Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Mam 26 lat ('91 r.) i, kiedy byłam w szpitalu, podczas oczekiwania na tomografię poznałam mężczyznę, który zagadnął mnie pierwszy i zaczęła się naprawdę miła rozmowa, nie tylko o chorobach, ale przede wszystkim o życiu codziennym, zainteresowaniach, a także planach na przyszłość i oczekiwaniach (szczególnie jeśli chodzi o pracę/studia). W trakcie rozmowy wspomniałam, że leżę w tym szpitalu, ale byłam pewna, że po badaniu nasze drogi rozejdą się i znajomość się nie zawiąże, a tymczasem Tadeusz przyszedł do mnie na oddział następnego dnia. Rozmawialiśmy kolejny razy kilka dobrych godzin, a nawet wymieniliśmy się numerami telefonów, tylko że nie spodziewałam się, żeby kontakt się utrzymał. I byłam bardzo zaskoczona, kiedy zadzwonił w dniu mojego wypisu, żeby umówić się na kawę nie z automatu! Na początku zachowywałam dystans, ale z dnia na dzień poświęcaliśmy sobie coraz więcej czasu, aż do teraz...
Tadeusz (to jego drugie imię, ponieważ nie umiem zwracać się do niego jego pierwszym imieniem, do którego mam ogromną awersję z pewnych powodów z przeszłości, o których Tadeusz już wie i nie ma większego problemu, że mówię do niego i o nim Tadziu, Tadek itd.) ma 49 lat ('68 r.) i jest z rocznika mojej mamy. Mój poprzedni partner także był starszy ode mnie, ale rozstaliśmy z wielu powodów (wiek był jednym z nich, ale w tamtym wypadku różnica wieku była jeszcze większa). Mi ta różnica wieku nie sprawia problemu, Tadeuszowi także nie - ja nigdy nie potrafiłam dogadać się z rówieśnikami, a wszystkie moje koleżanki (oprócz dwóch) są starsze ode mnie od 5 do 15 lat. Chłopcy w moim wieku są w moim odczuciu bardzo dziecinni, a przede wszystkim mają zupełnie inne priorytety i poglądy niż ja. Dogadujemy się, ale na płaszczyźnie dobrych znajomych - nic więcej. Mam świadomość, że wynika to z mojego otoczenia rodzinnego, w którym przeważały osoby starsze (mieszkałam razem z babcią, a w naszym domu zawsze było wielu mężczyzn w wieku od 40 do 60 lat - mój wujek, który przychodził codziennie, jego koledzy, którzy nosili mnie na barana albo bawili się ze mną w berka itd.). Ogólnie w przeciwieństwie do moich rówieśników bardzo dobrze czuję się w obecności ludzi starszych, do których wyższego poziomu intelektualnego zawsze musiałam "doskakiwać" (jako czterolatka znałam i rozumiałam słowa, których często nie używają nawet licealiści). Do sedna...
Z Tadeuszem nadajemy na bardzo podobnych falach; mamy podobne zainteresowania (czytanie książek, zamiłowanie do piękna, lubimy zwiedzać, podziwiać zabytki architektury w polskich miastach, obcować ze sztuką podczas wyjść do muzeów, galerii czy na wystawy). Poza tym Tadeusz dopinguje mnie i motywuje do ciągłego rozwoju - teraz utwierdza mnie w przekonaniu, że powinnam rozpocząć studia doktoranckie i spełnić swoje marzenie o rozpoczęciu kariery akademickiej. Nie ma mowy o jakimkolwiek sponsoringu z jego strony; owszem od czasu do czasu to on płaci, kiedy wychodzimy na kolację albo do opery czy teatru, ale nie oczekuje w zamian tego, czego oczekiwałaby większość mężczyzn w jego wieku i z jego pozycją społeczną, która jest na pewno wyższa od mojej. Jednocześnie nigdy nie dał mi odczuć, że jestem gorsza, bo nie mam odpowiednio zasobnego portfela czy ukończonych studiów (w tym roku w czerwcu/lipcu mam obronę pracy magisterskiej).
Od kilku tygodni Tadeusz zaczął mówić wprost, że chciałby dowiedzieć się jaki jest jego status w naszym związku i czy w ogóle możemy mówić o związku (do tej pory nie poruszał tego tematu, chociaż spotykamy się od grudnia 2016). Zaczął nalegać na spotkanie z moją matką, którą chciałby poznać. I to jest coś, czego bardzo się boję, ponieważ znam nastawienie mojej matki - po pierwsze jest osobą bardzo stanowczą i surową, która ma swoje zasady, a po drugie nie może znieść, że mogłabym spotykać się z kimś starszym ode mnie o więcej niż 5 lat. Kiedy zauważyła, że zaczęłam zachowywać się inaczej, wychodzić na spotkania i rozmawiać przez telefon w sąsiednim pokoju, od razu zaczęła dopytywać czy spotykam się z kim, ale "ma tylko nadzieję, że nie z jakimś staruchem". Wiem, że gdyby moja matka dowiedziała się, że Tadeusz jest w jej wieku, spakowałaby mnie i wystawiłaby moje walizki za drzwi (kiedy byłam w poprzednim związku, nie odzywała się do mnie tak długo, jak długo trwał ten związek, mimo że mieszkałyśmy pod jednym dachem - nawet w święta milczała, a jedną osobą przez którą komunikowała się ze mną była jej siostra, moja ciocia, która mieszka razem z nami ze względu na swój stan zdrowia wymagający opieki). Problem polega na tym, że nie mam dokąd się wyprowadzić, a wiem, ze będę musiała wybierać między nią, a Tadeuszem - zależy mi na obojgu, bo od zawsze, mimo wszystkich konfliktów, byłyśmy blisko z mamą, a Tadeusz jest kimś, o kim po raz pierwszy od poprzedniego związku myślę poważnie.
Kompletnie nie wiem, co mogłabym zrobić. Tadeusz powtarza, że mogę zamieszkać razem z nim, ale dla mnie to jeszcze trochę za wcześniej, tym bardziej, że boję się, że będzie chciał przenieść się na stałe do Warszawy, gdzie jego firma ma siedzibę główną, co dla mnie oznaczałoby całkowitą zmianę otoczenia, a przede wszystkim uczelni. Sytuacja jest o tyle trudna, że przez studia pracuję dorywczo, więc nie dam rady utrzymać się sama, nie mieszkając z mamą, tym bardziej, że nasza sytuacja materialna nie jest najlepsza (nie jest bardzo zła, ale są miesiące w roku - lipiec, sierpień - kiedy nie jest różowo i musimy trochę pooszczędzać).
Może powinnam posłuchać go i doprowadzić do spotkania (Tadeusz wierzy, że przekona moją mamę do siebie, ale ja wiem, że to niemożliwe, a na dodatek może zakończyć się nieprzyjemnymi komentarzami i przykrymi uwagami z jej strony). Co mogę zrobić? Od kilku dni nie mogę spać, bo cały czas o tym myślę... Tadeusz zauważył już, że jestem "bardzo nieswoja" i zaczął powtarzać, że nie oczekuje, że zadeklaruję się w 100% i ustalimy datę ślubu, ale podkreśla, że chciałby wiedzieć kim dla mnie jest i co właściwie dla mnie znaczy, tym bardziej, że chyba naprawdę bardzo mu zależy i zaangażował się w to wszystko...
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź, byle przedstawione przez Was stanowiska poparte były jakimikolwiek argumentami innymi niż "nie, bo nie", bo to ulubione wytłumaczenie mojej mamy (JA: Dlaczego nie mogę *coś tam*? ONA: Bo nie.)

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

wydaje mi się, że jesteś już na tyle duża, że możesz sama podejmować decyzje...

couse all I want is a moon upon a stick

3

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?
genialna napisał/a:

wydaje mi się, że jesteś już na tyle duża, że możesz sama podejmować decyzje...

Bardzo, naprawdę bardzo pomocna odpowiedź...

4

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?
Kózka.91 napisał/a:
genialna napisał/a:

wydaje mi się, że jesteś już na tyle duża, że możesz sama podejmować decyzje...

Bardzo, naprawdę bardzo pomocna odpowiedź...

Ale wbrew pozorom jedyna sensowna. Masz 26 lat i powinnas juz wiedziec na czym Ci w zyciu zalezy. Jesli czujesz ze Tadeusz to nie chwilowa milostka tylko ktos na kim Ci naprawde zalezy i jest to odwzajemnione uczucie i szacunek to musisz sama zdecydowac czy w tej sytuacji wazniejszy jest on czy "co powie mama". Ja osobiscie nie wyobrazam sobie zwiazku z kims w wieku mojego ojca ale wiem ze takie sytuacje bywaja i ze takie zwiazki potrafia byc bardzo udane. Z tego co piszesz to nie jest podstarzaly playboy szukajacy przychody z mloda dziewusia tylko dojrzaly odpowiedzilany facet. A mama, no coz nie mozna sie dziwic poniekad ze nie jest zachwycona bo pewnie chcialaby ziecia w Twoim wieku, z ktorym zalozysz rodzine, urodzisz mu dzieci itp a nie pana ktory dla jej potencjalnych wnukow sam bedzie...niczym dziadek. Mysle jednak ze z czasem sila rzeczy zaakceptuje ten stan widzac ze jestes szczesliwa. Nie wyobrazam sobie zeby miala sie nie odzywac do wlasnej corki do konca zycia.
Moze wstrzymaj sie z zapoznaniem mamy i Tadka do obrony pracy magisterskiej i zorientuj sie na ile mialabys mozliwosc podjecia pracy w Warszawie. Wtedy mimo mieszkania u partnera nie bedziesz od niego zalezna finansowo i w razie co wynajmiesz najzywej  jakis kat dla siebie. Nie mozesz calego zycia podporzadkowac woli matki tylko po to by nie stracic stabilizacji materialnej. Jestes wystarczajaco duza by poradzic sobie sama.

5 Ostatnio edytowany przez Kózka.91 (2017-04-13 06:20:36)

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

feniks35 wiem, że masz rację, ale kiedy pisałam tutaj wczoraj w okolicach południa, to chodziło mi zdecydowanie o odpowiedzi podobne do Twojej - zawierających mimo wszystko swego rodzaju radę. Może jestem idiotką, ale nie pomyślałam, żeby poczekać z powiedzeniem mojej matce o Tadeuszu po obronie pracy magisterskiej, a Ty proponując takie rozwiązanie dałaś mi wskazówkę, z której mogłabym skorzystać. Poza tym cała Twoja wypowiedź sprawiła, że zaczęłam myśleć o mojej sytuacji jeszcze raz starając się jednocześnie rozważyć wszystkie możliwe opcje, dlatego bardzo dziękuję Ci, że poświęciłaś czas, żeby cokolwiek naskrobać w moim temacie, tym bardziej, że to "coś" to coś więcej.

Tylko, że teraz leżąc w łóżku z zapuchniętymi oczami mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu. Wróciłam z uczelni do domu, a moja matka postanowiła rozładować przedświąteczne napięcie i urządzić mi awanturę, do której powodem był bałagan w moim pokoju - w całym domu trwają świąteczne porządki i wszędzie jest mniejszy lub większy rozgardiasz, ale to niepowieszone firanki akurat u mnie sprawią, że świąt na pewno nie będzie.
Nasłuchałam się, że włóczę się nie wiadomo gdzie, co jest nonsensem, bo obie zawsze wysyłamy sobie SMS-y, np.: JA: "Skończyłam zajęcia i idę *gdzieś tam*", ONA: "Po pracy skoczę *gdzieś tam*", więc zawsze wiemy orientacyjnie gdzie każda jest itd. Poza tym wysłuchałam jaka jestem beznadziejna, więc nie mam szans, że ktokolwiek będzie chciał związać się ze mną (bo jestem taka leniwa, nudna, a przede wszystkim zrozumiała, co mam oczywiście "po tatusiu"), na pewno się puszczam na prawo i na lewo tak, jak "mój tatuś". I oczywiście kłótnia musiała zejść na jej ulubiony temat, że zmarnowała sobie życie, bo gdyby nie siedziała w domu i nie pilnowała mnie, to miałaby lepszą pracę i faceta z prawdziwego zdarzenia. Jako dziecko byłam bardzo chorowita, więc matka zrezygnowała z pracy, żeby się mną zaopiekować - i od dawna mam wrażenie, że ona nie może znieść mnie, bo uważa, że przeze mnie straciła pracę, a przy okazji męża, bo mój ojciec odfrunął do innej. Staram się ją zadowolić, żeby wynagrodzić jej czy może raczej pokazać, z że jestem jej naprawdę wdzięczna za to jej poświęcenie, bo tylko dzięki temu skończyłam szkołę (w pierwszych latach to matka uczyła mnie sama w domu) i dostałam się na studia, ale nie mam już sił, bo widzę, że czego bym nie zrobiła, to moja matka nie będzie zadowolona.

Powinnam wstać i zacząć szykować się na studia, a przez tę wczorajszą awanturę nie mam sił, tym bardziej, że moja matka nie omieszkała wspomnieć, że "nie skończę studiów, bo nie mam ambicji".
Przez chwilę myślałam, żeby spakować się i wyprowadzić do Tadeusza skoro proponował mi to tyle razy, ale mam wrażenie, że ten nasz związek nie ma większego sensu, bo nie oszukujmy się, co mogę mu zaoferować? I mam wrażenie z drugiej strony, że tak naprawdę to tylko przez tę awanturę czuję się jak g***..., bo przecież jestem taka głupia, naiwna i "nie jestem Miss Universe, więc nie powinnam przebierać, bo zostanę starą panną" (co najmniej jakby bycie starą panną było zbrodnią - mieszkająca z nami ciocia jest i nie narzeka).

6 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-04-13 07:59:00)

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Wiesz co jak tak przeczytalam co napisalas to  tymbardziej uwazam ze powinnas przeciac ta pepowine. Przykro mi to pisac ale Twoja matka to mega toksyczna kobieta. Sfrustrowana niepowodzeniem we wlasnym zyciu probuje swoja frustracje przelac teraz na Ciebie. Ja maz zostawil, kariery nie zrobila to teraz Ciebie trzeba wbic w ziemie bys tez uwierzyla ze jestes do niczego. W jej pojeciu nie mozesz miec lepiej niz ona. Uwierz mi ze ona trzesie gaciami ze sie usamodzielnisz poznasz kogos i wyprowadzisz a ona zostanie sama. Dlatego pracuje nad Twoja niska samoocena i jak widac z sukcesem bo juz wymiekasz ze co Ty mozesz dac Tadeuszowi? A musisz cos dawac? Wystarczy ze bedziesz go kochac szanowac i wspierac. Nie umiesz tego? Umiesz. Studia zaraz konczysz, pracy szukaj, ogarniaj kat z Tadkiem a mama ...niech sie kisi we wlasnym sosie. To strasznie przykre ze zamiast wspierac swe dziecko wypomina Ci wychowanie, opieke i probuje tak sciagac w dol. Nie daj sie.
Jedyne co mnie zastanawia i nad czym chyba sama powinnas pomyslec to to na ile kochasz Tadeusza jako faceta a na ile jest to troche uzupelnianie deficytu ojcowskiej milosci (bo jak zrozumialam wychowyealas sie bez ojca). Jesli to to drugie to jest to niezbyt dobra podstawa do budowy zwiazku.

7

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Znam co najmniej dwie kobiety ktore, tak jak ty, zawsze byly z mama i dla mamy. Obie sa same. Przychodzi wiek w ktorym, niezaleznie od konsekwencji, to my musimy podejmowac decyzje. Nie ma znaczenia co powie mama, niewazne ze mama zrzedzi o firanki, twojego kochanka, czy brudne buty. To twoje zycie i twoje decyzje. Tak w sprawie firanek, jak chlopaka, jak i powrotow do domu. Zyj po swojemu, popelniaj swoje bledy i placz z ich powodu. Pamietaj ze naogol lepiej sprobowac i zalowac niz zalowac ze sie nie sprobowalo. Mam kolezanke ktora ma piecdziesiat kilka lat i jest zrzedliwa dziewica. Smutny los. Nie daj sie mamie doprowadzic do takiego stanu.

8

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

jak widać mamusia dopięła swego i sama już myślisz dokładnie tak jak ona
jedyna rada - odcięcie się

albo umrzesz samotnie, bez nikogo, może nawet bez kota, bo mamie śmierdział (mojej zawsze zwierzęta śmierdziały, w końcu jak się wyprowadziłam, to zaczęłam mieć zwierzęta)

też mam taką koleżankę - ma 35 lat, a dopiero teraz się wyprowadziła od matki, mieszkały zawsze same, bez ojca; nieraz mi marudziła jak to jej matka marudzi i jest nie do wytrzymania
w związku nie była żadnym i raczej już nie będzie patrząc na to jak się zachowuje
mimo to usilnie szuka męża
jeśli jednak jakiegoś złapie, to będę mu współczuła hmm

9 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-04-13 10:14:11)

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Uważam, że powinnaś w pierwszej kolejności usamodzielnić się wyprowadzając od mamy, ale... nie do Tadeusza. Podjęcie samodzielnego życia pozwoli Ci spojrzeć z właściwej perspektywy zarówno na relację z mamą (na pewno także w jakiś sposób ją na nowo ukształtuje, dla mamy to będzie szok, ale nie w tym rzecz), pozwoli Ci także ocenić Twoją relację z Tadeuszem. Chodzi o to, żebyś mogła ocenić czego tak naprawdę chcesz, co jest dla Ciebie ważne, w warunkach spokoju psychicznego i bez presji, i uniknęła sytuacji, że wpadniesz z deszczu pod rynnę, bo odnoszę wrażenie, że nie bez przyczyny zainteresowałaś się właśnie mężczyzną w wieku, który mógłby być Twoim rodzicem. Przemyśl to sobie.

10

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?
Kózka.91 napisał/a:

feniks35 wiem, że masz rację, ale kiedy pisałam tutaj wczoraj w okolicach południa, to chodziło mi zdecydowanie o odpowiedzi podobne do Twojej - zawierających mimo wszystko swego rodzaju radę. Może jestem idiotką, ale nie pomyślałam, żeby poczekać z powiedzeniem mojej matce o Tadeuszu po obronie pracy magisterskiej, a Ty proponując takie rozwiązanie dałaś mi wskazówkę, z której mogłabym skorzystać. Poza tym cała Twoja wypowiedź sprawiła, że zaczęłam myśleć o mojej sytuacji jeszcze raz starając się jednocześnie rozważyć wszystkie możliwe opcje, dlatego bardzo dziękuję Ci, że poświęciłaś czas, żeby cokolwiek naskrobać w moim temacie, tym bardziej, że to "coś" to coś więcej.

Tylko, że teraz leżąc w łóżku z zapuchniętymi oczami mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu. Wróciłam z uczelni do domu, a moja matka postanowiła rozładować przedświąteczne napięcie i urządzić mi awanturę, do której powodem był bałagan w moim pokoju - w całym domu trwają świąteczne porządki i wszędzie jest mniejszy lub większy rozgardiasz, ale to niepowieszone firanki akurat u mnie sprawią, że świąt na pewno nie będzie.
Nasłuchałam się, że włóczę się nie wiadomo gdzie, co jest nonsensem, bo obie zawsze wysyłamy sobie SMS-y, np.: JA: "Skończyłam zajęcia i idę *gdzieś tam*", ONA: "Po pracy skoczę *gdzieś tam*", więc zawsze wiemy orientacyjnie gdzie każda jest itd. Poza tym wysłuchałam jaka jestem beznadziejna, więc nie mam szans, że ktokolwiek będzie chciał związać się ze mną (bo jestem taka leniwa, nudna, a przede wszystkim zrozumiała, co mam oczywiście "po tatusiu"), na pewno się puszczam na prawo i na lewo tak, jak "mój tatuś". I oczywiście kłótnia musiała zejść na jej ulubiony temat, że zmarnowała sobie życie, bo gdyby nie siedziała w domu i nie pilnowała mnie, to miałaby lepszą pracę i faceta z prawdziwego zdarzenia. Jako dziecko byłam bardzo chorowita, więc matka zrezygnowała z pracy, żeby się mną zaopiekować - i od dawna mam wrażenie, że ona nie może znieść mnie, bo uważa, że przeze mnie straciła pracę, a przy okazji męża, bo mój ojciec odfrunął do innej. Staram się ją zadowolić, żeby wynagrodzić jej czy może raczej pokazać, z że jestem jej naprawdę wdzięczna za to jej poświęcenie, bo tylko dzięki temu skończyłam szkołę (w pierwszych latach to matka uczyła mnie sama w domu) i dostałam się na studia, ale nie mam już sił, bo widzę, że czego bym nie zrobiła, to moja matka nie będzie zadowolona.

Powinnam wstać i zacząć szykować się na studia, a przez tę wczorajszą awanturę nie mam sił, tym bardziej, że moja matka nie omieszkała wspomnieć, że "nie skończę studiów, bo nie mam ambicji".
Przez chwilę myślałam, żeby spakować się i wyprowadzić do Tadeusza skoro proponował mi to tyle razy, ale mam wrażenie, że ten nasz związek nie ma większego sensu, bo nie oszukujmy się, co mogę mu zaoferować? I mam wrażenie z drugiej strony, że tak naprawdę to tylko przez tę awanturę czuję się jak g***..., bo przecież jestem taka głupia, naiwna i "nie jestem Miss Universe, więc nie powinnam przebierać, bo zostanę starą panną" (co najmniej jakby bycie starą panną było zbrodnią - mieszkająca z nami ciocia jest i nie narzeka).

teraz już wiem dlaczego oglądasz się za starszymi facetami, poukładani dają poczucie bezpieczeństwa

twoja matka podcina ci skrzydła a ty w to wierzysz bo jak tu nie wierzyć własnej matce ale z tego co wynika to jest ona bardzo sfrustrowaną i nieszczęśliwą osobą, niestety jedyna opcja to usamodzielnić się -> na twoim miejscu zagryzłabym zęby, skończyła szkołę i odfrunęła ale niestety nie do Tadeusza

on jest dla ciebie tylko złudzeniem według mnie sama sobie zrobisz krzywdę tym związkiem
za parę lat obudzisz się obok starego dziadka i pomyślisz o zmarnowanych latach

masz kiepskie poczucie własnej wartości na tą chwilę i myślisz, że ten Tadeusz to cię bierze z łaski a to tak naprawdę ty jesteś łakomym kąskiem dla w pełni świadomego, dojrzałego faceta, który może szuka sobie opiekunki na starość?? Tobie się wydaje, że to ty masz mu coś oferowac? a co takiego on tobie może daC oprócz na tą chwilę namiastki spokoju?

próbuj rozmawiać z matką, powiedz jej wprost, ze cie boli to jak do ciebie mówi w ten sposób powiedz jej o swoich obawach i cóż bądź konsekwentna jeśłi chodzi o szkołę, samodzielność da ci komfort wyboru, nie będziesz na nic skazana ani na matkę ani na Tadeusza

no i co zacznij doceniać równieśników :) oni mogą być naprawdę spoko, może znajdzie się jakiś, który zarazi cie beztroską, może jakimś ciekawym hobby? a uroda to rzecz względna myśl o sobie w dobrych kategoriach i nie pozwól nikomu, żeby wmówił ci, że jesteś gorsza od kogokolwiek jakkolwiek by wyglądał

couse all I want is a moon upon a stick

11 Ostatnio edytowany przez Kózka.91 (2017-04-13 20:41:44)

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

feniks35, to prawda – moja matka ma problem z tym w jaki sposób potoczyło i poukładało się jej życie, ale nie chce nic z tym zrobić (proponowałam jej pójście na terapię wspólnie i próbowałam sugerować, że może skorzystałaby z pomocy psychologa sama, ale to tak jak mówienie do ściany).
Od rana, kiedy jeszcze leżałam, Tadeusz dzwonił kilka razy, a ja nie odbierałam – dlaczego? Nie wiem, ale doszłam do wniosku, że w tym momencie odgrywam się na nim i na samej sobie, przecież..., więc wstałam, prysznic, makijaż i ładne ubranie, żeby wyjść przede wszystkim z domu, a dopiero w drugiej kolejności – na zajęcia.
Poszłam do parku i tam przeczytałam Twojego posta i masz 100% racji.
Na pewno mam wewnętrzną obawę przed swego rodzaju odcięciem się od matki, ale jeśli to wszystko będzie trwać dalej i dalej, to nie wiem czy nie skończę w psychiatryku. Moje znajome uważają, że przesadzam i że „z rodzicami zawsze ciężko się dogadać”, ale powtarzają, że powinnam zagryźć zęby, bo matką ma się tylko jedną – okej, ale ile można zagryzać zęby? Ja nie mam już sił.
Od razu odpowiem, że to nie jest tak, że Tadeusza traktuję jako substytut ojca, bo mimo tego, że moja matka wystawiła walizki mojemu ojcu, kończąc ich nieudane małżeństwo, to niż znaczy, że w moim życiu tego ojca nie było. Wręcz przeciwnie! Widywaliśmy się co weekend (sb albo nd, a bardzo często pt, sb, nd), spędzaliśmy razem kilkanaście dni w wakacje i wszystkie ferie zimowe (ze względu na pracę ojca w wakacje to mogło być tylko kilkanaście dni, bo latem są żniwa, dla niego najlepszy czas, bo pracuje jako kombajnista/traktorzysta). Najśmieszniejsze jest to, że mimo rozwodu rodzice często przychodzili do szkoły razem (na wywiadówki, na występy czy wystawy, w których brałam udział). A poza tym zawsze mogłam (i w sumie nadal mogę) zadzwonić do niego o każdej porze dnia i nocy, żeby porozmawiać (czasami przyjeżdża i jeździmy po mieście i gadamy dosłownie o wszystkim).
I pomyślałam, że mogłabym porozmawiać z nim, żeby przeprowadzić się do niego, ale wolę nie, bo mimo wszystko nie chciałabym codziennie widywać się z jego nową partnerką (fakt, faktem którąś z kolei), ale z ojcem mamy bardzo dobry kontakt, chociaż kiedy byłam w poprzednim związku ze starszym partnerem, to ojciec podsumował to tylko: „wiesz, to głupio, żeby mówił mi taki tato”. Wiem, że nie będzie zachwycony, ale nie zachowuje się tak, jak moja matka – moje życie nie jego.

troll i _V_ – Wasze słowa, które przeczytałam w drodze na uczelnię, były trochę jak kop, ale to... DOBRZE. Najgorsze jest to, że nie mam prawa nawet do pomyłki, do problemów innych niż nasze wspólne, rodzinno-domowe. Chyba dopiero teraz uświadomiłam sobie, że żyję życiem mojej matki, a moje własne upływa w tle (jak to, co w filmie dzieje się na dalszym planie – dzieje się, ale co? Właściwie nie wiadomo...).

SonyXperia – przed chwilą przeglądałam ogłoszenia wynajmu mieszkania, a nawet pokoju, ale to cały czas jest dla mnie problem, bo finansowo jest w moim przypadku krucho – z pracy dorywczej nie dam rady się utrzymać..., ale to prawda, że w tych warunkach nie mogę nawet za dobrze skupić się na czymkolwiek hmm
A związek z Tadeuszem naprawdę nie jest poszukiwaniem tego, czego nie dostała od ojca – pisałam o tym wcześniej wink

genialna – nie rozumiem, co jest złego w tym, że chcę w związku poczucia bezpieczeństwa? Z tego co zdążyłam zauważyć większość kobiet szuka partnerów, którzy dadzą im właśnie to poczucie i jeszcze stabilizację (emocjonalną, materialną itp.).
Rozmowy z moją matką nie przynoszą najmniejszych efektów – wierz mi próbowałam rozmawiać z nią naprawdę wiele razy, ale każde kolejne podejście = awantura, która to zawsze jest „moją winą”.
„Skazana na Tadeusza”? Mam wrażenie, jakbyś była (nie twierdzę, że jesteś, broń Boże!) bardzo cięta na związki starszych mężczyzn z młodszymi kobietami... Poza tym piszesz, że „jestem łakomym kąskiem” – naprawdę, mógłby znaleźć o wiele bardziej „łakome kąski” pod wieloma względami... I nie daje mi namiastki spokoju, tylko poczucie, że nie musze nic nikomu udowadniać – kiedy jesteśmy razem nie porównuję się do innych, co przy mojej matce robię cały czas. Nie mam tej gonitwy myśli, która włącza mi się w samotności; że jestem (kolokwialnie mówiąc) do d*** itd.
A co do rówieśników – nie cenię sobie bezmyślnej beztroski, którą widzę u większości moich rówieśników. Poza tym większość z nich musi żyć intensywnie, szybko, a ja nie lubię pośpiechu i pędu, którego mam dość na co dzień na uczelni, w dorywczej nawet pracy, na ulicy. Oni albo imprezują do upadłego, albo są zblazowanymi pozerami zakompleksionymi tysiąc razy bardziej ode mnie. Wybacz, ale rozmawiając z wieloma rówieśnikami, mam wrażenie, że muszę czołgać się intelektualnie, żeby im dorównać, chociaż mam znajomych z prawdziwymi pasjami (kilkoro z nich jest nawet młodsza ode mnie), ale nie są dla mnie atrakcyjnymi partnerami życiowymi w różnych powodów. No i próbowałam spotykać się z młodszymi mężczyznami, ale większość z nich patrzyło tylko na to jak zaciągnąć mnie do łóżka... I co jest najzabawniejsze, kiedy padało „nie!” z naprawdę fajnej dziewczyny, może trochę zamkniętej w sobie i poważnej zamieniałam się w cnotkę nie-wydymkę, idiotkę, panienkę z dobrego domu z zasadami (co było chyba najlżejsze, chociaż podszyte taką ironią, że szkoda było słów na dalszą dyskusję).
Ale dzięki za odpowiedź, bo też dała mi do myślenia wink a co do wyglądu... Moja matka nie musi uważać mnie za Miss Universe i może mam trochę większy objętościowo tyłek (który, gdyby był mniejszy, mogłabym kupić więcej par różnych spodni), ale trudno – mam jaki mam.


Dziękuję Wam za odpowiedzi, bo to bardzo wiele dla mnie znaczy – pierwszy raz mogłam „wygadać się” (wypisać) tak w 100% z tego, co mi leży na wątrobie, bo niestety ze znajomymi nie chcę o tym wszystkim mówić (m.in. ze względu na ich podejście itp.).


edit: (21:36) rozmawiałam z Tadeuszem - jeśli nowe chcę, nie muszę się do niego wprowadzać, ale boi się, że jeśli to wszystko dalej będzie tak wyglądać, to może się źle skończyć przede wszystkim dla mnie (powiedział wprost, że boi się czy moje nerwy wytrzymają i że nie chciałby odwiedzać mnie na oddziale zamkniętym, kiedy będę leczyć się z załamania nerwowego - "pewnie, będę..., ale powiedz; warto?"). A poza tym zaproponował, że może pomóc mi znaleźć pracę, więc mogłabym się usamodzielnić i wynająć nawet pokój!

12

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?
Kózka.91 napisał/a:

feniks35, to prawda – moja matka ma problem z tym w jaki sposób potoczyło i poukładało się jej życie, ale nie chce nic z tym zrobić (proponowałam jej pójście na terapię wspólnie i próbowałam sugerować, że może skorzystałaby z pomocy psychologa sama, ale to tak jak mówienie do ściany).
Od rana, kiedy jeszcze leżałam, Tadeusz dzwonił kilka razy, a ja nie odbierałam – dlaczego? Nie wiem, ale doszłam do wniosku, że w tym momencie odgrywam się na nim i na samej sobie, przecież..., więc wstałam, prysznic, makijaż i ładne ubranie, żeby wyjść przede wszystkim z domu, a dopiero w drugiej kolejności – na zajęcia.
Poszłam do parku i tam przeczytałam Twojego posta i masz 100% racji.
Na pewno mam wewnętrzną obawę przed swego rodzaju odcięciem się od matki, ale jeśli to wszystko będzie trwać dalej i dalej, to nie wiem czy nie skończę w psychiatryku. Moje znajome uważają, że przesadzam i że „z rodzicami zawsze ciężko się dogadać”, ale powtarzają, że powinnam zagryźć zęby, bo matką ma się tylko jedną – okej, ale ile można zagryzać zęby? Ja nie mam już sił.
Od razu odpowiem, że to nie jest tak, że Tadeusza traktuję jako substytut ojca, bo mimo tego, że moja matka wystawiła walizki mojemu ojcu, kończąc ich nieudane małżeństwo, to niż znaczy, że w moim życiu tego ojca nie było. Wręcz przeciwnie! Widywaliśmy się co weekend (sb albo nd, a bardzo często pt, sb, nd), spędzaliśmy razem kilkanaście dni w wakacje i wszystkie ferie zimowe (ze względu na pracę ojca w wakacje to mogło być tylko kilkanaście dni, bo latem są żniwa, dla niego najlepszy czas, bo pracuje jako kombajnista/traktorzysta). Najśmieszniejsze jest to, że mimo rozwodu rodzice często przychodzili do szkoły razem (na wywiadówki, na występy czy wystawy, w których brałam udział). A poza tym zawsze mogłam (i w sumie nadal mogę) zadzwonić do niego o każdej porze dnia i nocy, żeby porozmawiać (czasami przyjeżdża i jeździmy po mieście i gadamy dosłownie o wszystkim).
I pomyślałam, że mogłabym porozmawiać z nim, żeby przeprowadzić się do niego, ale wolę nie, bo mimo wszystko nie chciałabym codziennie widywać się z jego nową partnerką (fakt, faktem którąś z kolei), ale z ojcem mamy bardzo dobry kontakt, chociaż kiedy byłam w poprzednim związku ze starszym partnerem, to ojciec podsumował to tylko: „wiesz, to głupio, żeby mówił mi taki tato”. Wiem, że nie będzie zachwycony, ale nie zachowuje się tak, jak moja matka – moje życie nie jego.

troll i _V_ – Wasze słowa, które przeczytałam w drodze na uczelnię, były trochę jak kop, ale to... DOBRZE. Najgorsze jest to, że nie mam prawa nawet do pomyłki, do problemów innych niż nasze wspólne, rodzinno-domowe. Chyba dopiero teraz uświadomiłam sobie, że żyję życiem mojej matki, a moje własne upływa w tle (jak to, co w filmie dzieje się na dalszym planie – dzieje się, ale co? Właściwie nie wiadomo...).

SonyXperia – przed chwilą przeglądałam ogłoszenia wynajmu mieszkania, a nawet pokoju, ale to cały czas jest dla mnie problem, bo finansowo jest w moim przypadku krucho – z pracy dorywczej nie dam rady się utrzymać..., ale to prawda, że w tych warunkach nie mogę nawet za dobrze skupić się na czymkolwiek hmm
A związek z Tadeuszem naprawdę nie jest poszukiwaniem tego, czego nie dostała od ojca – pisałam o tym wcześniej wink

Nie napisałam, że Twój związek z Tadeuszem jest poszukiwanien tego, czego nie dostałaś od ojca. To są akurat Twoje słowa i wnioski. Nie zrozumiałaś mnie. Chodzi ogólnie o Twoją sytuację życiową, na którą, z tego co piszesz, ma wpływ matka. To jej się przecież boisz. To jest jedna sprawa. Druga sprawa jest taka, że z racji dużej różnicy wieku pomiędzy Tobą a partnerem i z racji braku pełnej samodzielności możesz po raz drugi wpaść pod cudze dyktando.

13

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Witajcie- Bardzo ciekawa rozmowa , włączę się bo może to właśnie dotyczyć mnie. Może nie bezpośrednio od tej Kózki /która w zasadzie może jest piękną i zgrabną kozicą/ a może od innej.
Mam 63 lata jestem w związku małżeńskim 33 lata.Gdzieś od początku zeszłego roku mój szanowny mąż zaczął wyjeżdżać to tu to tam , na dzień na 2, na tydzień. Ponieważ mam bardzo chorego psa ktoś musiał zawsze zostać w domu . Poza tym
o tym że wyjeżdza dowiadywałam się zwykle wieczorem przed jego wyjazdem
Nie było by w tym nic śmiesznego ale mój szanowny mąż ma na imię Tadeusz. Jest zamożnym 60 cio latkiem  ma firmę , pieniądze i dużo chęci na inne , być może- błąd , na po prostu młodsze życie.
Mamy dwoje dorosłych dzieci 33,i 32 lata. Ta dziewczyna  z którą spotyka się mój mąż nie jest z naszego miasta ,spotykają się zawsze gdzieś .Ona ma ok 24-26 właśnie lat.  Niech mi która z Was powie ,Po Co ona spotyka się z panem po 60 ce ,po bezpieczeństwo ,wspólne zainteresowania , no powiedzcie mi co ? oprócz jednego.
Znajomi którzy ich kiedyś spotkali w hotelu w Polsce ,zrobili zdjęcia bo nie wierzyli w to co zobaczyli.
A co ze mną mam 63 lata i życie mi się wali. W tym tygodniu pójdę do adwokata ,muszę zacząć w końcu myśleć o sobie.

14

Odp: Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?
netki napisał/a:

Witajcie- Bardzo ciekawa rozmowa , włączę się bo może to właśnie dotyczyć mnie. Może nie bezpośrednio od tej Kózki /która w zasadzie może jest piękną i zgrabną kozicą/ a może od innej.
Mam 63 lata jestem w związku małżeńskim 33 lata.Gdzieś od początku zeszłego roku mój szanowny mąż zaczął wyjeżdżać to tu to tam , na dzień na 2, na tydzień. Ponieważ mam bardzo chorego psa ktoś musiał zawsze zostać w domu . Poza tym
o tym że wyjeżdza dowiadywałam się zwykle wieczorem przed jego wyjazdem
Nie było by w tym nic śmiesznego ale mój szanowny mąż ma na imię Tadeusz. Jest zamożnym 60 cio latkiem  ma firmę , pieniądze i dużo chęci na inne , być może- błąd , na po prostu młodsze życie.
Mamy dwoje dorosłych dzieci 33,i 32 lata. Ta dziewczyna  z którą spotyka się mój mąż nie jest z naszego miasta ,spotykają się zawsze gdzieś .Ona ma ok 24-26 właśnie lat.  Niech mi która z Was powie ,Po Co ona spotyka się z panem po 60 ce ,po bezpieczeństwo ,wspólne zainteresowania , no powiedzcie mi co ? oprócz jednego.
Znajomi którzy ich kiedyś spotkali w hotelu w Polsce ,zrobili zdjęcia bo nie wierzyli w to co zobaczyli.
A co ze mną mam 63 lata i życie mi się wali. W tym tygodniu pójdę do adwokata ,muszę zacząć w końcu myśleć o sobie.

netki nie bardzo wiem jak rozumieć Twojego posta? Uważasz, że mogę być kochanką Twojego męża? Spokojnie, mój Tadeusz ma 50, nie 60 lat. Nigdy nie miał ani żony, ani dzieci, chociaż wiem że był związany z kobietą i planowali zalegalizować swój związek, ale ona niestety zmarła po długoletniej chorobie około 8-9 lat temu...

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Co powinnam zrobić i jak powinnam się zachować...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018