witam serdecznie wszystkich na forum, opiszę krótko swoją sytuację i proszę o komentarz, bo być może nie jestem w stanie sensownie określić sytuacji i przesadzam. Jestem z panem X już jakiś czas, związek miał wzloty i upadki, można nawet powiedzieć, że został wypracowany, bo był to trudny, zamknięty w sobie zawodnik, przeszedł sporą zmianę od momentu kiedy go poznałam do teraz. To typ osoby nieśmiałej, nie miał wcześniej dziewczyny, raczej nastawiony na samotność, bo przecież czasami tak ludzie wolą. Nie mieszkamy jeszcze razem, ale planujemy, wiec spotykamy się wtedy kiedy mozemy... i tu pojawia się problem.
Ja mogłabym spotykać się z nim codziennie, byłabym zadowolona żeby bez planowania np. do mnie przyjechał, ale niestety nie jest tak kolorowa. Często o to się sprzeczamy, że mi brakuje częstszych spotkań. Jak ja mówie, ze nie mam ochoty się danej dnia spotkać, to on to bierze za pewnik i ma gdzieś to, że nie widzielismy się juz dwa tygodnie, to planuje sobie jakoś inaczej czas i nawet nie zapyta jak mi minął dzień. Strasznie mnie to denerwuje, natomiast najgorsze jest to ze jak ja planuje nam np dzien, to jemu coś nie pasuje, ma w ogole problem zeby przychodzić do mnie do mieszkania, mam wrazenie że się wykręca. Tak jakby nie ciągnęło go do mnie. Nigdy nie spotykałam się z facetem, ktory by odmówił mi przyjścia, kiedy go zapraszam na kolacje i wspólne spędzenie wieczoru.
Zależy mi na nim i jemu też na mnie (zapewniał mnie ostatnio), ale powiedzcie szczerze, czy wy w momencie jak nie mieszkaliscie ze swoim partnerem, a mieszkaliście w tym samym mieście, to jak często się widywaliście?