Witajcie!
to co mnie gnebi wygląda tak;
mój mąż mówi mi ze mnie kocha,że chce ze mna byc że nie wyobraża sobie zdrady i zycia bezemnie itd itd
pomimo tego chce podzialu majatku,tzw rozdzielnosci majatkowej bo mowi ze boi sie ze ja go kiedys zostawie i on zostanie bez niczego itd,
wymawia sie tym ze teraz to normalna sprawa,ze duzo osob tak robi,duzo malzenstw,i ze dzieki temu on bedzie spał spokojnie,wiedzac ze jak go np zostawie to on dorobek swojego zycia bedzie mial,a ja?ja nie wyobrazam sobie takiego zycia,bo niby jak to ma wygladac?ze ja mam swoja półkę w lodówce on swoja?dla niego to normalne,dla mnie nie!ja wychowalam sie w rodzinie gdzie wszystko bylo wspolne......nie wyobrazam sobie malzenstwa z jakimis podzialami,on chce to zrobic jak najszybciej.........ja sie boje ze jak to zrobimy to wlasnie on mnie zostawi i to bez niczego bo jak wiadomo kobieta mniej zarabia......poradzcie mi co robic?
Podobne tematy
Myślę że jego zachowanie że tak dąży do tego podziału majątku jest dziwne... Przecież jak macie żyć ze sobą to będziecie! Nie potrzebny jest ten podział majątku. Fakt to dobre zabezpieczenie w razie gdyby... Ale myślę że takie rzeczy powinno się robić gdy związek wisi na włosku, a nie wtedy gdy układa się dobrze. Może postaraj się jakoś wytłumaczyć mężowi że tego nie chcesz ponieważ nie zamierzasz go zostawiać i zapytać czemu tak dąży uparcie do tego aby dokonać podziału.
skoro jesteście małżeństwem Twój mąż na pewno nie mówi o intercyzie bez powodu.
Może wyszło że jesteś niegospodarna lub masz lekka rękę do pieniędzy.
poradz sie prawnika ( mozna to zrobic rowniez bezpłatnie) by obie strony były zadowolone.
4 2010-04-26 11:11:17 Ostatnio edytowany przez Kobietka48 (2010-04-26 11:12:10)
Wszytko co kupicie w trakcie trwania małżeństwa jest wspólne. Wszytko co kupiliście przed ślubem[ samochód,mieszkania,domy] nie stanowi wspólnoty majątkowej. Wszystko co kupicie po ślubie,ale juz po wniesieniu o rozdzielczość stanowi własność tego kto kupił.
Jezeli nic nie macie i dorabiacie sie wspólnie,to i tak wszystko jest na pół. Chyba ze maż zarabia duzo,kupi za swoje mieszkanie,samochód,a z Twojej pensji kupicie najwyżej odkurzacz,to boi sie ze jak sie rozstaniecie to i tak połowa mieszkania,samochodu bedzie ci sie należała.
Jezeli nie maci nic i wspólnie sie będziecie dorabiać [nie ważne kto ile zarabia] TO NIGDY BYM NIE ZGODZIŁA SIE NA ROZDZIELCZOŚĆ MAJATKOWĄ. Jezeli on dobrze zarabia,wszytko on kupi,to potem zostaniesz bez niczego.On moze odejść,on moze znaleść sobie "miłość swojego zycia"i co zrobisz?
Nie zgadzaj sie!! Zastanawia mnie tylko jak on to widzi i czemu tak mu zależy na tym podziale.
rozumiała bym jego rodziców GDY BY ONI kupili mu mieszkanie i on chciał by przepisać to mieszkanie na was. Potem połowa mieszkania należała by do ciebie,no a rodzice wydali na nie swoje ciezko zapracowane pieniadze. To,taka sytuacje jestem wstanie zrozumić,ale nie jak dorabiacie sie wspólnie.
Nawet jak będzie chciał rozdzielności majątkowej to ona będzie dotyczyła tylko rzeczy zakupionych w trakcie małżeństwa, a to co zostało zakupione przed jest już wspólnością.
Np mieszkanie jest Waszą współnością i nic z tym nie zrobi, jak chciał sie zabezpieczyć na przyszłosć mógł o tym wczesniej pomyśleć. ![]()
Apoteoza - drobna uwaga - o własnosci mieszkania akurat wyjątkowo decyduje akt notarialny, a nie czas nabycia
Ale co do reszty masz rację.
A do autorki - Droga Ewelino myślę, że powinnaś z mężem powaznie porozmawiac. Dowiedzieć się dlaczego chce tej rozdzielności. Pamiętaj - to że chce nie znaczy, że nie kocha. Niestety żyjemy w ciężkich czasach - uwierz mi wiem coś o takich sprawach. Może to on się boi, ze kiedyś od niego odejdziesz? Może ma niską samoocenę i myśli, że taka fajna kobieta jak jego żona sobie kogoś lepszego znajdzie. Taka rozdzielność to nie jest osobna półka w lodówce - to spore uproszczenie. Uwierz mi, że w obecnych czasach wiele małżenstw funkcjonuje z taką rozdzielnością. Nawet się tego nie zauważa. Chyba że ktoś sam fakt ustanowienia takiej rodzielności uważa za zapowiedź przyszłej zdrady. A i nie rozumiem podejścia w stylu wiadomo kobieta mniej zarabia. Mnie otacza sporo par, gdzie to kobieta zarabia więcej, a często obie strony zarabiają podobnie. Porozmawiaj z mężem i pomyśl o tym co tutaj przeczytałaś. Jakbyś mogła jeszcze napisać ile czasu po ślubie jesteście?
Apoteoza - drobna uwaga - o własnosci mieszkania akurat wyjątkowo decyduje akt notarialny, a nie czas nabycia
Ale co do reszty masz rację.
tak, masz rację
nie jasno sie wryraziłam.
Miałam namyśli, że jesli mieszkanie zostało zakupione wspólnie w czasie trwania małżeństwa a przed rozdzielnością majątkową jest wspólnością majątkową. ( więc to tyczyło się czasu nabycia
)
Jeśli mieszkanie zostało zakupione przed zawarciem zwiazku małżeńskiego a w akcie notarialnym jako właściciel widnieje tylko mąż to mieszkanie jest tylko własnością męża. ( i tu masz w zupełności rację że akt notarialny decyduje o własności mieszkania)
Przepraszam za ten bałagan ![]()
No ale nie zakładajmy tylko opcji zakupu. Jeśli mieszkanie zostanie nabyte np w drodze dziedziczenia przez męża w trakcie trwania małżeństwa i nawet, gdy nie będzie rozdzielności majątkowej, to i tak mieszkanie jest jego wyłączną własnością. To w tym sensie pisałem, że decyduje akt notarialny
Ale już nie drąże tematu, bo pomyślisz że się czepiam, a nie miałem takiego zamiaru ![]()
Co do tematu jeszcze - uważam, że rodzielność jest mało romantyczna, ale jakże praktyczna. Znam wiele związków gdzie był romantyzm i się skończył. Moja koleżanka została zdradzona przez faceta, nie mieli rozdzielności, rozwód i ona powiedziała, że nie chce od niego nic. Mimo, że to on zarabiał więcej i mógłby jej sporo oddać, gdyby się tego domagała. Pokazała facetowi, że ma gdzieś jego pieniądze. Uważaj Ewelino, by temat pieniędzy nie przysłonił Wam ważniejszych rzeczy w związku.
Sytuacja, w której znajduje się autorka wątku może być zastanawiająca, ale tak na prawdę jest jak ktoś już wspomniał praktyczna, coraz częściej spotykana i faktycznie nie oznacza zaraz, że małżonkowie się nie kochają. Wydaje mi się, że teraz żyje się trochę inaczej niż kiedyś i rozdzielność majątkowa może mieć wiele innych korzyści, m.in. nie odpowiadanie np. za długi współmałżonka (o ile się orientuję). Wiadomym jest, że będąc małżeństwem zakładacie, że będziecie razem itp, ale bądźmy realistami - choć małżeństwo zdaje się być "pewną" instytucją, w którymś momencie okazać się może przemijające... Na Twoim miejscu potraktowałabym to jak możliwość na zabezpieczenie siebie. Warto spojrzeć na to tak, że jeśli byłaby to powszechna praktyka, to nie budziłaby zdziwienia, ani pesymistycznych wizji. Dodam, że znam osobę, która po 12 latach związku (choć nie małżeńskim) - kiedy to facet, jako że zarabiał dużo kupował wszystko do mieszkania (które było także wniesione przez niego) i potem po prostu ona została bez niczego.
Trudno jest cokolwiek doradzać czy oceniać dopóki nie porozmawiasz z mężem na temat powodów tej decyzji i tego, jak on dokładnie wyobraża sobie tą rozdzielność między Wami (czy jest rzeczywiście w jego oczach podziałem na "moją" i "Twoją" półkę w lodówce czy wyjściem "w razie czego").
Przede wszystkim, nie doszukuj się w tej decyzji zalążków rozstania - wcale tak nie musi być. Powiem Ci szczerze, że po swoim trwającym 10 lat małżeństwie to moja mama gorzko pożałowała, że nie pomyślała o intercyzie/rozdzielności majątkowej, bo okazało się, że ojciec w trakcie małżeństwa narobił wielotysięcznych długów, które przyszło spłacać mamie. Mój ojciec się rozpłynął, wraz z nim pieniądze, o których mama nawet nie wiedziała i wszystko spadło na nią.
Zgadzam się w 100% z Kobietka48. Jeżeli partner w trakcie małżeństwa otrzymał np. mieszkanie/samochód, coś, w czym nie miałaś udziału finansowego - wcale mu się nie dziwię, że będzie tego bronił. Ale jeżeli tak nie jest, warto przedyskutować otwarcie tą sprawę.
11 2010-04-26 20:50:00 Ostatnio edytowany przez ewelinkaaa (2010-04-26 20:52:16)
jestesmy rok po slubie,zarabiamy mniej wiecej tyle samo,i zadziwie was........bo mi rodzice podarowali nowy domek jednorodzinny,ale ja po slubie wraz z mezem poszlam do notariusza i podpisalismy umowe o rozszerzeniu wspolnosci majatkowej,tzn wszystko co ja nabylam przed slubem lub dostalam jest i jego,nie odpowiadam tylko za jego dlugi
rozmawiam z nim otwarcie caly czas,mowie mu jak to wyglada z mojej strony,jak ja to traktuje itd,a on na to:ze on sie tylko boi ze ja go zostawie i wtedy jak by byl podzial majatku to ja dostane polowe i on polowe i bedzie tak ze potem zwiaże sie z innym facetem i ten obcy bedzie spelnial marzenia za jego kase(wspomne ze chodzi o duze pieniazki)
Nie rozumiem - za jaką JEGO KASĘ??? Skoro macie domek na pół (ten od Twoich rodziców) i zarabiacie podobnie, to w przypadku rozwodu każde weźmie połowę domu i połowe reszty wspólnie nabytej w trakcie trwania małżeństwa. Więc za jakie JEGO pieniądze bedzie się "pasl" Twoj nowy facet?
Dodam jeszcze, że nie przy każdym rozwodzie majątek dzieli się równo 50/50. Jesli za rozwód winę ponosi wyłacznie jedna strona, sąd może zadecydowac inaczej.
mam problem i niewiem co powinnam zrobic. jestem z chlopakiem sporo juz i on ma mieszkanie od rodziców. Ja zas nie mam nic. On chce mieszkanie tylko na siebie, mnie nie chce wpisac do aktu z powodu tego ze kiedys moge go zdradzic. co mam zrobic? prosze pomozcie mi
Dodam jeszcze, że nie przy każdym rozwodzie majątek dzieli się równo 50/50. Jesli za rozwód winę ponosi wyłacznie jedna strona, sąd może zadecydowac inaczej.
To akurat nie jest prawdą. Wina przy rozwodzie nie ma znaczenia przy podziale majątku.
15 2012-09-20 11:08:29 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-09-20 11:09:16)
mam problem i niewiem co powinnam zrobic. jestem z chlopakiem sporo juz i on ma mieszkanie od rodziców. Ja zas nie mam nic. On chce mieszkanie tylko na siebie, mnie nie chce wpisac do aktu z powodu tego ze kiedys moge go zdradzic. co mam zrobic? prosze pomozcie mi
A to czemu żądasz od swojego chłopaka (!) nawet nie męża, żeby Ci połowę mieszkania przepisał?
LeeBee
A to czemu żądasz od swojego chłopaka (!) nawet nie męża, żeby Ci połowę mieszkania przepisał?
nie zadam od niego tego. wszystko jest mowione w trybie przyszlosciowym czyli po slubie. czy nie jest tak ze to co moje i jego staje sie wspolne po malzenstwie? skoro nie ufasz to po co robisz ten krok? ja przynajmiej tak jestem wychowana i tak w mojej rodzinie jest od dawien dawna. na dzien slubu nie mam co wniesc do naszego malzenstwa bo nie wygonie rodzicow i nie powiem splacajcie mnie, mam jeszcze rodzenstwo i nie stac rodzicow zeby teraz cokolwiek mi podarowac w sensie pieniedzy. owszem ppomoc mamy zapewniona od nich w kazdej potrzebie czy remont czy cos podobnego. U niego zas wszystko jest odwrotnie w rodzinie.... nie balabys/ bys sie ze mimo to bedzie ci wypominal na kazdym kroku i wydzielal co twoje a co moje? ze bedzie cie traktowal jak dziadowe?
czy nie jest tak ze to co moje i jego staje sie wspolne po malzenstwie?
Zgodnie z prawem nie. To, co jest Twoje i jego przed ślubem, pozostaje Twoje i jego nawet po - tylko to, czego dorobicie się już po ślubie, będzie wspólne. Szczerze mówiąc rozumiem Twojego faceta, bo mam dokładnie taką sytuację, tylko w drugą stronę - mieszkamy z moim partnerem (jeszcze nie mężem) w moim mieszkaniu i nie zamierzam go nigdy uprawniać do tego lokalu ani nawet meldować. I to nie jest tak, że nie ufam i jestem podejrzliwa - myślę, że nigdy nie możemy po prostu przewidzieć, co się może zdarzyć i nie chciałabym w przyszłości zostać na lodzie i nie mieć gdzie mieszkać. Czuję ogromny komfort związany ze świadomością, że mam swój kawałek podłogi, którego nikt mi nie odbierze. Jeśli będziecie chcieli po ślubie mieć wspólne mieszkanie, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście np. kupili je razem.
18 2012-09-20 12:34:10 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-09-20 12:37:32)
nie balabys/ bys sie ze mimo to bedzie ci wypominal na kazdym kroku i wydzielal co twoje a co moje
A no widzisz. Nie boję się. Bo mój mąż przez 7 lat związku nigdy nic mi nie wypomniał. Wszystko jest nasze, poza mieszkaniem.
Mieszkanie mojego męża jest jego i tylko jego. Mnie zameldował po ślubie na pobyt stały i więcej nie oczekuje. To jest coś czego się dorobił.
Piszesz, że co Twoje to Jego, ale jednocześnie Ty nic nie wniesiesz do małżeństwa a oczekujesz, żeby chłopak przepisał na Ciebie połowę mieszkania.
Dodatkowo powiem Ci też, że kupiliśmy razem samochód nie jako małżeństwo i jest tylko na niego, ALE kredyt też jest jego. Jak się rozstaniemy to ja będę miała czyste konto. Nie mniej jednak do samochodu roszczę sobie prawo bo zakupiony był w trakcie związku i planujemy dopisać mnie jako współwłaściciela, ale ciśnienia nie mam a ponadto nie zamierzam się rozwodzić.
Jeśli w przyszłości kupimy większe mieszkanie czy dom to wtedy będzie to własność wspólna.
Miłość miłością, ale rozsądek musi pozostać.
no i oto mi chodzilo. U mnie w rodzinie bylo tak ze wogule nie bylo gadek na temat tego czy dzielimy sie czy nie. do tej pory bylo tak ze partnerzy sami z siebie dopisywali swego partnera do jego mieszkania czy reszty swego majatku. ja spotykam sie pierwszy raz z takim podejsciem i nie wymagam od swego chlopaka zeby na mnie przepisal te mieszkanie nie zmuszam go do tego w zadnym wypadku. Rozumiem i szanuje jego decyzje. mialam prawo tak sie poczuc i miec takie obawy bo pomiedzy nami doszlo do ostrych i przykrych slow (ze strony chlopaka) czego wczesniej nie wspomnialam i nie hce wspominac . ludzie sa rozni i nie wszyscy sa tak wspanialomyslni jak twoj LeeBee maz. znam wiele malzenstw ktore sobie wydzielaja i wypominaja. a sory nikt by nie chcial zyc w tak chorym malzenstwie i nie chce by bylo takze i w moim wypadku, wiec nie wiem czemu tak naskakujesz na moje obawy. a z Anemonne zgadzam sie calkowicie tez bym teraz nie chciala stracic swojego kawalka podlogi przez glupote drugiej osoby, choc nie powiem do tej pory gdybym nie przeszla tej rozmowy z chlopakiem wlaczylabym i do majatku swego chlopaka.
Anusia - rozumiem Cię bo sama z tych przyczyn przy kupnie działki, (na której później wybudowaliśmy dom) wpisałam w akcie notarialnym mojego męża mimo, że pieniądze pochodziły z mojego majątku odrębnego. Czułam, że byłby dotknięty innym zachowaniem, choć pewno nic by nie powiedział jak go znam. Dla mnie to było oczywiste skoro chcemy budować wspólne życie. Myślałam wyłącznie w kategoriach uczuć, a nie rozsądku. Nie "przejechałam" się na tym, ale przecież różnie mogło być.
Dlatego rozumiem inne zachowania. Trochę rozsądku nie zawadzi.