Witajcie
Dotąd przez kilka lat jedynie czytałam Wasze posty na tym forum. Dziś jednak sama zaczynam temat mojego związku z facetem, którego poznałam 3 miesiące temu. Mam 45 lat, on 62. Obecnie mieszkamy razem w Niemczech i pracujemy w jednej firmie. On jest po rozwodzie 2 lata, ja mimo, że już w średnim wieku to byłam wcześniej tylko w jednym krótkotrwałym związku z facetem młodszym ode mnie o 5 lat, niestety znalazł sobie młodą kobietę. Bardzo przeżyłam, że mnie oszukał i zwodził tak . Dzieci jakoś nigdy nie chciałam....może wynika to z faktu, iż przeżyłam w dzieciństwie przemoc ze strony ojca. Wiele lat psychoterapii nauczyło mnie jak dbać o swoje potrzeby, jak odbudować w sobie poczucie własnej wartości.
Teraz po w sumie po okresie samotności w moim życiu nastała totalna rewolucja w postaci na prawdę fajnego związku z uczuciowym, opiekuńczym i ciepłym facetem. Jest dobrze, on chciałby w przyszłym roku wziąć ze mną ślub w Polsce, poznać moją rodzinę. Mamy podobne poglądy życiowe, słuchamy podobnej muzyki, obydwoje mamy naturę melancholików
i dobrze nam.....
Tylko czasem mam wrażenie, że wszystko zadziało się za szybko.....Choć przecież obydwoje tego chcieliśmy poszliśmy do łóżka po tygodniu randkowania, potem on ciągle mówił, że mnie kocha, że jestem jego skarbem. Ja na to, że przecież mnie dobrze nie zna na tyle, żeby miłość wyznawać..... Ja dotąd wycofana, ostrożna, tak sobie "pozwoliłam" na tę namiętność. A jeszcze 3 miesiące temu byłam święcie przekonana,że bedę sama już zawsze, a tu teraz życie takie niespodzianki niesie.
Myślę trochę jak to będzie za 10, 20 lat, czy nie będę żałować....ale sama być już nie chciałabym....
Napiszcie co sądzicie o tym związku, czasem warto poznać opinie kogoś obiektywnego, kto spojrzy "chłodnym okiem"