Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Każdy tam ma jakieś relacje z rodziną, ja nie mam żadnych. Moja matka jest toksyczna, tak naprawdę wszystko jest okej jak jest tak, jak ona by chciała. Jak robię coś nie po jej myśli, według własnych przekonań to się obraża, czasami wścieka, krzyczy. Gdy byłam nastolatką to we wszystko się wtrącała, porównywała mnie z innymi i przy tym dołowała. Dzięki temu w wieku nastoletnim wyhodowałam sobie depresję, stany lękowe i wielką nieśmiałość. Lata mi zajęło, żeby funkcjonować normalnie. Mój brat ma ponad 30 lat, mamusia to chyba jego najlepsza przyjaciółka, bo o wszystkim z nią gada. Z nim nie mam ŻADNYCH bliskich kontaktów, nawet za bardzo z nim nie gadam, a mieszka za ścianą. Jest osobą, której autentycznie nie lubię i nie chcę z nim rozmawiać. Zachowuje się jak dzieciak, robi głupie miny, oskarża cały świat o swoje niepowodzenia, ciągle tylko kogoś krytykuje i obgaduje. Mamusia mu tylko przyklaskuje i głaszcze po głowie, a jak ja mu coś zarzucę, to ona staje w jego obronie i na mnie wrzeszczy. Mój brat nie ma żadnej dziewczyny od 10 lat. W sumie to spotyka się z jedną dziewczyną na takiej zasadzie, że widzą się chyba raz w tygodniu na dwie godziny i to jest wszystko. Mam wrażenie, że mój brat zatrzymał się na poziomie obrażonego na cały świat 13latka. W sumie to go nie mogę chyba o to winić, bo to przez atmosferę w moim domu, która polegała tylko na krzyku i wyzwiskach między moimi rodzicami.

Do mojego taty nic nie mam, go jako jedynego z mojej najbliższej rodziny szanuję, kocham i czasami żałuję, że nie spędzam z nim więcej czasu. On jest dobry, pomocny, zaradny i bardzo pracowity, a moja matka traktuje go czasami jak śmiecia, bo wyżywa się na nim i mu dogaduje, a wszystkie jej niepowodzenia w życiu i to czego nie ma jest w jej mniemaniu winą mojego ojca. Mój brat zachowuje się w stosunku do niego podobnie, co jest dla mnie obrzydliwe. Chyba nie muszę wspominać, że moja matka i mój brat nie utrzymują żadnych kontaktów z dalszą rodziną? Żadnych. Potrafią tylko ich krytykować, myśląc, że sami są święci. Znajomych również nie mają. To jest takie zamknięte koło wzajemnej adoracji. Wszyscy są be tylko nie oni. Jak można się domyśleć, że ja też mam problemy ze znajomościami, bo zresztą nic dziwnego, skoro dorastałam w takim domu. Ale ja przynajmniej zdaje sobie sprawę ze swojego problemu, mimo wszystko jakichś tam znajomych mam i mam z kim wyjść oprócz chłopaka. Lubię ludzi i lubię się nimi otaczać, nienawidzę siedzieć w domu i gapić się w ekran. Mam swoje poglądy, które są TOTALNIE różne od tych, które ma moja rodzina. Czasami się zastanawiam co ja tu robię. Wierzycie, że mój brat zamknął kuzynowi drzwi przed nosem (12 latkowi), który przyszedł w halloween po cukierka? Czy to ja mam jakieś wysokie oczekiwania do rodziny, czy faktycznie z nimi to tylko dobrze na zdjęciu? Samochodu też pożyczyć nie mogę do swoich celów (raz na ruski rok potrzebuję, jak np muszę jechać do miasta i być w kilku miejscach na raz w małym odstępie czasu), bo z jakiej racji, natomiast mam każdego wozić do sklepu po jakieś gówno do ogrodu czy domu. Moja rodzina nie potrafi się dzielić, wychodzą z założenia, że jak czegoś nie masz to sobie kup. Znajomych jak raz zaprosiłam, to mój brat ich praktycznie wyrzucił, bo byli za głośno (była sobota). Moim nowym sąsiadom też zwrócili uwagę, że byli za głośno, a z pozostałymi nie utrzymują większych kontaktów. Czuję, że nikt nas tu nie lubi, a to nawet nie moja wina.
Raz jak odwiozłam samochodem brata mojego chłopaka, to taką litanię mi wyrzucił, tak mnie zbeształ, że przepłakałam całą noc. Prawdę mówiąc nie umiem znaleźć żadnych pozytywów, zalet. Nie potrafię się przemóc, żeby mieć z nimi normalne relacje, bo w moim mniemaniu moja rodzina to typowe polaczki - w tym negatywnym znaczeniu.
Nie wiem czego oczekuję od was, ale musiałam się wygadać. Chciałabym, żeby ktoś napisał jak on widzi takie sytuacje, czy problem tkwi w mojej rodzinie, czy to ja mam jakiś spaczony sposób odbierania tego i wszędzie są takie niesnaski?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?
Selmira napisał/a:

Każdy tam ma jakieś relacje z rodziną, ja nie mam żadnych. Moja matka jest toksyczna, tak naprawdę wszystko jest okej jak jest tak, jak ona by chciała. Jak robię coś nie po jej myśli, według własnych przekonań to się obraża, czasami wścieka, krzyczy. Gdy byłam nastolatką to we wszystko się wtrącała, porównywała mnie z innymi i przy tym dołowała. Dzięki temu w wieku nastoletnim wyhodowałam sobie depresję, stany lękowe i wielką nieśmiałość. Lata mi zajęło, żeby funkcjonować normalnie. Mój brat ma ponad 30 lat, mamusia to chyba jego najlepsza przyjaciółka, bo o wszystkim z nią gada. Z nim nie mam ŻADNYCH bliskich kontaktów, nawet za bardzo z nim nie gadam, a mieszka za ścianą. Jest osobą, której autentycznie nie lubię i nie chcę z nim rozmawiać. Zachowuje się jak dzieciak, robi głupie miny, oskarża cały świat o swoje niepowodzenia, ciągle tylko kogoś krytykuje i obgaduje. Mamusia mu tylko przyklaskuje i głaszcze po głowie, a jak ja mu coś zarzucę, to ona staje w jego obronie i na mnie wrzeszczy. Mój brat nie ma żadnej dziewczyny od 10 lat. W sumie to spotyka się z jedną dziewczyną na takiej zasadzie, że widzą się chyba raz w tygodniu na dwie godziny i to jest wszystko. Mam wrażenie, że mój brat zatrzymał się na poziomie obrażonego na cały świat 13latka. W sumie to go nie mogę chyba o to winić, bo to przez atmosferę w moim domu, która polegała tylko na krzyku i wyzwiskach między moimi rodzicami.

Do mojego taty nic nie mam, go jako jedynego z mojej najbliższej rodziny szanuję, kocham i czasami żałuję, że nie spędzam z nim więcej czasu. On jest dobry, pomocny, zaradny i bardzo pracowity, a moja matka traktuje go czasami jak śmiecia, bo wyżywa się na nim i mu dogaduje, a wszystkie jej niepowodzenia w życiu i to czego nie ma jest w jej mniemaniu winą mojego ojca. Mój brat zachowuje się w stosunku do niego podobnie, co jest dla mnie obrzydliwe. Chyba nie muszę wspominać, że moja matka i mój brat nie utrzymują żadnych kontaktów z dalszą rodziną? Żadnych. Potrafią tylko ich krytykować, myśląc, że sami są święci. Znajomych również nie mają. To jest takie zamknięte koło wzajemnej adoracji. Wszyscy są be tylko nie oni. Jak można się domyśleć, że ja też mam problemy ze znajomościami, bo zresztą nic dziwnego, skoro dorastałam w takim domu. Ale ja przynajmniej zdaje sobie sprawę ze swojego problemu, mimo wszystko jakichś tam znajomych mam i mam z kim wyjść oprócz chłopaka. Lubię ludzi i lubię się nimi otaczać, nienawidzę siedzieć w domu i gapić się w ekran. Mam swoje poglądy, które są TOTALNIE różne od tych, które ma moja rodzina. Czasami się zastanawiam co ja tu robię. Wierzycie, że mój brat zamknął kuzynowi drzwi przed nosem (12 latkowi), który przyszedł w halloween po cukierka? Czy to ja mam jakieś wysokie oczekiwania do rodziny, czy faktycznie z nimi to tylko dobrze na zdjęciu? Samochodu też pożyczyć nie mogę do swoich celów (raz na ruski rok potrzebuję, jak np muszę jechać do miasta i być w kilku miejscach na raz w małym odstępie czasu), bo z jakiej racji, natomiast mam każdego wozić do sklepu po jakieś gówno do ogrodu czy domu. Moja rodzina nie potrafi się dzielić, wychodzą z założenia, że jak czegoś nie masz to sobie kup. Znajomych jak raz zaprosiłam, to mój brat ich praktycznie wyrzucił, bo byli za głośno (była sobota). Moim nowym sąsiadom też zwrócili uwagę, że byli za głośno, a z pozostałymi nie utrzymują większych kontaktów. Czuję, że nikt nas tu nie lubi, a to nawet nie moja wina.
Raz jak odwiozłam samochodem brata mojego chłopaka, to taką litanię mi wyrzucił, tak mnie zbeształ, że przepłakałam całą noc. Prawdę mówiąc nie umiem znaleźć żadnych pozytywów, zalet. Nie potrafię się przemóc, żeby mieć z nimi normalne relacje, bo w moim mniemaniu moja rodzina to typowe polaczki - w tym negatywnym znaczeniu.
Nie wiem czego oczekuję od was, ale musiałam się wygadać. Chciałabym, żeby ktoś napisał jak on widzi takie sytuacje, czy problem tkwi w mojej rodzinie, czy to ja mam jakiś spaczony sposób odbierania tego i wszędzie są takie niesnaski?

Jesli nie masz możliwości się wyprowadzić gdzieś dalej, to chyba musisz zaakceptować rodzinę jaka jest. Bardziej się skoncentruj na sobie, a nimi się nie przejmuj, żyj własnym życiem. Naucz się nie zwracać uwagi na pewne rzeczy i nie nadawać im zbyt dużej wagi. Mama z bratem lubią sobie ponarzekać na świat? A co cię zmusza żeby tego sluchać? Można puścić jakiś żart przy okazji i zręcznie wymiksować się do swoich spraw. Nie musisz im uświadamiać jacy są ani ich zmieniać. Matka "wrzeszczy" na ciebie? To kierunek drzwi i zamknij je z drugiej strony. Podobnie z tym wykorzystywaniem cię, nie pozwól sobie. Naucz się mówić NIE. Nie teraz bo nie mam czasu, mam coś do zalatwienia, albo zwyczajnie mi się nie chce. Nie pozwalasz im za bardzo wchodzić sobie na głowę? Nie żyjesz zbyt mocno ich sprawami? Odetnij się i skoncentruj na sobie.

3

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?
Salomonka napisał/a:

Jesli nie masz możliwości się wyprowadzić gdzieś dalej, to chyba musisz zaakceptować rodzinę jaka jest. Bardziej się skoncentruj na sobie, a nimi się nie przejmuj, żyj własnym życiem. Naucz się nie zwracać uwagi na pewne rzeczy i nie nadawać im zbyt dużej wagi. Mama z bratem lubią sobie ponarzekać na świat? A co cię zmusza żeby tego sluchać? Można puścić jakiś żart przy okazji i zręcznie wymiksować się do swoich spraw. Nie musisz im uświadamiać jacy są ani ich zmieniać. Matka "wrzeszczy" na ciebie? To kierunek drzwi i zamknij je z drugiej strony. Podobnie z tym wykorzystywaniem cię, nie pozwól sobie. Naucz się mówić NIE. Nie teraz bo nie mam czasu, mam coś do zalatwienia, albo zwyczajnie mi się nie chce. Nie pozwalasz im za bardzo wchodzić sobie na głowę? Nie żyjesz zbyt mocno ich sprawami? Odetnij się i skoncentruj na sobie.

Ale ja nie mogę odmówić. Jak odmówię to jest litania i kłótnie o to, jaka jestem niedobra. To są ludzie, którzy nie przyjmują sprzeciwu i tego, że masz inne plany. Stała gadka mojej mamy to, "że jak mi się nie podoba, to mam się wyprowadzić wink I że to jej dom i jej zasady". Nie dałam sobie wejść na głowę, dla świętego spokoju pojadę tym autem i ich gdzieś zawiozę, bo po tylu latach jestem tym zmęczona, tymi kłótniami, bo to do niczego nie prowadzi. Ale mam swoje zdanie w wielu kwestiach i się go twardo trzymam, czy im się to podoba czy nie.

4

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?
Selmira napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Jesli nie masz możliwości się wyprowadzić gdzieś dalej, to chyba musisz zaakceptować rodzinę jaka jest. Bardziej się skoncentruj na sobie, a nimi się nie przejmuj, żyj własnym życiem. Naucz się nie zwracać uwagi na pewne rzeczy i nie nadawać im zbyt dużej wagi. Mama z bratem lubią sobie ponarzekać na świat? A co cię zmusza żeby tego sluchać? Można puścić jakiś żart przy okazji i zręcznie wymiksować się do swoich spraw. Nie musisz im uświadamiać jacy są ani ich zmieniać. Matka "wrzeszczy" na ciebie? To kierunek drzwi i zamknij je z drugiej strony. Podobnie z tym wykorzystywaniem cię, nie pozwól sobie. Naucz się mówić NIE. Nie teraz bo nie mam czasu, mam coś do zalatwienia, albo zwyczajnie mi się nie chce. Nie pozwalasz im za bardzo wchodzić sobie na głowę? Nie żyjesz zbyt mocno ich sprawami? Odetnij się i skoncentruj na sobie.

Ale ja nie mogę odmówić. Jak odmówię to jest litania i kłótnie o to, jaka jestem niedobra. To są ludzie, którzy nie przyjmują sprzeciwu i tego, że masz inne plany. Stała gadka mojej mamy to, "że jak mi się nie podoba, to mam się wyprowadzić wink I że to jej dom i jej zasady". Nie dałam sobie wejść na głowę, dla świętego spokoju pojadę tym autem i ich gdzieś zawiozę, bo po tylu latach jestem tym zmęczona, tymi kłótniami, bo to do niczego nie prowadzi. Ale mam swoje zdanie w wielu kwestiach i się go twardo trzymam, czy im się to podoba czy nie.

Wyprowadzic sie i odciac.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

5

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Rób wszystko żeby w niedalekiej przyszłości się wyprowadzić jeżeli pozwoli Ci na to Twój zarobek i będziesz wstanie się sama utrzymać.

6

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Cały czas piszesz RODZINA, jakby wszyscy sprzysięgli się przeciwko Tobie, a tymczasem Twój problem dotyczy tylko matki i brata.
Z ojcem masz dobre relacje, więc tego się trzymaj. Nie mam na myśli tego, żebyś wspólnie z ojcem stworzyła front przeciw matce i bratu, ale uświadomiła sobie, że wśród najbliższej rodziny masz jednak sprzymierzeńca.
Dopóki nie będziesz w stanie usamodzielnić się wyprowadzić z rodzinnego domu, postaraj się zdystansować do całej sytuacji.
Dobrze, że masz własne zdanie w wielu kwestiach, ale może warto czasami zachować je dla siebie, nie walczyć o swoje racje do ostatniej kropli krwi, nie reagować na utyskiwania brata, czy matki, nie komentować ich wzajemnej relacji, nie ciskać się za każdym razem, gdy coś Ci nie pasuje itd.

7

Odp: Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Znam to z autopsji. Jeden członek rodziny się wyłamie i cała "machina" czyli rodzina się rozsypie. Funkcjonujesz w chorym układzie. Nie postawiłaś żadnych granic, dlatego że nadal tam mieszkasz i robisz co mama chce, dla świętego spokoju, nadal tego świętego spokoju nie mając. Co stoi na przeszkodzie żebyś się wyprowadziła?
To jest jedyny sposób naprawdę. Wyprowadzić się i usamodzielnić. Zobaczysz wtedy jak ludzie mogą być mili, życzliwi, jak fajnie jest decydować samemu o sobie i nie czuć tego napięcia , które przeżywasz w domu, a jestem pewna że wiesz o czym mówię.
Oni się nie zmienią, pochodzę z takiego domu. Uciekłam, po kilku latach uciekł mój tata. A w tym domu jak czasem pojadę, tak dalej jest to samo , nie zmienia się nic oprócz członków "machiny". Chcesz tak żyć? układ nerwowy w końcu nie wytrzyma.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nie umiem polubić swojej rodziny. Czy problem jest ze mną czy z nimi?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018