalne, a ona czuje się z tym trochę nieswojo, bo jednak dziwnie, by np. cześć opalu do pieca kupowali teściowie, a nie oni, czasem teść zatankuje im auto, a ostatnio sfinansowali im nowy płot. Finansowa pomoc dzieciom na studiach, czy chwilę po studiach też jest dla mnie naturalna, ale z taką sytuacją się nie spotkałam. I sama nie wiem, czy jak teściowie mają troche kasy i dają to ok (wcale nie są bogaci, 2 emerytury i jakieś pieniądze z biezacego dorobku starszego pana, co ma 75 lat już!), czy ten mąż koleżanki trochę się "wysługuje" swoimi rodzicami? Jak dla mnie trochę "dziwna" sytuacja.
2 2022-04-10 19:31:07 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-04-10 19:31:51)
Nie ma w tym nic dziwnego, dzieci nigdy nie odmówią dofinansowania
a rodzice mają satysfakcję, że mogą pomóc. Przecież dzieciom kupuje się się dom czy mieszkanie, jeśli tylko rodziców na to stać. W starszym wieku potrzeby są dużo mniejsze, a dzieci i wnuki, nigdy nie mają za wiele, dosłownie i w przenośni
Jakby jej teściowie nie mieli, to by nie fnansowali, chyba, że sobie odejmują od ust, żeby pomagać dzieciom, to już przesada i w takim przypadku nie powinni przyjmować pomocy, ale być może mają duże emerytury i mają nadwyżki, to ich spawa jak je wykorzystują.
Koleżanka też może źle się z tym czuje, bo jej rodziców nie stać na pomoc, ale nie powinna.
rodzice mają satysfakcję
Nie wolno im tego zabierać. Amen. ![]()
Jeśli rodziców stać, to nie widzę w tym niczego złego. Obdarowywanie daje radość obu stronom. Znam też jednak sytuację, kiedy matka nie wykupuje leków, bo w portfelu pustki, a dorosłe dzieci udają, że nie widzą.
Ja nie widzę w tym nic niestosownego. Żeby nie było nie uważam że tak musi być, to raczej kwestia relacji między rodzicami a ich dorosłymi dziećmi. Jeśli nie jest to wymuszane przez dzieci na zasadzie "daj mamo" tylko gest dobrej woli na ktory rodzicow stać i sami chcą go wykonać to co w tym złego? Moi rodzice tez jeszcze czasem dają nam jakas kasę bo sami nie mają wielkich potrzeb i wolą nas wspomóc np w spłacie kredytu niż trzymać pieniądze na slabooprocentowanym koncie. Nie oczekujemy tego od nich ani nie jojczymy jakie to mamy raty, oni sami poprostu dają. Nie są to jakieś mega kwoty bo i emerytury nie są spektakularne ale doceniam to bardzo. Czasem też staram się odwdzieczyc jakims fajnym prezentem ale mam wrażenie że moich rodzicow bardziej cieszy świadomość ze nam bedzie finansowo lzej niż że oni dostaną fajna nową rzecz, która w ich mniemaniu jest im już zbędna. W dalszej rodzinie gdzie są bardziej majętni wujkowie czy ciocie tymbardziej wspomagają swoje dzieci, nie tylko pod ich kątem ale również pod kątem wnuków. Bo jeśli syn będzie jeździł lepszym bezpieczniejszym autem to i wnuki na tym skorzystają. Gdybym ja miała dzieci to pewnie też starałabym się je wspomagać w miarę możliwości do końca swych dni. Taka zwykle jest natura rodziców, o ile mają oczywiście taka możliwość i chęci.
A osoby, którym to przeszkadza to najczęściej te które same nie mogą liczyć na pomoc ze strony własnych rodzicow i zżera się zazdrosc ze ktos taka pomoc ma. Wtedy wlacza się szpila że powinnaś być dumna i niezależna i nie przyjąć pomocy rodzicow. A przecież to najbliższe osoby które robią to z dobroci serca. Chyba że mamy do czynienia z sytuacja że rodzice pomagają finansowo ale za to roszczą sobie np prawa do wtrącania się w życie swoich dzieci. Za taką pomoc podziękowałabym stanowczo.
6 2022-04-10 19:59:16 Ostatnio edytowany przez Ewe131 (2022-04-10 20:01:51)
Dzięki za obszerne odpowiedzi! Wiem, że oni nie proszą rodziców o pomoc, to rodzice z tą chęcią sami wychodzą, więc zakładam, że ich stać. też znam ich z widzenia i nie widać po nich, żeby sobie odejmowali od ust, chociaż żyją na przeciętnym poziomie, ale z boku dobrze to wygląda. Moja koleżanka za to ma z tyłu głowy, że teraz ta pomoc jest "bezinteresowna", ale w przyszłości to trzeba bedzie ją " oddać". znajomi mieszkają w małym domku, do tego ta dwójka dzieci, a teściowie już 75 lat, póki sobie radzą sami to super, gorzej jak jednego zabraknie, a drugie sobie samo w pustym domu nie poradzi, a oni (ci znajomi) nie mają miejsca, by przyjąć do domu piąta osobę. Mąż koleżanki ma jeszcze siostre, ale ona jest dobrze sytuowana po mężu,więc jej rodzice nie pomagają finansowo
tak więc w tej pomocy może być drugie dno za jakiś czas "my wam tyle pomogliśmy, a teraz musicie się mną zająć" (tesciem czy teściowa). I tego moja koleżanka się obawia. Teściowa jest spoko,ale raz na 2 tygodnie na niedzielna kawę
inaczej ma swoje zdanie na każdy temat:)
Ale powyzsze nie zmienia generalnie istoty Waszych wypowiedzi, bo faktycznie pomoc rodzicielska jest z natury bezinteresowna, jeśli tych rodzicow na to stać.
Ja nie umiałam jej doradzić, bo zarówno ja, jak i mąż musieliśmy być samodzielni od wczesnych lat młodzieńczych i trudno było mi się postawić w jej sytuacji.
Dzięki za obszerne odpowiedzi! Wiem, że oni nie proszą rodziców o pomoc, to rodzice z tą chęcią sami wychodzą, więc zakładam, że ich stać. też znam ich z widzenia i nie widać po nich, żeby sobie odejmowali od ust, chociaż żyją na przeciętnym poziomie, ale z boku dobrze to wygląda. Moja koleżanka za to ma z tyłu głowy, że teraz ta pomoc jest "bezinteresowna", ale w przyszłości to trzeba bedzie ją " oddać". znajomi mieszkają w małym domku, do tego ta dwójka dzieci, a teściowie już 75 lat, póki sobie radzą sami to super, gorzej jak jednego zabraknie, a drugie sobie samo w pustym domu nie poradzi, a oni (ci znajomi) nie mają miejsca, by przyjąć do domu piąta osobę. Mąż koleżanki ma jeszcze siostre, ale ona jest dobrze sytuowana po mężu,więc jej rodzice nie pomagają finansowo
tak więc w tej pomocy może być drugie dno za jakiś czas "my wam tyle pomogliśmy, a teraz musicie się mną zająć" (tesciem czy teściowa). I tego moja koleżanka się obawia. Teściowa jest spoko,ale raz na 2 tygodnie na niedzielna kawę
inaczej ma swoje zdanie na każdy temat:)
Ale powyzsze nie zmienia generalnie istoty Waszych wypowiedzi, bo faktycznie pomoc rodzicielska jest z natury bezinteresowna, jeśli tych rodzicow na to stać.
Ja nie umiałam jej doradzić, bo zarówno ja, jak i mąż musieliśmy być samodzielni od wczesnych lat młodzieńczych i trudno było mi się postawić w jej sytuacji.
No ja tego dylematu nie mam bo jako jedynaczka mam świadomość ze opieka nad rodzicami jest moim obowiązkiem i traktuję to jako oczywistość niezależnie od tego czy rodzice mi rzucą kasą czy nie. Co do teściów to też zakładam że będziemy jakos częściowo partycypować w pomocy im mimo ze nie wspomagają nas finansowo. Do domu ich nie zabiorę bo mieszkamy już z moimi rodzicami ale inna forma pomocy pewnie będzie dzielona z pozostałym rodzeństwem męża. Taka chyba kolej rzeczy ze najpierw rodzice opiekują się nami a potem rolę się odwracają i to czy rodzice dali kasę czy nie nie powinno mieć tu znaczenia.
8 2022-04-10 20:10:59 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-04-10 20:12:46)
Ale to nie ma związku, niektórzy rodzice którzy nie pomagają dzieciom, mają wygórowane oczekiwania.
A w tej sytuacji i ta opieka też będzie obowiązkiem dzieci, jak nie bezpośrednio to pośrednio, bez względu na to czy pomagają czy nie.
Pomagając dzieciom nie można myśleć o interakcji zwrotnej, bo to co my dajemy dzieciom, to one oddadzą swoim i mam tu na myśli nie tylko rzeczy materialne.
Koleżanka tę kwestię powinna zostawić mężowi, to jest sprawa między nimi.
Ewe131 napisał/a:Dzięki za obszerne odpowiedzi! Wiem, że oni nie proszą rodziców o pomoc, to rodzice z tą chęcią sami wychodzą, więc zakładam, że ich stać. też znam ich z widzenia i nie widać po nich, żeby sobie odejmowali od ust, chociaż żyją na przeciętnym poziomie, ale z boku dobrze to wygląda. Moja koleżanka za to ma z tyłu głowy, że teraz ta pomoc jest "bezinteresowna", ale w przyszłości to trzeba bedzie ją " oddać". znajomi mieszkają w małym domku, do tego ta dwójka dzieci, a teściowie już 75 lat, póki sobie radzą sami to super, gorzej jak jednego zabraknie, a drugie sobie samo w pustym domu nie poradzi, a oni (ci znajomi) nie mają miejsca, by przyjąć do domu piąta osobę. Mąż koleżanki ma jeszcze siostre, ale ona jest dobrze sytuowana po mężu,więc jej rodzice nie pomagają finansowo
tak więc w tej pomocy może być drugie dno za jakiś czas "my wam tyle pomogliśmy, a teraz musicie się mną zająć" (tesciem czy teściowa). I tego moja koleżanka się obawia. Teściowa jest spoko,ale raz na 2 tygodnie na niedzielna kawę
inaczej ma swoje zdanie na każdy temat:)
Ale powyzsze nie zmienia generalnie istoty Waszych wypowiedzi, bo faktycznie pomoc rodzicielska jest z natury bezinteresowna, jeśli tych rodzicow na to stać.
Ja nie umiałam jej doradzić, bo zarówno ja, jak i mąż musieliśmy być samodzielni od wczesnych lat młodzieńczych i trudno było mi się postawić w jej sytuacji.No ja tego dylematu nie mam bo jako jedynaczka mam świadomość ze opieka nad rodzicami jest moim obowiązkiem i traktuję to jako oczywistość niezależnie od tego czy rodzice mi rzucą kasą czy nie. Co do teściów to też zakładam że będziemy jakos częściowo partycypować w pomocy im mimo ze nie wspomagają nas finansowo. Do domu ich nie zabiorę bo mieszkamy już z moimi rodzicami ale inna forma pomocy pewnie będzie dzielona z pozostałym rodzeństwem męża. Taka chyba kolej rzeczy ze najpierw rodzice opiekują się nami a potem rolę się odwracają i to czy rodzice dali kasę czy nie nie powinno mieć tu znaczenia.
Wiem, że koleżanka w zakresie finansowym wspomagania rodziców na stare lata też nie ma problemu, chociaż teraz podczas tej rozmowy powiedziała coś w stylu,że teściowie doplacaja im do opalu,czy do paliwa co jakiś czas, nie odejmują sobie od ust, ale może właśnie powinni odkładać te pieniądze na trudniejsze czasy życia w pojedynkę. W ich przypadku to jest mała wieś, do miasta daleko, do sklepu, czy lekarza też, więc samo finansowe wsparcie jej tesciow nie zda egzaminu, a ich mieszkanie jest małe, sami żyja z dziećmi na 2 pokojach, trudno przyjąć piąta osobe. Ale to już wybiegam poza swoje pytanie:)
Rodzicielska pomoc - rodzicielska pomocą ![]()
10 2022-04-10 21:30:01 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-04-10 21:31:05)
Zawsze można zatrudnić opiekunkę, nie ma co się zamartwiać na przyszłość, bo nie znamy końca, a jak mają nawet odkładać pieniądze, które tracą na wartości... jak w razie potrzeby dzieci opłacą opiekuna/kę, czy pomogą finansowo, też się nic nie stanie. Choć pewnie mają też odłożone, skoro pomagają dzieciom.
Ja rozumiem koleżankę, bardziej pewnie obawia się, że mąż będzie chciał wziąć do siebie rodzica, który zostanie sam.
Ale dzieci wspiera się całe życie i po śmierci, bo dziedziczą majątek, więc jak by nie było wyjścia, to można sprzedać ich posesję, kupić większe mieszkanie i zabrać rodzica do siebie. Choć starsi ludzie wolę zostać na starych śmieciach.
Często tak jest paradoksalnie, że im więcej dzieci tym większy dylemat, kłótnie o majątek itp.
czy to normalne, że część kosztów ich życia pokrywają jej teściowie, mąż nie widzi w tym problemu i twierdzi, że to normalne,
TAk. Będę pomagał finansowo swoim dzieciom nawet jak będą miały 40+ lat. I będę się tym cieszył, że mogę im pomóc. Bo ja jako stary dziadek nie będę musiał już wydawać ani na pieluchy, ani na wycieczki, ani na żadne rzeczy potrzebne do życia.
a ona czuje się z tym trochę nieswojo, bo jednak dziwnie, by np. cześć opalu do pieca kupowali teściowie, a nie oni,
Oni pomagają swojemy synowi bo tak chcą.
A ona niech się cieszy, że nie musi ze swoich pieniędzy dwać na opał.
czasem teść zatankuje im auto, a ostatnio sfinansowali im nowy płot.
Wspaniali są Ci rodzice/teściowie.
... ale z taką sytuacją się nie spotkałam. I sama nie wiem, czy jak teściowie mają troche kasy i dają to ok (wcale nie są bogaci, 2 emerytury i jakieś pieniądze z biezacego dorobku starszego pana, co ma 75 lat już!), czy ten mąż koleżanki trochę się "wysługuje" swoimi rodzicami? Jak dla mnie trochę "dziwna" sytuacja.
NIee, nie dziwna... Ci teściowie dają bo chcą, a nie bo muszą.
Pozwólcie im robić co chcą.
A jak kogoś gryzą wyrzuty sumienia, to odłóżcie kasę, aby wspomóc wasze dzieci gdy będą dorosłe.
Wydaje mi sie droga autorko iz rodzice twojej po-ziomki poprostu dostali tak odlegle wizyty z NFZetu do specjalistow ze pogodzili sie juz z powolnym wyjsciem z matrixa.
Wiec co im pozostalo z zycia, jak prezentowac upominki w sensie zapodac cos zeby mlodszym bylo troche lzej i moze przez to czuja sie sami lepiej.
Uwazam ze takie podarunki sa ok dla wnuczkow a nie walsnych dzieci 40letnich koni w sile wieku.
To takie jakby potwierdzenie ze skoro moje dziecko nie ogarnia sie za bardzo i widze braki na kazdym kroku to mu troche sypne w gescie . W koncu sami wychowalismy dzieci . Wg mnie troche to odwucone lusterko. Uwazam ze skoro rodzice mnie wychowali i wspomagali jako dziecko. To raczej jak dorosne logicznym dla mie jest ze jestem im wdzieczny
iz wychowali mnie tak bym dawal sobie dobrze rade sam. Nie potrzebuje pomocy a moge ja sluzyc innym...wiec jak mamie pykne kolka.na zime czy zaleje pikusia ropka to sie mamuska ucieszy, albo zrorganizuje pedicure do domciu czy cos ponaprawiam jak umie. Nie widujemy sie za czesto wiec jest to dla mnie tez radosc ze moge mamusce sie odwieczyc za to kiedy moglem byc poprostu dzieckiem/nastolatkiem i w miare mozliwosci sypnela nieraz groszem bym nie odstawal od rowiesnikow z pierdolami typu gumy balonowe czy pilke do koszykowko...choc sama nie miala za wiele.
Tez staramy sie wychowac swoich synow tak by sie ograniali, byli samodzielni choc sa tak odmnienni od siebie ze az dziw . To cos co wycagna z naszego domu powinno starczyc im na lata.
Raczej jako dorosly facet ciezko by mi bylo przytulac pomoc od tesciow czy rodzicow wiedzac ze skoro hajs ulatwia zycie to niech im bedzie jak najlzej na stare lata. A my sobie rade damy na swoj sposob.
Ale moj punkt widzenia zalezy od mojego punktu widokowego...gdyby mi brakowalo i mialbym jakies problemy finansowe ( typu dziecko potrzebuja nagle specjalisty czy zabiegu na ktory mnie niestac) jakas drobna pomoc od starszych....no przytulnym z nutka wlasnego wstydu.
Natomist swiat materialny zawsze da sie obnizyc jakosciowo, zmienic lokum na mniejsze tansze, zmienic auto na starsze i tansze w utrzymaniu itp. A nie ciagnac stan materialny na ktory mnie kompletnie nie stac i obciazac tym rodzicow czyvtesciow. Nagle obnizenie standardow zyciowych boli w dupie jak cholera...raz tam bylem i juz nie wroce.
Jak byla taka potrzeba to poprosilem o wsparcie finansowe ...ale wstyd dla mnie do dzis i ciagnie sie jak smrod po gaciach.
Szczerze to wolalbym miec sytuacje w ktorej moje dzieci moga na mnie liczyc dobra rada, wsparciem mentalnym a jak juz to zebym mogl im pomoc w razie w jakims promem kosmicznym czy wida w inny wymiar do leprzego swiata...puki co niech sa nastolatkami i ciesza sie tym wiekiem bo nie trwa za dlugo. Swiat doroslych juz taki luzny i beztroski nie jest. Szczegolnie kiedy w wieku 40+ liczysz na zatrzyki / boostery do egzystencji od swoich starych...
Wydaje mi sie droga autorko iz rodzice twojej po-ziomki poprostu dostali tak odlegle wizyty z NFZetu do specjalistow ze pogodzili sie juz z powolnym wyjsciem z matrixa.
Wiec co im pozostalo z zycia, jak prezentowac upominki w sensie zapodac cos zeby mlodszym bylo troche lzej i moze przez to czuja sie sami lepiej.Uwazam ze takie podarunki sa ok dla wnuczkow a nie walsnych dzieci 40letnich koni w sile wieku.
To takie jakby potwierdzenie ze skoro moje dziecko nie ogarnia sie za bardzo i widze braki na kazdym kroku to mu troche sypne w gescie . W koncu sami wychowalismy dzieci . Wg mnie troche to odwucone lusterko. Uwazam ze skoro rodzice mnie wychowali i wspomagali jako dziecko. To raczej jak dorosne logicznym dla mie jest ze jestem im wdzieczny
iz wychowali mnie tak bym dawal sobie dobrze rade sam. Nie potrzebuje pomocy a moge ja sluzyc innym...wiec jak mamie pykne kolka.na zime czy zaleje pikusia ropka to sie mamuska ucieszy, albo zrorganizuje pedicure do domciu czy cos ponaprawiam jak umie. Nie widujemy sie za czesto wiec jest to dla mnie tez radosc ze moge mamusce sie odwieczyc za to kiedy moglem byc poprostu dzieckiem/nastolatkiem i w miare mozliwosci sypnela nieraz groszem bym nie odstawal od rowiesnikow z pierdolami typu gumy balonowe czy pilke do koszykowko...choc sama nie miala za wiele.
Tez staramy sie wychowac swoich synow tak by sie ograniali, byli samodzielni choc sa tak odmnienni od siebie ze az dziw . To cos co wycagna z naszego domu powinno starczyc im na lata.
Raczej jako dorosly facet ciezko by mi bylo przytulac pomoc od tesciow czy rodzicow wiedzac ze skoro hajs ulatwia zycie to niech im bedzie jak najlzej na stare lata. A my sobie rade damy na swoj sposob.
Ale moj punkt widzenia zalezy od mojego punktu widokowego...gdyby mi brakowalo i mialbym jakies problemy finansowe ( typu dziecko potrzebuja nagle specjalisty czy zabiegu na ktory mnie niestac) jakas drobna pomoc od starszych....no przytulnym z nutka wlasnego wstydu.
Natomist swiat materialny zawsze da sie obnizyc jakosciowo, zmienic lokum na mniejsze tansze, zmienic auto na starsze i tansze w utrzymaniu itp. A nie ciagnac stan materialny na ktory mnie kompletnie nie stac i obciazac tym rodzicow czyvtesciow. Nagle obnizenie standardow zyciowych boli w dupie jak cholera...raz tam bylem i juz nie wroce.
Jak byla taka potrzeba to poprosilem o wsparcie finansowe ...ale wstyd dla mnie do dzis i ciagnie sie jak smrod po gaciach.Szczerze to wolalbym miec sytuacje w ktorej moje dzieci moga na mnie liczyc dobra rada, wsparciem mentalnym a jak juz to zebym mogl im pomoc w razie w jakims promem kosmicznym czy wida w inny wymiar do leprzego swiata...puki co niech sa nastolatkami i ciesza sie tym wiekiem bo nie trwa za dlugo. Swiat doroslych juz taki luzny i beztroski nie jest. Szczegolnie kiedy w wieku 40+ liczysz na zatrzyki / boostery do egzystencji od swoich starych...
Tylko Ty piszesz o sytuacji liczenia na tą pomoc. A jeśli ktoś ma kredycik i sobie ten kredycik grzecznie spłaca i nie jojczy ze nie ma za co zyc a rodzice i tak chcą mu dać jakieś pieniądze np na kilka rat coby spłacił szybciej zadłużenie to to grzech? Bo z tego co piszesz wychodzi na to że tak bo albo nie powinnam tego kredytu brać i mieszkać na wynajmie do końca życia coby rodziców istnieniem mojego kredytu nie stresować albo wogole zaniechać egzystencji bo to wstyd ze nie mam więcej kasy od nich i to im jeszcze nie dokładam na starość. A tymczasem życie nie jest takie zerojedynkowe. Czasem rodziców nie stać na to żeby dziecku zapewnić edukację i różne możliwości które dadzą mu w przyszłości super zarobki. Albo bywa tak ze dziecko ma wykształcenie ale nie dysponuje siła przebicia ktora pozwala mu piąć sie po szczeblach kariery i zarabiać kokosow. Nie mówiąc już o sytuacji gdy ma jakieś problemy zdrowotne które mu uniemożliwiają wykonywanie wielu zawodów albo wiążą się z częstym zwolnieniem chorobowym czy wręcz rentą. No i pomijam już właśnie samo pragnienie rodzicow by ich dzieciom bylo jeszcze lepiej niezależnie od tego czym te dzieci juz dysponują. Bo jest to raczej powszechne u rodziców. Często sami mają już mocno ograniczone potrzeby i wolą pieniądze które gdzieś tam mogliby trzymać w skarpecie dać dziecku. Bo nie każda mama robi na starość manicure i jezdzi autem skoro i za młodu tego nie robiła. A każde kochające dziecko nie koniecznie musi mamie zalac bak w aucie zeby pokazac wdzięczność czy szacunek tylko wystarczy że służy jej opieka, zawiezie do lekarza, zrobi zakupy czy umyje okna.
Twoja koleżanka najbardziej boi się tego, że kiedyś ci starzy rodzice wylądują w jej domu i będzie musiała zajmować się nimi.
Wolałaby więc niczego od nich nie dostawać, a na starość choroby rodziców wypiąć się po prostu.
Twoja koleżanka najbardziej boi się tego, że kiedyś ci starzy rodzice wylądują w jej domu i będzie musiała zajmować się nimi.
Wolałaby więc niczego od nich nie dostawać, a na starość choroby rodziców wypiąć się po prostu.
Wylądować w domu nie wylądują, bo wiem jak mieszkają
w 4 osoby na 2 pokojach
no nijak się nie zmieści kolejna osoba.
Moja koleżanka między wierszami boi się, że teraz teściowie coś tam finansuja,bo obecnie ich stać, ale głupio jej męża zapytać, czy jego rodzice mają kapitał na przyszłość, gdy jedno z nich zostanie samo. Bo u nich jest dwójka małych dzieci i proste polskie pensje bez szału, a dzieci każdy wykształcić chce, więc ona boi się, że teraz teściowie finansują im to czy tamto,a potem.moze się okazać, że jak zostanie na starość jedno z nich to im będzie trudno wysupłać kolejne pieniądze na miesiąc, by utrzymywać rowniez rodzica, po prostu. Nie każdy zarabia kokosy. Ale to już wykracza poza tą dyskusje.
Przeprowadziłam wiele rozmów z moją matką na ten temat. Mnie przeszkadza, że mi daje pieniądze, ale dalej mi je daje. Mojemu bratu przestała dawać bo mu przeszkadza. A z kolei mojemu jeszcze jednemu bratu daje ale z konieczności (bo jest chory i psychicznie też niedomaga), i częstu mu to wypomina. Nic z tego nie rozumiem, zwłaszcza, że wolałabym jakby swoje pieniądze oddała temu kto potrzebuje.
Niet. To są jej pieniądze i może z nimi robić co jej się podoba. Mówi, że czuje się dzięki temu ważna i potrzebna, i taka jest rola rodziców i naturalny przepływ energii jest tylko w jedną stronę. Mnie to wkurza, ale z tym nie walczę.
Ja też nie walczę ze swoimi rodzicami i grzecznie biorę co dają mimo, że tego nie potrzebuję i w zasadzie trwonię te pieniądze.
Cieszą się, ze biorę, czują się potrzebni. Nawet nie pytają na co wydaję ich pieniądze.
Odkąd zaczął się covid nie noszą do banku tylko wkładają do reklamówki to co listonosz im przyniesie.