Uzależnienie, agresja, koniec związku? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Dzień dobry, mam 22 lata, uczę się w szkole aktorskiej, pracuję. Mój chłopak 24, pracuje jako barman. Piszę do Was bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynając od początku. Chodzi o mojego chłopaka, z którym jestem 9 miesięcy. Przez ten okres bywały chwilę cudowne, on był jak książę z bajki, dobry, dbał o mnie, zabierał mnie wszędzie.. Ale były też gorsze chwilę. Zazwyczaj po alkoholu, albo ziole (jest od 6 lat uzależniony od zioła). Ja osobiście nie akceptuję tego, że pali i ciężko było mi się z tym pogodzić, dlatego namawialam go na jakąś terapię. On po namowach zaczął reagować agresywnie, stwierdził że nie potrzebuje tego, bo sam sobie z tym poradzi. Z dnia na dzień przeplataly się dobre chwilę że złymi. Dochodziło do awantur na całe ulice i rękoczynów. Wielokrotnie byliśmy umówieni na spotkanie i w prawie połowie przypadków od przychodził albo na kacu, albo zjarany, pomimo moich wcześniejszych próśb żeby dawał mi znać jeśli będzie tak się czuł to się nie widzimy. I miał do mnie pretensje że znów się czepiam. Potrafił powiedzieć do mnie "k*rwa zamknij się" i odejść w swoją stronę zostawiając mnie samą, ale zawsze potem wracał. Zostawiła bym go dawno, gdyby tylko się tak zachowywał, ale on zazwyczaj potem płacze, mówi że nie wie co jest, że nie chce mu się żyć, że ma wszystkiego dość, że chciałby się zabić.mowi że jest nic nie wart i że przeze mnie czuje się niedowartosciowany. Mam ogromny dylemat. Jak mam go dowartosciowac skoro nic nie robi ze swoim życiem, pije, pali zioło, odkąd się spotykamy strasznie przytył. Miewa przeblyski w których chce coś zrobić, ustala sobie plan działania, ja oczywiście mu pomagam bo go niestety albo stety bardzo kocham, ale zawsze kończy się tak samo. Nic z punktów nie zostaje zrealizowane, on dalej pije w nocy, przychodzi zjarany, spóźnia się na spotkanie, robi awantury gdy mu zwracam uwagę. Wczoraj mieliśmy się zobaczyć i iść coś zjeść. Oczywiście przyszedł skacowany i położył się na chwilę u mnie, w momencie w którym zostały 2h do jego pracy (on pracuje jako barman) wkurzylam się i mu powiedziałam że ma zaraz wstać i iść ze mną bo jak nie to idę sama. Nie chciałam go zostawiać w domu, więc zaczęłam przysłowiowe "truć mu d*pę"  na co wybuchł agresją że nie rozumiem że on jest po pracy zmęczony i że nie chce mu się iść nigdzie. No i zaczęła się awantura. Doszło do tego że kopnął nogę od mojego stołu która wyleciała i kilka razy mnie popchnal gdy chciałam wyjść z mieszkania mówiąc że on mi naprawi nogę i później sobie pójdzie..  Krzyczał że to jest nasze ostatnie spotkanie, ja mu nie zostałam dluzna. Następnie dostałam telefon od jego mamy ze chłopak siedzi i płacze, znów chce się zabić i nie ma dla niego życia. Wiecie co.. Zadzwonił do mnie raz jeszcze, by spytać czy wszystko ok u mnie, na co powiedziałam mu żeby się do mnie nie odzywał już dzisiaj. I przestał. Jutro ma urodziny nie wiem co robić.. płakałam, zresztą płaczę nawet teraz.. Ale nikogo to nie obchodzi.. Czuję się strasznie nie umiac mu pomóc, a dostają tylko baty za złe wypowiedziane słowa. Czuję, że trzeba się z nim obchodzić jak z jajkiem i tylko on ma rację. U siebie wiem, że mam stwierdzoną nerwice lękową i cały czas czuje się jak zwierzę, które ucieka przed kłusownikiem. Boję się go stracić bo mimo wszystko, on ma chwile w których jest naprawdę cudownie i wydaje się że nic nie jest w stanie nas rozdzielić... Dziś też się nie odezwał. Nie wiem co robić. Proszę o wyrozumiałość.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Polecam wątek Starość z Narcyzem , Rozwód z psychopatą i wiele innych na tym forum. I blog Moje dwie głowy.
Jesteś w toksycznym związku- im szybciej uciekniesz tym mniej życia stracisz.

3

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
Sommeil napisał/a:

Czuję się strasznie nie umiac mu pomóc, a dostają tylko baty za złe wypowiedziane słowa. Czuję, że trzeba się z nim obchodzić jak z jajkiem i tylko on ma rację. U siebie wiem, że mam stwierdzoną nerwice lękową i cały czas czuje się jak zwierzę, które ucieka przed kłusownikiem. Boję się go stracić bo mimo wszystko, on ma chwile w których jest naprawdę cudownie i wydaje się że nic nie jest w stanie nas rozdzielić... Dziś też się nie odezwał. Nie wiem co robić. Proszę o wyrozumiałość.

Miłość nie sprawia, że czujesz się tak, jak to napisałaś... A kochająca osoba nie traktuje kogoś tak, jak ten chłopak traktuje Ciebie.
Znasz termin "współuzależnienie"? Nie pomożesz temu chłopakowi, próbując coś robić. On sam musi tego chcieć. Czasem kochać kogoś oznacza zamknąć przed nim drzwi.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

4

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
Sommeil napisał/a:

Dzień dobry, mam 22 lata, uczę się w szkole aktorskiej, pracuję. Mój chłopak 24, pracuje jako barman. Piszę do Was bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynając od początku. Chodzi o mojego chłopaka, z którym jestem 9 miesięcy. Przez ten okres bywały chwilę cudowne, on był jak książę z bajki dobry, dbał o mnie, zabierał mnie wszędzie.. (...)

Bajka się skończyła...z księcia ROPUCHA wyskoczyła.
Autorko, mdli mnie czytając twoje wynurzenia.
Idź do psychologa, może nawet i do psychiatry, bo to nie jest normalne, tak dawać się poniżać (wyzwiska, rękoczyny).
Czy ty mieszkasz z rodzicami, czy oni wiedzą o tym wszystkim, co tutaj opisujesz?

Co sprawiło, że nie masz w sobie żadnego poczucia godności?

W czym ty chcesz mu pomóc. .. to raczej ty wymagasz pomocy u specjalistów.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

5

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
Sommeil napisał/a:

Dzień dobry, mam 22 lata, uczę się w szkole aktorskiej, pracuję. Mój chłopak 24, pracuje jako barman. Piszę do Was bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynając od początku. Chodzi o mojego chłopaka, z którym jestem 9 miesięcy. Przez ten okres bywały chwilę cudowne, on był jak książę z bajki, dobry, dbał o mnie, zabierał mnie wszędzie.. Ale były też gorsze chwilę. Zazwyczaj po alkoholu, albo ziole (jest od 6 lat uzależniony od zioła). Ja osobiście nie akceptuję tego, że pali i ciężko było mi się z tym pogodzić, dlatego namawialam go na jakąś terapię. On po namowach zaczął reagować agresywnie, stwierdził że nie potrzebuje tego, bo sam sobie z tym poradzi. Z dnia na dzień przeplataly się dobre chwilę że złymi. Dochodziło do awantur na całe ulice i rękoczynów. Wielokrotnie byliśmy umówieni na spotkanie i w prawie połowie przypadków od przychodził albo na kacu, albo zjarany, pomimo moich wcześniejszych próśb żeby dawał mi znać jeśli będzie tak się czuł to się nie widzimy. I miał do mnie pretensje że znów się czepiam. Potrafił powiedzieć do mnie "k*rwa zamknij się" i odejść w swoją stronę zostawiając mnie samą, ale zawsze potem wracał. Zostawiła bym go dawno, gdyby tylko się tak zachowywał, ale on zazwyczaj potem płacze, mówi że nie wie co jest, że nie chce mu się żyć, że ma wszystkiego dość, że chciałby się zabić.mowi że jest nic nie wart i że przeze mnie czuje się niedowartosciowany. Mam ogromny dylemat. Jak mam go dowartosciowac skoro nic nie robi ze swoim życiem, pije, pali zioło, odkąd się spotykamy strasznie przytył. Miewa przeblyski w których chce coś zrobić, ustala sobie plan działania, ja oczywiście mu pomagam bo go niestety albo stety bardzo kocham, ale zawsze kończy się tak samo. Nic z punktów nie zostaje zrealizowane, on dalej pije w nocy, przychodzi zjarany, spóźnia się na spotkanie, robi awantury gdy mu zwracam uwagę. Wczoraj mieliśmy się zobaczyć i iść coś zjeść. Oczywiście przyszedł skacowany i położył się na chwilę u mnie, w momencie w którym zostały 2h do jego pracy (on pracuje jako barman) wkurzylam się i mu powiedziałam że ma zaraz wstać i iść ze mną bo jak nie to idę sama. Nie chciałam go zostawiać w domu, więc zaczęłam przysłowiowe "truć mu d*pę"  na co wybuchł agresją że nie rozumiem że on jest po pracy zmęczony i że nie chce mu się iść nigdzie. No i zaczęła się awantura. Doszło do tego że kopnął nogę od mojego stołu która wyleciała i kilka razy mnie popchnal gdy chciałam wyjść z mieszkania mówiąc że on mi naprawi nogę i później sobie pójdzie..  Krzyczał że to jest nasze ostatnie spotkanie, ja mu nie zostałam dluzna. Następnie dostałam telefon od jego mamy ze chłopak siedzi i płacze, znów chce się zabić i nie ma dla niego życia. Wiecie co.. Zadzwonił do mnie raz jeszcze, by spytać czy wszystko ok u mnie, na co powiedziałam mu żeby się do mnie nie odzywał już dzisiaj. I przestał. Jutro ma urodziny nie wiem co robić.. płakałam, zresztą płaczę nawet teraz.. Ale nikogo to nie obchodzi.. Czuję się strasznie nie umiac mu pomóc, a dostają tylko baty za złe wypowiedziane słowa. Czuję, że trzeba się z nim obchodzić jak z jajkiem i tylko on ma rację. U siebie wiem, że mam stwierdzoną nerwice lękową i cały czas czuje się jak zwierzę, które ucieka przed kłusownikiem. Boję się go stracić bo mimo wszystko, on ma chwile w których jest naprawdę cudownie i wydaje się że nic nie jest w stanie nas rozdzielić... Dziś też się nie odezwał. Nie wiem co robić. Proszę o wyrozumiałość.

Boisz się go stracić. A kim on jest? Człowiekiem, który pije i ćpa, który jest agresywny wobec - zdawałoby się - najbliższej osoby, który stosuje wobec tej osoby przemoc, także fizyczną.


Czujesz się strasznie nie umiejąc mu pomóc. On, jak sama stwierdziłaś, potrzebuje psychoterapii. Jesteś psychoterapeutą? Przecież nawet oni nie biorą się za terapię swych najbliższych; a bohater wątku wyraził zdanie na jej temat.


Kochasz go. To wyobraź sobie życie z nim. Jak będzie wyglądał wasz związek za rok? Za dwa lata? Za pięć? On wytrzeźwieje i będzie Ciebie szanował?


Nie jesteś odpowiedzialna za to, co on robi i jak się zachowuje. Nie jesteś odpowiedzialna za to, co on sobie myśli, także o sobie. Nie jesteś psychoterapeutą. Jesteś młodą osobą z nerwicą lękową. Daj sobie szansę na dobre, szczęśliwe życie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

6

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
żyworódka napisał/a:
Sommeil napisał/a:

Dzień dobry, mam 22 lata, uczę się w szkole aktorskiej, pracuję. Mój chłopak 24, pracuje jako barman. Piszę do Was bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynając od początku. Chodzi o mojego chłopaka, z którym jestem 9 miesięcy. Przez ten okres bywały chwilę cudowne, on był jak książę z bajki dobry, dbał o mnie, zabierał mnie wszędzie.. (...)

Bajka się skończyła...z księcia ROPUCHA wyskoczyła.
Autorko, mdli mnie czytając twoje wynurzenia.
Idź do psychologa, może nawet i do psychiatry, bo to nie jest normalne, tak dawać się poniżać (wyzwiska, rękoczyny).
Czy ty mieszkasz z rodzicami, czy oni wiedzą o tym wszystkim, co tutaj opisujesz?

Co sprawiło, że nie masz w sobie żadnego poczucia godności?

W czym ty chcesz mu pomóc. .. to raczej ty wymagasz pomocy u specjalistów.


Miałam trudne dzieciństwo, przeszłam terapię zarówno psychiatryczną jak i psychologiczną. Mieszkam sama, bo jestem studentką. Moja mama wie co się dzieje, ale cóż.. Nie każdy potrafi pomoc tak jak by chciał, widząc gdy jego dziecko cierpi, nie każdy od dziecka miał wspaniały dom i kochającą rodzinę. Przykro mi, że mdli Cie mój post, bo dla mnie osobiście jest to słabe. Na przyszłość. Być może zemdlilo Cię od mojego porównania z "księciem", ale już tak mam, głównie właśnie dzięki swojej ogromnej wrażliwości mogę robić to co robię i spełniam się jako aktor. Chciałam opisać swoje "wynurzenia" jak najdokładniej, dlatego wybacz jeśli Cie one znudziły.

7

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
Sommeil napisał/a:
żyworódka napisał/a:
Sommeil napisał/a:

Dzień dobry, mam 22 lata, uczę się w szkole aktorskiej, pracuję. Mój chłopak 24, pracuje jako barman. Piszę do Was bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynając od początku. Chodzi o mojego chłopaka, z którym jestem 9 miesięcy. Przez ten okres bywały chwilę cudowne, on był jak książę z bajki dobry, dbał o mnie, zabierał mnie wszędzie.. (...)

Bajka się skończyła...z księcia ROPUCHA wyskoczyła.
Autorko, mdli mnie czytając twoje wynurzenia.
Idź do psychologa, może nawet i do psychiatry, bo to nie jest normalne, tak dawać się poniżać (wyzwiska, rękoczyny).
Czy ty mieszkasz z rodzicami, czy oni wiedzą o tym wszystkim, co tutaj opisujesz?

Co sprawiło, że nie masz w sobie żadnego poczucia godności?

W czym ty chcesz mu pomóc. .. to raczej ty wymagasz pomocy u specjalistów.


Miałam trudne dzieciństwo, przeszłam terapię zarówno psychiatryczną jak i psychologiczną. Mieszkam sama, bo jestem studentką. Moja mama wie co się dzieje, ale cóż.. Nie każdy potrafi pomoc tak jak by chciał, widząc gdy jego dziecko cierpi, nie każdy od dziecka miał wspaniały dom i kochającą rodzinę. Przykro mi, że mdli Cie mój post, bo dla mnie osobiście jest to słabe. Na przyszłość. Być może zemdlilo Cię od mojego porównania z "księciem", ale już tak mam, głównie właśnie dzięki swojej ogromnej wrażliwości mogę robić to co robię i spełniam się jako aktor. Chciałam opisać swoje "wynurzenia" jak najdokładniej, dlatego wybacz jeśli Cie one znudziły.


Strzelam była wóda w domu?

8

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Przeczytałam ostatnie zdanie i byłam pewna kto je napisał.
Bonzo- skąd u Ciebie taka agresja ? Piszesz tak jakby autorka byla jakąś przestepczynią.
Ton oskarzycielski jakby to od dziecka zależało w jakiej rodzinie się wychowalo - bardzo nieładnie.

9

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Dziecko kochane odetnij sie od tego czlowieka jak najszybciej. To zaden ksiaze tylko uzalezniony od alkoholu i ziola i na dodatek agresywny typ. Dzis placze, kaja sie i udaje zagubionego, za rok za dwa Ci przylozy, bedzie totalnie olewal Wasze zycie, obowiazki, Twoje uczucia. Jak sobie wyobrazas zycie z nim? Skoro on nad niczym nie panuje, rozwala swoje zycie i zdrowie, nie wywiazuje sie z najmniejszych obietnic. Co bedzie gdy przyjdzie do wspolnego mieszkania, placenia rachunkow... dzieci?? Przeciez on sie nie zmieni a Ciebie dodatkowo wykonczy psychicznie i fizycznie. Wiem co pisze, sama zmagam sie z nerwica lekowa i wiem jak to daje popalic organizmowi. Nie wyobrazam sobie absolutnie funkcjonowania przy tej chorobie w zwiazku z kims kto dodatkowo te moje leki poteguje. To bylaby dla mnie prosta droga na dno a Ty nia kroczysz "w imie wielkiej milosci". To co kochasz to wyobrazenie kogos kim on nie jest plus piekne momenty, romantyczne wypady i wyznania. Zycie i milosc na tym nie polega. Polega na byciu z kims z kim Cię  polaczy szacunek, troska, czulosc, bezpieczenstwo i namietnosc. Z tym chlopakiem laczy Cie jedynie toksyczna hustawka emocjonalna i paskudny szantaz emocjonalny, ktorego dopuszcza sie on i jego matka. Ty odpowiadasz tylko za siebie. On odpowiada rowniez za siebie. To on wybral picie i jaranie. To on sobie przez to zlasowal mozg. To on podejmujac nawet ewentualna decyzje o targnieciu sie na swoje zycie dokona samodzielnego wyboru. Nie jestes jego ratownikiem i nie daj sie wpakowac w ta perfidna manipulacje. A jesli masz ciagoty do proby" zbawienia "go to wiedz ze nawet gdybys na rzesach stawala  to nie uratujesz kogos kto nie chce sie zmienic i sie sam uratowac. On i tak pojdzie na dno i jeszcze Ciebie pociagnie za soba.
Czy w Twoim domu byly problemy alkoholowe? Bo pasujesz mi do modelu osoby, ktora sie wychowala w takim srodowisku i przez to ma mocno przesuniete granice tolerancji dla patologicznych zachowan partnera i zludne przekonanie ze wprawdzie nie udalo sie  wyrwac ze szponow nalogu ojca czy brata ale swojego partnera na pewno sie uda "silą swej milosci". Tak sie nie stanie, tak sie nie dzieje w zadnej patologicznej relacji, zreszta mozesz poczytac proponowane wyzej watki by sie o tym przekonac. Uciekaj!

10

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
feniks35 napisał/a:

Dziecko kochane odetnij sie od tego czlowieka jak najszybciej. To zaden ksiaze tylko uzalezniony od alkoholu i ziola i na dodatek agresywny typ. Dzis placze, kaja sie i udaje zagubionego, za rok za dwa Ci przylozy, bedzie totalnie olewal Wasze zycie, obowiazki, Twoje uczucia. Jak sobie wyobrazas zycie z nim? Skoro on nad niczym nie panuje, rozwala swoje zycie i zdrowie, nie wywiazuje sie z najmniejszych obietnic. Co bedzie gdy przyjdzie do wspolnego mieszkania, placenia rachunkow... dzieci?? Przeciez on sie nie zmieni a Ciebie dodatkowo wykonczy psychicznie i fizycznie. Wiem co pisze, sama zmagam sie z nerwica lekowa i wiem jak to daje popalic organizmowi. Nie wyobrazam sobie absolutnie funkcjonowania przy tej chorobie w zwiazku z kims kto dodatkowo te moje leki poteguje. To bylaby dla mnie prosta droga na dno a Ty nia kroczysz "w imie wielkiej milosci". To co kochasz to wyobrazenie kogos kim on nie jest plus piekne momenty, romantyczne wypady i wyznania. Zycie i milosc na tym nie polega. Polega na byciu z kims z kim Cię  polaczy szacunek, troska, czulosc, bezpieczenstwo i namietnosc. Z tym chlopakiem laczy Cie jedynie toksyczna hustawka emocjonalna i paskudny szantaz emocjonalny, ktorego dopuszcza sie on i jego matka. Ty odpowiadasz tylko za siebie. On odpowiada rowniez za siebie. To on wybral picie i jaranie. To on sobie przez to zlasowal mozg. To on podejmujac nawet ewentualna decyzje o targnieciu sie na swoje zycie dokona samodzielnego wyboru. Nie jestes jego ratownikiem i nie daj sie wpakowac w ta perfidna manipulacje. A jesli masz ciagoty do proby" zbawienia "go to wiedz ze nawet gdybys na rzesach stawala  to nie uratujesz kogos kto nie chce sie zmienic i sie sam uratowac. On i tak pojdzie na dno i jeszcze Ciebie pociagnie za soba.
Czy w Twoim domu byly problemy alkoholowe? Bo pasujesz mi do modelu osoby, ktora sie wychowala w takim srodowisku i przez to ma mocno przesuniete granice tolerancji dla patologicznych zachowan partnera i zludne przekonanie ze wprawdzie nie udalo sie  wyrwac ze szponow nalogu ojca czy brata ale swojego partnera na pewno sie uda "silą swej milosci". Tak sie nie stanie, tak sie nie dzieje w zadnej patologicznej relacji, zreszta mozesz poczytac proponowane wyzej watki by sie o tym przekonac. Uciekaj!


Dziękuję za odpowiedź, dała mi ona wiele do zrozumienia. W odpowiedzi na Twoje pytanie: wychowała się w rodzinie w której nie było alkoholu, zaś była przemoc domowa.tato przychodził zły z pracy i bił mamę z bzdurnych powodów. Odeszła od niego kiedy miałam 12 lat, było ciężko ale dalysmy we dwie (ja i moja mama) radę. W tym okresie byłam strasznie buntowana przez rodzinę taty, ale za każdym razem się sprzeciwiałam. Byl płacz, były oskarżenia. Ciężko było po prostu.

11

Odp: Uzależnienie, agresja, koniec związku?
Sommeil napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Dziecko kochane odetnij sie od tego czlowieka jak najszybciej. To zaden ksiaze tylko uzalezniony od alkoholu i ziola i na dodatek agresywny typ. Dzis placze, kaja sie i udaje zagubionego, za rok za dwa Ci przylozy, bedzie totalnie olewal Wasze zycie, obowiazki, Twoje uczucia. Jak sobie wyobrazas zycie z nim? Skoro on nad niczym nie panuje, rozwala swoje zycie i zdrowie, nie wywiazuje sie z najmniejszych obietnic. Co bedzie gdy przyjdzie do wspolnego mieszkania, placenia rachunkow... dzieci?? Przeciez on sie nie zmieni a Ciebie dodatkowo wykonczy psychicznie i fizycznie. Wiem co pisze, sama zmagam sie z nerwica lekowa i wiem jak to daje popalic organizmowi. Nie wyobrazam sobie absolutnie funkcjonowania przy tej chorobie w zwiazku z kims kto dodatkowo te moje leki poteguje. To bylaby dla mnie prosta droga na dno a Ty nia kroczysz "w imie wielkiej milosci". To co kochasz to wyobrazenie kogos kim on nie jest plus piekne momenty, romantyczne wypady i wyznania. Zycie i milosc na tym nie polega. Polega na byciu z kims z kim Cię  polaczy szacunek, troska, czulosc, bezpieczenstwo i namietnosc. Z tym chlopakiem laczy Cie jedynie toksyczna hustawka emocjonalna i paskudny szantaz emocjonalny, ktorego dopuszcza sie on i jego matka. Ty odpowiadasz tylko za siebie. On odpowiada rowniez za siebie. To on wybral picie i jaranie. To on sobie przez to zlasowal mozg. To on podejmujac nawet ewentualna decyzje o targnieciu sie na swoje zycie dokona samodzielnego wyboru. Nie jestes jego ratownikiem i nie daj sie wpakowac w ta perfidna manipulacje. A jesli masz ciagoty do proby" zbawienia "go to wiedz ze nawet gdybys na rzesach stawala  to nie uratujesz kogos kto nie chce sie zmienic i sie sam uratowac. On i tak pojdzie na dno i jeszcze Ciebie pociagnie za soba.
Czy w Twoim domu byly problemy alkoholowe? Bo pasujesz mi do modelu osoby, ktora sie wychowala w takim srodowisku i przez to ma mocno przesuniete granice tolerancji dla patologicznych zachowan partnera i zludne przekonanie ze wprawdzie nie udalo sie  wyrwac ze szponow nalogu ojca czy brata ale swojego partnera na pewno sie uda "silą swej milosci". Tak sie nie stanie, tak sie nie dzieje w zadnej patologicznej relacji, zreszta mozesz poczytac proponowane wyzej watki by sie o tym przekonac. Uciekaj!


Dziękuję za odpowiedź, dała mi ona wiele do zrozumienia. W odpowiedzi na Twoje pytanie: wychowała się w rodzinie w której nie było alkoholu, zaś była przemoc domowa.tato przychodził zły z pracy i bił mamę z bzdurnych powodów. Odeszła od niego kiedy miałam 12 lat, było ciężko ale dalysmy we dwie (ja i moja mama) radę. W tym okresie byłam strasznie buntowana przez rodzinę taty, ale za każdym razem się sprzeciwiałam. Byl płacz, były oskarżenia. Ciężko było po prostu.

Czyli patologia byla obecna tylko pod inna postacia. Bunty rodziny Twojego ojca tez zrobily swoje. Zakorzenily w Tobie niesluszne poczucie powinnosci trwania w relacjach nawet jesli te relacje wyniszczaja.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Uzależnienie, agresja, koniec związku?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018