Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 ]

1 Ostatnio edytowany przez Marian30 (2021-09-13 11:41:18)

Temat: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Cześć wszystkim,

poszukuję porady w kwestii mojego małżeństwa, nie mam za bardzo komu się o tym wygadać, może któraś z Was spojrzy na to z perspektywy trzeciej osoby zdroworozsądkowo.

Poznałem swoją żonę gdy miała 16 lat, ja miałem 21 lat - okres nastoletni, wybuchy emocji, zakochanie etc., było pięknie. Po kilku latach dobrego związku zamieszkaliśmy razem. Żona wtedy studiowała, ja utrzymywałem nas i wynajmowane mieszkanie, było fantastycznie - łyżeczką, po trochu do przodu. Potem wzięliśmy ślub, był piękny i pełen emocji. Następnie po zakończeniu studiów żona dostała bardzo dobrze płatną propozycję pracy w innym mieście - wobec tego zwolniłem się i się przeprowadziliśmy. Od tego momentu zaczęły się schody. Przez dobre pół roku nie mogłem znaleźć pracy, a trafiłem akurat na Covid. Żona przesadnie postrzega pieniądz - jako rzecz, gdzie przy jej chwilowej mniejszej ilości egzystencja jest niemożliwa, choć nie żyjemy ponad stan. Jestem gorzej wykształcony niż żona i zarabiałem mniej, spowodowało to, że zaczęła gorzej na mnie patrzeć, uwłaczać mi brak wykształcenia, że nie wnoszę nic do domu i że czuje się przy mnie zagrożona. Niestety ale myśli bardzo egoistycznie i nigdy nie myślała i nie podejmowała decyzji jako my, tylko indywidualnie plus podążanie za pieniądzem. Wywodzi się z dobrego domu, gdzie był tylko pieniądz i niestety przeniosła to na nasze życie. Boli mnie bardzo to, że jestem marginesem w jej mieszkaniu i  chciałbym by się zmieniła, jednak to jest już tak głęboko zakorzenione, że raczej się nie da. Dbam o mieszkanie, chodzę do pracy, zdaję sobie sprawę z obowiązków domowych i generalnie wszystko jest na mojej głowie, mimo wszystko jestem źle traktowany - przed przeprowadzką robiłem to samo, z tym, że byłem jedynym źródłem dochodu w domu i wtedy było fantastycznie, teraz gdy zarabiam mniej, jest dużo gorzej. Niestety ale żona nie chce ze mną spędzać czasu, po pracy z reguły relaksuje się sama, nie rozmawia już ze mną, tylko najczęściej wykrzykuje. Od ślubu minęły ponad 2 lata a my w tym czasie chyba 2 razy uprawialiśmy seks - z tego względu, że trochę mi się przytyło (jej też!) jestem dla niej nieatrakcyjny i nie krępuje się by mi o tym mówić. Niejednokrotnie też zdarzyło jej się powiedzieć podczas kłótni, że żałuje, że tak szybko wzięła ślub (wzięliśmy go po 7 latach związku) i przewijało się hasło "rozwód". Kocham ją i chciałbym aby zaczęła mnie szanować za cały mój wkład w nasz związek, ale myśli głównie o bogaceniu się i konsumpcji życia, oczywiście o dzieciach nie ma mowy bo trzeba pracować i zarabiać. Z drugiej strony nie chcę też robić z siebie ideału dla niej (czyli wyglądać jak z okładki Mens Health i zarabiać kokosy) tylko dlatego, że ona tak by chciała, bo nie mam nic w zamian, a nie ukrywam, że moja żona jest raczej taką szarą myszką. Włożyłem dużo w nasz związek, staram się, myślę o wszystkim ale mam wrażenie, że ona po przeprowadzce przestała mnie kochać i szanować a wręcz zacząłem jej przeszkadzać. Rozważałem rozwód, ale sam bym to źle przeżył bo ją kocham i się bardzo przywiązałem, poza tym obiecałem przed ołtarzem, że będziemy na dobre i na złe i nie chcę się poddawać bo się coś psuje - ale z drugiej strony myślę, że to może wyglądać latami i zmarnuję sobie życie. Czy Waszym zdaniem warto to ratować ?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Trochę to dziwne, że nie możesz pracy znaleźć.
Jak nie ma dzieci, to możesz więcej pracować.

Mógłbyś też nie mieć dużej otyłości, bo to jednak zabiera z atrakcyjności.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

3

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Gary napisał/a:

Trochę to dziwne, że nie możesz pracy znaleźć.
Jak nie ma dzieci, to możesz więcej pracować.

Mógłbyś też nie mieć dużej otyłości, bo to jednak zabiera z atrakcyjności.


Mam pracę - tyle, że nie miałem jej przez około pół roku po przeprowadzce i to wystarczyło by się zniechęciła. Od tego czasu minął już ponad rok. I nie jestem też otyły - waże 110kg przy 2 metrach wzrostu

4

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Masz do  wyboru takie opcje:
1. Znosić wywalenie żony na Ciebie
2. Porozmawiać z nią, ona zrozumie i się zmieni
3. Porozmawiać z nią, ona nie zrozumie i się nie zmieni
Jeśli wyjdzie opcja nr 3, odejść. Albo żyć pod jej butem, póki śmierć was nie rozłączy. Kiepska perspektywa na przyszłość.

Make yourself priority!

5

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Marian30 napisał/a:

Mam pracę - tyle, że nie miałem jej przez około pół roku po przeprowadzce i to wystarczyło by się zniechęciła.

Ona zarabia 10 tys, a Ty 4? Czy inna jest proporcja?


I nie jestem też otyły - waże 110kg przy 2 metrach wzrostu

Eee... to spoko, faktycznie.


Ona ma taki chyba charakter i wychowanie i inna raczej nie będzie. Myślę, że nawet gdybyś stał się super-atrakcyjny, dobrze zarabiający, to ona co najwyżej minimalnie zmieni swoje zachowanie -- tylko na tyle, aby Cię nie stracić.

Jak przestaniesz zabiegać o związek, to albo oddalicie sie całkiem od siebie, albo ona będzie chciała ratować sytuację.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

6

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Ile macie teraz lat?
Pretensje możesz mieć i to duże do siebie bo oczy zarosły Ci ci.... Przez kilka lat "chodzenia" nie dostrzegłeś jaka ona jest? Przecież z tego co piszesz to ona jest materialistką/egoistką.
Mi wychodzi że przez cały czas waszego związku byłeś dawcą a ona biorcą, Ty to robiłeś z miłości a ona z wyrachowania.
Przestań się użalać i zasłaniać się uczuciem tylko stań w prawdzie - ona Ciebie nie kocha.
Ty jej nie pociągasz fizycznie( dwa lata i 2 razy? i nic z tym nie zrobiłeś?) i prawdopodobnie za moment ona odleci od Ciebie do innego który w jej mniemaniu będzie spełniał jej wymagania.
Pogadaj z nią że ma się zmienić jak powie spadaj to papiery rozwodowe i żyj dalej bez niej.

Marian30 napisał/a:

bo ją kocham i się bardzo przywiązałem, poza tym obiecałem przed ołtarzem, że będziemy na dobre i na złe i nie chcę się poddawać bo się coś psuje

Zapamiętaj sobie - NIE MOŻNA KOCHAĆ ZA DWOJE - to nigdy się nie udaje.
Was nie ma od kilku lat i dobrze to wiesz tylko boisz się podjąć decyzję.

7

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Ja mam 30 a ona 25.

Dziękuję Wam za porady, moja rodzina oraz przyjaciele z obserwacji mówili mi to samo.

8 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-09-13 19:22:51)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Każdy bzdurny powód jest wystarczający do zawracania głowy,narzekania,krytykowania i usprawiedliwia niby zniechęcenia,ale tak naprawdę
żona przestaje Ciebie kochać i faktycznie tłumaczy, może nawet i sobie to Twoimi wadami w jej oczach przenosi rozczarowania Tobą  i ogniskuje na Tobie ,tłumaczy to też Twoją obecną nieatrakcyjnością według jakiegoś wzorca który jest jej przekonaniem dość głębokim ,a krótko nie akceptuje Ciebie i prawdopodobnie szykuje się albo do ewakuacji z małżeństwa ,albo do romansu jeżeli pojawi się ktoś według niej "lepszy" nowszy ,ciekawszy ,Ty stałeś się po prostu nudny nieciekawy gorszy - oczywiście według niej i dla niej - to się zmienia u ludzi w związkach bez miłości to droga do rozstania  na różnych poziomach.
Niestety tak często jest ,a wymuszanie na Tobie zmian to pierwszy sygnał odpływu i jego objaw spory kryzys,no i dwa razy seks przez dwa lata, to bardzo słabe na moje oko ,można oczywiście to tłumaczyć jakąś chorobą, ale jeżeli oboje jesteście zdrowi to taki spadek libido jest jak dla mnie podejrzany i marnie rokuje na dalszą wspólna przyszłość ,seks to taki barometr w związku - tak powiadają mądrzy ludzie,
jak z seksem słabo wiele innych dziedzin się sypie i na odwrót, jeżeli siebie nie lubicie i nie szanujecie, to seks słaby albo wcale, nawet jeżeli zgadasz się z jej argumentami i zarzutami ,wydają się Ci słuszne tymi przeciwko Tobie, to nikt nie ma obowiązku moim zdaniem być idealnym i doskonałym. a przymuszanie kogoś do swoich wizji tych świadomych,podświadomych ,czy niby "instynktownych" jak je zwał tak zwał, jest i bywa źródłem konfliktu ,nie tworzy równowagi ,wyrabia różne niechęci ,niezgody a nawet urazy .które przeważnie zostają jakoś tam wykorzystane do zracjonalizowania czegoś na przyszłość,zdrady niewierności, rozstania itp,fakt żona albo się godzi albo nie na Ciebie takiego ,można też kombinować pośrednio, ale na to masz znikomy wpływ i zmieniać to najlepiej jest się z przekonaniem dla siebie samego to skuteczniejsze bywa i trwalsze.
Rozwód niestety wydaje się nieunikniony ,biorąc pod uwagę to co mówi Ci żona o waszym związku i o Tobie szuka drogi wyjścia z małżeństwa,choć to wcale nie znaczy że to dla niej jest łatwe i proste ,jak wiele"nastoletnich par rozmijacie się w oczekiwaniach,wizjach,akceptacji i nie ma w tym rozwoju równowagi Ty akceptujesz albo Ci nie zależy już i zwisa ,ona chce Ciebie innego zupełni już nie takiego jak teraz ,to rozkład jeżeli nie potraficie się porozumieć, możliwe że żonę to przerośnie i będzie walczyć z Tobą albo zobojętnieje przystosuje się lud prędzej czy później i zrezygnuje,  wykona jakąś akcje i odejdzie,a Ty nie będziesz w stanie nadążyć z domyślaniem się i zmienianiem,spełnianiem jej wielu oczekiwań,nie sprostasz stawianym Tobie warunkom wedle wyobrażeń żony jakichś tam jedynie słusznych.

9

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

A od kiedy żona pracuje?

10

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Mimo niedużej różnicy wieku między wami to ona nie traktuje cię jak partnera życiowego tylko raczej jak tatusia
Robiłeś za tatusia kilka lat w czasie gdy dorastała i tak jej zostało.
Mam w rodzinie podobną sytuację. Poznali się gdy ona miała 15 lat, kilkuletni związek, nauka, potem ślub i po 2 latach po ślubie wypaliło się z jej strony doszczętnie.
Ona ma pretensje, że on istnieje, wymaga a sama nic nie daje. Tak jak od rodzica.
Zarobki mają porównywalne ale ona uważa, że on powinien zarabiać więcej, więcej pracować aby starczało na wszelkie zachcianki. Zachowuje się jak rozkapryszona córeczka.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

11

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Marian, mój były mąż też często straszył mnie rozwodem. Seksu żeśmy nie uprawiali jak małżeństwo długie i szerokie. Nie z mojej inicjatywy. I tak się to skończyło rozwodem.
Nie trać więcej czasu i nie funduj sobie broń Boze dzieci z tą kobietą. Bo utkniesz w tej relacji na co najmniej 2 dekady. Zdążysz sobie ułożyc życie z kimś innym.

Make yourself priority!

12

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Innych ludzi nie da się zmienić

Tak wczesne związki prawie nigdy nie wypalają.

Musimy wiedzieć. Będziemy wiedzieć.
- David Hilbert

13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-09-13 19:02:38)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
maku2 napisał/a:

A od kiedy żona pracuje?

Żona w nowej pracy i zaczyna być krytyczna i marudna bardziej  smile skąd to znamy .
Marianie jak żona zacznie łapać nadgodziny i wyjeżdżać w weekendy na szkolenia ,bardziej dbać o wygląd i siebie niż  do tej pory, to prawdopodobnie interesuje się kimś innym kto nią się interesuje flirtuje podrywa rozmawia i mówi komplementy ale niekoniecznie.
Wtedy to koniec i kropka albo Ci powie o tym i uczciwie się rozejdziecie albo nie powie ukryje stworzy z innym intymny światek i relację na czymś opartą i będzie mieć romans w zależności jak jej i jemu będzie wygodniej pasować - wiem odlatuje teraz w przyszłość nieznaną i niby nieprzewidywalną jednak prawdopodobną  .
To tak skrótowo i powierzchownie ,ale wiele jest takich tematów jak Twój ,które zaczynają się od zmiany pracy a potem ciągłej krytyki i narzekania, marudzenia.To nie jedyny scenariusz, ale dość częsty,najwięcej romansów jest w pracy podobno, bo to praktyczne i dużo czasu się spędza razem jeżeli jest taka możliwość, łatwa komunikacja w sumie do dogrania, tajemnice i sekrety jednoczą i bardzo jarają kręcą ( do czasu oczywiście albo jak się wyda romans i wyjdzie na jaw) to oczywiście co wyżej napisałem nie  jest 100% prawdą objawioną i proroctwem różnie może być,poczytaj jednak inne wątki zdradzonych osób .

14

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Ot kolejna księżniczka pier... Masz delikatnie mówiąc przewalone Autorze, bo ona się nie zmieni, a Ciebie będzie pchać w dół, chyba że podziękujesz Jaśnie Pani za współpracę.

15 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-09-13 16:17:53)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

rozwod rozwazalabym jedynie jako ostatecznosc. przysiegaliscie sobie, kochasz ja.


nie widziales, ze jest materialistka? nie rozumiem, ze nie docenila, ze tyle zarabia, bo skonczyla studia, a skaonczyla je, bo ja utrzymywales.


jednak moglbys pomyslec nad tym jak podniesc swoje kwalifikacje, nawet jesli sie rozstaniecie to jest inwestycja w siebie. raczej moze wyjsc ci tylko na dobre. podniesiesz sobie  tez pewnie samoocene, bedziesz mogl sie samorealizowac, poznasz nowych ludzi. ja rowniez aktualnie sie doksztalcam, a mam 30 smile najlepsza decyzja, jaka moglam podjac!


co do wygladu.. nie masz nadwagi. pytanie czy dobrze sie z tym czujesz? mozesz zsotawic, jak jest, a mozesz popracowac nad swoja sylwetka, kondycja (jakis sport), kupic sobie jakies fajne ciuchy.


dziwi mnie, ze twojej zonie takie pierdoly przeszkadzaja, ale z drugiej strony mowie to wsyzstko dlatego, ze to wszystko tak naprawde inwestycja w siebie. pewnie zrobilbys to dla zony, ale nawet gdybyscie mieli sie rozstac, bedzie ci latwiej sie odnalezc. jednym slowem moze ci wyjsc tylko na dobre.


nie ma czegos, co moglibyscie robic wspolnie? jakies wyjscie? hobby? nawet sprzatanie czy gotowanie w domu? niewazne co, wazne, by razem.

16

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Nie warto iść dalej. Tym bardziej że póki co nie macie dzieci.
Nie ma miłości z jej strony
I teraz potknales się na pracy. Kiedyś możesz dotknąć się na zdrowiu.
Ona prawdopodobnie wymieni  Cię wtedy na lepszy model jak nadarzy się okazja.
Masz dopiero 30 . Widzisz następne 30 lat z kimś takim jak ona?
Radzę Ci iść na terapię własną by przemyśleć swoje cele.
Ona to słaba inwestycja na partnera życiowego.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

17 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-09-13 19:09:33)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Marian30 napisał/a:

Cześć wszystkim,

poszukuję porady w kwestii mojego małżeństwa, nie mam za bardzo komu się o tym wygadać, może któraś z Was spojrzy na to z perspektywy trzeciej osoby zdroworozsądkowo.

Poznałem swoją żonę gdy miała 16 lat, ja miałem 21 lat - okres nastoletni, wybuchy emocji, zakochanie etc., było pięknie. Po kilku latach dobrego związku zamieszkaliśmy razem. Żona wtedy studiowała, ja utrzymywałem nas i wynajmowane mieszkanie, było fantastycznie - łyżeczką, po trochu do przodu. Potem wzięliśmy ślub, był piękny i pełen emocji. Następnie po zakończeniu studiów żona dostała bardzo dobrze płatną propozycję pracy w innym mieście - wobec tego zwolniłem się i się przeprowadziliśmy. Od tego momentu zaczęły się schody. Przez dobre pół roku nie mogłem znaleźć pracy, a trafiłem akurat na Covid. Żona przesadnie postrzega pieniądz - jako rzecz, gdzie przy jej chwilowej mniejszej ilości egzystencja jest niemożliwa, choć nie żyjemy ponad stan. Jestem gorzej wykształcony niż żona i zarabiałem mniej, spowodowało to, że zaczęła gorzej na mnie patrzeć, uwłaczać mi brak wykształcenia, że nie wnoszę nic do domu i że czuje się przy mnie zagrożona. Niestety ale myśli bardzo egoistycznie i nigdy nie myślała i nie podejmowała decyzji jako my, tylko indywidualnie plus podążanie za pieniądzem. Wywodzi się z dobrego domu, gdzie był tylko pieniądz i niestety przeniosła to na nasze życie. Boli mnie bardzo to, że jestem marginesem w jej mieszkaniu i  chciałbym by się zmieniła, jednak to jest już tak głęboko zakorzenione, że raczej się nie da. Dbam o mieszkanie, chodzę do pracy, zdaję sobie sprawę z obowiązków domowych i generalnie wszystko jest na mojej głowie, mimo wszystko jestem źle traktowany - przed przeprowadzką robiłem to samo, z tym, że byłem jedynym źródłem dochodu w domu i wtedy było fantastycznie, teraz gdy zarabiam mniej, jest dużo gorzej. Niestety ale żona nie chce ze mną spędzać czasu, po pracy z reguły relaksuje się sama, nie rozmawia już ze mną, tylko najczęściej wykrzykuje. Od ślubu minęły ponad 2 lata a my w tym czasie chyba 2 razy uprawialiśmy seks - z tego względu, że trochę mi się przytyło (jej też!) jestem dla niej nieatrakcyjny i nie krępuje się by mi o tym mówić. Niejednokrotnie też zdarzyło jej się powiedzieć podczas kłótni, że żałuje, że tak szybko wzięła ślub (wzięliśmy go po 7 latach związku) i przewijało się hasło "rozwód". Kocham ją i chciałbym aby zaczęła mnie szanować za cały mój wkład w nasz związek, ale myśli głównie o bogaceniu się i konsumpcji życia, oczywiście o dzieciach nie ma mowy bo trzeba pracować i zarabiać. Z drugiej strony nie chcę też robić z siebie ideału dla niej (czyli wyglądać jak z okładki Mens Health i zarabiać kokosy) tylko dlatego, że ona tak by chciała, bo nie mam nic w zamian, a nie ukrywam, że moja żona jest raczej taką szarą myszką. Włożyłem dużo w nasz związek, staram się, myślę o wszystkim ale mam wrażenie, że ona po przeprowadzce przestała mnie kochać i szanować a wręcz zacząłem jej przeszkadzać. Rozważałem rozwód, ale sam bym to źle przeżył bo ją kocham i się bardzo przywiązałem, poza tym obiecałem przed ołtarzem, że będziemy na dobre i na złe i nie chcę się poddawać bo się coś psuje - ale z drugiej strony myślę, że to może wyglądać latami i zmarnuję sobie życie. Czy Waszym zdaniem warto to ratować ?

Powiem Ci tak... Jak zona jest ambitna, rozwija sie zawodowo, wiecej zarabia, nosi tu spodnie, nie da rady, aby nie wlaczyly sie jej pierwotne atawizmy. To jest poza toba i nia i jest od was silniejsze. Ona, jako kobieta, chce sie poczuc bezpiecznie i instynktownie wyczuwa, ze niekoniecznie moze na ciebie liczyc (kwalifikacje zawodowe, zarobki), dlatego nie spi z toba, draznisz ja, postrzega cie jako slabego. Jedyne co uratuje ten zwiazek, to twoja zaradnosc i przedsiebiorczosc, choc dla innej kobiety mozesz byc taki jak jestes - zeusem, a dla innej - takiej jak twoja zona, ofiara i slabeuszem. Nie odnos jednak tego personalnie do siebie, mowie z doswiadczenia, sama to przerabialam i wiem o czym mowie. Jedynym zrozwiazaniem jest albo silny wzrost u ciebie (zapytaj sie jednak, czy tego wlasnie od zycia chcesz) lub zmiana partnerki na taka, na ktorej bedziesz robil ''wow''. Tutaj nie ma winnych, tak juz po prostu nasz gatunek jest zaprogramowany.

18 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-13 21:04:44)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

niekoniecznie. u mnie mąż nie robił wow wrażenia na mnie na początku nie miał kasy za wiele, a nie dołowałam go o to, miał wsparcie,
To nie żadne atawizmy tylko popieprzony sorki charakter.
czasami tacy ludzie są stworzeni przez narzekających i wiecznie nieazadowolonych rodziców. sami byli poganiani, teraz poganiają a żródłem jest ich własna niepewność- potrzebują konara, by oprzeć o niego swoją wątłą osobowość. Płeć bez znaczenia.
żona autora histeryzuje, bo sama się czuje za słaba w środku by komukolwiek oparcie dać. Ktoś taki też słabo nadaje sie na matkę.
as życie jest długie i wiele się moze przeszkód objawić po drodze.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

19

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Dziękuję wszystkim za liczne wypowiedzi, pomogło mi to zacząć patrzeć jaśniej.

Żona nie jest typową zołzą przez cały czas, zdarzają się jej momenty, gdy jest uczuciowa i uprzejma, najbardziej bolesne jest to, że ewidentnie nie dojrzała do roli żony i nie wyznaje wartości jakie powinno wyznawać małżeństwo, czyli dalej jest ja+ty zamiast my, nie mam niestety w niej wsparcia a sam wszelakie wsparcie zapewniam. Boję się, że przy pierwszym większym problemie odwróci się ode mnie.

Dobrze napisała tutaj jedna osoba, że trzeba się samodoskonalić z myślą o obojgu, w razie jak nie wypali to się i tak zyska - to prawda i muszę się na tym skupić, ponieważ przez ostatnie 9 lat jak się znamy to tylko dedykowałem siebie i przestałem się rozwijać (a był to najlepszy czas na rozwój). Poświęciłem sporo przez co sam stanąłem w miejscu. Ludzie mówili mi, że na przykład zostawienie całkie dobrej pracy i wyprowadzka z azylu tylko po to, by druga połowa mogła się rozwijać jest rzeczą której oni by nie mogli zrobić i by się na to nie zgodzili.

Dam sobie jeszcze czas na rozmowy oraz na ocieplenie relacji, myślałem też o terapii dla małżeństw, jeśli to nie pomoże to środki mi się już wyczerpią, bo na chwilę obecną to małżeńśtwo wygląda tak jak w tym kawale, gdzie para idzie na terapię małżeńską i po otrzymaniu zadania wypisania listy rzeczy, które są naszym wkładem w małżeństwo, wyszło, że mąż robił wiele rzeczy, od rzeczy domowych po wsparcie żony itp. a żona wypisała tylko, że umie robić dobre spaghetti.

20

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Ponawiam pytanie - od kiedy żona pracuje?
Ona się przyzwyczaiła i nauczyła jak ma Ciebie traktować żeby osiągnąć co chce.
Rozmowy już nic nie dadzą terapia też nie - bo Ty jesteś winny wszystkiego.
Czas na radykalny scenariusz, pytanie czy Ty jesteś na to gotowy.
- poinformuj pańcię że czekasz miesiąc na poprawę jej zachowania inaczej składasz papiery rozwodowe.
- po miesiącu wyprowadzasz się i składasz papiery
To trwa całe lata, masz 30 lat to ostatni dzwonek na ratowanie własnej psychiki przed wampirem

21

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Kilka słów prawdy (miałem podobną sytuację tylko to ja zarabiałem 4x tyle co żona ale to nie ma znaczenia)

Twoje małżeństwo nie istnieje od dwóch lat. Szansa, że żona się zmieni to 0,00001. Jeśli myślisz czasami o rozwodzie to znak, że resztki Twojego rozumu i godności walczą. Moja rada. Zacznij układać w głowie to jak będzie wyglądało życie bez żony. Ułóż to na "sucho". Potem działaj. Nie macie dzieci co znacznie ułatwia sprawę. Uwierz, że po początkowym szoku ona się ucieszy z tego rozwodu. Ty uratujesz swój stan psychiczny i resztki godności. Jeszcze ułożysz życie bogatszy o doświadczenie.

Zrozum. W jej głowie już Ciebie nie ma. Uważa, że jesteś balastem. Jak zamierzasz wierzyć w te wielkie słowa o miłości świętej do śmierci to możesz już odkładać kasę na przyszłego psychologa.

Kłamstwa są iluzją. To legalne narkotyki niszczące organizm. Można łudzić się każdego dnia i karmić je jak pasożyta. Jeśli wyrwiesz się z ich szponów poznasz prawdę. Będzie to trudne i bolesne. One trzymają się kurczowo i będą chciały znów Ciebie objąć. Gdy przyjmiesz prawdę zakochasz się w niej bezgranicznie.

22 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-09-15 07:53:07)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Marian30 napisał/a:

ponieważ przez ostatnie 9 lat jak się znamy to tylko dedykowałem siebie i przestałem się rozwijać (a był to najlepszy czas na rozwój). Poświęciłem sporo przez co sam stanąłem w miejscu.

Tutaj masz klucz do tego, dlaczego twoja relacja z zona nie funkcjonuje i tez spojrz na to racjonalnie - nikt nie lubi slabszych od siebie, zona ma dopiero 25 lat, skoro jest ambitna i zaczyna po malu rozumiec o co w tym wszystkim chodzi, szuka partnera, mezczyzny z ktorym cos zbuduje, wychowa dzieci, wzrosnie. Jesli tego w tobie nie widzi, to ucieka. Mozesz oskarzac zone, ze jest taka i owaka, jednak zawsze warto spojrzec na siebie i decyzje o tym, ze stanales w miescu z rozwojem osobistym, zawodowym podjales sam i tylko ty odpowiadasz za ten rezultat, ktory przeklada sie na twoje relacje. Od ciebie tez zalezy co z tym zrobisz.

23

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Pronome napisał/a:

Tutaj masz klucz do tego, dlaczego twoja relacja z zona nie funkcjonuje i tez spojrz na to racjonalnie - nikt nie lubi slabszych od siebie, zona ma dopiero 25 lat, skoro jest ambitna i zaczyna po malu rozumiec o co w tym wszystkim chodzi, szuka partnera, mezczyzny z ktorym cos zbuduje, wychowa dzieci, wzrosnie. Jesli tego w tobie nie widzi, to ucieka. Mozesz oskarzac zone, ze jest taka i owaka, jednak zawsze warto spojrzec na siebie i decyzje o tym, ze stanales w miescu z rozwojem osobistym, zawodowym podjales sam i tylko ty odpowiadasz za ten rezultat, ktory przeklada sie na twoje relacje. Od ciebie tez zalezy co z tym zrobisz.

No dobrze, ale czy nie jest tak, że jeśli Marian swoim poświęceniem umożliwił żonie rozwój, to dla równowagi wypadałoby, żeby żona teraz poświęciła się trochę i umożliwiła ten rozwój Marianowi, zamiast go jeszcze bardziej dołować?

Jego sytuacja trochę przypomina mi moją. Gdy nie miałem dzieci, rozwój szedł mi całkiem dobrze. Potem związałem się z kobietą z dziećmi, do tego doszło nasze wspólne. Zarabiałem przyzwoicie i byłem głównym źródłem dochodu w naszej rodzinie. Żyliśmy na odpowiednim poziomie. Żona w pewnym momencie wróciła do pracy i postawiła na swój rozwój. Mogła to zrobić, bo nie musiała martwić się o finanse, a zyskała partnera do wychowywania dzieci, więc w konsekwencji więcej czasu. Dzieci absorbują bardzo wiele czasu w życiu rodzica. Mój rozwój zwolnił przez ten związek bardzo mocno. Doba ma tylko 24h.

Oczywiście u mnie wystąpiła też zdrada, ale kto wie, czy doszłoby do niej, gdyby dysproporcja w naszych zarobkach była tak duża, jak na poczatku, gdyby żona nie poczuła wiatru w żagle.

Czytając Twoje słowa można odnieść wrażenie, że dopóki meżczyzna jest w relacji silniejszy i taka sytuacja trwa latami, jest okej. Jeśli siła w relacji zaczyna się wyrównywać, bo mężczyzna na chwilę stanął w miejscu, to kobieta może, a nawet powinna odejść.

Gdzie w tym wszystkim jakaś równowaga? Gdzie tu zrozumienie, że działamy jako rodzina, a nie każdy sobie rzepkę skrobie? Chyba na tym polega instytucja małżeństwa, że małżonkowie mają się wspierać i sobie pomagać, a nie zostawiać się, bo jedna strona już drugiej nie potrzebuje (ergo nigdy go nie kochała, więc zwyczajnie go oszukała).

Wg mnie nie ma w tym nic złego, jeśli kobieta zarabia więcej. Ważne, żeby mężczyzna zarabiał na akceptowalnym poziomie i by kobieta mogła na niego liczyć. Jeśli to nie wystarczy, mamy sytuację u Mariana, gdzie babeczka się na nim opierała, nie widziała nic złego w braniu, skoro ten też dobrowolnie dawał. Teraz, gdy go już nie potrzebuje, może go odstawić i szukać lepszego modelu, by opierać się na tym nowszym modelu i brać od niego, skoro ten dobrowolnie daje.

Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy chwalić taką postawę. Nie powinniśmy promować materializmu i złych zachowań.

Czy wg Ciebie Marian miał olać ją znacznie wcześniej, ponieważ jak piszesz "nikt nie lubi słabszych od siebie"? Ile na tym świecie jest relacji, gdzie jedna strona jest tą silniejszą? Czy one wszystkie powinny się skończyć, szczególnie np jeśli do tego dochodzą dzieci.

Uważam, że w pierwszej kolejności warto jednak "być", a dopiero w drugiej "mieć". Marian ma jak najbardziej prawo czuć się wykorzystany. Kto by się tak nie czuł na jego miejscu? Ma słuszne pretensje do żony (która niestety najprawdopodobniej ma już długo innego na oku).

Jestem ciekaw co zrobiła żona Mariana, żeby naprawić ich relację, gdy jeszcze nie było za późno. Założę się, że Marian żył w błogiej nieświadomości, że coś jest nie tak, aż było już za późno, by cokolwiek zmienić i związek uratować.

Życie to nie stała. Dziś żona Mariana lepiej sobie radzi od niego, a za kilka lat będzie znów na odwrót. Żona Mariana ewidentnie nie dojrzała do roli żony.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-15 14:52:23)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Właśnie dlatego że są takie kobiety i męzczyzni o mysleniu jak Pronome warto się zastanowić z kim sie wiążać na życie, z kim mieć dzieci.
ja czasem myślę, ze moje małżeństwo zaczęło sie kończyć w momencie gdy to ja czegoś od exa zaczęłam potrzebować.
U autora jest przywiążanie wiec łatwo nie będzie- ale naprawdę małżeństwa nie są po to, by ktoś się tyłkiem odwrócił gdy przyjda trudniejsze czasy.
Inwestycja w egocentryków jest słaba po prostu.
Pozdrawiam wszystkich romantyków i życzę oczu szeroko otwartych smile

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

25

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Ela210 napisał/a:

Właśnie dlatego że są takie kobiety i męzczyzni o mysleniu jak Pronome warto się zastanowić z kim sie wiążać na życie, z kim mieć dzieci.
ja czasem myślę, ze moje małżeństwo zaczęło sie kończyć w momencie gdy to ja czegoś od exa zaczęłam potrzebować.
U autora jest przywiążanie wiec łatwo nie będzie- ale naprawdę małżeństwa nie są po to, by ktoś się tyłkiem odwrócił gdy przyjda trudniejsze czasy.
Inwestycja w egocentryków jest słaba po prostu.
Pozdrawiam wszystkich romantyków i życzę oczu szeroko otwartych smile

Jak najbardziej warto się zastanowić.

Problem w tym, że pewne znaki, że osoba jest nieodpowiednia, można dostrzec łatwo i wcześnie (ja np takie znaki, mimo że zauważyłem, po prostu zignorowałem przez własną niedojrzałość), ale stara prawda mówi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.

Relacja może trwać latami, ale jeśli nie ma się większych problemów, nigdy nie będzie się tak naprawdę znało drugiego człowieka, a przecież nie będziemy ze ślubem i dziećmi czekać 20 lat smile

Natomiast u Mariana na pewno nie pomógł ich bardzo młody wiek. 16 lat to jeszcze dziecko. Nie zmienia to faktu, że nie powinna go traktować źle, jak jakiś przeszkadzający mebel w domu. Zwykły szacunek nic nie kosztuje.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

26

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
merle napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Właśnie dlatego że są takie kobiety i męzczyzni o mysleniu jak Pronome warto się zastanowić z kim sie wiążać na życie, z kim mieć dzieci.
ja czasem myślę, ze moje małżeństwo zaczęło sie kończyć w momencie gdy to ja czegoś od exa zaczęłam potrzebować.
U autora jest przywiążanie wiec łatwo nie będzie- ale naprawdę małżeństwa nie są po to, by ktoś się tyłkiem odwrócił gdy przyjda trudniejsze czasy.
Inwestycja w egocentryków jest słaba po prostu.
Pozdrawiam wszystkich romantyków i życzę oczu szeroko otwartych smile

Jak najbardziej warto się zastanowić.

Problem w tym, że pewne znaki, że osoba jest nieodpowiednia, można dostrzec łatwo i wcześnie (ja np takie znaki, mimo że zauważyłem, po prostu zignorowałem przez własną niedojrzałość), ale stara prawda mówi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.

Relacja może trwać latami, ale jeśli nie ma się większych problemów, nigdy nie będzie się tak naprawdę znało drugiego człowieka, a przecież nie będziemy ze ślubem i dziećmi czekać 20 lat smile

Natomiast u Mariana na pewno nie pomógł ich bardzo młody wiek. 16 lat to jeszcze dziecko. Nie zmienia to faktu, że nie powinna go traktować źle, jak jakiś przeszkadzający mebel w domu. Zwykły szacunek nic nie kosztuje.

Prawda taka, że młodzi ludzie zanim zaczną prawdziwe dorosłe życie na swój rachunek, co najczęściej dzieje się po studiach, mają ograniczone możliwości oceny potencjału czy też zaradności 2 osoby. Oczywiście pewne rzeczy można wyłapać, takie jak stosunek do pieniądza, obowiązków (również domowych), ambicji, planów na przyszłość itd.
Dziewczyna stwierdziła, że zbyt wcześnie wzięli ślub, jednak jak sądzę nie miała na myśli stażu związku, tylko wiek (23 lata). Szczególnie, że dopiero potem znalazła pracę, w dodatku całkiem nieźle płatną, zapewne poznała tam nowych ludzi itd., a wtedy mąż/Autor, zaczął ją uwierać.
Takie pierwsze, młodzieńcze miłości/związki rzadko przechodzą próbę czasu. A ta dziewczyna weszła w związek bardzo wcześnie bo w wieku zaledwie 16 lat i zwyczajnie "nie wyszumiała się".

27

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Cóż, małżeństwo dopiero od niewielu lat jest powiązane jakoś z miłością.
wcześniej było zawierane jako kontrakt prawny do połaczenia majątków i wychowania dzieci- i wiele z tego podejścia zostało w  wielu ludziach.
Jak ktos sie nie wywiązuje z kontraktu to sorry winnetou, kontrakt sie zrywa. Dawniej obyczaje i religijność trzymały to w kupie, teraz już mniej i na dodatek taki kuszący, świat wyboru wielu partnerów.
dla mnie to nie ma wiele wspólnegoz miłością w moim pojmowaniu- ale jednak jest to słowo nadużywane mocno.
Dziewczyna widzi że może zawrzeć lepsze kontrakty, albo się jej wydaje.
jak dla mnie tu mamy bajkę o Rybaku i złotej rybce.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

28

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Marian, żyjesz, czytasz?
Czy też za "mocno" piszemy?

29

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Ela210 napisał/a:

Cóż, małżeństwo dopiero od niewielu lat jest powiązane jakoś z miłością.
wcześniej było zawierane jako kontrakt prawny do połaczenia majątków i wychowania dzieci- i wiele z tego podejścia zostało w  wielu ludziach.
Jak ktos sie nie wywiązuje z kontraktu to sorry winnetou, kontrakt sie zrywa. Dawniej obyczaje i religijność trzymały to w kupie, teraz już mniej i na dodatek taki kuszący, świat wyboru wielu partnerów.
dla mnie to nie ma wiele wspólnegoz miłością w moim pojmowaniu- ale jednak jest to słowo nadużywane mocno.
Dziewczyna widzi że może zawrzeć lepsze kontrakty, albo się jej wydaje.
jak dla mnie tu mamy bajkę o Rybaku i złotej rybce.

Z tego co zauważam obecnie dokoła to chęć bycia dorosłym w wieku nastu lat, często rozumiane jako bycie z kimś w związku i odwrócenie sytuacji kiedy to życie dorosłe tak naprawdę się zaczyna czyli po studiach, z nową pracą i pójściem na swoje. Tak do 30-stki zwykle ludzie uważają, że mają czas na korzystanie z życia i nowe znajomości.
Dziewczyna teraz nabrała wiatru w żagle i uznała, że małżeństwo ją ogranicza, nie pasuje.
Może powodem mniejsze zarobki męża, a może nowe towarzystwo.

30 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-15 18:19:28)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

tylko w czym ją ogranicza? że chciałaby lepszy dom, droższe wakacje? ja wyszłam za mąż w wieku 23 lat nie miałam takiego wsparcia męża jak ona miała a nie czułam się ograniczona. Wygląda jakby sama była za słaba by rozwinąć skrzydła no i trzeba znależć przyczynę.
No bo gdyby nie mąż, to ona hoho..
a nie maja przeciez dzieci nawet. Mąż jej przeszkadza awansować w pracy?
jakby miała przy sobie bogatego męża to by Bóg wie co osiągnęła?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

31 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-09-15 18:25:37)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
merle napisał/a:
Pronome napisał/a:

Tutaj masz klucz do tego, dlaczego twoja relacja z zona nie funkcjonuje i tez spojrz na to racjonalnie - nikt nie lubi slabszych od siebie, zona ma dopiero 25 lat, skoro jest ambitna i zaczyna po malu rozumiec o co w tym wszystkim chodzi, szuka partnera, mezczyzny z ktorym cos zbuduje, wychowa dzieci, wzrosnie. Jesli tego w tobie nie widzi, to ucieka. Mozesz oskarzac zone, ze jest taka i owaka, jednak zawsze warto spojrzec na siebie i decyzje o tym, ze stanales w miescu z rozwojem osobistym, zawodowym podjales sam i tylko ty odpowiadasz za ten rezultat, ktory przeklada sie na twoje relacje. Od ciebie tez zalezy co z tym zrobisz.

No dobrze, ale czy nie jest tak, że jeśli Marian swoim poświęceniem umożliwił żonie rozwój, to dla równowagi wypadałoby, żeby żona teraz poświęciła się trochę i umożliwiła ten rozwój Marianowi, zamiast go jeszcze bardziej dołować?

Jego sytuacja trochę przypomina mi moją. Gdy nie miałem dzieci, rozwój szedł mi całkiem dobrze. Potem związałem się z kobietą z dziećmi, do tego doszło nasze wspólne. Zarabiałem przyzwoicie i byłem głównym źródłem dochodu w naszej rodzinie. Żyliśmy na odpowiednim poziomie. Żona w pewnym momencie wróciła do pracy i postawiła na swój rozwój. Mogła to zrobić, bo nie musiała martwić się o finanse, a zyskała partnera do wychowywania dzieci, więc w konsekwencji więcej czasu. Dzieci absorbują bardzo wiele czasu w życiu rodzica. Mój rozwój zwolnił przez ten związek bardzo mocno. Doba ma tylko 24h.

Oczywiście u mnie wystąpiła też zdrada, ale kto wie, czy doszłoby do niej, gdyby dysproporcja w naszych zarobkach była tak duża, jak na poczatku, gdyby żona nie poczuła wiatru w żagle.

Czytając Twoje słowa można odnieść wrażenie, że dopóki meżczyzna jest w relacji silniejszy i taka sytuacja trwa latami, jest okej. Jeśli siła w relacji zaczyna się wyrównywać, bo mężczyzna na chwilę stanął w miejscu, to kobieta może, a nawet powinna odejść.

Gdzie w tym wszystkim jakaś równowaga? Gdzie tu zrozumienie, że działamy jako rodzina, a nie każdy sobie rzepkę skrobie? Chyba na tym polega instytucja małżeństwa, że małżonkowie mają się wspierać i sobie pomagać, a nie zostawiać się, bo jedna strona już drugiej nie potrzebuje (ergo nigdy go nie kochała, więc zwyczajnie go oszukała).

Wg mnie nie ma w tym nic złego, jeśli kobieta zarabia więcej. Ważne, żeby mężczyzna zarabiał na akceptowalnym poziomie i by kobieta mogła na niego liczyć. Jeśli to nie wystarczy, mamy sytuację u Mariana, gdzie babeczka się na nim opierała, nie widziała nic złego w braniu, skoro ten też dobrowolnie dawał. Teraz, gdy go już nie potrzebuje, może go odstawić i szukać lepszego modelu, by opierać się na tym nowszym modelu i brać od niego, skoro ten dobrowolnie daje.

Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy chwalić taką postawę. Nie powinniśmy promować materializmu i złych zachowań.

Czy wg Ciebie Marian miał olać ją znacznie wcześniej, ponieważ jak piszesz "nikt nie lubi słabszych od siebie"? Ile na tym świecie jest relacji, gdzie jedna strona jest tą silniejszą? Czy one wszystkie powinny się skończyć, szczególnie np jeśli do tego dochodzą dzieci.

Uważam, że w pierwszej kolejności warto jednak "być", a dopiero w drugiej "mieć". Marian ma jak najbardziej prawo czuć się wykorzystany. Kto by się tak nie czuł na jego miejscu? Ma słuszne pretensje do żony (która niestety najprawdopodobniej ma już długo innego na oku).

Jestem ciekaw co zrobiła żona Mariana, żeby naprawić ich relację, gdy jeszcze nie było za późno. Założę się, że Marian żył w błogiej nieświadomości, że coś jest nie tak, aż było już za późno, by cokolwiek zmienić i związek uratować.

Życie to nie stała. Dziś żona Mariana lepiej sobie radzi od niego, a za kilka lat będzie znów na odwrót. Żona Mariana ewidentnie nie dojrzała do roli żony.

Merle, ja nie znam praktycznie zadnej pary, malzenstwa, gdzie slabsza pozycja mezczyny (pod roznymi wzgledami) wpywa dobrze na dobrostan zwiazku. Na odwrot natomiast - calkiem sporo. Tak to juz jest jakos urzadzone, nie ja to wymyslilam. Inna kwestia natomiast jest to, czy sie jest gotowym do malzenstwa, ktore z zalozenia jest droga ''w zdrowiu i chorobie'', przez rozne sezony zycia i raz jedno jest na wozie, a raz drugie. Ani autor watku - ktory mysli o malzenstwie jako o nieustannym powieceniu, ani jego partnerka, ktora nie rozumie sezonowosci zycia, nie sa moim zdaniem gotowi na ten rodzaj zobowiazania. Zamiast szukac winnych, lepiej pogadac z doswiadczonymi parami, z dlugim stazem i od nich czerpac wiedze i przykady. Sa tez ksiazki na te tematy. Na forum sami rozwodnicy i z problemami tongue

32 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-15 18:33:43)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

nie sami rozwodnicy na forum to raz, po drugie-wiele par które wygląda na udane ma swoje tajemnice i niekoniecznie sie nimi podzieli smile
a wiele nie ma żadnych tajemnic po prostu omijają się dla świętego spokoju i wygody big_smile
tak, poświęcanie się autora nie jest dobre- widocznie został wychowany w takiej bajce, gdzie to sie docenia- bo istnieją takie małżeństawa i tacy ludzie.
Można go winić za ślepotę na tę Panią- ale to chyba jego pierwsza miłość jest.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

33

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Ela210 napisał/a:

tylko w czym ją ogranicza? że chciałaby lepszy dom, droższe wakacje? ja wyszłam za mąż w wieku 23 lat nie miałam takiego wsparcia męża jak ona miała a nie czułam się ograniczona. Wygląda jakby sama była za słaba by rozwinąć skrzydła no i trzeba znależć przyczynę.
No bo gdyby nie mąż, to ona hoho..
a nie maja przeciez dzieci nawet. Mąż jej przeszkadza awansować w pracy?
jakby miała przy sobie bogatego męża to by Bóg wie co osiągnęła?

Ja nie wiem Ela skad ty czerpiesz wiedze o zachowaniach kobiet w relacji, ale relacje damsko-meskie maja swoja dynamike definiowana przez plec, rozna wraz z wiekiem i doswiadczeniem, czesto opisywana w nieformalnych rozmowach w rodzinie, ktora warto w zwiazku odpowiednio pobudzac i pielegnowac. Tutaj jest klasyk gatunku, na pewno wiele z tej lekcji zycia wyniosa oboje.

34 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-15 19:09:08)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Jak to Cie tak bardzo interesuje to czerpię ją:
z obserwacji
z doswiadczenia własnego 20 + lat małżeństwa
z obserwacji życia w licznej rodzinie
z książek
sztuki filmowej
miejsc w internecie takich jak to- bardzo dobre miejsce jak ktoś uważnie czyta.

rozumiem Twój model- ale Twojej obserwacji nie podzielam i tak znam wiele związków gdzie kobieta więcej zarabia i przez to nie poczuła się lepsza od męza.
Co to w ogóle oznacza wyższa pozycja?
kosmetyczka z dochodem 30 tys msc netto jest wyżej od męża inżyniera z zarobkami 8 tys. ?

jak ktoś jest tak zafiksowany na takich rzeczach że dla niego warto z takiego powodu rozwalać rodzinę to serdecznie wspóółczuję.
Pisał tu w swoim watku Nowe Otwarcie że On lubi być w ten sposób motywowany kobietą, więc przypadki takie są.
Może gdyby autor był tego typu mężczyzna nie napisałby posta że czuje sie rozczarowany postawą żony- bo on poczułby się taka postawą"motywującą" dopiesczony, zadbany, kochany i zauważany.

tak. niepewna swojej siły solo kobitka nie ma wyjscia- musi pobudzać męża- niektórzy też lubia być przez taką babkę pobudzani, bo sami z siebie energii nie wykrzeszą- co nie znaczy ze wszyscy tak mają. i że to jest jakiś pewniejszy model związku. moim zdaniem nie.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

35

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Pronome napisał/a:
Ela210 napisał/a:

tylko w czym ją ogranicza? że chciałaby lepszy dom, droższe wakacje? ja wyszłam za mąż w wieku 23 lat nie miałam takiego wsparcia męża jak ona miała a nie czułam się ograniczona. Wygląda jakby sama była za słaba by rozwinąć skrzydła no i trzeba znależć przyczynę.
No bo gdyby nie mąż, to ona hoho..
a nie maja przeciez dzieci nawet. Mąż jej przeszkadza awansować w pracy?
jakby miała przy sobie bogatego męża to by Bóg wie co osiągnęła?

Ja nie wiem Ela skad ty czerpiesz wiedze o zachowaniach kobiet w relacji, ale relacje damsko-meskie maja swoja dynamike definiowana przez plec, rozna wraz z wiekiem i doswiadczeniem, czesto opisywana w nieformalnych rozmowach w rodzinie, ktora warto w zwiazku odpowiednio pobudzac i pielegnowac. Tutaj jest klasyk gatunku, na pewno wiele z tej lekcji zycia wyniosa oboje.

Jest w życiu i tak jak napisała Ele i Ty Pronome po prostu pomieszane ze sobą,dynamika płci owszem ma wpływ na relacje i to nie mały ,ale "hipergamia" to jednak pewien określony wybór i są jej różne odmiany od wieszania się na facecie w totalny sposób wykorzystania jego zasobów i możliwości w różnym celu i zakresie po pewien rodzaj partnerstwa celem zapewniania dziecku godnych warunków,wtedy kiedy kobieta jest zajęta bardziej aktywnie wychowaniem tegoż samo dziecko w pewnym okresie nic nie może dwojgu rodzicom lepiej idzie wychowanie niż jednemu ale na początku kobieta ma więcej a przynajmniej bardzo często tak jest że więcej przebywa z dzieckiem ,podświadomość instynkt to nie wszystko co determinuje i włącza się w tworzenie i decyzje w związku jest jeszcze inna strona na przykład kobiecej natury ta łagodna i współczująca ,która fascynuje niektórych facetów a niektórym myli się z matkowaniem ,to też kobiety przez wieki wspierały często chwilowo przegranych,"słabszych",podtrzymywały na duchu podłamanych mężczyzn ,bo kobiety wiedzą jak to robić i świetnie im to idzie jak chcą,podobnie faceci jedni dobiją leżącego inni tego nie zrobią pomogą ,jedni odrzucą dziecko z wadami inni nie.
Instynkt to nie koniec świadomości ,a determinacja ma swoje warunki i ograniczenia w podświadomości jak zwykle ,która może być silnym impulsem do decydowania a co tam siedzi to nie tylko instynkty i natura wiele głupoty też tam jest ,mylnych przekonań ,błędnych nie do końca przemyślanych złożeń i oczekiwań ,to co działo się w domu rodzinnym,albo się tam nie działo ,oraz to jak się to wszystko przetworzyło i zinterpretowało jak napisałem może decydować mniej lub bardziej o sile wyboru i częstotliwości w działaniach chęciach niechęciach oczekiwaniach i rozczarowaniach

36

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

właśnie dopisałam Pasławek że zauważam że nie ma jednego modelu. I po prostu niedopasowani są.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

37

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Ela210 napisał/a:

właśnie dopisałam Pasławek że zauważam że nie ma jednego modelu. I po prostu niedopasowani są.

Też tak myślę i motywem działań żony autora nie jest raczej dziedzina zabezpieczenia dziecku najlepszych warunków - ponieważ sama jest jeszcze w roli nastolatki rozwój kariery nie jest jedynym fragmentem dojrzałości dorastania- równowaga i jej wypracowywanie wspólnie jest ważna u nich tego nie ma albo jeszcze nie ma ,raczej nie będzie,a Autor tak po części robi za tatusia a po części chciałby partnerstwa ,
Ten brak seksu jest przerażający bo zakładam że oboje nie są aseksualni to tak a propos instynktów smile

38

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Pronome napisał/a:

Merle, ja nie znam praktycznie zadnej pary, malzenstwa, gdzie slabsza pozycja mezczyny (pod roznymi wzgledami) wpywa dobrze na dobrostan zwiazku. Na odwrot natomiast - calkiem sporo. Tak to juz jest jakos urzadzone, nie ja to wymyslilam. Inna kwestia natomiast jest to, czy sie jest gotowym do malzenstwa, ktore z zalozenia jest droga ''w zdrowiu i chorobie'', przez rozne sezony zycia i raz jedno jest na wozie, a raz drugie. Ani autor watku - ktory mysli o malzenstwie jako o nieustannym powieceniu, ani jego partnerka, ktora nie rozumie sezonowosci zycia, nie sa moim zdaniem gotowi na ten rodzaj zobowiazania. Zamiast szukac winnych, lepiej pogadac z doswiadczonymi parami, z dlugim stazem i od nich czerpac wiedze i przykady. Sa tez ksiazki na te tematy.

Nie mówię, że nie masz racji. Oczywiście, że jesteśmy zwierzętami i działają w nas różne instynkty. Jesteśmy jednak też ludźmi, mamy możliwość zrozumieć te instynkty i świadomie wybrać, by się im nie podporządkować. Zachowanie żony Mariusza jest po prostu nie fair. Idąc dalej:

Roxann napisał/a:

Dziewczyna stwierdziła, że zbyt wcześnie wzięli ślub, jednak jak sądzę nie miała na myśli stażu związku, tylko wiek (23 lata). Szczególnie, że dopiero potem znalazła pracę, w dodatku całkiem nieźle płatną, zapewne poznała tam nowych ludzi itd., a wtedy mąż/Autor, zaczął ją uwierać.
Takie pierwsze, młodzieńcze miłości/związki rzadko przechodzą próbę czasu. A ta dziewczyna weszła w związek bardzo wcześnie bo w wieku zaledwie 16 lat i zwyczajnie "nie wyszumiała się".

Można to zrozumieć i prawdopodobnie było tak, jak piszesz. Mogła przestać kochać, mogła stwierdzić, że się pomyliła. Jednak to nie tłumaczy niefajnego zachowania żony Mariusza wobec niego. W takiej sytuacji powinna zacząć od słów "bardzo Cię przepraszam", podjąć jakąś próbę naprawy związku, a jeśli nie przyniosłaby skutku, wtedy zakończyć relację. Nie czyni tego, bo jak lubimy tu pisać, nie puści jednej gałęzi, dopóki mocno nie złapie tej drugiej. Więc nie... dla mnie nie ma żadnego usprawiedliwienia dla żony Mariusza. Przez swoją niedojrzałość wyrządza jemu krzywdę. Oczywiście, że Mariusz i tak będzie cierpiał (bo kocha i mu zależy), ale jest różnica w cierpieniu, gdy ktoś jest wobec Ciebie uczciwy wobec sytuacji, gdy ktoś dbając o swoją wygodę, Cię codziennie krzywdzi.

Gdyby żona Mariusza postępowała uczciwie, jasno się zdeklarowała i odeszłaby, Mariusz przeszedłby zwyczajową żałobę po związku i wyszedłby z tego bez zrąbanej psychiki. Po doświadczeniach jakie opisuje, będzie dużo dłużej dochodził do siebie i może mieć już zawsze problem z zaufaniem kobiecie, co w efekcie będzie rzutować na jego kolejnych relacjach.

Można się pomylić, ale wtedy trzeba by wziąć tą pomyłkę na klatę, uznać swoją winę i zadośćuczynić drugiej stronie krzywdę. Z postów Mariusza wynika, że to nie ma miejsca.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

39

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
merle napisał/a:

Gdyby żona Mariusza postępowała uczciwie, jasno się zdeklarowała i odeszłaby, Mariusz przeszedłby zwyczajową żałobę po związku i wyszedłby z tego bez zrąbanej psychiki. Po doświadczeniach jakie opisuje, będzie dużo dłużej dochodził do siebie i może mieć już zawsze problem z zaufaniem kobiecie, co w efekcie będzie rzutować na jego kolejnych relacjach.

Można się pomylić, ale wtedy trzeba by wziąć tą pomyłkę na klatę, uznać swoją winę i zadośćuczynić drugiej stronie krzywdę. Z postów Mariusza wynika, że to nie ma miejsca.

Już nie przesadzajmy z winą i zadośćuczynieniem. Konsekwencje wczesnego wejścia w związek i/lub małżeństwa ponoszą oboje. Ok, to dziewczynie (żonie) zaczęło ono uwierać i z tego co Autor pisał, słowo rozwód z jej ust padło, więc z tą drugą gałęzią chyba nie do końca.
Tak naprawdę nie wiemy co się wydarzyło, że kobieta przestała się czuć dobrze w tej relacji. Znamy tylko wersję Autora. Pójście do pracy, nowe środowisko, wysokie (wyższe od męża) zarobki, to wszystko mogło mieć na to wpływ. Jak jeszcze dodamy do tego fakt, że dziewczyna właściwie "od zawsze" (16 roku życia) była w związku z jednym facetem, to kryzys gotowy.

40

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Roxann napisał/a:

Już nie przesadzajmy z winą i zadośćuczynieniem. Konsekwencje wczesnego wejścia w związek i/lub małżeństwa ponoszą oboje. Ok, to dziewczynie (żonie) zaczęło ono uwierać i z tego co Autor pisał, słowo rozwód z jej ust padło, więc z tą drugą gałęzią chyba nie do końca.
Tak naprawdę nie wiemy co się wydarzyło, że kobieta przestała się czuć dobrze w tej relacji. Znamy tylko wersję Autora. Pójście do pracy, nowe środowisko, wysokie (wyższe od męża) zarobki, to wszystko mogło mieć na to wpływ. Jak jeszcze dodamy do tego fakt, że dziewczyna właściwie "od zawsze" (16 roku życia) była w związku z jednym facetem, to kryzys gotowy.

Sam fakt, że padnie słowo "rozwód" wcale rozwodu nie oznacza, to raz. Dwa, wchodząc w związek małżeński obiecuje się "miłość, wierność i uczciwość małżeńską". Rozumiem, że miłość to tak trochę na wyrost, dżentelmeńska umowa, że teraz to jest i zakładamy, że będzie. Cała reszta jest w naszej gestii. To nie wina Autora, że jego żona weszła za wcześnie w małżeństwo. Oboje ślubowali to samo i on się ze swojej części umowy wywiązuje. Ciała dała ona i stąd piszę, że powinna przeprosić i w jakiś sposób zadośćuczynić, ale na pewno nie dołować Autora jeszcze bardziej.

To, że druga galąź jest, byłbym skłonny założyć się o niemałą sumę, a nie lubię hazardu. Prawdopodobnie jednak albo nie wydaje się wystarczająco mocna, albo jest jeszcze za daleko, by dobrze się jej chwycić.

Oczywiście, że nie znamy zdania drugiej strony, więc opieramy się na tym, co pisze Autor, a tu sytuacja wydaje się klarowna.

W moim odczuciu Autor już został zdradzony i tak też pewnie się czuje, niezależnie od tego, czy żona odejdzie zanim faktycznie zdradzi, czy jeszcze przed.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

41

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

też jestem przekonana, że druga gałąż się majaczy. nawet mgliście- ale jednak.
Może nie jakaś jej gałąż, ale taka gałąż np koleżanki, której maz wydaje się fajniejszy i ona też by takiego chciała

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

42

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Smutne to jest, że tak łatwo się od kogoś odwrócić i zapomnieć o tym co dobre. Ale tak dużo w ludziach teraz egoizmu a tak mało empatii.

Dużo dla miłości poświęciłeś Marian, ale Twoja żona chyba nie dorosła do małżeństwa i nie rozumie, że gracie w jednym teamie. Jak straciłeś czasowo pracę, powinna była Cię wspierać,
a w życiu będą jeszcze różne trudne sytuacje.

Czas pomyśleć o sobie.

43 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-16 16:45:51)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Jak dla mnie ta historia wygląda na co najmniej przekolorowaną albo Autor jest frajerem i nawet tego przez lata nie zauważył.
Otóż, pisze z jednej strony, że dziewczyna pochodzi z bogatego domu i ważne są dla niej pieniądze, a potem, że przed przeprowadzką był jedynym źródłem dochodu. Żeby opłacić samemu mieszkanie, oraz życie 2 osób, gdzie 1 ma dość wygórowane wymagania, to naprawdę trzeba zarabiać co najmniej dobrze. A Autor nie ma przecież dobrego wykształcenia. No chyba, że wtedy dziewczyna dostawała kasę od rodziców.
Póki Autor był sponsorem (tudzież frajerem) bo sorry ale utrzymywanie kobiety, kiedy byliście jeszcze tylko parą, a ona studiowała, jest delikatnie mówiąc nierozsądne).
No chyba, że dziewczyna miała kasę od rodziców i jakoś to było, natomiast w momencie kiedy nie miałeś pracy i ona musiała Was utrzymywać, dopiero zrozumiała, że jednak wykształcenie jest ważne i jeśli trudno o pracę w Twoim fachu, a dorabiasz gdzieś za grosze, to się wystraszyła, że będziesz na jej utrzymaniu, a przynajmniej będziesz ją ograniczał. Poza tym pewnie w pracy ma wokół wykształconych, ambitnych ludzi, co tylko pogłębia frustracje.
Rzeczywiście pospieszyliście się ze ślubem.

44

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Roxann napisał/a:

Jak dla mnie ta historia wygląda na co najmniej przekolorowaną albo Autor jest frajerem i nawet tego przez lata nie zauważył.

Tak się zdarza jak miłość zaślepia.
Mało to czytasz historii gdzie facet żył w związku gdzie był "poniewierany" ale trwał bo...kochał?.
I dopiero zdrada wytrącała go z tego stanu zaślepienia a i czasem i to nie wystarczy.

45

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
merle napisał/a:

[...]
Gdyby żona Mariusza postępowała uczciwie, jasno się zdeklarowała i odeszłaby, Mariusz przeszedłby zwyczajową żałobę po związku i wyszedłby z tego bez zrąbanej psychiki. Po doświadczeniach jakie opisuje, będzie dużo dłużej dochodził do siebie i może mieć już zawsze problem z zaufaniem kobiecie, co w efekcie będzie rzutować na jego kolejnych relacjach.

Można się pomylić, ale wtedy trzeba by wziąć tą pomyłkę na klatę, uznać swoją winę i zadośćuczynić drugiej stronie krzywdę. Z postów Mariusza wynika, że to nie ma miejsca.

I bardzo dobrze, klasyk śpiewał: "Nie wierz NIGDY kobiecie, dobrą radę Ci dam..." wink

46

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Roxann napisał/a:
merle napisał/a:

Gdyby żona Mariusza postępowała uczciwie, jasno się zdeklarowała i odeszłaby, Mariusz przeszedłby zwyczajową żałobę po związku i wyszedłby z tego bez zrąbanej psychiki. Po doświadczeniach jakie opisuje, będzie dużo dłużej dochodził do siebie i może mieć już zawsze problem z zaufaniem kobiecie, co w efekcie będzie rzutować na jego kolejnych relacjach.

Można się pomylić, ale wtedy trzeba by wziąć tą pomyłkę na klatę, uznać swoją winę i zadośćuczynić drugiej stronie krzywdę. Z postów Mariusza wynika, że to nie ma miejsca.

Już nie przesadzajmy z winą i zadośćuczynieniem. Konsekwencje wczesnego wejścia w związek i/lub małżeństwa ponoszą oboje. Ok, to dziewczynie (żonie) zaczęło ono uwierać i z tego co Autor pisał, słowo rozwód z jej ust padło, więc z tą drugą gałęzią chyba nie do końca.
Tak naprawdę nie wiemy co się wydarzyło, że kobieta przestała się czuć dobrze w tej relacji. Znamy tylko wersję Autora. Pójście do pracy, nowe środowisko, wysokie (wyższe od męża) zarobki, to wszystko mogło mieć na to wpływ. Jak jeszcze dodamy do tego fakt, że dziewczyna właściwie "od zawsze" (16 roku życia) była w związku z jednym facetem, to kryzys gotowy.

W punkt Roxann! Cale to forum polega na tym, ze przychodzi ktos pokrzywdzony, snuje swoja podkolorowana opowiesc (w jezyku pisanym wystarczy zmienic kilka czasownikow i przymiotnikw i voila!) o tym drugim, ze taki zly i niedobry i kto chetny sie przylacza, aby podgrzac swoje emocje i rozdrapywac wlasne rany big_smile. Jakby zycie bylo takie czarno-biale. W dalszej kolejnosci nastepuje wirtualny lincz oskarzonego, choc sam oskarzony nawet w tym nie wie big_smile. Nie wiem czy to forum wnosi cokolwiek dla ludzkosci, na pewno jest dobra rozrywka i odskocznia jak sie chce poczytac z czym ludzie sie na co dzien dealuja big_smile.

47

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Pronome napisał/a:

Powiem Ci tak... Jak zona jest ambitna, rozwija sie zawodowo, wiecej zarabia, nosi tu spodnie, nie da rady, aby nie wlaczyly sie jej pierwotne atawizmy. To jest poza toba i nia i jest od was silniejsze. Ona, jako kobieta, chce sie poczuc bezpiecznie i instynktownie wyczuwa, ze niekoniecznie moze na ciebie liczyc (kwalifikacje zawodowe, zarobki), dlatego nie spi z toba, draznisz ja, postrzega cie jako slabego. Jedyne co uratuje ten zwiazek, to twoja zaradnosc i przedsiebiorczosc, choc dla innej kobiety mozesz byc taki jak jestes - zeusem, a dla innej - takiej jak twoja zona, ofiara i slabeuszem. Nie odnos jednak tego personalnie do siebie, mowie z doswiadczenia, sama to przerabialam i wiem o czym mowie. Jedynym zrozwiazaniem jest albo silny wzrost u ciebie (zapytaj sie jednak, czy tego wlasnie od zycia chcesz) lub zmiana partnerki na taka, na ktorej bedziesz robil ''wow''. Tutaj nie ma winnych, tak juz po prostu nasz gatunek jest zaprogramowany.

Kobieta po "Red Pill", no no...

Autorze, skoro wiedziałeś że żona tak wychowana, z domu wyniosła kult pieniądza, to czemu się z nią ożeniłeś?

48 Ostatnio edytowany przez batszeba (2021-09-16 23:42:45)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Pronome napisał/a:

W punkt Roxann! Cale to forum polega na tym, ze przychodzi ktos pokrzywdzony, snuje swoja podkolorowana opowiesc (w jezyku pisanym wystarczy zmienic kilka czasownikow i przymiotnikw i voila!) o tym drugim, ze taki zly i niedobry i kto chetny sie przylacza, aby podgrzac swoje emocje i rozdrapywac wlasne rany big_smile. Jakby zycie bylo takie czarno-biale. W dalszej kolejnosci nastepuje wirtualny lincz oskarzonego, choc sam oskarzony nawet w tym nie wie big_smile. Nie wiem czy to forum wnosi cokolwiek dla ludzkosci, na pewno jest dobra rozrywka i odskocznia jak sie chce poczytac z czym ludzie sie na co dzien dealuja big_smile.

O to to to to smile Bardzo chciałabym poczytać wątki założone przez drugie połówki autorów/autorek niektórych dram. Jak to mawiają The truth lies somewhere in the middle smile

49 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-16 23:58:03)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Prawdy leżą  w różnych miejscach.
Ale fakty i ich kolejność w ustalonych.
A interpretacje jak widać zależą  od światopoglądu.
Jeśli jest faktem że autor stracił pracę  i żoną mu ciosa o to kolki na głowie to w zależności od światopoglądu można uznać wow! super babka chce ambitnego faceta, motywuje go.
Albo że jest człowiekiem z którym nie warto iść przez życie.

Tak samo w przypadku każdej innej historii na forum.
Więc..warto dużo rozmawiać  przynajmniej przed założeniem obrączek. By się w tym odpowiednio dobrać i nie być  zaskoczonym przez życie.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

50

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Uważam jak ty Ela i jestem zdania że rozmowa z drugim człowiekiem zawsze coś wnosi i wzbogaca horyzonty, nie jest jakimś 'odkryciem nowego świata' fakt że drugie połówki pokrzywdzonych miały by inny obraz problemowej sytuacji i zapewne swój wizerunek siebie również, tu nie potrzeba wielkiej wyobraźni ani doświadczenia by zgadnąć co by powiedziały, nadal by to było subiektywne,  Pronome masz jak wnoszę dobrą rozrywkę z tego forum,  bywa też  że ktoś się tu udziela i spełnia bo w realu nikt już tych jego mądrości nie słucha a gdzieś musi bo się udusi smile różnie bywa , każdy uczestnik tego forum jest jego użytkownikiem, częścią...myślę z własnego wyboru

51 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-17 07:32:38)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Wszystko ok, tylko powiedzcie mi tak szczerze, co sądzicie o facecie, który w wieku 21l wiąże się z 16-latką, utrzymuje ją i siebie (nie wiem ile czasu ale wspominał, że był jedynym źródłem utrzymania), mimo, że są "tylko" parą, a ona pochodzi z bogatej rodziny. Facet jak sądzę rezygnuje z kształcenia (wspomniał, że ma gorsze od niej), w końcu musi zarabiać i nie zapala mu się żadna, ŻADNA? czerwona lampka?
Jedni, w zależności od światopoglądu, będą się użalać jak to dużo poświecił miłości, a ona taka niewdzięczna i musi/powinna mu krzywdy zadośćuczynić, inni (w tym ja), stwierdzą, że facet jest mega frajerem.

52

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Roxann dla mnie 21 letni gość to niekoniecznie dojrzały facet, choć w papierach owszem, dorosły, dla mnie dwoje dzieciuchów zostało parą, on nie jest dla mnie frajerem jeno słabo przewidującym i nie znającym życia ( w tym wieku kto je zna ) taka jego droga do zrozumienia pewnych prawd, ona też nie przewidziała że za wcześnie na stabilizację jeśli świat jej się ograniczył a ograniczył jeśli jest uczciwa, nie wiadomo kogo żałować, tylko pewne decyzje są jednorazowe i teraz dziewczyna musi powiedzieć dojrzale że już nie chce razem żyć a nie wymyślać farmazony, które by nic nie zmieniły w podstawowym problemie

53

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
batszeba napisał/a:

O to to to to smile Bardzo chciałabym poczytać wątki założone przez drugie połówki autorów/autorek niektórych dram. Jak to mawiają The truth lies somewhere in the middle smile

Tak, prawda leży po środku. Jednak zakładanie czegokolwiek poza tym, co napisał Autor, to wróżenie z fusów. Gdybyśmy starali się pisać w imieniu tej drugiej strony, nie znając faktów, jakakolwiek dyskusja na forum nie miałaby żadnego sensu. Możemy się jednak odnieść do tego, co Autor napisał, i choć na pewno ma swoje za uszami (nie ma idealnych ludzi, ergo nie ma idealnych par), jeśli Autor nie jest trollem (a nie ma podstaw sądzić, by był), przyszedł tu po pomoc i napisał prawdę (po co miałby kłamać anonimowym ludziom?)

Nie jesteśmy tu sądami, by rozstrzygać o winie. Nawet, gdybyśmy byli, mielibyśmy swoje wytyczne, które niekoniecznie gwarantują sprawiedliwy wyrok. Nie robimy też tutaj nikomu terapii par, czy indywidualnej. Jednak jako kolektyw, to forum ma bardzo dużo doświadczenia odnośnie relacji damsko-męskich i ludzie tutaj wypowiadają się na bazie tego bogatego doświadczenia.

Szkoda byłoby nie korzystać z tego doświadczenia ;-)

Pronome napisał/a:

W punkt Roxann! Cale to forum polega na tym, ze przychodzi ktos pokrzywdzony, snuje swoja podkolorowana opowiesc (w jezyku pisanym wystarczy zmienic kilka czasownikow i przymiotnikw i voila!) o tym drugim, ze taki zly i niedobry i kto chetny sie przylacza, aby podgrzac swoje emocje i rozdrapywac wlasne rany big_smile. Jakby zycie bylo takie czarno-biale. W dalszej kolejnosci nastepuje wirtualny lincz oskarzonego, choc sam oskarzony nawet w tym nie wie big_smile. Nie wiem czy to forum wnosi cokolwiek dla ludzkosci, na pewno jest dobra rozrywka i odskocznia jak sie chce poczytac z czym ludzie sie na co dzien dealuja big_smile.

Mógłbym odnieść się do tego, ale tak naprawdę posunęłaś się tu (choć nie w bezpośredni sposób) do argumentowanie ad personam. Gdy ktoś sięga po taki arsenał, dokładnie wiadomo, że zabrakło już argumentów na dalszą merytoryczną dyskusję.

Ela210 napisał/a:

Prawdy leżą  w różnych miejscach.
Ale fakty i ich kolejność w ustalonych.
A interpretacje jak widać zależą  od światopoglądu.

Dokładnie smile To tak jak z historią i dziejami. Historię ktoś spisał, ocenił dzieje, pewne ograniczone fakty, które znał. Dzieje to dzieje. Stały się, są faktami. Każdy może je ocenić inaczej.

Roxann napisał/a:

Wszystko ok, tylko powiedzcie mi tak szczerze, co sądzicie o facecie, który w wieku 21l wiąże się z 16-latką, utrzymuje ją i siebie (nie wiem ile czasu ale wspominał, że był jedynym źródłem utrzymania), mimo, że są "tylko" parą, a ona pochodzi z bogatej rodziny. Facet jak sądzę rezygnuje z kształcenia (wspomniał, że ma gorsze od niej), w końcu musi zarabiać i nie zapala mu się żadna, ŻADNA? czerwona lampka?
Jedni, w zależności od światopoglądu, będą się użalać jak to dużo poświecił miłości, a ona taka niewdzięczna i musi/powinna mu krzywdy zadośćuczynić, inni (w tym ja), stwierdzą, że facet jest mega frajerem.

Tak, można tak do tego podejść. Czy to jednak ma zmienić naszą ocenę zachowania jego żony? Nikt rozsądny nie będzie oczekiwał dozgonnej miłości, ale:

Ranna_Panna napisał/a:

tylko pewne decyzje są jednorazowe i teraz dziewczyna musi powiedzieć dojrzale że już nie chce razem żyć a nie wymyślać farmazony, które by nic nie zmieniły w podstawowym problemie

Dobrego dnia smile

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

54 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-17 09:10:25)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Wszystko ok, tylko powiedzcie mi tak szczerze, co sądzicie o facecie, który w wieku 21l wiąże się z 16-latką, utrzymuje ją i siebie (nie wiem ile czasu ale wspominał, że był jedynym źródłem utrzymania), mimo, że są "tylko" parą, a ona pochodzi z bogatej rodziny. Facet jak sądzę rezygnuje z kształcenia (wspomniał, że ma gorsze od niej), w końcu musi zarabiać i nie zapala mu się żadna, ŻADNA? czerwona lampka?
Jedni, w zależności od światopoglądu, będą się użalać jak to dużo poświecił miłości, a ona taka niewdzięczna i musi/powinna mu krzywdy zadośćuczynić, inni (w tym ja), stwierdzą, że facet jest mega frajerem.

Tak, można tak do tego podejść. Czy to jednak ma zmienić naszą ocenę zachowania jego żony? Nikt rozsądny nie będzie oczekiwał dozgonnej miłości, ale:

Ranna_Panna napisał/a:

tylko pewne decyzje są jednorazowe i teraz dziewczyna musi powiedzieć dojrzale że już nie chce razem żyć a nie wymyślać farmazony, które by nic nie zmieniły w podstawowym problemie

Pełna zgoda. To, że zachowanie jego żony jest naganne, to nie ulega żadnej wątpliwości, tyle że Autor naprawdę miał wcześniej wiele sygnałów z kim tak naprawdę ma do czynienia. Tak wiem "miłość", brak zdolności przewidywania itd. Jednak dorosłość też polega na tym, że trzeba ponosić odpowiedzialność za własne czyny.
Naiwnością moim zdaniem jest myślenie, że "miłość i oddanie" polega na poświęceniu siebie i robieniu wszystkiego by druga osoba była zadowolona. Ja naprawdę nie rozumiem w imię czego Autor był jedynym źródłem dochodu w czasie, kiedy kobieta studiowała i nie byli jeszcze małżeństwem? Nawet gdyby był mega bogaty, taki "układ" jest tragiczny w skutkach i jak widać na efekty nie było trzeba długo czekać.
Jak Autor przestał zarabiać, stał się bezużyteczny, własne pieniądze jeszcze bardziej kobietę rozzuchwaliły, na tyle, że zaczęła wytykać facetowi brak wykształcenia i to, że ją ogranicza.
Ja bynajmniej nie usprawiedliwiam tej kobiety, ale ten związek od początku nie był "zdrowy".

55 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-09-17 19:39:31)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?
Roxann napisał/a:
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Wszystko ok, tylko powiedzcie mi tak szczerze, co sądzicie o facecie, który w wieku 21l wiąże się z 16-latką, utrzymuje ją i siebie (nie wiem ile czasu ale wspominał, że był jedynym źródłem utrzymania), mimo, że są "tylko" parą, a ona pochodzi z bogatej rodziny. Facet jak sądzę rezygnuje z kształcenia (wspomniał, że ma gorsze od niej), w końcu musi zarabiać i nie zapala mu się żadna, ŻADNA? czerwona lampka?
Jedni, w zależności od światopoglądu, będą się użalać jak to dużo poświecił miłości, a ona taka niewdzięczna i musi/powinna mu krzywdy zadośćuczynić, inni (w tym ja), stwierdzą, że facet jest mega frajerem.

Tak, można tak do tego podejść. Czy to jednak ma zmienić naszą ocenę zachowania jego żony? Nikt rozsądny nie będzie oczekiwał dozgonnej miłości, ale:

Ranna_Panna napisał/a:

tylko pewne decyzje są jednorazowe i teraz dziewczyna musi powiedzieć dojrzale że już nie chce razem żyć a nie wymyślać farmazony, które by nic nie zmieniły w podstawowym problemie

Pełna zgoda. To, że zachowanie jego żony jest naganne, to nie ulega żadnej wątpliwości, tyle że Autor naprawdę miał wcześniej wiele sygnałów z kim tak naprawdę ma do czynienia. Tak wiem "miłość", brak zdolności przewidywania itd. Jednak dorosłość też polega na tym, że trzeba ponosić odpowiedzialność za własne czyny.
Naiwnością moim zdaniem jest myślenie, że "miłość i oddanie" polega na poświęceniu siebie i robieniu wszystkiego by druga osoba była zadowolona. Ja naprawdę nie rozumiem w imię czego Autor był jedynym źródłem dochodu w czasie, kiedy kobieta studiowała i nie byli jeszcze małżeństwem? Nawet gdyby był mega bogaty, taki "układ" jest tragiczny w skutkach i jak widać na efekty nie było trzeba długo czekać.
Jak Autor przestał zarabiać, stał się bezużyteczny, własne pieniądze jeszcze bardziej kobietę rozzuchwaliły, na tyle, że zaczęła wytykać facetowi brak wykształcenia i to, że ją ogranicza.
Ja bynajmniej nie usprawiedliwiam tej kobiety, ale ten związek od początku nie był "zdrowy".

Cala historia grubymi nicmi szyta. Dziewczyna z domu, w ktorym byly pieniadze, rozumiem ze na czas studiow, jak z nim zamieszkala, ja wydziedziczyli, dlatego sam siebie i ja utrzymywal big_smile. Po drugie autor napisal, ze mieszkaja w jej mieszkaniu i czuje sie z tym zle. Mozliwe, ze na czas jej studiow, kiedy zyla zyciem studenckim, zapewne bedac tez utrzymywaniu rodzicow, taki chlopak byl ok. Pozniej nie widziala juz z nim przyszlosci, a teraz nizsze wyksztalcenie, mozliwosci zarobkowania i pewnie inne czynniki decuduja o tym, ze czuje, ze sciaga ja w dol. A autor? Co chcial uzyskac na tym zwiazku? Moze latwiej bylo zwiazac sie z ambitna dziewczyna, z mieszkaniem, przy ktorej zyska cos (tylko on wie co dokladnie) bez pracy wlasnej takiej jak zdobywanie znajmosci, kompetencji, wyksztalcenia i ogolnie pracy nad soba i swoim charakterem. Ja tam nie wierze w takie miski-uszatki, ktore chca byc takie krysztalowe i chyba kazdy z wlasnego doswiadczenia powie, zarowno kobieta jak i mezczyzna, ze nikomu nie usmiecha sie byc z partnerem, ktory wiele lat stoi w miejscu, nie inspiruje, nie ma swojego zycia,  zainteresowan, nie wiadomo co w ogole chce robic za kilka lat etc.

56 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2021-09-18 10:32:14)

Odp: Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Naiwnością moim zdaniem jest myślenie, że "miłość i oddanie" polega na poświęceniu siebie i robieniu wszystkiego by druga osoba była zadowolona. Ja naprawdę nie rozumiem w imię czego Autor był jedynym źródłem dochodu w czasie, kiedy kobieta studiowała i nie byli jeszcze małżeństwem? Nawet gdyby był mega bogaty, taki "układ" jest tragiczny w skutkach i jak widać na efekty nie było trzeba długo czekać.
Jak Autor przestał zarabiać, stał się bezużyteczny, własne pieniądze jeszcze bardziej kobietę rozzuchwaliły, na tyle, że zaczęła wytykać facetowi brak wykształcenia i to, że ją ogranicza.
Ja bynajmniej nie usprawiedliwiam tej kobiety, ale ten związek od początku nie był "zdrowy".

Obydwóm stronom to odpowiadało.

Cala historia grubymi nicmi szyta. Dziewczyna z domu, w ktorym byly pieniadze, rozumiem ze na czas studiow, jak z nim zamieszkala, ja wydziedziczyli, dlatego sam siebie i ja utrzymywal big_smile. Po drugie autor napisal, ze mieszkaja w jej mieszkaniu i czuje sie z tym zle. Mozliwe, ze na czas jej studiow, kiedy zyla zyciem studenckim, zapewne bedac tez utrzymywaniu rodzicow, taki chlopak byl ok. Pozniej nie widziala juz z nim przyszlosci, a teraz nizsze wyksztalcenie, mozliwosci zarobkowania i pewnie inne czynniki decuduja o tym, ze czuje, ze sciaga ja w dol. A autor? Co chcial uzyskac na tym zwiazku? Moze latwiej bylo zwiazac sie z ambitna dziewczyna, z mieszkaniem, przy ktorej zyska cos (tylko on wie co dokladnie) bez pracy wlasnej takiej jak zdobywanie znajmosci, kompetencji, wyksztalcenia i ogolnie pracy nad soba i swoim charakterem. Ja tam nie wierze w takie miski-uszatki, ktore chca byc takie krysztalowe i chyba kazdy z wlasnego doswiadczenia powie, zarowno kobieta jak i mezczyzna, ze nikomu nie usmiecha sie byc z partnerem, ktory wiele lat stoi w miejscu, nie inspiruje, nie ma swojego zycia,  zainteresowan, nie wiadomo co w ogole chce robic za kilka lat etc

Pewien etap się skończył i trzeba na nowo ustawić priorytety. Różnice się pogłębiły, ale i zmieniły się cele, zmieniły się role. Kiedyś żona studiowała, mąż pracował, a teraz żona zdobyła dobrze płatną pracę, a mąż  się nie rozwija, nic nie zdobył. Jak już ktoś napisał musi być równowaga, teraz zona musiałaby zrezygnować z paru rzeczy na rzecz męża, żeby mógł się rozwijać, nie wiem, co tam zamierza. Wtedy związek miałby sens. A jeśli żona myśli o rozwodzie, to znaczy, że nigdy do siebie nie pasowali.

Posty [ 56 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zawód po małżeństwie - czy warto dalej ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021