Cześć.
Za chwilę minie blisko rok od historii, którą opisywałem kiedyś na forum. To było ciężkie doświadczenie, które mnie bardzo przeorało psychicznie i wiązało się ze złamanym sercem. Sytuacja wpłynęła na mnie bardzo mocno. Moja samoocena bardzo spadła, straciłem zaangażowanie w cokolwiek. Sam odszedłem ze swojej pracy i przez około 1,5 miesiąca starałem się zrobić sobie przerwę. Pod koniec maja doszło do pewnego przełomu, ponieważ zaproponowano mi pracę. Mogłem wybrać biuro na miejscu albo w innym mieście. Ku zaskoczeniu wszystkim wybrałem przeprowadzę. Z perspektywy czasu widzę, że wtedy moje miasto wydawało mi się "spalone" i straciłem w wiarę w lepsze jutro. Wszystko inne wydawało się lepsze.
Przeprowadziłem się i przez 2 miesiące zdarzyło się wiele fajnych rzeczy. Nowa firma okazała się super. Zespół jest fantastyczny, nawiązaliśmy relacje poza pracą. Na powodzenie płci przeciwnej nie mogę narzekać i generalnie jest bardzo komfortowo. I co? Nagle 3 tygodnie temu pojawiło się we mnie uczucie, które dosłownie nie dawało mi spać. Co to takiego?
To może będzie dziecinne, ale chcę być szczery. Zobaczyłem, że dziewczyna, która mnie skrzywdziła i zostawiła dla byłego (dałem się wykorzystać na własne życzenie) generalnie jest szczęśliwa? Związek jej się układa jak nigdy, firma rozwija. Żeby była jasność, to nie była zazdrość. Obudziła się we mnie ogromna złość, że ona po wszystkim nie poniosła żadnych konsekwencji, a ja przez to wszystko zniechęciłem się do miejsca, które ukochałem (mojego miasta). Sam sobie odebrałem przekonanie, że mogę być tam jeszcze szczęśliwy i sprowadziłem żródło szczęścia do jej osoby, a nie siebie samego. Po tygodniu złość narastała, nic nie pomagało. W końcu jak podjąłem decyzję, że "wracam do domu" to nagle wstąpiła we mnie lekkość.
Byliście kiedyś w takim stanie? Że coś nagle jakby was wzywało do działania, tak że nie mogliście spać ani funkcjonować normalnie dopóki tego nie zrobicie? Czuję się dosłownie jakby coś mnie tam przyzywało...
Udało mi się znaleźć fantastyczne mieszkanie w mojej ukochanej dzielnicy, firma zgodziła się na przeniesienie. Generalnie kipię energią. Jutro przewożę ostatnie rzeczy i się wprowadza. Jedyne tylko co mnie zastanawia, że w sumie działam od tego czasu jak na jakimś autopilocie, bez żadnego planu i tyle. Nie mam żadnego planu, że teraz będę robił po powrocie do domu to i to. Trochę nawet działam bezmyślnie, ale cieszę się, choć dziwne jest takie uczucie, że nie wiem co mnie czeka dalej i jakoś mnie to nie przeraża.