Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1 Ostatnio edytowany przez dasu (2020-10-07 15:47:54)

Temat: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Kochani, poszukuje porady wsparcia, którego szukam na wielu płaszczyznach. Historia jest dosyć długa i będe starał sie ją streścić oczywiście będąc najbardziej obiektywnym.

Jestem facetem (28 lat) raczej przeciętnym ale wykształconym z dobrą pracą i chyba jestem lub staram sie być ogólnie dobrym człowiekiem. Byłem w związku 6 lat z czego 1 rok byłem zaręczony z moją pierwszą prawdziwą miłością. Wszystkie wcześniejsze próby kontaktów z kobietami to pasmo porażek. Moja była narzeczona była pierwszą kobietą, którą mnie tak bardzo zauroczyła i zaintrygowała. Pracowaliśmy razem. Wszystko zaczęło się od pewnego spotkania wspólnego w zastępstwie za naszego szefa. Po tym poszliśmy razem do kawiarni i to było to... od tamtej pory poczułem strzałę amora. Rozmawiałem z nią jak z żadną inną ale dowiedziałem się, że ma chłopaka. Zdecydowałem, że nie mogę pozwolić na to aby związek sie rozpadł. Mimo to zauważyłem, że przychodziła do pracy smutna więc starałem się być miły, wyrozumiały. Nasza relacja pogłębiała się, dowiedziałem się, że chłopak ją nie szanuje, nie poświęca jej czasu i spotykają się tylko w weekendy mieszkając od siebie ok 2km w małej miejscowości. Mnie do niej dzieliło jakieś 25km. Rozmawialiśmy ale raczej na stopie przyjacielskiej i pewnego razu zadziało się coś niespodziewanego, oboje mieliśmy gorszy dzień i sama zaproponowała przytulenie, które skończyło się na pocałunku... Od tamtej pory zrozumiałem, że ją kocham i chce się z nią związać. Brałem pod uwagę problem sytuacji ale cały czas miałem w głowie jej słowa o rozpadzie tego związku, braku akceptacji ze strony partnera. Ona nie chciała zerwać od razu. W wakacje kiedy jej partner przebywał za granicą pojechała 2 razy do niego aby przekonać się o jego uczuciach lub braku. Cholernie mnie to bolało wiedząc, że śpią razem, po jego pracy spotykają się. Mimo to dzwoniliśmy do siebie i już wtedy czule rozmawialiśmy. Ona zapewniała mnie, że nie widzi przyszłości tego związku ale chce sie rozstać w zgodzie, żeby go nie zranić. Tak trwało to ok 6 miesięcy. Nie moglem jej złapać za rękę, ukrawanie się, mimo łączącej mnie już z nią więzi. Ostatecznie rozstali się i związała się ze mną. Bardzo to rozstanie przeżyła - wylądowała w szpitalu. Byłem przy niej cały czas. Poprzedni partner miał pełne informacje co się z nią dzieje gdyż był najlepszym przyjacielem jej brata.

Było nam cudownie, wspólne wyjazdy, spędzony czas, w końcu nie musieliśmy się ukrywać itp. Życie nam sie układało mimo odległości widywaliśmy sie praktycznie codziennie, albo u niej albo u mnie mimo odległości zawsze potrafiliśmy znaleźć konsesnus - uwielbiała jak ją odwoziłem autem, gdyż zawsze mówiła, że w poprzednim związku nie mogła na to liczyć. Bardzo się kochaliśmy.

Pierwszy poważny kryzys przyszedł po ok. 2 latach znajomości. Ja zacząłem pracę w korporacji na dobrym stanowisku zaraz po studiach inżynierskich, ona dalej robiła magistra na uniwersytecie. Niestety zrezygnowała z pracy, w której się poznaliśmy i nie miała nowej. Bolało ją to ale pocieszałem ją, próbowałem pomóc jednak odrzucała to. Cały czas chodziła smutna, przygnębiona mimo, że starałem się pocieszać. Niestety w pracy poznałem koleżankę, z którą dobrze mi się rozmawiało... trochę za dobrze... Pisaliśmy ze sobą ale nigdy nie spotykaliśmy sie po pracy zawsze pędziłem do mojej dziewczyny w momencie gdy ona nie miała pracy. W tym czasie zacząłem prace w Warszawie wiec tamten flirt wygasał. Niestety, dziewczyna zauważyła stare wiadomości... Zraniłem ją tym ale udało nam się odbudować związek. Przyrzekłem sobie i jej, że nigdy więcej nie zrobię takiej rzeczy gdyż widziałem jak ją zraniłem. I tak się stało, zerwałem kontakty ze wszystkimi koleżankami, również z większością kolegów aby poświecić czas dziewczynie. I było nam dobrze, nie wracaliśmy do tamtego etapu. W międzyczasie znalazła fajną prace w kancelarii a potem w swoim mieście w nowo otwartej firmie - szuakała na siebie pomysłu i za moja poradą poszła w tematy HR. Odnajdywała się w tym. Ja dalej codziennie pracowałem w Warszawie i dojeżdżałem 120 km a po pracy często wysiadałem u niej choćby na krótkie spotkanie. Od tamtej pory bardzo silnie kiełkowała u mnie chęć zamieszkania razem. Widziałem moich kolegów, którzy wracali do swoich partnerek, żon do domu a ja tylko na 1-2h spotykaliśmy sie z reguły u niej. Za jej namową zacząłem studia magisterskie niestacjonarne wiec praktycznie każdy weekend był zajety ale starałem sie nawet wieczorem jechać do niej aby pobyć z nią mimo zmęczenia, natłoku obowiązków czy stresującej pracy. Uznałem, że gdy skończę studia (1,5 roczne) oświadczę się jej, gdyż chce już z nią być, chce zamieszkać i założyć rodzinę. Ona w międzyczasie tez studiowała dalej na studiach podyplomowych, więc oboje byliśmy pochłonięci obowiązkami.

Po skończonych studiach nadrabialiśmy wspólnie czas. Były wyjazdy, częste spotkania, czy choćby siedzenie wspólne przed telewizorem. Mimo to nadal były to spotkania. Zaczęliśmy poważnie rozmawiać o związku o finalizacji tego. Od kiedy tylko zacząłem karierę każdą złotówkę odkładałem na mieszkanie aby kupić i żyć razem. Ja wychowany w blokowisku, ona w dużym domu w małym mieście. Ja byłem ultra oszczędny, ona rozrzutna np. kupiła sobie nowe auto z salonu (ja pomagałem jej w wyborze modelu) abyśmy mogli częściej sie widywać - ok i faktycznie to auto nie raz sie przydało. Oświadczyłem sie w maju 2019 w Wenecji. Byłem wniebowzięty, gdyż otwierało nam to drogę do wspólnego życia. Widziałem w końcu cel bycia razem. Chciałem wspólnie zamieszkać aby nie musieć dojeżdżać i tracić czasu. Pragnąłem obok niej sie budzić, wspólnie jeść śniadanie, patrzeć jak ubiera się do pracy, razem robić zakupy. Zaczeliśmy szukanie lokum. Chciałem aby był to konsensus miedzy mieszkaniem w bloku a jej domem ale chciałem mieć coś wspólnego, tylko ona i ja. Po wielu poszukiwaniach nieudanych wizytach i pewnych sprzeczkach, co do lokalizacji wybraliśmy fajny apartament w segmencie. Lokalizacja świetna pod moim miastem - jej zmotoryzowana mama mogłaby dojeżdżać autem, moja autobusem. Niestety nie mamy ojców. Mój zmarł na raka 8 lat temu jej ojciec to alkoholik, z którym nie utrzymują kontaktu.

I już w tym okresie narzeczeństwa zaczynają sie problemy a dokładniej od sierpnia 2019. Wcześniej przed zaręczynami to ona była o mnie zazdrosna nieufna, zapewne ze względu na dawny flirt z koleżanką z pracy. Ale zauważyłem, że od momentu gdy się oświadczyłem to ja bardziej byłem o nią zazdrosny. Zaczęła piąć się w karierze dość szybko, dodatkowo z zamiłowania trenuje fitness i jest certyfikowanym instruktorem. Zaczęła być trenerem w klubie. Amor chyba ponownie mnie strzelił, podobał mi sie jej charakter, jej uroda, to jak zaczęła sie ubierać. Przestała być szarą skromną myszką a zaczęła być dość przebojowa i seksowna. W jej pracy zaczęły sie wyjścia. Rozumiem to bo sam mam spotkania ale przestałem na nie chodzić ze względu na to aby ona nie czuła sie z tym źle. Te jej spotkania odbywały sie dość często z reguły raz w miesiącu i to w moim mieście. Więc po tych spotkaniach przyjeżdżałem po nią, w pewien sposób pokazywałem sie przed ludźmi z jej otoczenia, że jesteśmy razem. Ale po pewnej imprezie poczułem się bardzo dotknięty. Nie prosiła o to abym po nią przyjechał gdyż była autem (źle sie wtedy czuła i powiedziała, że nie będzie pić alko), dodatkowo zabierała kilka osób ze swojej miejscowości. Byliśmy w kontakcie ze sobą po czym napisała, że idzie z ludźmi z pracy do klubu potańczyć. Bardzo mnie to zabolało, nie wiem dlaczego, może dlatego że gdy ja byłem w fazie klubowania to chodziłem tam na podryw itp. Czułem ze jakiś facet może ją poderwać, obmacywać itp. Byłem zły i wściekły ale starałem sie stłumić w sobie. Ona mi tłumaczyła, że tylko byli potańczyć, że jesteśmy zaręczeni i nie mam o co być zły. Przyjmowałem te wiadomości do siebie ale jednak mnie to bolało. W kolejnych 2 tyg. pojechaliśmy na krótki urlop do Włoch. Niestety, urlop nie był udany, chyba cały czas miałem to w głowie. Wypominała mi to jak sie zachowywałem itp. Znów było mi z tym źle i przeprosiłem za to wszystko.

W trakcie jesieni wszystko było ok. Byliśmy na mazurach przed zimą pojechaliśmy nad morze. Kochaliśmy sie, w miedzy czasie dalej szukaliśmy mieszkania. Co do ślubu mieliśmy wizje tego jak ma to wygladać ale przeszło to na drugi plan po zakupie mieszkania.

Po nowym roku niestety wszystko zaczęło sie psuć. Pewnego razu umówiliśmy sie że przyjadę do niej do domu. Powiedziała, że idzie pobiegac a ja wiedziałem gdzie jest ścieżka i gdzie biega. Pojechałem zrobić jej niespodziankę, gdyż lubiła je. Niestety, zauważyłem, że biega z kolegą z pracy. Ponownie ból przeciął moje serce tak jak w trakcie tej imprezy, gdy poszli tańczyć. Tłumaczyła, że się spotkali przypadkiem itp. Ponownie uwierzyłem bo nie chciałem już sie kłócić szczególnie, że finalizowaliśmy zakup mieszkania. Dodatkowo ufałem jej, w koncu była moją narzeczoną.

Po tej akcji były jeszcze 2 spotkania, na które bardzo chciała iść beze mnie. Jedno to kino na film, który chciałem obejrzeć wspólnie. Zapytała czy może iść z ludźmi z pracy bo ma darmowe bilety z pracy. Powiedziałem ok, ja uznałem, że obejrzę na vod jak sie pojawi. Dopiero po tym dowiedziałem się, że była z samymi kolegami z pracy...

Wiosną zakup mieszkania sie nie udał gdyż COVID... odpuściliśmy na miesiąc temat. Znalazłem nową lokalizacje, jeszcze lepsza z lepszym domem (tym razem bliźniak). Oboje byliśmy zachwyceni tym, wybieraliśmy płytki i aranżacje wnętrz. Mieliśmy dogadaną umowę, kredyt. Dzień przed podpisaniem umowy standardowo byłem u niej. Patrzyliśmy jeszcze raz na umowę, która zredagował nasz prawnik. Znaleźliśmy sporo błędów, dodatkowo działających na nasza niekorzyść. Trochę się posprzeczaliśmy, gdyż byłyśmy tym faktem zestresowani. Ona powiedziała, że ja nic nie robie w tym temacie, że wszystko ona musi załatwiać (prawnik oraz doradca kredytowy), ja odkułem sie tym, że to ja daje pieniądze na wkład własny na mieszkanie. Nie było kłótni. Po powrocie do domu jak zawsze zadzwoniłem do niej powiedzieć, że już dotarłem. Ona płakała... mówiła mi że nie chce takiego życia na kredyt, że chce ślub potem zamieszkać u niej w domu (wyremontować góre) a może za 2 lata sie wyprowadzić aby uzbierać wiecej pieniędzy. Wpadłem w osłupienie. Byliśmy kilka godzin przed podpisaniem umowy a ona rezygnuje. Następnego dnia rano zadzwoniła o 5 rano abym przyjechał gdyż jest roztrzęsiona. Wsiadłem w auto i przyjechałem, rozmawialiśmy ze sobą. Chciałem się dowiedzieć co zaszło przez ten czas mojej jazdy autem do domu. Powiedziała, że jest wrakiem psychicznym przez ten Covid, że boi sie o prace, o kredyt itp ale powiedziała, że może ułoży to sobie w głowie i za chwile wrócimy do tematu mieszkania. Zrozumiałem i nie naciskałem. Odwołałem podpisanie umowy i czekałem 2 tyg. Po tym czasie zacząłem z nią rozmawiać. Niestety, powiedziała, że ona nie chce tego mieszkania. Chce zamieszkać w domu (z mamą). We mnie coś pękło. Zamknąłem się w sobie. Ból i żal do niej nie pozwolił mi racjonalnie spojrzeć na tę sytuacje. Obwiniałem jej mamę, że wymusiła na niej te decyzje (a już wcześniej były takie momenty, ze mama namawiała narzeczoną do pozostania w domu). Spotkaliśmy sie jeszcze kilka razy ale były to jałowe spotkania. Probowaliśmy przedstawić swoje argumenty, które do żadnych stron nie trafiały.

Po tym uznaliśmy, że nie ma sensu tego ciągnąć i rozstaliśmy się. Wtedy doszło do mnie co się stało i chyba do niej też. Wcześniej byłem zły na to wszystko. Pojechałem do niej chciałem porozmawiać ale oddała mi pierścionek... powiedziała, iż jest zapisana do psychologa bo nie zniesie tej sytuacji, jej dzieciństwa, jej pracy itp. Powiedziała wtedy, że nie wyklucza, że spróbujemy jeszcze raz ale potrzebuje chwili czasu. Wspólnie postanowiliśmy, że będziemy podtrzymywać kontakt na messengerze. Po pewnym czasie powiedziała że chodzi na terapie i psycholog powiedziała, że jej decyzje to był ruch obronny organizmu i że wszystkie złe rzeczy, które sie wydarzyły w jej życiu trzeba poukładać ok. rok czasu. Prosiła abym nie naciskał na siłe nie próbował rozmawiać czy spotykać się. Zgodziłem się ale pisaliśmy ze sobą. Niestety, po ok miesiącu czasu zauważyłem, że jej kontakt słabnie, odpisuje zdawkowo. Wiec uznałem, że nie będę naciskał i poczekam aż będzie gotowa na kontakt.

Nigdy już sie tego nie doczekałem. Po ok 2 miesiącach zdecydowałem, że musze i chce sie z nią spotkać (w tym czasie nie rozmawialiśmy ze sobą). Uznałem ze jeśli nie bedzie chciała być ze mną to rozstaniemy sie jak ludzie. Niestety, zostałem zablokowany w telefonie. Na wiadomości nie odpowiadała, odrzucała moje telefony. Przez przypadek wszedłem na jej instagram i zobaczylem, że przez ten cały czas (wakacje) wyjeżdżała w różne miejsca i jest szczęśliwa. Ostatnie wtedy zdjęcie jakie widziałem było to zdjęcie ze starego miasta wieczorową porą. Nie powiązałem jeszcze tego wszystkiego ze sobą. Dopiero któregoś ranka przyszło mi do głowy ze może to być miejscowość tego kolegi z pracy, z którym biegała... i faktycznie było jego miasto (on wynajmuje mieszkanie w jej miejscowości gdzie wspólnie pracują). Miasto wieczorem...

Tego samego dnia pojechałem do niej. Nie było jej w domu ani w pracy. Zdecydowałem, że spotkam sie z jej mamą. Udało się. Porozmawiałem, pytałem o to jak sie czuje itp. Dostałem informacje, że jest teraz ze znajomymi nad morzem na urlopie. Zapytałem wprost czy ma już kogoś ale dostałem wymijającą informację. Przekazałem jej mamie moje zapewnienia o uczuciu do byłej narzeczonej i że chce sie spotkać aby porozmawiać. Następnego dnia dostałem informacje od jej mamy (sms), żeby nie dzwonił i próbował sie kontaktować, gdyż to ja wziąłem pierścionek i to było dawno. Jej mam azarzuciła mi, że chciałem kupić mieszkanie aby "wypróbować" moją narzeczoną. Dodatkowo, że obnosiłem sie z tym że to ja daje pieniądze na to mieszkanie (słyszała naszą sprzeczkę). Oczywiście nawiązała do tego, że po co sie wyprowadzać jak cała góra jest wolna i tam można zamieszkać (w domu mamy).

Próbowałem spotkać sie z byłą narzeczoną pod klubem aby w neutralnym miejscu porozmawiać. Niestety, przywozi i odbiera ją ten kolega z pracy...

Wiem, że tekst może być trochę chaotyczny ale prośba o wsparcie, gdyż cały czas analizuje co zrobiłem źle. Chodzę na terapie do psychologa, pomaga ale ból nadal jest. Czuje w głębi serca, że za bardzo chciałem tego mieszkania. Bałem się, że już tam zostaniemy, że nie wyprowadzimy sie tak jak brat narzeczonej gdy wziął ślub. Bałem sie że nie będę swobodny tam a w ostatczności skończy się to kłotniami i rozwodem itp.

Dodatkowo boli mnie, że nie zauważyłem symptomów tego, że może mieć już adoratora i to że historia się powtarza. Próbuje to sobie wytłumaczyć tym że chyba byliśmy szczęśliwi i nie popełniałem błędów jej partnera. Oczywiście po tylu latach nie było już takiej romantyczności jak kiedyś, śpiewania serenad itp.. Dodatkowo sprawy łóżkowe były u nas rzadkie ze względu na to, że nie mogliśmy tego robić swobodnie a jedynie jak nie było jednej albo drugiej mamy w domu lub na wyjazdach.

Boli mnie tez fakt, że nie rozstaliśmy się jak ludzie. Miesiąc temu miałem urodziny, nie napisała... a wcześniej wszystkie wspólnie święta byłyśmy razem.
To była moja pierwsza prawdziwa miłość, której poświęcałem każdy swój czas wolny, bałem się jej zranić. Może było u mnie za mało romantyzmu, za bardzo naciskania na mieszkanie. Chciałbym ją spotkać i porozmawiać. Jeszcze przed rozstaniem kupiłem bilety na koncert (prezent urodzinowy) ze wzgledu na Covid koncert się nie odbył. Była przeszcześliwa z tego prezentu, kupiłem go od serca i chce jej te bilety przekazać gdyż koncert ma się odbyć w 2021r. Wiem, że nie ma już powrotu do dawnego związku mimo, że bardzo bym chciał. Czuje, że jestem postawiony w jej otoczeniu jako ten, który zniszczył jej te lata mimo, że tak nie było.

Dajcie znak, co o tym sądzicie i jakie są Wasze przemyślenia.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

W jej życiu pojawił się ktoś inny. Tylko tyle i aż tyle.
W twojej postawie widzę niepokojący fakt, że zrezygnowałeś z siebie, że znajomych, przyjaciół, kolegów, że swoich zainteresowań, pragnień... wszystko skupiło się wokół niej.
Życie na kredyt nie jest zle jak się to dobrze przemyśli, mieszkanie z rodzicami prawie zawsze rodzi problemy i kłótnie.
Może w pewnym momencie hej mama zaczęła się wtrącać w wasze życie i to był ten główny czynnik zapalny + kolega od biegania. Wspólne pasje i zainteresowania zbliżają ludzi.
Rada- zapomnieć, pogodzić się z rozstaniem, zacząć żyć dla siebie nie dla innych.

3 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-10-07 18:56:46)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
dasu napisał/a:

Kochani, poszukuje porady wsparcia, którego szukam na wielu płaszczyznach. Historia jest dosyć długa i będe starał sie ją streścić oczywiście będąc najbardziej obiektywnym.

Jestem facetem (28 lat) raczej przeciętnym ale wykształconym z dobrą pracą i chyba jestem lub staram sie być ogólnie dobrym człowiekiem. Byłem w związku 6 lat z czego 1 rok byłem zaręczony z moją pierwszą prawdziwą miłością. Wszystkie wcześniejsze próby kontaktów z kobietami to pasmo porażek. Moja była narzeczona była pierwszą kobietą, którą mnie tak bardzo zauroczyła i zaintrygowała. Pracowaliśmy razem. Wszystko zaczęło się od pewnego spotkania wspólnego w zastępstwie za naszego szefa. Po tym poszliśmy razem do kawiarni i to było to... od tamtej pory poczułem strzałę amora. Rozmawiałem z nią jak z żadną inną ale dowiedziałem się, że ma chłopaka. Zdecydowałem, że nie mogę pozwolić na to aby związek sie rozpadł. Mimo to zauważyłem, że przychodziła do pracy smutna więc starałem się być miły, wyrozumiały. Nasza relacja pogłębiała się, dowiedziałem się, że chłopak ją nie szanuje, nie poświęca jej czasu i spotykają się tylko w weekendy mieszkając od siebie ok 2km w małej miejscowości. Mnie do niej dzieliło jakieś 25km. Rozmawialiśmy ale raczej na stopie przyjacielskiej i pewnego razu zadziało się coś niespodziewanego, oboje mieliśmy gorszy dzień i sama zaproponowała przytulenie, które skończyło się na pocałunku... Od tamtej pory zrozumiałem, że ją kocham i chce się z nią związać. Brałem pod uwagę problem sytuacji ale cały czas miałem w głowie jej słowa o rozpadzie tego związku, braku akceptacji ze strony partnera. Ona nie chciała zerwać od razu. W wakacje kiedy jej partner przebywał za granicą pojechała 2 razy do niego aby przekonać się o jego uczuciach lub braku. Cholernie mnie to bolało wiedząc, że śpią razem, po jego pracy spotykają się. Mimo to dzwoniliśmy do siebie i już wtedy czule rozmawialiśmy. Ona zapewniała mnie, że nie widzi przyszłości tego związku ale chce sie rozstać w zgodzie, żeby go nie zranić. Tak trwało to ok 6 miesięcy. Nie moglem jej złapać za rękę, ukrawanie się, mimo łączącej mnie już z nią więzi. Ostatecznie rozstali się i związała się ze mną. Bardzo to rozstanie przeżyła - wylądowała w szpitalu. Byłem przy niej cały czas. Poprzedni partner miał pełne informacje co się z nią dzieje gdyż był najlepszym przyjacielem jej brata.

Było nam cudownie, wspólne wyjazdy, spędzony czas, w końcu nie musieliśmy się ukrywać itp. Życie nam sie układało mimo odległości widywaliśmy sie praktycznie codziennie, albo u niej albo u mnie mimo odległości zawsze potrafiliśmy znaleźć konsesnus - uwielbiała jak ją odwoziłem autem, gdyż zawsze mówiła, że w poprzednim związku nie mogła na to liczyć. Bardzo się kochaliśmy.

Pierwszy poważny kryzys przyszedł po ok. 2 latach znajomości. Ja zacząłem pracę w korporacji na dobrym stanowisku zaraz po studiach inżynierskich, ona dalej robiła magistra na uniwersytecie. Niestety zrezygnowała z pracy, w której się poznaliśmy i nie miała nowej. Bolało ją to ale pocieszałem ją, próbowałem pomóc jednak odrzucała to. Cały czas chodziła smutna, przygnębiona mimo, że starałem się pocieszać. Niestety w pracy poznałem koleżankę, z którą dobrze mi się rozmawiało... trochę za dobrze... Pisaliśmy ze sobą ale nigdy nie spotykaliśmy sie po pracy zawsze pędziłem do mojej dziewczyny w momencie gdy ona nie miała pracy. W tym czasie zacząłem prace w Warszawie wiec tamten flirt wygasał. Niestety, dziewczyna zauważyła stare wiadomości... Zraniłem ją tym ale udało nam się odbudować związek. Przyrzekłem sobie i jej, że nigdy więcej nie zrobię takiej rzeczy gdyż widziałem jak ją zraniłem. I tak się stało, zerwałem kontakty ze wszystkimi koleżankami, również z większością kolegów aby poświecić czas dziewczynie. I było nam dobrze, nie wracaliśmy do tamtego etapu. W międzyczasie znalazła fajną prace w kancelarii a potem w swoim mieście w nowo otwartej firmie - szuakała na siebie pomysłu i za moja poradą poszła w tematy HR. Odnajdywała się w tym. Ja dalej codziennie pracowałem w Warszawie i dojeżdżałem 120 km a po pracy często wysiadałem u niej choćby na krótkie spotkanie. Od tamtej pory bardzo silnie kiełkowała u mnie chęć zamieszkania razem. Widziałem moich kolegów, którzy wracali do swoich partnerek, żon do domu a ja tylko na 1-2h spotykaliśmy sie z reguły u niej. Za jej namową zacząłem studia magisterskie niestacjonarne wiec praktycznie każdy weekend był zajety ale starałem sie nawet wieczorem jechać do niej aby pobyć z nią mimo zmęczenia, natłoku obowiązków czy stresującej pracy. Uznałem, że gdy skończę studia (1,5 roczne) oświadczę się jej, gdyż chce już z nią być, chce zamieszkać i założyć rodzinę. Ona w międzyczasie tez studiowała dalej na studiach podyplomowych, więc oboje byliśmy pochłonięci obowiązkami.

Po skończonych studiach nadrabialiśmy wspólnie czas. Były wyjazdy, częste spotkania, czy choćby siedzenie wspólne przed telewizorem. Mimo to nadal były to spotkania. Zaczęliśmy poważnie rozmawiać o związku o finalizacji tego. Od kiedy tylko zacząłem karierę każdą złotówkę odkładałem na mieszkanie aby kupić i żyć razem. Ja wychowany w blokowisku, ona w dużym domu w małym mieście. Ja byłem ultra oszczędny, ona rozrzutna np. kupiła sobie nowe auto z salonu (ja pomagałem jej w wyborze modelu) abyśmy mogli częściej sie widywać - ok i faktycznie to auto nie raz sie przydało. Oświadczyłem sie w maju 2019 w Wenecji. Byłem wniebowzięty, gdyż otwierało nam to drogę do wspólnego życia. Widziałem w końcu cel bycia razem. Chciałem wspólnie zamieszkać aby nie musieć dojeżdżać i tracić czasu. Pragnąłem obok niej sie budzić, wspólnie jeść śniadanie, patrzeć jak ubiera się do pracy, razem robić zakupy. Zaczeliśmy szukanie lokum. Chciałem aby był to konsensus miedzy mieszkaniem w bloku a jej domem ale chciałem mieć coś wspólnego, tylko ona i ja. Po wielu poszukiwaniach nieudanych wizytach i pewnych sprzeczkach, co do lokalizacji wybraliśmy fajny apartament w segmencie. Lokalizacja świetna pod moim miastem - jej zmotoryzowana mama mogłaby dojeżdżać autem, moja autobusem. Niestety nie mamy ojców. Mój zmarł na raka 8 lat temu jej ojciec to alkoholik, z którym nie utrzymują kontaktu.

I już w tym okresie narzeczeństwa zaczynają sie problemy a dokładniej od sierpnia 2019. Wcześniej przed zaręczynami to ona była o mnie zazdrosna nieufna, zapewne ze względu na dawny flirt z koleżanką z pracy. Ale zauważyłem, że od momentu gdy się oświadczyłem to ja bardziej byłem o nią zazdrosny. Zaczęła piąć się w karierze dość szybko, dodatkowo z zamiłowania trenuje fitness i jest certyfikowanym instruktorem. Zaczęła być trenerem w klubie. Amor chyba ponownie mnie strzelił, podobał mi sie jej charakter, jej uroda, to jak zaczęła sie ubierać. Przestała być szarą skromną myszką a zaczęła być dość przebojowa i seksowna. W jej pracy zaczęły sie wyjścia. Rozumiem to bo sam mam spotkania ale przestałem na nie chodzić ze względu na to aby ona nie czuła sie z tym źle. Te jej spotkania odbywały sie dość często z reguły raz w miesiącu i to w moim mieście. Więc po tych spotkaniach przyjeżdżałem po nią, w pewien sposób pokazywałem sie przed ludźmi z jej otoczenia, że jesteśmy razem. Ale po pewnej imprezie poczułem się bardzo dotknięty. Nie prosiła o to abym po nią przyjechał gdyż była autem (źle sie wtedy czuła i powiedziała, że nie będzie pić alko), dodatkowo zabierała kilka osób ze swojej miejscowości. Byliśmy w kontakcie ze sobą po czym napisała, że idzie z ludźmi z pracy do klubu potańczyć. Bardzo mnie to zabolało, nie wiem dlaczego, może dlatego że gdy ja byłem w fazie klubowania to chodziłem tam na podryw itp. Czułem ze jakiś facet może ją poderwać, obmacywać itp. Byłem zły i wściekły ale starałem sie stłumić w sobie. Ona mi tłumaczyła, że tylko byli potańczyć, że jesteśmy zaręczeni i nie mam o co być zły. Przyjmowałem te wiadomości do siebie ale jednak mnie to bolało. W kolejnych 2 tyg. pojechaliśmy na krótki urlop do Włoch. Niestety, urlop nie był udany, chyba cały czas miałem to w głowie. Wypominała mi to jak sie zachowywałem itp. Znów było mi z tym źle i przeprosiłem za to wszystko.

W trakcie jesieni wszystko było ok. Byliśmy na mazurach przed zimą pojechaliśmy nad morze. Kochaliśmy sie, w miedzy czasie dalej szukaliśmy mieszkania. Co do ślubu mieliśmy wizje tego jak ma to wygladać ale przeszło to na drugi plan po zakupie mieszkania.

Po nowym roku niestety wszystko zaczęło sie psuć. Pewnego razu umówiliśmy sie że przyjadę do niej do domu. Powiedziała, że idzie pobiegac a ja wiedziałem gdzie jest ścieżka i gdzie biega. Pojechałem zrobić jej niespodziankę, gdyż lubiła je. Niestety, zauważyłem, że biega z kolegą z pracy. Ponownie ból przeciął moje serce tak jak w trakcie tej imprezy, gdy poszli tańczyć. Tłumaczyła, że się spotkali przypadkiem itp. Ponownie uwierzyłem bo nie chciałem już sie kłócić szczególnie, że finalizowaliśmy zakup mieszkania. Dodatkowo ufałem jej, w koncu była moją narzeczoną.

Po tej akcji były jeszcze 2 spotkania, na które bardzo chciała iść beze mnie. Jedno to kino na film, który chciałem obejrzeć wspólnie. Zapytała czy może iść z ludźmi z pracy bo ma darmowe bilety z pracy. Powiedziałem ok, ja uznałem, że obejrzę na vod jak sie pojawi. Dopiero po tym dowiedziałem się, że była z samymi kolegami z pracy...

Wiosną zakup mieszkania sie nie udał gdyż COVID... odpuściliśmy na miesiąc temat. Znalazłem nową lokalizacje, jeszcze lepsza z lepszym domem (tym razem bliźniak). Oboje byliśmy zachwyceni tym, wybieraliśmy płytki i aranżacje wnętrz. Mieliśmy dogadaną umowę, kredyt. Dzień przed podpisaniem umowy standardowo byłem u niej. Patrzyliśmy jeszcze raz na umowę, która zredagował nasz prawnik. Znaleźliśmy sporo błędów, dodatkowo działających na nasza niekorzyść. Trochę się posprzeczaliśmy, gdyż byłyśmy tym faktem zestresowani. Ona powiedziała, że ja nic nie robie w tym temacie, że wszystko ona musi załatwiać (prawnik oraz doradca kredytowy), ja odkułem sie tym, że to ja daje pieniądze na wkład własny na mieszkanie. Nie było kłótni. Po powrocie do domu jak zawsze zadzwoniłem do niej powiedzieć, że już dotarłem. Ona płakała... mówiła mi że nie chce takiego życia na kredyt, że chce ślub potem zamieszkać u niej w domu (wyremontować góre) a może za 2 lata sie wyprowadzić aby uzbierać wiecej pieniędzy. Wpadłem w osłupienie. Byliśmy kilka godzin przed podpisaniem umowy a ona rezygnuje. Następnego dnia rano zadzwoniła o 5 rano abym przyjechał gdyż jest roztrzęsiona. Wsiadłem w auto i przyjechałem, rozmawialiśmy ze sobą. Chciałem się dowiedzieć co zaszło przez ten czas mojej jazdy autem do domu. Powiedziała, że jest wrakiem psychicznym przez ten Covid, że boi sie o prace, o kredyt itp ale powiedziała, że może ułoży to sobie w głowie i za chwile wrócimy do tematu mieszkania. Zrozumiałem i nie naciskałem. Odwołałem podpisanie umowy i czekałem 2 tyg. Po tym czasie zacząłem z nią rozmawiać. Niestety, powiedziała, że ona nie chce tego mieszkania. Chce zamieszkać w domu (z mamą). We mnie coś pękło. Zamknąłem się w sobie. Ból i żal do niej nie pozwolił mi racjonalnie spojrzeć na tę sytuacje. Obwiniałem jej mamę, że wymusiła na niej te decyzje (a już wcześniej były takie momenty, ze mama namawiała narzeczoną do pozostania w domu). Spotkaliśmy sie jeszcze kilka razy ale były to jałowe spotkania. Probowaliśmy przedstawić swoje argumenty, które do żadnych stron nie trafiały.

Po tym uznaliśmy, że nie ma sensu tego ciągnąć i rozstaliśmy się. Wtedy doszło do mnie co się stało i chyba do niej też. Wcześniej byłem zły na to wszystko. Pojechałem do niej chciałem porozmawiać ale oddała mi pierścionek... powiedziała, iż jest zapisana do psychologa bo nie zniesie tej sytuacji, jej dzieciństwa, jej pracy itp. Powiedziała wtedy, że nie wyklucza, że spróbujemy jeszcze raz ale potrzebuje chwili czasu. Wspólnie postanowiliśmy, że będziemy podtrzymywać kontakt na messengerze. Po pewnym czasie powiedziała że chodzi na terapie i psycholog powiedziała, że jej decyzje to był ruch obronny organizmu i że wszystkie złe rzeczy, które sie wydarzyły w jej życiu trzeba poukładać ok. rok czasu. Prosiła abym nie naciskał na siłe nie próbował rozmawiać czy spotykać się. Zgodziłem się ale pisaliśmy ze sobą. Niestety, po ok miesiącu czasu zauważyłem, że jej kontakt słabnie, odpisuje zdawkowo. Wiec uznałem, że nie będę naciskał i poczekam aż będzie gotowa na kontakt.

Nigdy już sie tego nie doczekałem. Po ok 2 miesiącach zdecydowałem, że musze i chce sie z nią spotkać (w tym czasie nie rozmawialiśmy ze sobą). Uznałem ze jeśli nie bedzie chciała być ze mną to rozstaniemy sie jak ludzie. Niestety, zostałem zablokowany w telefonie. Na wiadomości nie odpowiadała, odrzucała moje telefony. Przez przypadek wszedłem na jej instagram i zobaczylem, że przez ten cały czas (wakacje) wyjeżdżała w różne miejsca i jest szczęśliwa. Ostatnie wtedy zdjęcie jakie widziałem było to zdjęcie ze starego miasta wieczorową porą. Nie powiązałem jeszcze tego wszystkiego ze sobą. Dopiero któregoś ranka przyszło mi do głowy ze może to być miejscowość tego kolegi z pracy, z którym biegała... i faktycznie było jego miasto (on wynajmuje mieszkanie w jej miejscowości gdzie wspólnie pracują). Miasto wieczorem...

Tego samego dnia pojechałem do niej. Nie było jej w domu ani w pracy. Zdecydowałem, że spotkam sie z jej mamą. Udało się. Porozmawiałem, pytałem o to jak sie czuje itp. Dostałem informacje, że jest teraz ze znajomymi nad morzem na urlopie. Zapytałem wprost czy ma już kogoś ale dostałem wymijającą informację. Przekazałem jej mamie moje zapewnienia o uczuciu do byłej narzeczonej i że chce sie spotkać aby porozmawiać. Następnego dnia dostałem informacje od jej mamy (sms), żeby nie dzwonił i próbował sie kontaktować, gdyż to ja wziąłem pierścionek i to było dawno. Jej mam azarzuciła mi, że chciałem kupić mieszkanie aby "wypróbować" moją narzeczoną. Dodatkowo, że obnosiłem sie z tym że to ja daje pieniądze na to mieszkanie (słyszała naszą sprzeczkę). Oczywiście nawiązała do tego, że po co sie wyprowadzać jak cała góra jest wolna i tam można zamieszkać (w domu mamy).

Próbowałem spotkać sie z byłą narzeczoną pod klubem aby w neutralnym miejscu porozmawiać. Niestety, przywozi i odbiera ją ten kolega z pracy...

Wiem, że tekst może być trochę chaotyczny ale prośba o wsparcie, gdyż cały czas analizuje co zrobiłem źle. Chodzę na terapie do psychologa, pomaga ale ból nadal jest. Czuje w głębi serca, że za bardzo chciałem tego mieszkania. Bałem się, że już tam zostaniemy, że nie wyprowadzimy sie tak jak brat narzeczonej gdy wziął ślub. Bałem sie że nie będę swobodny tam a w ostatczności skończy się to kłotniami i rozwodem itp.

Dodatkowo boli mnie, że nie zauważyłem symptomów tego, że może mieć już adoratora i to że historia się powtarza. Próbuje to sobie wytłumaczyć tym że chyba byliśmy szczęśliwi i nie popełniałem błędów jej partnera. Oczywiście po tylu latach nie było już takiej romantyczności jak kiedyś, śpiewania serenad itp.. Dodatkowo sprawy łóżkowe były u nas rzadkie ze względu na to, że nie mogliśmy tego robić swobodnie a jedynie jak nie było jednej albo drugiej mamy w domu lub na wyjazdach.

Boli mnie tez fakt, że nie rozstaliśmy się jak ludzie. Miesiąc temu miałem urodziny, nie napisała... a wcześniej wszystkie wspólnie święta byłyśmy razem.
To była moja pierwsza prawdziwa miłość, której poświęcałem każdy swój czas wolny, bałem się jej zranić. Może było u mnie za mało romantyzmu, za bardzo naciskania na mieszkanie. Chciałbym ją spotkać i porozmawiać. Jeszcze przed rozstaniem kupiłem bilety na koncert (prezent urodzinowy) ze wzgledu na Covid koncert się nie odbył. Była przeszcześliwa z tego prezentu, kupiłem go od serca i chce jej te bilety przekazać gdyż koncert ma się odbyć w 2021r. Wiem, że nie ma już powrotu do dawnego związku mimo, że bardzo bym chciał. Czuje, że jestem postawiony w jej otoczeniu jako ten, który zniszczył jej te lata mimo, że tak nie było.

Dajcie znak, co o tym sądzicie i jakie są Wasze przemyślenia.


Autorze, przeczytałam i fakt, musisz rzeczywiście bardzo to przeżywać.
Moja pierwsza refleksja po przeczytaniu całości, to taka, że gdzieś tam w głębi duszy czujesz, że wyhodowales sobie żmije na własnej piersi. Troszkę skupie się na tym właśnie aspekcie.
Opisałeś bardzo dokładnie całe stadium jej wieloletniego rozwoju, od szarej cichej zakompleksionej myszki, aż po pewna siebie kobietę. Widać wyraźnie, że mnóstwo jej przez cały ten czas podpowiadałes, prowadziłeś za rączkę niemalże, jakbyś był jej ojcem, którego tak naprawdę nie miała. Patrzyłeś, jak na Twoich oczach ona zmienia się z roku na rok, jak odnosi sukces za sukcesem i jak coraz bardziej wyzwala się spod Twojego wpływu. Wychowywałes ja przecież pod swoim kątem, chciałeś zrobić z niej ideal kobiety według Twoich standardów, jednak nie przewidziałes tego, że ta kobieta po prostu wyjdzie Ci z rąk.

Straciłeś ojca w wieku 8 lat, może więc było tak, że po jego śmierci przejales jakby rolę meska w swoim domu? Może podświadomie czułeś, że musisz być odpowiedzialny, kreatywny itd , żeby sprostać problemom życia? Może matka zaczęła traktować Cię trochę jakbyś był prawdziwym mężczyzną? Ja tego nie wiem, snuje tylko domysły.
Ty wiesz, jak było.
Tak czy siak zrobiło Ci się w głowie tak, że trzeba opiekować się innymi. Owszem, gdy poznałeś te dziewczynę, ona była zakompleksiona i zagubiona i wtedy może faktycznie potrzebowała kogoś takiego jak Ty. Potem jednak mając w Tobie oparcie zaczęła rozwijać się i nabierać wiary w siebie. Wszystko to działo się na Twoich oczach.
Brzydkie kaczątko zmieniło się w pięknego łabędzia i pofrunelo daleko.
Teraz boli Cię, że przeoczyłes ten moment, kiedy jeszcze mogłeś chwycić ja za nogi i zostałeś sam z bałaganem w głowie.
Czy uchwycilbys ją, zanim poderwała się do lotu?
Wydaje mi się, że nie, a nawet jeśli, to prędzej czy później i tak by Ci wyfrunęła.
Chyba właśnie to miała na myśli jej matka mówiąc w ten sposób o waszym mieszkaniu, o Twoich planach.
Jesteś po prostu typem faceta, którego zaklasyfikować można jako wychowawcę, opiekuna, ratownika, kogoś w tym stylu.
Poczytaj o takich typach mężczyzn u może troche lepiej zrozumiesz te kobietę i to, co się stało. Może psycholog powinien też skupić się na takim motywie?
Moim zdaniem ewidentnie masz z tym problem i musisz nad sobą popracować, ponieważ w przyszłości możesz mieć powtórkę z rozrywki. Nawet dziecko tylko do pewnego momentu pozwala sobą kierować i prowadzić za rękę. Potem uwalnia się, odcina te przysłowiową pępowinę i rusza w świat.
Co byłoby dalej, gdyby...?
1. Prędzej czy później ona i tak odfrunelaby w swoją stronę.
2. Zostałaby z Tobą i przyjęła rolę osoby, która zawsze trzeba się opiekować ( da takie kobiety), jakby o pół kroku za Tobą. Nie byłoby jej z tym za dobrze, ale gdyby ktoś zapytał ja o co właściwie jej chodzi, z czym ma problem, to nawet nie wiedziałaby, co powiedzieć. Byłoby tak, jakby było.

Życie pokazało, że sprawdził się punkt pierwszy.

Dlatego dobrze, że chodzisz na terapię, bo może nauczysz się innego funkcjonowania w związku.

Moim zdaniem tytuł wątku nietrafiony.

4 Ostatnio edytowany przez yessa (2020-10-07 20:59:52)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Ja myślę że jest w tym Wszytskim jeszcze jeden ważny fakt. Ona przestraszyła się wyprowadzki od mamusi. Przeprowadzka to wielka rewolucja w życiu i taki test na bycie samowystarczalnym. Wygodnie się wraca na obiadki do mamy po pracy, ciuchy sa wyprane, w kuchni posprzątane itp. Itd. Można się mamie wygadać no i w ogóle. Po tym co piszesz to odnoszę wrażenie że ona tak niby chciała sie wyprowadzić na swoje a jednak coś ja przerosło i nie potrafiła odciąć tej pępowiny. Plus możliwe że jeszcze mama doradzala.
No bo przecież gdybyś poszedł z nią na piętro do mamusi to nadal bylisbyscie para? Tak to wygląda. Brawo że tego nie zrobiłeś, bo jak mówisz prawdopodobnie skonczyloby się to klutniami i frustracja. Pakowalbys kasę w obcy dom i dalej nie miał nic do gadania. Tu akurat Brawa dla Ciebie za asertywnosc. Jednak współczuję złamanego serca. Skoro ona ustawia się z jakimś typem na imprezki, mieszka u mamusi i nie potrafi tego zmienić to świadczy o tym, że jeszcze nie dojrzała do pewnych spraw

5

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
yessa napisał/a:

Ja myślę że jest w tym Wszytskim jeszcze jeden ważny fakt. Ona przestraszyła się wyprowadzki od mamusi. Przeprowadzka to wielka rewolucja w życiu i taki test na bycie samowystarczalnym. Wygodnie się wraca na obiadki do mamy po pracy, ciuchy sa wyprane, w kuchni posprzątane itp. Itd. Można się mamie wygadać no i w ogóle. Po tym co piszesz to odnoszę wrażenie że ona tak niby chciała sie wyprowadzić na swoje a jednak coś ja przerosło i nie potrafiła odciąć tej pępowiny. Plus możliwe że jeszcze mama doradzala.
No bo przecież gdybyś poszedł z nią na piętro do mamusi to nadal bylisbyscie para? Tak to wygląda. Brawo że tego nie zrobiłeś, bo jak mówisz prawdopodobnie skonczyloby się to klutniami i frustracja. Pakowalbys kasę w obcy dom i dalej nie miał nic do gadania. Tu akurat Brawa dla Ciebie za asertywnosc. Jednak współczuję złamanego serca. Skoro ona ustawia się z jakimś typem na imprezki, mieszka u mamusi i nie potrafi tego zmienić to świadczy o tym, że jeszcze nie dojrzała do pewnych spraw

Twoje zdanie, z którym zresztą zgadzam się absolutnie nie stoi w sprzeczności z tym, co ja napisałam.

6 Ostatnio edytowany przez yessa (2020-10-07 21:02:45)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
ulle napisał/a:
yessa napisał/a:

Ja myślę że jest w tym Wszytskim jeszcze jeden ważny fakt. Ona przestraszyła się wyprowadzki od mamusi. Przeprowadzka to wielka rewolucja w życiu i taki test na bycie samowystarczalnym. Wygodnie się wraca na obiadki do mamy po pracy, ciuchy sa wyprane, w kuchni posprzątane itp. Itd. Można się mamie wygadać no i w ogóle. Po tym co piszesz to odnoszę wrażenie że ona tak niby chciała sie wyprowadzić na swoje a jednak coś ja przerosło i nie potrafiła odciąć tej pępowiny. Plus możliwe że jeszcze mama doradzala.
No bo przecież gdybyś poszedł z nią na piętro do mamusi to nadal bylisbyscie para? Tak to wygląda. Brawo że tego nie zrobiłeś, bo jak mówisz prawdopodobnie skonczyloby się to klutniami i frustracja. Pakowalbys kasę w obcy dom i dalej nie miał nic do gadania. Tu akurat Brawa dla Ciebie za asertywnosc. Jednak współczuję złamanego serca. Skoro ona ustawia się z jakimś typem na imprezki, mieszka u mamusi i nie potrafi tego zmienić to świadczy o tym, że jeszcze nie dojrzała do pewnych spraw

Twoje zdanie, z którym zresztą zgadzam się absolutnie nie stoi w sprzeczności z tym, co ja napisałam.

Oczywiście że nie smile też tak uważam, w Twojej wypowiedzi też jest sporo racji.
Jak to często mówią, wina zawsze leży po obu stronach

7 Ostatnio edytowany przez acine (2020-10-07 21:25:09)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
dasu napisał/a:

Pracowaliśmy razem. Wszystko zaczęło się od pewnego spotkania wspólnego w zastępstwie za naszego szefa. Po tym poszliśmy razem do kawiarni i to było to... od tamtej pory poczułem strzałę amora. Rozmawiałem z nią jak z żadną inną ale dowiedziałem się, że ma chłopaka. Zdecydowałem, że nie mogę pozwolić na to aby związek sie rozpadł. Mimo to zauważyłem, że przychodziła do pracy smutna więc starałem się być miły, wyrozumiały. Nasza relacja pogłębiała się, dowiedziałem się, że chłopak ją nie szanuje, nie poświęca jej czasu i spotykają się tylko w weekendy mieszkając od siebie ok 2km w małej miejscowości. Mnie do niej dzieliło jakieś 25km. Rozmawialiśmy ale raczej na stopie przyjacielskiej i pewnego razu zadziało się coś niespodziewanego, oboje mieliśmy gorszy dzień i sama zaproponowała przytulenie, które skończyło się na pocałunku... Od tamtej pory zrozumiałem, że ją kocham i chce się z nią związać. Brałem pod uwagę problem sytuacji ale cały czas miałem w głowie jej słowa o rozpadzie tego związku, braku akceptacji ze strony partnera. Ona nie chciała zerwać od razu. W wakacje kiedy jej partner przebywał za granicą pojechała 2 razy do niego aby przekonać się o jego uczuciach lub braku. Cholernie mnie to bolało wiedząc, że śpią razem, po jego pracy spotykają się. Mimo to dzwoniliśmy do siebie i już wtedy czule rozmawialiśmy. Ona zapewniała mnie, że nie widzi przyszłości tego związku ale chce sie rozstać w zgodzie, żeby go nie zranić. Tak trwało to ok 6 miesięcy. Nie moglem jej złapać za rękę, ukrawanie się, mimo łączącej mnie już z nią więzi. Ostatecznie rozstali się i związała się ze mną. Bardzo to rozstanie przeżyła - wylądowała w szpitalu. Byłem przy niej cały czas. Poprzedni partner miał pełne informacje co się z nią dzieje gdyż był najlepszym przyjacielem jej brata.

mechanizm sie powtorzyl, ty komus sprzatnales dziewczyne i ktos tobie sprzatnal narzeczona. Jak Kali ukrasc komus krowe to dobrze a jak ktos ukrasc Kalemu krowe to zle smile Moze to karma? smile
( zartuje z ta karma smile ) . Co do tego dlaczego tobie sie to wlasnie zdarzylo, cos w tym jest ze byles jej opiekunem no i oddales sie jej calkowicie co nie dziwi bo tak czesto jest u ludzi w pierwszych powaznych relacjach.

8

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
yessa napisał/a:
ulle napisał/a:
yessa napisał/a:

Ja myślę że jest w tym Wszytskim jeszcze jeden ważny fakt. Ona przestraszyła się wyprowadzki od mamusi. Przeprowadzka to wielka rewolucja w życiu i taki test na bycie samowystarczalnym. Wygodnie się wraca na obiadki do mamy po pracy, ciuchy sa wyprane, w kuchni posprzątane itp. Itd. Można się mamie wygadać no i w ogóle. Po tym co piszesz to odnoszę wrażenie że ona tak niby chciała sie wyprowadzić na swoje a jednak coś ja przerosło i nie potrafiła odciąć tej pępowiny. Plus możliwe że jeszcze mama doradzala.
No bo przecież gdybyś poszedł z nią na piętro do mamusi to nadal bylisbyscie para? Tak to wygląda. Brawo że tego nie zrobiłeś, bo jak mówisz prawdopodobnie skonczyloby się to klutniami i frustracja. Pakowalbys kasę w obcy dom i dalej nie miał nic do gadania. Tu akurat Brawa dla Ciebie za asertywnosc. Jednak współczuję złamanego serca. Skoro ona ustawia się z jakimś typem na imprezki, mieszka u mamusi i nie potrafi tego zmienić to świadczy o tym, że jeszcze nie dojrzała do pewnych spraw

Twoje zdanie, z którym zresztą zgadzam się absolutnie nie stoi w sprzeczności z tym, co ja napisałam.

Oczywiście że nie smile też tak uważam, w Twojej wypowiedzi też jest sporo racji.
Jak to często mówią, wina zawsze leży po obu stronach

Żony i teściowej, tfu dziewczyny i teściowej wink

9

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Troche scenariusz tej relacji przypomina relacje moja i meza. Zaczelo sie od przyjazni, ja bylam w zwiazku i raz go przytulilam (calowania nie bylo).
Moj maz jest mi bardzo oddany, bardziej niz Ty jej bo nie ma takich flirtow na boku. Jednak tylko ja sie dla niego licze (nie interesuja go inni przyjaciele i rodzina)  takze to jest dosc podobne. 
Jednak u was od poczatku byly ostrzegawcze, czerwone flagi, powinienes na to zwrocic uwage. Jak ja zrozumialam, ze zalezy mi na mezu to natychmiast sie rozstalam. Nie czekalam miesiacami, nie bylo wachan. Ona bardzo rozwlekla to wszystko, wrecz stworzyla romans z Toba. To pokazuje, ze ona nie jest najlepsza w podejmowaniu decyzji i przez to nie da sie na nia postawic. Masz teraz przyklad z tym mieszkaniem  i jej zachowaniem, bardzo podobnym.
Moim zdaniem to uniknales kuli. Ona jest za slaba z osobowosci by brac powazne kroki.

10 Ostatnio edytowany przez yessa (2020-10-07 22:22:54)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
assassin napisał/a:

Żony i teściowej, tfu dziewczyny i teściowej wink

Phi tongue dobre sobie, tylko facet mógł coś takiego napisać ;D

Winter.Kween napisał/a:

Nie czekalam miesiacami, nie bylo wachan. Ona bardzo rozwlekla to wszystko, wrecz stworzyla romans z Toba. To pokazuje, ze ona nie jest najlepsza w podejmowaniu decyzji i przez to nie da sie na nia postawic. Masz teraz przyklad z tym mieszkaniem  i jej zachowaniem, bardzo podobnym.
Moim zdaniem to uniknales kuli. Ona jest za slaba z osobowosci by brac powazne kroki.

Dokładnie w punkt! Zgadzam się i znam to z życia bo ja też jak poznałam męża byłam "w zwiazku"..Związek zakończyłam można powiedzieć, z dnia na dzień, bo nie wyobrażam  sobie inaczej. Nie wyobrażam sobie sytuacji jak u autora... jak ta dziewczyna mogła tak trwać miesiącami, tu już zapala się czerwona lampka, czyli na początku relacji

11

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Trafiłeś na  niepoukładaną dziewczynę,miałbyś z nią problemy. lepiej że kończy się to dzisiaj, a nie wtedy gdy są dzieci.
Jask będziesz w kolejnym związku, zwróć uwagę, jakie kobieta ma nastawienie do rozwiązywania problermów i czy jest stabilna. Bo tu grząski grunt, nie warto stawiać tam domu. Nie myśl, że dla tamtego ten grunt będzie nagle stabilny.

12

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
dasu napisał/a:

1. Rozmawiałem z nią jak z żadną inną ale dowiedziałem się, że ma chłopaka. Zdecydowałem, że nie mogę pozwolić na to aby związek sie rozpadł. Mimo to zauważyłem, że przychodziła do pracy smutna więc starałem się być miły, wyrozumiały. Nasza relacja pogłębiała się, dowiedziałem się, że chłopak ją nie szanuje, nie poświęca jej czasu i spotykają się tylko w weekendy mieszkając od siebie ok 2km w małej miejscowości. Mnie do niej dzieliło jakieś 25km. Rozmawialiśmy ale raczej na stopie przyjacielskiej i pewnego razu zadziało się coś niespodziewanego, oboje mieliśmy gorszy dzień i sama zaproponowała przytulenie, które skończyło się na pocałunku... Od tamtej pory zrozumiałem, że ją kocham i chce się z nią związać. Brałem pod uwagę problem sytuacji ale cały czas miałem w głowie jej słowa o rozpadzie tego związku, braku akceptacji ze strony partnera. Ona nie chciała zerwać od razu. W wakacje kiedy jej partner przebywał za granicą pojechała 2 razy do niego aby przekonać się o jego uczuciach lub braku. Cholernie mnie to bolało wiedząc, że śpią razem, po jego pracy spotykają się. Mimo to dzwoniliśmy do siebie i już wtedy czule rozmawialiśmy. Ona zapewniała mnie, że nie widzi przyszłości tego związku ale chce sie rozstać w zgodzie, żeby go nie zranić. Tak trwało to ok 6 miesięcy. Nie moglem jej złapać za rękę, ukrawanie się, mimo łączącej mnie już z nią więzi. Ostatecznie rozstali się i związała się ze mną. Bardzo to rozstanie przeżyła - wylądowała w szpitalu. Byłem przy niej cały czas. Poprzedni partner miał pełne informacje co się z nią dzieje gdyż był najlepszym przyjacielem jej brata.

2. Było nam cudownie, wspólne wyjazdy, spędzony czas, w końcu nie musieliśmy się ukrywać itp. Życie nam sie układało mimo odległości widywaliśmy sie praktycznie codziennie, albo u niej albo u mnie mimo odległości zawsze potrafiliśmy znaleźć konsesnus - uwielbiała jak ją odwoziłem autem, gdyż zawsze mówiła, że w poprzednim związku nie mogła na to liczyć. Bardzo się kochaliśmy.

3. Niestety w pracy poznałem koleżankę, z którą dobrze mi się rozmawiało... trochę za dobrze... Pisaliśmy ze sobą ale nigdy nie spotykaliśmy sie po pracy zawsze pędziłem do mojej dziewczyny w momencie gdy ona nie miała pracy. W tym czasie zacząłem prace w Warszawie wiec tamten flirt wygasał. Niestety, dziewczyna zauważyła stare wiadomości... Zraniłem ją tym ale udało nam się odbudować związek. Przyrzekłem sobie i jej, że nigdy więcej nie zrobię takiej rzeczy gdyż widziałem jak ją zraniłem. I tak się stało, zerwałem kontakty ze wszystkimi koleżankami, również z większością kolegów aby poświecić czas dziewczynie.

4. W jej pracy zaczęły sie wyjścia. Rozumiem to bo sam mam spotkania ale przestałem na nie chodzić ze względu na to aby ona nie czuła sie z tym źle.

5. w pewien sposób pokazywałem sie przed ludźmi z jej otoczenia, że jesteśmy razem. Ale po pewnej imprezie poczułem się bardzo dotknięty. Nie prosiła o to abym po nią przyjechał gdyż była autem (źle sie wtedy czuła i powiedziała, że nie będzie pić alko), dodatkowo zabierała kilka osób ze swojej miejscowości. Byliśmy w kontakcie ze sobą po czym napisała, że idzie z ludźmi z pracy do klubu potańczyć. Bardzo mnie to zabolało, nie wiem dlaczego, może dlatego że gdy ja byłem w fazie klubowania to chodziłem tam na podryw itp. Czułem ze jakiś facet może ją poderwać, obmacywać itp. Byłem zły i wściekły ale starałem sie stłumić w sobie. Ona mi tłumaczyła, że tylko byli potańczyć, że jesteśmy zaręczeni i nie mam o co być zły.

6. Po tej akcji były jeszcze 2 spotkania, na które bardzo chciała iść beze mnie. Jedno to kino na film, który chciałem obejrzeć wspólnie. Zapytała czy może iść z ludźmi z pracy bo ma darmowe bilety z pracy. Powiedziałem ok, ja uznałem, że obejrzę na vod jak sie pojawi. Dopiero po tym dowiedziałem się, że była z samymi kolegami z pracy...

Pozwolilam sobie wyciagnac teksty, ktore mi osobiscie ostro wywalilyby lample alarmowa w glowie.

Kolejno:
Czule rozmowy, flirt i pocalunki z dziewczyna, ktora juz ma faceta. Ciebie bolalo, ze oni spia razem? Nie przyszlo Ci do glowy, ze gdyby tamten zaoferowal jej wiecej niz Ty, to bez zbednego myslenia olalaby Ciebie i poszla do tamtego? To, ze sie zaangazowales w relacje z zajeta kobieta i to, ze miesiacami czekales, az ona zerwie z tamtym  pokazuje i Twoj poziom i jej poziom. Na dobra sprawe zrobila Ci dokladnie to samo z tym nowym facetem. Wiec trafila kosa na kamien.

Nigdy, ale to nigdy nie rezygnuj z wlasnych wyjsc czy to z kolezankami czy kolegami bedac w zwiazku. Tak dlugo jak jestes fair i na takich wyjsciach nie ma flirtu i przytulania, nie robisz nic zlego, a druga osoba nie ma prawa Ci tego zabraniac. Posiadanie kolegow i kolezanek poza zwiazkiem to dobry objaw, bo czlowiek nie powinien ograniczac sie do kontaktu tylko z jedna osoba. Ograniczanie sobie towarzyskich wyjsc w imie zwiazku czy zazdrosci to prosta droga do przytloczenia soba drugiej strony.

W punkcie 6 i 7 masz juz dokladnie to samo, co ona zrobila swojemu facetowi z punktu 1. Wiec trafila kosa na kamien. Dorwales sie do zajetej dziewczyny, widziales, w jaki sposob zrywa ze swoim owczesnym chlopakiem. To bylo do przewidzenia, ze z Toba bedzie dokladnie tak samo.
Kto jest winny? Dla mnie oboje jestescie. Ten zwiazek byl taki sredniawy. Niby duzo czasu ze soba spedzaliscie, ale 5 lat zwiazku praktycznie bez zadnych zobowiazan i planow na wspolne zycie to dlugo. 6 lat dojezdzania do siebie, zwiazku na dwa domy, kiedy oboje pracowaliscie i mieliscie kase na to, zeby cos wspolnie wynajac, to strzal w kolano.
Zupelnie inaczej wyglada zwiazek, w ktorym sie razem mieszka i spedza razem czas, a zupelnie inaczej taki, gdzie mieszka sie osobno, a widuje sie codziennie. Mnie takie codzienne widywanie zawsze mega meczylo i szybko mialam partnera dosc. Jak sie mieszka razem to zupelnie inaczej sie na to patrzy.

13

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Słuchajcie, bardzo dziękuje za słowa zarówno wsparcia jak i krytyki. Oczywiście nie jestem aniołkiem i bez winy w tym związku i nie chce sie wybielać. Co do Karmy to na pewno sobie na nią zasłużyłem względem poprzedniego partnera aczkolwiek robiłem więcej (tak myśle) i starałem się być lepszy od niego (z jej opowiadań). Wyszło jak wyszło... nie cofnę czasu mimo, że moje uczucie nadal jest. Chyba byłem za bardzo zakochany i symptomy tego, że w moim przypadku będzie tak samo jak w przypadku poprzedniego partnera zamiatałem po dywan lub za bardzo zaufałem w jej słowa o jej miłości i tym że jesteśmy zaręczeni, tworzymy praktycznie rodzine.

Co do dojazdów to się zgadza. Ostatni rok byłem już bardzo zmęczony dojazdami, umawianiem się z kto do kogo, i o której - chciałem to zmienić, nie udało się...

A prosze podpowiedcie mi co zrobić z tym ostatnim prezentem, który kupiłem jej na urodziny na 2 miesiące przed rozstaniem. Chodzi o bilety na koncert, który sie nie odbyl i jest przełożony na 2021. Chciałbym jej te bilety dać, w końcu był to mój prezent, kupiony od serca, z którego była bardzo zadowolona. Spróbować się spotkać i zakończyć ten związek tak jak należy, może spróbować wyjaśnić, powiedzieć przepraszam za złe chwile, czy olać temat skoro ona nie złożyłą mi nawet głupich życzeń miesiac temu i odcięła się ode mnie kompletnie? Serce podpowiada mi tę pierwszą opcje - co sądzicie?

14

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Zostaw sobie te bilety albo odsprzedaj komuś. Ona Cię już olała, zablokowała, nie chce mieć kontaktu a Ty jej jeszcze prezenty chcesz robić. Obudź się. To że dasz jej te bilety niczego nie zmieni już, ten związek dla niej juz sie dawno skończył, nie była wobec Ciebie w porządku tu już nie ma miejsca na "rozstaliśmy się w przyjaźni". Im dłużej będziesz chciał naprawiać to co już nie istnieje tym dłużej będziesz cierpiał. Takie rozdrapywanie ran nie przynosi nic dobrego.

15

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie
dasu napisał/a:

A prosze podpowiedcie mi co zrobić z tym ostatnim prezentem, który kupiłem jej na urodziny na 2 miesiące przed rozstaniem. Chodzi o bilety na koncert, który sie nie odbyl i jest przełożony na 2021. Chciałbym jej te bilety dać, w końcu był to mój prezent, kupiony od serca, z którego była bardzo zadowolona. Spróbować się spotkać i zakończyć ten związek tak jak należy, może spróbować wyjaśnić, powiedzieć przepraszam za złe chwile, czy olać temat skoro ona nie złożyłą mi nawet głupich życzeń miesiac temu i odcięła się ode mnie kompletnie? Serce podpowiada mi tę pierwszą opcje - co sądzicie?

Ona juz podjela decyzje co do tego, gdzie ma Wasz zwiazek, nie ma sensu sie z nia spotykac. Ona to juz zakonczyla a fakt, ze Cie zablokowala, tylko to potwierdza.
Oddaj te bilety albo odsprzedaj.

16

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Bilety zwróć, sprzedaj, albo idź z kimś innym, względnie komuś innemu podaruj.
Nie szukaj sobie poprzez nie pretekstów do kontaktu z nią.

17 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2020-10-09 12:11:13)

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Przykro, że w ten sposób się z Tobą rozstała. Mogła to zrobić lepiej, ale najlepiej chyba założyć, że nie potrafiła. Postaraj się (być może z pomocą psychologa) wybaczyć jej i zostawić to za sobą. Rozumiem jak jest to trudne dla Ciebie. Zadbaj o siebie i idź do przodu ze swoim życiem. Skoro tak się wydarzyło, to tak miało być.. Poszukaj osoby, która Cię doceni. Życzę szczęścia

Absolutnie się z nią nie spotykaj. Nie z osobą, która nawet nie zakończyła ładnie znajomości. Pozbądź się tych biletów jak i wszystkich innych rzeczy, które ci o niej przypominają.

18

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Ja jednak widzę tutaj winę w autorze i stanę w obronie autorki. Ona po prostu nie była z nim szczęśliwa. Od początku nie była zakochana. Facet zagłaskał ją na śmierć, zrezygnował ze swojego życia dla niej, ze znajomych itd. Czy ona go o to prosiła? Nie. Dodatkowo zdrada z koleżanką z pracy. Musiało zaboleć. Potem jakieś nakazy, zakazy, fochy, bycie zazdrosnym o kolegów z pracy. Od początku twój charakter był dla niej odpychający, brakowało jej w tobie stanowczości i męskości. Kobiety od swojego faceta oczekują prowadzenia, a ty nie miałeś nawet własnego zdania - wszystko robiłeś tak jak ona chciała, znudziło jej się to.

W końcu pojawił się na jej drodze facet, który dał jej szczęście. Po prostu musisz zrozumieć, że nie pasowaliście do siebie, nie dawałeś jej szczęścia. Poznała kogoś, zakochała sie i teraz jest szczęśliwa. Tobie zaleciłabym jakąś terapię i pracę nad charakterem. Musisz umieć sprawić, by kobieta poczuła się u twojego boku bezpiecznie, nabrać męskich cech. Najlepiej byłoby jakbyś odbudował męskie znajomości i uczył się od innych facetów zdrowych zachowań. Będąc zazdrosnym o każdego kolegę, wyjście z pracy sam wpychasz kobiety w ramiona obcych facetów. Pokazujesz tylko, że boisz się straty i traktujesz drugą osobę lepiej od samego siebie. To nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością, miłością, w zdrowej miłości szacunek do samego siebie i drugiej osoby musi być na równi. Ty ją postawiłeś wyżej, traktowałeś ją lepiej od siebie, ale jednocześnie traktowałeś jak rzecz, której bałeś się stracić. Swoim zachowaniem sprowokowałeś rozstanie - zazdrość, brak szacunku do siebie, brak własnego życia - wszystko kręciło się dla ciebie wokół niej i zapomniałeś o sobie, ona potrzebowała ciebie w związku ale ciebie nie było, bo ty zamiast siebie postawiłeś ją.

19

Odp: Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

dasu, rozpad Waszego związku nie był nagły i z pewnością nie z powodu nieporozumień w sprawie wspólnego mieszkania. Ona wymykała się już wcześniej i dobrze o tym wiesz. Wtedy nie potrafiłeś sobie z tym poradzić, odwróciłeś głowę od problemu. Zresztą, prawdopodobnie nie zmieniłoby to jej postępowania. Ona jedną nogą była już po za Waszym związkiem, zresztą miała już doświadczenie, Wasze początki były podobne.
Cierpisz, bo nie dostałeś okazji do ostatecznej rozmowy. Twoja narzeczona porzuciła Cię w dość nieładny sposób, stosując tzw ghosting.
Nie pozostaje Ci nic innego, jak pogodzić się z tą sytuacją. Absolutnie nie wysyłaj jej tych biletów, po co? Chcesz zrobić prezent jej i jej nowemu chłopakowi? Nie rób tego, tym bardziej, że ona po 6 wspólnych latach nie pokusiła się nawet o złożenie Ci życzeń urodzinowych.
Nie szukaj już z nią kontaktu i pogódź się z tym rozstaniem.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nagły rozpad narzeczeństwa przez mieszkanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024