netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Fikcyjne małżeństwo

31 odpowiedzi4 241 wyświetleńzałożony przez Wiewióraa, 15.08.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Fikcyjne małżeństwo

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-08-15 13:12:31)

Temat: Fikcyjne małżeństwo

Witam wszystkich,

potrzebuję rady, bo sama nie jestem już w stanie ogarnąć swojej sytuacji życiowej umysłem i podjąć jakiejkolwiek decyzji.

Pięć lat temu poznałam mężczyznę, a dwa lata temu podjęliśmy decyzję o sformalizowania go- wzięliśmy ślub. Mój mąż od początku związku cierpiał na nerwicę- częste mycie rąk, obawy przed ubrudzeniem się. Przez cały ten okres trwania naszej znajomości pomagałam mu, wspierałam go, zorganizowałam mu terapię, która troszkę go postawiła na nogi. Część jego nawyków higienicznych, natręctw po prostu zaakceptowałam.

Przed ślubem zdecydowaliśmy się kupić mieszkanie i w nim zamieszkać. Ja pochodzę z dużego miasta w PL, mój mąż ze wsi. Kupując mieszkanie chciałam, abyśmy kupili je w moim rodzinnym mieście,gdzie łatwo o pracę i są dobre warunki do życia. Jednak mąż stwierdził, że szkoda pakować się w tak wielki kredyt, aby kupić mieszkanie w tym mieście. Zaproponował, że kupimy mieszkanie w miasteczku oddalonym od jego wsi o 10km (od mojego rodzinnego miasta to 60km), weźmiemy niewielki kredyt, spłacimy to mieszkania szybko, bo w 5 lat, a z czasem się wybudujemy i wtedy weźmiemy większy kredyt, a to mieszkanie wynajmiemy. Zgodziłam się, bo to brzmiało rozsądnie. Oboje przed ślubem rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy mieć dom, rodzinę, dzieci... Pomyślałam, że przez jakiś czas będę dojeżdżać te 60 km tutaj do większego miasta do pracy, a później przejdę na kilka lat na urlop macierzyński/wychowawczy, a po tym czasie otworze własną działalność w tym miasteczku, w którym mamy mieszkanie.

Kupiliśmy mieszkanie na zasadzie współwłasnosci. Mój mąż zna się na remoncie, więc stwierdził, że nie bierzemy ekipy remontowej tylko sam je wyremontuje. Jednak od dwóch lat idzie jak po grudzie. Mąż raz jeździ i remontuje żółwim tempem mieszkanie 44m2, a raz nie jeździ. Proponowałam, prosiłam abyśmy wzieli ekipę, która nam to zrobi w miesiąc, ale on nie chce o tym słyszeć. Raz się zdenerwowałam i sama zakasałam rękawy do pracy gdy go nie było i zaczęłam robić to, co mogłam i w miarę potrafiłam- uzupełniam fugi w płytkach itp. Gdy to zobaczył była karczemną awantura, że się nie znam na remoncie, a się za niego biorę. Na domu odpowiedziałam, że nie mam siły stać z założonymi rękami i patrzeć jak on raz remontuje żółwim tempem, a raz nie remontuje. Nie chcę pomocy nikogo z rodziny, nie chce ekipy remontowej...

Co kluczowe w tej całej mojej historii od dwóch lat po ślubie mieszkamy oddzielnie. Ja mieszkam dalej z rodzicami i tu w dużym mieście pracuje, a on mieszka na wsi z rodzicami. Widujemy się jedynie w weekendy, w niedzielę najczęściej.
Ten stan rzeczy mnie przeraża, bo przed ślubem tyle było planów, a teraz? Od dwóch lat stoję w zawieszeniu, nic się nie zmienia. Chciałabym założyć rodzinę, żyć z własnym mężem. Niejedna rozmowa już na ten temat była, ale nic się nie zmienia. W tygodniu czasem pojedzie po pracy remontowac, ale zanim zje obiadek u mamusi, zanim się obrócić dookoła swojej osi to przyjedzie do mieszkania o 20 i za chwilę musi jechać, bo do pracy trzeba rano wstać. W weekendy to on siedzi do późna w nocy piatek, później w sobotę wstanie koło 15 w południe pojedzie remontować o 18 i dalej ta sama sytuacja co w tygodniu, bo za chwilę zrobi się 22 cisza nocna to już nie powierci nic, a z kolei w niedzielę nie pojedzie, bo jak mi oznajmił, że to dzień odpoczynku i nie będzie ludziom wiercił nad głowami. I tak wygląda nasz remont.

Nasze relacje też oraz bardziej się psują. On jest często nerwowy i wyładowuje frustrację na mnie. Ostatnio pokłócił się z bratem i wyladował się na mnie, gdy się spotkaliśmy. Nie mówiąc już o tym, że bagatelizuje moje potrzeby, prośby. Jestem uczynną osobą, w wielu kwestiach staram się mu pomagać, a rzadko kiedy usłyszę słowo dziękuję.

Nie mam siły. Od dwóch lat w zawieszeniu. Próbowałam prośbą, groźbą coś zmienić w tym stanie rzeczy, ale mam wrażenie, że jak grochem o ścianę. Mam też poczucie, że wiecznie młoda nie będę, a chciałabym żyć, założyć rodzinę.

Nie wiem, co robić. Chciałam walczyć o to małżeństwo, ale mam wrażenie, że to jest jednostronne. Jestem tolerancyjna, wyrozumiała, ale ile można? Zaczęłam zastanawiać się nad rozwodem i unieważnieniem ślubu kościelnego. Nie łączą nas więzy ekonomiczne, nie mieszkamy razem- nie ma wspólnego gospodarstwa, nie mamy dzieci...

Jak Wy to postrzegacie? Jak byście postąpiły w takiej sytuacji?

Przepraszam za te pojedyncze błędy, które się pojawiły, ale to słownik w telefonie nieco namieszał.

2

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Widzisz jak będzie wyglądało życie z nim. Twoja decyzja.

Co do remontu, to najlepiej byłoby wynająć jakąś lokalną ekipę. Albo wziąść kredyt, długi urlop i razem, może z pomocą rodziny spędzić urlop na remoncie. Pomoc jakichś fachowców i tak pewnie będzie potrzebna.
Twój facet zna się na remoncie bo jakieś remonty robił czy dlatego, że tak twierdzi i ma chęci? Za pierwszym razem jak człowiek się uczy, to wszystko idzie powoli. W ogóle to niestety tak się właśnie wloką różne prace po godzinach. Człowiek jest małowydajny, zmęczony.

3

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Robisz błędy życiowe...

Decydujesz się na ślub z mężczyzną, z którym nie mieszkałaś wiele miesięcy, którego słabo znasz.
Kupujesz mieszkanie gdzieś na wsi i liczysz, że on z tym coś zrobi... nie zrobi...
Łączysz się kredytem z obcym facetem, bo tak należy nazwać twojego męża, aby kupić mieszkanie w którym nawet nie mieszkasz.
Planujesz swój biznes na wsi, której nie znasz.

Po co to wszystko piszę? Bo to jest historia... przeszłość...
A liczy się teraźniejszość, w której to teraźniejszości można popełnić dalsze błędy...

Dalszym błędem będzie zajście w ciążę i przeprowadzenie się do rodziców tego faceta na wieś.

Jeśli nie jesteś w ciąży, to przestań ratować to małżeństwo.
RAczej trzeba się zastanowić jak z tego się uwolnić.
Zakończ uporczywą reanimację trupa, którym jest to małżeńśtwo.

4

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Wiewióraa napisał/a:

Witam wszystkich,

potrzebuję rady, bo sama nie jestem już w stanie ogarnąć swojej sytuacji życiowej umysłem i podjąć jakiejkolwiek decyzji.

Pięć lat temu poznałam mężczyznę, a dwa lata temu podjęliśmy decyzję o sformalizowania go- wzięliśmy ślub. Mój mąż od początku związku cierpiał na nerwicę- częste mycie rąk, obawy przed ubrudzeniem się. Przez cały ten okres trwania naszej znajomości pomagałam mu, wspierałam go, zorganizowałam mu terapię, która troszkę go postawiła na nogi. Część jego nawyków higienicznych, natręctw po prostu zaakceptowałam.

Przed ślubem zdecydowaliśmy się kupić mieszkanie i w nim zamieszkać. Ja pochodzę z dużego miasta w PL, mój mąż ze wsi. Kupując mieszkanie chciałam, abyśmy kupili je w moim rodzinnym mieście,gdzie łatwo o pracę i są dobre warunki do życia. Jednak mąż stwierdził, że szkoda pakować się w tak wielki kredyt, aby kupić mieszkanie w tym mieście. Zaproponował, że kupimy mieszkanie w miasteczku oddalonym od jego wsi o 10km (od mojego rodzinnego miasta to 60km), weźmiemy niewielki kredyt, spłacimy to mieszkania szybko, bo w 5 lat, a z czasem się wybudujemy i wtedy weźmiemy większy kredyt, a to mieszkanie wynajmiemy. Zgodziłam się, bo to brzmiało rozsądnie. Oboje przed ślubem rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy mieć dom, rodzinę, dzieci... Pomyślałam, że przez jakiś czas będę dojeżdżać te 60 km tutaj do większego miasta do pracy, a później przejdę na kilka lat na urlop macierzyński/wychowawczy, a po tym czasie otworze własną działalność w tym miasteczku, w którym mamy mieszkanie.

Kupiliśmy mieszkanie na zasadzie współwłasnosci. Mój mąż zna się na remoncie, więc stwierdził, że nie bierzemy ekipy remontowej tylko sam je wyremontuje. Jednak od dwóch lat idzie jak po grudzie. Mąż raz jeździ i remontuje żółwim tempem mieszkanie 44m2, a raz nie jeździ. Proponowałam, prosiłam abyśmy wzieli ekipę, która nam to zrobi w miesiąc, ale on nie chce o tym słyszeć. Raz się zdenerwowałam i sama zakasałam rękawy do pracy gdy go nie było i zaczęłam robić to, co mogłam i w miarę potrafiłam- uzupełniam fugi w płytkach itp. Gdy to zobaczył była karczemną awantura, że się nie znam na remoncie, a się za niego biorę. Na domu odpowiedziałam, że nie mam siły stać z założonymi rękami i patrzeć jak on raz remontuje żółwim tempem, a raz nie remontuje. Nie chcę pomocy nikogo z rodziny, nie chce ekipy remontowej...

Co kluczowe w tej całej mojej historii od dwóch lat po ślubie mieszkamy oddzielnie. Ja mieszkam dalej z rodzicami i tu w dużym mieście pracuje, a on mieszka na wsi z rodzicami. Widujemy się jedynie w weekendy, w niedzielę najczęściej.
Ten stan rzeczy mnie przeraża, bo przed ślubem tyle było planów, a teraz? Od dwóch lat stoję w zawieszeniu, nic się nie zmienia. Chciałabym założyć rodzinę, żyć z własnym mężem. Niejedna rozmowa już na ten temat była, ale nic się nie zmienia. W tygodniu czasem pojedzie po pracy remontowac, ale zanim zje obiadek u mamusi, zanim się obrócić dookoła swojej osi to przyjedzie do mieszkania o 20 i za chwilę musi jechać, bo do pracy trzeba rano wstać. W weekendy to on siedzi do późna w nocy piatek, później w sobotę wstanie koło 15 w południe pojedzie remontować o 18 i dalej ta sama sytuacja co w tygodniu, bo za chwilę zrobi się 22 cisza nocna to już nie powierci nic, a z kolei w niedzielę nie pojedzie, bo jak mi oznajmił, że to dzień odpoczynku i nie będzie ludziom wiercił nad głowami. I tak wygląda nasz remont.

Nasze relacje też oraz bardziej się psują. On jest często nerwowy i wyładowuje frustrację na mnie. Ostatnio pokłócił się z bratem i wyladował się na mnie, gdy się spotkaliśmy. Nie mówiąc już o tym, że bagatelizuje moje potrzeby, prośby. Jestem uczynną osobą, w wielu kwestiach staram się mu pomagać, a rzadko kiedy usłyszę słowo dziękuję.

Nie mam siły. Od dwóch lat w zawieszeniu. Próbowałam prośbą, groźbą coś zmienić w tym stanie rzeczy, ale mam wrażenie, że jak grochem o ścianę. Mam też poczucie, że wiecznie młoda nie będę, a chciałabym żyć, założyć rodzinę.

Nie wiem, co robić. Chciałam walczyć o to małżeństwo, ale mam wrażenie, że to jest jednostronne. Jestem tolerancyjna, wyrozumiała, ale ile można? Zaczęłam zastanawiać się nad rozwodem i unieważnieniem ślubu kościelnego. Nie łączą nas więzy ekonomiczne, nie mieszkamy razem- nie ma wspólnego gospodarstwa, nie mamy dzieci...

Jak Wy to postrzegacie? Jak byście postąpiły w takiej sytuacji?

Ja bym się rozwiodła, unieważniała.
Żyjecie jak narzeczeństwo i to niezgodne, nie macie wspólnych celów.
On nie dąży do wspólnego zamieszkania, będzie to przeciągał w nieskończoność.
Dodając do tego jego agresje wobec ciebie wychodzi, ze nic dobrego z tego nie będzie

5

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

6 Ostatnio edytowany przez madoja (2021-08-15 13:24:42)

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Sama dobrze wiesz/czujesz że zakochany mężczyzna pracowałby jak najszybciej żeby już zamieszkać ze swoją kobietą. Twój mąż tak nie robi czyli odpowiedź jest jedna: on nie chce zamieszkać z Tobą i prawdopodobnie nawet Cię nie kocha. Pomijając już uczucia, czy według Ciebie jest normalne że młody, zdrowy facet nie robi wszystkiego by mieć regularny seks? (nie oszukujmy się, to jest jeden z profitów dla których faceci się żenią) Wystarcza mu raz w tygodniu, gdy kobiety nie widział cały tydzień? Czy jesteś pewna że za tym wszystkim nie stoi inna kobieta?

A co na to wszystko JEGO rodzice? Przecież powinni go pogonić, że małżeństwo ma mieszkać razem.

Nie no... Aż szok że Ty się godzisz na taką sytuację. Ja bym wyznaczyła konkretny termin i jeśli do tego czasu nie skończy remontu - rozwodzimy się.

7

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

A pan Kurski unieważnił swoje mając prawie ćwierćwieczny staż małżeński i kilkoro dzieci.
Jego nowa żona chyba też unieważniła swoje tak samo wiekowe i skonsumowane wielokrotnie czego dowodem jest potomstwo.
i pobłogosławiono ich jeszcze raz w kościele na nową drogę życia.

8 Ostatnio edytowany przez Wiewióraa (2021-08-15 14:33:31)

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Madoja, był już niejeden termin ostatecznego ukończenia remontu. Niestety byłam niekonsekwentna i dalej brnęłam w te jego wytłumaczenia. Aż zrobiły się dwa lata.

Nie wiem jak do końca wygląda kwestia unieważnienia ślubu kościelnego, ale jeśli ktoś kto ślubował miłość, posiadanie dzieci nie dąży do tego po ślubie to chyba jest to powód do unieważnienia małżeństwa?
Zresztą, już nawet mi na tym nie zależy, bo po tym wszystkim chyba nie będę już chciała brać z nikim ślubu.

Chciałabym mieć własny kąt, rodzinę. Po prostu.

Gary, jak czytam to, co napisałeś to rozumiem to dokładnie i sama czuję, że popełniłam życiowy błąd licząc, że się ułoży. Sama wpakowałam się w obecną sytuację.
I nie mogę uwierzyć, że te wszystkie decyzje podjęłam ja, osoba która uchodzi w rodzinie, wśród znajomych za rozsądną i twardo stąpającą po ziemi. No brak słów,jestem po prostu załamana.


Dodam jeszcze, że mój facet jest 9 lat starszy ode mnie więc tym bardziej powinien chcieć się ustatkować. Wcześniej był 7 lat w związku, ale tamta dziewczyna od niego odeszła. Ponoć go zdradziła, ale czasami zastanawiam się, czy to był prawdziwy powód jej odejścia...

A co do jego rodziców mam wrażenie, że nie chcą się z nim kłócić, awanturować- reaguje nerwowo na każdą sugestie. Ostatnio też nie miałam z nimi kontaktu przez pandemię. Nawet myślałam sama spotkać się z jego matka i porozmawiać, ale zastanawiam się, czy jest sens angażować w nasze przepychanki jego rodziców. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy powinni pewne sprawy rozumieć.

9

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Kleoma napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

A pan Kurski unieważnił swoje mając prawie ćwierćwieczny staż małżeński i kilkoro dzieci.
Jego nowa żona chyba też unieważniła swoje tak samo wiekowe i skonsumowane wielokrotnie czego dowodem jest potomstwo.
i pobłogosławiono ich jeszcze raz w kościele na nową drogę życia.

Ale Autorka Kurskim raczej nie jest.

Wiewióraa napisał/a:

Nie wiem jak do końca wygląda kwestia unieważnienia ślubu kościelnego, ale jeśli ktoś kto ślubował miłość, posiadanie dzieci nie dąży do tego po ślubie to chyba jest to powód do unieważnienia małżeństwa?

Musiałabyś udowodnić, że on miał takie plany już PRZED ślubem i że je przed Tobą zataił.

10 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-08-15 14:50:23)

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Wiewióraa napisał/a:

Gary, jak czytam to, co napisałeś to rozumiem to dokładnie i sama czuję, że popełniłam życiowy błąd licząc, że się ułoży. Sama wpakowałam się w obecną sytuację.
I nie mogę uwierzyć, że te wszystkie decyzje podjęłam ja, osoba która uchodzi w rodzinie, wśród znajomych za rozsądną i twardo stąpającą po ziemi. No brak słów,jestem po prostu załamana.

Brawo. Cieszę się, że to rozumiesz.

To historia.

Czas na nowe decyzje... nie radykalne... tylko musisz wybrać kierunek w którym idziesz. Idź małymi krokami, ale we właściwym kierunku, do odpowiedniego celu. Z obecnym mężem rodziny nie będzie. A Ty chcesz rodzinę.

Moja sugestia:

-- nie reanimować uporczywie trupa
-- zastanowić się nad nowym życiem
-- dowiedzieć się jakie są prawne aspekty rozstania -- kredyt, mieszkanie, ...



Rozmowa z jego matką to będzie kolejny błąd (w kategorii "reanimowania trupa").

11

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Oczywiście, że da się uniewaźnić małżeństwo....jeśli było zawarte w złej wierze i facet nie spełnia tego co ślubował.

Autorko, daj mu ostateczny termin końca remontu ....a jak nie to sprzedajecie mieszkanie. Koniec, kropka.
Bo będziesz się wozić jeszcze kilka lat

12

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Jestem podobnego zdania co przedmówcy. Nie da się angażować czy kochać za dwoje. Jeśli z tamtej strony nie ma nawet próby poprawy, to nic raczej już z tego nie będzie. Trzeba wiać póki nie macie dzieci, bo potem będzie tylko trudniej. Chyba, że chcesz czekać aż za kolejne 5 lat on pozna tę jedyną i wtedy zobaczysz jak działa facet gdy mu zależy... Powodzenia!

13

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:
Kleoma napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

A pan Kurski unieważnił swoje mając prawie ćwierćwieczny staż małżeński i kilkoro dzieci.
Jego nowa żona chyba też unieważniła swoje tak samo wiekowe i skonsumowane wielokrotnie czego dowodem jest potomstwo.
i pobłogosławiono ich jeszcze raz w kościele na nową drogę życia.

Ale Autorka Kurskim raczej nie jest.

Wiewióraa napisał/a:

Nie wiem jak do końca wygląda kwestia unieważnienia ślubu kościelnego, ale jeśli ktoś kto ślubował miłość, posiadanie dzieci nie dąży do tego po ślubie to chyba jest to powód do unieważnienia małżeństwa?

Musiałabyś udowodnić, że on miał takie plany już PRZED ślubem i że je przed Tobą zataił.

Są tu inne przesłanki do unieważnienia.
Choćby jego nerwica natręctw, uchylanie się od regularnego pożycia małżeńskiego, mieszkanie z rodzicami zamiast z małżonką gdy jest możliwość zamieszkania razem.
Może można to jakoś wykorzystać.
Znajomy dostał unieważnienie w sytuacji gdy żona nie chciała wyprowadzić się od rodziców z przechodniego pokoju mimo, że on posiadał duże mieszkanie w innej miejscowości.

14

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem.

Oj tam, oj tam. Jacek kurski unieważnił ślub kościelny z babą, z którą dorobił się wspólnie trójki dzieci.

15

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Wiewióraa napisał/a:

Witam wszystkich,

potrzebuję rady, bo sama nie jestem już w stanie ogarnąć swojej sytuacji życiowej umysłem i podjąć jakiejkolwiek decyzji.

Pięć lat temu poznałam mężczyznę, a dwa lata temu podjęliśmy decyzję o sformalizowania go- wzięliśmy ślub. Mój mąż od początku związku cierpiał na nerwicę- częste mycie rąk, obawy przed ubrudzeniem się. Przez cały ten okres trwania naszej znajomości pomagałam mu, wspierałam go, zorganizowałam mu terapię, która troszkę go postawiła na nogi. Część jego nawyków higienicznych, natręctw po prostu zaakceptowałam.

Przed ślubem zdecydowaliśmy się kupić mieszkanie i w nim zamieszkać. Ja pochodzę z dużego miasta w PL, mój mąż ze wsi. Kupując mieszkanie chciałam, abyśmy kupili je w moim rodzinnym mieście,gdzie łatwo o pracę i są dobre warunki do życia. Jednak mąż stwierdził, że szkoda pakować się w tak wielki kredyt, aby kupić mieszkanie w tym mieście. Zaproponował, że kupimy mieszkanie w miasteczku oddalonym od jego wsi o 10km (od mojego rodzinnego miasta to 60km), weźmiemy niewielki kredyt, spłacimy to mieszkania szybko, bo w 5 lat, a z czasem się wybudujemy i wtedy weźmiemy większy kredyt, a to mieszkanie wynajmiemy. Zgodziłam się, bo to brzmiało rozsądnie. Oboje przed ślubem rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy mieć dom, rodzinę, dzieci... Pomyślałam, że przez jakiś czas będę dojeżdżać te 60 km tutaj do większego miasta do pracy, a później przejdę na kilka lat na urlop macierzyński/wychowawczy, a po tym czasie otworze własną działalność w tym miasteczku, w którym mamy mieszkanie.

Kupiliśmy mieszkanie na zasadzie współwłasnosci. Mój mąż zna się na remoncie, więc stwierdził, że nie bierzemy ekipy remontowej tylko sam je wyremontuje. Jednak od dwóch lat idzie jak po grudzie. Mąż raz jeździ i remontuje żółwim tempem mieszkanie 44m2, a raz nie jeździ. Proponowałam, prosiłam abyśmy wzieli ekipę, która nam to zrobi w miesiąc, ale on nie chce o tym słyszeć. Raz się zdenerwowałam i sama zakasałam rękawy do pracy gdy go nie było i zaczęłam robić to, co mogłam i w miarę potrafiłam- uzupełniam fugi w płytkach itp. Gdy to zobaczył była karczemną awantura, że się nie znam na remoncie, a się za niego biorę. Na domu odpowiedziałam, że nie mam siły stać z założonymi rękami i patrzeć jak on raz remontuje żółwim tempem, a raz nie remontuje. Nie chcę pomocy nikogo z rodziny, nie chce ekipy remontowej...

Co kluczowe w tej całej mojej historii od dwóch lat po ślubie mieszkamy oddzielnie. Ja mieszkam dalej z rodzicami i tu w dużym mieście pracuje, a on mieszka na wsi z rodzicami. Widujemy się jedynie w weekendy, w niedzielę najczęściej.
Ten stan rzeczy mnie przeraża, bo przed ślubem tyle było planów, a teraz? Od dwóch lat stoję w zawieszeniu, nic się nie zmienia. Chciałabym założyć rodzinę, żyć z własnym mężem. Niejedna rozmowa już na ten temat była, ale nic się nie zmienia. W tygodniu czasem pojedzie po pracy remontowac, ale zanim zje obiadek u mamusi, zanim się obrócić dookoła swojej osi to przyjedzie do mieszkania o 20 i za chwilę musi jechać, bo do pracy trzeba rano wstać. W weekendy to on siedzi do późna w nocy piatek, później w sobotę wstanie koło 15 w południe pojedzie remontować o 18 i dalej ta sama sytuacja co w tygodniu, bo za chwilę zrobi się 22 cisza nocna to już nie powierci nic, a z kolei w niedzielę nie pojedzie, bo jak mi oznajmił, że to dzień odpoczynku i nie będzie ludziom wiercił nad głowami. I tak wygląda nasz remont.

Nasze relacje też oraz bardziej się psują. On jest często nerwowy i wyładowuje frustrację na mnie. Ostatnio pokłócił się z bratem i wyladował się na mnie, gdy się spotkaliśmy. Nie mówiąc już o tym, że bagatelizuje moje potrzeby, prośby. Jestem uczynną osobą, w wielu kwestiach staram się mu pomagać, a rzadko kiedy usłyszę słowo dziękuję.

Nie mam siły. Od dwóch lat w zawieszeniu. Próbowałam prośbą, groźbą coś zmienić w tym stanie rzeczy, ale mam wrażenie, że jak grochem o ścianę. Mam też poczucie, że wiecznie młoda nie będę, a chciałabym żyć, założyć rodzinę.

Nie wiem, co robić. Chciałam walczyć o to małżeństwo, ale mam wrażenie, że to jest jednostronne. Jestem tolerancyjna, wyrozumiała, ale ile można? Zaczęłam zastanawiać się nad rozwodem i unieważnieniem ślubu kościelnego. Nie łączą nas więzy ekonomiczne, nie mieszkamy razem- nie ma wspólnego gospodarstwa, nie mamy dzieci...

Jak Wy to postrzegacie? Jak byście postąpiły w takiej sytuacji?

Przepraszam za te pojedyncze błędy, które się pojawiły, ale to słownik w telefonie nieco namieszał.

No nic, popelnilas blad, jak wiele innych kobiet, teraz trzeba to odkrecic.
Podstawowy blad to zaprzedanie siebie: nie zyjesz tak jak chcesz, w domu jakim chcesz, w miejsu w ktorym chcesz, z czlowiekiem, z ktorym chcesz.
Zgodzilas sie na wszystko, nie patrzac na swoje potrzeby, mozna by powiedziec: sprzedalas sie za wizje bialego plotka i kominka z mezem u boku.
Was przeciez tez nic nie laczy, i nie mowie tego zlosliwie, ale wy nawet nie rozmawiacie jak maz i zona, w zadnej kwestii sie nie zgadzacie.
On ze wsi, ty z miasta.
Tak, twoje malzenstwo to fikcja i zamiast bawic sie w jakies koscielne rozwody, zadbaj o to, aby wyciagnac z tej historii lekcje zycia.

16

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Uciekaj i nie oglądaj się za siebie! Szkoda życia.

17

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans.

Bez problemu unieważni, tylko będzie kosztować albo pieniądze, albo czas.

A wracając do meritum, to sam tytuł wątku jest jego najtrafniejszym podsumowaniem.

18

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Pronome napisał/a:

Was przeciez tez nic nie laczy, i nie mowie tego zlosliwie, ale wy nawet nie rozmawiacie jak maz i zona, w zadnej kwestii sie nie zgadzacie.
On ze wsi, ty z miasta.
Tak, twoje malzenstwo to fikcja i zamiast bawic sie w jakies koscielne rozwody, zadbaj o to, aby wyciagnac z tej historii lekcje zycia.

Lepiej tego ująć nie można było.

Autorko, Twoje oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością. Przelicytowałaś. Przeszarżowałaś. Źle wybrałaś.
Zwał jak zwał, a efekt i tak jest taki, że jesteś w związku z facetem, z którym niewiele oprócz mieszkania Ciebie łączy, a w nim samym nie ma żadnego dążenia do tego, aby sytuację zmienić. Zatem czym prędzej zaczniesz działać w celu ukrócenia tej fikcji, tym mniej czasu stracisz.

19

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

To nie jest takie zero-jedynkowe. Bardzo ważne są relacje przed ślubem, ale brane są również kwestie życiowe zaistniałe po ślubie. To, że on coś mówił przed ślubem to wcale nie oznaczało, ze faktycznie planował to po ślubie wykonać i wdrożyć  ... Seks przedmałżeński nie ma nic do rzeczy. Jestem po unieważnieniu kościelnym, jeszcze tym na starych zasadach, w dwóch instancjach, więc piszę z własnego doświadczenia.
Myślę, że szanse na unieważnienie w tym przypadku są duże.

20 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-08-16 02:05:59)

Odp: Fikcyjne małżeństwo

zeby uniewaznic z powodu nerwicy natrectw musialaby przed slubem o tym nei wiedziec.
nie namawiam cie do rozwodu, ale mozesz sie zorientowac na czym stoisz. przejdz sie do prawnika (mieszkanie, kredyt-jednak cos was ekonomicznie laczy) i do ksiedza (czy spelniacie warunki uniewaznienia malzenstwa).
zorientowalas sie, jakie koszta bylyby przy wynajeciu ekipy? twoj maz pewnie nie widzi problemu, bo skonczy. jednak nie zauwaza, kiedy. wyglada mi na to, ze po swojej etatowej pracy jest poprostu przemeczony i dlatego tak to odwleka i odwleka, az jest zbyt pozno. w niedziele nie, bo wiadomo niedziela, ja tez w niedziele nic nie robie, ale potem od poniedzailku znowu praca i to samo.
chyba ze jest z nim cos jeszcze nie tak, nie tylko ta nerwica natrectw.

sprawdz, czy ci sie oplaca wziac te ekipe na wlasna reke. ale to moze juz po rozmowie z prawnikiem i ksiedzem.

21 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-08-16 07:48:20)

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Ewe131 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

To nie jest takie zero-jedynkowe. Bardzo ważne są relacje przed ślubem, ale brane są również kwestie życiowe zaistniałe po ślubie. To, że on coś mówił przed ślubem to wcale nie oznaczało, ze faktycznie planował to po ślubie wykonać i wdrożyć  ... Seks przedmałżeński nie ma nic do rzeczy. Jestem po unieważnieniu kościelnym, jeszcze tym na starych zasadach, w dwóch instancjach, więc piszę z własnego doświadczenia.
Myślę, że szanse na unieważnienie w tym przypadku są duże.

Tak, tylko musisz udowodnic, ze sakrament zostal zawarty niewaznie. Czyli on albo ktos inny musialby wykazac, ze on nie planowal wspolnie zamieszkac po slubie itd itp. Nie myslalam o seksie przedmalzenskim w tym kontekscie, a o seksie po slubie, bo brak konsumpcji malzenstwa to wlasciwie najprostsza droga stwierdzenia niewaznosci.

Tu nawet nerwica nie jest powodem do stwierdzenia niewaznosci, bo przeciez on jej nie ukrywal.
Stwierdzenie niewaznosci to udowodnienie, ze w momencie slubu zaszly okolicznosci, ktore sprawily, ze bym on zawarty niewaznie. I juz kij tam jak to Kurski ogarnal czy ktokolwiek inny. Ja tego tutaj nie widze. Widze duzo rzeczy, ktore wydarzyly sie juz po slubie, a to co jest po, nie jest powodem do tego, zeby sakrament byl niewazny. No chyba, ze Autorka tematu ma swiadkow, ktorzy powiedza, ze on nie planowal tak naprawde tworzyc wspolnoty malzenskiej. Albo on jej pojdzie na reke i sam to powie.

Ja generalnie przed rozwodem sprobowalabym facetem jednak troche wstrzasnac, zamieszkac razem, wynajac cos i zobaczyc. Chociaz jezeli Autorka nie ma sily, to nie wiem czy to ma sens.

22

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:
Ewe131 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie unieważni kościelnego.
Jeżeli uprawiali seks to nie unieważni. Nie ma szans. Stwierdzenie nieważności jest na podstawie tego, co było PRZED ślubem. Jeżeli przed ślubem były plany mieszkania, kupili mieszkanie, on zaczął remont, to tak naprawdę nie ma podstaw to stwierdzenia, że on nie chciał razem mieszkać.

To nie jest takie zero-jedynkowe. Bardzo ważne są relacje przed ślubem, ale brane są również kwestie życiowe zaistniałe po ślubie. To, że on coś mówił przed ślubem to wcale nie oznaczało, ze faktycznie planował to po ślubie wykonać i wdrożyć  ... Seks przedmałżeński nie ma nic do rzeczy. Jestem po unieważnieniu kościelnym, jeszcze tym na starych zasadach, w dwóch instancjach, więc piszę z własnego doświadczenia.
Myślę, że szanse na unieważnienie w tym przypadku są duże.

Tak, tylko musisz udowodnic, ze sakrament zostal zawarty niewaznie. Czyli on albo ktos inny musialby wykazac, ze on nie planowal wspolnie zamieszkac po slubie itd itp. Nie myslalam o seksie przedmalzenskim w tym kontekscie, a o seksie po slubie, bo brak konsumpcji malzenstwa to wlasciwie najprostsza droga stwierdzenia niewaznosci.

Tu nawet nerwica nie jest powodem do stwierdzenia niewaznosci, bo przeciez on jej nie ukrywal.
Stwierdzenie niewaznosci to udowodnienie, ze w momencie slubu zaszly okolicznosci, ktore sprawily, ze bym on zawarty niewaznie. I juz kij tam jak to Kurski ogarnal czy ktokolwiek inny. Ja tego tutaj nie widze. Widze duzo rzeczy, ktore wydarzyly sie juz po slubie, a to co jest po, nie jest powodem do tego, zeby sakrament byl niewazny. No chyba, ze Autorka tematu ma swiadkow, ktorzy powiedza, ze on nie planowal tak naprawde tworzyc wspolnoty malzenskiej. Albo on jej pojdzie na reke i sam to powie.

Ja generalnie przed rozwodem sprobowalabym facetem jednak troche wstrzasnac, zamieszkac razem, wynajac cos i zobaczyc. Chociaz jezeli Autorka nie ma sily, to nie wiem czy to ma sens.

Wiem, jak wygląda unieważnienie małżeństwa, mój proces trwał aż 4,5 roku i dlatego piszę, że to wszystko nie jest takie zero-jedynkowe. To mnóstwo przesłuchań świadków z obu stron, przesłuchania małżonków, wizyta/ rozmowa u psychologa itd. My tu widzimy na pewno tylko wycinek sytuacji, o czym pisze Autorka, a żeby wystąpić o unieważnienie trzeba "rozkopać" całe swoje narzeczeńskie i potem małżeńskie życie i mieć na to dowody, świadków itd.

23

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Czasami narzeczeni nie podają/ zatajają w wywiadzie przedmałżeńskim w kościele, ze jedno z nich choruje na chorobę psychiczną mimo, ze obydwoje o tym wiedzą.
Córka mojej znajomej wiedziała, że jej narzeczony leczy się psychiatrycznie lecz nakazała mu aby o tym nawet nie wspominał bo nie dostaną ślubu.
Była zakochana, bardzo młoda a do tego wydawało się jej, że poradzą sobie z chorobą, nie będzie to uciążliwe.
Sytuacja ją przerosła, on po ślubie przestał brać leki bo według niego te leki wpływają źle na jego potencję, erekcję, odczuwanie przyjemności w seksie.
Ponieważ nie bierze leków stał się agresywny, upierdliwy, ma omamy, robi różne dziwne rzeczy.
Nie da się namówić na leczenie.
Jej życie stało się koszmarem.
Rozwód cywilny już jest, unieważnienie kościelnego w trakcie, zbiera dowody.
Prawnik kanoniczny twierdzi, że nie będzie problemów z unieważnieniem gdyż prawda została zatajona przed ślubem.

24

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Wiewióra nie gdybaj co do możliwości unieważnienia małżeństwa bo jest wiele powodów do jego unieważnienia.
Jeżeli chcesz to możesz poszukać w internecie kancelarii prawnych, które zajmują sie tym tematem.
Po wstępnej rozmowie mogą już rozeznać, czy jest przesłanka.

Niezdolność natury psychicznej jest jedną z przesłanek procesowych, która umożliwia uzyskanie orzeczenia o nieważności małżeństwa.

Kan. 1095 p. 3. KPK  określa: nieprawidłowości w postępowaniu pozwanego, czego przedmiotem był problem prawny polegający na niemożności lub niezdolności emocjonalnej w zbudowaniu autentycznej wspólnoty życia małżeńskiego – dotyczy braku pogłębiania relacji uczuciowych wobec strony z powodu natury psychicznej lub braku chęci w wypełnianiu wspólnych obowiązków, związanych z zawarciem sakramentu małżeństwa .

25

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Dziękuję za wszystkie Wasze wskazówki i rady- trochę dało mi to do myślenia. Przede wszystkim otworzyło oczy na tę całą sytuację i na to, że muszę walczyć o siebie i o swoje życie póki nie jest za późno.

Postawiłam mu warunek, że albo do końca sierpnia się zepnie i dokończy remont (instalacja elektryczna- przeniesienie kabli na ścianie oraz kilku kontaktów w inne miejsce, fugowanie gresu na podłodze w salonie i w przedpokoju, oraz malowanie ścian) i się wprowadzimy, a w międzyczasie skompletujemy meble. Albo ja odchodzę. Oczywiście usłyszałam ogrom argumentów za tym, aby się nie wprowadzać, bo nie ma mebli, bo jak tak bez mebli będziemy żyć... Na co odparowałam, że szuka powodów, aby tam ze mną nie zamieszkać i albo się wprowadzi ze mną wraz z końcem sierpnia, albo ja odpuszczam. Przedstawiłam rozwiązanie, że część mebli zamówię już teraz, więc dojdą za ok. 2 tygodnie akurat na koniec sierpnia, a na te z aneksu kuchennego trzeba będzie dłużej poczekać, więc nie będziemy mieć możliwości przygotowywania obiadów, ale ostatecznie przez jakieś 2 tygodnie max tydzień ja mogę jeść po pracy na mieście obiady, a on po pracy jadać do naszego mieszkania może jeść je u mamy, tak jak zresztą teraz, a później będzie normalnie przyjeżdżał do mieszkania, abyśmy byli razem- mamy mikrofalówkę, więc coś na ciepło na kolację zawsze da radę zjeść. A w przeciągu miesiąca wraz z meblami pojawi się reszta sprzętów.
Oczywiście znów usłyszałam miliony powodów, żeby jeszcze się nie wprowadzać... Jednak on chyba czuje, że to moje ostatnie słowo. Nie mam zamiaru żyć jego obietnicami od miesiąca do miesiąca. Następnym krokiem, jeśli przystanie na moje warunki to zobaczę, jak będą wyglądały te nasze dni, miesiące wspólnego mieszkania- albo się polepszy, bo stres związany z przeprowadzką i remontem z niego zejdzie, albo się pogorszy- jeśli tak będzie to utwierdzę się w przekonaniu, że trzeba wiać póki czas i sił w nogach. Jednak chcę dać temu małżeństwu jeszcze jedną, ostatnią szansę.
Dla mnie małżeństwo jest bardzo ważne i to, co mu ślubowałam, lecz jeśli ma to być jednostronne to nie mam zamiaru brać udziału w tym cyrku. Jednak chcę mieć poczucie, że zrobiłam wszystko.

Oczywiście zamierzam się zabezpieczyć i zorientować się jak prawnie wyglądają aspekty rozwodu i unieważnienia małżeństwa.

Kleoma, powiem Ci, że w wywiadzie przedmałżeńskim my również nie wpisaliśmy choroby męża, więc jest to jakiś punkt zaczepienia.
Ponadto można byłoby się podeprzeć tym, co napisała Dorota.


Zobaczymy jak sytuacja rozegra się z końcem sierpnia, ale jeśli myśli, że to kolejny termin i będzie następny to jest w wielkim błędzie, bo ja już nie mam sił na czekanie.

26

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Wiewióraa napisał/a:

Kleoma, powiem Ci, że w wywiadzie przedmałżeńskim my również nie wpisaliśmy choroby męża, więc jest to jakiś punkt zaczepienia.

Przed Toba nie zatail wink a liczy sie to czy zatail przed Toba czy nie, a nie czy podaliscie w Kosciele. Nas przy protokole zapytali tylko czy jest cos, o czym druga strona nie wie. Nie pytali o konkretne rzeczy.

27

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Lady Loka napisał/a:
Wiewióraa napisał/a:

Kleoma, powiem Ci, że w wywiadzie przedmałżeńskim my również nie wpisaliśmy choroby męża, więc jest to jakiś punkt zaczepienia.

Przed Toba nie zatail wink a liczy sie to czy zatail przed Toba czy nie, a nie czy podaliscie w Kosciele. Nas przy protokole zapytali tylko czy jest cos, o czym druga strona nie wie. Nie pytali o konkretne rzeczy.

Ale może  gdyby nie zataili choroby psychicznej to małżeństwo nie zostałoby zawarte, nie udzielono by zgody na nie.
Jest jeszcze taka furtka. Kanon 1095 Kodeksu Prawa Kanonicznego.

28

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Naprawdę wiele małżeństw krótko po przeprowadzce z wynajmowanego na „swoje” mieszka bez kuchni, kompletu mebli, itd. Wszystko da się w międzyczasie zamawiać i meblować, byleby być razem. Można kupić jednopalnikową kuchenkę elektryczną, spokojnie obiad jednogarnkowy da się ugotować. Przecież to wszystko jest sytuacja przejściową. Trudno zrozumieć wymówki, że czegoś się nie da...

29

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Ewe131, ja to wiem Ty to wiesz i inni też to wiedzą, dlatego nie rozumiem zupełnie tych wymówek, bo wygląda to tak jakby nie chciał ze mną zamieszkać. I nie wiem, co jest tego przyczyną- lęki, brak uczucia, strach przed życiem małżeńskim, inna kobietą? Ale przy tej ostatniej opcji zorientowała bym się- jakieś telefony, gdy jesteśmy razem. No jakiś sygnał by był. Dlatego chcę też przez najbliższe dni bez zapowiadania się wpaść do naszego mieszkania. Raczej go o to nie podejrzewam, ale jak widać w życiu różne rzeczy się dzieją. Chcę mieć jasność, że przyczyną jego postępowania nie jest zdrada.

30 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-08-16 15:25:14)

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Bardzo dobrze postawiłaś sprawę Autorko, jak mąż się nie "ogarnie", to będziesz wiedziała na czym stoisz.
Co do unieważnienia ś.koscielnego, uważam, że jak ktoś chce i weźmie dobrego prawnika od prawa kanonicznego to zalatwi zawsze,
to tylko kwestia tylko moralności i pieniędzy. Smutne to jest, ale tak jest i znam wiele takich przypadków, tak samo jak osób uczciwych i wierzacych a zdradzonych, ktore nie mogą do sakramentów przystępować i cierpią.
ale Ty wydajesz się być wartościową i wrażliwa osobą, która chce małżeństwo ratować. Mam nadzieję, ze maz sie ogarnie i określi, a jeśli nie, to, ze znajdziesz siłę, aby myśleć o sobie i być szczęśliwą.
Trzymam kciuki

31 Ostatnio edytowany przez madoja (2021-08-16 16:18:19)

Odp: Fikcyjne małżeństwo

Moja koleżanka przez parę miesięcy po wprowadzce do mieszkania (z mężem) używała kartonu jako stołu smile a siedzieli na jakichś składanych wędkarskich krzesełkach. Jak robili parapetówkę, to kazdy z gości miał wziąć sobie krzesło big_smile A i tak byli mega szczęsliwi, ona do dzisiaj wspomina to z nostalgią. Byli zakochani w sobie bardzo i pierdoły jak brak mebli nie przeszkadzały im. Swoją drogą, dzis są bardzo bogaci, mają ogromny dom świetnie wyposazony - czyli można dorabiac się bedąc razem, a zaczynając od niczego.

A co do Twojego ultimatum - musisz dotrzymać słowa. Czy naprawdę jesteś gotowa na rozwód? Czy to nie była jedna z kolejnych Twoich pogróżek?

32 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-08-16 16:54:35)

Odp: Fikcyjne małżeństwo
Wiewióraa napisał/a:

Dziękuję za wszystkie Wasze wskazówki i rady- trochę dało mi to do myślenia. Przede wszystkim otworzyło oczy na tę całą sytuację i na to, że muszę walczyć o siebie i o swoje życie póki nie jest za późno.

Postawiłam mu warunek, że albo do końca sierpnia się zepnie i dokończy remont (instalacja elektryczna- przeniesienie kabli na ścianie oraz kilku kontaktów w inne miejsce, fugowanie gresu na podłodze w salonie i w przedpokoju, oraz malowanie ścian) i się wprowadzimy, a w międzyczasie skompletujemy meble. Albo ja odchodzę. Oczywiście usłyszałam ogrom argumentów za tym, aby się nie wprowadzać, bo nie ma mebli, bo jak tak bez mebli będziemy żyć... Na co odparowałam, że szuka powodów, aby tam ze mną nie zamieszkać i albo się wprowadzi ze mną wraz z końcem sierpnia, albo ja odpuszczam. Przedstawiłam rozwiązanie, że część mebli zamówię już teraz, więc dojdą za ok. 2 tygodnie akurat na koniec sierpnia, a na te z aneksu kuchennego trzeba będzie dłużej poczekać, więc nie będziemy mieć możliwości przygotowywania obiadów, ale ostatecznie przez jakieś 2 tygodnie max tydzień ja mogę jeść po pracy na mieście obiady, a on po pracy jadać do naszego mieszkania może jeść je u mamy, tak jak zresztą teraz, a później będzie normalnie przyjeżdżał do mieszkania, abyśmy byli razem- mamy mikrofalówkę, więc coś na ciepło na kolację zawsze da radę zjeść. A w przeciągu miesiąca wraz z meblami pojawi się reszta sprzętów.
Oczywiście znów usłyszałam miliony powodów, żeby jeszcze się nie wprowadzać... Jednak on chyba czuje, że to moje ostatnie słowo. Nie mam zamiaru żyć jego obietnicami od miesiąca do miesiąca. Następnym krokiem, jeśli przystanie na moje warunki to zobaczę, jak będą wyglądały te nasze dni, miesiące wspólnego mieszkania- albo się polepszy, bo stres związany z przeprowadzką i remontem z niego zejdzie, albo się pogorszy- jeśli tak będzie to utwierdzę się w przekonaniu, że trzeba wiać póki czas i sił w nogach. Jednak chcę dać temu małżeństwu jeszcze jedną, ostatnią szansę.
Dla mnie małżeństwo jest bardzo ważne i to, co mu ślubowałam, lecz jeśli ma to być jednostronne to nie mam zamiaru brać udziału w tym cyrku. Jednak chcę mieć poczucie, że zrobiłam wszystko.

Oczywiście zamierzam się zabezpieczyć i zorientować się jak prawnie wyglądają aspekty rozwodu i unieważnienia małżeństwa.

Kleoma, powiem Ci, że w wywiadzie przedmałżeńskim my również nie wpisaliśmy choroby męża, więc jest to jakiś punkt zaczepienia.
Ponadto można byłoby się podeprzeć tym, co napisała Dorota.


Zobaczymy jak sytuacja rozegra się z końcem sierpnia, ale jeśli myśli, że to kolejny termin i będzie następny to jest w wielkim błędzie, bo ja już nie mam sił na czekanie.

No dziewczyno, zagralas va banque, wiec jak rozumiem, za 2 tygodnie liczysz sie z tym, ze to koniec (tak ku uswiadomieniu ci smile)?

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Fikcyjne małżeństwo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026