Kiedy zaciągnęłaś kredyt, ale pod wpływem zmiany sytuacji (np. rozstałaś się z mężem lub straciłaś pracę) dług Cię przerasta - nie warto czekać aż do drzwi zapuka komornik, bo wtedy przeważnie jest już za późno na jakiekolwiek ugody. Ważne jest, aby reagować w porę.
Kiedy czujesz, że zaczynasz mieć problem ze spłatą raty kredytu lub opłatą rachunków nie czekaj, ale działaj, bo przeważnie jest to już i tak bardzo trudna sytaucja. Najlepiej od razu pójść do wierzyciela i wystąpić z wnioskiem o rozłożenie zaległości na raty, rozciągnięcie ich w czasie lub chwilowe zawieszenie (np. do czasu poprawy Twojej sytuacji). Przedstaw więc wiarygodne powody zaistniałej sytuacji i zaproponuj jakieś konkretne i realne rozwiązanie. Prawda jest taka, że bankom, różnym innym instytucjom, czy przedsiębiorstwom również zależy na tym, abyś płaciła regularnie.
Jeśli jednak sprawą już zajęła się windykacja nie unikaj windykatora, ale spróbuj z nim rzeczowo porozmawiać. Windykator ma za zadanie doprowadzić do ugody z dłużnikiem i ustalić warunki spłaty zaległości, to tylko pośrednik pomiędzy dłużnikiem, a wierzycielem, więc naprawdę warto z nim porozmawiać. To również z nim możesz zawrzeć ugodę. Jeśli jednak będziesz tego unikać sprawa zapewne trafi do sądu, a potem do komornika, więc dług zostanie powiększony nie tylko o karne odsetki (z reguły bardzo wysokie), ale również koszty sądowe i komornicze. Nie warto więc zwlekać.
Jak z tego wynika, całkiem realnym jest, że to co wydawało Ci się przerażające, przy odrobinie zdrowego rozsądku i dobrej woli z obu stron, może udać się załatwić polubownie.
To tyle teorii, a jak to wygląda w praktyce? Czy same znalazłyście się, lub też Wasi bliscy czy znajomi, w podobnej sytuacji? Jak udało Wam się z niej wybrnąć? Czy druga strona była skłonna do ustępstw, pójścia na ugodę?