netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Podejście do ślubu - moje i partnera

16 odpowiedzi2 268 wyświetleńzałożony przez ViktoriaVeritas, 03.01.2020

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Podejście do ślubu - moje i partnera

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Podejście do ślubu - moje i partnera

Jestem z nim już od kilku lat, oboje pracujemy, jesteśmy po studiach.  Pół roku temu mi się oświadczył, byłam wniebowzięta. Problem w tym, że nigdy dokładnie nie rozmawialiśmy na temat tego jak ma nasz ślub wyglądać. Dopiero po oświadczynach zaczęliśmy ten temat rozważać od A do Z, to znaczy jak to ma dokładnie wyglądać, no i nie da się mu przegadać. Według niego - ślub ma być skromnym wydarzeniem przede wszystkim dla nas, najbliższej rodziny (rodzeństwo, rodzice) i najlepsi przyjaciele/przyjaciółki. Skromne wydarzenie dla 30, max 40 osób. Ja natomiast widzę to trochę inaczej. Pochodzę z tradycyjnej rodziny, moje siostry miały normalne śluby tzn. na ok 80-100 osób na nie tylko bliską rodzinę i najlepszych przyjaciół, ale też ciotki, wujkowie, kuzyni czy normalni znajomi. Oczywiście również nie były to jakieś kosmiczne imprezy z rozmachem - raczej wszystko tak planowały, żeby większość pieniędzy się zwróciła i być w plecy tylko z 5.000 - 10.000, max 15.000 co im się udało po wybraniu odpowiedniej sali, muzyki, wyżywienia itd. Oczywiście w przypadku moich sióstr nie obyło się bez kredytu, bo same z partnerami niezbyt wiele zarabiały, rodzina im trochę pomogła i resztę na kredyt, który potem znaczną większość pokryły "koperty", a resztę długu spłacili w niecały rok albo nawet niewiele ponad pół roku.

Aczkolwiek jak się domyślacie - mój chłopak nie chce o tym słyszeć. Bo u nas z kasą kiepsko - ja zarabiam trochę ponad minimalną, on prawie trzy razy więcej więc łącznie mamy dość sporo,ale to pozory, bo sporą część wydatków zjada nam duże miasto, sporo oszczędności odpada gdy coś się zepsuje (np auto) lub wakacje/ferie zimowe. Natomiast trochę ostatnio oszczędziliśmy gdy ograniczyliśmy wyjścia na miasto i kupowanie niepotrzebnych rzeczy. No i nie chcemy już brać kasy od rodziców na wesele, bo i moi i jego rodzice swoje lata już mają, a w Polsce z emeryturami sami wiecie jak jest.

I byłoby wszystko w porządku, bo nie wymagałabym od niego cudów, ale jakbyśmy to mądrze zaplanowali to wyszlibyśmy na tym podobnie jak moje siostry tzn. kredyt, normalna impreza, większość spłacona z "kopert" + kilka miesięcy kredytu. Ale on się strasznie wścieka i mało tego - zachowuje się bardzo agresywnie, pierwszy raz od kilku lat naszego związku. On nie rozumie, że to jest najważniejszy dzień mojego życia i chcę go spędzić fajnie -on za wszelką cenę chce postawić na swoim. Dla niego to grubo przesadzam i mam się "ogarnąć", bo według niego "życie to nie bajka". Padły też gorsze słowa takie jak: "nie będę brał kredytu na twoje zachcianki" - tak jakby moje potrzeby i w ogóle to wydarzenie nic dla niego nie znaczyło?

Poza tym z tego co rozmawiałam ze znajomymi wbrew pozorom małe śluby są droższe od tych trochę większych - bo jeżeli jest mało gości, to mało pieniędzy się zwróci. I często słyszałam, że osoby robiące skromne śluby i wesele wychodziły gorzej od tych, co dobrze zaplanowali średniej wielkości ślub, w którym większość kasy zwróciło się od gości. Ale jemu się nie da wytłumaczyć. Ma być tanio, skromnie, tak jak on chce. A jak chce większego, normalnego ślubu to mam "sama sobie zarobić albo skołować kasę" - jego słowa. Proponowałam mu też, żebyśmy trochę opóźnili ten ślub i sporo oszczędzili, może nawet zmienili mieszkanie na duży pokój na jakiś czas.

Co ciekawe - moja rodzina, jego rodzina, znajomi - wszyscy przyznają mi racje i pochwalają moje podejście. W końcu ślub i wesele to ważne wydarzenie, święto dla nas oboje, tylko wydaje mi się, że jemu na tym dniu w ogóle nie zależy. Tylko on jako jedyny "wie lepiej" i chce na mnie wymusić jego wizję. Nie widzę tutaj miejsca na kompromis hmm

2

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera
ViktoriaVeritas napisał/a:

Tylko on jako jedyny "wie lepiej" i chce na mnie wymusić jego wizję. Nie widzę tutaj miejsca na kompromis hmm

To zabawne, bo ja po przeczytaniu całego posta mam wrażenie, że to Ty „wiesz najlepiej” i próbujesz „wymusić swoją wizję”.
Z jednym się zgadzam nie widać tu miejsca do kompromisu.

3

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera
ViktoriaVeritas napisał/a:

Jestem z nim już od kilku lat, oboje pracujemy, jesteśmy po studiach.  Pół roku temu mi się oświadczył, byłam wniebowzięta. Problem w tym, że nigdy dokładnie nie rozmawialiśmy na temat tego jak ma nasz ślub wyglądać. Dopiero po oświadczynach zaczęliśmy ten temat rozważać od A do Z, to znaczy jak to ma dokładnie wyglądać, no i nie da się mu przegadać. Według niego - ślub ma być skromnym wydarzeniem przede wszystkim dla nas, najbliższej rodziny (rodzeństwo, rodzice) i najlepsi przyjaciele/przyjaciółki. Skromne wydarzenie dla 30, max 40 osób. Ja natomiast widzę to trochę inaczej. Pochodzę z tradycyjnej rodziny, moje siostry miały normalne śluby tzn. na ok 80-100 osób na nie tylko bliską rodzinę i najlepszych przyjaciół, ale też ciotki, wujkowie, kuzyni czy normalni znajomi. Oczywiście również nie były to jakieś kosmiczne imprezy z rozmachem - raczej wszystko tak planowały, żeby większość pieniędzy się zwróciła i być w plecy tylko z 5.000 - 10.000, max 15.000 co im się udało po wybraniu odpowiedniej sali, muzyki, wyżywienia itd. Oczywiście w przypadku moich sióstr nie obyło się bez kredytu, bo same z partnerami niezbyt wiele zarabiały, rodzina im trochę pomogła i resztę na kredyt, który potem znaczną większość pokryły "koperty", a resztę długu spłacili w niecały rok albo nawet niewiele ponad pół roku.

Aczkolwiek jak się domyślacie - mój chłopak nie chce o tym słyszeć. Bo u nas z kasą kiepsko - ja zarabiam trochę ponad minimalną, on prawie trzy razy więcej więc łącznie mamy dość sporo,ale to pozory, bo sporą część wydatków zjada nam duże miasto, sporo oszczędności odpada gdy coś się zepsuje (np auto) lub wakacje/ferie zimowe. Natomiast trochę ostatnio oszczędziliśmy gdy ograniczyliśmy wyjścia na miasto i kupowanie niepotrzebnych rzeczy. No i nie chcemy już brać kasy od rodziców na wesele, bo i moi i jego rodzice swoje lata już mają, a w Polsce z emeryturami sami wiecie jak jest.

I byłoby wszystko w porządku, bo nie wymagałabym od niego cudów, ale jakbyśmy to mądrze zaplanowali to wyszlibyśmy na tym podobnie jak moje siostry tzn. kredyt, normalna impreza, większość spłacona z "kopert" + kilka miesięcy kredytu. Ale on się strasznie wścieka i mało tego - zachowuje się bardzo agresywnie, pierwszy raz od kilku lat naszego związku. On nie rozumie, że to jest najważniejszy dzień mojego życia i chcę go spędzić fajnie -on za wszelką cenę chce postawić na swoim. Dla niego to grubo przesadzam i mam się "ogarnąć", bo według niego "życie to nie bajka". Padły też gorsze słowa takie jak: "nie będę brał kredytu na twoje zachcianki" - tak jakby moje potrzeby i w ogóle to wydarzenie nic dla niego nie znaczyło?

Poza tym z tego co rozmawiałam ze znajomymi wbrew pozorom małe śluby są droższe od tych trochę większych - bo jeżeli jest mało gości, to mało pieniędzy się zwróci. I często słyszałam, że osoby robiące skromne śluby i wesele wychodziły gorzej od tych, co dobrze zaplanowali średniej wielkości ślub, w którym większość kasy zwróciło się od gości. Ale jemu się nie da wytłumaczyć. Ma być tanio, skromnie, tak jak on chce. A jak chce większego, normalnego ślubu to mam "sama sobie zarobić albo skołować kasę" - jego słowa. Proponowałam mu też, żebyśmy trochę opóźnili ten ślub i sporo oszczędzili, może nawet zmienili mieszkanie na duży pokój na jakiś czas.

Co ciekawe - moja rodzina, jego rodzina, znajomi - wszyscy przyznają mi racje i pochwalają moje podejście. W końcu ślub i wesele to ważne wydarzenie, święto dla nas oboje, tylko wydaje mi się, że jemu na tym dniu w ogóle nie zależy. Tylko on jako jedyny "wie lepiej" i chce na mnie wymusić jego wizję. Nie widzę tutaj miejsca na kompromis hmm

Patrząc obiektywnie na Waszą sytuację życiową, materialną, etc. - przyznaję rację Twojemu partnerowi. Wielki huczny ślub w tej sytuacji to fanaberia.

A skoro nie widzisz tu kompromisu, to słabo to wróży na przyszłość. Trudnych decyzji będzie więcej, a Wy już teraz nie potraficie znaleźć złotego środka.

4

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

Twój partner słusznie jest przeciwny braniu kredytu na wesele. Jak Ci tak zależy to sama odłóż tyle ile potrzeba i zapytaj co, czy jak pokryjesz wszystkie koszta to zgodzi się na Twoją wizję.
Druga sprawa, że np dla mnie i mojego partnera najważniejszy był sam ślub. Zobaczyliśmy jakie mamy możliwoścI finansowe i zgodnie  z tym urządzilismy ślub i wesele.

5

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

A mnie tu prowokacją jakoś tak pachnie.

6

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera
ViktoriaVeritas napisał/a:

J
A jak chce większego, normalnego ślubu to mam "sama sobie zarobić albo skołować kasę" - jego słowa.

Słuszna propozycja. Dlaczego oczekujesz, że Twój narzeczony będzie pokrywał koszty za Twoją liczną rodzinę i znajomych?
Najczęściej każda strona płaci za swoich gości. Nie dziwię mu się także, że nie chce rozpoczynać wspólnego życia od spłacania kredytu, a na zawartość kopert nie licz, bo to różnie bywa.

7

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera
MagdaLena1111 napisał/a:

To zabawne, bo ja po przeczytaniu całego posta mam wrażenie, że to Ty „wiesz najlepiej” i próbujesz „wymusić swoją wizję”.
Z jednym się zgadzam nie widać tu miejsca do kompromisu.

Czytając post Autorki nasunęła mi się dokładnie ta sama myśl, czyli moja wizja jest jedyną słuszną, a on - tu dodatkowo pojawia się szantaż emocjonalny - w ogóle nie liczy się z moimi potrzebami. 
W tym miejscu niemal automatycznie pojawia się pytanie: czy Ty, Autorko, liczysz się z jego? Może on nie ma ochoty zaczynać wspólnego życia od kredytu, co szczególnie u mężczyzn wywołuje spory dyskomfort wynikający z odpowiedzialności za założoną rodzinę, ani - co zaproponowałaś - przekładać terminu ślubu i w tym czasie mieszkać w dużym pokoju?

Tak więc dodając do tego stwierdzenia w typie nie da mu się przegadać czy jemu się nie da wytłumaczyć widać jak na dłoni, że żadne z Was nie szuka tzw. złotego środka. 

ViktoriaVeritas napisał/a:

Poza tym z tego co rozmawiałam ze znajomymi wbrew pozorom małe śluby są droższe od tych trochę większych - bo jeżeli jest mało gości, to mało pieniędzy się zwróci.

Z mojego doświadczenia wynika, że najwartościowsze prezenty (czytaj: najwyższe kwoty pieniędzy) dostaje się od najbliższych, czyli rodziców, chrzestnych, dorosłego rodzeństwa, dziadków, a ci przypuszczalnie będą obecni również na mniejszym przyjęciu. Pozostali goście dają zwykle równowartość tzw. talerzyka, co ostatecznie wychodzi na zero. Tym samym nie wiem w jaki sposób duże wesele w końcowym rozrachunku miałoby Was mniej obciążyć i zadłużyć? Pomijam przy tym, że już sama ta zimna kalkulacja przyprawia mnie o dreszcze.

8 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-01-04 03:18:54)

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

Jedno od razu chce powiedziec. Przestan sie podpierac tym co inni gadaja. Wiele ludzi sie zgadzala i nadal zgadza z glupotami. To dziecinne i idiotyczne.
To jest ZADEN argument, ze rodzina Ciebie popiera. Wiekszosc malo kiedy ma wlasciwie racje.
Juz pomijajac, ze slub jest jego. Slub bierzez z nim, a nie z Twoja matka.
To moja najwieksza krytyka.

Co do reszty? Moim zdaniem jest to konflikt interesow. Najzwyczajniej w swiecie.
On ma racje i Ty masz racje.
Ja rozumiem, ze Ty bys chciala wielkie wesele. To jest jedyny taki dzien, marzenie pewnie od dawna, chcialabys zeby bylo to cos co Cie uszczesliwi.
Chcialabys zeby dla partnera bylo to wazne. Twoje szczescie.
Z kolei tez rozumiem, ze on nie lubi takich eventow, ze on chcialby skromnosci. On nie chcialby miec klopotow finansowych. Jego uszczesliwiloby codzienne lepsze zycie niz przenosiny na pokoj i wieksze biedowanie. Wesele go nie uszczesliwia.
Problem jest taki, ze ani on nie szanuje  i nie ma empatii w stosunku do Ciebie, ani Ty do niego. On poniza Twoje potrzeby, Ty probojesz udowodnic, ze on nie ma racji.

Kompromis to widze tutaj jeden. Nie brac slubu i poczekac z tym na to, az bedziecie mieli mozliwosc finansowa. Lub sama wziac kredyt.

9

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

To jest ta nieznośna różnica w podejściu do takich wydarzeń..

Osobiście nigdy nie mogłem zrozumieć fenomenu tych wielkich, hucznych wesel. Zwykła pompa, czysty teatrzyk ku uciesze gości, który ma pokazać, jak to nam jest cudownie. Zatem w tej sytuacji całkowicie jestem po stronie partnera Autorki. Tym bardziej, jeśli rzeczywiście facet ma mieć na głowie kredyt. Kurcze kredyt na ślub, na jeden dzień zabawy? Ja nie ogarniam...Współczuje każde,mu facetowi, który ze strachu albo dla świętego spokoju godza się na takie traktowanie, gdzie jedyną słuszną opcją jest opcja taka, jaką tutaj proponuje Autorka a wszelkie próby kompromisu zostaną okrzyknięte "brakiem zroumienia mich potrzeb".Oczywiście w drugą stronę, o potrzebach współmałżonka nie dyskutuje sie wtedy w ogóle. Bo najważniejsza jest ta pompa, pokaz i przytup...

Aha, normalne wesele to raczej właśnie dzień szczególny dla NAJBLIŻSZYCH, więc 30-40 osób było w sam raz.

10

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

Przecież to troll, a Wy się produkujecie.

11 Ostatnio edytowany przez cataga (2020-01-05 00:16:43)

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

facet ma racje,że nuie chce wspolnegożycia zaczynac od kredytu splacanego co najmniej przez kilka miesięcy , by wyylącznie twoja zachcianka trwająca JEDEN DZIEŃ zostala spelniona. Jak ci zalezy na wystawnym ślubie, odłóz, zarób i wystaw się. A , i nie zapomnij na zaproszeniach dla swoich licznych gości, znajomych kolegow i kolegow kolegow, dopisać  - " kasa mile widziana, nie mniej niż ..."  - zeby ci się " zwrocila '' choć częsć...


Jak chcesz przeputać kase, to swoją , a nie swojego meża

12

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

Ja najbardziej nie ogarniam, że można się tak przejmować tym jednym dniem..? W porównaniu do tak poważnych wydatków jak mieszkanie, samochód czy nawet na jakieś ciekawe wakacje, branie kredytu na słub wydaje sie jakąś całkowitą faberią..

13 Ostatnio edytowany przez Majki (2020-01-05 09:36:28)

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

Kolega ładnych pare lat temu wziął kredyt na ślub, bo chciał pokazać co to on nie jest. I co? Długi takie, że głowa mała, syndyk na koncie, dwójka dzieci, żona nie pracuje, wieczne przeprowadzki, brak kasy... W życiu bym nie brał kredytu na ślub, robi sie taki na jaki kogo stać, a nie na pokaz bo w życiu bywa różnie i można sobie zmarnować życie tym jednym "pięknym" dniem na całe lata.

14

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera
bagienni_k napisał/a:

Ja najbardziej nie ogarniam, że można się tak przejmować tym jednym dniem..? W porównaniu do tak poważnych wydatków jak mieszkanie, samochód czy nawet na jakieś ciekawe wakacje, branie kredytu na słub wydaje sie jakąś całkowitą faberią..

Wlasnie dlatego swiat jest swietny.
Bo jednej osoby skarb jest smieciem dla innej.
Nie rozumiem tej potrzeby negowania i podwazania potrzeb innych ludzi bo MY nie mamy takich samych.
Jezeli ten jeden dzien uszczesliwi autorke to wart jest kredytu.
To nie jest problem. Ja wydalam duzo pieniedzy by odwiedzic sanktuarium swietlikow. Trwalo to jeden dzien. Szczescie do konca zycia.
Zycie sklada sie z momentow, a nie z rzeczy. Auto to rzecz. Na lozu smierci z nami nie bedzie. Za to nasze zycie byc moze.

Problem jest taki, ze co uszczesliwia autorke to unieszczesliwia jej partnera.
Taki, ze on uzywa glupich argumentow i ona tez.
Szacunek do wzajemnych pragnien. Tego brak w ludziach. Myslenie, ze ma sie jedyne sluszne podejscie jest glupota. Nie ma czegos takiego.
Autorka musialaby poczekac lub oplacic marzenie sama. Tylko to jest fair

15

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

W swoich wypowiedziach wyrażam zawsze SWÓJ pogląda na sprawę. Nie oznacza to automatycznie, że próbuję nawracać kogoś na moje racje. Przecież nie zmuszę Autorki, żeby postąpiła wbrew sobie. Uważam jedynie, że to jest kiepski pomysł. Samemu wolałbym odłożyć więcej kasy na później, aby mieć lepszy start w życiu, czy nawet na podróż poślubną. Życie składa się z momentów - i jak najbardziej warto te momenty chwytać. Jeśli jest się singlem czerpanie pełnymi garściami z życia nie wydaje się zbyt wielkim problemem. Jednak, kiedy wchodzi się w związek a tym bardziej małżeństwo(przynajmniej takie przeciętne, gdzie oboje mieszkają w jednym miejscu i chcą stabilizacji) zasady się przecież MUSZĄ W PEWNYM STOPNIU zmienić. Dlatego konieczne jest zawarcie jakiegoś kompromisu.
A tutaj żadne nie chce widocznie odpuścić. Wygląda na to, że facet myśli bardziej racjonalnie, widząc ryzyko brania takiego kredytu a Autorka skupia się na TEJ JEDNEJ chwili. A co będzie potem to już jest mniej ważne. Jednak przewidywanie skutków i konsekwencji swoich czynów jest przejawem dorosłośći i dojrzałości. SKoro Autorka się tak bardzo uparła, t6o niech dojdą z partnerem do jakiegoś POROZUMIENIA, zamiast wymuszać na drugiej stronie tylko swoją rację. Bo dla mnie to juz nie jest partnerstwo. Skoro tak bardzo pragnie tego hucznego wesela to niech SAMA ten kredyt weźmie a nie zmusza partnera, żeby uległ i zdecydował się na coś, do czego ma spore wątpliwości.
Sa zwolennicy kredytów, pożyczek i czego tam jeszcze. Ale zupełnie chłodno patrząc na to, branie kredytu na mieszkanie a branie kredytu na ślub to zupełnie dwie różne rzeczy. Wśród znajomych czy rodziny, nie znam nikogo kto by się na to zdecydował. Pyatnie zatem, czy w tym wypadku, skoro chcą być razem, to ważniejsza jest SAMA ceremonia czy przypieczętowanie ich znajomości, choćby w skromnej formie, ale dające dobry start w przyszłość. Nie wiem osobiście jakie kwoty bierze się na tego typu imprezy.Zatem pozostanę po stronie faceta z dwóch powodów: osobistego podejścia do tego typu spraw i racjonalnego spojrzenia, które podpowiada mi że mógłbym potem mieć problem ze spłaceniem tego kredytu. Dodatkowo samo wesele to przecież TYLKO początek czyjegoś wspólnego życia, ot dobra zabawa, tylko trochę większa. Prawdziwe życie zaczyna się dopiero potem(chyba?)

16

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

W którym miejscu robienie dużego wesela dla każdego z kim kiedykolwiek się zamieniło choć 2 zdania, przy braniu dodatkowo kredytu na ten cel na zasadzie postaw się a zastaw się, niech całą wieś widzi jaka jestem fajna, jest czymś normalnym???!!!???

Poczytaj też co znaczy słowo kompromis.

Życzę Twojemu partnerowi podjęcia dobrej decyzji
Normalnie to chce Twój partner. Wiedz, że pewnie właśnie myśli o sensie związku z tak nieodpowiedzialną partnerką

17

Odp: Podejście do ślubu - moje i partnera

A to śluby/wesela się robi po to, żeby się zwróciło? Ja myślałam, ze to taka bezzwrotna inwestycja, zeby się dobrze bawić. Może jeszcze zrobisz tabelkę w excelu żeby określić rentowność każdego gościa?

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Podejście do ślubu - moje i partnera

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026