Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 53 ]

1 Ostatnio edytowany przez pelniaradosci (2019-05-22 15:13:11)

Temat: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Doświadczyłam prawdziwego cudu. Jest nim właśnie miłosierdzie Boże, które ogarnia każdego, nikogo nie opuści. Jest codziennie, nieustannie darem dla nas. Chcę podzielić się z Tobą moim świadectwem.

Prawie dwa lata temu przyszłam do kościoła, za wstawiennictwem św. Faustyny. Nie było mnie tam 8 lat ( mam 20), nie licząc sporadycznych sytuacji. Zanim to się stało byłam w strasznej rozpaczy z powodu popełnionego zła, którego nie dało się już naprawić, i czułam, że nie ma nadziei. Było ze mną bardzo źle. Właśnie wtedy zwróciłam uwagę na Obraz Jezusa Miłosiernego w domu kogoś z mojej rodziny. Ogarniała mnie jakby...ufność. Potem przyszłam do kościoła przez przypadek i ufność była coraz mocniejsza. (kilka miesięcy później, już przyjmując Komunię, przeczytałam w "Dzienniczku" dialog Boga z duszą pogrążoną w rozpaczy i to było to, co wtedy działo się ze mną. Podczas czytania nie musiałam analizować- płakałam z wdzięczności.) Jeszcze przed spowiedzią kupiłam modlitewnik św. Faustyny wraz z medalikiem, chciałam coś o tematyce religijnej i akurat się znalazło.... nie wiedziałam nawet kto to św. Faustyna. Później dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego wraz ze słowami koronki do Miłosierdzia Bożego. Zaczęłam odmawiać, bo jak dostałam, to wypada... Podczas koronki czułam radość nie do opisania, teraz wiem, że potrzebowałam Bożego Miłosierdzia rozpaczliwie- dla mnie to był naprawdę ostatni ratunek. Dla mnie to nie była po prostu modlitwa, od tego zależało moje szczęście w przyszłości. Pewnego dnia pomyślałam- "Jutro jadę do księdza którego wybrałam jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być". Oczywiście spowiadałam się i zdanie, jakie usłyszałam zostanie w moim sercu:"Nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił". Dowiedziałam się też, że ten dzień, dzień mojej spowiedzi to 5 października- liturgiczne wspomnienie św. Faustyny...

Dlatego to piszę, właśnie po to, żeby Ci powiedzieć, że nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił, jeśli zaufasz Jego Miłosierdziu, jeśli przyjdziesz do sakramentu spowiedzi.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez adda-m (2019-05-23 22:49:38)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
pelniaradosci napisał/a:

Doświadczyłam prawdziwego cudu. Jest nim właśnie miłosierdzie Boże, które ogarnia każdego, nikogo nie opuści. Jest codziennie, nieustannie darem dla nas. Chcę podzielić się z Tobą moim świadectwem.

Prawie dwa lata temu przyszłam do kościoła, za wstawiennictwem św. Faustyny. Nie było mnie tam 8 lat ( mam 20), nie licząc sporadycznych sytuacji. Zanim to się stało byłam w strasznej rozpaczy z powodu popełnionego zła, którego nie dało się już naprawić, i czułam, że nie ma nadziei. Było ze mną bardzo źle. Właśnie wtedy zwróciłam uwagę na Obraz Jezusa Miłosiernego w domu kogoś z mojej rodziny. Ogarniała mnie jakby...ufność. Potem przyszłam do kościoła przez przypadek i ufność była coraz mocniejsza. (kilka miesięcy później, już przyjmując Komunię, przeczytałam w "Dzienniczku" dialog Boga z duszą pogrążoną w rozpaczy i to było to, co wtedy działo się ze mną. Podczas czytania nie musiałam analizować- płakałam z wdzięczności.) Jeszcze przed spowiedzią kupiłam modlitewnik św. Faustyny wraz z medalikiem, chciałam coś o tematyce religijnej i akurat się znalazło.... nie wiedziałam nawet kto to św. Faustyna. Później dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego wraz ze słowami koronki do Miłosierdzia Bożego. Zaczęłam odmawiać, bo jak dostałam, to wypada... Podczas koronki czułam radość nie do opisania, teraz wiem, że potrzebowałam Bożego Miłosierdzia rozpaczliwie- dla mnie to był naprawdę ostatni ratunek. Dla mnie to nie była po prostu modlitwa, od tego zależało moje szczęście w przyszłości. Pewnego dnia pomyślałam- "Jutro jadę do księdza którego wybrałam jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być". Oczywiście spowiadałam się i zdanie, jakie usłyszałam zostanie w moim sercu:"Nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił". Dowiedziałam się też, że ten dzień, dzień mojej spowiedzi to 5 października- liturgiczne wspomnienie św. Faustyny...

Dlatego to piszę, właśnie po to, żeby Ci powiedzieć, że nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił, jeśli zaufasz Jego Miłosierdziu, jeśli przyjdziesz do sakramentu spowiedzi.

Zaufaj Bogu. Szczęścia życzę.

KONIEC.

3

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Wiara czyni cuda. Bez sarkazmu i złośliwości.

facet po przejściach

4

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

adda-m, mam nadzieję, że wytrwamy wszyscy w ufności, bo ona jest źródłem przepięknych łask.

Bardzo polecam też modlitwę do św. Rity ("w sprawach trudnych i beznadziejnych"). Pomogła mojemu dziadkowi w chorobie nowotworowej, również sakrament namaszczenia chorych, który duchowo umacnia chorego, czasem nawet uzdrawia.
Z Panem Jezusem.

5

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

A ja znam kilka osób, które z pewnością modliły się szczerze, długo i systematycznie w różnych intencjach, głównie o zdrowie i zżycie i miłosierdzia ani żadnych łask nie dostąpiły.
Ich najbliżsi lub/i oni sami  w wieku od noworodka do sędziwego zmarli w cierpieniach, inne sprawy też się nie poukładały.

I znam osoby, które nigdy się nie modliły ani nikt za nich i wygrały z chorobą, poszczęściło im się w życiu itp.

Uważam więc, że to los szczęścia, jednemu się wiedzie a drugiemu nie.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

6

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Kleoma napisał/a:

A ja znam kilka osób, które z pewnością modliły się szczerze, długo i systematycznie w różnych intencjach, głównie o zdrowie i zżycie i miłosierdzia ani żadnych łask nie dostąpiły.
Ich najbliżsi lub/i oni sami  w wieku od noworodka do sędziwego zmarli w cierpieniach, inne sprawy też się nie poukładały.

Hah. Ja na ten przykład.
Po śmierci bliskich już nie jestem w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek energii do niczego, co kojarzy się z Bogiem i modlitwą.
Śmieszne jest to, że też przeżyłam "nawrócenie" kilka lat temu. Co ciekawe, takie nawrócenia zawsze są bardzo emocjonalne. Jakby wywalić emocje to i nawrócenia by nie było.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

7

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Pomyliłem Cię z kimś innym, dlatego edytowałem swoja "wypowiedz". Edytowałem parę już swoich wypowiedzi nie lubię się uzewnętrzniać. Pierwszy raz za to przepraszam. Pisałem o Buddyzmie jak o błędnej drodze, ślepej, bo taka ona jest. Jeżeli na przykład ktoś chciałby rozwinąć się we własnej percepcji i dąży do tego, to musi zrozumieć że mechanizmy z których jesteśmy zbudowani nie da się oszukać. Jeżeli mózg odłączysz od realnego bytu, stworzy sobie inny nierealny, bo tak mózg działa. Udowodniono to. Dla mnie samego to właśnie historia opisana w "Motyl i skafander" była kończącą moja zabawę w "odnajdywaniu siebie" w zakamarkach swojego umysłu, bo tak naprawę sięga się tylko do możliwości swojego bytu. Pierwszą książkę jaką przeczytałem w wieku 12~13 lat to "Sobowtór profesora Rawy", nie potrafiłem przeczytać jednej strony, zawroty głowy i bul uniemożliwiały dalsze czytanie, ale nie przestawałem. Codziennie czytałem, aż w końcu przeczytałem w jeden dzień całą, od dechy do dechy. Niesamowicie dumny z siebie byłem. Pokonałem siebie. Choć rozwinąłem się, stara przypadłość zyskała tylko nową miarę, słowa potrafiły się rozbić w umyśle moim że stanowiły tylko dźwięk bez znaczenia i sensu. Niemal o każde słowo które poznałem musiałem walczyć, gdy stawało się tylko dźwiękiem pozbawionym znaczenia, przypominając sobie w kółko i w kółko co ono tak naprawdę znaczy. Sam rozpad osobowości niestety jest poza możliwością opisu. Po prostu, tylko jesteś, nie masz przywiązań rodzinnych, rodzina to tylko osoby z którymi przebywać musisz. Krzyczą biją a i to nic nie znaczą. Wiele prób podoiłem w rozwijaniu się, tak naprawdę skuteczne techniki mogę tyko wskazać opisane w "Peaceful Warrior" a po polsku "Siła spokoju". Choć piszę o nich to tak naprawdę nie poznałem ich z filmu czy książki. Gdy pracowałem bez zabezpieczenia na wysokich rusztowaniach, złapałem się na tym że rutyna odrywa mnie od rzeczywistości i pogrąża w we własnych wyobrażeniach podczas niebezpiecznych prac. Wiec wyrobiłem sobie pewne nawyki i mechanizmy które sprawiały że byłem dokładnie skupiony na tym co robię, tu i teraz. Technika ta jest dobrze opisana w tej książce i przedstawiona w filmie. I ta właśnie technika/podejście -tu i teraz- jest opisana w "Dzienniczku" ś.Faustyny, tyle że połączona jest ona ze ponadzmysłowym/nieziemskim podejściem. Które daje jasno do zrozumienia, że gdy jesteś w zbiorze to tylko element który jest poza zbiorem, może cię od niego odłączyć. Tym 'elementem' Jest Jezus. A w tym właśnie są zawarte prawdy wiary chrześcijańskiej. Nie twierdze że wszystkie poznałem i ogarnąłem, bo to droga którą trzeba przebyć ale kierunek jest nam wskazany. 
Moją ulubią jest "Modlitwa św. Gertrudy".

") Pozdrawiam. 

Kleoma dobrze że awatara zmieniłaś.  smile

KONIEC.

8

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
adda-m napisał/a:

nie potrafiłem przeczytać jednej strony, zawroty głowy i bul uniemożliwiały dalsze czytanie, ale nie przestawałem. Codziennie czytałem, aż w końcu przeczytałem w jeden dzień całą, od dechy do dechy. Niesamowicie dumny z siebie byłem. Pokonałem siebie. Choć rozwinąłem się, stara przypadłość zyskała tylko nową miarę, słowa potrafiły się rozbić w umyśle moim że stanowiły tylko dźwięk bez znaczenia i sensu. Niemal o każde słowo które poznałem musiałem walczyć, gdy stawało się tylko dźwiękiem pozbawionym znaczenia, przypominając sobie w kółko i w kółko co ono tak naprawdę znaczy. Sam rozpad osobowości niestety jest poza możliwością opisu.

To bardzo ciekawe. O jakim procesie tu piszesz?

Z czym było związane to rozbijanie się słów na dźwięki bez znaczenia, na czym polegała walka o poznane słowa?

Masz wrażenie, że tracisz możliwość werbalizacji?

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

9

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Hmmm.. . Postaram się odpisać. Weź pod uwagę to że o sobie pisać nie lubię. I za bardzo nie umiem.
"Masz wrażenie, że tracisz możliwość werbalizacji?" - słowa są dźwiękami, w umyśle też. Więc gdy myślisz nazywamy to 'fonetyzacją'. Gdy czytasz nadajesz dźwięk zapisanemu słowu i z ośrodka(nie wiem jak fachowo się nazywa) 'dźwiękowego', tafia do logicznego w którym rozpoznajesz/rozumiesz treść.
Czyli -wzrok(czytasz)-fonetyzacja(dźwięk)-logika(zrozumienie treści). Można się wyszkolić w technice szybkiego czytania pomijając właśnie 'fonetyzację' czyli pozostaje -wzrok-logika, a takie połączenie przyśpiesz bardzo czytanie. Osoba tak wyszkolona może przeczytać format A4 tekstu w 2-3 sekundy.
Pewnie mi przytrafiła się jakaś forma autyzmu, albo też ADHD, choć ostatnio można wyczytać że taki zespół nadpobudliwości nie istnieje, to jednak opisywany był między innymi jako brak umiejętności skupienia się nad tekstem. Pewnie z powodu zakłócenia przepływu informacji pomiędzy tymi ośrodkami.
Czytałem ten sam tekst codziennie, do momentu gdy miałem dość, przez bul głowy i zawroty. A stopniowo posuwałem się coraz dalej, aż któregoś dnia przeczytałem całą tą książkę A.Szklarskiego "Sobowtór profesora Rawy".
Walka o słowa, to tak trochę na wyrost napisałem, w skrócie. Myśląc/zastanawiając się nad czymś traciłem sens potrzebnego słowa, zostawał tylko dźwięk bez logicznego powiązania. Z czasem wyrobiłem sobie 'szybkie przypominanie' albo zastępowanie bo zdarzało się że dopiero po chwili dłuższej wracało do mnie zacznie słowa/wyrazu.
Jest wiele ciekawych opisów jak wygląda proces czytania. Na przykład pewien Japończyk chcąc zakończyć swój żywot wbił w czoło szpikulec do lodu, a ten przechodząc dokładnie pomiędzy obiema półkolami mózgowymi trafia w końcu w szyszynkę i choć przeżył stracił możliwość rozumienia tekstu. Choć czytał poprawnie.
A najciekawsza sprawa związana z czytaniem jest taka, że kiedyś na początku wynalezienia pisma ludzie nie mieli umiejętności cichego czytania w myśli. Żeby tekst zrozumieć musieli wypowiedzieć słowo na głos.
Nie wiem czy taka odpowiedz jest zadowalająca. Teraz takowych problemów nie mam, oprócz gramatyki ale 'olewka' wszystkiego mieć nie można. Wkurza tylko jak jakiś pajac zwymyśla kogoś po nie gramatycznej wypowiedzi, sugerując że matołem się jest. Bo wiem że zrobiłem wszystko żeby lepiej pisać.
Ale odbiega znacznie to od tematu którym jest Miłosierdzie Boże. Kiedyś nie zastanawiałem się wiele nad znaczeniem tych słów, a św.Faustynę znałem tylko z filmu z D.Segdą w roli głównej. Łatwo się jest domyślić że film może i dobry ale nie oddaje pełni i głębi "Dzienniczka". Nawet się cieszę że dopiero niedawno go przeczytałem, bo wcześniej pewnie bym nie zrozumiał tak uduchowionej osoby jak św.Faustyna.

KONIEC.

10

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Kiedy mój brat miał wypadek w 2009 chodziłam do kościoła niemal codziennie przez kilka lat, poszłam na piechotę do Częstochowy wyłącznie w tej intencji. Chodziłam do spowiedzi, prosiłam nie o uzdrowienie, ale o miłosierdzie. Bo od 10 lat on leży całkowicie sparaliżowany, zdany na łaskę ludzi dookoła, nie mogąc decydować o niczym, nawet o tym, jak leży i czy akurat nie leży na odleżynach, traktowany przez służbę zdrowia jak przedmiot, którym niestety trzeba się zająć, odrzucony przez całą moją rodzinę oprócz moich rodziców. Samotna, biedna roślinka. Nie dostąpiłam zaszczytu miłosierdzia i moja rodzina też nie mimo wielu wielu lat chodzenia do kościoła i głębokiej wiary przed i po wypadku.
Kiedy przyszła złość na taki los, ostateczna rozpacz, gdy czułam, że moja dusza się rozpada na kawałki, nie dostałam magicznego objawienia, że wszystko będzie dobrze.
Więc nie wierzę w miłosierdzie. Widzę tylko ślepy los.

If you can be anything, be kind.

11 Ostatnio edytowany przez Okonek56 (2019-05-29 10:53:37)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Kiedy mój brat miał wypadek w 2009 chodziłam do kościoła niemal codziennie przez kilka lat, poszłam na piechotę do Częstochowy wyłącznie w tej intencji. Chodziłam do spowiedzi, prosiłam nie o uzdrowienie, ale o miłosierdzie. Bo od 10 lat on leży całkowicie sparaliżowany, zdany na łaskę ludzi dookoła, nie mogąc decydować o niczym, nawet o tym, jak leży i czy akurat nie leży na odleżynach, traktowany przez służbę zdrowia jak przedmiot, którym niestety trzeba się zająć, odrzucony przez całą moją rodzinę oprócz moich rodziców. Samotna, biedna roślinka. Nie dostąpiłam zaszczytu miłosierdzia i moja rodzina też nie mimo wielu wielu lat chodzenia do kościoła i głębokiej wiary przed i po wypadku.
Kiedy przyszła złość na taki los, ostateczna rozpacz, gdy czułam, że moja dusza się rozpada na kawałki, nie dostałam magicznego objawienia, że wszystko będzie dobrze.
Więc nie wierzę w miłosierdzie. Widzę tylko ślepy los.

Przeczytałem twój post i twoje podejscie jest niezrozumiale? Wyglada na to jakbys prowadzila jakies targi jednostronnie ustalajac zasady. Faktycznie spotkał was ciężki los ale spotkał on przede wszystkim twojego brata i ktos konkretnie jest za to odpowiedzialny. Ty "prosilas" o uzdrowienie a i tak nie wierzysz jakbys nie wiedziala ze to wiara uzdrawia. Brakuje Ci tez perpektywy bo:

poszlas na pielgrzymke raz i teraz wyobraz sobie ile km dziennie chodzily nasze babki bo moja ze 20 pomnoz to przez dni w roku potem lata i zobaczysz "jak wiele zrobilas"

chodzilas do spowiedzi prosilas itd... ale kazdy praktykujacy chrzescijanin tak robi a tez spotykaja nas rozne zdarzenia

czy codziennie odmawiasz rozaniec i koronke do milosierdzia z ufnoscia i oddaniem jak to robi wiele ludzi? nie na zasadzie cos za cos jakbys laske robila?

Nie rozumiesz tez chyba kwestii milosierdzia bo ono dotyczy zbawienia duszy, ostatniej szansy dla czlowieka w obliczu jego bezboznego zycia, moze twoj brat dostal taka szanse, moze twoja rodzina rowniez? czy ja w tej sytuacji waszego cierpienia wykorzystaliscie?

Mialem identyczna sytuacje. Moj kolega ateista zostal zupelnie sparalizowany i podobno niekontaktujacy co bylo bzdura bo widac to bylo po oczach. Tylko kilka osob go nie opuscilo, koledzy w wiekszosci oczywiscie tak, przed wypadkiem rozmawialismy na temat wiary, cos on tam odczuwal, w trakcie procesu smierci i po zdarzylo sie kilka rzeczy ktore sugeruja ze on tego milosierdzia dostapil, ile w tym bylo z tego ze ktos inny za niego sie o milosierdzie modlil, rozumiane jako nawrocenie a nie wyzdrowienie fizyczne? tego dzis sie jeszcze nie dowiemy

Jesli chcialas uzdrowienia ciala trzeba bylo uderzac do lekarzy, jesli duszy do naszego Ojca, jesli o zdrowie ciala do Ojca to takie rzeczy sie zdarzaja u osob gleboko wierzacych, ale nie na zasadzie targów, ale laski, ktorej podwalina jest twoja milosc, sama widzisz jak to jest u Ciebie w rzeczywistosci, i czy chcesz (bez warunkow) taka osoba zostac

Sama pewnie tutaj duzo piszesz jak widac to chyba wiedzialabys co poradzic komus komu ktos oferuje "oddanie, milosc" za cos, nie wspominajac nawet o "poziomie" tego oddania, co bys poradzila np. lekarzowi? sedziemu? policjantowi? ktorym ktos oferowalby milosc za wyleczenie, ulaskawienie, odstapienie od czynnosci? czy taki akt desperacji bylby czyms trwalym na cale zycie?

W tym wszystkim chodzi raczej o cos trwalego na cale zycie a nie dorazne deklaracje czegos czego tak naprawde nie jestesmy w stanie dac

Zupelnie inaczej to wyglada jak kto bezinteresownie angazuje sie np. w wolontariat, pomoc, choćby stałą modlitwę miłosierdzia dla innych, tu się przede wszystkim zmienia wtedy sposób myślenia, poziom oczekiwań, pojawia się poświęcenie, czasem ogromne poświęcenie całego siebie i całego swojego życia? Co ty poświęciłaś?

Wg. mnie wybrałaś łatwą drogę, która nie przyniosła spełnienia oczekiwań

Czy po tych rozważaniach masz jeszcze wątpliwości że mogło być inaczej?

12

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Okonek, na miłość Boską!
Jakim trzeba być człowiekiem, jak bardzo dużo trzeba mieć w sobie pychy, żeby napisać drugiej osobie coś takiego, jak Ty teraz napisałeś.
Każde zdanie tutaj pokazuje idealnie zakłamanie religii katolickiej. Jak możesz komuś powiedzieć, że za mało robi, że źle robi? Nie masz prawa oceniać dramatu drugiego człowieka. Nikt Ci takiego prawa nie dał.

Zastanów się nad sobą zanim zaczniesz oceniać innych, bo możesz bardzo kogoś w ten sposób skrzywdzić.

Kocham takie chrześcijańskie podejście, naprawdę. Spotkałam się z takimi ludźmi jak Ty w momencie, kiedy miałam kryzys wiary i depresję. I wiesz co, nikt z moich katolickich znajomych mi nie pomógł, bo wszyscy rzucali jakimiś ogólnikami w stylu różaniec, koronka, pielgrzymka, a nikomu nie chciało się spróbować porozmawiać, wysłuchać, podać chusteczki czy zabrać na spacer.

Dramat, jak niektórzy są zaślepieni frazesami i myślą, że takie frazesy mogą pomóc komuś, kto przeżywa swój własny dramat.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

13 Ostatnio edytowany przez balin (2019-05-29 11:37:29)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Lady Loka no ja jakoś też nie dostrzegłem wielkiej miłości  do Boga u Monoceros. Jest wielkie roszczenie i zawód.

14 Ostatnio edytowany przez Okonek56 (2019-05-29 11:50:17)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Lady Loka napisał/a:

Okonek, na miłość Boską!
Jakim trzeba być człowiekiem, jak bardzo dużo trzeba mieć w sobie pychy, żeby napisać drugiej osobie coś takiego, jak Ty teraz napisałeś.
Każde zdanie tutaj pokazuje idealnie zakłamanie religii katolickiej. Jak możesz komuś powiedzieć, że za mało robi, że źle robi? Nie masz prawa oceniać dramatu drugiego człowieka. Nikt Ci takiego prawa nie dał.

Zastanów się nad sobą zanim zaczniesz oceniać innych, bo możesz bardzo kogoś w ten sposób skrzywdzić.

Kocham takie chrześcijańskie podejście, naprawdę. Spotkałam się z takimi ludźmi jak Ty w momencie, kiedy miałam kryzys wiary i depresję. I wiesz co, nikt z moich katolickich znajomych mi nie pomógł, bo wszyscy rzucali jakimiś ogólnikami w stylu różaniec, koronka, pielgrzymka, a nikomu nie chciało się spróbować porozmawiać, wysłuchać, podać chusteczki czy zabrać na spacer.

Dramat, jak niektórzy są zaślepieni frazesami i myślą, że takie frazesy mogą pomóc komuś, kto przeżywa swój własny dramat.

Jesli jestes przeciwna wierze i walczysz z nia (co chyba jasno wynika z tego co piszesz) to jasne ze to co napisalem Cie razi. Nie oceniam tez autorki (ona sama musi dokonac swojej oceny) tylko pokazuje "absurd" wiary czy modlitwy cos za cos i co z tego wynika. Poza tym to jasne ze zywa wiara ma swoj jezyk, ze oparta jest na milosci i oddaniu zupelnie tak samo jak zywe malzenstwo vs. martwe malzenstwo. Jakim niby jezykiem ma sie operowac? Twoim? Zastanow sie. Co innego jednak czyny. Pokazalem np. ze autorka nie zrobila nic wyjatkowego czego by nie robil kazdy inny praktykujacy chrzescijanin. A jednak swoja wiare utracila bo oparla ja na swojej jednostronnej deklaracji cos za cos. A jesli uwazala ze zywa wiara to klepanie czegos to sie po prostu pomylila albo zle to postrzegala.

15

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Okonek56 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Okonek, na miłość Boską!
Jakim trzeba być człowiekiem, jak bardzo dużo trzeba mieć w sobie pychy, żeby napisać drugiej osobie coś takiego, jak Ty teraz napisałeś.
Każde zdanie tutaj pokazuje idealnie zakłamanie religii katolickiej. Jak możesz komuś powiedzieć, że za mało robi, że źle robi? Nie masz prawa oceniać dramatu drugiego człowieka. Nikt Ci takiego prawa nie dał.

Zastanów się nad sobą zanim zaczniesz oceniać innych, bo możesz bardzo kogoś w ten sposób skrzywdzić.

Kocham takie chrześcijańskie podejście, naprawdę. Spotkałam się z takimi ludźmi jak Ty w momencie, kiedy miałam kryzys wiary i depresję. I wiesz co, nikt z moich katolickich znajomych mi nie pomógł, bo wszyscy rzucali jakimiś ogólnikami w stylu różaniec, koronka, pielgrzymka, a nikomu nie chciało się spróbować porozmawiać, wysłuchać, podać chusteczki czy zabrać na spacer.

Dramat, jak niektórzy są zaślepieni frazesami i myślą, że takie frazesy mogą pomóc komuś, kto przeżywa swój własny dramat.

Jesli jestes przeciwna wierze i walczysz z nia (co chyba jasno wynika z tego co piszesz) to jasne ze to co napisalem Cie razi. Nie oceniam tez autorki (ona sama musi dokonac swojej oceny) tylko pokazuje "absurd" wiary czy modlitwy cos za cos i co z tego wynika. Poza tym to jasne ze zywa wiara ma swoj jezyk, ze oparta jest na milosci i oddaniu zupelnie tak samo jak zywe malzenstwo vs. martwe malzenstwo. Jakim niby jezykiem ma sie operowac? Twoim? Zastanow sie. Co innego jednak czyny. Pokazalem np. ze autorka nie zrobila nic wyjatkowego czego by nie robil kazdy inny praktykujacy chrzescijanin. A jednak swoja wiare utracila bo oparla ja na swojej jednostronnej deklaracji cos za cos. A jesli uwazala ze zywa wiara to klepanie czegos to sie po prostu pomylila albo zle to postrzegala.

Okonku, nic o mnie nie wiesz. Wiesz tyle, co napiszę czyli tyle, co chcę. Wiec też pojęcia nie masz, jaka jest moja wiara i czy z nią walczę czy nie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

16

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Owszem w tym momencie jest zawód i roszczenia. W momencie, kiedy to wszystko przeżywałam, chciałam jedynie ulgi w cierpieniu, nie oczekiwałam nagłego uzdrowienia tylko pocieszenia. Nie jestem w stanie zliczyć, ile godzin spędziłam na modlitwach, koronkach, spowiedziach, w kościele, na rozmowach z księżami. I to nie w postawie roszczeniowej, bo wtedy byłam bardzo przywiązana do tego, że nie mogę od boga wymagać, mogę tylko prosić. Starałam się na 100% i z taką świadomością, jaką miałam - a wydaje mi się, że była dość szeroka, bo od wielu lat byłam zapaloną katoliczką, żyjącą wiarą, starająca się spełniać wszystkie przykazania, czytającą Biblę, chodzącą na wszelkiego rodzaju nabożeństwa majowe, nie rozstawałam się z różańcem, słuchałam wykładów np. Szustaka czy Pawlukiweicza. Mogłabym wypisać więcej, ale zarzucicie mi, że próbuję się targować. Może nie chcecie zrozumieć - wszyscy, którzy mnie wtedy znali uznawali mnie za dziewczynę zmierzającą do zakonu, ale tak nie było. Po prostu żyłam wiarą, dla mnie to było proste.
Oczywiście, możecie mi nie wierzyć w autentyczność tego co piszę, ale tak jak znam siebie i znam świat to zrobiłam wszystko wszystko co w mojej wtedy mocy i w moim rozumieniu. Trochę niezrozumiałe jest głoszenie tego miłosierdzia po czasie, kiedy prosisz o tak niewiele dla siebie i dla swojej rodziny przez kilka lat na kolanach, poświęcając czas i nie możesz liczyć na coś, co przyniesie ci jakąkolwiek ulgę. Doświadczyłam wtedy opuszczenia, samotności i bezgranicznej rozpaczy. Żaden rodzic, żadna kochająca osoba by tego nie zniosła. Tu był mój pierwszy krok do rozstania się z ideą kochającego boga. Potem poszło.
Być może jest to roszczeniowe. Ale cóż za sens mieć kochającego boga w sercu na którego nie można liczyć w takiej sytuacji?

If you can be anything, be kind.

17

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Po prostu żyłam wiarą, dla mnie to było proste.

Raczej religijnością.

18

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
balin napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Po prostu żyłam wiarą, dla mnie to było proste.

Raczej religijnością.

Ech, nie widzę różnicy. Dla mnie to były przeżycia duchowe, jakkolwiek kto je rozumie. Teraz wiem, że jest to zbliżone do tego, co przeżywają ludzie w medytacji czy mindfulness. Poczucie, że "ktoś" mnie słucha, rozumie, kocha itd. były ważne.

If you can be anything, be kind.

19

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Lady Loka napisał/a:

Zastanów się nad sobą zanim zaczniesz oceniać innych, bo możesz bardzo kogoś w ten sposób skrzywdzić.

Kocham takie chrześcijańskie podejście, naprawdę. Spotkałam się z takimi ludźmi jak Ty w momencie, kiedy miałam kryzys wiary i depresję. I wiesz co, nikt z moich katolickich znajomych mi nie pomógł, bo wszyscy rzucali jakimiś ogólnikami w stylu różaniec, koronka, pielgrzymka, a nikomu nie chciało się spróbować porozmawiać, wysłuchać, podać chusteczki czy zabrać na spacer.

Dramat, jak niektórzy są zaślepieni frazesami i myślą, że takie frazesy mogą pomóc komuś, kto przeżywa swój własny dramat.

Jeszcze lepiej jest, kiedy te frazesy przyjmują formę: "widocznie to jest dla ciebie najlepsze", "nie ma żadnych przypadków", albo coś podobnego. Abo ludzie w ogóle się dziwią, że oczekiwałabyś czegoś innego niż cierpienia,  którego końca nie widać : )
Tak, osoby, które uważają się za głęboko wierzące, potrafią być bardzo bezduszne wobec bliźniego swego. Tylko nie przenosiłabym tego na wyobrażenia o Bogu, bo tak naprawdę nic nie wiemy o tym, dlaczego On w jakichś sytuacjach nie odpowiada.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

20 Ostatnio edytowany przez adda-m (2019-06-02 15:57:50)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Owszem w tym momencie jest zawód i roszczenia. W momencie, kiedy to wszystko przeżywałam, chciałam jedynie ulgi w cierpieniu, nie oczekiwałam nagłego uzdrowienia tylko pocieszenia. Nie jestem w stanie zliczyć, ile godzin spędziłam na modlitwach, koronkach,...

Ponieważ piszesz że nie szukasz nagłego uzdrowienia, jedynie pocieszenia i chciałaś ulgę poczuć a że w następnej odpowiedzi zrównałaś modlitwę z medytacją, podzielę się paroma wskazówkami w kwestii koronki Bożego Miłosierdzia. Bo
wielu źle odmawia tę modlitwę.
"Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa"
W zły sposób niektórzy słowa te interpretują, bo ofiarują/oddają swoje ciało i krew, duszę w zrozumieniu że 'całego siebie', a następnie w słowach "i Bóstwo najmilszego Syna Twojego" akceptują/uznają i przyjmują Pana naszego i Boga Jezusa Chrystusa.
Należy ofiarować - Ciało i Krew, Duszę-(Pana Jezusa) i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa.
A dopiero na końcu tej modlitwy, patrząc na obraz Jezusa Miłosiernego zwracać się do NIEGO słowami:
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. W tych słowach akceptując/przyjmując/uznając Jezusa, Pana i Boga.

Piszesz że wiele razy tę modlitwę odmawiałaś, więc wiesz że godzina 15-sta jest godziną Miłosierdzia. Ale może nie wszyscy wiedzą że wtedy modlitwa ta ma największe znaczenie. Kto mieszka w Krakowie ma możliwość odwiedzania sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Kto nie mieszka, jest strona z transmisją online faustyna.pl Odmawiaj w ten sposób koronkę.

KONIEC.

21

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

adda-m
Zainteresowalo mnie to, co piszesz o problemach z czytaniem. I z doborem slow, jak zrozumialam. Masz jakis problem neurologiczny - w jaki sposob powiazales to z religia?
Ksiazke Szklarskiego czytalam jako dziecko, to latwa lektura. Wiec skad trudnosci?
Umiem czytac pomijajac fonetyke, a nawet jezyk. Samo sie zrobilo. Z rosyjskim tylko nie dziala - cyrylica nie wchodzi latwo, i wiem ze czytam po rosyjsku.Tez jestem troche autystykiem, a w kazdym razie typem aspolecznym.

22

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
pelniaradosci napisał/a:

Doświadczyłam prawdziwego cudu. Jest nim właśnie miłosierdzie Boże, które ogarnia każdego, nikogo nie opuści. Jest codziennie, nieustannie darem dla nas. Chcę podzielić się z Tobą moim świadectwem.

Prawie dwa lata temu przyszłam do kościoła, za wstawiennictwem św. Faustyny. Nie było mnie tam 8 lat ( mam 20), nie licząc sporadycznych sytuacji. Zanim to się stało byłam w strasznej rozpaczy z powodu popełnionego zła, którego nie dało się już naprawić, i czułam, że nie ma nadziei. Było ze mną bardzo źle. Właśnie wtedy zwróciłam uwagę na Obraz Jezusa Miłosiernego w domu kogoś z mojej rodziny. Ogarniała mnie jakby...ufność. Potem przyszłam do kościoła przez przypadek i ufność była coraz mocniejsza. (kilka miesięcy później, już przyjmując Komunię, przeczytałam w "Dzienniczku" dialog Boga z duszą pogrążoną w rozpaczy i to było to, co wtedy działo się ze mną. Podczas czytania nie musiałam analizować- płakałam z wdzięczności.) Jeszcze przed spowiedzią kupiłam modlitewnik św. Faustyny wraz z medalikiem, chciałam coś o tematyce religijnej i akurat się znalazło.... nie wiedziałam nawet kto to św. Faustyna. Później dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego wraz ze słowami koronki do Miłosierdzia Bożego. Zaczęłam odmawiać, bo jak dostałam, to wypada... Podczas koronki czułam radość nie do opisania, teraz wiem, że potrzebowałam Bożego Miłosierdzia rozpaczliwie- dla mnie to był naprawdę ostatni ratunek. Dla mnie to nie była po prostu modlitwa, od tego zależało moje szczęście w przyszłości. Pewnego dnia pomyślałam- "Jutro jadę do księdza którego wybrałam jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być". Oczywiście spowiadałam się i zdanie, jakie usłyszałam zostanie w moim sercu:"Nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił". Dowiedziałam się też, że ten dzień, dzień mojej spowiedzi to 5 października- liturgiczne wspomnienie św. Faustyny...

Dlatego to piszę, właśnie po to, żeby Ci powiedzieć, że nie ma takiego grzechu, którego Pan Jezus by nie odpuścił, jeśli zaufasz Jego Miłosierdziu, jeśli przyjdziesz do sakramentu spowiedzi.

Wspaniałe świadectwo Autorko! Warto dzielić się takimi przeżyciami i wiarą. Świat dziś rozpaczliwie potrzebuje słyszeć o Bożym Miłosierdziu, wielkim i bezgranicznym, jak piszesz. Szkoda, że wiele osób nie rozumie, że chodzi tu o Miłosierdzie Boga dla grzesznej, lecz skruszonej biednej żałującej i pokutującej duszy, którą ratuje przed najgorszym - przed wiecznym potępieniem w piekle. Wszystkie cierpienia i choroby fizyczne są niczym wobec cierpień grzesznej duszy po śmierci - i to przed tym Bóg chce nas ocalić. Tylko, że my też musimy tego chcieć i o to zabiegać, bo Bóg nie działa na siłę.

23

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Kiedy mój brat miał wypadek w 2009 chodziłam do kościoła niemal codziennie przez kilka lat, poszłam na piechotę do Częstochowy wyłącznie w tej intencji. Chodziłam do spowiedzi, prosiłam nie o uzdrowienie, ale o miłosierdzie. Bo od 10 lat on leży całkowicie sparaliżowany, zdany na łaskę ludzi dookoła, nie mogąc decydować o niczym, nawet o tym, jak leży i czy akurat nie leży na odleżynach, traktowany przez służbę zdrowia jak przedmiot, którym niestety trzeba się zająć, odrzucony przez całą moją rodzinę oprócz moich rodziców. Samotna, biedna roślinka. Nie dostąpiłam zaszczytu miłosierdzia i moja rodzina też nie mimo wielu wielu lat chodzenia do kościoła i głębokiej wiary przed i po wypadku.
Kiedy przyszła złość na taki los, ostateczna rozpacz, gdy czułam, że moja dusza się rozpada na kawałki, nie dostałam magicznego objawienia, że wszystko będzie dobrze.
Więc nie wierzę w miłosierdzie. Widzę tylko ślepy los.

Monoceros ! Zapewniam Cię, że wszystkie Twoje modlitwy, cierpienia i wyrzeczenia, smutek i żal, współczucie dla brata, cały ten krzyż nie poszedł na marne! Bóg w swoim wielkim Miłosierdziu i Dobroci wie co robi. Zaufaj Mu po prostu. Nie gniewaj się i nie odwracaj przez to, że nie widzisz efektów swoich modlitw. Na ciele doznał szkody i nie został od niej wyzwolony, mimo próźb, ale zapewniam Cię, że Twoje modlitwy pomogły mu duchowo. To na pewno. Brat będzie Ci kiedyś za to baaardzo wdzięczny. Być może Bóg daje mu doznać czyśćca tu na ziemi, chce posłużyć się jego cierpieniem dla ratowania dusz grzeszników, a jego zabrać kiedyś prosto do Nieba, już bez cierpień. To wielka łaska. Pozdrawiam Cię serdecznie !

24 Ostatnio edytowany przez adda-m (2019-06-03 23:18:09)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
femte napisał/a:

adda-m
Zainteresowalo mnie to, co piszesz o problemach z czytaniem. I z doborem slow, jak zrozumialam. Masz jakis problem neurologiczny - w jaki sposob powiazales to z religia?
Ksiazke Szklarskiego czytalam jako dziecko, to latwa lektura. Wiec skad trudnosci?
Umiem czytac pomijajac fonetyke, a nawet jezyk. Samo sie zrobilo. Z rosyjskim tylko nie dziala - cyrylica nie wchodzi latwo, i wiem ze czytam po rosyjsku.Tez jestem troche autystykiem, a w kazdym razie typem aspolecznym.

Ja w tym nic ciekawego nie widzę. Mądra jesteś, fajnie. Zapytał bym ; a kiedy religia wiarą się staje? Ale, aż się boję odpowiedzi. Zacznij się modlić to otworzysz się trochę na ludzi, doświadczenie.

KONIEC.

25

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Owszem w tym momencie jest zawód i roszczenia. W momencie, kiedy to wszystko przeżywałam, chciałam jedynie ulgi w cierpieniu, nie oczekiwałam nagłego uzdrowienia tylko pocieszenia. Nie jestem w stanie zliczyć, ile godzin spędziłam na modlitwach, koronkach, spowiedziach, w kościele, na rozmowach z księżami. I to nie w postawie roszczeniowej, bo wtedy byłam bardzo przywiązana do tego, że nie mogę od boga wymagać, mogę tylko prosić. Starałam się na 100% i z taką świadomością, jaką miałam - a wydaje mi się, że była dość szeroka, bo od wielu lat byłam zapaloną katoliczką, żyjącą wiarą, starająca się spełniać wszystkie przykazania, czytającą Biblę, chodzącą na wszelkiego rodzaju nabożeństwa majowe, nie rozstawałam się z różańcem, słuchałam wykładów np. Szustaka czy Pawlukiweicza. Mogłabym wypisać więcej, ale zarzucicie mi, że próbuję się targować. Może nie chcecie zrozumieć - wszyscy, którzy mnie wtedy znali uznawali mnie za dziewczynę zmierzającą do zakonu, ale tak nie było. Po prostu żyłam wiarą, dla mnie to było proste.
Oczywiście, możecie mi nie wierzyć w autentyczność tego co piszę, ale tak jak znam siebie i znam świat to zrobiłam wszystko wszystko co w mojej wtedy mocy i w moim rozumieniu. Trochę niezrozumiałe jest głoszenie tego miłosierdzia po czasie, kiedy prosisz o tak niewiele dla siebie i dla swojej rodziny przez kilka lat na kolanach, poświęcając czas i nie możesz liczyć na coś, co przyniesie ci jakąkolwiek ulgę. Doświadczyłam wtedy opuszczenia, samotności i bezgranicznej rozpaczy. Żaden rodzic, żadna kochająca osoba by tego nie zniosła. Tu był mój pierwszy krok do rozstania się z ideą kochającego boga. Potem poszło.
Być może jest to roszczeniowe. Ale cóż za sens mieć kochającego boga w sercu na którego nie można liczyć w takiej sytuacji?

Myślę, że jedną z najważniejszych wykładni tego co przeżywałaś była "rozłąka" z bratem a jednocześnie brak możliwości przeżycia tej żałoby, bo brat wciąż żyje. W mojej sytuacji odczuwałem podobnie. Kiedy kolega leżał sparaliżowany przez rok, zanim umarł, najpierw była walka o warunki dla niego, nadzieja, że nagle ozdrowieje, itp. Potem w stanie już beznadziejnym skończył na takim oddziale gdzie pielęgnuje się takie osoby. Mocno to przeżywałem, zwłaszcza że dość często się spotykaliśmy a tu przestał do mnie przychodzić. Odwiedzałem go. Popadłem w apatię i zaniedbałem wiele spraw. Po jego śmierci ona się nie zmieniła, dopiero jak mi się przyśnił i mnie pocieszył po pół roku poczułem się lepiej. Przed samą smiercią jego praktycznie przestałem go odwiedzać, starałem się zrzucić z siebie ten ciężar. Nigdy jednak nie pomyślałem, że mogę się na kogoś obrażać za jego stan. On sam się do tego przyczynił. Nie oczekiwałem uzdrowienia ciała ale tego aby jego dusza była zbawiona. Bardzo prawdopodobnie tak się stało, bo w tym okresie zaczął się zastanawiać nad pewnymi sprawami. Być może jego śmierć a wcześniej paraliż był wyrazem Bożego Miłosierdzia dla Jego duszy, aby miał szanse na zbawienie.

Ty to też przeżywałaś, wiele razy otrzymywałaś pocieszenie ale było Ci tego za mało. Chciałaś więcej, oczekiwałaś cudu wg. swojego wyobrażenia. Zanegowałaś Boże Miłosierdzie mimo że nie masz pojęcia czy ono nastąpiło czy nastąpi, nie w kwestii uzdrowienia ciała ale duszy, twojej, rodziców, jego, itp. Tu chyba nie zrozumiałaś ostatecznie kwestii cierpienia. Są takie wydawnictwa gdzie jest opisane że czasami dusza ktora się zradza w ciele, sama zgadza się na jakieś cierpienia w życiu dla siebie i dla innych. Przykładowo czytałem o dwóch braciach, z których jeden był niepełnosprawny bez żadnego powodu, to miało służyć nauce miłości między nimi. Gdzie indziej czytałem wywiad z Marią Simą, która mówiła o duszy matki dwóch chłopców, gdzie ta matka chorowała i cierpiała na serce, wcześnie umierając. Po zapytaniu się dlaczego tak cierpiała, otrzymała odpowiedz, że to było po to, aby uratować chociaż jednego! syna przed potępieniem.

Nie znamy tez roznych losów, przeznaczenia. Np. moj kolega bez wypadku i paralizu prawdopodobnie nie wytrwalby długo w swojej przemianie. Twoj brat rownie dobrze moze pracowac na wasze, swoje zbawienie, moze to tez byc wyraz milosierdzia jak mial przeznaczone zrobic cos strasznego, zlego a teraz nie moze. Moze to go uratowalo przed potepieniem?

To jak ty do tego podchodzisz jest kwestią twojego wyboru. Setki ludzie cierpi bardziej, setki mniej, kazdy otrzymuje to co moze udzwignac. W tych samych sytuacjach ludzie postepuja bardzo roznie. A nadzieje na cos nie moze byc wymaganiem, zmuszaniem kogos do czegos za cos. Otrzymywalas wiele razy pocieszenie w ogromnym bolu, ktory sama sobie sprawilas, w sytuacji rozlaki z bratem, to byla twoja ucieczka. Ale i to zanegowalas. Jakbys nie wiedziala ze takie sytuacje najczesciej trwaja do konca zycia, czy to brata, czy twojego. Dlaczego niby mialabys byc wyjatkiem od innych? Czy to ze cos trwa długo (stan brata) oznacza automatycznie negacje pewnych rzeczy bo nasze oczekiwania sie nie spelniaja?

26

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Przecież to jest zwykły mechanizm psychologiczny którym sama sobie usprawiedliwiasz redukcje swojego poczucia winy a nie jakies miłosierdzie mistycznej istoty xD

27 Ostatnio edytowany przez pelniaradosci (2019-06-11 20:36:44)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Tildzia napisał/a:

Przecież to jest zwykły mechanizm psychologiczny którym sama sobie usprawiedliwiasz redukcje swojego poczucia winy a nie jakies miłosierdzie mistycznej istoty xD

Właśnie Twoje niedowierzanie nie przeczy temu, że spotkał mnie cud najpiękniejszy i dostępny codziennie dla każdego.
Zbyt piękne by było prawdziwe?
Pozdrawiam Cię z radością.

28

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Gdyby tak było, że każdy otrzymuje to, co może udźwignąć to jakie jest wyjaśnienie tego, że jednak nie udźwignęłam?

I wszystkie pełne wyrzutu słowa jakie kierujecie w moją stronę to jest to osławione chrześcijańskie miłosierdzie - nie macie żadnych słów pocieszenia, a jedynie wyrzut, że "byłaś za słaba, za dużo chciałaś". Jak chętnie pokazujecie mi moje grzechy i winy, nie widząc w tym żadnego mojego trudu. Kolejny powód mojego odwrócenia się od ludzi okazujących swoją religijność - wytykają ludziom ich winy, mówią im jak to sami sobie zasłużyli na taki los, ignorując całą resztę o nie ocenianiu. Mam w nosie takie miłosierdzie.

If you can be anything, be kind.

29

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Gdyby tak było, że każdy otrzymuje to, co może udźwignąć to jakie jest wyjaśnienie tego, że jednak nie udźwignęłam?

I wszystkie pełne wyrzutu słowa jakie kierujecie w moją stronę to jest to osławione chrześcijańskie miłosierdzie - nie macie żadnych słów pocieszenia, a jedynie wyrzut, że "byłaś za słaba, za dużo chciałaś". Jak chętnie pokazujecie mi moje grzechy i winy, nie widząc w tym żadnego mojego trudu. Kolejny powód mojego odwrócenia się od ludzi okazujących swoją religijność - wytykają ludziom ich winy, mówią im jak to sami sobie zasłużyli na taki los, ignorując całą resztę o nie ocenianiu. Mam w nosie takie miłosierdzie.

Oczywiscie ze masz w nosie. Tylko ze sa setki ludzi w takich sytuacjach. Choroba w rodzinie to nic niespotykanego. Sam widzialem kilka takich przypadkow, doswiadczylem dwóch, choć to matka była główną opiekunką ocja, a kolegą zajmowali się pielęgniarze i pielegniarki na specjalnym oddziale. Nie musialem wiec wykonywac zbyt wielu czynnosci pielegnacyjnych. Ale typowe jest, ze ludzie w takich sytuacjach opiekuja sie chorym, szukaja roznych metod ulzenia jego cierpieniu, a to zalatwia specjalny materac, a to aparat tlenowy, a to wyprowadza na spacer, a to cos tam innego zorganizuja. Zawsze maja jakis cel. Sa oni czesto zmeczeni, zniecheceni ale "nikt nie zalamuje rak". Lepiej lub gorzej wykonuje swoj obowiazek. Najczesciej zona wobec chorego meza. I nikt nie oczekuje cudu.

Ty wg. mnie jestes przewrazliwiona na swoim punkcie. Poza tym nikt ci jakis grzechow nie wypomina. To twoj kolejny wymysl. A zamiast pisania slow pocieszenia, przynajmniej ja wybralem pisanie prawdy. Po co ci w sumie pocieszenie skoro te, ktore otrzymywalas dzieki modlitwie sama odrzucilas?

Co do dzwigania, to nie chce oceniac twojego "ciezaru". Kazdy ma swoja wrazliwosc. Ale tak jak napisalem Twoja sytuacja, choroby w rodzinie, nie jest czyms wyjatkowym, czyms czego nie doswiadczaja setki innych ludzi. Natomiast sam sens dzwigania czy mozliwosci dzwigania nie implikuje tego, ze kazdy go udzwignie czy zechce udzwignac. To jest wybor samego czlowieka a zapewniam Cie ze sa ciezary w zyciu, ktore przerastaja twoj wielokrotnie. Twoj nie jest niczym wyjatkowym tylko sobie z tym nie poradzilas. Tylko co ma z tym wspolnego Boze Milosierdzie?

30

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Po co mi to piszesz? Czerpiesz przyjemność z tego, że mówisz komuś, że jego trud to "nic wielkiego"? Tego nie rozumiem. Mówię o Twojej oceniającej postawie, niczym więcej. Nie wzrusza mnie to bo rzadko mnie poruszają słowa z internetu. Jak mi piszesz że "nic wielkiego się nie stało" to jest straszne. Ludziom wokół też okazujesz współczucie i miłość mówiąc "inni mają gorzej"? No mają. I? Chyba nikt wtedy nie myśli "inni mają gorzej więc przestaję płakać".
Trud, jaki znosiłam  mając te 20 lat był dla mnie czymś przytłaczającym. Gratulacje, że Ciebie geny/życie/rodzina/środowisko wyposażyły w zasoby do radzenia sobie z chorobą w rodzinie. Ludzie mają różną wrażliwość, mam prawo do mojej i do tego, że coś błahego dla Ciebie może mnie złamać (i w drugą stronę) i to nie jest decyzja.

If you can be anything, be kind.

31 Ostatnio edytowany przez pelniaradosci (2019-06-12 19:28:04)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Monoceros, mój poprzedni post nie był skierowany do Ciebie, tylko do Tildzi, która próbowała tłumaczyć psychologią moje świadectwo. Dużo cierpienia przeżyłaś, chciałabym Cię przytulić, zrobię to w sposób duchowy. Nie wiem, jak Cię pocieszyć, więc po prostu będę o Tobie i bracie pamiętać w modlitwach.

Okonek56, przestań obrażać innych użytkowników w moim temacie o miłosierdziu. Teksty o tym, że "inni mają gorzej" to nie w tym wątku, proszę. Najlepiej też w żadnym innym...

Monoceros, jeśli możesz to napisz mi  imię brata, będę go wtedy powierzać, w różnych nowennach. Wiem, że już w to nie wierzysz. Ale chciałabym się za Was modlić po prostu.

32 Ostatnio edytowany przez Okonek56 (2019-06-13 07:57:46)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Monoceros napisał/a:

Po co mi to piszesz? Czerpiesz przyjemność z tego, że mówisz komuś, że jego trud to "nic wielkiego"? Tego nie rozumiem. Mówię o Twojej oceniającej postawie, niczym więcej. Nie wzrusza mnie to bo rzadko mnie poruszają słowa z internetu. Jak mi piszesz że "nic wielkiego się nie stało" to jest straszne. Ludziom wokół też okazujesz współczucie i miłość mówiąc "inni mają gorzej"? No mają. I? Chyba nikt wtedy nie myśli "inni mają gorzej więc przestaję płakać".
Trud, jaki znosiłam  mając te 20 lat był dla mnie czymś przytłaczającym. Gratulacje, że Ciebie geny/życie/rodzina/środowisko wyposażyły w zasoby do radzenia sobie z chorobą w rodzinie. Ludzie mają różną wrażliwość, mam prawo do mojej i do tego, że coś błahego dla Ciebie może mnie złamać (i w drugą stronę) i to nie jest decyzja.

Nie żyjemy w odosobnieniu dlatego porównanie do innych często definiuje nam różne rzeczy. Dążymy do czegoś bo np. chcemy mieć tak jak inni albo lepiej. Malujemy płot bo i sąsiad maluje. Tak samo jest z chorobami, cierpieniem. To że inni mają tak samo albo gorzej jest faktem, faktem, który pomaga nam zdefiniować własne odczucia. To że inni się nie załamują w takich sytuacjach, mimo że jest im cięzko, karze nam spojrzeć na siebie, czy aby nasze odczucia nie są np. przesadzone, czy nasze cierpienie nie jest czasem wyrazem autoagresji czy automasochizmu, ew. braku zainteresowania nami. Czasami i dla mnie jest to takim wykladnikiem. Np. cos przezywam, cos mnie spotkalo ale widze ze mojego kuzyna spotkalo wczesniej cos podobnego. On juz to przezyl, ma refleksje nad tym, ja reaguje inaczej ale widze jak on postapil, jego przezycia pomagaja mi zrozumiec, on pomaga mi nie zrobic czegos, od czego nie bedzie juz odwrotu. Gdyby tego nie przezyl, nie moglby zapewne nic pomoc. Inny przyklad, sasiadka, ktora od kilku lat choruje (bialaczka szpiku). Ma nawracajace sie "infekcje", ktore nie pozwalaja jej wstac z lozka, a jednak nie zalamuje sie, szuka rozwiazania, usmiechnie sie, i sama powie zyczliwe slowo. To kolejna wykladnia, moge wiec w swoim cierpieniu usmiechac sie i mowic innym zyczliwe slowo, nie skupiac sie na sobie. Moge bo inni moga. Ucze sie od nich.

Co do wyboru. Człowiek ma rozum i wole. Gdyby ich nie mial nie bylo by wyboru. To ze w tej samej sytuacji zachowujesz sie diametralnie inaczej (z uplywem czasu) jest twoim wyborem, bo masz wole i rozum. Oczywiscie charakterologicznie mozesz byc "słaba" dlatego się oddawalas. Ale potem to odrzucilas. Mialas wiec wole w sytuacji odrzucania. Wtedy miałaś a teraz nie masz? A moze poddalas sie czemus innemu, co cie odciaga od tego co bylo wczeniej? I zwatpieniu. Ale tak przeciec dziala zlo. Jest inteligentne i dobrze nas zna. Efekt widac. Zastanow sie. W jednej sytuacji te wole masz a w innej twierdzisz ze nie masz. Cos steruje twoim zyciem? Czy moze ty sama jednak podejmujesz decyzje?

pelniaradosci napisał/a:

Okonek56, przestań obrażać innych użytkowników w moim temacie o miłosierdziu. Teksty o tym, że "inni mają gorzej" to nie w tym wątku, proszę. Najlepiej też w żadnym innym...

A ja Ci powiem. Ogarnij sie. Do czego to dochodzi, ze ktos komus zabrania pisac, myslec, oddychac, zyc Prezentujesz jakis nowy totalitaryzm? Jedyne słuszne zdanie? Pycha cie ogarnia? Pamietaj ze to najwiekszy grzech. Wielu potencjalnie swietych sie na tym przejechalo, nie mowiac o aniolach a byli madrzejsi od nas. Poza tym okazuje sie, ze dzis ludzie traktuja inne zdanie, cos z czym sie nie zgadzaja jako agresje w stosunku do nich. To moze tlumaczyc twoje wyssane z palca twierdzenie o obrazaniu. Obrazac owszem mozna, stosujac epitety, wysmiewanie. Tu nic takiego nie ma miejsca. Moze Cie cos razic, z czyms sie mozesz nie zgadzac ale to w niczym nie usprawiedliwia twoich twierdzen. Skąd wiec agresja w tym co piszesz? Zastanów się nad tym bo to przecież coś pokazuje. Nawet jeśli tylko tobie samej.

33

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Okonek, z Ciebie to pycha aż się wylewa.
A brak empatii pokazujesz na każdym kroku. Każdy jest inny i różne rzeczy przeżywa w różny sposób. Jeden się załamie chorobą, inny będzie pocieszał wszystkich dookoła. Żaden z nich nie jest lepszy ani gorszy od drugiego.
Nie masz prawa nikomu powiedzieć, że przeżywa coś bo jest słaby. Każsy człowiek jest słaby na swój sposób. Każdy ma też prawo do wyrażania własnych emocji tak, jak tego potrzebuje.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

34

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
pomocna_88 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Kiedy mój brat miał wypadek w 2009 chodziłam do kościoła niemal codziennie przez kilka lat, poszłam na piechotę do Częstochowy wyłącznie w tej intencji. Chodziłam do spowiedzi, prosiłam nie o uzdrowienie, ale o miłosierdzie. Bo od 10 lat on leży całkowicie sparaliżowany, zdany na łaskę ludzi dookoła, nie mogąc decydować o niczym, nawet o tym, jak leży i czy akurat nie leży na odleżynach, traktowany przez służbę zdrowia jak przedmiot, którym niestety trzeba się zająć, odrzucony przez całą moją rodzinę oprócz moich rodziców. Samotna, biedna roślinka. Nie dostąpiłam zaszczytu miłosierdzia i moja rodzina też nie mimo wielu wielu lat chodzenia do kościoła i głębokiej wiary przed i po wypadku.
Kiedy przyszła złość na taki los, ostateczna rozpacz, gdy czułam, że moja dusza się rozpada na kawałki, nie dostałam magicznego objawienia, że wszystko będzie dobrze.
Więc nie wierzę w miłosierdzie. Widzę tylko ślepy los.

Monoceros ! Zapewniam Cię, że wszystkie Twoje modlitwy, cierpienia i wyrzeczenia, smutek i żal, współczucie dla brata, cały ten krzyż nie poszedł na marne! Bóg w swoim wielkim Miłosierdziu i Dobroci wie co robi. Zaufaj Mu po prostu. Nie gniewaj się i nie odwracaj przez to, że nie widzisz efektów swoich modlitw. Na ciele doznał szkody i nie został od niej wyzwolony, mimo próźb, ale zapewniam Cię, że Twoje modlitwy pomogły mu duchowo. To na pewno. Brat będzie Ci kiedyś za to baaardzo wdzięczny. Być może Bóg daje mu doznać czyśćca tu na ziemi, chce posłużyć się jego cierpieniem dla ratowania dusz grzeszników, a jego zabrać kiedyś prosto do Nieba, już bez cierpień. To wielka łaska. Pozdrawiam Cię serdecznie !

Piszesz straszne rzeczy.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

35 Ostatnio edytowany przez Okonek56 (2019-06-13 08:58:01)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Lady Loka napisał/a:

Okonek, z Ciebie to pycha aż się wylewa.
A brak empatii pokazujesz na każdym kroku. Każdy jest inny i różne rzeczy przeżywa w różny sposób. Jeden się załamie chorobą, inny będzie pocieszał wszystkich dookoła. Żaden z nich nie jest lepszy ani gorszy od drugiego.
Nie masz prawa nikomu powiedzieć, że przeżywa coś bo jest słaby. Każsy człowiek jest słaby na swój sposób. Każdy ma też prawo do wyrażania własnych emocji tak, jak tego potrzebuje.

Walczysz z Bogiem, walczysz z prawdą, nie chcesz żeby cię oceniać bo ciebie nie znamy, sama oceniasz innych, mimo że ich nie znasz. Czym jeszcze nas zaskoczysz? sad sad

A dzisiaj na dobranoc polecam ci taką o tą bajeczkę, ku przemyśleniu:

"Leci pies, ogonem wywija. Merdnął ogonem koło ostów - nic, dalej biegnie po prostu.
Majtnął ogonem koło szczeci - nic, dalej drogą leci. Wreszcie merdnął ogonem ponad miedzą, gdzie rzepy siedzą.
I nagle:
- Hua, hau, wypadek się stał! Uczepił się rzep psiego ogona, trzema tuzinami zielonych haczykowatych nóżek wczepił się w Burusiowe kudełki i woła:
- Ho, ho, bardzo jestem rad, pojadę sobie na twoim ogonie w świat! Na twoim ogonie, jak w jakiejś karecie, pojadę sobie w podróż po świecie.
- Hau, hau, odczep się rzepie!
- A właśnie, że się nie odczepię, nie jestem kiep, nie odczepię się jakem rzep!"

36

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Wstawiam wiersz zamieszczony na stronie "Apostoł portal młodzieży katolickiej"
(autor wiersza chyba nieznany)

"Piłka do kosza w moich rękach jest warta 19 dolarów.
Piłka do kosza w rękach Michaela Jordana jest warta około 33 milionów dolarów.
To zależy w czyich jest rękach.
Kij do baseballa w moich rękach jest warty około 6 dolarów.
W rękach Marka McGwire'a jest warty 19 milionów dolarów.
To zależy w czyich jest rękach.

Rakieta tenisowa jest bezużyteczna w moich rękach.
Rakieta tenisowa w rękach Venus Williams jest zwycięstwem Turnieju.
To zależy w czyich jest rękach.

Laska w moich rękach może chronić mnie od dzikich zwierząt.
Laska w rękach Mojżesza rozdzieliła morze.
To zależy w czyich jest rękach.

Proca w moich rękach jest zabawką dla dzieci.
Proca w rękach Dawida jest potężną bronią.
To zależy w czyich jest rękach.

Dwie ryby i pięć bochenków chleba w moich rękach, to kilka kanapek z rybami.
Dwie ryby i pięć bochenków chleba w Bożych rękach nakarmi tysiące.
To zależy w czyich są rękach.

Gwoździe w moich rękach mogą stworzyć domek dla ptaszków.
Gwoździe w rękach Jezusa Chrystusa dały zbawienie i życie wieczne.
To zależy w czyich są rękach.

Jak już widzisz, wszystko zależy od tego w czyich jest rękach.
Więc złóż swoje troski, obawy, nadzieje, marzenia, rodzinę i wszelkie relacje z ludźmi w Boże ręce, ponieważ...
To zależy w czyich są rękach."

37

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Polecam nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Działa cuda. Jest w różnych kościołach, warto sobie sprawdzić. Tekst nowenny jest też dostępny w Internecie.

38

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
pelniaradosci napisał/a:

Polecam nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Działa cuda. Jest w różnych kościołach, warto sobie sprawdzić. Tekst nowenny jest też dostępny w Internecie.

Wierzę w siłę modlitwy, ale nie ma cudownych modlitw i nowenn, to nie na tym polega. Siłą modlitwy jest zaufanie i wiara w moc Boga, i jak też jest napisane w Biblii, wytrwałość. Słowa, które wypowiadasz, są drugorzędne. Inaczej byłyby zaklęciami.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

39

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
niepodobna napisał/a:
pelniaradosci napisał/a:

Polecam nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Działa cuda. Jest w różnych kościołach, warto sobie sprawdzić. Tekst nowenny jest też dostępny w Internecie.

Wierzę w siłę modlitwy, ale nie ma cudownych modlitw i nowenn, to nie na tym polega. Siłą modlitwy jest zaufanie i wiara w moc Boga, i jak też jest napisane w Biblii, wytrwałość. Słowa, które wypowiadasz, są drugorzędne. Inaczej byłyby zaklęciami.

Pewnie, że nie traktuję tego, jako cudownego sposobu na wszelkie problemy. Właśnie to jest pięknego w tekście tej nowenny, że jest pełna ufności. Zachęcam do niej nie jako do zwykłej formułki, ale do modlitwy.
Tak, dobrze kiedy modlitwa płynie z serca, ale w trudnych sytuacjach życiowych, czy w smutku czasem nie jest łatwo o taką modlitwę spontaniczną, nie łatwo o ufność. Dlatego ta nowenna wielu osobom pomaga, pozwala odnaleźć nadzieję. Nie zgadzam się, że słowa modlitwy nie mają znaczenia. Np. koronka do Miłosierdzia Bożego wyprasza nawrócenia, bo jest ofiarowaniem miłości Pana Jezusa. To ofiara, która jest w stanie przebłagać każdy grzech.

40

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Dzisiaj jest niedziela Bożego Miłosierdzia. To dzień pięknych łask, Pan Jezus pragnął tego święta, by wiele dusz obdarzyć ufnością. Oczywiście ta łaska jest dostępna codziennie i dla każdego, nie tylko dzisiaj.
Cytat słów Pana Jezusa z "Dzienniczka" św. Faustyny:
"Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego "

Jeśli ktoś chciałby się podzielić tu swoimi przemyśleniami albo doświadczeniami związanymi z tym świętem albo po prostu Bożym Miłosierdziem to serdecznie zachęcam. I życzę wielu łask od Jezusa Miłosiernego.

41 Ostatnio edytowany przez Anma (2020-04-19 14:42:02)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Szkoda tylko, że zmiany ograniczeń nie można było wprowadzić zamiast od jutra, to od dziś (Komunia, spowiedź- patrząc pod kątem liczby wiernych w kościele. Z tego co czytałam dziś jest właśnie dzień szczególnych łask dla tych którzy przystąpią do spowiedzi i Komunii).

"Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski” – pisała relację rozmowy z Jezusem Święta Siostra Faustyna Kowalska w „Dzienniczku” (Dz. 699)

42 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2020-04-19 17:51:32)

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Nie ma żadnego "Miłosierdzia."
Faustyna to sobie wszystko wymyśliła.
Przez wiele lat poniżana, szykanowana, tłamszona przez wszystkich napotkanych na swojej drodze łącznie z rodziną  wpadła na pomysł dowartościowania się poprzez wmówienie sobie, ze jest tą jedyną wybraną,  oblubienicą Chrystusa.
To była taka jej obrona wewnętrzna przed stwierdzeniem, że jej życie było do niczego.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

43

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Kleoma napisał/a:

Nie ma żadnego "Miłosierdzia."
Faustyna to sobie wszystko wymyśliła.
Przez wiele lat poniżana, szykanowana, tłamszona przez wszystkich napotkanych na swojej drodze łącznie z rodziną  wpadła na pomysł dowartościowania się poprzez wmówienie sobie, ze jest tą jedyną wybraną,  oblubienicą Chrystusa.
To była taka jej obrona wewnętrzna przed stwierdzeniem, że jej życie było do niczego.

Życie Faustyny nie było do niczego, ale "do wszystkiego". Ona robiła mnóstwo rzeczy i każdą pracę wykonywała z radością i prostotą serca. Była bardzo szczęśliwa. Nie musiała sobie czegoś wmawiać, bo zawsze patrzyła na świat i ludzi w świetle Bożego Miłosierdzia.  Wiesz, to co napisałaś jest bardzo ciekawe, bo rzeczywiście, jakby taka św. Faustyna (w dzisiejszych czasach) wysłała gdzieś CV to raczej nikt nie byłby nią zachwycony.
To mi pokazuje, że całe piękno jej życia jest właśnie w miłosierdziu. Miała w sobie zawsze niegasnącą radość. Wcale nie wmawiała sobie, że jest wybrana. Patrzyła na Boga, dla Niego żyła. Jak dla mnie nie jest to ucieczka od problemów, bo św. Faustyna mogła tych problemów uniknąć, gdyby chciała. Po prostu ona zawsze była usłużna dla innych i jak do Zgromadzenia dochodziła jakaś siostra z trudnym charakterem to od razu przydzielali ją Faustynie do pomocy. Właśnie dlatego, że tylko Faustyna wytrzymywała wszelkie ludzkie zło. Cierpliwie wysłuchiwała, pocieszała, upominała z miłością.  A teraz wstawia się za nami. Bo jej nie zniechęci żadne zło, ona zawsze walczy o każdego człowieka. Patrzy na nas poprzez ofiarę Miłosiernego Jezusa, która może zgładzić każdy grzech i w tym właśnie kontekście jej życie jest "do wszystkiego".

44

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Jak mogła uniknąć problemów gdy była biedna, nie miała wsparcia w rodzinie, musiała ciężko pracować od dzieciństwa, utrzymywać rodzinę, a gdy już dostała się do klasztoru to wykonywała tam najcięższe, najgorsze prace i to nie dlatego, że chciała tylko musiała bo nie miała posagu zakonnego.
Doszła ciężka choroba z niedożywienia i przepracowania.
Umarła młodo, w jej życiu realnym  nie było zbyt wielu radosnych chwil, wytchnienia, miłości międzyludzkiej.
Dlatego uciekła od takiego życia w świat wyobraźni, stworzyła sobie "inną siebie", kochającą i kochaną, usprawiedliwiającą zesłane jej przez los cierpienie.
Wielu ludzi tak robi. To pomaga w trudnych chwilach, zmniejsza uczucie bezradności, beznadziejności, dowartościowuje.
W jakiejś tam części Faustyna wykorzystała swój potencjał intelektualny.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

45

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Rozmawialam z ludzmi ktorzy znali Faustyne. Lekarzami. Ona miala balagan na strychu. Przed wojna byla "swieta dla kucharek". Do tego - chorowala i zmarla na gruzlice, ktora wtedy juz dosc skutecznie umiano zaleczyc. A ze sie glodzila i przemeczala - celowo -i nie chciala sie leczyc to faktycznie popelnila samobojstwo.

46

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
femte napisał/a:

Rozmawialam z ludzmi ktorzy znali Faustyne. Lekarzami. Ona miala balagan na strychu. Przed wojna byla "swieta dla kucharek". Do tego - chorowala i zmarla na gruzlice, ktora wtedy juz dosc skutecznie umiano zaleczyc. A ze sie glodzila i przemeczala - celowo -i nie chciala sie leczyc to faktycznie popelnila samobojstwo.

Nieprawda. Przyjmowała leczenie z wdzięcznością. Słuchała lekarza w najdrobniejszych rzeczach. Spowiednik też dbał o jej zdrowie i jego także się słuchała. Poczytaj "Dzienniczek" albo wypowiedzi ks. Sopoćki. Faustyna była, mimo choroby, radosna i zawsze posłuszna.  A gruźlica była wtedy nieuleczalna, więc starania św. Faustyny i lekarzy nie uratowały jej życia.  To, że podejmowała ciężkie posty jest prawdą  i było to niebezpieczne, bo pogłębiło chorobę, ale zaprzestała ich natychmiast na polecenie lekarza i spowiednika. Ona kochała swoje życie.

47

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Kleoma napisał/a:

Nie ma żadnego "Miłosierdzia."
Faustyna to sobie wszystko wymyśliła.
Przez wiele lat poniżana, szykanowana, tłamszona przez wszystkich napotkanych na swojej drodze łącznie z rodziną  wpadła na pomysł dowartościowania się poprzez wmówienie sobie, ze jest tą jedyną wybraną,  oblubienicą Chrystusa.
To była taka jej obrona wewnętrzna przed stwierdzeniem, że jej życie było do niczego.

Niestety ale twoja wiedza w temacie jest niemal zerowa. Objawienia o Milosierdziu Bożym miała przed Faustyną Feliksa Kozłowska później ekskomunikowana za "nieposłuszeństwo" oraz "krytykę". Faustyna Kowalska była druga z kolei, różniła się od Feliksy swoim posłuszeństwem i większą pokorą. Żyły one w różnych pokoleniach i się nie znały. Po prostu nauka o Miłosierdziu (ostatni ratunek dla duszy) została dana ludzkości przed jej upadkiem na ratunek dusz.

Nic Faustynie nie można tutaj zarzucic. Była ona badana wielokrotnie a jej relacje weryfikowane i poddane krytyce. Sama nauka o Miłosierdziu Bożym długo przebijała się na światło dzienne.
.

48

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Anma napisał/a:

Szkoda tylko, że zmiany ograniczeń nie można było wprowadzić zamiast od jutra, to od dziś (Komunia, spowiedź- patrząc pod kątem liczby wiernych w kościele. Z tego co czytałam dziś jest właśnie dzień szczególnych łask dla tych którzy przystąpią do spowiedzi i Komunii).

Dokładnie. Święto Miłosierdzia Bożego (Biała Niedziela) jest dla mnie jednym z  najważniejszych świąt obok Wielkanocny i Bożego Narodzenia. I nie mogę tego przeboleć, że w tym roku nie można było uczestniczyć we Mszy Świętej w tym ważnym dniu. W niedzielę jeszcze obowiązywały w restrykcje, a od następnego dnia już nie. Dlaczego?  To pytanie retoryczne. Nie wydaje mi się, żeby to było przypadkowe.

49

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
Okonek56 napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Nie ma żadnego "Miłosierdzia."
Faustyna to sobie wszystko wymyśliła.
Przez wiele lat poniżana, szykanowana, tłamszona przez wszystkich napotkanych na swojej drodze łącznie z rodziną  wpadła na pomysł dowartościowania się poprzez wmówienie sobie, ze jest tą jedyną wybraną,  oblubienicą Chrystusa.
To była taka jej obrona wewnętrzna przed stwierdzeniem, że jej życie było do niczego.

Niestety ale twoja wiedza w temacie jest niemal zerowa. Objawienia o Milosierdziu Bożym miała przed Faustyną Feliksa Kozłowska później ekskomunikowana za "nieposłuszeństwo" oraz "krytykę". Faustyna Kowalska była druga z kolei, różniła się od Feliksy swoim posłuszeństwem i większą pokorą. Żyły one w różnych pokoleniach i się nie znały. Po prostu nauka o Miłosierdziu (ostatni ratunek dla duszy) została dana ludzkości przed jej upadkiem na ratunek dusz.

Nic Faustynie nie można tutaj zarzucic. Była ona badana wielokrotnie a jej relacje weryfikowane i poddane krytyce. Sama nauka o Miłosierdziu Bożym długo przebijała się na światło dzienne.
.

Gdy KK uznał, że wizje Faustyny mogą mu się do czegoś przydać /strona finansowa i nie tylko/ to dał przyzwolenie na wiarę w to co mówiła.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

50

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Dziewczyny, pamiętajcie, że nie ma obowiązku wierzenia w objawienia prywatne smile a takim były objawienia Faustyny.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

51

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Z wiara jest tak że pamięta się tylko to co było dobre a 90% złego pomija się. Przebudźcie się.
www.youtube.com/channel/UC-Q7kWPVNqMsCyy4ZgGE6MA/videos

tu była reklama kanału na YouTube

52

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)
XKasandraX napisał/a:

Z wiara jest tak że pamięta się tylko to co było dobre a 90% złego pomija się.

Możesz to jakoś rozwinąć? Oczywiście pomijając materiały propagandowe. smile

53

Odp: Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Dla mnie uderzająca jest spójność pomiędzy Dzienniczkiem Faustyny i Tajemnicami Szczęścia Sw. Brygidy jeszcze z XIV w. Zestawienie tych dwóch niezależnych źródeł daje jasny obraz ogromu Miłosierdzia Bożego i szczególnej wartości kontemplacji Męki Pańskiej.


Kleoma napisał/a:
Okonek56 napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Nie ma żadnego "Miłosierdzia."
Faustyna to sobie wszystko wymyśliła.
Przez wiele lat poniżana, szykanowana, tłamszona przez wszystkich napotkanych na swojej drodze łącznie z rodziną  wpadła na pomysł dowartościowania się poprzez wmówienie sobie, ze jest tą jedyną wybraną,  oblubienicą Chrystusa.
To była taka jej obrona wewnętrzna przed stwierdzeniem, że jej życie było do niczego.

Niestety ale twoja wiedza w temacie jest niemal zerowa. Objawienia o Milosierdziu Bożym miała przed Faustyną Feliksa Kozłowska później ekskomunikowana za "nieposłuszeństwo" oraz "krytykę". Faustyna Kowalska była druga z kolei, różniła się od Feliksy swoim posłuszeństwem i większą pokorą. Żyły one w różnych pokoleniach i się nie znały. Po prostu nauka o Miłosierdziu (ostatni ratunek dla duszy) została dana ludzkości przed jej upadkiem na ratunek dusz.

Nic Faustynie nie można tutaj zarzucic. Była ona badana wielokrotnie a jej relacje weryfikowane i poddane krytyce. Sama nauka o Miłosierdziu Bożym długo przebijała się na światło dzienne.
.

Gdy KK uznał, że wizje Faustyny mogą mu się do czegoś przydać /strona finansowa i nie tylko/ to dał przyzwolenie na wiarę w to co mówiła.

Posty [ 53 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Miłosierdzie Boże w moim życiu (świadectwo)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018