Cześć, jest to mój pierwszy post na forum i już prawdopodobnie wiem,że zostanę znienawidzona, upomniana przez użytkowników.
Chciałabym opisać stan, w którym teraz jestem i to co czuję. MOżliwe, że wielu z Was to się nie spodoba i będą uważali, że 'każdy ma te same prawa', 'każdy może żyć jak chce' i 'każdy orze jak może'.
Z jednej strony to rozumiem, ale...
Mieszkam w jednym z większych miast w kraju ( w pierwszej trójce). Pochodzę z rodziny z tradycjami, mieszkającej tu od pokoleń. Nigdy jednak nie chwaliłam się tym i zawsze byłam 'otwarta na znajomości', otwarta na innych ludzi. Tak zostałam wychowana, tak wpajano mi, że każdy jest równy, że każdy ma takie same prawa. Moi rodzice byli hippisami, można powiedziec, że to z dwóch rodzin czarne owce. Moje rodzeństwo tak samo jest 'lekkie', natomiast ja chyba wdałam się w przodków, w babcie bo lubię pewne 'zasady', regulaminy ( ale też nie do przesady).
Chodzi o to, że do zdania na studia nie uważałam, że 'pochodzenie jest ważne'. W liceum miałam większosć znajomych z mojego miasta, tak samo jak ja 'od wielu pokoleń', ale zaczynali się napływowi znajomi zróżnych mniejszych miejscowości, wiosek. Nigdy nikogo nie odtrącałam, zawsze jak mowilam byłam otwarta , sympatyczna ale miałam ten dystans. DO tej pory dwie najbliższe mi osoby nie pochodzą z mojego miasta . Może brzmieć to infantylnie i bardzo słabo z mojej strony ale w liceum zauwazałam pewien schemat, że nawet wybierając partnra niektórzy koledzy oceniali dziewczyny nie tylko pod względem tego czy są inteligentne, ładne ale też ( JUZ W WIEKU 17 lat) z jakiej rodziny pochodzą, czy są z mojego miasta czy nie. Bardzo się z tym wczesniej nie zgadzałam i zastanawiąłam się dlaczego są tacy oceniający, zachowywali się jak mali starzy.
Na studia zdałam do mojego miasta więc nawet przez pewien czas nie musiałam się przeprowadzać. Znowu miałam pełno znajomych napływowych, nie miało to dla mnie znaczenia. Oczywiscie miałam też znajomych z liceum z mojego miasta. Przez studia znowu zaczęłam się dziwić dlaczego ludzie z mojego miasta zwykle dziwnie się odnoszą, separują od ludzi napływowych. Były tworzone grupki, nikt nie chciał nikogo do niczego wpuścić. Mnie to bardzo dziwiło bo uwazałam, że na każdym etapie życia, studia, praca nalezy poznawać coraz to nowych ludiz i w danym momencie po prostu być dla nich miłym- nie tworzyć jakis specjalnych ram i grup bo to nie ma sensu. Takie podzielenie jest niefajne. Znowu czulam się jak w liceum, czasem byłam nawet jedyną osobą z mojego miasta na jakis imprezach.
Problem tylko był taki ze zadając się z ludzmi z innych miast odchodzili ode mnie ludzi z mojego miasta. WIdząc mnie na zdjęciach na social media itp. Nie wiem o co chodzilo. Czułam się dziwnie jakbym cos przerwała, jakby znowu panowała jakas ocena.
Zastanawiałam się co jest nie tak.
Dopiero pod koniec studiów zrozumiałam dlaczego tak było. Tak jak powiedziałam - zostałam wychowana w bardzo otwartym mentalnie domu i mimo, że ja jestem trochę bardziej nieugięta to na studiach i w liceum poznając ludzi , będąc mlodą osobą bardzo chcialam miec duzo znajomych i kazdego akceptowałam pomimo tego jaki był. Nie zwracałam uwagi nastan posiadania, na rodzinę itp.
Pod koniec studiów zorientowałam się chyba w dobrym momencie co jest nie tak. Zaczęły się magisterskie studia. Duzo osob z innych miejscowosci znając mnie chcialo abym cos im załatwiała. Ja jako osobo z danego miasta i mająca kontakty od 'zawsze', przez rodziców, od ich znajomych, bylam chyba dla nich dobrym łupem bo wiele osob chcialo ode mnie zdobyc jakies informacje na temat pracy czy abym załatwiła wprost pracę.
I zaczelam chyba rozumiec stosunek moich znajomych z liceum i ze studiów do niektórych ludzi. Zaczelam się zamykac i im dalej się zamykałam tym więcej osob do mnie przychodziło z pretensjami. Tak, pretensjami. Mialam grupkę znajomych w ktorej ja i jedna dziewczyna bylysmy z mojego miasta. Inne osoby nie- mialy trudniej i uwazaly ze jak się kolegujemy to ja i ona mamy mus załatwienia im spraw zawodowych. Poniewaz one nas zapraszały, ponieważ zwierzałysmy się sobie. Tak jakby one nia miały juz tego kroku wstecz bo nie mialyby gdzie wrocic.
I zaczelam sie zastanawiac ze ja chyba popelniłam blad.
Pozniej wyjechalam na wymiane miedzynarodową i popowrocie zauwazylam ze z moich znajomych licealnych i tych ze studiów 'z mojego miasta' tylko kilka osob zostalo w miescie , wiekszosc wyprowadzila sie do Warszawy lub za granicę. A w pewnych fundacjach, w kregach kulturalnych gdzie ja sie krecilam wczesniej, 'do wladzy' doszly osoby z mniejszych miejscowosci' ktore nie mialy wyboru i musialy zostac w miescie/ I to one tworzyly np zarządy w kulturlanych fundacjach , robily wielkie 'chamskie' imprezy, tak załatwiały zlecenia i np nie 'wpuszczaly w swoje krego słoików' mnie czy inne osoby z miasta.
I teraz tak- wiem,ze ten post moze wywołac kontrowersje ale jakie jest wasze zdanie? Czy nadal w jakis kregach ludzie zwracaja uwage na pochodzenie i na to kto z kim się zadaje jesli chodzi o sprawy zawodowe? Czy wlasnie nie macie nic przeciwko 'słoikom' ludziom z mniejszych miejscowosci, ze wsi ktorzy swoją pracą dokonali przeprowadzki etc?
Tutaj chodzi tez o to jak takie osoby przedstawialy się na studiach czy w liceum. Byly bardzo glosne, nie umialy sie zachować. CIeszyly sie jesli ktos z 'miasta' się z nimi kolegowal bo cuzly sie akceptowane. I wlasnie te imprezy, glosne imprezy, chamskie imprezy z używkami z tego co wiedzialam byly domena ludzi zinnych miast. Dlatego moi znajomi z 'miasta' trzymali sie w grupkach.
Czy uwazacie ze taki podzial nadal jest w grupach, ale nikt o tym nie mowi? Zauwazylam, ze kiedy wrocilam po wymianie do miasta i zaczelam zyc jak dorosly czlowiek, szukajac pracy itp, duzo znajomych z miasta zaczelo do mnie pisac i oceniac mnie 'przeswietlac na fb' z kim ja sie teraz koleguje- tak jakby ktos chcial wiedziec. Nie wiem o co chodzi. Nie wkrecam sobie takich rzeczy. Na wielu spotkaniach nadal wielu moich znajomych z pracy wraca do sytuacji, ludzi, plotek, obgadywania nawet sprzed 10-5 lat . To są ludzie z miasta. tak jakby nie psozli dalej. Co o tym sądzicie?
To jest mega dziwne. I tworzą sie takie kręgi, grupy.
Podrawiam,