Czy to ma sens? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez ysja91 (2020-05-08 05:16:17)

Temat: Czy to ma sens?

Witam
Piszę to bo już naprawdę nie wiem co robić. Nie jestem w stanie tego opowiedzieć nikomu z mojego otoczenia, bo jest to tak bardzo nierealna historia że i tak nikt by mi w to nie uwierzył. A jeszcze w dodatku być może nawet i wyśmiał. Bo jako że często przejawiam dość dziecinne zachowania, jak na swój wiek, oni mogliby łatwo wziąć to za jedną z takich przejawów właśnie.
Niestety nikt kto czegoś tak dziwnego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć. I nie wiem nawet czy i tu kogoś takiego znajdę. Zwłaszcza że i mi samej czasem trudno w takie coś uwierzyć. Co innego jednak mówi serce, albo nawet i coś głębszego. Bo tutaj też zresztą wszystkiego nie jestem w stanie powiedzieć, także dlatego że czuje gdzieś głęboko że to jest coś co powinno zostać tylko między mną a nim. Ale ja już tego po prostu chwilami nie wytrzymuję...

Nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy, poza może jednym oficjalnym cześć. Ale za to patrzyliśmy sobie bardzo głęboko w oczy. A potem zaczęła się ta cała przygoda w mediach społecznościowych. On coś publikował a ja się tym inspirowałam tworząc coś własnego (jednak bez hashtagów ani informowania go o tym jakkolwiek). Poza tym od czasu do czasu, nie za często, gdy poczułam taką potrzebę lajkowałam, albo komentowałam jego posty. I w pewnym momencie zaczęłam dostrzegać że sytuacja się odwróciła i to co on robił też zaczęło być w jakiś dziwny sposób bardzo podobne do tego co pisałam bądź tworzyłam ja. Kiedyś np. wspomniałam coś o dobrej porannej energii i od tej pory jego posty pojawiały się zawsze rano. I tych dziwnych zbiegów okoliczności było coraz więcej.
Nie liczyłam wtedy na nic i nie zwracałam też uwagi na to że nie mam żadnych innych dowodów zainteresowania z jego strony. Ja to porostu poczułam i dałam się temu ponieść. Nagle poczułam się niesamowicie szczęśliwa. Samym faktem że on gdzieś tam jest i myśli o mnie. Mimo że sytuacja była tym trudniejsza że PRAWIE od początku wiedziałam że nie jest sam. Że masz szczęśliwą młodą rodzinę. To tylko sprawiało że chwilami nachodziły mnie takie cięższe myśli i wtedy płakałam (ale ogólnie też nie jest tak że płaczę z jego powodu od rana do wieczora).
Wieżę że wszystko jest po coś, nawet najtrudniejsze chwile. Wierzyłam więc że ta sytuacja też ma mi coś dać. Bo oto nagle po całym tym moim parszywym nieudanym życiu poczułam się coś warta. I wtedy kiedy na siebie patrzyliśmy i w każdym jego poście. Poczułam się naprawdę wyjątkowa. Zrozumiałam że we wszystkim co wydawało mi się we mnie dziwne i nie fajne może się kryć coś wartościowego. Coś co mogę wykorzystać żeby polepszyć swoje życie. A tego bardzo mi wcześniej brakowało.

Tak minął rok, ale niestety nie wiele się zmieniło, a wręcz zaczęło się pogarszać. Przyszedł do mnie na prawdę trudny rok 2019 i gdyby nie ten dziwny internetowo-duchowy kontakt na prawdę nie wyniosłabym z niego ani jednego dobrego wspomnienia. Byłam jeszcze na emigracji i nic mi tam nie wychodziło. Właściwie to nawet nie stałam w miejscu a cofałam się zwyczajnie. Do tego doszły jeszcze nowe problemy i tego było dla mnie zbyt wiele. A przy tym natłoku zabrakło mi bardzo bliskości fizycznej kogoś takiego jak on. Kogoś kto mnie zrozumie, przytuli, powie że będzie dobrze i przede wszystkim na prawdę we mnie uwierzy. Zamiast tego zrozumiałam jedynie że to szczęście posiada ktoś inny, a ja mogę tylko o tym pomarzyć. Jak mała dziewczynka o lizaku.
Wokół ciągle słyszę opinie że nie ma sensu się pakować w jakikolwiek związek z ''żonatym''. A mi to nigdy nawet na myśl nie przyszło! Zresztą tak jak mówiłam tak naprawdę nigdy na nic większego z jego strony nie liczyłam. Moje zainteresowanie było zupełnie bezinteresowne. Zwłaszcza że nie miałam pojęcia że to się tak potoczy. Ale kiedy tak się zaczęło pomyślałam sobie że chciałabym być częścią jego świata choćby w ten sposób. Patrząc jak żyje, inspirując się nim i ciesząc jego szczęściem. Robić wszystko by kiedyś mu choć trochę dorównać i chodź w ten sposób jakkolwiek się do niego zbliżyć. No cóż wtedy naiwnie myślałam że tak się da. Że to mi w zupełności wystarczy...
Ale z czasem zauważyłam, że to są tylko potrzeby ducha. Że to jak żywienie się powietrzem. Że do mojego samorozwoju być może i tyle by wystarczyło, zwłaszcza że czułam że i on mnie w podobny sposób potrzebuje. Choćby i dlatego że często znikał kiedy i ja znikałam. Ale niestety jesteśmy tylko ludźmi i zaczęły się dziać ze mną dość dziwne rzeczy. Wszystko wokół mnie zaczęło mi o nim przypominać. Byłam zachwycona człowiekiem którego odkrywałam w jego postach. Wrażliwego, mądrego, kochającego naturę jak ja. I to nasze dziwne porozumienie. Wszystko mi się z nim więc kojarzyło. Piosenki w radiu, przyroda na dworze. To mnie zachwycało, ale zaczęły też pojawiać się takie dość negatywne dla mnie skojarzenia. Np. w każdym dziecku widzę jego dziecko. W każdym aucie on ze swoją rodziną na wycieczce. W restauracji on jedzący z nimi obiad. W filmach gdzie są jakiekolwiek sceny zakochanych on z nią, albo jeszcze gorzej, ze mną gdyby to było tylko realne... i wyję. No po prostu jakiś obłęd! I to jest tak strasznie bolesne...

Jest niestety całe mnóstwo powodów dla których po prostu nie możemy być razem. Począwszy od tego że nie jest sam, a ja nadal nie zamierzam mu rozbijać rodziny. Aż do tego że żyjemy w tak różnych światach że choć wiele nas mentalnie łączy nie odnalazłabym się tam zupełnie, wiem o tym. No i domyślam się że jego partnerka jest tak naprawdę wszystkim czego potrzebuje i ja fizycznie nic dobrego bym w jego życie nie wniosła. Staram się więc to akceptować i z tym żyć. Zwłaszcza że tak naprawdę boję się bliskości i z tych wszystkich powodów i tak bym mu pewnie koniec końców odmówiła.
Ale jest tak jest. Potrzeby ducha walczą z potrzebami ego i to jest tak cholernie trudne! Bo oto jest właśnie ktoś taki na kogo czeka się całe życie. Ktoś dla kogo można by poświęcić wszystko, pokonać wszelkie swoje lęki. Ktoś... Gdyby z kimś taki miało się dziecko to mogłoby być w stu procentach podobne do niego... I oczywiście nie chcę go wcale idealizować! On też jest tylko człowiekiem i zdaję sobie sprawę że ma na pewno sporo wad, których być może nie znam. Ale jeśli ktoś taki był w tak nierealny sposób sprawić że pierwszy raz zaczęłam być prawie ślepa na własne niedoskonałości, to dlaczego miałyby mi przeszkadzać jego?
Ja w swoim życiu straciłam wiele osób z którymi się świetnie dogadywałam. Może nie umierały, ale znikały. Ale kiedy w jakiś sposób wracały, już nie było tak samo. To tak jakby wyrwać kiełkę z doniczki i po wielu latach znów próbować ją zasadzić z głupią nadzieją że coś z tego wyrośnie. Tutaj jest inaczej. Ta kiełka jest ciągle w ziemi, tylko bez doniczki. Mam wrażenie jakbym go znała tysiąc lat ale nawet nie mogę mu tego powiedzieć. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
Ludzie jeśli przeżywają jakieś radości, albo zawody miłosne zwykle mają kogoś z kim mogą się podzielić radością, albo wypłakać a ja nie. W dodatku cały ten lockdown teraz. Gdzie nawet nie możesz nigdzie wyjść poznać innych ludzi, zająć jakoś ten czas. Co zresztą od zawsze było dla mnie trudne. A tego nie umiem po prostu nikomu szczerze opowiedzieć. Ale też trudno mi żyć już z tym w milczeniu. Nie chcę o nim zapominać i odcinać się. To mi na pewno nie pomoże, bo jednak ta znajomość dała mi coś dużo więcej niż tylko problemy sercowe. Nie wiem... Może znajdzie się tu ktoś kto podpowie coś sensownego. Coś więcej niż tylko wizytę u psychologa o czym doskonale wiem. Może jest tu ktoś kto coś podobnego przeżył, alb też szuka jakiegoś zwyczajnego towarzystwa do smutków i radości?
Dziękuję

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to ma sens?
ysja91 napisał/a:

Witam
Piszę to bo już naprawdę nie wiem co robić. Nie jestem w stanie tego opowiedzieć nikomu z mojego otoczenia, bo jest to tak bardzo nierealna historia że i tak nikt by mi w to nie uwierzył. A jeszcze w dodatku być może nawet i wyśmiał. Bo jako że często przejawiam dość dziecinne zachowania, jak na swój wiek, oni mogliby łatwo wziąć to za jedną z takich przejawów właśnie.
Niestety nikt kto czegoś tak dziwnego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć. I nie wiem nawet czy i tu kogoś takiego znajdę. Zwłaszcza że i mi samej czasem trudno w takie coś uwierzyć. Co innego jednak mówi serce, albo nawet i coś głębszego. Bo tutaj też zresztą wszystkiego nie jestem w stanie powiedzieć, także dlatego że czuje gdzieś głęboko że to jest coś co powinno zostać tylko między mną a nim. Ale ja już tego po prostu chwilami nie wytrzymuję...

Nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy, poza może jednym oficjalnym cześć. Ale za to patrzyliśmy sobie bardzo głęboko w oczy. A potem zaczęła się ta cała przygoda w mediach społecznościowych. On coś publikował a ja się tym inspirowałam tworząc coś własnego (jednak bez hashtagów ani informowania go o tym jakkolwiek). Poza tym od czasu do czasu, nie za często, gdy poczułam taką potrzebę lajkowałam, albo komentowałam jego posty. I w pewnym momencie zaczęłam dostrzegać że sytuacja się odwróciła i to co on robił też zaczęło być w jakiś dziwny sposób bardzo podobne do tego co pisałam bądź tworzyłam ja. Kiedyś np. wspomniałam coś o dobrej porannej energii i od tej pory jego posty pojawiały się zawsze rano. I tych dziwnych zbiegów okoliczności było coraz więcej.
Nie liczyłam wtedy na nic i nie zwracałam też uwagi na to że nie mam żadnych innych dowodów zainteresowania z jego strony. Ja to porostu poczułam i dałam się temu ponieść. Nagle poczułam się niesamowicie szczęśliwa. Samym faktem że on gdzieś tam jest i myśli o mnie. Mimo że sytuacja była tym trudniejsza że PRAWIE od początku wiedziałam że nie jest sam. Że masz szczęśliwą młodą rodzinę. To tylko sprawiało że chwilami nachodziły mnie takie cięższe myśli i wtedy płakałam (ale ogólnie też nie jest tak że płaczę z jego powodu od rana do wieczora).
Wieżę że wszystko jest po coś, nawet najtrudniejsze chwile. Wierzyłam więc że ta sytuacja też ma mi coś dać. Bo oto nagle po całym tym moim parszywym nieudanym życiu poczułam się coś warta. I wtedy kiedy na siebie patrzyliśmy i w każdym jego poście. Poczułam się naprawdę wyjątkowa. Zrozumiałam że we wszystkim co wydawało mi się we mnie dziwne i nie fajne może się kryć coś wartościowego. Coś co mogę wykorzystać żeby polepszyć swoje życie. A tego bardzo mi wcześniej brakowało.

Tak minął rok, ale niestety nie wiele się zmieniło, a wręcz zaczęło się pogarszać. Przyszedł do mnie na prawdę trudny rok 2019 i gdyby nie ten dziwny internetowo-duchowy kontakt na prawdę nie wyniosłabym z niego ani jednego dobrego wspomnienia. Byłam jeszcze na emigracji i nic mi tam nie wychodziło. Właściwie to nawet nie stałam w miejscu a cofałam się zwyczajnie. Do tego doszły jeszcze nowe problemy i tego było dla mnie zbyt wiele. A przy tym natłoku zabrakło mi bardzo bliskości fizycznej kogoś takiego jak on. Kogoś kto mnie zrozumie, przytuli, powie że będzie dobrze i przede wszystkim na prawdę we mnie uwierzy. Zamiast tego zrozumiałam jedynie że to szczęście posiada ktoś inny, a ja mogę tylko o tym pomarzyć. Jak mała dziewczynka o lizaku.
Wokół ciągle słyszę opinie że nie ma sensu się pakować w jakikolwiek związek z ''żonatym''. A mi to nigdy nawet na myśl nie przyszło! Zresztą tak jak mówiłam tak naprawdę nigdy na nic większego z jego strony nie liczyłam. Moje zainteresowanie było zupełnie bezinteresowne. Zwłaszcza że nie miałam pojęcia że to się tak potoczy. Ale kiedy tak się zaczęło pomyślałam sobie że chciałabym być częścią jego świata choćby w ten sposób. Patrząc jak żyje, inspirując się nim i ciesząc jego szczęściem. Robić wszystko by kiedyś mu choć trochę dorównać i chodź w ten sposób jakkolwiek się do niego zbliżyć. No cóż wtedy naiwnie myślałam że tak się da. Że to mi w zupełności wystarczy...
Ale z czasem zauważyłam, że to są tylko potrzeby ducha. Że to jak żywienie się powietrzem. Że do mojego samorozwoju być może i tyle by wystarczyło, zwłaszcza że czułam że i on mnie w podobny sposób potrzebuje. Choćby i dlatego że często znikał kiedy i ja znikałam. Ale niestety jesteśmy tylko ludźmi i zaczęły się dziać ze mną dość dziwne rzeczy. Wszystko wokół mnie zaczęło mi o nim przypominać. Byłam zachwycona człowiekiem którego odkrywałam w jego postach. Wrażliwego, mądrego, kochającego naturę jak ja. I to nasze dziwne porozumienie. Wszystko mi się z nim więc kojarzyło. Piosenki w radiu, przyroda na dworze. To mnie zachwycało, ale zaczęły też pojawiać się takie dość negatywne dla mnie skojarzenia. Np. w każdym dziecku widzę jego dziecko. W każdym aucie on ze swoją rodziną na wycieczce. W restauracji on jedzący z nimi obiad. W filmach gdzie są jakiekolwiek sceny zakochanych on z nią, albo jeszcze gorzej, ze mną gdyby to było tylko realne... i wyję. No po prostu jakiś obłęd! I to jest tak strasznie bolesne...

Jest niestety całe mnóstwo powodów dla których po prostu nie możemy być razem. Począwszy od tego że nie jest sam, a ja nadal nie zamierzam mu rozbijać rodziny. Aż do tego że żyjemy w tak różnych światach że choć wiele nas mentalnie łączy nie odnalazłabym się tam zupełnie, wiem o tym. No i domyślam się że jego partnerka jest tak naprawdę wszystkim czego potrzebuje i ja fizycznie nic dobrego bym w jego życie nie wniosła. Staram się więc to akceptować i z tym żyć. Zwłaszcza że tak naprawdę boję się bliskości i z tych wszystkich powodów i tak bym mu pewnie koniec końców odmówiła.
Ale jest tak jest. Potrzeby ducha walczą z potrzebami ego i to jest tak cholernie trudne! Bo oto jest właśnie ktoś taki na kogo czeka się całe życie. Ktoś dla kogo można by poświęcić wszystko, pokonać wszelkie swoje lęki. Ktoś... Gdyby z kimś taki miało się dziecko to mogłoby być w stu procentach podobne do niego... I oczywiście nie chcę go wcale idealizować! On też jest tylko człowiekiem i zdaję sobie sprawę że ma na pewno sporo wad, których być może nie znam. Ale jeśli ktoś taki był w tak nierealny sposób sprawić że pierwszy raz zaczęłam być prawie ślepa na własne niedoskonałości, to dlaczego miałyby mi przeszkadzać jego?
Ja w swoim życiu straciłam wiele osób z którymi się świetnie dogadywałam. Może nie umierały, ale znikały. Ale kiedy w jakiś sposób wracały, już nie było tak samo. To tak jakby wyrwać kiełkę z doniczki i po wielu latach znów próbować ją zasadzić z głupią nadzieją że coś z tego wyrośnie. Tutaj jest inaczej. Ta kiełka jest ciągle w ziemi, tylko bez doniczki. Mam wrażenie jakbym go znała tysiąc lat ale nawet nie mogę mu tego powiedzieć. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
Ludzie jeśli przeżywają jakieś radości, albo zawody miłosne zwykle mają kogoś z kim mogą się podzielić radością, albo wypłakać a ja nie. W dodatku cały ten lockdown teraz. Gdzie nawet nie możesz nigdzie wyjść poznać innych ludzi, zająć jakoś ten czas. Co zresztą od zawsze było dla mnie trudne. A tego nie umiem po prostu nikomu szczerze opowiedzieć. Ale też trudno mi żyć już z tym w milczeniu. Nie chcę o nim zapominać i odcinać się. To mi na pewno nie pomoże, bo jednak ta znajomość dała mi coś dużo więcej niż tylko problemy sercowe. Nie wiem... Może znajdzie się tu ktoś kto podpowie coś sensownego. Coś więcej niż tylko wizytę u psychologa o czym doskonale wiem. Może jest tu ktoś kto coś podobnego przeżył, alb też szuka jakiegoś zwyczajnego towarzystwa do smutków i radości?
Dziękuję

Masz bujna wyobraźnię, żyjesz w świecie urojonym, ponieważ boisz się świata rzeczywistego, w którym tak naprawdę nie dzieje się, twoim zdaniem oczywiście, nic interesującego. Nie chcesz wyrzucać tego faceta ze swoich myśli, bo podświadomie wiesz, że jeśli byś to zrobiła, to w miejscu, które on teraz zajmuje powstanie ogromną pustka. Pustka, której nie będziesz potrafiła zapełnić.
Czy idę dobrym tropem?

3

Odp: Czy to ma sens?

Jesteś niesamowicie samotna, więc znajdujesz sobie wirtualnego przyjaciela. Jak dziecko, które chce i musi wypełnić sobie pustkę emocjonalną "przyjacielem z szafy".  Pewnie gdyby nie on, to znalazłabyś sobie kogoś innego, z kim spotykałabyś się w wirtualnym świecie. Padło na niego i jemu przypisałas cechy których w facecie poszukujesz, a pewnie w realu facet albo niewiele z nich przejawia, albo po prostu jest zupełnie inny, co nie znaczy że gorszy. Radziłabym ci otworzyc się na ludzi, poszukać prawdziwej przyjaźni, a z czasem może czegoś więcej.. smile Życie ci umyka na wirtualnej rzeczywistości, a chyba jest zbyt krótkie, aby nie korzystać z niego w pełni.

4

Odp: Czy to ma sens?

Też kiedyś byłam zakochana i zaprzyjaźniona przez internet.. O ile druga strona nie daje Ci tego co ty dajesz jej i nie chce rozwijać tego bardziej to odpuść i zacznij wychodzić do świata. Krok po kroku.

5 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2020-05-08 17:47:32)

Odp: Czy to ma sens?

Ten facet,  w realu to człowiek z krwi i z kości. 
Ty łączysz się z nim na poziomie medialnym, dlatego twoje myśli/słowa  krystalizują się, bo on je odbiera.
Ale, to takie oderwane od rzeczywistości, oboje żyjecie jakby w innym wymiarze czasowym.   
Myślę, że to jest "niezdrowe" dla ciebie, bo dla niego, to raczej taka gra, odskocznia od .......no właśnie....od czego?

Rzadko, komukolwiek polecam psychologa,  ale tobie jak najbardziej, bo zabrnęłaś w byciu w tym "innym" wymiarze już za daleko/za długo to się dzieje.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024