Witam wszystkich
,
Pytam na temat kryzysów w związku jak sobie z nimi radziliscie i jak one przebiegały.
Wiadomo nic nie zostaje po tej zwanej chemii gdzie nic się nie zauważa czy (nie chce) tego widzieć. Jest szaleństwo i magia, kiedy ona opada i powstają różnego rodzaju problemy o pierdoly, o co się kochalo, a jednak już się je widzi i zauważa?
O pretensje o wszystko i o nic... że babka nie jest dziadkiem itp
Pytam bo nie ogarniam... tego co się dzieje.
Raz jest super,A potem znow chłód.
Jestem w związku ponad 3 lata i od roku coś się dzieje wiadomo, ten cały COVID dla się też we znaki każdemu. Nie wiem co myśleć, już jesteśmy na drodze raczej rozstania ale mamy dac sobie czas to ile czasu? jeśli się zmienia jak w kalejdoskopie... ja już nie mam sił.