Czekać czy nie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 58 z 94 ]

Temat: Czekać czy nie

Witajcie. Skrótowo napiszę moja historie i proszę o poradę.

11 lat znajomości, 6 małżeństwa. Dwójka dzieci - 3 i 5 lat. Nadużywałem alkoholu, nie byłem agresywny, arogancki, kłótliwy. Lubiłem wypić piwo. Wiem, że to zaburzało moje emocje. W małżeństwie to ja byłem tym sprzątającym, gotującym. Dziećmi zajmowaliśmy się po równo. Żona trochę wybuchowa, ja byłem tym wentylem bezpieczeństwa. Pracowałem o różnych porach dnia. Czasem rano, czasem popołudniami czy wieczorami. Działalność gospodarcza. Dla żony, zrezygnowałem z tego prawie 3 lata temu, bym miał więcej czasu dla rodziny. Poszedłem na etat, dostałem w sumie fajne zarobki jak na kogoś zielonego akurat w tej branży. Wtedy żona uwierzyła w siebie. Też zmieniła pracę, szybko dostała awans. Zaczęła zarabiać duzo więcej odemnie, a dodatkowo drugą wypłatę zarabiają dodatkowo pracując popołudniami online. Więcej czasu spędzałem z dziećmi, oddaliliśmy się od siebie. Byłem bardziej ojcem niż mężem. Żonie coraz bardziej zaczął przeszkadzać alkohol, ale ja już miałem problem by samemu to dostrzec. Żona też mi to ułatwiała, gwarantowała mi komfort picia.

Nawiązała przyjacielska relacje opierającą się na wiadomościach sms z podwładnym z pracy. Gdy powiedziałem, że nie życzę sobie tej znajomości to kontakt na jakiś rok się urwał. Po wakacjach, osiągnąłem swoje dno jeśli chodzi o alkohol. Nie wiedząc i nie myśląc co się stało, powiedziałem żonie ze widzę iż jest nieszczęśliwa, ja się nie potrafię zmienić, więc najlepiej by było gdybyśmy się rozstali. Był płacz z obu stron itd. Podjęliśmy decyzję, że walczymy. Odstawiłem alkohol całkowicie. Umówiłem nas na terapię małżeńska. Żona stwierdziła że chyba mnie nie kocha. 3 tygodnie było super. Wyjazdy na weekend, wspólne spędzanie czasu, ja poczułem stare motyle w brzuchu. Jednak ze strony żony nie było 100 procent starań. Na 3 wizytę z terapeuta żona poszła sama. Okazało się że już wie, że nie kocha, że już jest za późno itd. Mówiła że jestem jej najlepszym przyjacielem Stwierdziła że mam się wyprowadzić, że musimy odpocząć od tego wszystkiego. Przeczuwałem zło, ale zgodzilem się. Dla mnie to było na jakiś czas, dla żony na zawsze.

Zająłem się Sobą. Terapia alko, zdrowy tryb życia, nauka siebie, lektury i ogólnie dostałem takiej jasności umysłu. Żona z każdym dniem była coraz bardziej zimna.

Okazało się, że tydzień po mojej wyprowadzce, kolega z pracy wyznał jej miłość. Zaczęli się spotykać. Teraz jest obojętna dla mnie a nieraz wręcz emanuje złością. Po 3 miesiącach od wyprowadzki (też seksu itd) dostałem pozew rozwodowy. Przyczyna nadużywanie alko.

Jeśli chodzi o dzieci to według zony, przyjaciół, rodziny, jestem świetnym ojcem. Żona to nawet po części wyraziła w pozwie. Zostaje pełna władza rodzicielska na wzgląd że pozwanego łączy równie silna więź emocjonalna z małoletnimi jak z powódka.

Po wyprowadzce o ile to możliwe, moje relacje z dziećmi jeszcze bardziej się Poprawiły. Stałem się pewny siebie, mam przede wszystkim trzeźwy umysł, uczę się na nowo komunikacji, swoich emocji tak i wróciłem do swojej wiary. Wróciły do mnie wszystkie wartości, teraz są uporządkowane w poprawnej kolejności. Przy byciu z dziećmi poświęcam im się w 100 procentach. Wszyscy widzą we mnie pozytywne zmiany tylko nie moja żona.

Nie proszę o poradę, co z rozwodem itd bo tutaj mam podjęta decyzję.

Najważniejsze to wiem, że kocham żonę, kocham dzieciaczki moje. Powiedziałem wielokrotnie żonie, że zawsze będę walczył o nasza rodzinę. Chciałbym by sobie dala na spokojnie czas i obserwowała mnie, spróbowała zaufać.

Pytam czy związek z tym mężczyzną może się udać? Wypiszę trochę faktów i moich spostrzeżeń.
Co do kolegi z pracy. Jest podwładnym. Kawaler. Poprzedni związek ze starsza kobieta z dwójką dzieci. Jest w moim wieku po 30. Nie jest w subiektywnej opinii kilku osób z mojego otoczenia jakoś przystojny. Widziałem, rozmowy sms między nimi i głównie opiera się to na czułych słówkach z jego strony.

Żona jest trochę inna na codzień a inna do ludzi. Ogólnie ma mocny charakter, narzuca swoje zdanie. Musi wszystko mieć pod kontrolą, zwłaszcza pieniądze. Jest wybuchowa do mnie i do dzieci. Nie przerobiła straty naszego małżeństwa (w tydzień sue nie da, a zdrada emocjonalna podejrzewam że już się długo ciągnie).

Tak naprawdę to żona nie zrobiła nic by zawalczyć o małżeństwo. Zero próby naprawy. Zero czasu by zobaczyć że to co mówię jest prawda, że alkohol nie wróci, że moje zmiany będą trwale. Ja w to wierzę i będę dalej dążył do rozwoju osobistego.

Starałem się strescic wszystko, ale to nie łatwe zadanie. Czy nie jest tak, że żona robi wszystko, by żałować kiedyś swojej decyzji? Nie próbując naprawić, poczekać? Pchając się w niepewny związek, który może jej zniszczyć karierę? Dzieci dają jej coraz bardziej popalić, a do mnie mkną z uśmiechem na ustach.
Pomóżcie. Czy jest jakaś nadzieja? Nie chodzi mi o najbliższą przyszłość, ale za rok, dwa? Ja potrafię swoją dumę i ego urazone schować do kieszeni dla dobra rodziny. Uważam, że gdyby żona dała z siebie chociaż parę procent, to razem moglibyśmy wszystko, gdy już emocje opadną, przynajmniej spróbować naprawić.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czekać czy nie

ale o co tu chodzi?
Ty ponoć kłótliwy. ale wentyl bezpieczeństwa. Pijak który osiągnął swoje dno, ale super troskliwy ojciec- bo to Ty zajmujesz się domem i dziećmi
żona? no miała niby dość pijako bo kłótliwy: a ona kłótliwa jeszcze bardziej.
Ty chcesz pierwszy odejść bo: nie zrozumiałam..
Ona dobra czy zła matka? tez nie zrozumiałam.. mnóstwo sprzeczności w tym co piszesz.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

3

Odp: Czekać czy nie
Ela210 napisał/a:

ale o co tu chodzi?
Ty ponoć kłótliwy. ale wentyl bezpieczeństwa. Pijak który osiągnął swoje dno, ale super troskliwy ojciec- bo to Ty zajmujesz się domem i dziećmi
żona? no miała niby dość pijako bo kłótliwy: a ona kłótliwa jeszcze bardziej.
Ty chcesz pierwszy odejść bo: nie zrozumiałam..
Ona dobra czy zła matka? tez nie zrozumiałam.. mnóstwo sprzeczności w tym co piszesz.

Ja nie kłótliwy. Wręcz spokojny. Dla żony pijak. Wiadomo że dno jest dla każdego inne. Jeden poczuje ze ustawia czas pod picie a drugi musi leżeć na ławce pod sklepem. Moje picie nie miało wpływu na dzieci bo piwkowalem gdy już poszły spać. Chciałybyście się kłaść do łóżka z kimś kto codziennie śmierdzi piwem? Na tej zasadzie było moje picie. Jednak się rozwijało, piłem coraz większe ilości. Żona jest dobrą matką, ale bardzo często wybucha o nic i wtedy dzieci jakby miały we mnie wsparcie. Przytuliłem, wyjaśniłem. Żonie też starałem się spuscic emocje.

4 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-22 15:44:27)

Odp: Czekać czy nie

Postawa Twojej żony nie napawa niestety optymizmem na przyszłość.Czekanie moim zdaniem nic Ci nie da po za frustracją.
Jeżeli uznała że tylko Ty masz problem i nic z tym nie zrobiła z sobą  to sam nie pociągniesz tego związku jest chyba już i tak za późno.
Ty na moje oko jeszcze trochę minimalizujesz skutki swojego picia i konsekwencje emocjonalne nałogu jego przyczyny i skutki,który zatrzymałeś w pewnej fazie,żona prawdopodobnie stoi w miejscu albo nawet się cofa żyjąc urazami z przeszłości i odwrotnie mając setki tych uraz niechęci,awersji,żali,pretensji za przeszłość może to wszystko potęgować i wzmacniać swoje niechętną Jak dodać  postawę wobec Ciebie ,to jej potrzebne i wygodne było do romansowania,a teraz wydaje jej się że życie będzie jak ten romans może być udane a może się jż przeliczyć co do kochanka z którym chce żyć - wielka niewiadoma i kwestia jej oczekiwań. jakie ma na przyszłość.
w pokrętny sposób zadośćuczyniła sobie i rekompensuje wypełnia deficyty, znieczula urazy, uzasadnia,usprawiedliwia się w niby słusznej sprawie ,jednocześnie próbuje chyba wywoływać w tobie poczucie winy za tamto  życie i Twoje zachowania w przeszłości przystosowała się i przyzwyczaiła do pewnych emocji ,a nowe (kolega) budzi jakieś nadzieje wyzwala wzbudza emocje poszło to dalej w zakochanie fascynacje może mrzonki i wyobrażenia a może nie,wyglądało to standardowo (i nieco w uproszczeniu skrótowo) z waszego związku czerpała niechęć żeby doznawać euforii egzaltacji z kolegą ,a ta  znajomość pozwala jej trwać w uszkodzonym związku,marnie rokuje to że ona  jest bierna ,pasywna a nawet zdecydowanie przeciwna co do wspólnego naprawiania małżeństwa, teraz jeszcze ten pozew.
Jak ona nie chce to nie wymusisz w żaden sposób motywacji na niej,nawet dla dzieci .
Wiem że to ponure i słabo wygląda perspektywa ,wolało by się inaczej jak już odstawi się alkohol to oczekuje się zmiany na lepsze,bywa jednak inaczej.
Nie rezygnuj z terapii teraz potrzebujesz solidnego wsparcia dla siebie.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

5

Odp: Czekać czy nie
paslawek napisał/a:

Postawa Twojej żony nie napawa niestety optymizmem na przyszłość.
Jeżeli uznała że tylko Ty masz problem i nic z tym nie zrobiła z sobą  to sam nie pociągniesz tego związku.
Ty na moje oko jeszcze trochę minimalizujesz skutki swojego picia i konsekwencje emocjonalne nałogu jego przyczyny i skutki,który zatrzymałeś w pewnej fazie,żona prawdopodobnie stoi w miejscu albo nawet się cofa żyjąc urazami z przeszłości i odwrotnie mając setki tych uraz niechęci,awersji,żali,pretensji za przeszłość może to wszystko potęgować i wzmacniać swoje niechętną Jak dodać  postawę wobec Ciebie ,to jej potrzebne i wygodne się staje do 'romansowania"
w pokrętny sposób zadośćuczyniła sobie i rekompensuje wypełnia deficyty, znieczula urazy, uzasadnia,usprawiedliwia się w niby słusznej sprawie ,jednocześnie próbuje chyba wywoływać w tobie poczucie winy za tamto  życie i Twoje zachowania w przeszłości przystosowała się i przyzwyczaiła do pewnych emocji ,nowe (kolega0 budzi jakieś nadzieje wyzwala wzbudza emocje,wygląda to standardowo (i nieco w uproszczeniu skrótowo) z waszego związku czerpie niechęć żeby doznawać euforii egzaltacji z kolegą ,a ta  znajomość pozwala jej trwać w uszkodzonym związku,marnie rokuje to że ona  jest bierna ,pasywna co do wspólnego naprawiania małżeństwa.
Jak ona nie chce to nie wymusisz w żaden sposób motywacji na niej,nawet dla dzieci .
Wiem że to ponure i słabo wygląda perspektywa ,wolało by się inaczej jak już odstawi się alkohol to oczekuje się zmiany na lepsze,bywa jednak inaczej.
Nie rezygnuj z terapii teraz potrzebujesz solidnego wsparcia dla siebie.

Właśnie pokrętnie napisałem, chciałem jak najwięcej, jak najbardziej anonimowo napisać.

Nie jest moją motywacja dotrzeć do żony przez dzieci. Nie mieszam ich do tego, ale jakby są moim wyznacznikiem, że te zmiany które wprowadzam w swoim życiu są dobre i idą w dobrym kierunku.
Oczywiście że minimalizuje trochę moje picie. W mojej głowie jest ono bardziej dotkliwe i ma głębsze skutki, ale gdybym napisał jak ja to odbieram (staram się sam dla siebie trochę maksymalizować problem bym nie chciał nigdy wracać) to byście mieli widok naprawdę jakiegoś takiego menela z rancza. Opisałem jak to wyglądalo oczami postronnych.

Właśnie mi się wydaje, że żona robi wszystko nie tak jak chyba powinna. Wiem, że na ten moment jakby mój powrót jest niemożliwy. Wydaje mi się że trafnie opisałaś sytuację z punktu widzenia mojej żony.

Co do terapii to jak najbardziej choćby świat się walił to ja nie zrezygnuje. Trzymam głowę wysoko i staram się iść do przodu i przed wszystkim stać się silnym facetem. Tak jak wiekszosc zawsze radzi - zająć się Sobą. Też odwieszam się emocjonalnie od żony. Chcę być szczęśliwy sam ze sobą, wtedy będę mógł obdarować szczęściem i uczuciem kogoś innego (dzieci, żonę bądź kiedyś może inna kobietę)

6 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 15:52:21)

Odp: Czekać czy nie

Ja zgubiłam "nie" w pierwszym zdaniu i przeczytałam że właśnie byłeś agresywny i kłótliwy, więc mi się nie zgadzało to wszystko.

teraz bardziej widzę tą relację tak:  że Ty po prostu uciekasz jak masz problem właśnie w ten alkohol. to moze ucieczka od żoninych wybuchów właśnie.
teraz ona składa pozew wykorzystując top Twoje picie, a swojego zachowania nie widząc.
Pasławek ma rację, ze teraz jest moment gdy najbardziej potrzebujesz trzeżwego spojrzenia na to wszystko i wsparcia.
Ona nie jest dobrą matką, na pewno nie lepszą niż Ty ojcem.

pytasz czy czekać-   od stania w miejscu niejeden zginął już kwiat... na co czekać? aż się jej odmieni- nie odmieni się samo.

widocznie gdzieś tam kiedyś w życiu miałeś takie doświadczenie że przeczekiwanie daje efekty. A Tu nie daje , jak sie okazuje..

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

7

Odp: Czekać czy nie

Zastanawia mnie, że chcesz niby brać wszystko na siebie. Ty kochasz, ona zimna. Ty chesz starać się na 100%, a wystarcza Ci by ona starała się na kilka procent.. Ona kłótliwa, ale co tam, schowasz dumę do kieszeni. Nie wydaje Ci się, że tak się nie da mieć zdrowej relacji? Czy masz szacunek do siebie? Czy nie jest tak, że po prostu czujesz się słaby i mało wartościowy, dlatego gotowy jesteś na poświęcenia?

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

8

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

Witajcie. Skrótowo napiszę moja historie i proszę o poradę.

11 lat znajomości, 6 małżeństwa. Dwójka dzieci - 3 i 5 lat. Nadużywałem alkoholu, nie byłem agresywny, arogancki, kłótliwy. Lubiłem wypić piwo. Wiem, że to zaburzało moje emocje. W małżeństwie to ja byłem tym sprzątającym, gotującym. Dziećmi zajmowaliśmy się po równo. Żona trochę wybuchowa, ja byłem tym wentylem bezpieczeństwa. Pracowałem o różnych porach dnia. Czasem rano, czasem popołudniami czy wieczorami. Działalność gospodarcza. Dla żony, zrezygnowałem z tego prawie 3 lata temu, bym miał więcej czasu dla rodziny. Poszedłem na etat, dostałem w sumie fajne zarobki jak na kogoś zielonego akurat w tej branży. Wtedy żona uwierzyła w siebie. Też zmieniła pracę, szybko dostała awans. Zaczęła zarabiać duzo więcej odemnie, a dodatkowo drugą wypłatę zarabiają dodatkowo pracując popołudniami online. Więcej czasu spędzałem z dziećmi, oddaliliśmy się od siebie. Byłem bardziej ojcem niż mężem. Żonie coraz bardziej zaczął przeszkadzać alkohol, ale ja już miałem problem by samemu to dostrzec. Żona też mi to ułatwiała, gwarantowała mi komfort picia.

Nawiązała przyjacielska relacje opierającą się na wiadomościach sms z podwładnym z pracy. Gdy powiedziałem, że nie życzę sobie tej znajomości to kontakt na jakiś rok się urwał. Po wakacjach, osiągnąłem swoje dno jeśli chodzi o alkohol. Nie wiedząc i nie myśląc co się stało, powiedziałem żonie ze widzę iż jest nieszczęśliwa, ja się nie potrafię zmienić, więc najlepiej by było gdybyśmy się rozstali. Był płacz z obu stron itd. Podjęliśmy decyzję, że walczymy. Odstawiłem alkohol całkowicie. Umówiłem nas na terapię małżeńska. Żona stwierdziła że chyba mnie nie kocha. 3 tygodnie było super. Wyjazdy na weekend, wspólne spędzanie czasu, ja poczułem stare motyle w brzuchu. Jednak ze strony żony nie było 100 procent starań. Na 3 wizytę z terapeuta żona poszła sama. Okazało się że już wie, że nie kocha, że już jest za późno itd. Mówiła że jestem jej najlepszym przyjacielem Stwierdziła że mam się wyprowadzić, że musimy odpocząć od tego wszystkiego. Przeczuwałem zło, ale zgodzilem się. Dla mnie to było na jakiś czas, dla żony na zawsze.

Zająłem się Sobą. Terapia alko, zdrowy tryb życia, nauka siebie, lektury i ogólnie dostałem takiej jasności umysłu. Żona z każdym dniem była coraz bardziej zimna.

Okazało się, że tydzień po mojej wyprowadzce, kolega z pracy wyznał jej miłość. Zaczęli się spotykać. Teraz jest obojętna dla mnie a nieraz wręcz emanuje złością. Po 3 miesiącach od wyprowadzki (też seksu itd) dostałem pozew rozwodowy. Przyczyna nadużywanie alko.

Jeśli chodzi o dzieci to według zony, przyjaciół, rodziny, jestem świetnym ojcem. Żona to nawet po części wyraziła w pozwie. Zostaje pełna władza rodzicielska na wzgląd że pozwanego łączy równie silna więź emocjonalna z małoletnimi jak z powódka.

Po wyprowadzce o ile to możliwe, moje relacje z dziećmi jeszcze bardziej się Poprawiły. Stałem się pewny siebie, mam przede wszystkim trzeźwy umysł, uczę się na nowo komunikacji, swoich emocji tak i wróciłem do swojej wiary. Wróciły do mnie wszystkie wartości, teraz są uporządkowane w poprawnej kolejności. Przy byciu z dziećmi poświęcam im się w 100 procentach. Wszyscy widzą we mnie pozytywne zmiany tylko nie moja żona.

Nie proszę o poradę, co z rozwodem itd bo tutaj mam podjęta decyzję.

Najważniejsze to wiem, że kocham żonę, kocham dzieciaczki moje. Powiedziałem wielokrotnie żonie, że zawsze będę walczył o nasza rodzinę. Chciałbym by sobie dala na spokojnie czas i obserwowała mnie, spróbowała zaufać.

Pytam czy związek z tym mężczyzną może się udać? Wypiszę trochę faktów i moich spostrzeżeń.
Co do kolegi z pracy. Jest podwładnym. Kawaler. Poprzedni związek ze starsza kobieta z dwójką dzieci. Jest w moim wieku po 30. Nie jest w subiektywnej opinii kilku osób z mojego otoczenia jakoś przystojny. Widziałem, rozmowy sms między nimi i głównie opiera się to na czułych słówkach z jego strony.

Żona jest trochę inna na codzień a inna do ludzi. Ogólnie ma mocny charakter, narzuca swoje zdanie. Musi wszystko mieć pod kontrolą, zwłaszcza pieniądze. Jest wybuchowa do mnie i do dzieci. Nie przerobiła straty naszego małżeństwa (w tydzień sue nie da, a zdrada emocjonalna podejrzewam że już się długo ciągnie).

Tak naprawdę to żona nie zrobiła nic by zawalczyć o małżeństwo. Zero próby naprawy. Zero czasu by zobaczyć że to co mówię jest prawda, że alkohol nie wróci, że moje zmiany będą trwale. Ja w to wierzę i będę dalej dążył do rozwoju osobistego.

Starałem się strescic wszystko, ale to nie łatwe zadanie. Czy nie jest tak, że żona robi wszystko, by żałować kiedyś swojej decyzji? Nie próbując naprawić, poczekać? Pchając się w niepewny związek, który może jej zniszczyć karierę? Dzieci dają jej coraz bardziej popalić, a do mnie mkną z uśmiechem na ustach.
Pomóżcie. Czy jest jakaś nadzieja? Nie chodzi mi o najbliższą przyszłość, ale za rok, dwa? Ja potrafię swoją dumę i ego urazone schować do kieszeni dla dobra rodziny. Uważam, że gdyby żona dała z siebie chociaż parę procent, to razem moglibyśmy wszystko, gdy już emocje opadną, przynajmniej spróbować naprawić.

Ale jakie to ma znaczenie, czy ich związek ma szansę się udać?
Stoicie w obliczu rozwodu, fizycznie jesteście już odseparowani.
Twoim najmniejszym zmartwieniem jest teraz roztrząsanie, czy ich relacja może się udać, czy też nie.
Dwie kwestie bardzo ważne - jeśli nie podjąłeś terapii, to Twoja abstynencja będzie tylko przejściowa, nie będzie to trwała zmiana.
I druga rzecz - w tym, że dzieci biegną do Ciebie z uśmiechem na ustach nie ma nic dziwnego. W 99% przypadków rodzic z którym mieszkają na stałe staje się tym, który wymaga, jest konsekwentny i daje dzieciakom prozę życia codziennego. Ten zaś, z którym się spotykają - daje słodycze, rozluźnienie zasad i fajne spędzanie czasu. To wcale nie oznacza, że Twoja żona jest jędzą, która sobie nie radzi z nimi.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

9 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 17:18:25)

Odp: Czekać czy nie

ale to on się domem zajmuje więcej..wiec chyba nie robi za dochodzącego dobrego wujka?

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

10

Odp: Czekać czy nie
aniuu1 napisał/a:

Zastanawia mnie, że chcesz niby brać wszystko na siebie. Ty kochasz, ona zimna. Ty chesz starać się na 100%, a wystarcza Ci by ona starała się na kilka procent.. Ona kłótliwa, ale co tam, schowasz dumę do kieszeni. Nie wydaje Ci się, że tak się nie da mieć zdrowej relacji? Czy masz szacunek do siebie? Czy nie jest tak, że po prostu czujesz się słaby i mało wartościowy, dlatego gotowy jesteś na poświęcenia?

Przyznaję, że żyję jeszcze przeszłością, gdy żona nie była zimna a czuła. Wziąłem wszystko na siebie, ale teraz już dojrzałem do tego, że wina leży po środku. Ktoś wyżej ma rację, że alkohol był ucieczką od trudnych spraw z dzieciństwa, od nie zrozumienia żony. Najłatwiejsza droga. Dopiero jakby dorosłem emocjonalnie by to wszystko zrozumieć. Chcę dawać z siebie 100 procent by odzyskać żonę w nieokreślonym czasie, nie błaganiem, nie na siłę, lecz swoją postawą oraz szczerością. Kilka procent żony to moje marzenie na początek. Nie oczekuje cudu, że nagle zakocha się ponownie. Bardziej liczę na to, że gdy zaczną się problemy z kolegą, ja będę wtedy gotowy na walkę o jej serce. Wiem że to naiwne, ale ja wierzę w to że jesteśmy tylko ludźmi i każdy popełnia błędy. Ważne by wyciągać z nich wnioski. Nie wiem czy żona mi wybaczy, nie wiem czy ja żonie, ale napewno chciałbym podjąć trud próby.

Jeśli chodzi o szacunek do siebie. Kazdy chyba ma inne granice i inne spojrzenie na to. Jeden nie będzie się poniżał przed osobą, którą kocha bo to brak szacunku, a dla drugiego odwrócenie się gdy jest źle jest brakiem szacunku do siebie, bo się ucieka zamiast walczyć. Uważam, że dopóki nie uznam, iż nie zrobiłem wszystkiego co było w mojej mocy, aby uratować małżeństwo to zawsze będę miał żal do siebie i tego szacunku nie zaznam. I pierwszy raz od bardzo dawna nie czuje się słaby. Słabością byłoby iść za tłumem. Ja idę za sercem i swoim rozumem.

11

Odp: Czekać czy nie
IsaBella77 napisał/a:
Franek1987 napisał/a:

Witajcie. Skrótowo napiszę moja historie i proszę o poradę.

11 lat znajomości, 6 małżeństwa. Dwójka dzieci - 3 i 5 lat. Nadużywałem alkoholu, nie byłem agresywny, arogancki, kłótliwy. Lubiłem wypić piwo. Wiem, że to zaburzało moje emocje. W małżeństwie to ja byłem tym sprzątającym, gotującym. Dziećmi zajmowaliśmy się po równo. Żona trochę wybuchowa, ja byłem tym wentylem bezpieczeństwa. Pracowałem o różnych porach dnia. Czasem rano, czasem popołudniami czy wieczorami. Działalność gospodarcza. Dla żony, zrezygnowałem z tego prawie 3 lata temu, bym miał więcej czasu dla rodziny. Poszedłem na etat, dostałem w sumie fajne zarobki jak na kogoś zielonego akurat w tej branży. Wtedy żona uwierzyła w siebie. Też zmieniła pracę, szybko dostała awans. Zaczęła zarabiać duzo więcej odemnie, a dodatkowo drugą wypłatę zarabiają dodatkowo pracując popołudniami online. Więcej czasu spędzałem z dziećmi, oddaliliśmy się od siebie. Byłem bardziej ojcem niż mężem. Żonie coraz bardziej zaczął przeszkadzać alkohol, ale ja już miałem problem by samemu to dostrzec. Żona też mi to ułatwiała, gwarantowała mi komfort picia.

Nawiązała przyjacielska relacje opierającą się na wiadomościach sms z podwładnym z pracy. Gdy powiedziałem, że nie życzę sobie tej znajomości to kontakt na jakiś rok się urwał. Po wakacjach, osiągnąłem swoje dno jeśli chodzi o alkohol. Nie wiedząc i nie myśląc co się stało, powiedziałem żonie ze widzę iż jest nieszczęśliwa, ja się nie potrafię zmienić, więc najlepiej by było gdybyśmy się rozstali. Był płacz z obu stron itd. Podjęliśmy decyzję, że walczymy. Odstawiłem alkohol całkowicie. Umówiłem nas na terapię małżeńska. Żona stwierdziła że chyba mnie nie kocha. 3 tygodnie było super. Wyjazdy na weekend, wspólne spędzanie czasu, ja poczułem stare motyle w brzuchu. Jednak ze strony żony nie było 100 procent starań. Na 3 wizytę z terapeuta żona poszła sama. Okazało się że już wie, że nie kocha, że już jest za późno itd. Mówiła że jestem jej najlepszym przyjacielem Stwierdziła że mam się wyprowadzić, że musimy odpocząć od tego wszystkiego. Przeczuwałem zło, ale zgodzilem się. Dla mnie to było na jakiś czas, dla żony na zawsze.

Zająłem się Sobą. Terapia alko, zdrowy tryb życia, nauka siebie, lektury i ogólnie dostałem takiej jasności umysłu. Żona z każdym dniem była coraz bardziej zimna.

Okazało się, że tydzień po mojej wyprowadzce, kolega z pracy wyznał jej miłość. Zaczęli się spotykać. Teraz jest obojętna dla mnie a nieraz wręcz emanuje złością. Po 3 miesiącach od wyprowadzki (też seksu itd) dostałem pozew rozwodowy. Przyczyna nadużywanie alko.

Jeśli chodzi o dzieci to według zony, przyjaciół, rodziny, jestem świetnym ojcem. Żona to nawet po części wyraziła w pozwie. Zostaje pełna władza rodzicielska na wzgląd że pozwanego łączy równie silna więź emocjonalna z małoletnimi jak z powódka.

Po wyprowadzce o ile to możliwe, moje relacje z dziećmi jeszcze bardziej się Poprawiły. Stałem się pewny siebie, mam przede wszystkim trzeźwy umysł, uczę się na nowo komunikacji, swoich emocji tak i wróciłem do swojej wiary. Wróciły do mnie wszystkie wartości, teraz są uporządkowane w poprawnej kolejności. Przy byciu z dziećmi poświęcam im się w 100 procentach. Wszyscy widzą we mnie pozytywne zmiany tylko nie moja żona.

Nie proszę o poradę, co z rozwodem itd bo tutaj mam podjęta decyzję.

Najważniejsze to wiem, że kocham żonę, kocham dzieciaczki moje. Powiedziałem wielokrotnie żonie, że zawsze będę walczył o nasza rodzinę. Chciałbym by sobie dala na spokojnie czas i obserwowała mnie, spróbowała zaufać.

Pytam czy związek z tym mężczyzną może się udać? Wypiszę trochę faktów i moich spostrzeżeń.
Co do kolegi z pracy. Jest podwładnym. Kawaler. Poprzedni związek ze starsza kobieta z dwójką dzieci. Jest w moim wieku po 30. Nie jest w subiektywnej opinii kilku osób z mojego otoczenia jakoś przystojny. Widziałem, rozmowy sms między nimi i głównie opiera się to na czułych słówkach z jego strony.

Żona jest trochę inna na codzień a inna do ludzi. Ogólnie ma mocny charakter, narzuca swoje zdanie. Musi wszystko mieć pod kontrolą, zwłaszcza pieniądze. Jest wybuchowa do mnie i do dzieci. Nie przerobiła straty naszego małżeństwa (w tydzień sue nie da, a zdrada emocjonalna podejrzewam że już się długo ciągnie).

Tak naprawdę to żona nie zrobiła nic by zawalczyć o małżeństwo. Zero próby naprawy. Zero czasu by zobaczyć że to co mówię jest prawda, że alkohol nie wróci, że moje zmiany będą trwale. Ja w to wierzę i będę dalej dążył do rozwoju osobistego.

Starałem się strescic wszystko, ale to nie łatwe zadanie. Czy nie jest tak, że żona robi wszystko, by żałować kiedyś swojej decyzji? Nie próbując naprawić, poczekać? Pchając się w niepewny związek, który może jej zniszczyć karierę? Dzieci dają jej coraz bardziej popalić, a do mnie mkną z uśmiechem na ustach.
Pomóżcie. Czy jest jakaś nadzieja? Nie chodzi mi o najbliższą przyszłość, ale za rok, dwa? Ja potrafię swoją dumę i ego urazone schować do kieszeni dla dobra rodziny. Uważam, że gdyby żona dała z siebie chociaż parę procent, to razem moglibyśmy wszystko, gdy już emocje opadną, przynajmniej spróbować naprawić.

Ale jakie to ma znaczenie, czy ich związek ma szansę się udać?
Stoicie w obliczu rozwodu, fizycznie jesteście już odseparowani.
Twoim najmniejszym zmartwieniem jest teraz roztrząsanie, czy ich relacja może się udać, czy też nie.
Dwie kwestie bardzo ważne - jeśli nie podjąłeś terapii, to Twoja abstynencja będzie tylko przejściowa, nie będzie to trwała zmiana.
I druga rzecz - w tym, że dzieci biegną do Ciebie z uśmiechem na ustach nie ma nic dziwnego. W 99% przypadków rodzic z którym mieszkają na stałe staje się tym, który wymaga, jest konsekwentny i daje dzieciakom prozę życia codziennego. Ten zaś, z którym się spotykają - daje słodycze, rozluźnienie zasad i fajne spędzanie czasu. To wcale nie oznacza, że Twoja żona jest jędzą, która sobie nie radzi z nimi.

Uczęszczam na terapię. Nie pije od września. Nie rozpieszczam dzieci. Mają te same zasady co miały w domu. Zresztą gdy mieszkaliśmy wszyscy razem, to całe popołudnia od przedszkola do spania, dzieci były ze mną bo żona pracowała. Myślę, że one też teraz jeszcze bardziej doceniają to, że byłem, a teraz siła rzeczy widzimy się trochę mniej. Ok 4-5 razy w tygodniu..

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 17:30:48)

Odp: Czekać czy nie

mój rozum mi mówi że chcesz czekać na okruszki.. jak jej nie wyjdzie to będziecie razem? no jest szansa że nie wyjdzie jej z kochasiem. Nie kwestia szacunku, tylko sensu w tym wszystkim.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

13

Odp: Czekać czy nie

Możliwe że jej miłość powoli się do Ciebie wykruszała przez alkohol. Kolega z pracy był zapalnikiem przez który ona podjęła ostateczna decyzję by do Ciebie nie wracać (zresztą to Ty zdecydowałeś o rozstaniu, prawda?)
Raczej nie widzę szans na powrót, no chyba ze jej nie wyjdzie w nowym związku, a Ty będziesz dalej dzielnie wychodził na prostą. Jednak nie możesz latac za nią. Ona musi Cię podziwiać.

14 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-22 19:04:33)

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

Uczęszczam na terapię. Nie pije od września. Nie rozpieszczam dzieci. Mają te same zasady co miały w domu. Zresztą gdy mieszkaliśmy wszyscy razem, to całe popołudnia od przedszkola do spania, dzieci były ze mną bo żona pracowała. Myślę, że one też teraz jeszcze bardziej doceniają to, że byłem, a teraz siła rzeczy widzimy się trochę mniej. Ok 4-5 razy w tygodniu..

Wiesz o tym już chyba że terapia jest na pierwszym miejscu dla ciebie, nie za karę.
Świetnie że masz z dziećmi kontakt i to dobry niewątpliwie skorzystają jeszcze więcej z Twojej terapii.
Jeszcze żona niby docenia Twoje starania o dzieci,głównie w Twoim mniemaniu i to jakim ojcem jesteś ,nazywa ciebie przyjacielem to jednak tym pozwem ukarała Ciebie trochę nie fair skoro miała najprawdopodobniej sama romans wcześniej i zdradziła emocjonalnie odrzuciła szansę naprawienia związku z Tobą nie uwierzyła z sobie znanych tylko powodów w Twoją przemianę, jednak mogła realnie wcześniej stracić zaufanie do ciebie, ewentualnie wie że może użyć tego argumentu przeciw tobie, jak jest naprawdę to ona wie i to sprawa jej sumienia.
W tym miejscu będzie kontrowersyjnie z pytaniem czy zdrada alkoholika ,osoby uzależnionej jest usprawiedliwiona i słuszna,czy nie można było inaczej.Teraz to można już tylko pogdybać i twierdzić że życie nie jest zero jedynkowe ,i czarno białe.Stereotyp nałogowca alkoholika będzie jednak kładł się cieniem w tej sytuacji choć ja tobie wierzę że nie musiałeś przerabiać przemocy i byłeś w miarę poczciwym facetem pomimo nałogu zdarzają się tacy jak Ty i to nawet dość często to piszą wcale nie w obronie alkoholików tak bywa.
Stało jak się stało,na ogół i w wielu przypadkach współuzależnione żony nałogowców się poświęcają ,kochają za bardzo, wypalają i nie wszystkie masowo zdradzają automatycznie ,niektóre walczą trwając w toksycznej relacji latami  inne odchodzą .
Jednak jak to w życiu bywa też inaczej, niektóre żony zdradzają trwają  w związkach i równoległych niby takich wspierających "dopalaczach"/ romansach do czasu i w końcu rozwodzą się odchodzą do kogoś lub niekoniecznie,jak dla mnie to u Twojej żony jej uczucia do ciebie mogły i  uszły jakiś czas wcześniej a na pewno osłabły bardzo,Twoje wyprowadzka nieudana lub pozorowana terapia i nowy kolega wyzwoliły w niej pewną determinacje do działania no i te emocje też być może nowe lub odkrywane na nowo,większe zarobki od Twoich, wzrost jej poczucia wartości adoracja i atencja.Uzależnienie rozkłada związki i więzi tak jest po prostu ,tu kwestie winy odpowiedzialności są istotne i przeważnie sporne kto ile zawalił i jak to się stało.
Teraz inny zajął Twoje miejsce Ty w pewnym sensie w dwoisty sposób jesteś jej wrogiem ,bo zdradziła i ma Ciebie Twoje uzależnienie na tacy i uzasadnia tym swoje odejście i romans. Dlaczego tak? Bo może z racją i słusznością moralną wsparciem wielu opinii,wybieli się przed sobą i otoczeniem.Nie idealizuj żony,choć swoje masz za uszami.
Alkoholik,pijak słowa klucze budzą  grozę i skojarzenia stereotypowe i jednoznaczne dla wielu ( faktem jest że nie bez powodów ).
Tylko jak mi ostatnio przypomniano w innym wątku alkoholik też człowiek czy to się komuś podoba czy nie.

Jeżeli dojdzie do rozwodu to Franku właściwie w interesie Twoich dzieci i Twoim jest żeby zonie związek się udał ,inaczej
może być tak że żona będzie chciała wrócić ale z czym do ciebie ,istnieje duże prawdopodobieństwo że Twoje uzależnienie już spowodowało u niej zanik uczuć nie ważne czy obiektywnie czy ona przesadza wykorzystuje to dla własnych celów,po nieudanym związku dla ciebie uczuć może być jeszcze mniej i będziesz tylko opcją pocieszycielem ,nie wiem czy Ci pasuje taka opcja,tu efekt harlekina może być aktualny ,może jednak być inaczej żona zbuduje z nowym partnerem udany związek i to nie Twoje w sumie zmartwienie ,Ty masz swoje do zrobienia w swoim życiu niezależnie i samodzielnie,wierz mi bardzo długa drogą przed tobą i pracy.
życie może być mordęgą albo wspaniałą przygodą.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

15

Odp: Czekać czy nie
Ela210 napisał/a:

mój rozum mi mówi że chcesz czekać na okruszki.. jak jej nie wyjdzie to będziecie razem? no jest szansa że nie wyjdzie jej z kochasiem. Nie kwestia szacunku, tylko sensu w tym wszystkim.

Tak jak pisałem. Każdy popełnia błędy. Może musieliśmy się rozejść żeby coś w sobie zmienić? Ja dostałem jakby nowe życie. Może żona po czasie zrozumie, że jest we mnie jeszcze to coś co kochała. Czy to okruszki? Tego co było już nie ma. Można kiedyś zbudować na nowo, może coś lepszego? Wiem że dla wielu to naiwne. Tak samo nie można nikogo zmusić do miłości. Jest w tym racja. Nie pójdę do ekspedientki w sklepie i nie powiem kochaj mnie i już. Nie kiedy przykrywamy miłość i jej nie dostrzegamy. Ona odnajduje się po czasie.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam obsesji, że muszę czekać na nią. Chcę czekać nie czekając. Nie mam zamiaru pakować się w inny związek, jeszcze ten nie jest zakończony. Teraz czeka mnie mnóstwo pracy nad sobą. W głowie tylko mi się kotłują myśli że żona robi duży błąd, wchodząc od razu w romans, nie czekają, nie dając czasu. Myślę że sama może się tym skrzywdzić i kiedyś dojdą ją myśli że co by było gdyby. Chciałem wiedzieć czy to takie moje urojenia czy jest w tym chociaż trochę prawdy.

Najbardziej mnie zastanawia fakt, że młody, zdrowy chłopak (bo facetem nie jest skoro to robi), nie planuje założyć swojej rodziny, mieć swoich dzieci, tylko bierze się za cudze. To jakaś taka dysfunkcja musi być...

16 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-22 21:16:07)

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

.Tak naprawdę to żona nie zrobiła nic by zawalczyć o małżeństwo.

Ty wszystko spieprzyłeś, a oczekiwałeś że żona jak Schwarzenegger weżmie wszystko na bary i udżwignie i nawet nie stęknie, jak jej ciężko?

Jojczysz cały czas, jakby to twoja żona była winna, że wam się nie układa, a przecież to ty chlałeś, to ty nie dbałeś o rodzinę, to ty doprowadziłeś ją do rozkładu!!

Kobieta się wyzwoliła od ciebie, zaczęła nieźle zarabiać i przestała potrzebować męża ochleja, to takie dziwne?? Te
twoje deklaracje, że ty już więcej gorzały do ust nie weżmiesz, to sobie w ucho wsadź. Teraz o tym gadasz?

Też miałam męża alkoholika i wiem, ile te deklaracje są warte.  Trzymam kciuki za twoją żonę, aby wygrała swoje życie bez ciebie.

17

Odp: Czekać czy nie

Franek nie jest Twoim byłym mężem Salomonko .
Co prawda Autor dość krótko się leczy i może być faktycznie dla wielu pokrzywdzonych osób przez alkoholików mało wiarygodny.
Tylko że niektórzy autentycznie się leczą i chcą naprawiać życie nie jest to masowe zjawisko to fakt.,a robienie z wszystkich żon alkoholików  hurtowo "świętych" jest moim zdaniem na wyrost to nie takie proste zawsze .
Dla zony nie był już od jakiegoś czasu partnerem nikt tego nie ukrywa i nie kwestionuje ,udawała jednak że chce coś naprawiać byli na terapii nadaremnie jak się okazało i za późno.Jedyne co to że się rozstali bez szarpaniny i mordobicia to zysk .
Autor wcale nie jojczy jakoś specjalnie łudzi się tylko i planuje niepotrzebnie cel trzeźwienia jako odzyskanie żony,też za późno,nie wypiera się też swojej ciemnej strony może mało jeszcze wyraźnie i wypiera coś ale nie zawsze jest ostro jak u Ciebie Salomonko.Czy jest za mało krwi w jego opowieści ,za mało drastycznych akcji ?Trudno w to uwierzyć ale nie wszyscy alkoholicy to przemocowcy "z urzędu".
Czyli jednak zdrada jest uzasadniona jak się zdradza alkoholika ?
Werdykt musi być jeden jedynie słuszny .

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

18

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

Najbardziej mnie zastanawia fakt, że młody, zdrowy chłopak (bo facetem nie jest skoro to robi), nie planuje założyć swojej rodziny, mieć swoich dzieci, tylko bierze się za cudze. To jakaś taka dysfunkcja musi być...

Masz swoje problemy smile ?
Masz.
To bierz się z nimi za bary, zamiast diagnozować tego człowieka.
Kiedy poznałam swojego męża, on miał 25 lat, a ja 30 i dwójkę dzieci. Byłam samotną matką po trudnych doświadczeniach i po równie trudnym rozwodzie.
Jesteśmy razem 15 lat.
Nie uważam, żeby był rąbnięty, miał jakieś dysfunkcje, czy inne freudowskie świństwo, których zdajesz się usilnie doszukiwać w tego typu relacjach.
Ten fakt powinien zastanawiać Cię najmniej.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

19

Odp: Czekać czy nie
Salomonka napisał/a:
Franek1987 napisał/a:

.Tak naprawdę to żona nie zrobiła nic by zawalczyć o małżeństwo.

Ty wszystko spieprzyłeś, a oczekiwałeś że żona jak Schwarzenegger weżmie wszystko na bary i udżwignie i nawet nie stęknie, jak jej ciężko?

Jojczysz cały czas, jakby to twoja żona była winna, że wam się nie układa, a przecież to ty chlałeś, to ty nie dbałeś o rodzinę, to ty doprowadziłeś ją do rozkładu!!

Kobieta się wyzwoliła od ciebie, zaczęła nieźle zarabiać i przestała potrzebować męża ochleja, to takie dziwne?? Te
twoje deklaracje, że ty już więcej gorzały do ust nie weżmiesz, to sobie w ucho wsadź. Teraz o tym gadasz?

Też miałam męża alkoholika i wiem, ile te deklaracje są warte.  Trzymam kciuki za twoją żonę, aby wygrała swoje życie bez ciebie.

Przemawia przez Ciebie straszny ból. Powinnaś dla samej siebie wybaczyć byłemu mężowi, bo ta nienawiść Cię zje od środka.

Czy ja w którymś miejscu napisałem, że żona jest winna? Wina leży po środku, z przewagą w moją stronę. Jak to określiłaś wódy nie piłem, ale to nie jest ważne. Wykonywałem wszystkie domowe obowiązki. Większość domowych obowiązków. Myślisz, że planowałem aby alkohol przejął nademną kontrolę? Sam sobie to wybrałem? Jest to choroba. Na jednych bardziej podatna, na drugich mniej.

Przyjmuję konsekwencje swoich czynów na klatę. Nie płaczę, nie migam się od tego. Nic nie poradzę, że kocham swoją żonę oraz swoje niczemu winne dzieci. Wiem, że gdy będę "gotowy" zawalczę o nią i wierzę że mi się uda. Jak ktoś ładnie powiedział alkoholik też człowiek. Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Według Ciebie to powinno się mnie spalić na stosie. Jednak mnie nie znasz. Wiesz tylko tyle ile tutaj napiszę. W moich oczach, ale też w oczach przyjaciół i rodziny, jestem dobrym człowiekiem, fajnym facetem tylko byłem trochę poraniony przez chorobę. Bogu dzięki, że jak narazie wyrwałem się z tego w dobrym momencie, gdy jeszcze nie było za późno. Możesz mnie osądzać, wyklinać, obrażasz. Nie słucham co powiedzą ludzie, chyba że jest to konstruktywne jak parę odpowiedzi wyżej. Twój wpis, jest poprostu odbiciem Twoich uczuc i moim zdaniem trochę sama siebie ranisz. Przepracuj problem najlepiej z psychologiem. Pozdrawiam i dużo siły życzę

20

Odp: Czekać czy nie
paslawek napisał/a:

Franek nie jest Twoim byłym mężem Salomonko .
Co prawda Autor dość krótko się leczy i może być faktycznie dla wielu pokrzywdzonych osób przez alkoholików mało wiarygodny.
Tylko że niektórzy autentycznie się leczą i chcą naprawiać życie nie jest to masowe zjawisko to fakt.,a robienie z wszystkich żon alkoholików  hurtowo "świętych" jest moim zdaniem na wyrost to nie takie proste zawsze .
Dla zony nie był już od jakiegoś czasu partnerem nikt tego nie ukrywa i nie kwestionuje ,udawała jednak że chce coś naprawiać byli na terapii nadaremnie jak się okazało i za późno.Jedyne co to że się rozstali bez szarpaniny i mordobicia to zysk .
Autor wcale nie jojczy jakoś specjalnie łudzi się tylko i planuje niepotrzebnie cel trzeźwienia jako odzyskanie żony,też za późno,nie wypiera się też swojej ciemnej strony może mało jeszcze wyraźnie i wypiera coś ale nie zawsze jest ostro jak u Ciebie Salomonko.Czy jest za mało krwi w jego opowieści ,za mało drastycznych akcji ?Trudno w to uwierzyć ale nie wszyscy alkoholicy to przemocowcy "z urzędu".
Czyli jednak zdrada jest uzasadniona jak się zdradza alkoholika ?
Werdykt musi być jeden jedynie słuszny .

A kto powiedział że trzeba, ma się obowiązek wybaczać, dawać szansę alkoholikom? Mieli swój czas, wszystko spieprzyli to teraz do kogo mają pretensję? Czy zdrada jest uzasadniona, gdy zdradza się alkoholika? A czemu nie? Pasławku, nikt nie jest święty i żona alkoholika też nie jest święta. Jeśli kobieta nie ma wsparcia w swoim mężu to naprawdę nie dziwi mnie, że szuka pocieszenia w ramionach innego. Niech autor nie jojczy, tylko weźmie na klatę  co spieprzył. Nie chce? Chce szukać winy w swoje żonie? No to dzonk... Bo żona już go nie potrzebuje i ma to w nosie smile

21 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-22 22:06:56)

Odp: Czekać czy nie

Oczekiwania po prostu co w tym dziwnego ,jedno przestało oczekiwać drugie nie.Żona nie  ma obowiązku to prawda tylko kto ją zmuszał do bycia i trwania w chorej relacji tyle czasu ten kij uzależnienia i współuzależnienia ma dwa końce.Kto jest trzeźwy i bardziej przytomny a kto jest ofiarą bardziej i na własną prośbę gdzie to się zaczyna i kończy jaki mają tacy małżonkowie wpływ na siebie wzajemny ,czarne białe to nie takie znowu jasne zawsze.W byciu z alkoholikiem też ma się swój własny pokrętny interes nie raz nie dwa wcale nie szlachetny.Z tym komfortem picia ochranianiem alkoholika to też nie jest zawsze takie jednoznaczne.
Problem polega między innymi na tym że nikt nic nie musi.
Zona nie musi Autor nie musi .
Mogli oboje nie skorzystali żona mogła wybrała inną opcję ,nie dało rady inaczej bo to ciężkie i trudne sprawy chore, niszczące dlatego jest jak jest.
Jeżeli żona ma ze sobą problem po tym związku to ruska ruletka z nowym związkiem czy się uda czy będzie plastrem.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

22

Odp: Czekać czy nie

zaraz się okaże że autor ma pokutować za Twojego męza smile daj spokój..dałabyś sobie ręce za fajność jego żony uciąć?

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

23 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-22 22:23:11)

Odp: Czekać czy nie
paslawek napisał/a:

Oczekiwania po prostu co w tym dziwnego ,jedno przestało oczekiwać drugie nie.Żona nie  ma obowiązku to prawda tylko kto ją zmuszał do bycia i trwania w chorej relacji tyle czasu ten kij uzależnienia i współuzależnienia ma dwa końce.Kto jest trzeźwy i bardziej przytomny a kto jest ofiarą bardziej i na własną prośbę gdzie to się zaczyna i kończy jaki mają tacy małżonkowie wpływ na siebie wzajemny ,czarne białe to nie takie znowu jasne zawsze.W byciu z alkoholikiem też ma się swój własny pokrętny interes nie raz nie dwa wcale nie szlachetny.Z tym komfortem picia ochranianiem alkoholika to też nie jest zawsze takie jednoznaczne.
Problem polega między innymi na tym że nikt nic nie musi.
Zona nie musi Autor nie musi .
Mogli oboje nie skorzystali żona mogła wybrała inną opcję ,nie dało rady inaczej bo to ciężkie i trudne sprawy chore, niszczące dlatego jest jak jest.
Jeżeli żona ma ze sobą problem po tym związku to ruska ruletka z nowym związkiem czy się uda czy będzie plastrem.

Czy będzie plastrem czy nie, to nie ani nasza ani tym bardziej męża alkoholika interes.
Cytat:
"W byciu z alkoholikiem też ma się swój własny pokrętny interes nie raz nie dwa wcale nie szlachetny.Z tym komfortem picia ochranianiem alkoholika to też nie jest zawsze takie jednoznaczne|

Pasławku, witki mi opadły do samej ziemi.
Chyba dajmy sobie spokój z dyskusją na ten temat bo robimy off top w cudzym temacie, a dwa.. nie pogadamy. Ja patrzę na temat z innej, tej bardziej trzeźwej strony i naprawdę widzę więcej/jaśniej.

24 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-22 22:47:05)

Odp: Czekać czy nie

Moim zdaniem to jest na temat bo nie zawsze jest tak jak u Ciebie Salomonko.Tak być może bywa często lub częściej i na pewno więcej się o tym słyszy nie jestem jak mnie trochę znasz za przemilczaniem przemocy i wybielaniem kogokolwiek ,alkoholizm prędzej czy później niszczy miłość i więzi i nie ma lepszych i gorszych są różne fazy etapy i stadia chorowania po prostu różne typy alkoholików sami mamy różne charaktery i osobowości tak jak osoby z nami związane..
Gdzie Twój mąż był drastycznym przypadkiem i przykładem.
Chcę tylko powiedzieć że takie jak Twój były mąż i jego chore zachowania wcale nie są regułą i role w związkach zwanych toksycznymi potrafią się zmieniać .
Sam na początku leczenia byłem przekonany że wszyscy alkoholicy są tacy sami i tak samo źli jak ja.
Potem byłem bardzo zaskoczony na jednej mieszanej terapii z kobietami które określane są jako koalkoholiczki. Naprawdę różne postawy i różne podejścia pośród kobiet głównie związanych z alkoholikami całe spektrum od podziwu dla bohaterów po nienawiść i nieufność,oraz różny stopień spojrzenia na własny udział w chorowaniu mężów od płytkiego użalania się nad sobą po trzeźwy wgląd we własną odpowiedzialność i przytomny ogląd tego czym jest uzależnienia bez idealizowania i litości ale też ze zrozumieniem czym bywa nałóg uzależnienie etc bez gloryfikowania tego i aprobowania chorych niemoralnych niszczących zjawisk z tym wszystkim związanych.
fakt nie była to początkowa terapia a raczej bardziej zaawansowana były też ostre między mani alkoholikami i partnerkami konfrontacje wzajemnych urazów żali traum nienawiści niechęci z obu stron bolesne ale cenne doświadczenie ,okazało się że nie wszystko jak napisałem jest takie zawsze i wszędzie biało czarne. A teraz trzeźwieje już dość długo bo ponad połowę życia i mam swoje doświadczenia naprawdę różnie jest nie bronie wszystkich alkoholików nawet nie wszystkich kocham i lubię mam jednak swoje refleksje i obserwacje.Bywa że ostro wypowiadam się o tym zjawisku i chorobie jakim jest uzależnienie ale nie zmienia to faktu tego że nie ma jednej reguły i wzoru owszem bywają wspólne mianowniki a upraszczanie nie zawsze przynosi pożytek.
nigdzie też nie zachęcam Autora do kompulsywnych spekulacji nad nowym związkiem jego jeszcze żony wręcz przeciwnie.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

25

Odp: Czekać czy nie
IsaBella77 napisał/a:
Franek1987 napisał/a:

Najbardziej mnie zastanawia fakt, że młody, zdrowy chłopak (bo facetem nie jest skoro to robi), nie planuje założyć swojej rodziny, mieć swoich dzieci, tylko bierze się za cudze. To jakaś taka dysfunkcja musi być...

Masz swoje problemy smile ?
Masz.
To bierz się z nimi za bary, zamiast diagnozować tego człowieka.
Kiedy poznałam swojego męża, on miał 25 lat, a ja 30 i dwójkę dzieci. Byłam samotną matką po trudnych doświadczeniach i po równie trudnym rozwodzie.
Jesteśmy razem 15 lat.
Nie uważam, żeby był rąbnięty, miał jakieś dysfunkcje, czy inne freudowskie świństwo, których zdajesz się usilnie doszukiwać w tego typu relacjach.
Ten fakt powinien zastanawiać Cię najmniej.

Może źle to ująłem. W pierwszym poście napisałem, że on to robi drugi raz z rzędu. Tam uciekł od dzieciaków, które pewnie go polubiły, przywiązały. Skrzywdził je chcąc nie chcąc. Gdybym ja był na jego miejscu zastanowiłbym się dwa razy, czy warto jeszcze raz narażać kolejne dzieci na traume?

Ja wszystko rozumiem, że nie powinienem w ogóle o tym myśleć, przejmować sie itd. Jednak jestem tylko człowiekiem nie robotem. Nie da się od tak wylaczyc mózgu. Tym bardziej to duża strata dla mnie. Mieliśmy tyle rozpoczętych planów, marzeń. Wiem że gdyby nie było "gałęzi" dałoby się to uratować.

Co do alkoholizmu wszyscy macie rację. Nic nie jest czarno białe. Alkoholik alkoholikowi nie równy ale każdy niszczy rodzinę. To nie podlega w ogóle dyskusji. Ważne żeby wyjść z tego i obrócić najlepiej swój nałóg w plus co sam widzę po sobie. Czas poświęcony na kombinowanie jak wypić, moge poświęcić na rozwój czy to osobisty czy też służbowy. Dodatkowo w alkoholikach jest to że potrafią odczytywać ludzkie emocje, intencje. Jest taka jakby przejrzystość ludzi. Można do tego dołożyć empatie i wychodzi z tego naprawdę fajny atrybut. Kolejna rzeczą jest naprawdę chęć zadośćuczynienia za wszelkie krzywdy. Ja bym już świadomie nie chciał nikogo zranić.
Trochę to pokręcone, ale ja to tak wszystko czuję.

26 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-22 22:50:58)

Odp: Czekać czy nie
paslawek napisał/a:

Moim zdaniem to jest na temat bo nie zawsze jest tak jak u Ciebie Salomonko.
Gdzie Twój mąż był drastycznym przypadkiem i przykładem.
Chcę tylko powiedzieć że takie jak Twój były mąż i jego chore zachowania wcale nie są regułą i role w związkach zwanych toksycznymi potrafią się zmieniać .
Sam na początku leczenia byłem przekonany że wszyscy alkoholicy są tacy sami i tak samo źli jak ja.
Potem byłem bardzo zaskoczony na jednej mieszanej terapii z kobietami które określane są jako koalkoholiczki.
fakt nie była to początkowa terapia a raczej bardziej zaawansowana były też ostre między mani alkoholikami i partnerkami konfrontacje wzajemnych urazów żali traum nienawiści niechęci z obu stron bolesne ale cenne doświadczenie ,okazało się że nie wszystko jak napisałem jest takie zawsze i wszędzie biało czarne. A teraz trzeźwieje już dość długo bo ponad połowę życia i mam swoje doświadczenia naprawdę różnie jest nie bronie wszystkich alkoholików nawet nie wszystkich kocham i lubię mam jednak swoje refleksje i obserwacje.Bywa że ostro wypowiadam się o tym zjawisku i chorobie jakim jest uzależnienie ale nie zmienia to faktu tego że nie ma jednej reguły i wzoru owszem bywają wspólne mianowniki a upraszczanie nie zawsze przynosi pożytek.

Pasławku..
podziękuj swoje żonie i kup jej kwiaty, że chciała czekać i w Ciebie wierzyła smile Bo nikt nie ma obowiązku wychowywać i starać się "poprawiać" dorosłego człowieka. I właśnie o tym teraz mówimy. Żona autora nie chciała, nie umiała, nie czuła się na siłach i nikt, ale to nikt nie może twierdzić, że ponosi za to najmniejszą winę. Nawet jesli autor twierdzi, że zrobił się aniołem smile Jego żona tego nie wytrzymała i koniec tematu. Będziemy teraz ją biczować? Jeśli tak, to beze mnie.

27 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-22 23:15:21)

Odp: Czekać czy nie

Nikt jej nie chce biczować za ten jej wybór to znaczy żony Autora w sumie też ją rozumiem sam często doradzam odejście od alkoholika który nie chce się leczyć i wszystkie możliwości zostały wyczerpane ,a możliwości jak wiesz są ograniczone i skromne w interweniowaniu i spiętrzeniu kryzysów .W przypadku Autora to jednak nie jest tak strasznie jednoznaczne romans bardzie wydaje się bodźcem do rozstania niż jego dno i konsekwencje uzależnienia trochę inne akcenty z resztą skutek jest istotniejszy w tym - rozstanie a Autor przed rozstaniem zaczął coś ze sobą robić okazało się ze za późno trudno tak bywa.
Też żona Autora jest dorosła i ponosi,poniesie konsekwencje swoich decyzji oby dojrzałych i też dla dobra dzieci nie tylko przeciwko Frankowi i dla siebie .

Moja żona przyszła jakby na gotowe tak na marginesie, poznaliśmy się jak już jakiś czas parę lat byłem abstynentem srogim i ponurym
w życiu nie widziała mnie ani naćpanego ani pijanego .

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

28 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 23:31:13)

Odp: Czekać czy nie

nikt nie ma obowiązku czekać. ale też pewnie jak się odejdzie to temat trzeba zamknąć a nie mieć pretensje że sprawy sie potoczyły nie po naszej myśli- bo życie nie ma obowiązku toczyć spraw po naszej myśli.  Drugi człowiek też podejmuje decyzje jakie może i na jakie ma siły w danych okolicznościach.
jeśli w momencie gdy On przestaje pić ona wikła się w romans to znaczy dla mnie tyle, że nie o picie chodzi i tyle.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

29

Odp: Czekać czy nie
Salomonka napisał/a:
paslawek napisał/a:

Moim zdaniem to jest na temat bo nie zawsze jest tak jak u Ciebie Salomonko.
Gdzie Twój mąż był drastycznym przypadkiem i przykładem.
Chcę tylko powiedzieć że takie jak Twój były mąż i jego chore zachowania wcale nie są regułą i role w związkach zwanych toksycznymi potrafią się zmieniać .
Sam na początku leczenia byłem przekonany że wszyscy alkoholicy są tacy sami i tak samo źli jak ja.
Potem byłem bardzo zaskoczony na jednej mieszanej terapii z kobietami które określane są jako koalkoholiczki.
fakt nie była to początkowa terapia a raczej bardziej zaawansowana były też ostre między mani alkoholikami i partnerkami konfrontacje wzajemnych urazów żali traum nienawiści niechęci z obu stron bolesne ale cenne doświadczenie ,okazało się że nie wszystko jak napisałem jest takie zawsze i wszędzie biało czarne. A teraz trzeźwieje już dość długo bo ponad połowę życia i mam swoje doświadczenia naprawdę różnie jest nie bronie wszystkich alkoholików nawet nie wszystkich kocham i lubię mam jednak swoje refleksje i obserwacje.Bywa że ostro wypowiadam się o tym zjawisku i chorobie jakim jest uzależnienie ale nie zmienia to faktu tego że nie ma jednej reguły i wzoru owszem bywają wspólne mianowniki a upraszczanie nie zawsze przynosi pożytek.

Pasławku..
podziękuj swoje żonie i kup jej kwiaty, że chciała czekać i w Ciebie wierzyła smile Bo nikt nie ma obowiązku wychowywać i starać się "poprawiać" dorosłego człowieka. I właśnie o tym teraz mówimy. Żona autora nie chciała, nie umiała, nie czuła się na siłach i nikt, ale to nikt nie może twierdzić, że ponosi za to najmniejszą winę. Nawet jesli autor twierdzi, że zrobił się aniołem smile Jego żona tego nie wytrzymała i koniec tematu. Będziemy teraz ją biczować? Jeśli tak, to beze mnie.

Chciałbym podkreślić jeszcze raz, że nie winie żony, że miała już dosyć. Mam żalu trochę, że odpuściła w momencie kiedy najbardziej jej potrzebowałem i nie chciała już nic naprawiać, chociaż to deklarowała. To są moje konsekwencje. Ja je ponoszę. Tylko też jak mówię, gdyby nie było kolegi z pracy to pewnie inaczej by się to potoczyło.
Życzę żonie jak najlepiej, ale obawiam się, że robi błąd, że raz ze tak szybko wchodzi w nową relację, moim zdaniem z niewłaściwym człowiekiem ale nie mnie to oceniać, oraz moim zdaniem jest duże prawdopodobieństwo że dojdą kiedyś do niej wyrzuty sumienia że nie poczekała, nie zobaczyła, nie chciała spróbować. Mam prawo wyrazić swoje obawy, również przed żoną, gdyż nie jest samotną kobietą, mamy dzieci i są one wspólne. Nie chciałbym żeby one poniosły konsekwencje ojca i dodatkowo matki. Nie wiem czy rozumiecie. To dotyczy całej naszej czwórki. Ja wiem, że sobie poradzę. Boję się przede wszystkim o dzieci ale również o żonę, bo jeśli popełnia błąd to odbije się to na jej zdrowiu psychicznym. Gdy są dzieci to wszystko trzeba przemyśleć więcej niż raz i nie kierować się przede wszystkim emocjami. 11 lat nie da się od tak przekreślić w tydzień.

30

Odp: Czekać czy nie

Moim zdaniem błędem było przestawienie twojego życia Autorze pod widzimisię małżonki. Ona poszła w górę mocno, ty zacząłeś obniżać lot i zagłuszać to procentami. Potem zadziałała hipergamia i poszukiwania lepszego samca.

Powtarzaj sobie w kółko, dopóki sympatia do żony Ci nie przejdzie.... ciało puszczone raz, będzie się puszczać cały czas...

31

Odp: Czekać czy nie
assassin napisał/a:

Moim zdaniem błędem było przestawienie twojego życia Autorze pod widzimisię małżonki. Ona poszła w górę mocno, ty zacząłeś obniżać lot i zagłuszać to procentami. Potem zadziałała hipergamia i poszukiwania lepszego samca.

Powtarzaj sobie w kółko, dopóki sympatia do żony Ci nie przejdzie.... ciało puszczone raz, będzie się puszczać cały czas...

Wiem jakie błędy popełniłem, masz całkowitą rację. Straciłem w tym siebie i straciłem własne zdanie. Rozumiem to, pracuję nad tym.

Co do drugiego zdania to przepraszam, ale nie zgadzam się z tym. Jeśli i kobieta i mężczyzna, otrzymują w związku to czego naprawdę pragną i potrzebują to nie skaczą w bok. Ja zawaliłem, dlatego stało się co sie stało. Jednak to nie oznacza, że trzeba piętnować ludzi do końca życia za błędy i powielać głupie stereotypy. Geniusze uczą się na cudzych błędach, mądrzy na swoich a głupi wcale. Każdy ma prawo się pomylić, trzeba przecierpieć i starać się nie powielać błędów.

32

Odp: Czekać czy nie

Kobieta nigdy nie zdradzi żadnego faceta, dopóki będzie czuła do niego szacunek. Alkoholik to ktoś, kto bez przerwy śmierdzi alkoholem, rzyga w łazience i trzeba po nim sprzątać smile Nie wywiązuje się z obowiązków zawodowych, żona ze strachu aby nie stracił pracy, kłamie i wymyśla historyjki, aby go usprawiedliwić. Walczy (beznadziejnie) aby nie dopuścić alkoholika do wódy, właściwie to wypełnia jej życie smile Stara się aby zatrzymać go w domu, aby wolał rodzinę, ją, dziecko od kolegów i chlania. Na nic to, bo wciąż przegrywa z knajpą. Z czasem staje się pośmiewiskiem dla środowiska, dla sąsiadów, bo kim może dla nich być gdy ciągle zbiera swojego męża z ulicy, klatki schodowej, z chodnika i ciągnie go do domu. Aha! Jeszcze trzeba po nim szczochy umyć z klatki, bo mąż jak zachlał, to się zesikał smile Równie często trzeba zmienić pościel w łożku, bo albo jest porzygana, albo posikana. Kiedy przełożony żony dobiera się do niej w pracy, a ta da mu w pysk z krzykiem, że o wszystkim powie mężowi, to słyszy pogardliwe : Komu? Temu wiecznie zapijaczonemu chłystkowi? Daj spokój.
Do tego jedne siniaki schodzą na niej a powstają następne, bo kobieta wciąż potyka się albo uderza o otwarte drzwi smile

To taki krótki rys, jak wygląda życie z alkoholikiem.
Jak różnie od tego, co tutaj wypisuje autor, prawda? Jak to czasami punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko moim zdaniem, każde życie z alkoholikiem wygląda mniej więcej tak samo. Bez względu, w jakim świetle chce się przedstawić alkoholik. I niech nikt nie twierdzi, że wie lepiej jak to wygląda, jeśli nie żył z alkoholikiem.

33

Odp: Czekać czy nie
Salomonka napisał/a:

Tylko moim zdaniem, każde życie z alkoholikiem wygląda mniej więcej tak samo. Bez względu, w jakim świetle chce się przedstawić alkoholik. I niech nikt nie twierdzi, że wie lepiej jak to wygląda, jeśli nie żył z alkoholikiem.

Chyba Cię, Salomonko, ponoszą emocje, a to w dyskusji niczemu nie służy.
I nie, to nie musi tak wyglądać, bo alkoholizm stopniowo wchodzi w kolejne fazy, a każda przebiega inaczej, bo w każdej przybywa objawów choroby alkoholowej i stają się one coraz bardziej nasilone. Sądzę, że Autor jeszcze nie dotarł do tego punktu, który opisujesz.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

34

Odp: Czekać czy nie
Olinka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Tylko moim zdaniem, każde życie z alkoholikiem wygląda mniej więcej tak samo. Bez względu, w jakim świetle chce się przedstawić alkoholik. I niech nikt nie twierdzi, że wie lepiej jak to wygląda, jeśli nie żył z alkoholikiem.

Chyba Cię, Salomonko, ponoszą emocje, a to w dyskusji niczemu nie służy.
I nie, to nie musi tak wyglądać, bo alkoholizm stopniowo wchodzi w kolejne fazy, a każda przebiega inaczej, bo w każdej przybywa objawów choroby alkoholowej i stają się one coraz bardziej nasilone. Sądzę, że Autor jeszcze nie dotarł do tego punktu, który opisujesz.

Żadne emocje mnie nie ponoszą, bo to było tak dawno, że właściwie jest już tylko wspomnieniem.

A gdybyś Olinko zapytała mojego byłego męża, jak to wyglądało, to opowiedziałby ci łzawą historyjkę o tym, jak to go zawiodłam, bo uciekłam z dzieckiem pewnego dnia i tyle mnie widział. A tak bardzo chciał być dobrym mężem i ojcem smile

35

Odp: Czekać czy nie
Salomonka napisał/a:

Kobieta nigdy nie zdradzi żadnego faceta, dopóki będzie czuła do niego szacunek. Alkoholik to ktoś, kto bez przerwy śmierdzi alkoholem, rzyga w łazience i trzeba po nim sprzątać smile Nie wywiązuje się z obowiązków zawodowych, żona ze strachu aby nie stracił pracy, kłamie i wymyśla historyjki, aby go usprawiedliwić. Walczy (beznadziejnie) aby nie dopuścić alkoholika do wódy, właściwie to wypełnia jej życie smile Stara się aby zatrzymać go w domu, aby wolał rodzinę, ją, dziecko od kolegów i chlania. Na nic to, bo wciąż przegrywa z knajpą. Z czasem staje się pośmiewiskiem dla środowiska, dla sąsiadów, bo kim może dla nich być gdy ciągle zbiera swojego męża z ulicy, klatki schodowej, z chodnika i ciągnie go do domu. Aha! Jeszcze trzeba po nim szczochy umyć z klatki, bo mąż jak zachlał, to się zesikał smile Równie często trzeba zmienić pościel w łożku, bo albo jest porzygana, albo posikana. Kiedy przełożony żony dobiera się do niej w pracy, a ta da mu w pysk z krzykiem, że o wszystkim powie mężowi, to słyszy pogardliwe : Komu? Temu wiecznie zapijaczonemu chłystkowi? Daj spokój.
Do tego jedne siniaki schodzą na niej a powstają następne, bo kobieta wciąż potyka się albo uderza o otwarte drzwi smile

To taki krótki rys, jak wygląda życie z alkoholikiem.
Jak różnie od tego, co tutaj wypisuje autor, prawda? Jak to czasami punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko moim zdaniem, każde życie z alkoholikiem wygląda mniej więcej tak samo. Bez względu, w jakim świetle chce się przedstawić alkoholik. I niech nikt nie twierdzi, że wie lepiej jak to wygląda, jeśli nie żył z alkoholikiem.

Właśnie w naszym społeczeństwie problemem jest to, że gdy słyszy się alkoholik to ma się taką wizję jaką przedstawiłaś. Olinka już odpisała o fazach. Ja proponuję poczytać, dowiedzieć się czegoś o chorobie, przebiegu, pomocy takiej osobie oraz o leczeniu. Może nigdy Ci to nie być potrzebne w życiu, ale może się tak zdarzyć, że będziesz umiała komuś pomoc na długo przed tym jak taka wizja się sprawdzi. Naprawdę alkoholicy to ludzie jak my. Każdy zaczynał od kieliszka, od jednego piwa. Jeden zatrzyma się na 4 piwach, a drugi umrze z przepicia. Każdy ma swoje dno. Jeden wyżej drugi niżej. Można to dno podnosić komuś, komu chce się pomóc. Gdyby moja żona o tym wiedziała to zatrzymalibyśmy razem tę chorobę dużo wcześniej. Jeżeli ja bym wiedział jak to wygląda też bym zatrzymał tą chorobę wcześniej. Nie można mieć o to do nikogo pretensji. Nie o to chodzi w tym wątku, ale jeśli ma to komuś uratować rodzinę, a być może i czyjeś życie, to bardzo się cieszę, że taka rozmowa ma miejsce.

36 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 08:35:55)

Odp: Czekać czy nie

Salomonka współczuję  przeżyć. 
Ale u Ciebie Franek dziwi mnie że piszesz że gdyby żoną wiedziała to ona by zatrzymała.
Jestes dorosłym facetem a nie dzieckiem.
Nie ktoś Cię ma zatrzymywać  tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny.
Za dużo wymagasz.
Może to i skutek i źródło tej choroby:  zachowywanie się jakby inni byli za nas odpowiedzialni ono mają  coś  zrobić podejmować decyzję.  My jesteśmy usprawiedliwiań bo choroba.
Jak choroba to trzeba się leczyć  i słuchać zaleceń lekarza, prawda? Samemu brać  lekarstwa a nie czekać  aż mama poda.
Też jak się chce  żonę  odzyskać ( czy warto od razu napiszę  że nie wiem) to mieć jakiś plan A nie czekać aż żoną przyjdzie sama z powrotem.  Stawiać sobie wymagania i cele. Małe i konkretne.
Np. Masz dzieci. Takim celem mogą być zajęcia dodatkowe dla nich .zarobienie na nie  płacenia systematyczne za nie. Wspieranie dziecka.
To jest jakiś  konkret.
Fajnie jak dzieci mają  się  komu wyżalić  gdzie czyja się wysłuchanie jest cierpliwość.
Ale to niestety jeszcze nie wszystko.
Pewnoe Franek żona ma swoje do przerobienia  A Ty swoje.
I we wszystkim co robisz musisz robić to raczej dla siebie i z przekonaniem że to dla Ciebie dobre. Bo żona może mieć  inne plany i być może Twoje picie to tylko pretekst by zerwać układ z niepasującym jej mężczyzną.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

37

Odp: Czekać czy nie

Czytam wątek i chciałabym coś napisać ale niestety zrobię to pewnie później bo muszę się zbierać do pracy, jestem żoną alkoholika, który pierwsze osiem lat małżeństwa  pił, na prawdę Salomonko  nigdy nie byłam tą kobietą , którą opisałaś jako żonę alkoholika, i nie uważam się za jakąś wyjątkową, nie każdy alkoholik to jednakowa destrukcja i nie każda żona tak samo współuzależniona, zdrada to nie sposób na cokolwiek, jesteśmy do niej zdolni lub nie, bez względu na okoliczności to nasze wybory, nigdy nie czułam się winna za alkoholizm męża, nie mówimy nigdy ale w tym wypadku ja takiej sytuacji nie pamiętam, czułam się jednak odpowiedzialna za to co robię ja i nie znaczy że zawsze to było rozważne ale było moje, maż był bardzo nieprzyjemnym alkoholikiem

38

Odp: Czekać czy nie
Ela210 napisał/a:

Salomonka współczuję  przeżyć. 
Ale u Ciebie Franek dziwi mnie że piszesz że gdyby żoną wiedziała to ona by zatrzymała.
Jestes dorosłym facetem a nie dzieckiem.
Nie ktoś Cię ma zatrzymywać  tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny.
Za dużo wymagasz.
Może to i skutek i źródło tej choroby:  zachowywanie się jakby inni byli za nas odpowiedzialni ono mają  coś  zrobić podejmować decyzję.  My jesteśmy usprawiedliwiań bo choroba.
Jak choroba to trzeba się leczyć  i słuchać zaleceń lekarza, prawda? Samemu brać  lekarstwa a nie czekać  aż mama poda.
Też jak się chce  żonę  odzyskać ( czy warto od razu napiszę  że nie wiem) to mieć jakiś plan A nie czekać aż żoną przyjdzie sama z powrotem.  Stawiać sobie wymagania i cele. Małe i konkretne.
Np. Masz dzieci. Takim celem mogą być zajęcia dodatkowe dla nich .zarobienie na nie  płacenia systematyczne za nie. Wspieranie dziecka.
To jest jakiś  konkret.
Fajnie jak dzieci mają  się  komu wyżalić  gdzie czyja się wysłuchanie jest cierpliwość.
Ale to niestety jeszcze nie wszystko.
Pewnoe Franek żona ma swoje do przerobienia  A Ty swoje.
I we wszystkim co robisz musisz robić to raczej dla siebie i z przekonaniem że to dla Ciebie dobre. Bo żona może mieć  inne plany i być może Twoje picie to tylko pretekst by zerwać układ z niepasującym jej mężczyzną.

Czy ktokolwiem przez odpisaniem czyta co jest wyżej? Ja nie obwiniam żony, że się nie doinformowała, doedukowala. Stwierdziłem tylko sam fakt. Jeszcze raz przypomnę, że jeśli ktoś chce coś powiedzieć o alkoholizmie to najpierw odpowiednia lektura. Ta choroba, robi z nami wszystko, abyśmy jej nie widzieli. Dlatego tak ważna jest postawa najbliższego otoczenia aby obniżać komfort picia, by alko sam dostrzegl problem i się leczył.

Ja wszystko co robię, robię tylko dla siebie. Nie patrze na żonę. Nie mówmy tutaj o płaceniu na dzieci itd. Gdybym nie płacił, nie dbał o nie to byłbym niedojrzały, a gdzieś tam na górze napisałem że dojrzałem bardzo  i jestem odpowiedzialnym.

Możliwe, że to tylko pretekst. Nie wnikajmy w to, czyja wina, jak kto zawinił. Widzicie moje subiektywne spojrzenie na sytuację.

Zadam pytania jeszcze trochę inaczej, chciałbym by ktoś podzielił się swoim doświadczeniem najlepiej by było z jednej jak i z drugiej strony.

1. Jak ma się romans z rozwodem? Wiadomo, że rozwód obciąża bardzo psychicznie. Odbija się to na nowym związku?
2. Ukrywany związek opóźnia opadnięcie różowych okularów?
3. Jak długo może trwać faza takiego ślepego zakochania, w sytuacji gdy nie mieszka się razem? Wydłuża to tą fazę, czy nie ma znaczenia?
4. Czy w ogóle powinienem pogadać z tym kolesiem? Mam nr telefonu, nie dzwoniłem nigdy, nie kontaktowalem. Uznałem, że to niedojrzałe. Jednak może powinienem?

39

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:
assassin napisał/a:

Moim zdaniem błędem było przestawienie twojego życia Autorze pod widzimisię małżonki. Ona poszła w górę mocno, ty zacząłeś obniżać lot i zagłuszać to procentami. Potem zadziałała hipergamia i poszukiwania lepszego samca.

Powtarzaj sobie w kółko, dopóki sympatia do żony Ci nie przejdzie.... ciało puszczone raz, będzie się puszczać cały czas...

Wiem jakie błędy popełniłem, masz całkowitą rację. Straciłem w tym siebie i straciłem własne zdanie. Rozumiem to, pracuję nad tym.

Co do drugiego zdania to przepraszam, ale nie zgadzam się z tym. Jeśli i kobieta i mężczyzna, otrzymują w związku to czego naprawdę pragną i potrzebują to nie skaczą w bok. Ja zawaliłem, dlatego stało się co sie stało. Jednak to nie oznacza, że trzeba piętnować ludzi do końca życia za błędy i powielać głupie stereotypy. Geniusze uczą się na cudzych błędach, mądrzy na swoich a głupi wcale. Każdy ma prawo się pomylić, trzeba przecierpieć i starać się nie powielać błędów.

Pierwszy akapit... słuszne wnioski, drugi akapit...chyba nie zrozumiałeś.

40 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-02-23 10:24:59)

Odp: Czekać czy nie

Franek, jedyne co możesz zrobić to odpuścić. Rozpad związku trwał latami, próbowaliście terapii, żona jednak uznała że nie chce z Tobą być i na ten moment to tyle. Siedząc i kalkulując za ile jej spadną okulary marnujesz swój czas. Chociażby jej miały spasc za tydzień nie oznacza to że będzie w jakikolwiek sposób zainteresowana wracaniem do Waszej relacji. O sabotowaniu jej związku już wgl nie wspomnę.

Ja wiem że ciężko ale myślę że to czas odpuścić

41

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

Zadam pytania jeszcze trochę inaczej, chciałbym by ktoś podzielił się swoim doświadczeniem najlepiej by było z jednej jak i z drugiej strony.
1. Jak ma się romans z rozwodem? Wiadomo, że rozwód obciąża bardzo psychicznie. Odbija się to na nowym związku?

A ja zapytam jeszcze raz - jakie to ma znaczenie? Dlaczego aż tak bardzo interesuje Cię nowy związek żony, skoro podobno jesteś skupiony na sobie, na swojej terapii, rozwoju i postępach.
Wiele rzeczy zależy od partnera żony i od tego, jak oni oboje wspólnie poradzą sobie z takimi doświadczeniami jakimi jest rozwód. Wcale nie jest powiedziane, że to się odbije na nowym związku. Równie dobrze on może się okazać dla żony dużym wsparciem, co dodatkowo umocni ich relację.

Franek1987 napisał/a:

2. Ukrywany związek opóźnia opadnięcie różowych okularów?

Moim zdaniem nie smile To co najszybciej zdejmuje różowe okulary, to wspólne zamieszkanie i proza codziennego życia.

Franek1987 napisał/a:

3. Jak długo może trwać faza takiego ślepego zakochania, w sytuacji gdy nie mieszka się razem? Wydłuża to tą fazę, czy nie ma znaczenia?

Po czym wnioskujesz, że owo zakochanie jest ślepe?

Franek1987 napisał/a:

4. Czy w ogóle powinienem pogadać z tym kolesiem? Mam nr telefonu, nie dzwoniłem nigdy, nie kontaktowalem. Uznałem, że to niedojrzałe. Jednak może powinienem?

Że tak spytam wprost ... o czym?
Kolegi sobie szukasz? O czym mógłbyś/ powinieneś z nim pogadać?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

42 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 10:42:38)

Odp: Czekać czy nie

A gdzie ja napisałam że obwiniasz?
Napisałam że widzę  Twoje OCZEKIWANIE wobec żony że zrozumie że to choroba że by czemuś  zapobiegła.
Ja po prostu widzę  takie trochę  bierne nastawienie wybacz  ale tak mi się to jawi.
Może słusznie może nie.
Może nawet podświadomie to Ty z tą żonę  w jednym teamie wcale nie chciałeś grać  bo ma nie fajny charakter więc nastąpił  cichy bojkot.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

43

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:
assassin napisał/a:

Moim zdaniem błędem było przestawienie twojego życia Autorze pod widzimisię małżonki. Ona poszła w górę mocno, ty zacząłeś obniżać lot i zagłuszać to procentami. Potem zadziałała hipergamia i poszukiwania lepszego samca.

Powtarzaj sobie w kółko, dopóki sympatia do żony Ci nie przejdzie.... ciało puszczone raz, będzie się puszczać cały czas...

Wiem jakie błędy popełniłem, masz całkowitą rację. Straciłem w tym siebie i straciłem własne zdanie. Rozumiem to, pracuję nad tym.

Nie rozumiesz. Co byś teraz nie zrobił, to sprawa z zoną jest przegrana. Przegrałeś test, którego wygrać nie mogłeś, bo żona poszła o ligę wyżej. Ratowałeś się alkoholem, zły pomysł, ale na tamtą chwilę, jakoś uśmierzyło ból. Teraz trzeba stanąć na nogi. Pogodzić się z tym, że żona do Ciebie nie wróci. Unormować sprawy wychowywania dzieci i nauczyć się żyć bez żony.

44

Odp: Czekać czy nie

Franek znasz modlitwę o pogodę ducha- pierwszy drogowskaz, znasz dezyderatę - drugi drogowskaz, masz 12 kroków - najważniejszy dla Ciebie drogowskaz, tak na prawdę do tego abyś się rozwijał, żył pogodnie, uczciwie, wypełniał swój codzienny dzień, był dobrym przykładem dla swoich dzieci, był spójny w tym co mówisz a co robisz... nic więcej Ci nie potrzeba wiedzieć, można dorzucić 10 przykazań z biblii i dwa chrześcijańskie miłości i na pewno już wtedy komplet na całe życie, uważam że przeróżni znani nam filozofowie jedynie obracali temat w kółko

Może Twoim obecnym wyzwaniem Franek jest pozwolenie żonie ponieść konsekwencje swoich wyborów ( złe czy dobre ) a Ty rób swoje, nie jest łatwo patrzeć na to co nam się nie podoba i nie poprawiać / ratować sytuacji ( partnerzy alkoholików długo mogli by mówić )

45

Odp: Czekać czy nie

Gach żony już był w związku z kobietą z dziećmi? a powód rozstania z tamtą to był?
Pytasz czy związek z tamtym może się udać? może, bo dlaczego nie? Chociaż wydaje się że on powiela swój poprzedni związek który się rozleciał.

Jedno jest pewne nie możesz stać w miejscu jak teraz stoisz, bo stoisz.
Z tego co piszesz żona Ciebie zdradziła, nie wiesz jak długo trwa ich romans, pół roku, rok?
Twoje życie sprzed zdrady, sprzed Twojego nałogu nie wróci - życzeniowość nie zadziała. Nawet Twoja miłość się zmieniła.

Kochasz? puść wolno bez zobowiązań. Nie czekaj.

46

Odp: Czekać czy nie
jjbp napisał/a:

Franek, jedyne co możesz zrobić to odpuścić. Rozpad związku trwał latami, próbowaliście terapii, żona jednak uznała że nie chce z Tobą być i na ten moment to tyle. Siedząc i kalkulując za ile jej spadną okulary marnujesz swój czas. Chociażby jej miały spasc za tydzień nie oznacza to że będzie w jakikolwiek sposób zainteresowana wracaniem do Waszej relacji. O sabotowaniu jej związku już wgl nie wspomnę.

Ja wiem że ciężko ale myślę że to czas odpuścić

Gdybyśmy skorzystali z terapii takiej prawdziwej, to dzisiaj prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj. Myśmy mieli dwie sesje po godzinę. Pierwsza to wstępna diagnoza, a druga to w sumie napisanie co w sobie lubimy, czego nie itd. Gdyby z listy mojej żony usunąć alkohol to byłbym jak ktoś wyżej napisał aniołem.

Większość osób, zawsze mówi, daj spokój, olej, tego kwiatu jest pół światu, puść, nie walcz, miej szacunek do siebie itp itd

Wiecie co ja o tym myślę? Przez takie myślenie, jest jak jest na tym świecie. Moje pokolenie to pokolenie z rodzin alkoholowych (oczywiście nie wszystkie, ale lata 80-90 miało przyzwolenie na picie w pracy, przy dzieciach itd). Z tego pokolenia są albo kolejni alkoholicy albo osoby nie potrafiące utrzymać dłuższej relacji. Kolejne pokolenia są z rozbitych rodzin. Te osoby też nie potrafią stworzyć rodziny, bo wiedzą, że zawsze można uciec. Kolejne to jeszcze nasilenie tego trendu. W społeczeństwie na nikim wrażenia nie robi zdrada (klepanie po plecach przez najbliższe otoczenie), rozwód.. Kiedyś się naprawiało, teraz się wyrzuca. To jest najłatwiejsza droga. Zostawić, nie myśleć, nie walczyć. Po wpisach na forum, po ilości tych głosów w stosunku do ogółu dla mnie osobiście jest to przerażające. Kłóci się to z moimi wartościami, gdzie rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu i za rodziną trzeba stać zawsze murem. Nawet jeśli zawiodłem, popadłem w alko, co wiąże się z różnymi zmiennymi też stanami emocjonalnymi, jestem tylko człowiekiem. Popełniłem błędy, staram się je naprawić i będę walczył o uratowanie małżeństwa. Gdybym tego nie robił byłbym niewiarygodny przed samym sobą. Nigdy nie jest za późno by ponaprawiać swoje "popapranstwo".

Kolejną rzeczą, która mnie przeraża to kwestia egoizmu. U mnie żona ma powody, aby robić to co robi. Naczytałem się dużo historii jak to osoby się nudzą sobą, któraś strona mówi nie kocham i odchodzę. Nie jest to egoizm w czystej postaci? Dla swojego domniemanego szczęścia niszczy się życie partnera/partnerki, co najważniejsze dzieci, ale też ludzi najbliższych wokół, którzy muszą wybierać któraś stronę. Jest wiele form pomocy specjalistycznej, można skorzystać. Dowiedzieć się, że zmiana drobnych rzeczy sprawia, że związek odżyje, uczucie pojawi się na nowo. Zresztą dla mnie miłość to nie do końca uczucie bo uczucia potrafią się zmieniać z dnia na dzień.

Komunikatory. To już jest w ogóle dramat. Życie z realnego świata przeniosło się na ekran telefonu. Zamiast spotkać się np z przyjaciółka, albo chociaż zadzwonić i pogadać, piszę się. Często na bieżąco, emocjonalnie, jednak druga strona nie jest w stanie po drugiej stronie poprawnie odczytać tych emocji. Zaczyna się doradzanie, prztakiwanie, nakręcanie. Nie wiem czy rozumiecie.
Prosty szybki i głupi przykład: Mąż nie wyniósł śmieci. Koleżanka pyta co tam. A pokłóciłam się bo znowu nie wyniósł śmieci...

W dalszym ciągu już leci, mój tak samo, a ostatnio zrobił tak i siak. Po kilku wiadomościach ze śmieci rozwija się to do rangi prawie że zdrady z długą lista żalów. Dzwoniąc wieczorem pogadać, nawet byśmy nie powiedzieli o tej sytuacji i nie byłoby bez sensownego nakręcania.

Dlatego nie idę za tłumem! Będę walczył o siebie, a później o żonę i rodzinę. Czy się to komuś podoba czy nie, to jest moje zdanie. Żona podjęła jednostronna decyzję o skończeniu małżeństwa na co ma pełne prawo, tak samo ja mam prawo się nie poddawać.

47

Odp: Czekać czy nie

Dorzucę swoje trzy grosze.

Po pierwsze zgadzam się całkowicie, że alkoholik alkoholikowi nierówny pod względem negatywnego wpływu na rodzinę. Nie powinieneś się o to biczować, bo przestałeś pić, więc realnie starasz się zmienić swoje życie. To bardzo dużo, a nawet jak piłeś to nie robiłeś tzw. bydła i nikt poza Twoją żoną tego nie widział.

Po drugie wcale nie wiadomo, czy alkohol był przyczyną rozpadu Waszej relacji. To na pewno nie pomogło, ale relacja mogłaby się rozpaść tak, czy inaczej. Np. to, że kolega tydzień po Twojej wyprowadzce wyznał jaj miłość i zaczęli się spotykać. Trochę to za szybko się zadziało moim zdaniem. Raczej bym powiedział, że cały czas miała z nim kontakt i był jednym z powodów, dla których stała się zimna.

W pozwie rozwodowym musiała coś napisać, więc sięgnęła po to, co najłatwiejsze. Realną przyczyną równie dobrze mógłbyć ten kolega z pracy. Oczywiście Twój alkohol mógł sprawić, że czuła przyzwolenie, by w ramiona innego uciec.

Franek1987 napisał/a:

Wszyscy widzą we mnie pozytywne zmiany tylko nie moja żona.

Chwila szczerości: ona może je i widzi, ale ma je w dupie - ten etap życia dla niej się skończył.

Rozumiem chęć walki o nią i o rodzinę, bo byłem/jestem w bardzo podobnej sytuacji.

Franek1987 napisał/a:

Pytam czy związek z tym mężczyzną może się udać?

Wróżenie z fusów.

Franek1987 napisał/a:

Pomóżcie. Czy jest jakaś nadzieja?

Zawsze jest jakaś nadzieja, ale szanse są małe, więc dla własnego dobra nie powinieneś żyć nadzieją, a ułożyć sobie życie bez obecnej żony. W przyszłości wszystko może się zdarzyć. Mam takiego kolegę, dobry człowiek, ale straszny lekkoduch. Dość młodo wpadli z żoną. On nie umiał zrezygnować z imprez, kolegów, maryśki, itd. Jak ich mała miała dwa lata rozeszli się z żoną. Żyli osobno przez lata, każdy miał w tym czasie jakichś partnerów (ale już bez kolejnych dzieci), itd. Co ciekawe kolega wcale się aż tak bardzo nie zmienił, dalej jest lekkoduchem. Natomiast po ponad 10 latach zeszli się. Było to jakieś 2-3 lata temu. Mają kolejne dziecko. Wyprowadzili się do domu do innego miasta. Więc wszystko możliwe.

Franek1987 napisał/a:

Właśnie mi się wydaje, że żona robi wszystko nie tak jak chyba powinna

Heh, wypisz wymaluj moja żona, a jednak... może to po prostu my nie umiemy zaakceptować, że robią dokładnie to czego potrzebują i co powinny robić?

aniuu1 napisał/a:

Zastanawia mnie, że chcesz niby brać wszystko na siebie. Ty kochasz, ona zimna. Ty chesz starać się na 100%, a wystarcza Ci by ona starała się na kilka procent.. Ona kłótliwa, ale co tam, schowasz dumę do kieszeni. Nie wydaje Ci się, że tak się nie da mieć zdrowej relacji? Czy masz szacunek do siebie? Czy nie jest tak, że po prostu czujesz się słaby i mało wartościowy, dlatego gotowy jesteś na poświęcenia?

Dokładnie. Ty masz swoje za uszami, ale choleryczność i apodyktyczność Twojej żony to też nie przelewki. Jestem pewien, że za rozpad Waszej rodziny odpowiadacie w jakimś stopniu oboje, ale wiadomo - alkoholik jest napiętnowany na całe życie.

Franek1987 napisał/a:

Uważam, że dopóki nie uznam, iż nie zrobiłem wszystkiego co było w mojej mocy, aby uratować małżeństwo to zawsze będę miał żal do siebie

To tak możesz do u...nej śmierci.

Franek1987 napisał/a:

Słabością byłoby iść za tłumem. Ja idę za sercem i swoim rozumem.

Twoje prawo, ale może to też być wymówka, by nie zmierzyć się z tym, że to już defnitywny koniec i nie musieć ruszać do przodu.

Franek1987 napisał/a:

Najbardziej mnie zastanawia fakt, że młody, zdrowy chłopak (bo facetem nie jest skoro to robi), nie planuje założyć swojej rodziny, mieć swoich dzieci, tylko bierze się za cudze. To jakaś taka dysfunkcja musi być...

A nie za wcześnie, by taki wnioski snuć? Może być dysfunkcja, ale Twoja żona jest dorosła. Jeśli ma się sparzyć, nie uchronisz jej przed tym.

Franek1987 napisał/a:

Co do drugiego zdania to przepraszam, ale nie zgadzam się z tym. Jeśli i kobieta i mężczyzna, otrzymują w związku to czego naprawdę pragną i potrzebują to nie skaczą w bok. Ja zawaliłem, dlatego stało się co sie stało. Jednak to nie oznacza, że trzeba piętnować ludzi do końca życia za błędy i powielać głupie stereotypy.

Pozornie masz rację, ale chyba nie rozumiesz powagi sytuacji. Oczywiście, że ktoś może zdradzić raz i będzie to dla niego tak duże przeżycie, że się zmieni i nie zrobi tego ponownie. Tylko, że z tego co piszesz Twoja małżonka może mieć głębsze problemy, których chyba nie dopuszczasz do siebie. Ty możesz się zmienić, uzdrowić, a i tak Wam nie wyjdzie. Masz rację, że wejście w relację tydzień po Waszej wyprowadzce nie wygląda za dobrze.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

48

Odp: Czekać czy nie

Franek
Pytałeś nas o zdanie a teraz masz problem bo nie spełniają Twoich oczekiwań? 
TWOICH.
Widzisz to? wszędzie w Twoich wpisach w oczy rzuca się JA, JA, JA - a gdzie jest ja Twojej żony?
Chcesz walczyć? z kim chcesz walczyć? z żoną? I jak ta walka ma wyglądać?
Będziesz siedział na gałęzi jak sęp i czekał? ale na co czekał?
Jak sobie tą walkę wyobrażasz?

49 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-02-23 11:40:19)

Odp: Czekać czy nie

Zgadzam się z tym co napisał Maku
Plus:

Kiedyś się naprawiało, teraz się wyrzuca. To jest najłatwiejsza droga. Zostawić, nie myśleć, nie walczyć.

Nie zawsze warto walczyć. Sztuka jest umieć ocenić kiedy walczyć a kiedy odpuścić. Za duzo osób idealizuje trzymanie się kurczowo sytuacji która dla nikogo nie jest dobra.

Tak naprawdę czasem trzeba odpuścić, dając sytuacji oddech daje się obu osobom szanse albo na szczęście z kimś innym, albo na powrót do siebie ale niewymuszony, świadomy, na spokojnie

50

Odp: Czekać czy nie

Jeżeli ktoś chce to znajdzie sposób jeżeli nie to wyszuka tysiąc powodów. Z tego co opisujesz wygląda że żona już wcześniej romansowała z ,,kolegą" szukając powodu odejścia który podałeś jej na tacy = alkoholizm. Padło tu zapytanie czy alkoholizm usprawiedliwia do zdrady ? odpowiadam NIE , należy rozwieść się a potem użyczać innym, w taki sposób w jaki niektórzy usprawiedliwiają tę zdradę można usprawiedliwić wszsytkie zdrady. Czy alkoholizm niszczy rodzinę = TAK przy czym niektórym nie przeszkadza tzw ,,małe" picie jak u autora. Czy żona postąpiła słusznie ? nie bo nie zakonczyła jednego związku wchodząc w drugi. Czy jej się uda ? nie znam całej historii ale z uwagi na ukryty romans (tak raczej na to wygląda), poprzedni związek kochanka ( nie doczytałem czy on ma własne swoje dzieci z inną kobietą) a więc jego odpowiedzialność (sosunek do dzieci ?), bazowanie na zauroczeniu (za szybko to poszło chyba że trwa to od kilkunastu miesięcy a autor nie zauważył romansu) raczej się posypie (realne życie razem 24godziny na dobę) weryfikuje niejeden romans. Czy żona zrozumie jakie błędy popełniła ? sądze że nie i nigdy nie dopuści nawet do myśli jakieś swojej częściowej winy tłumacząc wszystko alkoholizmem który nagle jej zaczął przeszkadzać. Autorze jesteś w fazie pierwszej (niedowierzanie, próba ratowania) poczytaj fora o podobnych historiach gdzie kobieta zdradzała. Osobne zamieszkanie dało jej wolnośc a papierek czy koscielna przysięga to dla niej toaletowy raczej niż coś ważnego. Oprzytomniej , ratuj siebie (alkoholizm, psychika-własna ocena) zajmij się dziecmi bo to twoja jedyna rodzina tak naprawdę a żonę jeszcze nie ex pozostaw, nie dopytuj, nie dzwoń, nie pytaj tylko wyłącznie w sprawie dzieci. Ona wybrała , kobiety tego nie robią w sekundzie, w miesiąc . Jej decyzja została wypracowana i przemyślana bardzo długo już od dłuższego czasu, przeanalizowała wszystko co i jak a ty w jej oczach nawet nie zasługiwałeś na szansę. Wiem że boli bo gdyby nie bolało to byłbyś psychopatą. Dasz radę z alkoholem bo już wiesz , dasz radę z dziećmi, dasz radę z dalszym życiem ale nie możesz zawrócić z obranej drogi = odstaw całkowicie alkohol i zajmij się sportem wysiłkowym. A żona no cóż pewnie za chwilę ex - jej małpy jej cyrk. Ty masz dzieci, zabezpiecz majątek (rozdzielność finansową), może nowa praca, doskonalenie zawodowe. A tak po męsku czy chciałbyś tworzyć rodzinę z osobą która odeszła /porzuciła Ciebie gdy ty najbardziej potrzebowałeś wsparcia, osobę która widząc że masz trudne dzni znajduje sobie kochanka dobijając ciebie jakby nie mogła poczekać do rozwodu ? osobę która oprócz nienawieści, pogardy nic nie czuje ? Odpowiedz sobie też na pytania po kilku miesiącach - zdziwisz się nad zmianą perspektywy. Trzymam kciuki za ciebie - szczęśliwy tata to szczęśliwe dzieci .

51

Odp: Czekać czy nie
maku2 napisał/a:

Franek
Pytałeś nas o zdanie a teraz masz problem bo nie spełniają Twoich oczekiwań? 
TWOICH.
Widzisz to? wszędzie w Twoich wpisach w oczy rzuca się JA, JA, JA - a gdzie jest ja Twojej żony?
Chcesz walczyć? z kim chcesz walczyć? z żoną? I jak ta walka ma wyglądać?
Będziesz siedział na gałęzi jak sęp i czekał? ale na co czekał?
Jak sobie tą walkę wyobrażasz?

W moich wpisach rzuca się ja, ja, ja gdyż mogę wypowiadać się tylko za siebie. Nie mogę pisać za żonę czy też kogoś innego. Niczego też nie oczekuję od żony. Oczekiwać mogę tylko od siebie.

Proponuję poczytać wszystkie moje wpisy. Pisałem, że będę czekać nie czekając co oznacza, że z jednej strony nie zamierzam się wdawać w żadne nowe intymne relacje, a z drugiej będę zajmował się rozwojem siebie i niwelowaniu swoich wad (to też jest swego rodzaju walką)

Walczyć będę nie z żoną, a będę walczył o utrzymanie małżeństwa. Napewno w sądzie nie godzę się na rozwód. Mam do tego prawo i skorzystam z tego.
O żonę będę zabiegał. Zabiegał, nie popełniając głupich błędów czyli np odpowiednio wychowywał dzieci, dotrzymywał obietnic, nie będę pił, w razie jakiegokolwiek problemu czy potrzeby, chce by żona czy przyszła była żona, wiedziała że może na mnie liczyć w każdej sytuacji. Ze jestem i jeśli będę mógł w czymś pomóc to pomogę. Chcialbym by odzyskała po mału do mnie zaufanie.

Nie chcę się narzucać, nie proszę, nie błagam. Już wszystko jej powiedziałem co miałem do powiedzenia. Zna moje zdanie na temat Np mojej odmowy na rozwód i ją akceptuje.

Nie mam problemu z waszym zdaniem. Bardzo się cieszę, że mogę poczytać co piszą inni. Mogę się z czymś zgadzać a z czymś niekoniecznie. Na tym polega też poprawna komunikacja i asertywność? Tak naprawdę to wpisy na forum nie do końca oddają rzeczywistość, bo niekiedy piszą osoby zranione, niekiedy ktos na złość napisze itd. Też nie da się opisać tak długiej relacji. Opieramy się na moim subiektywnym spostrzeganiu sytuacji. Skupiona ona jest jednak na końcówce samej, nie opisuję życia jeszcze pół roku temu kiedy wydawało mi się że było ok. Patrząc na to powyższe, muszę czytać wszystko, ale brać do siebie tylko to co według mnie konstruktywne, coś co wnosi jakąś wartość dodaną dla mnie. Pojawiło się parę wpisów, jak mogą wyglądać uczucia żony względem mnie, co może myśleć, jak się zachowywać itd. Dzięki takim wpisom, mogę spojrzeć na sytuację pod innym kątem. Na samej górze, mówiłem że nie potrzebuję pomocy co robić z małżeństwem, czy zabiegać o żonę, czy puścić wolno czy nie wiadomo co jeszcze.

Małżeństwo naprawia się tak długo jak długo się psuło. I nie jest to sprint tylko maraton. Jeżeli ktoś chce odpuszczać od razu, jego wybór. Ja przebiegnę i dwa maratony jeśli będzie trzeba.

Dla wielu naiwne i głupie, dla niewielu opowiedzialne i słuszne. Gdy składałem przysięgę małżeńska, nie musimy wnikac czy kościelna czy cywilna, na dole nie było krzyżyka, że dotrzymam jeśli druga strona też dotrzyma.

Zresztą nieważne. Nie ma sensu się wdawać w dyskusję nie na temat. Nie będę tłukł się ze ścianaą. Gdy przeczytam coś wartościowego to się odezwę. Dziękuję za wszystkie wpisy, w każdym jest coś wartościowego bo wyraża Wasze zdanie. Pozdrawiam

52

Odp: Czekać czy nie
normalnyjestem napisał/a:

Jeżeli ktoś chce to znajdzie sposób jeżeli nie to wyszuka tysiąc powodów. Z tego co opisujesz wygląda że żona już wcześniej romansowała z ,,kolegą" szukając powodu odejścia który podałeś jej na tacy = alkoholizm. Padło tu zapytanie czy alkoholizm usprawiedliwia do zdrady ? odpowiadam NIE , należy rozwieść się a potem użyczać innym, w taki sposób w jaki niektórzy usprawiedliwiają tę zdradę można usprawiedliwić wszsytkie zdrady. Czy alkoholizm niszczy rodzinę = TAK przy czym niektórym nie przeszkadza tzw ,,małe" picie jak u autora. Czy żona postąpiła słusznie ? nie bo nie zakonczyła jednego związku wchodząc w drugi. Czy jej się uda ? nie znam całej historii ale z uwagi na ukryty romans (tak raczej na to wygląda), poprzedni związek kochanka ( nie doczytałem czy on ma własne swoje dzieci z inną kobietą) a więc jego odpowiedzialność (sosunek do dzieci ?), bazowanie na zauroczeniu (za szybko to poszło chyba że trwa to od kilkunastu miesięcy a autor nie zauważył romansu) raczej się posypie (realne życie razem 24godziny na dobę) weryfikuje niejeden romans. Czy żona zrozumie jakie błędy popełniła ? sądze że nie i nigdy nie dopuści nawet do myśli jakieś swojej częściowej winy tłumacząc wszystko alkoholizmem który nagle jej zaczął przeszkadzać. Autorze jesteś w fazie pierwszej (niedowierzanie, próba ratowania) poczytaj fora o podobnych historiach gdzie kobieta zdradzała. Osobne zamieszkanie dało jej wolnośc a papierek czy koscielna przysięga to dla niej toaletowy raczej niż coś ważnego. Oprzytomniej , ratuj siebie (alkoholizm, psychika-własna ocena) zajmij się dziecmi bo to twoja jedyna rodzina tak naprawdę a żonę jeszcze nie ex pozostaw, nie dopytuj, nie dzwoń, nie pytaj tylko wyłącznie w sprawie dzieci. Ona wybrała , kobiety tego nie robią w sekundzie, w miesiąc . Jej decyzja została wypracowana i przemyślana bardzo długo już od dłuższego czasu, przeanalizowała wszystko co i jak a ty w jej oczach nawet nie zasługiwałeś na szansę. Wiem że boli bo gdyby nie bolało to byłbyś psychopatą. Dasz radę z alkoholem bo już wiesz , dasz radę z dziećmi, dasz radę z dalszym życiem ale nie możesz zawrócić z obranej drogi = odstaw całkowicie alkohol i zajmij się sportem wysiłkowym. A żona no cóż pewnie za chwilę ex - jej małpy jej cyrk. Ty masz dzieci, zabezpiecz majątek (rozdzielność finansową), może nowa praca, doskonalenie zawodowe. A tak po męsku czy chciałbyś tworzyć rodzinę z osobą która odeszła /porzuciła Ciebie gdy ty najbardziej potrzebowałeś wsparcia, osobę która widząc że masz trudne dzni znajduje sobie kochanka dobijając ciebie jakby nie mogła poczekać do rozwodu ? osobę która oprócz nienawieści, pogardy nic nie czuje ? Odpowiedz sobie też na pytania po kilku miesiącach - zdziwisz się nad zmianą perspektywy. Trzymam kciuki za ciebie - szczęśliwy tata to szczęśliwe dzieci .

W międzyczasie pojawił się wartościowy wpis, więc czuję się zobowiązany odpisać dziękuję.

On nie ma swoich dzieci. Była partnerka miała dwójkę, jednak tam ojciec się nie interesował swoimi dziećmi i on byl takim dobrym wujkiem.

Co do decyzji żony, że przemyślana dłuższy czas. To ja z głupoty i bezsilności wywołałem to całe zamieszanie. Nawet jeśli planowała to jej to przerwałem. Z drugiej strony jeśli planowała to ją utwierdziłem. Tylko czy po tej sytuacji chciałaby to naprawiać? Coś wydarzyło się między pierwsza a drugą wizyta. W ciągu 3 tygodni. Myślę że kolega zauważył że żona ma zmartwienia i wtedy z kumpla przeskoczył w bardziej śmiały atak. Nie wiem, domniemam.

Z resztą się zgadzam. Co do ostatniego pytania to masz rację. Na te chwilę nie chciałbym być z żoną. Absolutnie nie ma takiej opcji. Jednak jeśli okaże się, że żona dojdzie do wniosku, że popełniła błąd (nie bo nie wyszło, tylko może zauważy ze jednak się pomyliła i potrafię zmienić swoje nastawienie i myślenie na dłużej a najlepiej na zawsze), będzie gotowa i otwarta do przepracowania tego wszystkiego co się stało, wtedy ciężką pracą, moglibyśmy spróbować stworzyć coś nowego bez gwarancji, że się uda. Jednak mam nadzieję że dostaniemy od losu szansę, żeby spróbować. Oczywiście to tylko moja projekcja. Nie wiemy co przyniesie jutro, a tym bardziej co będziemy robić np za rok. Napewno za rok o tej porze będzie dużo lepiej niż dziś. Obojętnie w którą stronę.

53 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-02-23 12:36:55)

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

[....]

Dlatego nie idę za tłumem! Będę walczył o siebie, a później o żonę i rodzinę. Czy się to komuś podoba czy nie, to jest moje zdanie. Żona podjęła jednostronna decyzję o skończeniu małżeństwa na co ma pełne prawo, tak samo ja mam prawo się nie poddawać.

Twoje życie, Twoja sprawa. Pierdoły też są na świecie potrzebne.


A tak na serio. Stań na nogi, pożyj sam z rok lub dwa. Kontakty z żonką ogranicz TYLKO i wyłącznie do spraw związanych z dziećmi. Kibicuję, żebyś jednak otrzeźwiał.

54 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 12:46:32)

Odp: Czekać czy nie

smile
Ćóz..teraz widzę  że mylą się Ci. Którzy myślą  że alkohol  powoduje nietrzeźwość myślenia.
A On tylko ją podkreśla..pasuje po prostu do człowieka.
Przemyśl to co Maku napisał o sępie.
Bardzo trafne.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

55

Odp: Czekać czy nie
Franek1987 napisał/a:

W międzyczasie pojawił się wartościowy wpis, więc czuję się zobowiązany odpisać dziękuję.

Wybacz, ale dla Ciebie wartościowy wpis, to taki który w jakiś sposób popiera Twój sposób myślenia.

Założyłeś wątek, żeby co właściwie osiągnąć? Bo wygląda to na szukanie sojuszników, klakierów.

@normalnyjestem

Bez urazy, nic do Twojego wpisu nie mam smile Próbuję tylko Autorowi uświadomić, że warto się czasem zastanowić, a nie z góry skreślać inną opinię, bo jest niezgodna z naszym własnym zdaniem.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

56 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-02-23 13:05:53)

Odp: Czekać czy nie

Mam wrażenie że autor założył wątek aby "poznać inne opinie" ale jednocześnie założył z góry że jego podejście do sprawy jest super i zgodne z jego poglądami i pod żadnym pozorem go nie zmieni.

No i super, wolno mu toż to jego życie, tylko na co wtedy te inne opinie?...

57

Odp: Czekać czy nie

Franek
Walka o siebie jest super i wszyscy będą Ciebie wspierać ale w walce o związek czy małżeństwo są dwie strony i obie musza tą walkę podjąć a Twoja żona tego nie chce.
Ona ma już gacha(a nie wiesz dokładnie od kiedy go ma) i chce rozwodu.
Zobacz co piszesz

Franek1987 napisał/a:

Moje pokolenie to pokolenie z rodzin alkoholowych (oczywiście nie wszystkie, ale lata 80-90 miało przyzwolenie na picie w pracy, przy dzieciach itd).

Twoje pokolenie nie jest POKOLENIEM pochodzącym z rodzin alkoholowych, w Twoim pokoleniu(jak w każdym) zdarzają się rodziny z problemem alkoholowym i to są wyjątki a nie norma.

Franek1987 napisał/a:

Z tego pokolenia są albo kolejni alkoholicy albo osoby nie potrafiące utrzymać dłuższej relacji. Kolejne pokolenia są z rozbitych rodzin. Te osoby też nie potrafią stworzyć rodziny, bo wiedzą, że zawsze można uciec. Kolejne to jeszcze nasilenie tego trendu

Robisz to samo co zrobiła Salomonka - swoją miarą mierzysz innych i jak bardzo generalizujesz - bo tak Ci jest wygodnie.

Franek1987 napisał/a:

W społeczeństwie na nikim wrażenia nie robi zdrada (klepanie po plecach przez najbliższe otoczenie), rozwód..

Robi, dlatego jest ten portal jak i wiele innych.

Franek1987 napisał/a:

Kiedyś się naprawiało, teraz się wyrzuca. To jest najłatwiejsza droga. Zostawić, nie myśleć, nie walczyć.

Naprawić można but, po zdradzie można próbować stworzyć coś nowego bo stare już odeszło.
Myśl, walcz jak najwięcej ale o siebie, nie o żonę.
Dlaczego nie o nią? Bo ona tego NIE CHCE - jak chcesz ją zmusić do tej walki? Zostaniesz Don Kichotem?

Franek1987 napisał/a:

Kłóci się to z moimi wartościami, gdzie rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu i za rodziną trzeba stać zawsze murem. Nawet jeśli zawiodłem, popadłem w alko, co wiąże się z różnymi zmiennymi też stanami emocjonalnymi, jestem tylko człowiekiem. Popełniłem błędy, staram się je naprawić i będę walczył o uratowanie małżeństwa. Gdybym tego nie robił byłbym niewiarygodny przed samym sobą. Nigdy nie jest za późno by ponaprawiać swoje "popapranstwo".

Piszesz o wartościach o rodzinie - pierwsze zgubiłeś, drugie zawiodłeś ba można napisać zdradziłeś. Teraz gdy jesteś trzeźwy sobie o nic przypomniałeś ale gdy gdy Ty stałeś a nawet staczałeś sie w dół to Twoja rodzina szła do przodu - Twoja żona szła do przodu tylko Tobie teraz nie podoba się kierunek jej marszu. A przecież - ja już nie piję, ja się zmieniłem, ja ją kocham.
I teraz gdy odbiłeś się od dna masz problem że nie jesteś za to doceniony.
Tak, jesteś człowiekiem tak samo jak Twoja żona, dlaczego zabraniasz jej popełniać ludzkich błędów?
Niektórych "popapraństw" nie można naprawić.

Franek1987 napisał/a:

Kolejną rzeczą, która mnie przeraża to kwestia egoizmu. U mnie żona ma powody, aby robić to co robi. Naczytałem się dużo historii jak to osoby się nudzą sobą, któraś strona mówi nie kocham i odchodzę. Nie jest to egoizm w czystej postaci?

Jak chlałeś to nie kierowałeś się własnym egoizmem?
Skoro Twoja żona ma powody robić to co robi to dlaczego nie może się kierować własnym egoizmem? Czym Twój egoizm rożni się od jej egoizmu?

Franek1987 napisał/a:

Dla swojego domniemanego szczęścia niszczy się życie partnera/partnerki, co najważniejsze dzieci, ale też ludzi najbliższych wokół, którzy muszą wybierać któraś stronę.

Dlaczego domniemanego? Bo Ty tak to widzisz?
W jaki sposób ona niszczy Twoje życie? Przecież była z Tobą cały czas gdy chlałeś, gdy się stoczyłeś. Jak również dzięki żonie wyszedłeś z problemu alkoholowego - mało?
Ponownie pytam - jak niszczy Twoje życie?
A bierzesz pod uwagę że to Ty zniszczyłeś jej...nie, nie życie, małżeństwo topiąc je w alkoholu?.
Nie mieszaj w to dzieci, zdajesz sobie sprawę że dzieci mogą być nieszczęśliwe również w tzw. pełnej rodzinie? Jakie jest zdrowie psychiczne dzieci zależy tylko od Was, słowem - niech wasze rozstanie nie wpłynie na nie negatywnie.
A dlaczego ludzie wokół Was muszą wybierać stronę? I czym niby mają sie kierować przy wyborze?

Franek1987 napisał/a:

Jest wiele form pomocy specjalistycznej, można skorzystać. Dowiedzieć się, że zmiana drobnych rzeczy sprawia, że związek odżyje, uczucie pojawi się na nowo.

Ciągle JA i ciągle postawa życzeniowa. Nie zawrócisz kijem Wisły - Ty chcesz ona już nie. W Waszym przypadku drobna zmiana nie pomoże - gdy jej uczucie się wypaliło.

Franek1987 napisał/a:

Zresztą dla mnie miłość to nie do końca uczucie bo uczucia potrafią się zmieniać z dnia na dzień.

Ciekawe czym dla Ciebie jest miłość?
Można kochać bez uczucia?

Franek1987 napisał/a:

Dlatego nie idę za tłumem! Będę walczył o siebie, a później o żonę i rodzinę. Czy się to komuś podoba czy nie, to jest moje zdanie. Żona podjęła jednostronna decyzję o skończeniu małżeństwa na co ma pełne prawo, tak samo ja mam prawo się nie poddawać.

Walcz, walcz - kto Ci broni? Jestem tylko ciekaw jak sobie tą walkę wyobrażasz?
Podjęła jednostronną decyzję - można by napisać ciesz się że nie podjęła jej wcześniej.
Piszesz że ma prawo a jednocześnie jej kwestionujesz, ciekawe jak chcesz to rozegrać.

58

Odp: Czekać czy nie
Ela210 napisał/a:

smile
Ćóz..teraz widzę  że mylą się Ci. Którzy myślą  że alkohol  powoduje nietrzeźwość myślenia.
A On tylko ją podkreśla..pasuje po prostu do człowieka.
Przemyśl to co Maku napisał o sępie.
Bardzo trafne.

To było niezłe z tym sępem Maku.
Pytaniem dodatkowym jest Na co czeka sęp ?
Życzenie matce swoich dzieci żeby stała się padliną,związek jej się nie udał i trafiła na gorszego ancymona niż Ty Franku,to naprawdę nie jest trzeźwe myślenie,popełniasz stary wyświechtany błąd wielu nowicjuszy w podobnej romansowo rozwodowej sytuacji,recykling to nie jest dobra opcja.
nawet bez alkoholu w tle popełniasz błąd wielu osób zdradzonych po prostu .Czekanie na cud i opamiętanie bywa złudzeniem że wszystko będzie jak dawniej - nie będzie wiele już się zmieniło i jeszcze zmieni.
To co myślisz i robisz sobie w głowie  niestety będzie i może być punktem zapalnym sprzyjającym powstawaniu nawrotów choroby.
Teraz walczysz o kontrolę i sterowanie życiem swojej żony tworząc nierealną wizję filozofię ideologię w niby szczytnym celu i słusznej sprawie,ale z moich doświadczeń podpowiem ci że pakujesz się tym samym w konflikt wewnętrzny pełen dylematów i sprzeczności,brak akceptacji zmian w życiu i rzeczywistości to bywa pułapka dla nowicjusza w trzeźwieniu.
Gołym okiem widać że zaprzeczasz sobie ,z jednej strony deklarujesz trzeźwienie dla siebie samego a z drugiej strony oczekujesz tego że żona nagle cudownie zacznie trzeźwieć z Tobą i za Ciebie według Twojego planu. 
Napisano Ci nie raz już w tym wątku usłyszysz to nie raz na terapii i być może w AA odpuść i zostaw żonę w spokoju zajmij się swoim leczeniem bo nie jesteś bogiem resztę tego co ma się wydarzyć pozostaw siłom wyższym nie jesteś operatorem i kontrolerem rzeczywistości choćbyś stawał na rzęsach,Twój wpływ może i prawdopodobnie będzie mieć odwrotny skutek od zamierzonego.
Trzeźwienie na pokaz mści się na świeżym suchym alkoholiku tu kwestia oczekiwań i roszczeń jest istotna ,a oczekiwania w takiej formie są źródłem rozczarowań .

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

Posty [ 1 do 58 z 94 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018