Wielokropek napisał/a:Uświadom sobie, że nie jesteś domową terapeutką K.. Wobec tego porzuć myśl, że dzięki Tobie zmieni swe myślenie o sobie. Dla osoby, która kiepsko myśli o sobie wszelkie teksty zaprzeczające jego opinii są diabla warte, bo automatycznie odrzucane. On tak, nie inaczej siebie widzi i wszelkie przekonywania są niedorzeczne
Mam tę świadomość, ale trudno mi się z tym pogodzić. Skoro ja przeszłam bolesną drogę do lepszego rozumienia siebie, to chciałabym mu natychmiast pomóc, żeby nie męczył się tak jak ja. I bolesne jest to, że właśnie nie mogę. Mam tendencję do bycia ratowniczką, co jest we mnie mocno zakorzenione.
Wielokropek napisał/a:Kiedyś miałaś zerowe poczucie wartości. Pamiętasz jak reagowałaś na opinie sprzeczne z Twoimi? Byłaś zachwycona? Przyjmowałaś je z wdzięcznością? Pod ich wpływem zmieniłaś swój punkt widzenia? Dlaczego więc upierałaś się, że K. będzie reagował inaczej od Ciebie?
Teraz zaś zmieniłaś taktykę a on z deszczu wpadł pod rynnę.
Rozumiem, że chcesz dobrze, że przeżywasz trudne emocje, ale do oglądania siebie w krzywym zwierciadle potrzeba olbrzymiego dystansu.
Wiem, że teraz po prostu się na nim wyżywam, bo on nie chce i na ten moment nie potrzebuje mojej pomocy. Wstyd mi za to, jak czasem go traktuję.
Wielokropek napisał/a:Moja rada?
Traktuj K. jak... człowieka. Przypomnij sobie, co było dla Ciebie ważne, gdy sama kiepsko myślałaś o sobie. Czego wtedy potrzebowałaś od bliskich Ci osób. Na pewno zaprzeczania? Na pewno potakiwania?
Dziękuję.
Wielokropek napisał/a:(...)Oooo!
Tobie jest trudno uwierzyć w jego opinię, ale on ma Twoją przyjąć potulnie. Oprzytomnij
Tu akurat miałam na myśli, że trudno uwierzyć mi w słowa Eli.
Wielokropek napisał/a:I jeszcze jedno.
Opinia to czyjeś zdanie na jakiś temat, nie zaś prawda objawiona.
Tak, z rozróżnieniem tego miewam problemy.
Ela210 napisał/a: A prawda jest taka, o ile ja dobrze zrozumiałam, że autorkę postawa partnera drażni. I to powinna mu powiedzieć zamiast to pocieszać czy potwierdzać to co mówi o sobie.
Bardzo mnie drażni. Na przykład sytuacja z dzisiejszego poranka: patrzę na partnera, podziwiam go sobie (bo go kocham, bo mi się podoba). I nagle słyszę pytanie: "czy wyglądam jak menel? Bo nie ogoliłem się". Wtedy opadają mi ręce. Odwróciłam się tyłem i nie miałam ochoty w ogóle rozmawiać. I to też nie wygląda tak, że cierpię w milczeniu. Mówię od jakiegoś czasu, że jego słowa sprawiają mi ból i jakby on się z tym czuł, gdybym twierdziła, że wyglądam jak, dajmy na to, szmata, lump? Byłbyś w szoku? Byłoby ci przykro? No tak, on przeprasza. Postara się panować nad słowami. Tylko to tak głęboko w nim siedzi, że to nie jest takie proste.
Wielokropek napisał/a:To, że ktoś myśli o mnie lepiej niż ja sama o sobie, nie znaczy, że swe zdanie zmienię. Do tego potrzeba sporo pracy nad sobą, konfrontacji z uczuciami, które powstały na skutek różnych trudnych doświadczeń.
To trudno mi zaakceptować. Jak pisałam wyżej, chciałabym komuś oszczędzić tego wysiłku, który ja włożyłam w zrozumienie siebie i jaką drogę przeszłam. Ale może po prostu się nie da.
Ela210 napisał/a: Mój EX mąż był DDD przez potezne D smile
Od pewnego momentu nie dzieliła się z nim już swoimi emocjami, bo w błędnym mniemaniu trzeba było chronić związek przed wstrząsami.
Mam to przemyślane Wielokropek i więcej w żadnej bliższej relacji takiego błędu nie popelnię.
Dziele się moją filozofią jak moim zdaniem powinna postąpić autorka, ale nie gwarantuje jej to oczywiście sukcesu, bo ten Pan ma swoją drogę do przebycia i nie wiadomo czy będzie nią szedł. Tu się zgadzamy, że On może swojego zdania nie zmienić: od autorki wie od dawna że ona to docenia, ale chyba nie wie, jak bardzo on ja denerwuje.
Bo autorka z etapu jesteś wartościowy przeszła do etapu : potwierdzam że jesteś do dupy.. co nie jest chyba jej zdaniem.
Mówię mu już wprost jak ranią mnie te słowa i wiem jak mu musi być ciężko. I oczywiście nie myślę tak o nim. Tylko będąc wściekła, że docenianie i negowanie nie pomaga zaczynam z bezsilności atakować. Co oczywiście przynosi tylko chwilową ulgę, bo później zostaje wstyd i wyrzuty sumienia.
Onaja12345 napisał/a: A może zacznij to komplementować i doceniać to co robi. Niby banał a jednak działa. Pozmywał naczynia, odkurzył- uśmiechnij się, podziękuj za to, powiedz że na niego zawsze możesz liczyć. Mężczyźni lubią gdy zauważa się to co robią, gdy się ich podziwia. A takie komplementy bardzo poprawiają relacje w związku - wiem z własnego doświadczenia.
Chwalę go zawsze, jeśli uważam, że na to zasługuje. A zasługuje bardzo często, bo jest pomocny, empatyczny, myśli o mnie, nigdy o nic nie proszę go dwa razy. On o tym wie, że go doceniam, ale to w żaden sposób nie wpływa na to jak sam siebie postrzega. Niestety.
Britan napisał/a:Mi się wydaje, że K. nie ma życia oprócz autorki tematu. Żyje nią, wysysa z niej energię. Jest od jest zależny.
To same toksyczne cechy i toksyczna relacja.
@Sepmeris
Co on w życiu robi? Ma jakieś hobby? Wiedzę którą się może pochwalić, pracę którą lubi?
To są bardzo mocne słowa i nie mogę się z nimi zgodzić. Mój partner nie jest bluszczem, wspiera mnie jak tylko potrafi, nie czuję żeby na mnie żerował. Ma pracę (myślę że ją lubi, chociaż są dni, kiedy mu się nie chce do niej iść), ma hobby, ma znajomych. Nie spędzamy ze sobą 24h na dobę, każdy potrafi zająć się sobą, nie ma problemu. Myślę, że osoby z zewnątrz nigdy nie pomyślałyby, że może mieć problemy z samooceną.
MagdaLena1111 napisał/a:Wiem o co Tobie chodzi Ela, ale tak może, nie musi się stać, że jej partner wraz z wzrastającą samoocena uzna, ze zasługuje na kogoś lepszego niż autorka.
Przykładem jest ona sama, bo wraz z postępującą budową lepszego czy tez bardziej adekwatnego obrazu siebie nie uznała, że zasługuje na kogoś lepszego, lecz dostrzega w nim zalety, które czynią z niego kogoś wartościowego dla niej.
Dokładnie, myślę, że mój partner nie jest taką osobą. Ufam mu i wierzę, że nagle się ode mnie nie odwróci.
MagdaLena1111 napisał/a:Sepmeris, mnie się wydaje, że dobrą metodą, która może komuś z niską samooceną i kompleksami troszeczkę pomóc jest np, pokazywanie jej, że to, co o sobie twierdzi nie jest zgodne z prawdą, czyli kwestionowanie jego mniemania o sobie, ale nie na zasadzie niczym podpartego zaprzeczania, lecz pokazywanie faktu, który temu przeczy.
Można też zwalczać kompleksy takimi prostymi sposobami, jak poprawa samopoczucia i np. pomocne tu są choćby regularny sen i uprawianie sportu, bo to w naturalny sposób podnosi poziom serotoniny (neuroprzekaźnik, który odpowiada za lepsze samopoczucie). Z czasem to „techniczne” podejście potrafi doprowadzić do bardziej przyjaznego poglądu na siebie.
Spróbuje tej "technicznej" metody, tym bardziej, że raczej unikam sportu, a obojgu by nam to dało korzyści. Dziękuję za radę
Dziś przejechaliśmy 36km na rowerze, co uważam za wyczyn 
Ein napisał/a:Teraz on jest "zerem" a które wie czy za jakiś czas to Ty nie będziesz tą winną, bo go nie wspierałaś czy co tam nie wymyśli...
Zanajomi potrafią pociągnąć za sobą na dno. Partner tym bardziej.
Z tym też nie mogę się zgodzić, to nie jest typ parszywca. Widzę że chce lepiej, chce się hamować i poprawić, ale robi to dla mnie. A ja bym chciała, żeby robił to dla siebie.
paslawek napisał/a:Co takiego złego uczynił w życiu Twój partner Autorko ? na przykład "spompował kota sąsiadowi " czy coś podobnego. Co takiego złego uczynił w życiu Twój partner Autorko ? na przykład "spompował kota sąsiadowi " czy coś podobnego.
Problemem u niego może być to że on uwielbia siebie nie lubić .takie nakręcanie się i gadanie wyłącznie o sobie źle
ma jak być może się domyślasz jeden cel ,żeby się po nim niczego pozytywnego nie spodziewać i nie liczyć na niego,
zabezpiecza się w ten sposób manipulując,ciepły grajdołek sobie mości przy Tobie żeby unikać błędów i nie ponosić konsekwencji,większość dramatów przypuszczam dzieje się w jego głowie i fantazjach .Programuje się na klęski i porażki bo prawdopodobnie przystosował się do takiego życia i myślenia ,do czegoś mu to potrzebne bywa i ma z tego jakiś pokrętny pożytek przynosi mu to korzyści.
Nie wiem co to znaczy "spompował"
(pobił?), ale nic takiego nie ma na sumieniu. Szczerze uważam go za dobrego i wrażliwego człowieka.
paslawek napisał/a:Zaprzecza komplementom ponieważ burzy mu to jego obraz.Z drugiej strony podejrzewam że trochę jednak zna swoje mocniejsze dobre strony - dlatego pewnie bywa cyniczny i w ambiwalencji konflikcie wewnętrznym głęboko ukrytym jest ze sobą.
Nie może znieść komplementów, od razu się krzywi. Nie wiem czy wierzy w jakieś swoje mocne strony, może we własną inteligencję.
paslawek napisał/a:Podobnie uważam że zabawa w jego osobistą terapeutką to ślepa uliczka jest dla Ciebie ponieważ zdajesz już sobie chyba sprawę z tego że jesteś bezradna wobec jego zamknięcia się na Twój wpływ.Opinie innych mogą być pomocne ,ale dobrze być samodzielnym i niezależnym w samoocenie,ta dobrze moim zdaniem jeżeli wykształci się maksymalnie do trzydziestki ,razem z poczuciem wartości i jego systemem, po trzydziestce rozwój neurotyzmu jest pewny jak w banku, to jest moja nienaukowa obserwacja mężczyzn a coraz częściej kobiety popadają w ten stan.
Nie prędko Ciebie porzuci chyba że mu się znudzisz ,przydajesz mu się na razie do walki ale do czasu jak przestaniesz zmieniając go i naprawiając go, dostarczać mu pewnych emocji ,a dostępu do jego systemu tak naprawdę nie masz i mieć nie będziesz.
Postaram się panować nad sobą, nie zmieniać go na siłę odpuścić mu, tak jak radzi Wielokropek. Będzie to dla mnie trudne, tak jest jest trudne obserwowanie mojego rodzeństwa w toksycznych kontaktach z moimi rodzicami. Wszystkim chciałabym natychmiast pomóc i wykańczam się tym, bo nikt takiej pomocy ode mnie nie oczekuje i nie chce jej przyjąć. Czuję się jak pajac, którego nikt nie może zrozumieć. Terapeuta zapytał, czy chciałabym wrócić do tego miejsca, gdzie byłam wcześniej i taplałam się w swoim bagienku. Nie chcę, ale teraz z większym rozumieniem czuję duże poczucie osamotnienia.