Skazana na samotność ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Skazana na samotność ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Skazana na samotność ?

Hej wink
Mam poważny problem - mianowicie samotność hmm
Czuję że wpadamm w jakąś paranoję...
Mam 30 lat na karku. Jestem bez faceta i po prawdzie znajomych też. Mam jedną przyjaciółkę w Warszawie, jestem z nią w stałym kontakcie. Reszta znajomych, koleżanek ma mnie głęboko gdzieś... Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca. Chce mi się wyć. Poznaję nowych ludzi na zawodach sportowych, w pracy też ale to nie są jakieś tam głębsze relacje. Każdy patrzy na siebie, a ja potrzebuję kogoś takiego przyjaciela na dobre i na złe. O faceci już nie wspomnę. Jestem sama od maja - nie był to jakiś długi związek - T. wrócił do byłej. Jestem na kilku portalach randkowych - większość nie chce się wiązać na stałe tylko FWB itp rzeczy. Jest to przykre. Mieszkam z rodzicami, pracuję. Nie zarabiam kokosów, utrzymuję się sama - jedyny plus jest taki, że nie płacę czynszu i mam całą górę dla siebie. Przytłacza mnie myśl, że jak ich zabraknie to zostanę sama... Z najniższą krajową w kawalerce w bloku bez nikogo hmm Już teraz mogłabym się wyprowadzić, ale nie miałabym do kogo gęby otworzyć sad Jestem chyba tak ciężkim przypadkiem, że psycholog jeden drugi nie daje rady hmm Oni nie wiedzą jak mi pomóc... Nie wiem jak zmienić myślenie, czasem mam takie napady, że siedzę u siebie i wyję kilka godzin...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Skazana na samotność ?

Hej smile Podobnych tematów na forum jest przynajmniej kilka, może warto byłoby dołączyć do jednego z nich, który ma już swoich stałych czytelników.
Prosić innych o kontakt nie można. Jaka to przyjemność ze spotkania i rozmowy, jeżeli ktoś robi to na siłę, żeby mieć nas z głowy i w nadziei, że wtedy damy mu spokój na jakiś czas?

Dobrym sposobem na nowe znajomości są zainteresowania i próba zaistnienia na jakimś forum, które wpasowuje się tematycznie w to, co nas interesuje. Forum, na którym obecnie jesteśmy, też bardzo dobrze się sprawdza pod tym względem smile
Na jakie zawody sportowe wyjeżdżasz?

To, co wiele osób mogłoby doradzić, to zmiana sposobu myślenia, a nie usilne poszukiwanie bliskich relacji. A przynajmniej to drugie nie powinno odbywać się bez tego pierwszego. Jeśli każde wyjście z domu lub wyjazd na zawody będziesz traktować jako szansę, a raczej konieczność spotkania kogoś bliskiego, kto będzie źródłem szczęścia i źródłem emocji, które pomoże Ci w radzeniu sobie z codziennością, to takie podejście się nie sprawdzi. Trzeba zacząć od siebie smile

A 30 lat to jeszcze koniec świata, może parę wieków temu... wink

"Nagle, nieraz w ciągu kilku dni, powstaje więź, o wiele mocniejsza od wszystkich, ale to wszystkich więzi, jakie istnieją między nami, ludźmi. Nie ma wierności, która by nie została złamana, z wyjątkiem wierności naprawdę wiernego psa".
Konrad Lorenz

3

Odp: Skazana na samotność ?

Cześć, śledzę forum już jakiś czas i postanowiłem się w końcu przełamać. Przeczytałem Twój post i założyłem konto, bo czuję się dokładnie tak samo. Mam 27 lat jestem normalnym chłopakiem, tak mi się przynajmniej wydaje. Pracuję, przyzwoicie zarabiam, mam zdrowa rodzinę, ale czuje się nieszczęśliwy i samotny. Jestem osobą skrytą i niezbyt wylewną. Cierpię na brak znajomych, co prawda mam 2 kumpli, ale to tylko tak do luźnej gadki. Nie mam nikogo komu mógłbym się zwierzyć ze swoich problemów, czy przemyśleń, dlatego wiem co czujesz...

4 Ostatnio edytowany przez Bomberek91 (2021-01-06 14:22:33)

Odp: Skazana na samotność ?

Jeżdżę na zawody biegowe i NW. Lubię sport jest to też w pewnym rodzaju odskocznia od samotności. Lepiej wyjść z domu i zrobić coś dla siebie, dla swojego zdrowia niż czekać nie wiadomo na co. Wyjeżdżając na zawody nie nastawiam się na poznanie faceta, ale na nowe znajomości - ale tak jak powiedziałam te znajomości nie są "od serca". Na forum ?? Na forum to ja się mogę zapytać o dobre buty do biegania... Po prostu nie wiem jak sobie taki stan rzeczy wytłumaczyć... Jestem otwarta i towarzyska tylko dlaczego to właśnie ja zawsze dostaję po tyłku ??

5

Odp: Skazana na samotność ?

Przez kilka lat temu biegałam w dużej zorganizowanej grupie (obcych na początku ) ludzi i to jedna z dyscyplin, w których jest (póki co ) dużo więcej facetów niż dziewczyn. Jedno z forum biegowych, bardzo znane, nazwy pewnie wymienić tutaj nie mogę- skoro jesteś otwarta i towarzyska- próbuj smile Fajnie, że coś robisz, że masz pasje. Tego się trzymaj !

6 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2021-01-07 01:05:24)

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

"...Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca. Chce mi się wyć. Poznaję nowych ludzi na zawodach sportowych, w pracy też ale to nie są jakieś tam głębsze relacje. Każdy patrzy na siebie, a ja potrzebuję kogoś takiego przyjaciela na dobre i na złe.

Witaj,
Nie jesteś "gorszym sortem" i nie byłaś. A posiadanie dzieci czy faceta nie określa naszej wartości w życiu i tego jak nas powinny postrzegać inne osoby.

Trafiłaś pod "dobry adres" - bo tu na netkobiety.pl - nie zabraknie Ci osób z którymi będziesz mogła porozmawiać i to do woli. To forum naprawdę "wciąga".
A odnosząc się do Twoich znajomych, którzy pamiętają o Tobie tylko, gdy "czegoś potrzebują" to skwituje to tak:
"Lepiej mieć szczerych wrogów niż fałszywych przyjaciół"

A jeśli nie będziesz miała z kim iść na kawę - to ja zapraszam big_smile

"Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć" - Ann Landers

7

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

Hej wink
Mam poważny problem - mianowicie samotność hmm
Czuję że wpadamm w jakąś paranoję...
Mam 30 lat na karku. Jestem bez faceta i po prawdzie znajomych też. Mam jedną przyjaciółkę w Warszawie, jestem z nią w stałym kontakcie. Reszta znajomych, koleżanek ma mnie głęboko gdzieś... Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca. Chce mi się wyć. Poznaję nowych ludzi na zawodach sportowych, w pracy też ale to nie są jakieś tam głębsze relacje. Każdy patrzy na siebie, a ja potrzebuję kogoś takiego przyjaciela na dobre i na złe. O faceci już nie wspomnę. Jestem sama od maja - nie był to jakiś długi związek - T. wrócił do byłej. Jestem na kilku portalach randkowych - większość nie chce się wiązać na stałe tylko FWB itp rzeczy. Jest to przykre. Mieszkam z rodzicami, pracuję. Nie zarabiam kokosów, utrzymuję się sama - jedyny plus jest taki, że nie płacę czynszu i mam całą górę dla siebie. Przytłacza mnie myśl, że jak ich zabraknie to zostanę sama... Z najniższą krajową w kawalerce w bloku bez nikogo hmm Już teraz mogłabym się wyprowadzić, ale nie miałabym do kogo gęby otworzyć sad Jestem chyba tak ciężkim przypadkiem, że psycholog jeden drugi nie daje rady hmm Oni nie wiedzą jak mi pomóc... Nie wiem jak zmienić myślenie, czasem mam takie napady, że siedzę u siebie i wyję kilka godzin...

Zaciekawił mnie Twój wątek. Zadajesz pytanie, jak zmienić myślenie, ale może najpierw opisz, jakie jest to myślenie? Zastanawiam się też na czym polegały Twoje spotkania z psychologami? Czy to były konsultacje, terapia? Jakie tematy poruszaliście?
Myślę, że dużo od Ciebie zależy. Nie może być tak źle, jeśli masz przyjaciółkę - to znaczy, że jakieś zdolności interpersonalne posiadasz. Piszesz, że reszta znajomych ma Cię gdzieś - czyli kiedyś ich iałaś... co się wydarzyło?

Skoro masz przyjaciółkę, to znaczy, że udało Ci się stworzyć głębszą relację, ale z nowo poznanymi osobami się nie udaje. Na czym polega różnica?
Piszesz, że na portalach "większość" chce układu FWB, ale to większość, czyli nie wszyscy. A zakładam, że nie chcesz piętnastu partnerów, tylko jednego, to z iloma rozmawiałaś, umówiłaś się?

If you can be anything, be kind.

8

Odp: Skazana na samotność ?

Piszesz dokładnie jak kolega bigos w wątku obok.

Dużo jest samotnych osób i kobiet i mężczyzn, ale pewnie trzeba się napracować aby kogoś poznać.
I pokonać własne przekonania... nie blokady, nie nieśmiałość... tyko swoją filozofię życia.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

9

Odp: Skazana na samotność ?
Monoceros napisał/a:
Bomberek91 napisał/a:

Hej wink
Mam poważny problem - mianowicie samotność hmm
Czuję że wpadamm w jakąś paranoję...
Mam 30 lat na karku. Jestem bez faceta i po prawdzie znajomych też. Mam jedną przyjaciółkę w Warszawie, jestem z nią w stałym kontakcie. Reszta znajomych, koleżanek ma mnie głęboko gdzieś... Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca. Chce mi się wyć. Poznaję nowych ludzi na zawodach sportowych, w pracy też ale to nie są jakieś tam głębsze relacje. Każdy patrzy na siebie, a ja potrzebuję kogoś takiego przyjaciela na dobre i na złe. O faceci już nie wspomnę. Jestem sama od maja - nie był to jakiś długi związek - T. wrócił do byłej. Jestem na kilku portalach randkowych - większość nie chce się wiązać na stałe tylko FWB itp rzeczy. Jest to przykre. Mieszkam z rodzicami, pracuję. Nie zarabiam kokosów, utrzymuję się sama - jedyny plus jest taki, że nie płacę czynszu i mam całą górę dla siebie. Przytłacza mnie myśl, że jak ich zabraknie to zostanę sama... Z najniższą krajową w kawalerce w bloku bez nikogo hmm Już teraz mogłabym się wyprowadzić, ale nie miałabym do kogo gęby otworzyć sad Jestem chyba tak ciężkim przypadkiem, że psycholog jeden drugi nie daje rady hmm Oni nie wiedzą jak mi pomóc... Nie wiem jak zmienić myślenie, czasem mam takie napady, że siedzę u siebie i wyję kilka godzin...

Zaciekawił mnie Twój wątek. Zadajesz pytanie, jak zmienić myślenie, ale może najpierw opisz, jakie jest to myślenie? Zastanawiam się też na czym polegały Twoje spotkania z psychologami? Czy to były konsultacje, terapia? Jakie tematy poruszaliście?
Myślę, że dużo od Ciebie zależy. Nie może być tak źle, jeśli masz przyjaciółkę - to znaczy, że jakieś zdolności interpersonalne posiadasz. Piszesz, że reszta znajomych ma Cię gdzieś - czyli kiedyś ich iałaś... co się wydarzyło?

Skoro masz przyjaciółkę, to znaczy, że udało Ci się stworzyć głębszą relację, ale z nowo poznanymi osobami się nie udaje. Na czym polega różnica?
Piszesz, że na portalach "większość" chce układu FWB, ale to większość, czyli nie wszyscy. A zakładam, że nie chcesz piętnastu partnerów, tylko jednego, to z iloma rozmawiałaś, umówiłaś się?


O tym myśleniu napisałam już wcześniej. Boję się samotności... Rodzice odejdą, a ja zostanę sama w kawalerce. Psychologowie - normalna rozmowa. Sami nie wiedzieli co mi doradzić. Wywnioskowali że wszystko ze mną ok, że mam się bardziej skupić na sobie, a nie na zamartwianiu się na zapas. Co do portali randkowych mam "długi staż" jeżeli o nie chodzi. Wszyscy są mili i fajni do czasu. Na spotkaniach bywa różnie - od desperatów po napaleńców. Byłam na fajnej randce w październiku - niestety facet do końca nie wiedział czego chciał powiedział mi to wprost. Potem kilka razy zadzwonił, wyjechał za granicę i tyle że znajomości zostało.

10 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-01-07 17:18:38)

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Zaciekawił mnie Twój wątek. Zadajesz pytanie, jak zmienić myślenie, ale może najpierw opisz, jakie jest to myślenie? Zastanawiam się też na czym polegały Twoje spotkania z psychologami? Czy to były konsultacje, terapia? Jakie tematy poruszaliście?
Myślę, że dużo od Ciebie zależy. Nie może być tak źle, jeśli masz przyjaciółkę - to znaczy, że jakieś zdolności interpersonalne posiadasz. Piszesz, że reszta znajomych ma Cię gdzieś - czyli kiedyś ich iałaś... co się wydarzyło?

Skoro masz przyjaciółkę, to znaczy, że udało Ci się stworzyć głębszą relację, ale z nowo poznanymi osobami się nie udaje. Na czym polega różnica?
Piszesz, że na portalach "większość" chce układu FWB, ale to większość, czyli nie wszyscy. A zakładam, że nie chcesz piętnastu partnerów, tylko jednego, to z iloma rozmawiałaś, umówiłaś się?


O tym myśleniu napisałam już wcześniej. Boję się samotności... Rodzice odejdą, a ja zostanę sama w kawalerce. Psychologowie - normalna rozmowa. Sami nie wiedzieli co mi doradzić. Wywnioskowali że wszystko ze mną ok, że mam się bardziej skupić na sobie, a nie na zamartwianiu się na zapas. Co do portali randkowych mam "długi staż" jeżeli o nie chodzi. Wszyscy są mili i fajni do czasu. Na spotkaniach bywa różnie - od desperatów po napaleńców. Byłam na fajnej randce w październiku - niestety facet do końca nie wiedział czego chciał powiedział mi to wprost. Potem kilka razy zadzwonił, wyjechał za granicę i tyle że znajomości zostało.

Okej, boisz się samotności... Rozumiem, że teraz jest nieco mniejsza niż by była, gdyby rodzice nagle odeszli. Teraz pytanie: co z tym możesz zrobić, żeby zmniejszyć samotność - co byś chciała, co by sprawiło, że powiesz sobie: "teraz nie jestem samotna". Jakich ludzi byś chciała mieć, ilu?

Z tymi psychologiami dziwna sprawa... bo oni nie są od doradzania. Na całej mojej terapii terapeuta poradził mi raz - którą książkę przeczytać. Poza tym - zero. Więc mam wrażenie, że to nie byli dobrzy psychologowie, którzy Ci pomogli. Źle trafiłaś. Może warto spróbować terapii? Ale takiej z kimś poleconym, sprawdzonym, trwającej dłużej niż miesiąc. Gdzie zamiast porad otrzymasz zrozumienie siebie, nauczysz się opiekować sobą, może odkryjesz nowe rzeczy o nawiązywaniu relacji.

Jakie inne widzisz pomysły na swój problem? Masz 30 lat, na pewno jakieś jeszcze opcje Ci się pojawiają, czego możesz robić więcej, inaczej, żeby było Ci lepiej. Fajnie, że tu napisałaś.

If you can be anything, be kind.

11

Odp: Skazana na samotność ?

Psycholog a terapia to dwie różne rzeczy. Chodzić do psychologa, a na terapię również smile

12 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2021-01-09 00:57:12)

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

O tym myśleniu napisałam już wcześniej. Boję się samotności... Rodzice odejdą, a ja zostanę sama w kawalerce. Psychologowie - normalna rozmowa. Sami nie wiedzieli co mi doradzić. Wywnioskowali że wszystko ze mną ok, że mam się bardziej skupić na sobie, a nie na zamartwianiu się na zapas.

Bomberek - masz 30 lat - to piękny wiek, gdy człowiek się kształtuje, rozwija, poznaje nowe osoby. Może warto spróbować odnowić stare znajomości, jeśli odnosisz wrażenie, że obecni znajomi tylko Cię wykorzystują.
Może poznawanie nowych osób przebiegnie z innym skutkiem, gdy nie będziesz czuła na sobie presji wynikającej z braku tych wartościowych znajomych wokół Ciebie. Wszystko przebiegnie wtedy bardziej naturalnie.
Czy nie jest to jakaś forma presji, którą sobie sama wytworzyłaś? Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie warunkiem bycia szczęśliwą osobą jest posiadanie znajomych czy bycie z kimś w związku. A czy nie jest tak, że to przede wszystkim powinniśmy być najpierw szczęśliwi sami ze sobą? Większość ludzi odczuwa samotność i swoje nieszczęście w sytuacji, gdy skupiamy się na "brakach w swoim życiu". Ale to tylko nasze wyobrażenia. Bo inne osoby (znajomi, partnerzy etc) mogą być tylko dodatkiem do naszego szczęścia. Mogą nas uzupełniać, powodować, że rozkwitniemy, że będziemy żyć pełniej, ale żadna osoba nie może i nie powinna być odpowiedzialna za nasze szczęście i za poczucie naszej samotności.
Bo co by to wtedy miało dla nas oznaczać? Że powinniśmy być nagle nieszczęśliwi i samotni, bo ktoś nas opuścił czy zawiódł? Bycie samemu nie oznacza bycia samotnym.

Przed Tobą całe życie. Stoisz u progu swojego szczęścia. Pomyśl, że wszystko w Twoich rękach. Że możesz wszystko. Że masz czas, aby się rozwijać, robić to co tylko Ty chcesz. Spełniać swoje marzenia. Realizować się na każdej płaszczyźnie. Dalej wychodź do ludzi i po prostu żyj. Rób to co najlepiej potrafisz. Bądź autentyczna.
Swoich byłych traktuj tylko i wyłącznie jako kolejne doświadczenie w życiu, które z czasem doprowadzi Cię do tej przysłowiowej "wisienki na torcie". A ten właściwy facet też się w końcu znajdzie....

Pozdrawiam,

"Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć" - Ann Landers

13

Odp: Skazana na samotność ?
Kubuś_Puchatek napisał/a:

Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie warunkiem bycia szczęśliwą osobą jest posiadanie znajomych czy bycie z kimś w związku. A czy nie jest tak, że to przede wszystkim powinniśmy być najpierw szczęśliwi sami ze sobą?


Kubuś a tak szczerze ile znasz osób, które są szczęśliwe w swojej samotności czy opuszczeniu? Myślę, że każdy w życiu słyszał, że najpierw musisz kochać siebie, tyko to osiąga się często latami. Wymaga pracy.

Kubuś_Puchatek napisał/a:

Większość ludzi odczuwa samotność i swoje nieszczęście w sytuacji, gdy skupiamy się na "brakach w swoim życiu". Ale to tylko nasze wyobrażenia.

Nie musimy się specjalnie skupiać, żeby  dostrzegać braki. Wydaje mi się, że są chwile kiedy samotnisc/nieszczedcia/braki nam bardziej doskwieraja, ale jest mnóstwo takich momentów, w których nam to w ogóle nie przeszkadza.

Kubuś_Puchatek napisał/a:

Bo inne osoby (znajomi, partnerzy etc) mogą być tylko dodatkiem do naszego szczęścia. Mogą nas uzupełniać, powodować, że rozkwitniemy, że będziemy żyć pełniej, ale żadna osoba nie może i nie powinna być odpowiedzialna za nasze szczęście i za poczucie naszej samotności. Bo co by to wtedy miało dla nas oznaczać? Że powinniśmy być nagle nieszczęśliwi i samotni, bo ktoś nas opuścił czy zawiódł?

Zgadzam się. To od nas zależy jak się czujemy. Emocje/uczucia pojawiają się i znikają, często niechcianym uczuciom poświęcamy zbyt wiele uwagi, rozmyślamy i sami przedłużamy swoje cierpienia.

Kubuś_Puchatek napisał/a:

Bycie samemu nie oznacza bycia samotnym.

Dokładnie. W tłumie też można być samotnym, niezrozumianym w rodzinie, w gronie przyjaciół. Takie życie...

14 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2021-01-09 20:49:21)

Odp: Skazana na samotność ?
Stella_ napisał/a:

Kubuś a tak szczerze ile znasz osób, które są szczęśliwe w swojej samotności czy opuszczeniu? Myślę, że każdy w życiu słyszał, że najpierw musisz kochać siebie, tyko to osiąga się często latami. Wymaga pracy.

Stello - nieśmiało wysunąłbym chyba swoją kandydaturę, ale chyba jednak nie tak do końca. Samotność mi teraz służy. Spędzam z synem czas tak jak chce, nie muszę z nikim (poza synem) niczego uzgadniać. Zniknęło sporo ograniczeń. Możemy teraz planować wyjazdy, które wcześniej nie mogły wchodzić nawet w fazę planowania (jż ma lęk wysokości). Natomiast nie wiem czy w moim przypadku "ta euforia" wynikająca z bycia samotnym nie wynika ze spokoju psychicznego, który od niedawna zacząłem odczuwać. Bo chyba każdy po "burzy" zacząłby odczuwać radość. Tak więc skłaniałbym się do umiejscowienia siebie w gronie osób, które dopiero uczą się żyć samemu. I szczerze mówiąc - nie mam z takim życiem żadnego problemu. Nadrabiam zaległości, uczę się gotować, mam mnóstwo planów na czas pocovidowy, chciałbym nauczyć się nowych rzeczy jak np. jazda na rolkach, dużo czasu spędzam poza domem - na brak zajęć naprawdę nie narzekam. Staram się pomagać tym, którzy przy mnie byli, gdy zdrajcy zawiedli.

Natomiast ze swojego grona znajomych znam tylko jeden przypadek osoby, która jest samotna i kocha ten stan. To kobieta, która czuje się spełniona i zawodowo i prywatnie. Żyje naprawdę pełnią życia i myślę, że mogłaby swoją energię rozdzielić na tuzin innych osób. Angażuje się we wszystko co dookoła i ciężko za nią nadążyć big_smile
Ostatnio - jak rozmawialiśmy o dzieciach - sama stwierdziła, że ją ten temat nie interesuje. To jej świadomy wybór. Nie czuje tego i nie ma zamiaru wchodzić w tę rolę. Świetnie się czuje sama ze sobą i nie planuje tego zmieniać. Super z niej babeczka.

"Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć" - Ann Landers

15

Odp: Skazana na samotność ?

Nie ma ludzi bez problemów. Wszystkim się fajnie gada, że trzeba najpierw pokochać siebie. Tylko żeby pokochać siebie trzeba się mieć komu wygadać. Ja z rodzicami o wszystkim nie pogadam. Tata mnie nie przytulić tak jak partner. Z mamą też nie pogadam w taki sposób jak z super kumpelą czy przyjaciółką  - mama jest bardzo nerwowa także im mniej wie tym lepiej. Stare znajomości.... Hmmm to musiałabym się cofnąć do ogólniaka czy podstawówki. Ci dobrzy znajomi mają swoje firmy, rodziny, dzieci - także cierpią na brak czasu - mieliśmy spotkanie klasowe kilka lat temu i dwie koleżanki do tej pory na kawę nie przyszły. Ile można się przypominać ?? Sorry, ale zrezygnowałam.

16 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2021-01-09 21:28:52)

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

Nie ma ludzi bez problemów. Wszystkim się fajnie gada, że trzeba najpierw pokochać siebie. Tylko żeby pokochać siebie trzeba się mieć komu wygadać. Ja z rodzicami o wszystkim nie pogadam. Tata mnie nie przytulić tak jak partner. Z mamą też nie pogadam w taki sposób jak z super kumpelą czy przyjaciółką  - mama jest bardzo nerwowa także im mniej wie tym lepiej. Stare znajomości.... Hmmm to musiałabym się cofnąć do ogólniaka czy podstawówki. Ci dobrzy znajomi mają swoje firmy, rodziny, dzieci - także cierpią na brak czasu - mieliśmy spotkanie klasowe kilka lat temu i dwie koleżanki do tej pory na kawę nie przyszły. Ile można się przypominać ?? Sorry, ale zrezygnowałam.

Bomberek - ja ze swoim ojcem też o wielu sprawach nie rozmawiałem (mama już nie żyje). I nawet w sytuacji, gdy świat mi się zawalił - to też nie poleciałem z tym do niego, mimo, ze mamy rewelacyjne relacje. Nie z braku zaufania - a po prostu chciałem jemu pewnych spraw oszczędzić. Powiedziałem tylko to, co musiałem - bez wdawania się w szczegóły.
A tą szansę na wygadanie się - znalazłem właśnie tu. Na portalu, gdzie teraz jesteś.
W miejscu, gdzie wiele osób zgłasza się w sytuacji, gdy tracą nadzieję albo szukają pomocy.
Ja osobiście też straciłem wiarę w przyjaźnie i nie miałem komu się wygadać, więc to forum było dla mnie zbawienne. I z perspektywy czasu - największe znaczenie miało dla mnie to, że mogłem to wszystko z siebie wyrzucić. Mnie pomogło. Poczułem się jakby ktoś zdjął ze mnie ten ciężar.

A Ci Twoi znajomi z ogólniaka czy z podstawówki - oni też mogą być samotni... Mimo, że większa część jest w związkach. To się niestety nie wyklucza.
Może to zabrzmi trywialnie - ale nie powinnaś rezygnować z kolejnych prób na poznawanie nowych osób czy odnawiania starych kontaktów. Z tymi starymi znajomymi łatwiej jest rozwijać znajomości. Jest co wspominać i mnóstwo tematów do obgadania. Ale nie rób niczego na siłę. To nie konkurs na ilość znajomych. Lepiej mieć jednego sprawdzonego przyjaciela niż setki profili ze znajomymi na Facebooku...

"Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć" - Ann Landers

17 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2021-01-10 00:16:00)

Odp: Skazana na samotność ?

Samotność będzie dotykać coraz większą rzeszę osób, po 1 coraz mniej jest powodów i zainteresowania żeby budować coś na stałe, zwłaszcza jak wzrasta liczba rozwodów, dla przykładu w Warszawie po 3 latach rozpada się 49 na 100 zawieranych małżeństw (przed pandemią) , po 2 coraz trudniej poznać kogoś kto ogólnie poważniej myśli o relacji z 2 człowiekiem, wszystko jest płytkie i sprowadza się do łóżka (najpopularniejszy film na świecie to obecnie 365 z Netflixa co jest koronnym dowodem gdzie zmierza świat), po 3 trzeba mieć też trochę szczęścia do ludzi, jedna, druga zła relacje i człowiek się już we wszystkim gubi, czego najlepszym dowodem są tematy na tym forum. Skoro wśród Twoich znajomych trochę wypadłaś z gry bo oni teraz mają rodziny to nie ma innej drogi jak wyjście i poznanie innych ludzi, na początek w podobnej sytuacji do Twojej, z czasem może się uda poznać kogoś kto zainteresuje i coś z tego wyjdzie.

18 Ostatnio edytowany przez Bomberek91 (2021-01-10 15:49:48)

Odp: Skazana na samotność ?

Tak to wygląda  - nie ma się co czarować. Więcej rozwodów niż ślubów. A będzie tylko gorzej... Pogoń za pieniędzmi i niekończące się wymagania  hmm Nie będę nic robić na siłę co do nowych znajomości  - w sumie i tak teraz wszystko pozamykane, imprez nie organizują przez ten cały Covid...
Jedyne co można robić to oddać się pasji i przebiec w końcu ten półmaraton  wink

19

Odp: Skazana na samotność ?

Bomberek91, jeśli chcesz, odezwij się na priv smile Mam trochę podobną pasję - chodzenie długodystansowe (ale tylko ok. 15km) smile

"Miarą wygranych jest uśmiech przez łzy" - Tetris

20

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

Tak to wygląda  - nie ma się co czarować. Więcej rozwodów niż ślubów. A będzie tylko gorzej... Pogoń za pieniędzmi i niekończące się wymagania  hmm Nie będę nic robić na siłę co do nowych znajomości  - w sumie i tak teraz wszystko pozamykane, imprez nie organizują przez ten cały Covid...
Jedyne co można robić to oddać się pasji i przebiec w końcu ten półmaraton  wink

Jest różnica "nie robić nic na siłę" a zamknąć się w swojej skorupie i nie zagadywać do ludzi, nie dawać im znać, nie pytać co u nich, nie prosić o wsparcie. To jest wybór, który podejmujesz, czy osiąść w swojej samotności i się obrazić, że nikt o Ciebie nie zabiega, czy przyjąć to, że POTRZEBNE są Ci relacje z  ludźmi i odważnie wyjść do nich - pisać, zapraszać, dzwonić i angażować się, tym samym - niestety - otwierając się na zranienie i odrzucenie. Ale też otwierając drzwi do bliskości, relacji, ciepła.
Nie ma jednego bez drugiego. Nie znam nikogo, kto miałby bliskie relacje i dobry związek bez otwarcia się na to, że może zostać odrzucony i zraniony. Jeśli tak się wydaje - to tylko się wydaje. Wszyscy jako ludzie boimi się odrzucenia. Ale różnica jest taka, czy pozwalasz, żeby to zamknęło drogę do bycia z kimś, czy akceptujesz możliwość porażki po to, żeby mieć chociaż szansę czegoś doświadczyć.

If you can be anything, be kind.

21

Odp: Skazana na samotność ?

Jesli masz długi staż na portalach, poznałas wiele osób i nic z tego nie wyszło - znaczy dibór kamdydatów kuluje. Ty do nich piszesz sama czy oni zaczepiają Ciebie. Postąp teraz odwrotnie. Jesli to Panowie pisali jako pierwsi do Ciebie - to teraz Ty mapisz piwrwsza, ale do takiego Pana który ma w opisie, że szuka poważnego związku. Moze zmien kryteria, zainteresuj sie samcami beta - to oni szukają dłuzszych związków w przeciwienstwie do samców alfa.

22

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

Jestem bez faceta i po prawdzie znajomych też. Mam jedną przyjaciółkę w Warszawie, jestem z nią w stałym kontakcie. Reszta znajomych, koleżanek ma mnie głęboko gdzieś... Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca.

Pewnie Cię to zaskoczy, ale postawą "z sercem na dłoni" wcale nie przyciąga się do siebie ani przyjaciół, ani osób, które mają zostać z Tobą na dłużej, a jedynie interesownych, wykorzystujących taką postawą egoistów.
Zresztą sama spójrz - Ty nie otrzymujesz niczego tak po prostu, bo jesteś i jesteś dla kogoś ważna, skoro nawet o rozmowę czy wyjście na kawę musisz się prosić, a i tak - jak rozumiem - niewiele z tego wynika.
Zdrowa relacja polega na tym, że po pierwsze trzeba wyznaczyć swoje granice, a po drugie wykazać się zdrowym egoizmem, czyli nie ofiarowywać innym siebie tylko po to, aby byli.
Z drugiej strony, tak z ręką na sercu - pomagasz innym bezinteresownie czy jednak w dużej mierze po to, aby zyskać ich przychylność? Pytam, bo to może być efekt pewnego rodzaju desperacji, nawet jeśli nie do końca sobie to uświadamiasz. Muszę przy tym dodać, że znam tego typu zachowania z otoczenia i - jak w Twoim przypadku - to się wcale nie sprawdza.

Widzę też inny problem. Mianowicie:

Bomberek91 napisał/a:

Wszystkim się fajnie gada, że trzeba najpierw pokochać siebie. Tylko żeby pokochać siebie trzeba się mieć komu wygadać. Ja z rodzicami o wszystkim nie pogadam. Tata mnie nie przytulić tak jak partner. Z mamą też nie pogadam w taki sposób jak z super kumpelą czy przyjaciółką  - mama jest bardzo nerwowa także im mniej wie tym lepiej. Stare znajomości.... Hmmm to musiałabym się cofnąć do ogólniaka czy podstawówki. Ci dobrzy znajomi mają swoje firmy, rodziny, dzieci - także cierpią na brak czasu - mieliśmy spotkanie klasowe kilka lat temu i dwie koleżanki do tej pory na kawę nie przyszły. Ile można się przypominać ?? Sorry, ale zrezygnowałam.

Oczywiście, że bliskie osoby mamy także od tego, by nas wspierały, ale odnoszę wrażenie, że Ty oczekujesz od nich czegoś więcej - żeby zdjęły z Ciebie problemy, a Ty mogła się na nich emocjonalnie uwiesić.
I nie, pokochanie siebie wcale nie na tym polega, by się innym wygadywać. To jest coś, co od otoczenia zewnętrznego jest w pełni niezależne.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

23

Odp: Skazana na samotność ?

Dlatego uważam, ze rodzina jest ważna. Przyjaciółeczki choćby były najlepsze, choćbyś miała milion cudownych wspomnień z imprez i wakacji z nimi, to prędzej czy później rozejdą się do swoich domów i nie będziesz dla nich ważna. Życie to nie "Seks w wielkim mieście" albo inny serial o cudownych, wspierających się każdego dnia kobietach - to są bajki jeszcze mniej realne niż te Disneya. Nie miej wiec do siebie pretensji ani nie czuj się gorsza, ze nie otacza Cię non stop wianuszek koleżanek. 30 lat to nie emerytura. Masz jeszcze mnóstwo czasu na znalezienie partnera, jeżeli chcesz go znaleźć.

24 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-01-11 10:48:21)

Odp: Skazana na samotność ?
Kubuś_Puchatek napisał/a:

Natomiast ze swojego grona znajomych znam tylko jeden przypadek osoby, która jest samotna i kocha ten stan. To kobieta, która czuje się spełniona i zawodowo i prywatnie. Żyje naprawdę pełnią życia i myślę, że mogłaby swoją energię rozdzielić na tuzin innych osób. Angażuje się we wszystko co dookoła i ciężko za nią nadążyć big_smile
Ostatnio - jak rozmawialiśmy o dzieciach - sama stwierdziła, że ją ten temat nie interesuje. To jej świadomy wybór. Nie czuje tego i nie ma zamiaru wchodzić w tę rolę. Świetnie się czuje sama ze sobą i nie planuje tego zmieniać. Super z niej babeczka.

Odczuwam bardzo podobne wrażenie, tzm sam się tak czuję smile Może aż tak nie tryskam energią, ale pewnie gdybym wcześniej dokonał innego wyboru, to pewnie i tak samo podchodziłbym do życia, jak wspomniana osoba. Co nie zmienia faktu, że czuję się szczęśliwy i spełniony.
Nigdy nie uważałem, że osoba bliska ma być obok nas, po to, bo sami bez niej/nich sobie nie poradzimy z naszymi problemami czy trudnościami. Zwierzam się komuś bardzo rzadko, bo również nie sądzę, że takie rozmowy bywają aż tak bardzo pomocne. To przede wszystkim MY SAMI powinniśmy siebie motywować czy zachęcać do samorozwoju, bo inni nie są od tego, żeby się na nich wieszać czy wymagać uwagi lub ciągłej gotowości do pomocy.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

25

Odp: Skazana na samotność ?
Monoceros napisał/a:
Bomberek91 napisał/a:

Tak to wygląda  - nie ma się co czarować. Więcej rozwodów niż ślubów. A będzie tylko gorzej... Pogoń za pieniędzmi i niekończące się wymagania  hmm Nie będę nic robić na siłę co do nowych znajomości  - w sumie i tak teraz wszystko pozamykane, imprez nie organizują przez ten cały Covid...
Jedyne co można robić to oddać się pasji i przebiec w końcu ten półmaraton  wink

Jest różnica "nie robić nic na siłę" a zamknąć się w swojej skorupie i nie zagadywać do ludzi, nie dawać im znać, nie pytać co u nich, nie prosić o wsparcie. To jest wybór, który podejmujesz, czy osiąść w swojej samotności i się obrazić, że nikt o Ciebie nie zabiega, czy przyjąć to, że POTRZEBNE są Ci relacje z  ludźmi i odważnie wyjść do nich - pisać, zapraszać, dzwonić i angażować się, tym samym - niestety - otwierając się na zranienie i odrzucenie. Ale też otwierając drzwi do bliskości, relacji, ciepła.
Nie ma jednego bez drugiego. Nie znam nikogo, kto miałby bliskie relacje i dobry związek bez otwarcia się na to, że może zostać odrzucony i zraniony. Jeśli tak się wydaje - to tylko się wydaje. Wszyscy jako ludzie boimi się odrzucenia. Ale różnica jest taka, czy pozwalasz, żeby to zamknęło drogę do bycia z kimś, czy akceptujesz możliwość porażki po to, żeby mieć chociaż szansę czegoś doświadczyć.


Pracuję w szpitalu, muszę być otwarta na ludzi i być po prostu "ludzką" - nie mam problemu  w nawiązywaniu kontaktu ani z utrzymaniem go.
Nie traktuj mnie jak księżniczkę bo nią nie jestem. Z niczego nic nie ma - proste. Tylko wiesz, jak się kilka razy człowiek "sparzy" to trudno tak od razu się otworzyć a czym bardziej angażować. A że niektórzy są niecierpliwi to ich problem. Ja nie będę nic robić wbrew sobie. A miłość nie przychodzi po dwóch randkach - przynajmniej u mnie.

26

Odp: Skazana na samotność ?
Olinka napisał/a:
Bomberek91 napisał/a:

Jestem bez faceta i po prawdzie znajomych też. Mam jedną przyjaciółkę w Warszawie, jestem z nią w stałym kontakcie. Reszta znajomych, koleżanek ma mnie głęboko gdzieś... Ile można się prosić o chwilę rozmowy czy wyjścia na kawę? Mam wrażenie chwilami że jestem gorszego sortu bo nie mam faceta, dzieci... Większość pamięta o mnie tylko jak czegoś potrzebują - tak jest to przykre hmm Ja zawsze z sercem na dłoni do wszystkich po prostu lubię pomagać bo wierzę że dobro wraca - jak na razie nie wraca.

Pewnie Cię to zaskoczy, ale postawą "z sercem na dłoni" wcale nie przyciąga się do siebie ani przyjaciół, ani osób, które mają zostać z Tobą na dłużej, a jedynie interesownych, wykorzystujących taką postawą egoistów.
Zresztą sama spójrz - Ty nie otrzymujesz niczego tak po prostu, bo jesteś i jesteś dla kogoś ważna, skoro nawet o rozmowę czy wyjście na kawę musisz się prosić, a i tak - jak rozumiem - niewiele z tego wynika.
Zdrowa relacja polega na tym, że po pierwsze trzeba wyznaczyć swoje granice, a po drugie wykazać się zdrowym egoizmem, czyli nie ofiarowywać innym siebie tylko po to, aby byli.
Z drugiej strony, tak z ręką na sercu - pomagasz innym bezinteresownie czy jednak w dużej mierze po to, aby zyskać ich przychylność? Pytam, bo to może być efekt pewnego rodzaju desperacji, nawet jeśli nie do końca sobie to uświadamiasz. Muszę przy tym dodać, że znam tego typu zachowania z otoczenia i - jak w Twoim przypadku - to się wcale nie sprawdza.

Widzę też inny problem. Mianowicie:

Bomberek91 napisał/a:

Wszystkim się fajnie gada, że trzeba najpierw pokochać siebie. Tylko żeby pokochać siebie trzeba się mieć komu wygadać. Ja z rodzicami o wszystkim nie pogadam. Tata mnie nie przytulić tak jak partner. Z mamą też nie pogadam w taki sposób jak z super kumpelą czy przyjaciółką  - mama jest bardzo nerwowa także im mniej wie tym lepiej. Stare znajomości.... Hmmm to musiałabym się cofnąć do ogólniaka czy podstawówki. Ci dobrzy znajomi mają swoje firmy, rodziny, dzieci - także cierpią na brak czasu - mieliśmy spotkanie klasowe kilka lat temu i dwie koleżanki do tej pory na kawę nie przyszły. Ile można się przypominać ?? Sorry, ale zrezygnowałam.

Oczywiście, że bliskie osoby mamy także od tego, by nas wspierały, ale odnoszę wrażenie, że Ty oczekujesz od nich czegoś więcej - żeby zdjęły z Ciebie problemy, a Ty mogła się na nich emocjonalnie uwiesić.
I nie, pokochanie siebie wcale nie na tym polega, by się innym wygadywać. To jest coś, co od otoczenia zewnętrznego jest w pełni niezależne.

Co do stwierdzenia "serce na dłoni" to jestem po prostu dobra i pomocna i nie ma związku z tym, żeby zdobyć jakąś ich przychylność. Bo co to za problem załatwić termin w przychodni dla dziadka jednej czy drugiej. Granice stawiam - i jak postawię to już do mnie nie piszą, nie odzywają się bo po co ? Odmówiłam raz drugi trzeci, gdyż pewnych rzeczy się nie przeskoczy to już jestem zła bo nie potrafię czegoś załatwić ;/ Właśnie o takie bliskie wsparcie mi chodzi, takie normalne zwyczajne - każdy ma swoje problemy i nie zamierzam ich zrzucać właśnie na te osoby. Człowiek jest istotą stadną i po prostu potrzebuje od czasu do czasu dobrej rady i tyle.

27 Ostatnio edytowany przez Bomberek91 (2021-01-11 13:04:55)

Odp: Skazana na samotność ?
bagienni_k napisał/a:
Kubuś_Puchatek napisał/a:

Natomiast ze swojego grona znajomych znam tylko jeden przypadek osoby, która jest samotna i kocha ten stan. To kobieta, która czuje się spełniona i zawodowo i prywatnie. Żyje naprawdę pełnią życia i myślę, że mogłaby swoją energię rozdzielić na tuzin innych osób. Angażuje się we wszystko co dookoła i ciężko za nią nadążyć big_smile
Ostatnio - jak rozmawialiśmy o dzieciach - sama stwierdziła, że ją ten temat nie interesuje. To jej świadomy wybór. Nie czuje tego i nie ma zamiaru wchodzić w tę rolę. Świetnie się czuje sama ze sobą i nie planuje tego zmieniać. Super z niej babeczka.

Odczuwam bardzo podobne wrażenie, tzm sam się tak czuję smile Może aż tak nie tryskam energią, ale pewnie gdybym wcześniej dokonał innego wyboru, to pewnie i tak samo podchodziłbym do życia, jak wspomniana osoba. Co nie zmienia faktu, że czuję się szczęśliwy i spełniony.
Nigdy nie uważałem, że osoba bliska ma być obok nas, po to, bo sami bez niej/nich sobie nie poradzimy z naszymi problemami czy trudnościami. Zwierzam się komuś bardzo rzadko, bo również nie sądzę, że takie rozmowy bywają aż tak bardzo pomocne. To przede wszystkim MY SAMI powinniśmy siebie motywować czy zachęcać do samorozwoju, bo inni nie są od tego, żeby się na nich wieszać czy wymagać uwagi lub ciągłej gotowości do pomocy.


Nie rób ze mnie jakiegoś nieudacznika.

28

Odp: Skazana na samotność ?

Nie traktuj mnie jak księżniczkę, nie rób ze mnie nieudacznika...Poczułaś się dotknięta ??

29 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-01-11 22:06:13)

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Jest różnica "nie robić nic na siłę" a zamknąć się w swojej skorupie i nie zagadywać do ludzi, nie dawać im znać, nie pytać co u nich, nie prosić o wsparcie. To jest wybór, który podejmujesz, czy osiąść w swojej samotności i się obrazić, że nikt o Ciebie nie zabiega, czy przyjąć to, że POTRZEBNE są Ci relacje z  ludźmi i odważnie wyjść do nich - pisać, zapraszać, dzwonić i angażować się, tym samym - niestety - otwierając się na zranienie i odrzucenie. Ale też otwierając drzwi do bliskości, relacji, ciepła.
Nie ma jednego bez drugiego. Nie znam nikogo, kto miałby bliskie relacje i dobry związek bez otwarcia się na to, że może zostać odrzucony i zraniony. Jeśli tak się wydaje - to tylko się wydaje. Wszyscy jako ludzie boimi się odrzucenia. Ale różnica jest taka, czy pozwalasz, żeby to zamknęło drogę do bycia z kimś, czy akceptujesz możliwość porażki po to, żeby mieć chociaż szansę czegoś doświadczyć.


Pracuję w szpitalu, muszę być otwarta na ludzi i być po prostu "ludzką" - nie mam problemu  w nawiązywaniu kontaktu ani z utrzymaniem go.
Nie traktuj mnie jak księżniczkę bo nią nie jestem. Z niczego nic nie ma - proste. Tylko wiesz, jak się kilka razy człowiek "sparzy" to trudno tak od razu się otworzyć a czym bardziej angażować. A że niektórzy są niecierpliwi to ich problem. Ja nie będę nic robić wbrew sobie. A miłość nie przychodzi po dwóch randkach - przynajmniej u mnie.

Trudno, to prawda. Czy ja napisałam, że łatwo i miło?
Ale jak człowiek się sparzy ogniem, to ma kilka opcji: nigdy więcej nie dotykać ognia, albo uznać to za część doświadczenia w życiu i próbować jeszcze raz i jeszcze raz; albo dać sobie trochę czasu, zanim podejmie kolejną próbę. Raczej nie czeka, aż ogień sam do niego przyjdzie i wtedy sprawdzi, jak sobie z nim poradzi.
Jaką decyzję Ty podejmujesz, bo ja w takim razie nie rozumiem sensu tego wątku.

If you can be anything, be kind.

30

Odp: Skazana na samotność ?

Bomberku91, nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim – łamiesz w ten sposób nasz regulamin. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać czy też odpowiedzieć kolejnej osobie, użyj funkcji "edytuj", która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

31

Odp: Skazana na samotność ?
Bomberek91 napisał/a:

Co do stwierdzenia "serce na dłoni" to jestem po prostu dobra i pomocna i nie ma związku z tym, żeby zdobyć jakąś ich przychylność. Bo co to za problem załatwić termin w przychodni dla dziadka jednej czy drugiej. Granice stawiam - i jak postawię to już do mnie nie piszą, nie odzywają się bo po co ? Odmówiłam raz drugi trzeci, gdyż pewnych rzeczy się nie przeskoczy to już jestem zła bo nie potrafię czegoś załatwić ;/

Bycie pomocną jest wielką wartością, skoro jednak druga strona uważa, że jej się ta pomoc po prostu należy, nawet jeśli coś nie jest od Ciebie zależne, to - no cóż - może lepiej, żeby się te kontakty rozluźniły? W moim odczuciu taka wybiórczość i interesowność pokazuje kiepską jakość danej relacji, a chyba nie o to chodzi, prawda? <pytanie retoryczne>

Bomberek91 napisał/a:

Właśnie o takie bliskie wsparcie mi chodzi, takie normalne zwyczajne - każdy ma swoje problemy i nie zamierzam ich zrzucać właśnie na te osoby. Człowiek jest istotą stadną i po prostu potrzebuje od czasu do czasu dobrej rady i tyle.

Zgadza się, ale skąd w takim razie stwierdzenie, że żebyś mogła samą siebie kochać, to najpierw musisz mieć się komu wygadać?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

32

Odp: Skazana na samotność ?
Olinka napisał/a:

(...) Zgadza się, ale skąd w takim razie stwierdzenie, że żebyś mogła samą siebie kochać, to najpierw musisz mieć się komu wygadać?

Otóż właśnie to smile

Skąd takie stwierdzenie? Wygadanie się może jedynie pomóc poradzić sobie z pewnymi trudnościami, ale jak może decydować o tym, czy siebie akceptujemy czy też nie?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Skazana na samotność ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018