Cześć.
Jestem w związku od prawie czterech lat. Mieliśmy trudne początki, ale udało nam się dojść do wspólnego porozumienia w wielu kwestiach. Każdy z nas ma wady-wiadomo, ale lekcja życia nauczyła mnie, że jeśli jest szacunek i zaufanie, to nad resztą można pracować.
Od początku związku jasko określiliśmy sobie kwestię ślubu i dzieci. Oboje jesteśmy na tak. Mój chłopak jest mało wylewny. Nie komplementuje mnie "słownie"(jak dobrze wyglądam, to po prostu się na mnie rzuca - haha), nie mówi, że kocha, a jeśli przyjdzie mu ochota na czułości to trzeba korzystać (śmiech).
Od jakiegoś czasu intensywniej myślę o zaręczynach. Dokładnie, od naszych ostatnich wakacji w czerwcu tego roku. Był taki moment, kiedy pomimo wewnętrznego głosu, że przecież wiem, że mój facet raczej nie czuje blues 'a (chyba) na tą chwilę w kwestii oświadczyn, to poczułam, że może jednak... Piękna sceneria, malowniczy widok z małej knajpki, do której poszliśmy na późny obiad... on jakiś taki nieswój... no czekałam! Ale nic z tego... To jedynie mi uświadomiło, że pragnę tego najbardziej na świecie... założenia rodziny...
Mieszkamy razem 1,5 roku, kupił mieszkanie, myśli o kupnie większego, bo tamto to kawalerka i nam coraz ciaśniej... Ale to typ dorobkiewicza, więc zastanawiam się czy to dla niego nie jest tylko "biznes". Oboje mamy bardzo dobrze płatną pracę... moi rodzice zresztą sami kiedyś powiedzieli, że oni zapłacą nam za ślub... więc tak naprawdę odpada tutaj ewentualny aspekt finansowy.
Jestem ciekawa jak to wygląda z punktu widzenia faceta? Czy jest odpowiedni czas na oświadczyny, a jeśli nie, to oznacza, że facet nie myśli wcale poważnie?
a nie mozesz mu po prostu powiedziec?
Regulamin forum mówi wyraźnie, że jeden związek to jeden wątek.
Ty masz już temat poświęcony tej relacji, który dzisiaj sama odświeżyłaś - https://www.netkobiety.pl/t123135.html
Zapoznaj się ponownie z naszymi zasadami i stosuj się do nich proszę.
Moderator IsaBella77