Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

1

Temat: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Witajcie, trochę sie zbierałam żeby napisać. Nie moglam tez znalezc informacji w innych wątkach na nurtujace mnie pytania.Tworzę z partnerem tzw.rodzinę patchworkową tzn. mamy naszego maluszka + On ma dwoje fajnych dzieci z pierwszego zwiazku. Od poczatku ta relacja byla dla mnie emocjonalnie trudna o czym szczerze mowilam. Jestesmy ze sobą 4 lata, a ja chyba wciaz nie umiem sobie nic poukladac w glowie. Przerasta mnie to, najbardziej chyba utrata jakiejs decyzyjnosci, stanowienia chocby o sobie samej. Od kiedy na swiecie pojawil sie nasz maluszek jest mi jeszcze trudniej, w moim subiektywnym odczuciu partner probuje wynagrodzic dzieciom to ze go nie ma przy nich codziennie, mam wrazenie ze ma tak ogromne wyrzuty sumienia wzgledem swojej nieobecnosci w ich zyciu ze jest niemal nieobecny w zyciu naszego dziecka. Z drugiej strony bardzo zalezy mu na zbudowaniu wiezi tak bysmy wszyscy w 5tkę tworzyli rodzinę.  Najchetniej by chcial bysmy codziennie wszyscy sie widzieli, a mnie to jakos blokuje. Nie potrafie wytlumaczyc ze to dla mnie za kazdym razem ogromny stres, nie czuje sie super komfortowo mimo ze naprawdę bardzo lubimy sie z dziecmi wzajemnie. Ja sie czuje wycofana w tym gronie, gdzies z boku, jak obserwator, niemy towarzysz. Oni maja swoje tematy, zabawy sprawy a ja nie potrafie w to wejsc , nie umiem nic narzucic, czuje sie zagluszona, zapędzoba gdzieś, wstawiona tam na siłę. Jakbym tylko z naszym maluchem mieli tworzyc tlo. To bardzo subiektywne odczucia i zdaje sobie z tego sprawę. Aktualnie staramy sie dojsc do porozumienia w kwestiach...majątkowych. tj. Wspolnego domu. Tzn. Ja nie chcę nic wspolnego ...z obawy o ewentualny podzial majątku w naszej, konkretnej sytuacji - gdy on ma 3 dzieci oraz braku swojego miejsca w tym domu. Bo mam wrazenie to dom w ktorym to ja bym czula sie gosciem.i mamy tutaj klopot na chwilę obecną niemal nie do przejscia. Moj partner nie rozumie, ze nie chce sprzedac swojego mieszkania by z nim kupic dom ( tutaj niema znaczenia w jakich czesciach ten dom bylby moj i jego) ponieważ kwestie dziedziczenia oraz ewentualch sporow etc. sa dla mnie tak skomplikowane ze wole tego uniknąc.  Poza tym moje mieszkanie ma byc zabezpieczeniem mojego dziecka,  moje obawy nie dotycza rozstan, zdrad od razu wyjasniam - tylko tego jak moj synek bedzie zabezpieczony w razie gdyby ktoremus z nas sie cos stalo. Czy ktos z Was ma doswiadczenie w tym zakresie? Moze Jestescie/ Byliscie w podobnej sytuacji, dla mnie wciąż takie relacje oraz ich prawne konsekwencje są bardzo trudne. Dziekuje jeśli Ktoś z Was odpowie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Venna witaj:) Myślę, że Twoje podejscie do kwestii mieszkania jest jak najbardziej właściwe. Zachowaj je i trzymaj jako swoją własność, a w przyszłości dla syna. Zawsze można je wynająć i mieć z tego jakiś grosz. Moim zdaniem na początku w takiej sytuacji warto byłoby wspólnie wynająć jakiś dom, na próbę. Uważam, że bezproblemowe lub problemowe wspólne mieszkanie nie zależy od statusu prawnego, tj. czyją jest własnością. To tylko fikcja. Owszem, w kłótni nikt nikomu nie może powiedzieć „wypad”, ale to raczej malo satysfakcjonujące. Jako prawnik uważam, że ludzie generalnie nie powinni mieć niczego na wspólwłasnosc, ponieważ rozstanie w takiej sytuacji jest niemal niemożliwe, a na pewno wywołuje szereg bolesnych implikacji finansowych, jakby rozpad zwiazku sam w sobie nie byl wystarczającym stresem. Zwlaszcza, jesli  teraz nie czujesz sie swobodnie w towarzystwie dzieci partnera, nie powinnas dac sobie wmówic, ze wspólny (wg prawa) dom cokolwiek zmieni. Nie zmieni na pewno. Postaraj sie moze popracowac nad przyczyną tego stanu rzeczy, a sprawy wspolnego majątku raczej zostaw na przyszlosc i sutuację, gdy nie bedziesz miala watpliwosci o chatakerze funfamentalnym. W razie smierci partnera i rownoczesnego konfliktu z jego dziecmi (nie zyczę, ale to teoretycznie mozliwe) bylabys uwiazana z obcymi ludzmi we wlasnosci, a oni majac wiekszosc w takim prawie mogliby narzucic Ci warunki wykonywania Twojego prawa. Nigdy, przenigdy nikomu nie zyczę takiej sytuacji. Aktualnie prowadze kilka takich spraw i za kazdym razem sie zastanawiam dlaczego ludzie są tak naiwni i za wszelka cene prą do wspolwlasnosci. Jak jest prawdziwa milosc i szacunek, to nie ma zadnego znaczenia kto u kogo mieszka. A jak sie skonczy, to czlowiek jest panem swojego losu i moze kazdy isc w swoją stronę. Mądrości i rozwagi ! Pozdrawiam serdecznie

3

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Nie sprzedawaj mieszkania. Nigdy nie mamy pewności co się może wydarzyć. To kapitał i zabezpieczenie.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

4

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Ja się zastanawiam, skoro czujesz się tak źle od samego początku Waszej relacji, to właściwie po co się w niej tak męczysz i po co jeszcze wsadzasz w ten układ Wasze wspólne dziecko? Czemu już dawno nie postawiłaś na swoim i nie odeszłaś?
Może pora porozmawiać poważnie z Twoim partnerem i może pora na to, żebyś przestała czuć się jak gość, a zaczęła czuć się jak domownik?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

5 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-07 09:06:57)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Dziewczyny ogrmnie Wam dziękuję za odpowiedź . Jestem tego samego zdania ale nie mogę tego chyba odpowiednio wyartykułować, moj partner zaczyna się denerwowac twierdząc, ze to nienormalne ze tak bardzo podkreslam naszą odrębność tzn. Co jest jego a co moje, jestem na tym punkcie wyjątkowo wyczulona. Jestesmy oboje spokojnymi ludzmi, nie ma u nas kłotni etc. Ale sa to sprawy ktore wywolua w naszej relacji milczenie. Nie wiecz czy nie bardziej niz prawnik potrzebuję psychologa ... choc gdy o tym mówię, to partner tego nie rozumie..

Lady Loca, to chyba kwestia mojego nad wyraz ugodowego charakteru . Poza tym naprawdę jest nam dobrze, tak cudownie spokojnie razem. Partner jest dojrzaly emocjonalnie, spokojny, jest naprawde swietnym facetem. Uwazam ze rozstanie byloby drogą na skróty- choc biorę pod uwagę ze jednak moze sie nie udac, bo za duzy jest we mnie opor.  Czuje zal, smutek i rozczarowanie ze tak to wyglada. Ze on wstaje rano i jedzie odwiezdz do szkoly dzieci, a nie budzi sie z nami. Z drugiej strony czuje ze noe moge wymagac od niego by tak nie robil bo oni i on tego potrzebuja najwyrazniej.
Pisząc to wszystko widzę ze pomysl duzego domu napawa mnie strachem, ze on bedzie chcial miec dzieci przy sobie caly czas a ja czuje w tym ukladzie dyskomfort. (Choc ogromnie imponuje mi jako mezczyzna, ktory naprawde zachowuje sie jak prawdziwy tata,

6 Ostatnio edytowany przez Jola1978 (2019-12-08 00:14:52)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Venna, kazdy związek z (normalnym) facetem, który ma małe dzieci cechuje się koniecznością dzielenia czasu i uwagi na dwie rodziny. Gdyby porzucił relację z dziećmi z powodu nowej rodziny, to dopiero byłby kawał dziada. Rozwód czy rozstanie przy małych dzieciach są moim zdaniem iluzoryczne, bo każdy wrażliwy facet będzie starał się to dzieciom zrekompensować. Pytanie, czy kolejna dziewczyna/żona jest w stanie sie z tym pogodzic i nauczyć zyc. Ja mialam taką znajomość przez 1,5 roku i dalam sobie spokoj. Co chwile telefony ex, bo dziecko chore, bo nie ma z kim zostawic, bo smutne, bo jego mama musi zostac dluzej w pracy itd. Przed kazdymi wakacjami stres, czy w ostatniej chwili z czyms nie wyskoczy, co go oczywiscie skutecznie zatrzyma. Wtedy sie na to wsciekalam, a teraz mysle, ze to normalne, ze ojciec chcial dzieciom zminimalizowac rozwodowe szkody. Ani to wina dzieci ani ex, ze wciaz czegos potrzebowali. Ja akurat tego nie wytrzymalam i nie zaluję, bo znam siebie. Rozumiem Cie, to trudne. Jesli jednak kilka lat juz tak sie meczysz, to pomysl o jakiejs terapii/ psychologu. Czasem to potrafi zdzialac cuda mimo, ze obiektywnie niby nic sie nie zmienia.

7

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Lady Loca, to chyba kwestia mojego nad wyraz ugodowego charakteru . Poza tym naprawdę jest nam dobrze, tak cudownie spokojnie razem. Partner jest dojrzaly emocjonalnie, spokojny, jest naprawde swietnym facetem. Uwazam ze rozstanie byloby drogą na skróty- choc biorę pod uwagę ze jednak moze sie nie udac, bo za duzy jest we mnie opor.  Czuje zal, smutek i rozczarowanie ze tak to wyglada. Ze on wstaje rano i jedzie odwiezdz do szkoly dzieci, a nie budzi sie z nami. Z drugiej strony czuje ze noe moge wymagac od niego by tak nie robil bo oni i on tego potrzebuja najwyrazniej.
Pisząc to wszystko widzę ze pomysl duzego domu napawa mnie strachem, ze on bedzie chcial miec dzieci przy sobie caly czas a ja czuje w tym ukladzie dyskomfort. (Choc ogromnie imponuje mi jako mezczyzna, ktory naprawde zachowuje sie jak prawdziwy tata,

Rozstanie byłoby drogą na skróty?
Kobieto, związek nie jest po to, żeby się z nim męczyć. Ja wiem, że relacje nie przychodzą ot tak łatwo i że nad byciem z drugą osobą trzeba pracować, ale jeżeli czujesz się w relacji źle, czujesz się niekomfortowo, zachowanie partnera wywołuje w Tobie smutek i masz wewnętrzny opór, to po co się w takiej relacji męczyć? W imię idei?

Ja nie rozumiem ludzi, którzy tkwią w związku latami męcząc się i twierdząc, że związek powinien być właśnie taką męczącą pracą. To jest bzdura. Jak ludzie są dobrani, to jasne, zdarzają się kłótnie i nieporozumienia, ale człowiek nie ma wewnętrznego oporu i nie czuje się niekomfortowo i źle.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

8

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Jolu, dzięki za odpowiedź. To wszystko jest mega cieżkie. Ja też podchodzę do tego racjonalnie. Jest naprawde dobrym ojcem dla swoich dzieci. Natomiast zżera go to że nie jest z nimi na codzień i wiem, że odbiera to jako osobistą porażkę. W moim subiektywnym odczuciu nie jest w pełni ani tam z nimi ani tu z nami.
Lady Loca - tak, uwazam ze w moim przypadku bylaby to droga na skroty. Nie wnikam co robią inni, wiem ze zawsze zawijałam się szybko jak bylo cos co mi przeszkadzało. A ponieważ teraz nie jestem juz sama sobie, nie chcę spojrzec kiedys mojemu dziecku w oczy i powiedziec ze nie jestesmy z Tatą razem bo mimo, ze sie kochalismy i szanowalismy ja nie czułam sie komfortowo z jego rodziną wiec odeszlam. Ja nie chce przekazac mojemu dziecku takich wartosci. Wiem ze moze to lakonicznie napisalam i moglas wysnuc taki wniosek, ale to walka na poziomie innych emocji.
Reasumując uwazam ze rodziny patchworkowe są porażką i kompletnym nieporozumieniem. Zawsze ktos cierpi i nikt.mi nie wmowi ze jest inaczej. Tu nie ma złotego środka.  Byc moze w moim przypadku pomoze psycholog a moze sie okazac ze mimo wszystko nie dam rady, a wtedy z pewnością sie rozstaniemy.

9

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

A myślisz, że Twoje dziecko nie załapie, że się czujesz niekomfortowo? I jak wtedy mu to wytłumaczysz?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

10 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-12-08 16:51:49)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Jola1978 napisał/a:

Venna witaj:) Myślę, że Twoje podejscie do kwestii mieszkania jest jak najbardziej właściwe. Zachowaj je i trzymaj jako swoją własność, a w przyszłości dla syna. Zawsze można je wynająć i mieć z tego jakiś grosz. Moim zdaniem na początku w takiej sytuacji warto byłoby wspólnie wynająć jakiś dom, na próbę. Uważam, że bezproblemowe lub problemowe wspólne mieszkanie nie zależy od statusu prawnego, tj. czyją jest własnością. To tylko fikcja. Owszem, w kłótni nikt nikomu nie może powiedzieć „wypad”, ale to raczej malo satysfakcjonujące. Jako prawnik uważam, że ludzie generalnie nie powinni mieć niczego na wspólwłasnosc, ponieważ rozstanie w takiej sytuacji jest niemal niemożliwe, a na pewno wywołuje szereg bolesnych implikacji finansowych, jakby rozpad zwiazku sam w sobie nie byl wystarczającym stresem. Zwlaszcza, jesli  teraz nie czujesz sie swobodnie w towarzystwie dzieci partnera, nie powinnas dac sobie wmówic, ze wspólny (wg prawa) dom cokolwiek zmieni. Nie zmieni na pewno. Postaraj sie moze popracowac nad przyczyną tego stanu rzeczy, a sprawy wspolnego majątku raczej zostaw na przyszlosc i sutuację, gdy nie bedziesz miala watpliwosci o chatakerze funfamentalnym. W razie smierci partnera i rownoczesnego konfliktu z jego dziecmi (nie zyczę, ale to teoretycznie mozliwe) bylabys uwiazana z obcymi ludzmi we wlasnosci, a oni majac wiekszosc w takim prawie mogliby narzucic Ci warunki wykonywania Twojego prawa. Nigdy, przenigdy nikomu nie zyczę takiej sytuacji. Aktualnie prowadze kilka takich spraw i za kazdym razem sie zastanawiam dlaczego ludzie są tak naiwni i za wszelka cene prą do wspolwlasnosci. Jak jest prawdziwa milosc i szacunek, to nie ma zadnego znaczenia kto u kogo mieszka. A jak sie skonczy, to czlowiek jest panem swojego losu i moze kazdy isc w swoją stronę. Mądrości i rozwagi ! Pozdrawiam serdecznie

Hm, dlaczego/w jakim sensie większość? Czy po śmierci partnera nie byłaby "dzielona" tylko połowa domu, jako że druga część należałaby do żyjącej przecież autorki? No i dzielona na 4 osoby, tj. ją, ich dziecko i dzieci partnera, więc czy to nie autorka miałaby większość? (Przepraszam, jeśli to oczywiste, prawnikiem nie jestem, więc pytam z ciekawości).
Swoją drogą, czy nie gorsza sytuacja byłaby, gdyby to autorce coś się stało? Tzn. wtedy jej połowę odziedziczy mąż i dziecko, a później, po śmierci męża, jego część (czyli wtedy już jego połowa + część, którą odziedziczył po autorce) idzie do podziału na troje? Czyli wtedy poniekąd jego dzieci dostaną coś z części wyłącznie autorki? Chyba że w takim przypadku mąż np. zrzekłby się spadku po autorce tak, żeby całość (czyli połowę) dostało ich dziecko? (Znowu, przepraszam, że tak dopytuję, ale to są generalnie dylematy mojej przyjaciółki, której mąż ma dwójkę dzieci z poprzednich związków, więc pomyślałam, że może coś sensownego dla niej wyciągnę przy okazji).

A poza tym to ja się bardzo zgadzam: lepiej bez współwłasności, a na pewno lepiej nie sprzedawać swojego mieszkania. Z dziećmi męża można nie mieć żadnych konfliktów, a w razie czego przecież i tak będzie im się należał spadek po ojcu i bez sensu byłoby oczekiwać, że z grzeczności z niego zrezygnują. Pytanie, czy byłabyś w stanie ich spłacić bez większych problemów, bo jeśli nie - średnio to widzę.

11

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Lady Loka napisał/a:

A myślisz, że Twoje dziecko nie załapie, że się czujesz niekomfortowo? I jak wtedy mu to wytłumaczysz?

Lady Loca to co piszesz to mocne uproszczenie. Wraz z wiekiem trochę mój swiatopogląd się zmienił co do wielu kwestii... Nie kwestionuję tego ze patchwork to lipa - nie ma tu dobrego wyjscia. Natomiast jesli miedzy 2 ludzi jest miłość i szacunek to warto o to powalczyc - to tak ze swojego doswiadczenia mówię. W moim przypadku moj synek zupelnie poprzestawiał mi swiat i kieruję sie przede wszystkim jego dobrem. Zarowno emocjonalnym jak i finansowym. Stąd moje dylematy.

12

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

SaraS opisałas dokładnie moje dylematy. Z tego co wiem w przypadku mojej śmierci moj prywatny majątek przechodzi na partnera (męża) a potem to juz prosty podział na jego wszystkie dzieci. Jesli chodzi o relacje z dziecmi partera to sa naprawde dobre i ja akurat nie potrzebuję nic od niego w razie gdyby sie cos stalo (tj. Uwazam ze ma troje dzieci na ktore w rownym stopniu pracuje i o ktore musi w rownym stopniu zadbac) natomiast licze sie z tym ze gdyby mi sie cos stalo nikt by takich sentymentow wzgledem mojego synka nie miał - moj partner uwaza ze do grobu i tak nic nie zabierzemy wiec niech wszystkie dzieci z tego korzystają i ok. Tylko ze ja na jego dzieci nie pracowalam i chce poprostu uczciwosci w tym podziale - chce miec pewnosc ze to na co ja pracowalam bedac sama dostanie moj synek a nie 2 obcych mi dzieci. A czuje ze w takim układzie nie mozna zapewnic sobie "bezpieczenstwa".

13

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A myślisz, że Twoje dziecko nie załapie, że się czujesz niekomfortowo? I jak wtedy mu to wytłumaczysz?

Lady Loca to co piszesz to mocne uproszczenie. Wraz z wiekiem trochę mój swiatopogląd się zmienił co do wielu kwestii... Nie kwestionuję tego ze patchwork to lipa - nie ma tu dobrego wyjscia. Natomiast jesli miedzy 2 ludzi jest miłość i szacunek to warto o to powalczyc - to tak ze swojego doswiadczenia mówię. W moim przypadku moj synek zupelnie poprzestawiał mi swiat i kieruję sie przede wszystkim jego dobrem. Zarowno emocjonalnym jak i finansowym. Stąd moje dylematy.

LoKa wink

Venna, ja nie mówię, że masz teraz rzucać wszystko. Ale sama napisałaś, że OD POCZĄTKU nie czułaś się z tą sytuacją komfortowo. Przez 4 lata (4 LATA!) czujesz się jak gość bo Twój partner stawia na pierwszym miejscu dzieci z poprzedniego małżeństwa. I nie wyła Ci w głowie syrena alarmowa zanim postanowiliście w ten układ wsadzić jeszcze Wasze dziecko?
Teraz to już na to za późno, ale ciągle możesz w jakiś sposób pracować nad tym, żeby nie czuć się jak gość we własnym domu.
I tak jak mówiłam, Twoje dziecko wyłapie bardzo szybko, jakie w domu są zasady. Twoje dziecko bardzo szybko nauczy się nimi manipulować na swoją korzyść. I będzie czuło to, że nie jest najważniejsze dla swojego ojca. I będzie czuło to, że Ty się nie czujesz z tym komfortowo.
Miłość i szacunek to nie wszystko. Może warto jeszcze raz przedyskutować sprawę z Twoim partnerem? Rozumiem, że jesteście po ślubie? Macie podpisaną intercyzę?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

14

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Venna, a co na to Twój mąż? Bo mi się wydaje, że on się może zrzec tego, co przypadłoby mu w udziale po Twojej ewentualnej śmierci i wtedy Twoją część majątku dostanie w całości Twoje dziecko. A pozniej, po śmierci męża, jego częścią podzieli się cała trójka. Pytanie: co by zrobił Twój mąż?

15

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Loka (hehee ale poszłam dobrym tropem wink
Tak, czułam się niekomfortowo od początku i rozmawialismy o tym milion razy ponieważ ja nie chciałam tej relacji rozwijac. Ale myślę,  ze łatwiej jest pogodzić sie z wieloma rzeczami lub przyjąć je bez większych emocji gdy nie tworzy się rodziny, gdy nie ma się własnych dzieci. A tak bylo w naszym przypadku. Jestem typem bardzo towarzyskim i wierz mi wczesniej nie czułam tych emocji, ktore towarzysza mi teraz. Byl dyskomfort i strach o to jak to ma wygladac, ale nie bylo tego lęku o wlasne potomstwo. Poza tym zawsze panicznie balam się dzieci. Teraz doszedł inny rodzaj obaw. Oprocz smutku doszły uzasadnione obawy o zabezpieczenie finansowe mojego synka. Nie jestesmy małzenstwem z tych własnie względów - poniewaz wedlug prawa zmienia się linia dziedziczenia.
Sara nie chcę brać slubu bo mysle ze to bardziej wszystko skomplikuje. Zreszta nigdy nie czułam takiej potrzeby. Moj partner cały majątek ktory miał dzielił ze swoją partnerką (tzn.pracowali na wszystko wspolnie) po rozstaniu wszystko co razem zbudowali zostało w udziale bylej partnerce poniewaz z nią zostaly dzieci i to uwazam za mega uczciwe.
I nie byloby tematu gdyby nie to, ze ja mam swoje zabezpieczenie, na ktore pracowałam sama i chce by w 100% było dla mojego dziecka. A teraz dopiero widzę jak bardzo w przypadku takich rodzin jest to skomplikowane.

16 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-12-08 21:38:13)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

To tym bardziej nie pakowałabym się w żadną sprzedaż. Mieszkanie możesz zostawić dla - Waszego przecież - dziecka, a domu ewentualnie dorobić się wspólnymi siłami. Z jakiej właściwie racji Ty miałabyś oddawać to, czego dorobiłaś się wcześniej, na wasze wspólne życie, skoro Twój partner "dorobek przeszłości" zostawił byłej żonie (i - co za tym idzie - dzieciom z poprzedniego związku)? Przecież to zupełnie pozbawione logiki.

Swoją drogą, kiedyś był tu nieco podobny wątek: https://www.netkobiety.pl/t119614.html, tak że może znajdziesz tam coś dla siebie. smile

17

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Sara bardzo Ci dziękuję za link przeczytałam od deski do deski. Utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze robię. I to ze takich relacji patchworkowych nawet wrogowi bym nie życzyła.  Dziekuje jeszcze raz.

18

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
SaraS napisał/a:

Hm, dlaczego/w jakim sensie większość? Czy po śmierci partnera nie byłaby "dzielona" tylko połowa domu, jako że druga część należałaby do żyjącej przecież autorki? No i dzielona na 4 osoby, tj. ją, ich dziecko i dzieci partnera, więc czy to nie autorka miałaby większość?

Oczywiście, że miałaby większość. Jest tak, jak napisałaś, czyli połowa majątku należałaby do Autorki, a podziałowi podlegała tylko druga połowa, czyli ta będąca własnością męża. W opisywanej sytuacji majątek po mężu zostałby podzielony na cztery równe części, co w rezultacie dałoby Autorce własność 5/8 nieruchomości.

SaraS napisał/a:

Venna, a co na to Twój mąż? Bo mi się wydaje, że on się może zrzec tego, co przypadłoby mu w udziale po Twojej ewentualnej śmierci i wtedy Twoją część majątku dostanie w całości Twoje dziecko. A pozniej, po śmierci męża, jego częścią podzieli się cała trójka. Pytanie: co by zrobił Twój mąż?

Istnieje możliwość spisania testamentu, zgodnie z którym mieszkanie w całości dziedziczyć będzie dziecko. Niemniej w takiej sytuacji mąż wciąż będzie mógł domagać się zachowku, który wynosi połowę tego, co otrzymałby dziedzicząc z mocy prawa. Mimo wszystko wciąż jest to bardziej korzystne dla dziecka niż brak testamentu. Venna może również nieruchomość przekazać w formie darowizny, co jednak wiąże się z pewnymi niedogodnościami, choćby z uwagi na fakt, że na ten moment jest ono niepełnoletnie, trzeba też ponieść określone koszty wynikające ze sporządzenia aktu notarialnego (taksa notarialna, wypisy) i konieczności dokonania wpisów do KW. Na szczęście w przypadku dziecka można skorzystać ze zwolnienia z podatku od darowizny, oczywiście pod warunkiem dopełnienia formalności.

W każdym razie każdą z tych opcji przynajmniej warto rozważyć, bo nawet jeśli teraz, Venno, nie chcesz brać ślubu, to nie jest powiedziane, że za jakiś czas nie zmienisz zdania. Życie w końcu lubi nas zaskakiwać.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

19

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Szanowne, Autorka nie jest żoną swojego partnera, a zatem miałaby taki umowny, nie małzeński (!) udział w prawie, jaki kupiłaby 1/2, 1/4 lub nawet 1/10. Forum nie jest dobrym miejscem na rozważania  prawne tak ogólnie, natomiast w tej sytuacji problem Autorki nie sprowadza się w ogóle do prawa, tylko jak rozumiem wątpliwosci bardziej fundamentalnych. Mysle, ze wszyscy trzymamy kciuki za madrosc, rozwage i powodzenie !!!!

20

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Nie sprzedawaj. Dziecko to Twoja rodzina, zaś jego ojciec to w sumie obcy chłop.

21

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Bardzo Wam dziękuję. Im wiecej czytam wątków na forum tym bardziej mnie to dołuje.

Olinka, dla mnie sam fakt tych rozważań jest okropny i zle sie z tym czuję. Czuje obawy zarowno emocjonalne jak i finansowe. Zawsze bylam sama sobie sterem i okrętem a w jednej chwili moje zycie stanęlo na głowie. 
Jolu to prawda moje rozważania dotyczą wielu płaszczyzn. Nie chciałam porad prawniczych ( chyba ze ktos ma doswiadczenie i w dziarskich 2 slowach powie na co zwrocic uwagę). Generalnie chodzi mi o to że zaczynam gdzieś w tym wszystkim tonąć, czuję ze nie mogę złapać odechu. 
Assassin dokładnie tego oczekiwałam wink hahaaa krotko i na temat.

22

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Olinka, dla mnie sam fakt tych rozważań jest okropny i zle sie z tym czuję. Czuje obawy zarowno emocjonalne jak i finansowe. Zawsze bylam sama sobie sterem i okrętem a w jednej chwili moje zycie stanęlo na głowie.

Wydaje mi się w pełni zrozumiałe, że jest Ci z tym źle, w końcu zostałaś postawiona w trudnej emocjonalnie sytuacji - z jednej strony masz świadomość, że warto zachować rozsądek, a z drugiej przypuszczalnie w stosunku do partnera i ojca Waszego dziecka czujesz się nie w porządku na zimno kalkulując, co może zdarzyć się w przyszłości. Mimo wszystko niezależność jest bardzo ważna i ona daje nam ogromny komfort. Poza tym, nie ukrywajmy, ale trochę zmusza partnera do większego starania się, nawet jeśli jest to tylko dodatkowy bonus. Dlatego naprawdę nie dziwię się, że nie chcesz pozbywać się mieszkania. Życie potrafi nas zaskoczyć i to niestety nie zawsze pozytywnie. Twój partner, jeśli jest mądrym człowiekiem, a nie mam powodu, by zakładać, że jest inaczej, powinien zrozumieć Twoje obawy, tym bardziej, że jest to wciąż nowa dla Ciebie sytuacja, która w zasadzie przewraca wszystko do góry nogami.
Generalnie jeśli czujesz, że tego nie chcesz, to posłuchaj swojej intuicji, ta rzadko nas zawodzi. Jeśli za czas jakiś zmienisz zdanie, to przecież będzie to do odwrócenia, jeśli jednak już teraz sprzedasz mieszkanie, razem kupicie dom i coś pójdzie nie po myśli, czego oczywiście absolutnie nie życzę, to trudno Ci będzie wrócić do stanu początkowego.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

23

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Olinka, nawet nie wiesz jak bardzo kojąco podziałały Twoje słowa. Dziękuję Ci za nie.dokładnie odczytałaś to co mam w głowie. Powoli zaczynalam myslec, ze cos ze mną jest nie w porządku. Partner jest mądrym czlowiekiem ale akurat tej kwestii nie jestem mu w stanie wytlumaczyc. On uważa, ze ja w zasadzie tymi obawami nas niemal uśmiercam (chodzi o ten moj lęk ze cos moze się stac) i że dom może być zapisany jako mój i on nie ma z tym problemu...Problem w tym, ze ja tak nie chcę. On ma 3 dzieci i to mu tlumaczę - ja nie chcę dzieciom nic odbierac ( naprawdę tak uwazam i nie mam z tym problemu wręcz nie mogę jakos tego w glowie zmienic), jego majątek bedzie w przyszlosci dla trójki. Ja poprostu gdzieś wewnętrznie jestem w tym.nieszczęsliwa - bo wiem, ze nigdy nie będzie normalnie. Nigdy nie bedziemy miec nic wspolnego. Jest mi z tym okropnie. Chwilami czuję się jak schizofrenik.

24

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Olinka, nawet nie wiesz jak bardzo kojąco podziałały Twoje słowa. Dziękuję Ci za nie.dokładnie odczytałaś to co mam w głowie. Powoli zaczynalam myslec, ze cos ze mną jest nie w porządku. Partner jest mądrym czlowiekiem ale akurat tej kwestii nie jestem mu w stanie wytlumaczyc. On uważa, ze ja w zasadzie tymi obawami nas niemal uśmiercam (chodzi o ten moj lęk ze cos moze się stac) i że dom może być zapisany jako mój i on nie ma z tym problemu...Problem w tym, ze ja tak nie chcę. On ma 3 dzieci i to mu tlumaczę - ja nie chcę dzieciom nic odbierac ( naprawdę tak uwazam i nie mam z tym problemu wręcz nie mogę jakos tego w glowie zmienic), jego majątek bedzie w przyszlosci dla trójki. Ja poprostu gdzieś wewnętrznie jestem w tym.nieszczęsliwa - bo wiem, ze nigdy nie będzie normalnie. Nigdy nie bedziemy miec nic wspolnego. Jest mi z tym okropnie. Chwilami czuję się jak schizofrenik.

Twoje mieszkanie możesz puścić na wynajem, a pieniądze z niego przeznaczać na spłatę kredytu za dom.

25

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Assassin niestety w mojej sytuacjo nie otrzymam kredytu. Prowadzę działalność mam inne obciążenia- wiesz o co chodzi. Tak wiec kredyt na mnie odpada. Partner moze wziac kredyt na siebie ale wracamy do punktu wyjscia. To jakis zyciowy szach mat. W tej chwili czuje w glebi serca ze takie uklady rodZinne to jakis zart.

26 Ostatnio edytowany przez kjim (2019-12-11 23:44:05)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Ale nie rozumiem Twoich skrupułów. Nie macie ślubu, kupując dom na siebie (za sprzedane mieszkanie) bedzie on nadal Twoją własnością. Partner nie musi być współwłaścicielem , jeśli finasowo nie będzie miał wkładu w kupno tego domu. Twoje sentymenty , ze on też dzieciom cos powinien po sobie zostawić są zbędne, bo jak pisałaś, on juz dorobek swojego życia zostawil swoim dzieciom, chociaż, póki co, ten jego  dorobek jest w rękach jego byłej małżonki. Tak zadecydował. A teraz, jeśli nowy dom kupisz na siebie, za środki pochodzace z Twojego mieszkania , a z taką propozycją wyszedł przecież Twoj partner, to dom, w razie godziny W, odziedziczy tylko i wyłącznie Twoje dziecko. Jego dzieci , On sam zabezpieczył już wcześniej.

27

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Kjim, no niestety aż  takiej wartosci moje mieszkanienie ma.. wink moj facet tez musi miec wkład finansowy, bo inaczej to raczej jakaś chatka na kurzej łapce wink
Stad moj dylemat. Psuje sie przez to miedzy nami z kazdym dniem. On to odbiera personalnie, ze nie chce nic z nim budowac wspolnie... i w zasadzie ma rację bo nie chcę ale to wynika z całej tej skomplikowanej jak dla mnie sytuacji i tego , ze jestem z tym sama.I Mam ciągłe poczucie, ze on bardziej jest ze swoimi dziecmi, a nas chce poprostu na siłę tam dokleić. Ten dom tez jest po to.On chce dużą rodzinę najlepiej cały czas miec nas wszystkich obok i nie rozumie, ze to nie jest moja rodzina i nigdy nie bedzie. Im bardziej on chce tym wiekszy opor jest we mnie.
Mysle ze powinnismy pojsc do psychologa , choc on nie widzi potrzeby by sam też miał tam iść.

28 Ostatnio edytowany przez kjim (2019-12-13 23:21:33)

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

To skorzystaj z propozycji swojego partnera, aby nowy dom figurował na Ciebie. Sprawę ewentualnego dziedziczenia masz tym samym załatwioną. Aby oddać sprawiedliwość partnetowi w kwesti jego nakładu finansowego, dopilnujcie , by  zakup np. usług wykończeniowych lub wyposażenia, jakie on sfinansuje , byly podparte fakturami imiennymi na niego. W razie rozstania.....ty zostajesz w swoim domu, on moze ubiegać się o zwrot nakładów poniesionych na TWOJĄ nieruchomosc. Dla podparcia takiego rozwiązania masz jeszcze jeden argument: jesli kupicie dom na spółkę i jemu cos sie stanie, część domu odziedziczą jego dzieci z poprzedniego małżeństwa, a dopóki te dzieci będą niepelnoletnie, ich majatkiem zarządzać bedzie ich matka. Wytlumacz partnerowi, ze w ciezkiej sytuacji zyciowej, nie chcialabys miec jeszcze jej na glowie. Jeśli jednak Tobie się coś stanie, dom w całości odziedziczy Wasze wspolne dziecko, więc on jako ojciec, będzie tym majątkiem zarzadzał.

29

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Kjim, bardzo dziękuję Ci za odpowiedź.  Myślę ze jeszcze powinnam przemyslec kilka spraw i najlepiej byloby skonsultowac swoje wszystkie obawy z kims kto sie tym na codzien zawodowo zajmuje..Choc licze sie z tym, ze pewnie nie da sie wszystkiego przewidzieć i przed wszystkim zabezpieczyc.
Generalnie wolałabym zostawic aktualny stan rzeczy bo jestem u siebie w 100% , a tak bede miala poczucie utraty swojej przestrzeni. Myslę,  ze moim klopotem dodatkowo jest mocne poczucie własności- tj. Tylko u siebie, wsrod swoich rzeczy czuje sie swobodnie, a kupno czegos co niby jest moje ale ja i tak bede wiedziala ze to tak naprawde zupelnie moje nie jest powoduje paralizujacy strach ze nie bede miala swojego miejsca. A tu jeszcze dodatkowo jest jego rodzina..choc to superfajni mali ludzie to jednak dla mnie obcy i nie umiem czuc sie swobodnie. .
Wiem ze lakonicznie pisze ale kazdy dzien powoduje u mnie coraz gorsze samopoczucie. Stracilam nadzieję,  ze mozna to wszystko poukladac. Stracilam cel.Moj partner chyba tez. To taka rownia pochyła.

30

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Generalnie wolałabym zostawic aktualny stan rzeczy bo jestem u siebie w 100% , a tak bede miala poczucie utraty swojej przestrzeni. Myslę,  ze moim klopotem dodatkowo jest mocne poczucie własności- tj. Tylko u siebie, wsrod swoich rzeczy czuje sie swobodnie, a kupno czegos co niby jest moje ale ja i tak bede wiedziala ze to tak naprawde zupelnie moje nie jest powoduje paralizujacy strach ze nie bede miala swojego miejsca. A tu jeszcze dodatkowo jest jego rodzina..choc to superfajni mali ludzie to jednak dla mnie obcy i nie umiem czuc sie swobodnie.

Doskonale Cię rozumiem. Ja również we własnym domu, choć właściwie gdziekolwiek jestem, lubię czuć się swobodnie i komfortowo, nawet jeśli każda z nas może mieć nieco inną potrzebę tego zakresu swobody. W każdym razie moja jest spora. Mimo wszystko na Twoim miejscu najbardziej obawiałabym się sytuacji, gdybyś nie miała wpływu na to gdzie i w jaki sposób będziesz mieszkać, a przecież partner Ci tego prawa nie odbiera. Przynajmniej odnoszę takie wrażenie, że jeśli się zdecydujesz, to będziesz miała wpływ na to jaki kupicie ten dom i w jaki sposób zostanie urządzony. Jednym słowem będziesz pełnoprawną panią domu i będziesz miała wpływ również na to, co się w nim dzieje.

Jeszcze jedna myśl mi się nasunęła - czy Ty przypadkiem nie szukasz kolejnych powodów, by samą siebie przekonać, że to nie jest dobre rozwiązanie, bo... (tu wstaw dowolne), a tak naprawdę po prostu wewnętrznie czujesz, że to nie jest ktoś, z kim chcesz budować swoją przyszłość?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

31

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Olinka chyba masz rację. Szukam pretekstu do tego by uciec. Całe zycie tak miałam. Nie potrafię stworzyć relacji...a teraz mam milion wymówek i sama sie utwierdzam w tym jak bardzo bez przyszłości jest ten związek..tym jednak razem nie mogę poprostu uciec bo jest nasz Maluch.

32

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Dziewczyny ogrmnie Wam dziękuję za odpowiedź . Jestem tego samego zdania ale nie mogę tego chyba odpowiednio wyartykułować, moj partner zaczyna się denerwowac twierdząc, ze to nienormalne ze tak bardzo podkreslam naszą odrębność tzn. Co jest jego a co moje, jestem na tym punkcie wyjątkowo wyczulona. Jestesmy oboje spokojnymi ludzmi, nie ma u nas kłotni etc. Ale sa to sprawy ktore wywolua w naszej relacji milczenie. Nie wiecz czy nie bardziej niz prawnik potrzebuję psychologa ... choc gdy o tym mówię, to partner tego nie rozumie..

Lady Loca, to chyba kwestia mojego nad wyraz ugodowego charakteru . Poza tym naprawdę jest nam dobrze, tak cudownie spokojnie razem. Partner jest dojrzaly emocjonalnie, spokojny, jest naprawde swietnym facetem. Uwazam ze rozstanie byloby drogą na skróty- choc biorę pod uwagę ze jednak moze sie nie udac, bo za duzy jest we mnie opor. Czuje zal, smutek i rozczarowanie ze tak to wyglada. Ze on wstaje rano i jedzie odwiezdz do szkoly dzieci, a nie budzi sie z nami. Z drugiej strony czuje ze noe moge wymagac od niego by tak nie robil bo oni i on tego potrzebuja najwyrazniej.
Pisząc to wszystko widzę ze pomysl duzego domu napawa mnie strachem, ze on bedzie chcial miec dzieci przy sobie caly czas a ja czuje w tym ukladzie dyskomfort. (Choc ogromnie imponuje mi jako mezczyzna, ktory naprawde zachowuje sie jak prawdziwy tata,

Venna , dojrzały emocjonalnie człowiek akceptuje i rozumie emocje , ale kieruje się przede wszystkim racjonalnym myśleniem.
Buduje związek z Tobą ? czy próbuje raczej stworzyć rodzinę dla swoich dzieci ??? żeby im wynagrodzić rozwód? I ten dom , to jest Wasza potrzeba czy raczej jego ?
W związku najważniejsze jest by potrzeby wszystkich były brane pod uwagę, nie wiem na ile to Twoje poddawanie się " i umniejszanie swoim potrzebom" a na ile to jego decyzja , że tamte dzieci są ważniejsze " bo nie mają go ".

W sytuacji rodzin patchworkowych , "walka" o swoje potrzeby gdy na drugiej szali stoją "biedne dzieci"  jest bardzo trudna dla wielu osób , bo jak tu "walczyć o uwagę z dziećmi ".
I tu właśnie najczęściej wychodzi ta dojrzałość . Dojrzały partner rozumie, że i dzieci są ważne ale nowa rodzina również .

Pytanie , czy macie zasady w tym patchworku ?
Wspólne wstawanie, igraszki z maluchem w pościeli są ważne - tak jak odwożenie dzieci do szkoły..

Takie związki wymagają omówienia wielu tematów i AKCEPTACJI  z obu stron, wspólnie wypracowanych zasad .

JA myślę,  że temat domu jest zastępczy , nie czujesz się ważna w tym związku, póki nie było Waszego dziecka spychałaś swoje odczucia do kąta .

Jestem długo w podobnym związku.
I powiem Ci że jeśli nie omówisz i nie załatwisz  męczących Cię kwestii , później możesz być bardzo rozczarowana .

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

33

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Chceuciekacstad, przeczytałam z zaciekawieniem Twoj wątek. Pisalam teraz post ponad 20 minut i wszystko sie skasowalo. Juz pewnie tak dobrze mi nie pojdzie, bo pisalam dokladnie to co w danej chwili czułam.
Chcialam sie zapytac jak udalo sie Wam? Jak sobie dajesz ze wszystkim rade? Jak to poukładaliscie? I czy Jesteś szczęśliwa?
Nie wiem na ile moj partner chce stworzyc wszystkim rodzine, a na ile konkuruje ze swoją byłą partnerką ktora tę rodzinę dzieciom stworzyla. ( jest dobrą mamą wrecz pokusilabym się o wniosek, ze moj partner niemal w 100% jest zgodny z jej zdaniem i metodami wychowawczymi, a z moimi od początku nie do konca sie zgadzal ) Wiem, ze go boli to ze na codzień jest z nimi inny mezczyzna,Wiem, ze to go rozrywa. Ale przez to tak bardzo chce byc przy nich ze nie patrzy na nas. Nie mamy okreslonych zadnych zasad - oni sa rodzicami, oni decydują.
Do mnie dzieci mowia po imieniu. Nie mam co do tego zdania. Ciocią nie jestem, ale nie ukrywam te zwroty po imieniu sprowadzaja mnie do roli kolezanki a to mi przeszkadza szczegolnie teraz gdy jest na swiecie moj synek.Ale nie mowię o tym. Oni tak zdecudowali.
Wspolnie nie mamy zadnych rytuałow. W zasadzie teraz im bardziej to analizuje tym bardziej bez przyszlisci mi sie to wydaje...
Moj partner pracuje daleko, gdy przyjezdza ten czas jest poprostu wyrywany, kazdy go troche kradnie a on nie jest w stanie go podzielic. Chce byc tu i tam.z nami wszystkim najchetnieja.
A ja nic nie wiem, te jego/ich plany sa takie jakies pourywane. Raz jest tak a raz tak. Czuje rozstroj żołądka tylko.

34

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Nie wiem na ile moj partner chce stworzyc wszystkim rodzine, a na ile konkuruje ze swoją byłą partnerką ktora tę rodzinę dzieciom stworzyla. ( jest dobrą mamą wrecz pokusilabym się o wniosek, ze moj partner niemal w 100% jest zgodny z jej zdaniem i metodami wychowawczymi, a z moimi od początku nie do konca sie zgadzal ) Wiem, ze go boli to ze na codzień jest z nimi inny mezczyzna,Wiem, ze to go rozrywa.

Jaki był powód ich rozstania, kto o tym zdecydował? Pytam, bo to może być ważne.

Vienna napisał/a:

Do mnie dzieci mowia po imieniu. Nie mam co do tego zdania. Ciocią nie jestem, ale nie ukrywam te zwroty po imieniu sprowadzaja mnie do roli kolezanki a to mi przeszkadza szczegolnie teraz gdy jest na swiecie moj synek.Ale nie mowię o tym. Oni tak zdecydowali.

Oni tak zdecydowali??? Dlaczego sobie na to pozwoliłaś? Przecież to są dzieci i nawet w neutralnych sytuacjach nie wypada, żeby zwracały się do Ciebie po imieniu, a jeśli tak się jednak dzieje, to powinna być to Twoja decyzja. Nie dzieci, nie ich taty, ale Twoja. Jeśli wszystko w tym układzie wygląda tak, że niewielki masz wpływ również na to, co bezpośrednio Ciebie dotyczy, to naprawdę nie dziwię się, że czujesz się w tym mało ważna, jakbyś była biernym obserwatorem i musiała godzić się na to, co dostajesz. W ten sposób nie da się stworzyć zdrowo funkcjonującego związku. Owszem, dzieci są ważne, on nigdy nie przestanie być ich ojcem, więc siłą rzeczy będą obecne w Waszym życiu, ale Ty, Twoje potrzeby i uczucia są równie ważne. I tak jak mówi moja sygnaturka - nie czyń samej siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz. Dla mnie znaczy to tyle, że musisz o siebie zawalczyć, a jeśli intuicja podpowiada Ci, że nie czujesz się stabilnie, to wyraźnie tak jest.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

35

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Teoretycznie nie byli zbyt dopasowani i była to ich wspolna decyzja. Nie wiem jak bylo naprawdę. Teraz uważam, że mogło to byc spowodowane tym ze kazde z nich nie chce ustąpic i chce dyktowac warunki. I tu mogli miec w pewnej chwilo klopot. Bo nie oszukujmy sie ale dwoje dzieci nie pojawia sie na swiecie ot tak wink Ale to taka moja obserwacja i raczej wniosek wysnuty na podstawie kilku sytuacji. Bylej partnerki nie znam.
Co do zwracania się po imieniu to tak zdecydowali oni w sensie rodzice. Nie dzieci. Choc gdybym od poczatku mowila ze mi to nie pasuje to jakos by to pewnie zmienili. Mówię "jakos" bo zadna wersja mi nie pasuje. W zasadzie im wiecej czytam tu na forum tym mniej chce w tym uczestniczyć. Czuję całą sobą że to nie tak ma wyglądać.
Myslę, ze spora czesc tych dylematow wynika z moich wlasnych problemów ktore siedzą w głowie.
Na pewno klopotliwe jest to, ze nie potrafię jasno sie wyrazac. A z facetem chyba powinnam. Ja staram sie delikatnie wszystko naokoło, by nie sprawic przykrosci,  a na koncu dowiaduje sie ze to nie jest normalne ze jestem zazdrosna o dzieci i bylą partnerkę - w efekcie nie mowie nic bo mnie te stwierdzenia obrazają jako doroslego czlowieka.
Najgorsze jest to, ze nasz synek przeze mnie w tym tkwi. I to moje decyzje w chwili obecnej kształtują jakim bedzie czlowiekiem w doroslym zyciu, z jakim bagazem wejdzie w dorosłe zycie.

36

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Venna
"Chcialam sie zapytac jak udalo sie Wam ? Jak sobie dajesz ze wszystkim rade? Jak to poukładaliscie? I czy Jesteś szczęśliwa?"

nic się nie udało tongue Wszystko co mamy to miliony rozmów, kłótni i eksperymentów.

Widziałam Twoje wpisy na temacie macoch i zapytam jak Olinka - czemu na to pozwalasz ??? Czemu oddałaś swoje życie innym ludziom, którzy (wybacz!) ignorują Twoje potrzeby ??


Masz prawo ustalać zasady w waszym życiu , postawa Twojego partnera nie jest miła .
Ja przez długi czas zgadzałam się na to co chciał partner " w imię dobra biednego dzieciątka po rozwodzie i jego biednego tatusia "... ale we mnie był na wiele tematów ogromny sprzeciw , to mnie męczyło , wykańczało.

Psycholog uświadomił mi że sama jestem odpowiedzialna za to jak żyję , bo zgadzam się na to .
Nie chodzi o stawianie warunków ! ale o mówienie o swoich potrzebach i ewentualnie samemu dbanie o to by je realizować . Bliscy albo je uwzględnią albo nie !
Dziś pozwalasz by to partner i jego ex decydowali o Twoim i syna życiu... za chwilę dojdą jeszcze ich dzieci , które również zaczną  decydować.

Ja to znam z doświadczenia !

Dla mnie poczucie "ważności " w związku jest podstawą , jeśli nie mam wpływu ...to tak jakbym nie była jego częścią - ze mną czy beze mnie u nich nic się nie zmieni. Więc po co się męczyć , próbując żyć jak inni ludzie ?
Tam gdzie nas zauważają , zawsze jest staranie by uwzględnić nasze potrzeby.

Skoro takie duże znaczenie ma dla Ciebie magia świąt , spędź je tak jak chcesz i z tymi ludźmi , którym będzie zależało by zrobić to dla ciebie .

Mnie się zdarzyło spędzić święta osobno - to było na początku drogi "zmiany " .
Rozmowy , prośby i tłumaczenia nie wystarczyły .
Wyjechałam dzień przed świętami - aby partner mógł przemyśleć jak i z kim jest w związku i czego chce .
Uważam że jak się chce zawsze można znaleźć kompromis, konsensus.


Nie namawiam Cię do niczego , ale tłumaczę że to my jesteśmy odpowiedzialni za to jak żyjemy .
Prawidłowo tez zauważasz , że Twoja postawa ma wpływ na Twojego synka - pokazujesz mu że należy być posłusznym czyjejś woli .. wbrew sobie .
Że potrzeby innych są ważniejsze ..

W patchworkach  najważniejsze są zasady , konsensusy i kompromisy , które uwzględniają wszystkich potrzeby .

Ta wigilia nie daje mi spokoju - a dlaczego u was nie ma tej kolacji wieczorem ???? wspólnie z dzieciakami , ale wieczorem z magią ???

Widzę jeden bardzo ważny aspekt - że Twój partner pomimo rozwodu dalej wykonuje polecenia żony …. ja to nazywam nie odcięta pępowina małżeńska .
Ex powie a u takich byłych małżonków pojawia się hasło "wykonać " … bez myślenia i świadomości że mogą zdecydować inaczej .

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

37

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

To mnie podłamałaś, ze nadal u Was milion rozmów i kłotni..;) czy nadal korzystasz ze wsparcia psychologa?
Wiesz, myślę ze u mnie to pewnie cechy charakteru. Łatwo mnoe zdominowac bo nie umiem walczyc. Zwyczajnie odchodzę. I teraz wszystko do tego prowadzi. Mam wrazenie ze nie umiemy ze soba rozmawiac i jiz sie tego nie nauczymy. On ma swoje racje ja swoje. Powinien byc zakaz takich zwiazków wink
Jesli chodzi o Wigilię to wynika wszystko , tego, ze chyba ani on ani ja (bardziej ja) nie wyobrazam sobie wigilii z moja rodziną i jego dziećmi. Oczywiscie wszyscy o sobie wiedzą etc ale chyba nikt juz wtedy dobrze by sie nie czuł. A ze nie jest to nasz wspolny dom moj partner nic nie mowi - wiem ze jesli bedzie mial swiadomosc ze to nasz dom czy mieszkanie to sie juz zmieni i on zacznie narzucac wszystko. Wiem ze z opisu jawi sie trochę jako despota i w temacie dzieci jest kategoryczny, to poza tym naprawde fajny facet. Juz zaczynam wariowac przez to wszystko. Nie potragie spojrzec na te sytuacje obiektywnie. Nie wiem czy to ja przerysowuje tak bardzo czy cos jest nie tak.
Jesli chodzi o kwestie odcięcia pępowiny z poprzedniego związku to poprostu jest dokladnie to!  Chodzi jak w zegarku. Ale pptrafi wybuchnac (oczywiscie w cydzysłowie bo to nie ten typ co wybucha i krzyczy) gdy mu wspomne tylko, ze cos robi ppd dyktando. Oczywiscie mi udowadnia ze tak nie jest ze to on planuje i on decyduje..guzik prawda, juz mu nawetnie mowięo tymbo mi wstyd ze dorosly facet nie potrafi chocby przyznac sie do tego ze jest na kazde zawolanie i robi co mu lazą - moglby choc zachwac twarz i powiedziec ze rpbi to ze wzgledu na dzieci a nie  udawac jaki to z niego bohater ( swoja drogą czasami sobie tak myślę czy on abt.nie traktuje mnie jak dziecka ktoremu mozna wszystko wmowic). Uwierz mi mam ochotę to rzucić i wyjechac daleko.

38

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Jezu, dzieeewcczyno!!!
Jak Ty sobie komplikujesz życie i dziecku.
Zamiast przyjąc do wiadomości, że jesteś w związku z kimś kto miał już rodzinę i szukać poztywnych rozwiązań, zachowujesz się jak dziecko .
Mieszkanie sobie zostaw, ale z resztą -cała naprzód. Dzieci partnera traktuj jak swoje, nie wchodż w żadne rywalizacje, bo będziesz mieć związek jak koleżanki z wątku

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

39

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Ela210ja sobie nie komplikuje ja je sobie juz skomplikowałam.Twoja rada nic mi nie daje bo moje uczucia sa jakie sa. Nie wiem skad pomysł ze rywalizuje z dziecmi partnera? To nie moje dzieci, nie wychowuje ich wiec nie rozumiem jak mam traktowac jak swoje skoro są obce? Nazwijmy rzecz po imieniu to dla mnie zupelnie obcy mali ludzie i nic tego nie zmieni. Moj facet ma 2 rodziny.to tak jakby miel 2 zycia. W dodatku w poczuciu winy zycie ze mna stawia na drugim miejscu. A Twoja wypowiedz tak wszystko upraszcza jakby tu nie bylo zadnych emocji a sa i to tak silne ze staja sie przeklenstwem. Teraz mowisz dokladnie tak jak.moj partner. Wymyslasz, kochaj po rowno i jest super. Wlasnie ze nie jest.

40

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

A tamte dzieci? mają prawo do jakiś uczuć? A twój partner? Potrafisz wczuć się w jego sytuację..?
Coś Cię w tym blokuje, odezwały się jakieś nieracjonalnego lęki
Zobacz, twój mężczyzna, ojciec Twojego dziecka jest najbardziej predysponoeaną do tego osobą, by zabezpieczyć Wasze dziecko.
Przecież to dla Was chce budować dom, przy Tobie on widzi swoje miejsce, przy Was.
To, że troszczy się o swoje starsze dzieci, świadczy na jego korzyść.
Masz małe dziecko, jesteś rozchwiana w tej chwili. inaczej dostrzegłabys, że nie jesteś samotną matką, to jego pierwsza żona jest.
Ty nie jesteś sama.
Powinnaś z kimś profesjonalnym w realu porozmawiać o swoich lękach, partnera poproś o wyrozumiałość, powiedz że sobie musisz poukładać..
Wszyscy musicie.
Dom możecie mieć na kredyt wspólnie, ale mieszkania się nie pozbywają, możesz go wynajmować by spłacać swoją część kredytu.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

41

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej
Venna napisał/a:

Moj facet ma 2 rodziny.to tak jakby miel 2 zycia. W dodatku w poczuciu winy zycie ze mna stawia na drugim miejscu.

I to jest ciekawe, że dla dobra dzieci nie zrobił nic, żeby jednak miały pełną rodzinę, czyli nie próbował z ich matką jakoś sobie tego wszystkiego poukładać, skoro powodem rozpadu małżeństwa był - jak twierdzi - brak między nimi porozumienia. 
Absolutnie nie twierdzę, że tak byłoby dobrze, bo tworzenie związku na siłę ludzi tylko unieszczęśliwia, ale dziwi mnie, że TERAZ ma takie poczucie winy w stosunku do nich. Może on od nich po prostu odszedł, ale o tym już nie powiedział?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

42

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

A mnie nie dziwi.
Pojawienie się kolejnego swojego dziecka mogło to wszystko dodatkówo wzmóc. Bo może on przestał być mężem tamtej kobiety, ale nie ojcem swoich dzieci.
I nieważne już jak do tego doszło.
Pisząc że autorka ma traktować dzieci jak własne miałam na myśli zrozumienie ich emocji o partnera, niekoniecznie spędzanie z nimi czasu, czy zastępowanie im matki, którą w końcu mają.
Więc tego akurat mąż nie może wymagać, ale autorka nie powinna być o ten czas zazdrosna.
Jak pamiętam, to przy małym dziecku
I tak poranki mieliśmy w weekendy tylko,bo w dzień powszedni mąż wychodził rano do pracy , bo ktoś musiał utrzymywać dom, były dodatkowe prace itd..wiec nie żałuj im tego

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

43

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Ela wiem, ze sobie z tym nie radzę- widzę to kazdego dnia. Natomiast naprawdę widze ze jest dla swoich dzieci swietnym tatą. I od poczatku to podkreslam. Zreszta w poprzednich postach to pisalam i nie, nie chcialabym zeby byl inny w stosunku do swoich najblizszych tym od początku mi zaimponował jako mężczyzna - wlaśnie tym ze tak bardzo dba o relacje, kontakty oraz czas z dziećmi. Natomiast w naszym przypadku momentami mysle ze lepiej byloby sie rozstac bo moze wtedy znalazlby czas dla naszego synka.
Myślę, ze u nas jest wiele odczynników - partner pracuje daleko wiec na codzień go nie ma, jestem sama i tez staram się pracować. Tak, czuję sie samotną mamą- czasem mam wrazenie wrecz ze częsc samotnych mam ma przynajmniej czasem wsparcie a ja go nie mam bo gdy partner przyjezdza to albo jestesmy w 5tkę albo jest z dziećmi albo zalatwia milion spraw. Wiec tak naprawde gdy on jest, czuje wiekszy zal, obciazenie i rozczarowanie. Dlatego nie umiem sobie wyobrazic wspolnego "domu". Bo wtedy dla niego bedzie to naturalne ze gdy przyjedzie dzieci beda z nim, nami. Chyba, ze w danej chwili nie bedzie to pasowało jego byłej partnerce.
Ollinka, moj partner rozszedł się w zgodzie. Była partnerka zyje juz dawno z nowym partnerem. Moj partner ma nas. Naprawde jestem spokojna o to jak sie rozstali. Rozumiem tez jego poczucie winy bo mi to wyjasnił. To on sie wyprowadzil - w oczach dzieci to on odszedl i je zostawil. Ja to rozumiem, to jak on chce im wynagrodzić także.  Natomiast mi jest źle. Z kazdym dniem czuje sie gorzej. Czuję się samotna, czuje ze moj synek nie ma takiego taty jakim jest dla dzieci z poprzedniego zwiazku.

44

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Czyli On mieszka z Tobą czy tylko czasem przyjeżdża?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

45

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Elu mieszkamy razem, ale partner pracuje daleko, nie ma go z nami. Przyjezdza raz na 2-3 tygodnie na kilka dni chce spedzic ten czas ze wszystkimi.  Tym samym tak naprawde nie jest w stanie wszystkiego pogodzić i wszystkim poświecic czasu. Wiem ze jest to rozwiazanie tymczasowe i musimy jeszcze dac radę w ten sposob rok, dwa , pięć. Ten czas i odległość  sprawia, ze mam czas na analizę,  obserwację i stąd pojawiła się wątpliwość co dalej. Jak to poukładać.
Jesli chodzi o związek tu sa tylko 2 wyjscia albo poukladamy i przetrwamy albo nie damy rady i się rozejdziemy. Wierzę ze mozna to jakos ułożyć.
Jakoś...ale zawsze mozna. Natomiast kwestie wspolnego domu czy mieszkania, wspolnego budzetu w takich skomplimowanych relacjach sa dla mnie niejasne. Nawet nie wiem czy jest cos na co powinnam zwrocic uwagę by jak najlepiej zabezpieczyc synka. Moze nie powinno poruszac się takich tematow bo są przygnębiające i smutne? Zupelnie nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć.

46

Odp: Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Wcale nie musicie tak latami, a nawet nie powinniście. To siey nazywa wylewanie dziecka z kąpielą.
Albo on zmieni pracę by mieć czas dla rodziny, albo Ty się czasowo przeprowadź tam gdzie On pracuje. Porozmawiaj z nim o tym

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Majątek wspolny w rodzinie patchworkowej

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018