Na początku chciałabym powiedzieć wszystkim cześć ![]()
Właściwie to nie wiem od czego zacząć... Moje małżeństwo trwa przeszło 6 lat, razem jesteśmy 9 lat. Na początku było super. Wręcz wymarzony człowiek na męża , ojca, kochanka. PO 2 latach znajomości zaręczyliśmy się, i po 3 m-cach zaszłam w ciążę, wzięliśmy ślub. Po urodzeniu córeczki, mąż bardzo mi pomagał, do roku to on zajmował się córką w nocy, mimo że to ja nie pracowałam, a on. Spacery, śniadania i oddanie siebie, była po prostu najszczęśliwszą matką , żoną na świecie. Córka nam rosła, mąż już chyba wtedy pomału , zaczął wychodzić beze mnie , np. z kolegami do baru. Na początku nawet nie śmiałam mu robić awantur, przecież tyle mi pomagał , jemu też należy jakaś forma relaksu. I zaczęło coraz częściej, później już nie miałam zbytniego wpływu, po prostu wychodził. Wróciła, do pracy, jakoś to się uspokoiło, mąż zaczął być zazdrosny, głupio to zabrzmi ,ale o pracę. Ze dużo czasu się jej poświęcam, etc. Zaczęłam szperać mężowi w telefonie, znalazłam kilka sms-ów , które zrobiły z naszego życia piekło. Wytłumaczył się, zaufałam. Po wielu latach odnowiłam znajomość z chłopakiem, z którym byłam przed mężem, szczerze to czułam się dobrze pisząc z nim, kiedy mąz wychodził ja siadałam i pisałam, później zaczęliśmy do siebie telefonować. Po kłótni z mężem , telefon do niego była dla mnie ukojeniem. Nie myślcie że telefony były codziennie i pisanie, sporadycznie , on też założył rodzinę , więc mieliśmy ograniczenia. Moje małżeństwo miało raz wzloty raz upadki, miałam dosyć wychodzenia, dziwnych telefonów, smsów, dlatego też coraz mniej zaczęło mnie ruszać , że on znowu wychodzi. Teraz pokłóciliśmy się z mężem, wyprowadził się, na początku ogarnął mnie smutek, później, ulga. Wyprowadzał się już parę razy, zawsze ja prosiłam ,aby wrócił. Teraz mam wrażenie , że źle zrobiłam, po prostu wzięłam na siebie całą winę, nieważne kto wtedy tak naprawdę był winien. Straciłam tez zaufanie do niego, a on też nie zrobił nieczego , żeby to zmienić. Wiele razy w kłótniach wypominał mi ze próbował, miał plany na wspólny weekend, ale ja swoim zachowaniem je zmieniłam, zmęczyło mnie takie podejście gówniarza. Teraz jestem sama, mamy kontakt, był dzisiaj , ale nie wiem czego już sama chcę. Gdzieś tam jest we mnie strach przed samotnością, czy dam radę, a z drugiej strony przyzwyczajenie, wstyd, żal i ból że odszedł , będzie lub ma inna, będzie się z nią spotykał. Wiem, ze zawsze wina leży po połowie, ale podobno jeśli się kocha, to ... Lżej mi , że mogłam się z kimś tym podzielić, chciałabym poznać Wasze zdanie, poradę . pozdrawiam
Podobne tematy
zaufania juz niestety nie odbudujesz nigdy, tym bardziej ze wiesz jesli wrocicie do siebie on nadal bedzie utrzymywal kontakt z inna, ale to prawda to nie jest jej wina tylko wasza, kiedy on pokazal ci zazdrosc i ze cos jest nie tak ty pocieszalas sie kolega sprzed lat tzn on byl twoim wybawienien ok, ale jesli szukasz winnych to zacznij od siebie i jego, jesli chcesz z nim byc tylko bo boisz sie byc sama to odpusc sobie bo nigdy nie bedziecie juz szczesliwi...
Agatko, wygląda na to, że sama pobałaganiłaś w swoim życiu. Najbardziej mnie przeraża, że piszesz, że nie wiesz, co masz zrobić. Ale chyba jesteś konsekwentna w swoim postępowaniu ? Jeśli znalazłaś sobie przyjaciela, który pocieszał Cię w tajemnych rozmowach, to czemu szukałaś tego pocieszenia poza domem ? Dla mnie to oczywiste.
Agatko, wygląda na to, że sama pobałaganiłaś w swoim życiu. Najbardziej mnie przeraża, że piszesz, że nie wiesz, co masz zrobić. Ale chyba jesteś konsekwentna w swoim postępowaniu ? Jeśli znalazłaś sobie przyjaciela, który pocieszał Cię w tajemnych rozmowach, to czemu szukałaś tego pocieszenia poza domem ? Dla mnie to oczywiste.
Chyba nie dokładnie przeczytałaś, a poza tym ciekawa jestem czy masz takie super poukładanie życie? Mam wrażenie , że miało mnie to pogrążyć a nie pomóc. Dziękuje za wypowiedź
Agatko, nie miałam najmniejszego zamiaru Cię pogrążyć, tak zrozumiałam, to, co napisałaś.
Agatko, nie denerwuj się, dziewczyny chcą Ci tylko pomóc, a nie obrazić. Nie widzę złośliwości w ich komentarzach. Pozdrawiam, moderatorka Yvette
Przyznam sie szczerze,że ja nie za bardzo rozumie o jaka rade prosisz?
Mąż filirtował,Ty też. Mąż odszedł i Ci ulzyło,ale za chwile piszesz,ze masz obawy...
Jezeli zależy ci na małrzeństwie,to umów sie z mężem i pogadajcie,a jezeli juz nie chcesz z nim być,to zamknij rozdział.
żadna z nas nie pogrąża cie, każda z nas ma problem jedna mniej bolesny druga bardziej, Agatko zastanów sie nad swoim życiem czy warto poświecac sie na reszte życia przynajmniej ja to tak rozumiem bo zaufania juz do siebie nie macie wiec co was trzyma?zastanówcie sie oboje czy dacie rady to zwyciezyc, jesli tak spróbujcie od początku. ja życzę ci jak najlepiej
Agatko, a ja odbieram twojego posta jak prosba o pomoc, dwoje kochających sie ludzi, gdzie pogubiło sie , zapomnialo jak wyglada szczera dobra rozmowa.
Aga, zapros meza na wspaniala kolacje przy swiecach i spytaj jego (oczywiscie siebie wczesniej) czy pragniecie p r a c o w a ć cięzko, pracować nad odbudową związku.
Jeśli jedno chce - to cięzka sprawa, nie wiem co ci radzić, ale jeśli oboje to bierzcie się do roboty.
Ustalcie zasady rozmowy : szczerość nawet do ostrego bólu, wspólny cel jaki chcecie osiągnąć i POWODZENIA.
To co odbudujecie może być dużo piękniejsze i mocniejsze od tego co było, oboje w trakcie związku zmieniliście się i teraz macie szanse na pełne poznanie siebie . PRZECIEŻ TAK WIELE WAS ŁĄCZY.