Zdaję sobie sprawę, że świat nie jest tylko czarny i biały, dobry i zły, że ktoś jest uczciwy albo tylko kłamie, ale z ciekawości przyglądam się procesowi jak ktoś żyjący całe życie według prostych zasad, bojący się, kłamstw, zdrad, oszustw - stacza się do poziomu cwaniarstw który dla mnie nawet jest zaskakujący.
Czy trauma - nie za ciekawe dzieciństwo, zdrada żony, później kolejna jego następnej partnerki może spowodować że człowiek wyzbywa się "moralności", "poczucia winy", "wyrzutów sumienia"?
Powstaje jak feniks z popiołów i mści się na wszystkich kobietach które go skrzywdziły i nie widzi w tym nic niemoralnego? Pytanie czy po zakończeniu swojej gry będzie jeszcze potrafiła być normalna, jak kiedyś.
Ja staram się go wysłać do psychologa, "bo jak raz w kogoś wejrzy ciemność" to nie ma opcji od zobaczenia...