netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

65 odpowiedzi6 077 wyświetleńzałożony przez DarekMan, 18.09.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-09-18 11:49:18)

Temat: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Darku to już koniec, nie dzwoń do mnie, nie pisz, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, przesadziłeś !

Takie słowa usłyszałem kilkanaście godzin temu od najlepszej przyjaciółki. Od osoby, którą poznałem bliżej dwa lata temu. Osoby, z którą mógłbym konie kraść. Dla której zrezygnowałem ze swojego małżeństwa bo zrozumiałem że nie jestem w nim szczęśliwy i że będę dążył do życia z Nią.
Przez miesiące i tygodnie jarałem się coraz bardziej nią z wzajemnością, choć w pewnym momencie ona nieco odpuściła emocjonalnie. Może przestraszyła się tego co ja chce. To ja zdecydowałem się powiedzieć jej że ją kocham. Że jest najlepsza i doskonała. Ona niestety nie potrafiła takich słów wypowiadać, gdyż sama powiedziała że w jej opinii takie rzeczy zarezerwowane są na związek a w chwili obecnej nie chce się z nikim wiązać. Nikim...
A ja bardzo chciałem i chcę...cały czas...
niestety sprawy sie skomplikowały i to bardzo. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego ona tak mnie unika w słowach, nie jest gotowa na fajniejsza relację. Ważne dla sprawy są dwie kwestie. Ona jest po rozwodzie, a poza tym pracujemy razem. W pracy trzeba niestety ukrywać Nasze wzajemne jaranie się sobą. Ale podobno to widać że jesteśmy bardzo za sobą.
I teraz ja...moje błędy...zawsze zastanawialem sie dlaczego ona nie chce sie zdecydowac na cos blizszego. Dosyc czesto nasze drogi sie "plątały" tak, że ktoregos dnia wrecz stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to. Zdarzyło sie tak kilka razy i stwierdziła, że mogą z tego byc problemy miedzy nami. Ostrzegała...
niestety...
jestem w niej zakochany. przyjąłem jednak rolę przyjaciela, ktory jednak chcialby czasem sie przytulić do niej. Tak jak kiedys. bo bywało tak. nigdy ze soba nie spalismy. to byla czysta, przyjacielska relacja, w ktorej jednak ja glosno mowilem czego chce. W miedzyczasie niestety ktos mi powiedzial ze ONA moze miec kilku takich przyjaciol, ale z kazdym na innej stopie przyjazni. oczywiscie mowilem im ze to nieprawda. niemozliwe wręcz. nie dopuszczalem takich slow do siebie, ale w glebi duszy obawialem sie ze tak jest. kazdy jej wyjazd byl myślą że w tym czasie spotyka sie z kimś. nie ze mną. że to ja o nią walczę, staram się, a ktoś inny ma więcej uczuć od niej.
kilka dni temu doszlo do sytuacji, ze dowiedzialem sie od pewnej osoby ze do domu (do bloku) po poludniu weszła razem z kolegą. wieczorem podjechalem pod blok i okazalo się ze impreza trwa, a ze akurat zaluzje nie byly zasloniete. widzialem tylko dwie osoby. ich wlasnie. pierwsza myśl...Boże dlaczego? przeciez ja sie tak staram, probuje, a tu jednak ktoś inny...ona zawsze powtarzala ze nie jestesmy w zwiazku i nie moze tak byc zeby sie spowiadała przede mna ze wszystkiego. ale ja jej mowie, ze chce byc z nią i sie staram...ona mowila ze wie, że sie staram i to docenia bardzo..ale dlaczego nie jestesmy razem?
i wracam do historii...wrocilem do domu, nie moglem zasnąć...czesto do siebie dzwonimy, bardzo czesto. nawet wieczorami, albo mozemy przegadać całe noce...i postanowilem ze zadzwonie do niej. to juz bylo kilka minut po polnocy...za pierwszym razem nie odebrala. za drugim widocznie przez pomylke, odebrala, a w zasadzie nacisnął sie jej odbior rozmowy....wtedy uslyszalem ze "kolega" wciaz jest u niej i rozmowa była raczej miła...rozlaczylem sie po tym jak uslyszalem ze rozmawiają na temat kołdry..czułem sie okropnie...

pomyslalem jednak spokojnie, że w sumie no dobra nie jestesmy razem...ale przeciez ja sie staram...
całą noc nie spałem...postanowilem ze rano podjade pod jej blok, poczekam i jak bedzie wychodzic to zamienie z nią kilka słów...czyli zaczyna sie stalking...
czekalem kilkanascie minut...w miedzyczasie widzialem że opuszczała rolety i że jest w domu...niestety w tym momencie ona mogla mnie juz zauwazyc gdyz raczej bylem na widoku...po kolejnych minutach wyszla z klatki...niestety nie sama... z nim...odprowadzili sie do samochodow i na pozegnanie pocalunek w usta...

wtedy mnie zamurowało i nie podszedłem...odjechała...a ja nerwowym krokiem odszedlem do samochodu....za chwile zadzwonilem do niej i drżącym glosem powiedzial "To nie ma sensu. Świat wlasnie mi runął"...ona na to co sie stalo, gdzie jestes?...odpowiedzialem ze w aucie ale pod swoim blokiem. kilka kilometrow dalej. poprosilem o spotkanie, bo musimy pogadac.

spotkalismy sie i powiedzialem ze przez pomylke odebrala telefon. ona mowi, że wie. ja mowie ze wiem ze nie byla w tym czasie sama. ona potwierdzila i zapytala: czego chce. mowie ze bardzo mi zalezy na niej. powiedzialem co mnie gryzie i czy jestem w czyms gorszy...

nastepnie ona mowi do mnie ze widziala mnie przez żaluzje. widziala ze tam czekam. i gdy wychodzila z nim to "specjalnie" sie pocałowali. na pokaz przede mną...i wszystko w sumie było ok.

ale nagle po kilku minutach po spotkaniach napisala mi ze to wszystko przemyślała i to musi byc juz KONIEC. zadnych telefonow, smsow, ale ze pracujemy razem nie zablokuje mnie w telefonie. tlumaczyla to tym, ze po wiekszym zastanowieniu sie nie ma szans na wspolną drogę. skoro teraz w ten sposob sie zachowalem to do czego moge sie dopuscic pozniej. nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE. jestem chory i nic tego nie tłumaczy...

rozpadłem sie psychicznie...przeciez mielismy takie wspolne flow, ze nasze spotkania, wspolne wyjazdy, rozmowy czy głupotki były niesamowite...

poprosilem o spotkanie. niestety powiedziala ze sie nie spotkamy. podjechalem jednak pod ten feralny blok. byla w aucie. podszedlem do auta. rozmawiala przez telefon. gestem zapytałem czy moge wejsc. stałem kilka sekund. napisala mi esa, ze rozmawia i zebym nie stroił szopek pod blokiem. w ręku mialem dla niej mały bukiet. postanowilem otworzyc drzwi pasazera i polozyc kwiaty na fotelu i kiwnieciem glowy odejsc..

wrocilem wiec do auta. nagle wyszla z auta pobiegla do klatki. wiedzialem ze jest w domu. zadzwonilem wiec domofonem, a gdy ktos inny otworzyl drzwi wszedlem do klatki i zapukalem do mieszkania nie otwrzoyla. napisala smsa zebym odszedl od drzwi. odszedlem...

po kilku minutach odjechalem. potem rozmawialismy jeszcze przez telefon. ona zadzwonila...rozmowa byla jednak krotka. powiedziala stanowczo ze to koniec...a ja ze sie nie poddam, bo mi zależy bardzo...

co robić ? czy walczyć ? jak wygrać ?

napisalem jej : "Nie poddam się. Jesteś moim ideałem. To nie może być koniec. Ta historia miała skończyć się inaczej"...

pomagajcie dziewczyny...proszę !

Bardzo ważne w kwestii historii bukietu...
dostalem smsa z pytaniem "czy wziąłem sobie kwiaty spod drzwi?"
okazuje sie musiala tu przyjsc i zostawic je pod moimi drzwiami. Kwiatów co nieprawda nie ma, może komuś sie spodobały...ale taki fakt

odpisalem jej ze dostanie nowy bukiet
odpowiedziala ze nie chce zadnych kwiatow...

ja na to "Chcę Twojej przyjaźni"

WALCZYMY

2

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Ok, a teraz wyobraź sobie, że masz siostrę i jakiś koleś do niej zarywa w taki sposób, jak Ty do koleżanki.
Ona mówi stanowczo NIE a on jej kwiatki, wystawanie pod domem i śledzenie.
No świr, najpierw by dostał po mordzie, a jak by nie pomogło, to na policję.

Co ona mówi: NIE
co Ty mówisz: mam w doopie, co ona mówi, ważne czego ja chcę. Ona się nie liczy.

3

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Darku to już koniec, nie dzwoń do mnie, nie pisz, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, przesadziłeś !

Takie słowa usłyszałem kilkanaście godzin temu od najlepszej przyjaciółki. Od osoby, którą poznałem bliżej dwa lata temu. Osoby, z którą mógłbym konie kraść. Dla której zrezygnowałem ze swojego małżeństwa bo zrozumiałem że nie jestem w nim szczęśliwy i że będę dążył do życia z Nią.
Przez miesiące i tygodnie jarałem się coraz bardziej nią z wzajemnością, choć w pewnym momencie ona nieco odpuściła emocjonalnie. Może przestraszyła się tego co ja chce. To ja zdecydowałem się powiedzieć jej że ją kocham. Że jest najlepsza i doskonała. Ona niestety nie potrafiła takich słów wypowiadać, gdyż sama powiedziała że w jej opinii takie rzeczy zarezerwowane są na związek a w chwili obecnej nie chce się z nikim wiązać. Nikim...
A ja bardzo chciałem i chcę...cały czas...
niestety sprawy sie skomplikowały i to bardzo. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego ona tak mnie unika w słowach, nie jest gotowa na fajniejsza relację. Ważne dla sprawy są dwie kwestie. Ona jest po rozwodzie, a poza tym pracujemy razem. W pracy trzeba niestety ukrywać Nasze wzajemne jaranie się sobą. Ale podobno to widać że jesteśmy bardzo za sobą.
I teraz ja...moje błędy...zawsze zastanawialem sie dlaczego ona nie chce sie zdecydowac na cos blizszego. Dosyc czesto nasze drogi sie "plątały" tak, że ktoregos dnia wrecz stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to. Zdarzyło sie tak kilka razy i stwierdziła, że mogą z tego byc problemy miedzy nami. Ostrzegała...
niestety...
jestem w niej zakochany. przyjąłem jednak rolę przyjaciela, ktory jednak chcialby czasem sie przytulić do niej. Tak jak kiedys. bo bywało tak. nigdy ze soba nie spalismy. to byla czysta, przyjacielska relacja, w ktorej jednak ja glosno mowilem czego chce. W miedzyczasie niestety ktos mi powiedzial ze ONA moze miec kilku takich przyjaciol, ale z kazdym na innej stopie przyjazni. oczywiscie mowilem im ze to nieprawda. niemozliwe wręcz. nie dopuszczalem takich slow do siebie, ale w glebi duszy obawialem sie ze tak jest. kazdy jej wyjazd byl myślą że w tym czasie spotyka sie z kimś. nie ze mną. że to ja o nią walczę, staram się, a ktoś inny ma więcej uczuć od niej.
kilka dni temu doszlo do sytuacji, ze dowiedzialem sie od pewnej osoby ze do domu (do bloku) po poludniu weszła razem z kolegą. wieczorem podjechalem pod blok i okazalo się ze impreza trwa, a ze akurat zaluzje nie byly zasloniete. widzialem tylko dwie osoby. ich wlasnie. pierwsza myśl...Boże dlaczego? przeciez ja sie tak staram, probuje, a tu jednak ktoś inny...ona zawsze powtarzala ze nie jestesmy w zwiazku i nie moze tak byc zeby sie spowiadała przede mna ze wszystkiego. ale ja jej mowie, ze chce byc z nią i sie staram...ona mowila ze wie, że sie staram i to docenia bardzo..ale dlaczego nie jestesmy razem?
i wracam do historii...wrocilem do domu, nie moglem zasnąć...czesto do siebie dzwonimy, bardzo czesto. nawet wieczorami, albo mozemy przegadać całe noce...i postanowilem ze zadzwonie do niej. to juz bylo kilka minut po polnocy...za pierwszym razem nie odebrala. za drugim widocznie przez pomylke, odebrala, a w zasadzie nacisnął sie jej odbior rozmowy....wtedy uslyszalem ze "kolega" wciaz jest u niej i rozmowa była raczej miła...rozlaczylem sie po tym jak uslyszalem ze rozmawiają na temat kołdry..czułem sie okropnie...

pomyslalem jednak spokojnie, że w sumie no dobra nie jestesmy razem...ale przeciez ja sie staram...
całą noc nie spałem...postanowilem ze rano podjade pod jej blok, poczekam i jak bedzie wychodzic to zamienie z nią kilka słów...czyli zaczyna sie stalking...
czekalem kilkanascie minut...w miedzyczasie widzialem że opuszczała rolety i że jest w domu...niestety w tym momencie ona mogla mnie juz zauwazyc gdyz raczej bylem na widoku...po kolejnych minutach wyszla z klatki...niestety nie sama... z nim...odprowadzili sie do samochodow i na pozegnanie pocalunek w usta...

wtedy mnie zamurowało i nie podszedłem...odjechała...a ja nerwowym krokiem odszedlem do samochodu....za chwile zadzwonilem do niej i drżącym glosem powiedzial "To nie ma sensu. Świat wlasnie mi runął"...ona na to co sie stalo, gdzie jestes?...odpowiedzialem ze w aucie ale pod swoim blokiem. kilka kilometrow dalej. poprosilem o spotkanie, bo musimy pogadac.

spotkalismy sie i powiedzialem ze przez pomylke odebrala telefon. ona mowi, że wie. ja mowie ze wiem ze nie byla w tym czasie sama. ona potwierdzila i zapytala: czego chce. mowie ze bardzo mi zalezy na niej. powiedzialem co mnie gryzie i czy jestem w czyms gorszy...

nastepnie ona mowi do mnie ze widziala mnie przez żaluzje. widziala ze tam czekam. i gdy wychodzila z nim to "specjalnie" sie pocałowali. na pokaz przede mną...i wszystko w sumie było ok.

ale nagle po kilku minutach po spotkaniach napisala mi ze to wszystko przemyślała i to musi byc juz KONIEC. zadnych telefonow, smsow, ale ze pracujemy razem nie zablokuje mnie w telefonie. tlumaczyla to tym, ze po wiekszym zastanowieniu sie nie ma szans na wspolną drogę. skoro teraz w ten sposob sie zachowalem to do czego moge sie dopuscic pozniej. nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE. jestem chory i nic tego nie tłumaczy...

rozpadłem sie psychicznie...przeciez mielismy takie wspolne flow, ze nasze spotkania, wspolne wyjazdy, rozmowy czy głupotki były niesamowite...

poprosilem o spotkanie. niestety powiedziala ze sie nie spotkamy. podjechalem jednak pod ten feralny blok. byla w aucie. podszedlem do auta. rozmawiala przez telefon. gestem zapytałem czy moge wejsc. stałem kilka sekund. napisala mi esa, ze rozmawia i zebym nie stroił szopek pod blokiem. w ręku mialem dla niej mały bukiet. postanowilem otworzyc drzwi pasazera i polozyc kwiaty na fotelu i kiwnieciem glowy odejsc..

wrocilem wiec do auta. nagle wyszla z auta pobiegla do klatki. wiedzialem ze jest w domu. zadzwonilem wiec domofonem, a gdy ktos inny otworzyl drzwi wszedlem do klatki i zapukalem do mieszkania nie otwrzoyla. napisala smsa zebym odszedl od drzwi. odszedlem...

po kilku minutach odjechalem. potem rozmawialismy jeszcze przez telefon. ona zadzwonila...rozmowa byla jednak krotka. powiedziala stanowczo ze to koniec...a ja ze sie nie poddam, bo mi zależy bardzo...

co robić ? czy walczyć ? jak wygrać ?

napisalem jej : "Nie poddam się. Jesteś moim ideałem. To nie może być koniec. Ta historia miała skończyć się inaczej"...

pomagajcie dziewczyny...proszę !


Ale gdzie Ty tutaj widzisz WZAJEMNE jaranie się sobą?

Ja widzę kobietę, która:

Nie potrafiła takich słów wypowiadać, gdyż sama powiedziała że w jej opinii takie rzeczy zarezerwowane są na związek a w chwili obecnej nie chce się z nikim wiązać.

mnie unika w słowach, nie jest gotowa na fajniejsza relację

nie chce sie zdecydowac na cos blizszego.

stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to. Zdarzyło sie tak kilka razy i stwierdziła, że mogą z tego byc problemy miedzy nami. Ostrzegała

zawsze powtarzala ze nie jestesmy w zwiazku i nie moze tak byc zeby sie spowiadała przede mna ze wszystkiego

nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE

Tu nie ma flow. Ona przed Tobą ucieka, naprawdę tego nie widzisz? Skoro przez dwa lata nie chciała z Tobą związku, wręcz spotyka się z innymi, to naprawdę po prostu nie jesteś jej ideałem.
Odpuść, bo skończysz ze sprawą o nękanie i zakazem zbliżania do niej.

4

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Wspólnie spędzane popołudnia, przyjacielskie zaśnięcia w objęciach, wyprawy na koncerty, wspólne wakacje, rozmowy telefoniczne co chwila, na wiele minut, całonocne rozmowy, spotkania drinkowe połączone z zaśnięciem, wspólne zakupy w innych miastach....i to podkreślanie z jej strony, że jest naprawdę super ze mną rozmawiać, że ma zaufanie, że jest FLOW - to jej słowa

to chyba jednak coś jest ...

5 Ostatnio edytowany przez Airuf (2021-09-18 11:05:39)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

I teraz ja...moje błędy...zawsze zastanawialem sie dlaczego ona nie chce sie zdecydowac na cos blizszego. Dosyc czesto nasze drogi sie "plątały" tak, że ktoregos dnia wrecz stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to. Zdarzyło sie tak kilka razy i stwierdziła, że mogą z tego byc problemy miedzy nami. Ostrzegała...

co robić ? czy walczyć ? jak wygrać ?

napisalem jej : "Nie poddam się. Jesteś moim ideałem. To nie może być koniec. Ta historia miała skończyć się inaczej"...

pomagajcie dziewczyny...proszę !

Co robić? Przestać być stalkerem, dziewczyna NIE CHCE Ciebie. Twoją walkę ona odbiera jako prześladowanie! Życie nie jest komedią romantyczną dla nastolatków, dziewczyna która widzi w Tobie stalkera (psychola) nie zakocha się nagle w Tobie!


DarekMan napisał/a:

ja na to "Chcę Twojej przyjaźni"

WALCZYMY

Walka o to żeby być we friendzone? Żałosne (tak kobiety postrzegają takich mężczyzn - właśnie dlatego lądujesz we friendzone bo w oczach tej pani nie jesteś potencjalnym partnerem, jesteś męską "psiapsi"), skąd pomysł że jakakolwiek kobieta chciałaby być z żałosnym mężczyzną? Ona nie jest głupia, wie że chcesz "przyjaźni" bo myślisz że to się rozwinie w coś więcej... ale nie, nie rozwinie się, bo ona Ciebie NIE CHCE. Pogódź się z tym jak dorosły mężczyzna...


DarekMan napisał/a:

Wspólnie spędzane popołudnia, przyjacielskie zaśnięcia w objęciach, wyprawy na koncerty, wspólne wakacje, rozmowy telefoniczne co chwila, na wiele minut, całonocne rozmowy, spotkania drinkowe połączone z zaśnięciem, wspólne zakupy w innych miastach....i to podkreślanie z jej strony, że jest naprawdę super ze mną rozmawiać, że ma zaufanie, że jest FLOW - to jej słowa

to chyba jednak coś jest ...

Nic ponad koleżeństwo, to Ty widzisz w tym to co chcesz widzieć. Może i dziewczyna korzystała z Waszej znajomości ze świadomością że jesteś w jej friendzone, ale to tym bardziej nie znaczy że ona chciała by z Tobą być, wręcz przeciwnie, jesteś przydatny bo się starasz i można Ciebie wykorzystać jak jakieś narzędzie... tylko coś nie chcesz potem siedzieć potulnie w szufladzie, więc już nie ma z Ciebie pożytku...

6

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Darku,  widzisz jak żałośnie  to wygląda? Naprawdę ona nie jest zainteresowana  czyms innym,  czymś więcej,  to ewidentnie  widać a Ty sobie wmawia aż coś co jest tylko z Twojej strony.  To jak się zachowujecie to naprawdę tylko i wyłącznie przyjaźń  z Jej strony. Uwierz mi,  gdyby miało być coś więcej to by było i byś nie miał żadnych wątpliwości.  A wiesz dlaczego  się tak żałośnie zachowujesz? Bo Ją tracisz,  zwykle  kiedy coś tracimy  to zauważamy  jakie jest to dla nas  ważne.  Natomiast  tracisz  to tylko i wyłącznie  ze swojej winy,  ponieważ  coś sobie wmawiasz. Kobieta bardzo mądrze  postąpiła że postanowiła  to skończyć i nie dawac Ci złudzeń. 

Jak ktoś wyżej napisał,  jak byś zareagowal  gdyby ktoś się zachowywał  wobec Twojej córki  tak jak Ty wobec  tej kobiety?

Ja na Jej miejscy już bym się zaczynała  bać o siebie.  Przerażasz mnie a co dopiero  Ją.  Potrzebujesz  terapii.  Powiedz proszę,  jesteś szczęśliwy ze swojego życia? Jak myślisz,  skad u Ciebie biorą się takie zachowania  desperackie?

7 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-09-18 11:09:31)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Nie, nie walcz, daj jej spokój. Ona jasno informowała ci czego chce a czego nie chce. Teraz dobrze zrobiła, że zabroniła ci kontaktu, bo już widzi, że z tego są kłopoty. To co robisz teraz to nękasz ją i nachodzisz.
Weź się zastanów, czy twoim zdaniem liczy się tylko to czego Ty chcesz? W ogóle jej nie słuchasz, nakręciłeś się i żyjesz w swojej bajce. Nawet jakby facet był super to widząc, że ignoruje to czy ja wyrażam zgodę na coś czy nie, nie obchodzi go co ja chcę, to byłby dla mnie znak, że nie należy kontynuować relacji.
Radzę abyś jej posłuchał, zrezygnował z kontaktów, bo następnym razem ona może poinformować policję lub pracodawcę, bo w końcu zacznie się czuć zagrożona. Odetnij się, bo z tej znajomości nie będzie już przyjaźni. Idź swoją drogą, znajdź sobie jakieś angażujące hobby.

8

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

napisala mi ze to wszystko przemyślała i to musi byc juz KONIEC. zadnych telefonow, smsow, ale ze pracujemy razem nie zablokuje mnie w telefonie. tlumaczyla to tym, ze po wiekszym zastanowieniu sie nie ma szans na wspolną drogę. skoro teraz w ten sposob sie zachowalem to do czego moge sie dopuscic pozniej. nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE. jestem chory i nic tego nie tłumaczy...

Jak dla mnie ten fragment dokładnie mówi kim jesteś dla niej i co o Tobie myśli.
Prawdę mówiąc czytając co wyprawiasz tylko mogę jej współczuć bo tak jak zresztą sama stwierdziła, nie wiadomo do czego jesteś jeszcze zdolny bo Twoje zachowanie jest chore!
Zrozum, że ona nie tylko nie chce nic więcej z Tobą, najprawdopodobniej jak się nie opamiętasz, nie będzie chciała Cię nawet na oczy widzieć, a może nawet zgłosi nękanie na policję bo takie śledzenie i wystawanie pod jej blokiem jest co najmniej creepy.

9

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że rozwiodłem się by być z Nią...
poczułem coś niesamowitego i zrezygnowałem z tego co miałem...

w tym momencie zaczynam wszystko rozumieć
Zafascynowała Mnie, a póżniej sie w niej zakochałem...miłość doprowadziła mnie do choroby...nie słuchałem już jej zapowiedzi...nie dopuszczałem do siebie możliwości porażki

była tylko ONA...

10

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że rozwiodłem się by być z Nią...
poczułem coś niesamowitego i zrezygnowałem z tego co miałem...

w tym momencie zaczynam wszystko rozumieć
Zafascynowała Mnie, a póżniej sie w niej zakochałem...miłość doprowadziła mnie do choroby...nie słuchałem już jej zapowiedzi...nie dopuszczałem do siebie możliwości porażki

była tylko ONA...

No i dobrze, że się rozwiodłeś, bo widocznie nie kochałeś żony aż tak bardzo. Byłeś fair, to jest plus dla Ciebie.
Tyle, że akurat ta kobieta od początku Ci mówiła, że nic poza przyjaźnią nie będzie. To jak Ty sobie to wyobrażałeś? Że wybłagasz? Przecież to żałosne.

11

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że rozwiodłem się by być z Nią...

Czyli Ty mogłeś zrezygnować z żony - której nie kochałeś i z którą nie chciałeś być.
A Twoja wybranka - nie ma już takiego prawa. Nie może pozbyć się faceta, którego nie kocha i z którym nie chce być.
Dlaczego?

12 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-09-18 12:27:00)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Na ten fragment o tych kwiatach na siedzeniu pasażera, jej UCIEKAJĄCEJ przed rzekomym "przyjacielem" do klatki, Tobie wślizgującym się z kimś obcym i czatującym pod drzwiami aż mnie przeszły ciarki. To już nie są żarty i żadne wspólne flow, ja na takim etapie byłabym już przerażona i pewnie zaczynała na zaś robić screeny i nagrania rozmów. Opamiętaj się!

13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-09-18 12:14:00)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Po tym wszystkim to koniec definitywny jest ,żadna walka nic nie da Ci Autorze ,będzie odwrotnie jeszcze bardziej wystraszysz i zniechęcisz
do siebie dziewczynę ,aż do awersji ,narobisz jeszcze sobie kłopotów tę beznadziejną walką ,bez wroga na razie ,dziewczyna wreszcie będzie mieć dość i będzie się bronic bardziej ,nie pierwszy jesteś z taką durną walcząco pseudo romantyczną postawą a w gruncie rzeczy osaczającą i zaborczą w dziwnej desperacji .
Pora się raczej pogodzić z tym co się stało dać sobie i jej spokój ,zajmij się sobą bo potrzebujesz moim zdaniem gruntownej pracy nad swoimi emocjami i namiętnościami ,odleciałeś w kosmos bez rozsądku i opamiętania niby jak na filmie ,a rzeczywistość jest inna, jesteś bardzo zaborczy ,chcesz dziewczyną na własność i mieć ją pod totalną kontrolą ,a nie panujesz i nie masz władzy nad uczuciami i emocjami - podążasz za impulsami i chciejstwami natrętnie i obsesyjnie stalkując to jakaś rozpacz skryta głębiej .

14

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Kochani, dziękuję za wszystkie odpowiedzi i porady. Mam świadomość tego że to co zrobiłem w ostatnich godzin jest niepoczciwe, złe i karalne. Wiem też co usłyszałem czy przeczytałem od niej. Ale w głębi duszy wiem lub znowu myślę że to jeszcze może się udać. Każdy człowiek może się zmienić. Nawet Ja...

I właśnie w tym kontekście chciałbym Was zapytać co zrobić? Jak to spróbować ogarnąć?

Chcę przyznać jej rację. Wykorzystać słowa które daliście tutaj charakteryzując moją osobę. Ale chcę poprosić ją o szansę. W głębi duszy liczę na to że nie było jej łatwo powiedzieć koniec. Że tam wciąż się tli fakt, że jednak się lubimy. A to mi wystarczy...

15

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Ty nie rozumiesz, bo  żaden czlowiek z chorą psychiką nie da sobie wytłumaczyć, że jest chory. Wspólczuję tej dziewczynie, bo niezłe jazdy jeszcze będzie miała z tobą.

16

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Ale jaką szansę? Ona od poczatlu nie chce tworzyć z Tobą związku. Spotyka się z innymi facetami. Nie zależy jej na niczym związanym z Tobą. Prawda jest taka, że powinieneś byl się odsunąć os niej po tym, jak pierwszy raz powiedziała Ci "nie" dla związku.

17 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2021-09-18 15:43:38)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

I właśnie w tym kontekście chciałbym Was zapytać co zrobić? Jak to spróbować ogarnąć?

Daj Jej czas.  Ty przede wszystkim  zapisz  się na terapię  ale zrób to dla siebie. 

Przede wszystkim  zapomnij  o związku. 

Tak naprawdę nie wiem,  czy po tym wszystkim  jest możliwa przyjaźń.  Jak już to raczej znajomość. Tak czy inaczej,  słabo to widzę. 

Ona może Ci nie zaufać i bać się Ciebie,  coś tam zawsze w głowie zostanie. 
Ty będziesz udawal  że wszystko jest ok, że nie rusza Cię to,  że ona z kimś się spotyka,  sypia.  Będziesz cierpiał  w tej relacji. 

Najlepszym rozwiązaniem  byłoby poszukać sobie nowej pracy... Zakończyć ten etap  i pójść dalej.

18

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
jjbp napisał/a:

Na ten fragment o tych kwiatach na siedzeniu pasażera, jej UCIEKAJĄCEJ przed rzekomym "przyjacielem" do klatki, Tobie wślizgującym się z kimś obcym i czatującym pod drzwiami aż mnie przeszły ciarki. To już nie są żarty i żadne wspólne flow, ja na takim etapie byłabym już przerażona i pewnie zaczynała na zaś robić screeny i nagrania rozmów. Opamiętaj się!

Ona nie uciekała przede mną tylko wbiegła do klatki z racji padającego deszczu. Małej ulewy. Dlatego napisałem że to był bieg. Ona mi napisała że zadzwoni później. A ja chciałem chwilę pogadać na żywo. I dlatego myślałem że się uda. Nie udało się. Odjechałem. Później do Mnie zadzwoniła. Tak jak mówiła...

19

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
Lady Loka napisał/a:

Ale jaką szansę? Ona od poczatlu nie chce tworzyć z Tobą związku. Spotyka się z innymi facetami. Nie zależy jej na niczym związanym z Tobą. Prawda jest taka, że powinieneś byl się odsunąć os niej po tym, jak pierwszy raz powiedziała Ci "nie" dla związku.

Ona powiedziała że nie potrzebuje w tej chwili żadnego związku. Żadnego stałego. I że z nikim się nie spotyka. Ba, nawet zakomunikowała że to właśnie mnie poświęca najwięcej czasu. Najwięcej. I tak raczej jest. A ja myślałem że to nie jest prawdą. Bo dziwiło mnie że tak atrakcyjna kobieta może nie mieć wokół amatorów. Najlepsze jest to że wczoraj raj pokazała mi smsy od pewnego chłopaka i jak na nie zareagowała. Dokładnie tak samo. Tak więc ewidentnie jestem studentką nie wiadomo nie. Byłem najbliżej jej. Najbliżej. A jednym wydarzeniem oddalilem się na maxa. To boli...

20

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

To jest chore. Powinieneś od razu zapisać się do psychologa, bo nie wiadomo co ci strzeli do głowy. Od takich rzeczy ludzie przechodzą do dużo gorszych. Koleś, ogarnij się, zmień pracę, wyprowadź się z miasta i zacznij żyć sobą i się leczyć, a po roku czasu będziesz mógł podjąć decyzję, czy nadal chcesz o nią walczyć. Gwarantuję ci że nie będziesz chciał. Serio musisz to przerwać zanim to zajdzie za daleko. Wybij ją sobie z głowy.

21

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
Istotka6 napisał/a:
DarekMan napisał/a:

I właśnie w tym kontekście chciałbym Was zapytać co zrobić? Jak to spróbować ogarnąć?

Daj Jej czas.  Ty przede wszystkim  zapisz  się na terapię  ale zrób to dla siebie. 

Przede wszystkim  zapomnij  o związku. 

Tak naprawdę nie wiem,  czy po tym wszystkim  jest możliwa przyjaźń.  Jak już to raczej znajomość. Tak czy inaczej,  słabo to widzę. 

Ona może Ci nie zaufać i bać się Ciebie,  coś tam zawsze w głowie zostanie. 
Ty będziesz udawal  że wszystko jest ok, że nie rusza Cię to,  że ona z kimś się spotyka,  sypia.  Będziesz cierpiał  w tej relacji. 

Najlepszym rozwiązaniem  byłoby poszukać sobie nowej pracy... Zakończyć ten etap  i pójść dalej.

W następnym tygodniu co najmniej kilka razy będę miał okazję w pracy do rozmowy z nią gdyż działamy razem przy pewnym projekcie. Czy uważacie że podczas takich spotkań mogę wrócić do tej sytuacji. Bardzo mi zależy...

Ale nie chcę jej tym męczyć bo wiem że może poczuć wówczas znów mój oddech na plecach. A tego przecież nie chcemy. Zwłaszcza boli w kontekście faktu, iż w tym tygodniu mieliśmy jechać na koncert i odsapnąć od pracy...mały reset...

22

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Nie,  nie rozmawiaj z Nią. 

Czy rozumiesz co wszyscy Ci tu piszą? Odnoszę wrażenie że lekceważysz nas  i nasze rady.  Słuchasz tylko siebie,  więc po co tu piszesz?

23

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
lemuronika napisał/a:

To jest chore. Powinieneś od razu zapisać się do psychologa, bo nie wiadomo co ci strzeli do głowy. Od takich rzeczy ludzie przechodzą do dużo gorszych. Koleś, ogarnij się, zmień pracę, wyprowadź się z miasta i zacznij żyć sobą i się leczyć, a po roku czasu będziesz mógł podjąć decyzję, czy nadal chcesz o nią walczyć. Gwarantuję ci że nie będziesz chciał. Serio musisz to przerwać zanim to zajdzie za daleko. Wybij ją sobie z głowy.

A ja Ci gwarantuje że Ona mi z głowy nigdy nie wyjdzie. To jest miłość mojego życia. Poznaliśmy się jeszcze przed moim ślubem. Nie raz wracaliśmy do tych wydarzeń i tego co wtedy o mnie myślała. Nie raz również podkreślała, że jej się podobam. Dla tego spędzaliśmy razem tyle czasu. Wyprowadziłem się z domu. Ona pomogła mi wówczas. To od niej wynajmuje mieszkanie...

Cały czas mnie wspiera, i możemy na siebie liczyć. Tak właśnie było...

Nie oceniajcie mnie po piątkowych wydarzeniach . To jest co innego. Niestety w danym momencie zagrały emocje.

Ostatnio powiedziała że ma dla mnie prezent. Niespodzianke. Ja zapytałem czy może na 30 września - na Dzień Chłopaka. Odpowiedziała że może...

Najbliższe dni mialy przynieść fajne spotkania. Zapowiedziała mi że co najmniej kilka razy spotkamy się na dłuższe rozmowy lub wypady...

To naprawdę może się jeszcze udać...

Co mam zrobić?

24

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
Istotka6 napisał/a:

Nie,  nie rozmawiaj z Nią. 

Czy rozumiesz co wszyscy Ci tu piszą? Odnoszę wrażenie że lekceważysz nas  i nasze rady.  Słuchasz tylko siebie,  więc po co tu piszesz?

Wasze rady i słowa pokazały mi kim jestem. Doskonale odkryliscie moj charakter. Zdałem sobie sprawę że tak właśnie jest. Wiem że mogę sobie z tym poradzić. Wierzę że to nie są jej ostatnie słowa...

Czy naprawdę kobieta nie może zmienić zdania. ?

25

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Ale Ty dalej robisz to samo,  dalej chcesz być stalkerem...

26

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
Istotka6 napisał/a:

Ale Ty dalej robisz to samo,  dalej chcesz być stalkerem...

Nie chcę już nim być...zapiszę się do psychologa. Poproszę o pomoc.
Ale chcę żeby wiedziała że mimo wszystko będzie mogła na mnie liczyć. I chcę też mieć oparcie u niej. Tego potrzebuje. Bardzo!
Przez dwa lata wiele mnie ona nauczyła. Wiele...

27

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Gratuluję  postanowienia z psychologiem.  Będę trzymać kciuki za terapię smile

28

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
lemuronika napisał/a:

To jest chore. Powinieneś od razu zapisać się do psychologa, bo nie wiadomo co ci strzeli do głowy. Od takich rzeczy ludzie przechodzą do dużo gorszych. Koleś, ogarnij się, zmień pracę, wyprowadź się z miasta i zacznij żyć sobą i się leczyć, a po roku czasu będziesz mógł podjąć decyzję, czy nadal chcesz o nią walczyć. Gwarantuję ci że nie będziesz chciał. Serio musisz to przerwać zanim to zajdzie za daleko. Wybij ją sobie z głowy.

Rok czasu... to kawał czasu...to mnie przeraża

Tak jak po rozwodzie myślałem że to wszystko będzie inaczej. Że nagle będę z nią. Za bardzo chciałem przyspieszyć. Po 8 latach małżeństwa byłem przyzwyczajony do bycia z kimś. Poczułem pustkę. Chcialem być z nią. Niestety za wszelką cenę.

Ale pamiętam że gdy byłem w małżeństwie to sama się pytała co robię z rozwodem. Wiedziała że robię to dla niej. Ona tuż przed moim rozwodem rozstała się ze swoim chłopakiem. To miał być znak tego że za chwilę będziemy razem...

Niestety z tego co wiem sprawy rodzinne jej sprawiły że nagle wszystko zgasło. Postawiła na rodzinę - mamę i siostrę. W tym czasie dużo myślała i stwierdziła że w tej chwili mama ją potrzebuje i nie chce się angażować w związki. To zmieniło wszystko...

29

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Nie chcę już nim być...zapiszę się do psychologa. Poproszę o pomoc.
Ale chcę żeby wiedziała że mimo wszystko będzie mogła na mnie liczyć. I chcę też mieć oparcie u niej. Tego potrzebuje. Bardzo!
Przez dwa lata wiele mnie ona nauczyła. Wiele...

Nie szukaj sobie pretekstów do tego, żeby ją dalej prześladować i stalkować.
Ktoś, kto przez dwa lata mówi Ci konsekwentnie NIE, ma na myśli NIE.
A nie - być może, na pewno, za jakiś czas.
Jedynym wsparciem jakiego potrzebujesz, jest wsparcie psychiatryczne i psychologiczne.

30

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
Istotka6 napisał/a:

Gratuluję  postanowienia z psychologiem.  Będę trzymać kciuki za terapię smile

Istotka, a może jednak jest jeszcze szansa? Nie tylko terapia tylko że się uda że to wróci...

31

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
IsaBella77 napisał/a:
DarekMan napisał/a:

Nie chcę już nim być...zapiszę się do psychologa. Poproszę o pomoc.
Ale chcę żeby wiedziała że mimo wszystko będzie mogła na mnie liczyć. I chcę też mieć oparcie u niej. Tego potrzebuje. Bardzo!
Przez dwa lata wiele mnie ona nauczyła. Wiele...

Nie szukaj sobie pretekstów do tego, żeby ją dalej prześladować i stalkować.
Ktoś, kto przez dwa lata mówi Ci konsekwentnie NIE, ma na myśli NIE.
A nie - być może, na pewno, za jakiś czas.
Jedynym wsparciem jakiego potrzebujesz, jest wsparcie psychiatryczne i psychologiczne.

Ona mówiła NIE od pewnego czasu. Nie od dwóch lat. Dlatego dziwiło mnie jej podejscie bo nagle zrobiła taki odwrót i bylem ciekawy co się stało...

Powiedziała że za jakiś czas może jej się to zmienić. Żebym poczekał...

32

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Chłopie,  tracę  cierpliwość.  Ogarnij się.  Wiesz jak z boku wyglądasz? Jak psychopata.  Po tekście z Jej rodzina,  siostra i mama  zabrzmiało to jakbyś obwinial je za to że nie jesteście razem...  Dreszcze  mnie przeszły do czego możesz być zdolny.  Wszędzie widzisz jakieś szanse,  wszystko interpretujesz na swoją korzyść.

Jeśli chcesz Jej szczęścia,  to uszanuj Jej decyzję  i słowa,  że to koniec. 

Uwierz,  czas jest najlepszym  sprzymierzeńcem,  ale  bez terapii  w Twoim życiu nic nie wyjdzie.  Jak nie ten obiekt,  to inny. Brzydko to zabrzmi ale prawdziwie,  lecz  się.

33

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Ona mówiła NIE od pewnego czasu. Nie od dwóch lat. Dlatego dziwiło mnie jej podejscie bo nagle zrobiła taki odwrót i bylem ciekawy co się stało...

To nie jest nagle:

DarekMan napisał/a:

niestety nie potrafiła takich słów wypowiadać, gdyż sama powiedziała że w jej opinii takie rzeczy zarezerwowane są na związek a w chwili obecnej nie chce się z nikim wiązać. Nikim...

DarekMan napisał/a:

ona tak mnie unika w słowach

DarekMan napisał/a:

nie jest gotowa na fajniejsza relację

DarekMan napisał/a:

ona nie chce sie zdecydowac na cos blizszego

DarekMan napisał/a:

ktoregos dnia wrecz stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to

DarekMan napisał/a:

nigdy ze soba nie spalismy

DarekMan napisał/a:

to byla czysta, przyjacielska relacja

DarekMan napisał/a:

ona zawsze powtarzala ze nie jestesmy w zwiazku

DarekMan napisał/a:

napisala mi ze to wszystko przemyślała i to musi byc juz KONIEC. zadnych telefonow, smsow

DarekMan napisał/a:

tlumaczyla to tym, ze po wiekszym zastanowieniu sie nie ma szans na wspolną drogę

DarekMan napisał/a:

nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE

DarekMan napisał/a:

powiedziala stanowczo ze to koniec

DarekMan napisał/a:

odpowiedziala ze nie chce zadnych kwiatow

Czy to Ci wygląda na nagle??
Mnie to wygląda na konsekwentne i ciągłe NIE.
Nie byliście nigdy razem, a Ty się zachowujesz, jakbyście byli ze sobą nie wiem jak długo i jakby ona była Ci coś winna, albo do czegoś zobowiązana.
To nie jest tak, że po Twoim rozwodzie byliście ze sobą, a jej się potem nagle coś odwidziało. Nigdy nie byliście parą, bo ona tego nie chciała.

DarekMan napisał/a:

Powiedziała że za jakiś czas może jej się to zmienić. Żebym poczekał...

Tu opcje są dwie. Albo chce spróbować z tym "kolegą" od rozmów o kołdrze - i jeśli jej nie wyjdzie z nim - to chce zachować Cię na orbicie. Nie jesteś wystarczająco dobry, żeby być z Tobą, ale dostatecznie dobry na to, żeby być dla niej plastrem emocjonalnym po nieudanej relacji.
Albo - i na to osobiście stawiam - chce w ten sposób załagodzić Twoją histerię i natarczywość, licząc na to, że z czasem dasz jej spokój.

34 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-09-18 17:18:02)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

To czemu ma służyć ta terapia jak dalej planujesz ją nagabywać, namawiać, prosić o szanse, łazić, podsycać w sobie nadzieję która ma zerowe podstawy? To jaki ma być jej cel zatem według Ciebie?

A co do tego:

DarekMan napisał/a:
jjbp napisał/a:

Na ten fragment o tych kwiatach na siedzeniu pasażera, jej UCIEKAJĄCEJ przed rzekomym "przyjacielem" do klatki, Tobie wślizgującym się z kimś obcym i czatującym pod drzwiami aż mnie przeszły ciarki. To już nie są żarty i żadne wspólne flow, ja na takim etapie byłabym już przerażona i pewnie zaczynała na zaś robić screeny i nagrania rozmów. Opamiętaj się!

Ona nie uciekała przede mną tylko wbiegła do klatki z racji padającego deszczu. Małej ulewy. Dlatego napisałem że to był bieg. Ona mi napisała że zadzwoni później. A ja chciałem chwilę pogadać na żywo. I dlatego myślałem że się uda. Nie udało się. Odjechałem. Później do Mnie zadzwoniła. Tak jak mówiła...

To tak naprawdę nie wiesz czemu biegła. Ja myślę że mogła przed Tobą spierniczać wiedząc że pewnie nie odjechałeś, po Twoich akcjach stania pod blokiem może dobrze wyczuła że nie dasz się spławić i będziesz ja zmuszał pomimo że ona nie chce żadnego spotkania na żywo

Naprawdę nie czujesz tego że gdyby chodziło tylko o ulewę i traktowałaby Cię jak kogoś zaufanego to potem by Ci te drzwi otworzyła i byście pogadali nad kubkiem kawy? Większość ludzi tak by zrobiła gdyby faktycznie chodziło o dobrego przyjaciela i jakieś nieporozumienie. Natomiast również większość osób nie otwierałaby drzwi w takiej sytuacji jakby czuła zagrożenie i mocną niechęć

35

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

"Ale pamiętam że gdy byłem w małżeństwie to sama się pytała co robię z rozwodem. Wiedziała że robię to dla niej. Ona tuż przed moim rozwodem rozstała się ze swoim chłopakiem. To miał być znak tego że za chwilę będziemy razem..."

Mówiła ci, że chce z Tobą być? Deklarowaliście coś sobie? Bo raczej wygląda, że znaczenie jej rozstania dopowiedziałeś sobie sam.

36

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Nie ogarniam tego. Dorosły chłop, a zachowuje się jak nastolatek z gimnazjum, a nawet gorzej. Stary, daj sobie na wstrzymanie i idź na porządną terapię bo stanowisz zagrożenie dla innych. To na serio nie jest śmieszne, jeśli w porę tego nie opanujesz naprawdę możesz doprowadzić do tragedii zwłaszcza, że widać że już teraz nie jesteś w stanie zapanować nad sobą. Ofiary uporczywego stalkingu mają często stany lękowe, boją się wyjść na ulice bo mają wrażenie, że za rogiem czeka stalker. Wyjście z takiego stanu wymaga niekiedy wieloletniej terapii. Zupełnie się nie dziwie dziewczynie, że Cie odcięła i się od Ciebie izoluje. Wydaje mi się, że kolejnym krokiem to już będzie powiadomienie policji i sprawa w sądzie.

37

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Bałabym się kogoś, kto jest tak zdeterminowany, że to ja jestem tą jedyną i będzie walczył... nawet gdy ja nie chcę. To jest przerażające, jak bardzo uroiłeś sobie historię w głowie, że "należycie do siebie" i "musicie" być razem.
Nie musicie.
Było miło, fajnie, lubiła Cię jako kolegę, a teraz poznała Cię bliżej i nie chce mieć takiego kolegi. Nie rozumiem, czego tu nie rozumiesz.
Jesteś zakochany, zależy Ci, starałeś się, rozwiodłeś się dla niej, Ty sobie to inaczej wyobrażałeś - ale to tylko Twoja strona. Bolesna, może nawet upokarzająca. Ale nie możesz "wystarać" uczuć u kogoś, nie da się kogoś zmusić do miłości, nie możesz jej "przekonać" żeby Cię kochała. Po prostu tego nie czuje.

A Ty zachowujesz się, jak gdyby - przez to, że się poświęcasz dla niej - ona miałaby zostać Twoją dziewczyną. No sorry, mało kto idzie na taki układ, w związek wchodzi się wtedy, kiedy się chce, a nie wtedy, kiedy ktoś szantażuje albo prosi i uważa, że zasługuje.

38

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Znasz film 365 dni? Koleś gwałcił laskę przez rok żeby się w nim zakochała. Ale że był przystojny, to był film romantyczny. Gdyby był brzydki, to byłby film kryminalny.

I z Tobą jest tak samo: rzeczy które robisz byłyby romantyczne, gdybyś się jej podobał. Ale nie podobasz, więc to co robisz jest chore.

39

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
madoja napisał/a:

Znasz film 365 dni? Koleś gwałcił laskę przez rok żeby się w nim zakochała. Ale że był przystojny, to był film romantyczny. Gdyby był brzydki, to byłby film kryminalny.

I z Tobą jest tak samo: rzeczy które robisz byłyby romantyczne, gdybyś się jej podobał. Ale nie podobasz, więc to co robisz jest chore.

W sumie wyczerpałaś chyba temat tym postem big_smile 100% zgody.
Chłopie, godności trochę. I rozumu, rozsądku. Odpuść.

40

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Widzę że w Waszej opinii jestem nikim. Jakimś śmieciem a nie człowiekiem...

Ta historia jeszcze się skończy dobrze...zobaczycie

41

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

To Twoja nadinterpretacja. Nikt nie napisał, że jesteś śmieciem, nikt nie napisał, że jesteś nikim.
Jesteś za to bardzo zdesperowanym człowiekiem, który chcąc osiągnąć cel nie przyjmuje do wiadomości zdania bohaterki wątku i nie waha się użyć środków, które przez wiele osób postrzegane są jako stalking.

42

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Boże chroń od takich wielbicieli, jak Ty autorze! nie dziwię się lasce, że ma Cię dość. Opamiętaj się, daj jej spokój i idź na terapię, bo z takim podejściem zawsze będziesz sam. Każda będzie przed Tobą uciekać.

43

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Widzę że w Waszej opinii jestem nikim. Jakimś śmieciem a nie człowiekiem...

Ta historia jeszcze się skończy dobrze...zobaczycie

Wiesz kiedy się skończy dobrze?
Jak otrzymasz zakaz zbliżania.

Dziewczyna jasno i wprost powiedziała Ci, że nie masz co liczyć na nic więcej niż przyjaźń, a Ty sobie uroiłeś resztę.

44 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-09-19 11:09:20)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Widzę że w Waszej opinii jestem nikim. Jakimś śmieciem a nie człowiekiem...

Ta historia jeszcze się skończy dobrze...zobaczycie

Nikt Ci nie napisał że jesteś śmieciem. Ja nie uważam że jesteś nikim. Natomiast uważam że jesteś człowiekiem który za mocno zapętlił się we własną rzeczywistość która znacząco odbiega od tej prawdziwej. I że coś (mam nadzieję że będzie to psycholog) musi Tobą potrząsnąć żebyś zobaczył jak absurdalna jest Twoja wersja faktow.

45

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Widzę że w Waszej opinii jestem nikim. Jakimś śmieciem a nie człowiekiem...

Nie działają na mnie tego typu manipulacje.
Sam to napisałeś.

Cierpliwie masz tu tłumaczone, jak Twoje zachowanie widzą kobiety, w tym kobieta, którą NĘKASZ. Która powiedziała Ci, że NIE.
Która uciekała przed Tobą, ale dla Ciebie to deszcz padał.
Jesteś przerażający.

46

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Idąc Twoim trybem myslenia: że jak Tobie się ktoś podoba to MUSI  przyjąć Twoją  atencję
To znaczy że  Ty też nie masz wyboru i jak zakocha się w Tobie jakaś Pani którą Ci się nie podoba To Ty masz obowiązek z nią być?
Jak nie będziesz szanować  innych ludzi to inni nie będą  szanować Ciebie. To proste.

47

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Jeju jaki buc...
Złamał żonie pewnie serce rozwodząc się z nią dla przyjaciółki - wg był z nią po ciula, bo nie mógł być z przyjaciółką?

Przyjaciółka nie jest już jego przyjaciółką - a ten dalej stalkuje, męczy, kombinuje.

Myślisz że coś to da???
A gdyby nagle była żona zaczęła tak walczyć o Ciebie to co byś pomyślał? Że wariatka chyba.

Tak jesteś wariatem, jak się nie uspokoisz to trafisz na policje, a potem do psychiatryka, ewentualnie z zakazem zbliżania się do laski. Ona może mieć już w końcu tak Ciebie dość że sie wyprowadzi z miasta.

48

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Bardzo byłabym ciekawa szczerej odpowiedzi autora na to co by zrobił gdyby inna kobieta zachowywała się tak w stosunku do niego.

49

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Cytując klasyka : "jedenaste nie karmić"

50

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Dziękuję wszystkim za aktywny udział w dyskusji. Dziękuję za wskazówki i porady.
Wszystko zrozumiałem.

Proszę o skasowanie tego wątku z forum

Dam Wam znać - wrócę tu kiedyś - opowiem co się wydarzyło dalej

trzymajcie kciuki !

pozdrawiam

51 Ostatnio edytowany przez Candy2 (2021-09-19 15:56:18)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Ludzie nie potrafią odpuszczac, to jest umiejętność dojrzałej osoby, stalkowanie do niczego nie prowadzi, a jedynie do tego, że druga osoba cię znienawidzi i w jej oczach będziesz żałosny. Myślisz, że takim swoim zachowaniem doprowadzisz że cię pokocha? Nikogo nie da się zmusić do miłości, chociażby serce rozrywało, pogódź się ,że cię nie chce, przyjmij to na klatę i daj tej kobiecie spokój. Ta dziewczyna może mieć nawet setkę kolegów, i tobie nic do tego, nic ci nie obiecywała, a wspólne "flow" nie świadczy o niczym, na pewno nie o tym, że chce być z tobą.

52 Ostatnio edytowany przez Tenchlopak (2021-09-21 23:19:09)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Darek zapisz sie do psychologa albo psychiatry zanim zrobisz jakąś głupotę i zniszczysz życie sobie i jej.
Nie jesteś "nikim" tak jak każdy jesteś wartościowym facetem ale potrzebujesz pomocy bo Twoje myślenie jest zaburzone. Uszanuj jej zdanie. Zadbaj o siebie póki jeszcze czas. Życie Ci się ułoży, znajdziesz jeszcze ta jedyna ale nic na siłę.
Spójrz. Ponad 50 postów. Każdy pisze Ci mniej więcej to samo. Szczerze trzymam za Ciebie kciuki (ogólnie a nie za ta sytuacje), ale zrozum Ty potrzebujesz pomocy z zewnątrz. Wizyta u psychologa żaden obciach,, sam chodzę (nieco inne powody no ale).
Na koniec jedno zdanie: proszę, nie rób żadnej głupoty bo zniszczysz resztę życia sobie i jej. A przecież nie chcesz żeby była nieszczęśliwa. Czekam na info czy przemyslaes i zapisałes się do psychologa.

53

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Chlopie skoro powiedziala ze NIE i zerwala kontakt to znaczy ze ja przerazasz i zostaw ja w spokoju daja jej zyc. Ty troche pognijesz w marazmie az w koncu przejdzie ci za 3miesiace pol roku moze rok moze dwa. Dajac jej wolnosc wyboru i zarazem szacunek....to tak jak bys byl jej mezem przez x lat splodzil dzieci i zyl dlugo i szczesliwie. Ale teraz masz juz nowe zycie bez niej i kropka. Jak kolega pisze wyzej...cos jest z toba nie halo i to trzeba wyplenic w zarodku, wizyta u specjalisty jak polecal kolega jest nieodzowna w twoim przypadku. Zawsze mozesz na krotki czas poleciec do pani z roxy czy tindera sie wyladowac i ponaduzywac troche alko przez jakis czas, w sumie kilka blantow tez moglbys spalic zebys troche wluzowal.
pozdro

54

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Darku to już koniec, nie dzwoń do mnie, nie pisz, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, przesadziłeś !

Takie słowa usłyszałem kilkanaście godzin temu od najlepszej przyjaciółki. Od osoby, którą poznałem bliżej dwa lata temu. Osoby, z którą mógłbym konie kraść. Dla której zrezygnowałem ze swojego małżeństwa bo zrozumiałem że nie jestem w nim szczęśliwy i że będę dążył do życia z Nią.
Przez miesiące i tygodnie jarałem się coraz bardziej nią z wzajemnością, choć w pewnym momencie ona nieco odpuściła emocjonalnie. Może przestraszyła się tego co ja chce. To ja zdecydowałem się powiedzieć jej że ją kocham. Że jest najlepsza i doskonała. Ona niestety nie potrafiła takich słów wypowiadać, gdyż sama powiedziała że w jej opinii takie rzeczy zarezerwowane są na związek a w chwili obecnej nie chce się z nikim wiązać. Nikim...
A ja bardzo chciałem i chcę...cały czas...
niestety sprawy sie skomplikowały i to bardzo. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego ona tak mnie unika w słowach, nie jest gotowa na fajniejsza relację. Ważne dla sprawy są dwie kwestie. Ona jest po rozwodzie, a poza tym pracujemy razem. W pracy trzeba niestety ukrywać Nasze wzajemne jaranie się sobą. Ale podobno to widać że jesteśmy bardzo za sobą.
I teraz ja...moje błędy...zawsze zastanawialem sie dlaczego ona nie chce sie zdecydowac na cos blizszego. Dosyc czesto nasze drogi sie "plątały" tak, że ktoregos dnia wrecz stwierdziła, że to jest prawie stalking i nie daje jej to komfortu życia, oddechu i obawia się o to. Zdarzyło sie tak kilka razy i stwierdziła, że mogą z tego byc problemy miedzy nami. Ostrzegała...
niestety...
jestem w niej zakochany. przyjąłem jednak rolę przyjaciela, ktory jednak chcialby czasem sie przytulić do niej. Tak jak kiedys. bo bywało tak. nigdy ze soba nie spalismy. to byla czysta, przyjacielska relacja, w ktorej jednak ja glosno mowilem czego chce. W miedzyczasie niestety ktos mi powiedzial ze ONA moze miec kilku takich przyjaciol, ale z kazdym na innej stopie przyjazni. oczywiscie mowilem im ze to nieprawda. niemozliwe wręcz. nie dopuszczalem takich slow do siebie, ale w glebi duszy obawialem sie ze tak jest. kazdy jej wyjazd byl myślą że w tym czasie spotyka sie z kimś. nie ze mną. że to ja o nią walczę, staram się, a ktoś inny ma więcej uczuć od niej.
kilka dni temu doszlo do sytuacji, ze dowiedzialem sie od pewnej osoby ze do domu (do bloku) po poludniu weszła razem z kolegą. wieczorem podjechalem pod blok i okazalo się ze impreza trwa, a ze akurat zaluzje nie byly zasloniete. widzialem tylko dwie osoby. ich wlasnie. pierwsza myśl...Boże dlaczego? przeciez ja sie tak staram, probuje, a tu jednak ktoś inny...ona zawsze powtarzala ze nie jestesmy w zwiazku i nie moze tak byc zeby sie spowiadała przede mna ze wszystkiego. ale ja jej mowie, ze chce byc z nią i sie staram...ona mowila ze wie, że sie staram i to docenia bardzo..ale dlaczego nie jestesmy razem?
i wracam do historii...wrocilem do domu, nie moglem zasnąć...czesto do siebie dzwonimy, bardzo czesto. nawet wieczorami, albo mozemy przegadać całe noce...i postanowilem ze zadzwonie do niej. to juz bylo kilka minut po polnocy...za pierwszym razem nie odebrala. za drugim widocznie przez pomylke, odebrala, a w zasadzie nacisnął sie jej odbior rozmowy....wtedy uslyszalem ze "kolega" wciaz jest u niej i rozmowa była raczej miła...rozlaczylem sie po tym jak uslyszalem ze rozmawiają na temat kołdry..czułem sie okropnie...

pomyslalem jednak spokojnie, że w sumie no dobra nie jestesmy razem...ale przeciez ja sie staram...
całą noc nie spałem...postanowilem ze rano podjade pod jej blok, poczekam i jak bedzie wychodzic to zamienie z nią kilka słów...czyli zaczyna sie stalking...
czekalem kilkanascie minut...w miedzyczasie widzialem że opuszczała rolety i że jest w domu...niestety w tym momencie ona mogla mnie juz zauwazyc gdyz raczej bylem na widoku...po kolejnych minutach wyszla z klatki...niestety nie sama... z nim...odprowadzili sie do samochodow i na pozegnanie pocalunek w usta...

wtedy mnie zamurowało i nie podszedłem...odjechała...a ja nerwowym krokiem odszedlem do samochodu....za chwile zadzwonilem do niej i drżącym glosem powiedzial "To nie ma sensu. Świat wlasnie mi runął"...ona na to co sie stalo, gdzie jestes?...odpowiedzialem ze w aucie ale pod swoim blokiem. kilka kilometrow dalej. poprosilem o spotkanie, bo musimy pogadac.

spotkalismy sie i powiedzialem ze przez pomylke odebrala telefon. ona mowi, że wie. ja mowie ze wiem ze nie byla w tym czasie sama. ona potwierdzila i zapytala: czego chce. mowie ze bardzo mi zalezy na niej. powiedzialem co mnie gryzie i czy jestem w czyms gorszy...

nastepnie ona mowi do mnie ze widziala mnie przez żaluzje. widziala ze tam czekam. i gdy wychodzila z nim to "specjalnie" sie pocałowali. na pokaz przede mną...i wszystko w sumie było ok.

ale nagle po kilku minutach po spotkaniach napisala mi ze to wszystko przemyślała i to musi byc juz KONIEC. zadnych telefonow, smsow, ale ze pracujemy razem nie zablokuje mnie w telefonie. tlumaczyla to tym, ze po wiekszym zastanowieniu sie nie ma szans na wspolną drogę. skoro teraz w ten sposob sie zachowalem to do czego moge sie dopuscic pozniej. nie chce miec kontaktu z osoba ktora ją STALKUJE. jestem chory i nic tego nie tłumaczy...

rozpadłem sie psychicznie...przeciez mielismy takie wspolne flow, ze nasze spotkania, wspolne wyjazdy, rozmowy czy głupotki były niesamowite...

poprosilem o spotkanie. niestety powiedziala ze sie nie spotkamy. podjechalem jednak pod ten feralny blok. byla w aucie. podszedlem do auta. rozmawiala przez telefon. gestem zapytałem czy moge wejsc. stałem kilka sekund. napisala mi esa, ze rozmawia i zebym nie stroił szopek pod blokiem. w ręku mialem dla niej mały bukiet. postanowilem otworzyc drzwi pasazera i polozyc kwiaty na fotelu i kiwnieciem glowy odejsc..

wrocilem wiec do auta. nagle wyszla z auta pobiegla do klatki. wiedzialem ze jest w domu. zadzwonilem wiec domofonem, a gdy ktos inny otworzyl drzwi wszedlem do klatki i zapukalem do mieszkania nie otwrzoyla. napisala smsa zebym odszedl od drzwi. odszedlem...

po kilku minutach odjechalem. potem rozmawialismy jeszcze przez telefon. ona zadzwonila...rozmowa byla jednak krotka. powiedziala stanowczo ze to koniec...a ja ze sie nie poddam, bo mi zależy bardzo...

co robić ? czy walczyć ? jak wygrać ?

napisalem jej : "Nie poddam się. Jesteś moim ideałem. To nie może być koniec. Ta historia miała skończyć się inaczej"...

pomagajcie dziewczyny...proszę !

Bardzo ważne w kwestii historii bukietu...
dostalem smsa z pytaniem "czy wziąłem sobie kwiaty spod drzwi?"
okazuje sie musiala tu przyjsc i zostawic je pod moimi drzwiami. Kwiatów co nieprawda nie ma, może komuś sie spodobały...ale taki fakt

odpisalem jej ze dostanie nowy bukiet
odpowiedziala ze nie chce zadnych kwiatow...

ja na to "Chcę Twojej przyjaźni"

WALCZYMY

Troll. A jak nie to kurde koleś. Idź się leczyć. Póki jeszcze nie musisz wydawać na nowe zęby.

55 Ostatnio edytowany przez apropo_defacto (2021-09-25 23:54:26)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
DarekMan napisał/a:

Kochani, dziękuję za wszystkie odpowiedzi i porady. Mam świadomość tego że to co zrobiłem w ostatnich godzin jest niepoczciwe, złe i karalne. Wiem też co usłyszałem czy przeczytałem od niej. Ale w głębi duszy wiem lub znowu myślę że to jeszcze może się udać. Każdy człowiek może się zmienić. Nawet Ja...

I właśnie w tym kontekście chciałbym Was zapytać co zrobić? Jak to spróbować ogarnąć?

Chcę przyznać jej rację. Wykorzystać słowa które daliście tutaj charakteryzując moją osobę. Ale chcę poprosić ją o szansę. W głębi duszy liczę na to że nie było jej łatwo powiedzieć koniec. Że tam wciąż się tli fakt, że jednak się lubimy. A to mi wystarczy...


Nie no troll

56 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2021-09-26 00:52:24)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

może ta historia w końcu otworzą ludziom oczy czemu w pracy nie warto wchodzić w głębsze relacje/związki wink , częściej tak się to kończy niż happy endem

przeczytaj sobie chłopie Lalkę autorstwa Prusa i popatrz na siebie jak na Wokulskiego, jak Ciebie to nie obudzi to już nic nie pomoże, Twoja koleżaneczka to Izabella Łęcka, też na początku chłonęła Twoją atencję, może też głupia zrozumie co to znaczy dawać komuś fałszywą nadzieję (mogła od razu wyprowadzić Ciebie z błędu i to jest akurat jej wina a dalej to Twoje chore wyobrażenia)

57

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...
kamiloo86 napisał/a:

może ta historia w końcu otworzą ludziom oczy czemu w pracy nie warto wchodzić w głębsze relacje/związki wink , częściej tak się to kończy niż happy endem

Warto wchodzić. Tylko mądrze.



przeczytaj sobie chłopie Lalkę autorstwa Prusa i popatrz na siebie jak na Wokulskiego,

Bardzo dobra sugestia. Lalka jest na jutubie jako audiobook dobrze czytana.


Do autora:     jesteś stalkerem, daj spokój. To koniec. Z twojej winy.

Zapytasz w czym jesteś gorszy? Na przykład w tym, że dajesz kwiaty... oczekując w zamian zapłaty w postaci jej uwagi/zainteresowania.

58

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Witajcie. To znowu Ja...

Wróciłem. Odmieniony. Spokojniejszy. Tak mi się zdaje...

Z koleżanką mam kontakt w pracy. Dotyczący spraw zawodowych. Nie ma nic więcej. Nic...ale rozmawia nam się całkiem nieźle. Rozumiemy się dobrze, ale jest jednak ściana...próbuje ją jakoś złamać, zburzyć, ale jak sama mi kiedyś napisała..

Jej podejście w tej chwili jest takie:

Z powodu Twoich akcji, kłamania, stalkowania, wciąż niezmiennie...

Rozumiem i staram się nie naciskać. Gdzieś tam tli się wiarą że się zmieni...ale w sumie nie ma do tego podstaw...

Ale teraz ważny temat. Okazuje się że tuż przed słynną kłótnią koleżanka zakupiła bilety lotnicze na wyjazd do Gdańska. Taka była koncepcja naszego wyjazdu. Niestety do wyjazdu nie doszło...bo uznała że w obecnej sytuacji nie ma sensu...

I teraz hit...wczoraj zapytała mnie czy nie chciałbym z ją jechać teraz do tego Gdańska na weekend. Zresetować się. Ale noclegi załatwiamy każdy sobie....nie ma wspólnego...

O co tu chodzi ?

Najlepsze jest to, że kiedys mój kolega widział ją z jakimś chłopakiem. Jak wychodził od niej z domu. I to rano ...tak więc...

Sama mówi że teraz czuję się lepiej. Pasuje jej taka sytuacja ...to znaczy jaka ? Że nikt ją nie naciska...co tu się dzieje?

Mnie wciąż na niej zależy. Ona o tym wie. A składa propozycje wspólnego wyjazdu...poniekąd...nie rozumiem jej zachowania. Pomóżcie co zrobić?

Chciałbym żeby z tej mąki był chleb. Podejrzewam że teraz od czasu do czasu spotyka się z kimś...a tu nagle propozycja wyjazdu dla mnie ..

Liczę na Wasze rady...

59

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

O nic, ona jasno daje CI do zrozumienia że nic z tego nie będzie. Traktuje Cię jak kumpla i chce z kumplem pojechać na weekend do Gdańska żeby się pobawić Jeśli chcesz jechać wypocząć, zresetować się, pobawić i jesteś w stanie zaakceptować fakt, że będziesz tam z koleżanką to jedź ale nie wydaje mi się że Ci się to uda. Ona dobrze wie czego Ty chcesz i wie, że będziesz tam za nią biegał. Jesteś w totalnym friendzonie. Żyjesz nadzieją mimo, że przed nią udajesz że tak nie jest. Nie jesteś sobą w jej obecności. Moim zdaniem powinieneś zrezygnować z tej propozycji chyba, że znowu chcesz cierpieć.

60

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

A czy może być tak że w tej Jej friendzonie byłem wcześniej ja i np. jeszcze jeden gość - notabene jej były chłopak. Ale to on był jej chłopakiem przed jej ślubem i rozwodem...

I nagle przez moje siupy doszło do wyrzucenia mnie z tej friendzone. Został on...
A teraz nagle jej przechodzi i próbuje mnie dołączyć do tej strefy. Bo jednak byłem w tym dobry...

Próbuje tak to rozumieć, bo jej propozycja mnie dziwi. A od kilku dni zmienilo się jej podejście do mnie...nagle ta propozycja. Co jeśli ona w sumie potrzebuje tylko takich friendsow a później dokona ostatecznego wyboru...?

Aż tak byłaby wyrafinowana...

Ale jedno Wam powiem. Dużo mi dało wpisanie tu na forum mojego tematu i Wasze uwagi. Dużo rozmawiałem z ludźmi. Byłem też na dwóch spotkaniach u psycho... Inaczej patrzę na pewne sprawy, ale wciąż jednak mi na niej zależy. I pewnie czasem na siłę dokładam sobie dobre rzeczy. Odczytuje je jako znaki...

61

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Gdybanie, gdybanie... śledzenie, podejrzenia, teorie, hipotezy, poszlaki... dlaczego ona tak, dlaczego ona siak...
Daj z tym spokój. STOP.



DarekMan napisał/a:

... wczoraj zapytała mnie czy nie chciałbym z ją jechać teraz do tego Gdańska na weekend. Zresetować się. Ale noclegi załatwiamy każdy sobie....nie ma wspólnego...

Powiedz jej tak:      Pojadę z Tobą do Gdańska. Dołożę się do połowy kosztów przejazdu i noclegu. Nocleg jeden wspólny, jeden apartament, mogą być osobne łóżka, bez seksu... ale jedno mieszkanie i spędzimy wieczór razem. Nie jestem zainteresowany Gdańskiem tylko Tobą.



O co tu chodzi ?

STOP... dość.


Najlepsze jest to, że kiedys mój kolega widział ją z jakimś chłopakiem. Jak wychodził od niej z domu. I to rano ...tak więc...

Ojej... ojej... straszne rzeczy. No i co z tego? Niccccc... STOP.



Sama mówi że teraz czuję się lepiej. Pasuje jej taka sytuacja ...to znaczy jaka ? Że nikt ją nie naciska...co tu się dzieje?

STOP.


Mnie wciąż na niej zależy. Ona o tym wie. A składa propozycje wspólnego wyjazdu...poniekąd...nie rozumiem jej zachowania.

STOP.



Mnie wciąż na niej zależy. Ona o tym wie. A składa propozycje wspólnego wyjazdu...
Pomóżcie co zrobić?

"na niej zależy" + "ona składa propozycję"   =    skorzystaj z propozycji wspólnego czasu

Tylko jak będziesz udawał "kumpla" przy nodze, to sorki... nic z tego nie wyjdzie.
Ma być tak:      "Jadę z Tobą, bo mi na Tobie zależy. Nie będę na seks naciskał, ale chcę spędzić z Tobą czas."
Czas sam na sam z nią to jest okres, kiedy coś możesz zmienić.
Pokazać się jako fajny facet, albo wręcz przeciwnie -- jako agresor, albo jako piesek przy nodze, albo jako zazdrośnik, albo profesor.



Chciałbym żeby z tej mąki był chleb.

No to działaj tak, aby był...



Podejrzewam że teraz od czasu do czasu spotyka się z kimś...a tu nagle propozycja wyjazdu dla mnie ..

i STOP...

62

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

autorze kilka słów ode mnie

rozwaliłeś system bo zauroczyłeś się nią do tego stopnia, że w swojej głowie stworzyłeś całą historię o Was. Tylko że to był mit. Im szybciej zrozumiesz ten temat tym zdrowiej będziesz postępował
tutaj zepsułeś wszystko co możliwe. Ja bym się ze wstydu spalił przed taką laską. Powiem Ci coś. Jeżeli umiesz być jej kolegą to jedź, ale Ty i ja wiemy, że nie umiesz. Także sprawa jest prosta - odmawiasz i tyle. Masz swoje plany i po sprawie. Nie kontaktujesz się wcale, nie dzwonisz nie piszesz nie tłumaczysz nic. W pracy normalne relacje służbowo koleżeńskie i finał. Jak nie umiesz tak to trzeba odciąć się od niej całkowicie

jeżeli natarczywie będziesz kobiecie wyznawał swoje uczucia zanim ona coś o nich powie Tobie to leżysz po całości. Wtedy ona ucieknie. Nie będziesz atrakcyjny wcale dla niej a Ty to zrobiłeś. Jeżeli było tak super między Wami a ona jednak zbywała Twoje jakieś deklaracje między wersami i chciała utrzymać tylko kumpelskie relacje to wtedy na początku powinieneś był oddalać się od niej.

63 Ostatnio edytowany przez wieka (2021-11-18 11:43:06)

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

9

DarekMan napisał/a:

Widzę że w Waszej opinii jestem nikim. Jakimś śmieciem a nie człowiekiem...

Ta historia jeszcze się skończy dobrze...zobaczycie

Następna dziewczyna, która nie wiedziała, że nie ma zdrowej przyjaźni damsko męskiej. Nie powina tak się zbliżać do Ciebie, tym bardziej do faceta, który był w związku, chyba, że liczyła, na uczucie ze swojej strony, które nie przyszło.

Nic na siłę, powinieneś korzystać z pomocy psychologa, bo nawet racjonalnie nie myślisz, nie wiesz, że nikogo nie da się zmusić do miłości czy bycia razem.
Twoja miłość stała się toksyczna.

64

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Przeczytałam Twój pierwszy post i na pierwszy plan wysuwa się jedno zasadnicze twierdzenie - musi coś z tego być bo tak bardzo się starałem.
No cóż, samo Twoje staranie może nie wystarczyć aby coś więcej miedzy Wami było poza dobrą, przyjacielską relacją. Przyjaciel to człowiek na którym można polegać, miło spędzać z nim czas, zabawiać się wesoło i zawsze wesprze swoim towarzystwem gdy mamy kiepski nastrój, ale nie ma prawa do naszej wyłączności, do dyktowania nam co mamy robić , czuć i jak układać swoje życie.
Ja widzę, że dziewczyna chętnie korzysta z Ciebie jako przyjaciela, może nawet w pewnym stopniu wykorzystuje Twoje oddanie, ale na nic więcej nie chce się zgodzić i bezwzględnie egzekwuje swoje prawa do wolności osobistej. Potrafi przeciwstawić się Twoim zapędom by ją zmusić do uległości i bycia razem. Ma silną osobowość, co zapewne w jakiś sposób Cię kręci i tym bardziej jesteś nią zafascynowany, niemniej ja bym nie liczyła że ulegnie na skutek twoich roszczeń bo...tak bardzo się starasz i rozwiodłeś dla niej. Czy ona prosiła żebyś się rozwiódł? Czy obiecywała, że gdy będziesz wolny stworzycie związek? Jeśli nie robiła tego to rozwiodłeś się na własne życzenie i odpowiedzialność, a Twoje starania to Twoje starania i nic więcej. Wcale bym się nie zdziwiła gdyby dziewczyna nabrała bardzo poważnych obaw przed Twoją natarczywością i nieuzasadnionymi roszczeniami.
Trudno powiedzieć czy jeszcze coś z tego będzie. Wiele zależy od jej charakteru, sposobu w jaki widzi Waszą relację i jakie są jej prawdziwe potrzeby związane z Twoją obecnością w jej życiu. Nie wszystko zależy od Ciebie choćbyś nie wiem jak bardzo się starał.

65

Odp: Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Chcę skorzystać z porady Garego. Chciałbym tam pojechać. Bo w ten sposób będę miał okazję do rozmowy z nią. Nie chcę się narzucać. Ale chciałbym wykorzystać moment i poznać jej zdanie. Wiem jednak że nie mogę tego zrobić w sposób nahalny bo się przestraszy. Ale wiem też tak jak napisał Gary że powinienem się pokazać z dobrej strony. Z najlepszej. Ale takiej kumpelskiej. Bo tylko tak mogę mieć u niej znów dobrą opinię...

Do Gdańska lecimy samolotem ...najpierw czeka nas dwugodzinną podróż autem...czy uważacie że już wtedy powinienem coś do niej zagadać w temacie Nas czy jednak zachowywać się jak kumpel? Śmiać się, żartować, pokazywać najlepszego siebie. Takiego nieprzybitego tą sytuacją? Czyli wspiąć się na wyżyny swojego podejścia do Niej...żeby zobaczyła jaki jestem gdy jestem szczęśliwy ? Czy ma wiedzieć że jednak przeżyłem to jakby rozstanie...jaki być Gary?

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie mogę jej stracić, to nie może być koniec...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026