Rozpad zwiazku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: Rozpad zwiazku.

Witam. Jestem tutaj nowa, ale z racji tego, ze nie moge sobie poradzic potrzebuje czyjegoś słowa. Moj związek zaczął się, gdy mielismy 15 lat, zakończył się ostatecznie wczoraj. Dzisiaj mam 24 lata. Zaczęliśmy ze soba chodzić, gdy byliśmy jeszcze dziećmi. Przeżyliśmy razem wiele wspaniałych, ale też złych chwil, jak to w każdym związku. Problem zaczął się, gdy moj TŻ zaczął sięgać po marihuanę. Na początku było dobrze, palil na weekend, szanował mnie i było mi z nim dobrze. Do czasu. 3 lata temu postanowił ze mną zerwać, mówiąc że ma inną kobietę. Szybko doszłam do tego, że pojawiła się panna, która go zainteresowała. Pisali ze sobą, a ja głupia błagałam na kolanach, żeby do mnie wrócił. Po tygodniu zgodził się, ale nigdy nie potrafiłam rozpocząć tematu tej dziewczyny. Czulam, że go spławiła i dlatego wrócił. Jednak rozeszlo sie wszystko po kościach i starałam się zapomnieć, żyjąc z nim jak najlepiej potrafię. Po roku stracił prawo jazdy, bo mial we krwi THC. Prosiłam, aby nie palił codziennie, że mu to szkodzi. Stał sie agresywny, wybuchowy i bardzo wulgarny. Drażniło go to, że w nawet pierdołowatym temacie moge miec inne zdanie niz on. W każdym bądź razie po spedzeniu nocki w areszcie stwierdził, że mnie kocha najmocniej na świecie i mi się oświadczył. Przestał zarazem palić na okolo miesiac. Później wszystko wróciło do normy, dzien bez marihuany był dniem straconym. Dzien w dzien to samo. Jako ze stracil prawo jazdy stalam sie jego osobistym kierowca. Gdzie sobie zazyczyl to pojechałam, bo czułam taki obowiazek. Agresja i brak hamulcy slownych wobec mnie znowu się pojawił. Zamknęłam sie na niego. Bałam mu sie cokolwiek powiedziec zwiazanego np problemami z moja praca, bo zaraz słyszałam jedynie krzyk. Po roku stwierdził, że między nami koniec, bo nie mogł poradzić sobie z mysla, ze w wieku 15 lat spotykałam się z innym chlopakiem. Ot tak sobie przypomnial. Spakowalam sie, wrocilam po raz drugi do rodziców. Po dwoch dniach przyjechał z placzem, ze nie daje rady beze mnie, ze kocha itd i ze jest w szoku, ze ja za nim nie biegam i nie prosze, bo zawsze tak bylo. Po raz kolejny wrocilam. Było dobrze na początku, a od ostatnich kilku miesięcy słuchałam jaka jestem zła, nawet pewnego dnia nazwał mnie szmatą, a ja durna stalam sie jego kierowca, sluzaca, kucharka i sprzataczka. I po raz trzeci kazał mi się spakować i o nim zapomniec, bo on czuje, ze moja osoba juz sie w to nie angazuje i ze go nie kocham. Ponownie wrocilam do rodziców, ktorzy w koncu sie wsciekli. Z dniem mojego powrotu znienawidzili go, powiedziałam im wszystko co mi leżało na sercu. Wyplakalam sie. Siedzialam ostatni tydzien w domu, a on caly czas nie dal o sobie zapominac. Przyjezdzal, prosil, blagal. Wczoraj sie z nim spotkałam. Nalegal abym wrocila, ze on sie zmieni jak zwykle, zebym zostala na noc. Nie zgodzilam sie. Stwierdzil, ze mna steruja rodzice, ze go nie lubia, ze wybrałam ich i teraz ostatecznie mam o nim zapomniec i zajac sie 'swoja rodzinka'. Wpedzil mnie w jakies chore wyrzuty sumienia. Moi rodzice zawsze go lubili, nie mieli nic przeciwko, ale gdy po raz trzeci wrocilam z torbami i placzem cos w nich peklo.
Nie odzywam sie, on rowniez. Zero smsow, niczego. Zostałam przez tyle lat znizona do parteru, ze moja przyszlosc mnie przeraza. Boje sie, ze juz nigdy nie zaznam szczescia. Jest to straszne. Ja jestem przestraszona, boje się żyć samotnie. Nie mam nikogo procz mlodszej siostry, rodzicow i babci. Czuje sie okropnie, a co gorsza uzależniona od tego faceta..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozpad zwiazku.
Edyta1996 napisał/a:

Witam. Jestem tutaj nowa, ale z racji tego, ze nie moge sobie poradzic potrzebuje czyjegoś słowa. Moj związek zaczął się, gdy mielismy 15 lat, zakończył się ostatecznie wczoraj. Dzisiaj mam 24 lata. Zaczęliśmy ze soba chodzić, gdy byliśmy jeszcze dziećmi. Przeżyliśmy razem wiele wspaniałych, ale też złych chwil, jak to w każdym związku. Problem zaczął się, gdy moj TŻ zaczął sięgać po marihuanę. Na początku było dobrze, palil na weekend, szanował mnie i było mi z nim dobrze. Do czasu. 3 lata temu postanowił ze mną zerwać, mówiąc że ma inną kobietę. Szybko doszłam do tego, że pojawiła się panna, która go zainteresowała. Pisali ze sobą, a ja głupia błagałam na kolanach, żeby do mnie wrócił. Po tygodniu zgodził się, ale nigdy nie potrafiłam rozpocząć tematu tej dziewczyny. Czulam, że go spławiła i dlatego wrócił. Jednak rozeszlo sie wszystko po kościach i starałam się zapomnieć, żyjąc z nim jak najlepiej potrafię. Po roku stracił prawo jazdy, bo mial we krwi THC. Prosiłam, aby nie palił codziennie, że mu to szkodzi. Stał sie agresywny, wybuchowy i bardzo wulgarny. Drażniło go to, że w nawet pierdołowatym temacie moge miec inne zdanie niz on. W każdym bądź razie po spedzeniu nocki w areszcie stwierdził, że mnie kocha najmocniej na świecie i mi się oświadczył. Przestał zarazem palić na okolo miesiac. Później wszystko wróciło do normy, dzien bez marihuany był dniem straconym. Dzien w dzien to samo. Jako ze stracil prawo jazdy stalam sie jego osobistym kierowca. Gdzie sobie zazyczyl to pojechałam, bo czułam taki obowiazek. Agresja i brak hamulcy slownych wobec mnie znowu się pojawił. Zamknęłam sie na niego. Bałam mu sie cokolwiek powiedziec zwiazanego np problemami z moja praca, bo zaraz słyszałam jedynie krzyk. Po roku stwierdził, że między nami koniec, bo nie mogł poradzić sobie z mysla, ze w wieku 15 lat spotykałam się z innym chlopakiem. Ot tak sobie przypomnial. Spakowalam sie, wrocilam po raz drugi do rodziców. Po dwoch dniach przyjechał z placzem, ze nie daje rady beze mnie, ze kocha itd i ze jest w szoku, ze ja za nim nie biegam i nie prosze, bo zawsze tak bylo. Po raz kolejny wrocilam. Było dobrze na początku, a od ostatnich kilku miesięcy słuchałam jaka jestem zła, nawet pewnego dnia nazwał mnie szmatą, a ja durna stalam sie jego kierowca, sluzaca, kucharka i sprzataczka. I po raz trzeci kazał mi się spakować i o nim zapomniec, bo on czuje, ze moja osoba juz sie w to nie angazuje i ze go nie kocham. Ponownie wrocilam do rodziców, ktorzy w koncu sie wsciekli. Z dniem mojego powrotu znienawidzili go, powiedziałam im wszystko co mi leżało na sercu. Wyplakalam sie. Siedzialam ostatni tydzien w domu, a on caly czas nie dal o sobie zapominac. Przyjezdzal, prosil, blagal. Wczoraj sie z nim spotkałam. Nalegal abym wrocila, ze on sie zmieni jak zwykle, zebym zostala na noc. Nie zgodzilam sie. Stwierdzil, ze mna steruja rodzice, ze go nie lubia, ze wybrałam ich i teraz ostatecznie mam o nim zapomniec i zajac sie 'swoja rodzinka'. Wpedzil mnie w jakies chore wyrzuty sumienia. Moi rodzice zawsze go lubili, nie mieli nic przeciwko, ale gdy po raz trzeci wrocilam z torbami i placzem cos w nich peklo.
Nie odzywam sie, on rowniez. Zero smsow, niczego. Zostałam przez tyle lat znizona do parteru, ze moja przyszlosc mnie przeraza. Boje sie, ze juz nigdy nie zaznam szczescia. Jest to straszne. Ja jestem przestraszona, boje się żyć samotnie. Nie mam nikogo procz mlodszej siostry, rodzicow i babci. Czuje sie okropnie, a co gorsza uzależniona od tego faceta..

Od dawna tkwisz w toksycznym związku, poniżana, sprowadzona do roli służącej i emocjonalnego worka treningowego.
Taki stan rzeczy nazywasz szczęściem? Naprawdę czujesz się szczęśliwa, że boisz się to "szczęście" utracić? Jesteś uzależniona niczym żony alkoholików.
Twój chłopak nie chce się zmienić, pogrąża się w nałogu, od dawna Cię nie szanuje, szkoda Twojego czasu na niego.
Nie lekceważ wsparcia rodziny, masz przy sobie bliskie, życzliwe Ci osoby, to nie jest "tylko", to bardzo dużo.
Wytrwaj w postanowieniu, nie kontaktuj się z nim. Masz dopiero 24 lata i wiele przed Tobą, tylko nie licz już na szczęście z tym człowiekiem.

3

Odp: Rozpad zwiazku.

Nigdy nie będziesz szczęśliwa, nigdy nie zaznasz prawdziwej radości jeśli do niego wrócisz. On nigdy się nie zmieni, chyba że jeszcze na gorsze a ty jeśli wrócisz nie będziesz przez niego szanowana. Jesteś młoda, jeszcze wszystko przed tobą i kiedyś trafisz na kogoś lepszego ale zanim to nastąpi musisz odzyskać swoją wiarę w siebie, odbudować swoją godność i szacunek. Tylko tak będziesz szczęśliwa. Z nim nie, bo on dobrze na przyszłość nie rokuje.

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018