Choroba mamy. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: Choroba mamy.

Dobry wieczór.
Na początku marca moją mamę wysłali na badania z powodu bólów brzucha. Pierwsze podejrzenie-nowotwór jelita. Następny miesiąc masa badań potwierdzających wstępną diagnozę. Ostatnie badanie to tomografia. Potwierdzenie w 100%. Rak jelita grubego z przerzutami do wątroby. Mam tylko mamę. Ledwo skończyłam 20 lat. Nie mam dobrej rodziny, z nikim nie rozmawiam, jedynie chłopka który niewystarczająco mnie wspiera. Ma wspaniałą rodzinę, gdy do niego idę, mimo iż wiedzą w jakim jestem stanie rozmawiają sobie i śmieją się swobodnie. Nie czuję w nim wsparcia. Nie mam wsparcia w nikim. Musiałam rzucić pracę by jeździć z mamą na wszystkie badania i wizyty i jesteśmy skazane tylko na siebie. Nowotwór mojej mamy jest tak zaawansowany, że wkrótce mogę zostać sama. Nie mam nikogo, jedynie ojca alkoholika który z tego żartuje, siostra nie bierze na poważnie sytuacji. Czuję że z dnia na dzień jest ze mną gorzej, moje myśli krążą nawet wokół samobójstwa. Pluje sobie w twarz że poprzednie problemy uważałam za problemy bez wyjścia, a były one takie nieważne. Nie potrafię opisać swojego stanu, nie chce mi się z nikim widywać, nie chce mi się wychodzić, gdy widzę ludzi czuje do nich wstręt. Przez ten miesiąc odechciało mi się żyć. Nie daje rady.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Choroba mamy.

Nie wymagaj od innych, by razem z Tobą pogrążali się w rozpaczy.
Jeśli nie radzisz sobie z obecną sytuacją, poszukaj terapeuty. Zrezygnowanie z pracy to był duży błąd. Za chwilę leki mamy pochłoną wszystkie oszczędności i zaczną się kłopoty finansowe.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-05-17 22:40:36)

Odp: Choroba mamy.

Wiem co czujesz moja mama ma 84 lata chore serce nadciśnienie i niedoczynność tarczycy słabo chodzi coraz gorzej słyszy również ma guza na jelicie grubym który krwawi i powoduje niedokrwistość przez co mama nie ma siły miała już 3 transfuzje.
Wolno Ci czuć co czujesz nie zwracaj uwagi na innych być może nic nie rozumieją lub wypierają powagę choroby twojej mamy
trudno współczuć jeżeli nie przeżyło się niczego podobnego ludzie boją się myśleć o chorobach i śmierci .tacy jesteśmy dopóki nas lub kogoś bliskiego to nie spotka.
Przykro mi jesteś młodziutka w wieku mojej córki i bratanicy które bardzo kochają babcie i są zżyte z nią żadne słowa nie pomogą dostatecznie w cierpieniu ale pomyśl że mama chce żebyś żyła kiedyś ból minie i przyjdzie ulga  ja byłem przy śmierci mojego taty.Moja żona natomiast straciła mamę rak kręgosłupa z przerzutami jak była nastolatką potem opiekowała się młodszą siostrą zdarza się nowotwory zbierają żniwo w tych czasach straszne.
Współczuje Ci serdecznie niewiele można powiedzieć .
Trzymaj się

4

Odp: Choroba mamy.

Życzę Ci dużo siły i wytrwałości. Nie myśl o samobójstwie, jesteś potrzebna mamie.

Zaprzęgnij też do pomocy siostrę - to jej obowiązek. Rozejrzyj się po rodzinie mamy - jest jakieś rodzeństwo? Oni też powinni pomóc.

W najgorszym razie dowiedz sie czy są jakieś hospicja albo oddział opieki paliatywnej.

Szukaj pomocy, nie zostawaj z tym sama.

5 Ostatnio edytowany przez fiołek alpejski (2019-05-17 23:34:32)

Odp: Choroba mamy.

Współczuję Ci, bo sytuację masz rzeczywiście nieciekawą.
Ale pomyśl tak, spędzisz z mamą jej ostatnie chwile, nie każdy ma taką możliwość, ludzie często żałuja po czasie, ze nie mogli z bliską osobą tego czasu spędzić... To jest jakaś wartość. Dla niej, dla Ciebie. Tego Ci już nikt nie odbierze. Tego poczucia, że byłaś przy niej do końca.

Od ojca alkoholika to sie trzeba wyprowadzić.
Ja też mieszkam z wrednym ojcem pijakiem. I tak juz długo. Ale sobie właśnie wczoraj wynalazłam takie miejsce, gdzie będę mogła sie za parę miesięcy wyprowadzić. Co prawda jeszcze potrzebuję wcześniej kilka spraw życiowych ogarnąć, więc nie tak szybko z tym, ale samo postanowienie, że od nowego roku sie ewakuuję, jakoś mnie podniosło na duchu. Poczułam sie od razu troche lżej.

Też pracę jednak dobrze mieć. Mnie terapeutka wygania do pracy i właśnie szukam zajęcia. Terapeutka mówi, że praca ma zalety dla psychiki, bo można zmienić miejsce, a nie ciagle przebywać w jednym i tym samym. Zwłaszcza jak tam mieszka alkoholik i wieczorem zaczyna picie, bo nie wiadomo co mu do głowy strzeli, wiec jest to życie w stresie, niemiłej atmosferze. I oczywiście praca ma dużo innych zalet.
Ja na przyklad bałam sie wcześniej pracować, a przede wszystkim byłam święcie przekonana, ze nikt mnie nie zatrudni. (Z powodu bardzo długiej przerwy na rynku pracy i niewielkiego dośw. zadowowego). Ale chyba mi się wydawało, bo zawsze miałam skłonność źle o sobie myśleć. A tak na prawdę mam różne zalety, nawet dla pracodawcy. Tylko właśnie widzisz, ja na przyklad zamiast sie na co dzień skupiać na swoich atutach, to zwykle nawykowo skupiam sie na swoim poczuciu niedopasowania i na lękach.
Mam błędne wzorce myślenia, bo też rodziców nie miałam wspierających. Nawet jeszcze dokopali czasem, zamiast pomóc sie lepiej poczuć.
W szkole też mi dokuczali, wyśmiewali. W czasach szkolnych miałam stare, biedne ubrania, byłam wylękniona i nieśmiała, i nie umiałam sie dopasować do oczekiwań, być swobodna i wesoła. Dlatego ludzie mnie nie lubili. Teraz już lepiej jest,upłyneło wiele lat i jestem pewniejsza siebie. Ale to wszystko wpłynęło jednak na mnie. Bo zaczełam sie obawiać ludzi, źle sobie ich kojarzyć. Że nic dobrego nie płynie z ich strony. Do dzisiaj odczuwam skutki tamtych złych lat. Mało komu ufam. I też często nie potrafie poprosić o pomoc, albo sie dopominać swego, walczyc o coś dla siebie. Może Ty tez tak masz? Że ciężko Ci wprost powiedzieć, poprosic o cos?
Tylko, że to jest takie błędne koło. Złe wydarzenia powodują złe myslenie o sobie i ludziach, a takie nastawienie powoduje dalsze złe wydarzenia. A zmieniając swoje myślenie, ludzie też zmieniają zachowanie. I np. już do mnie mało kto ma odwagę zaczepiać na tą chwilę, teraz zmieniłam zachowanie i jestem bardziej bojowa smile Ludzie to wyczuwają i nie zaczepiają tak często jak kiedys. Czyli to rzeczywiście działa, ta zmiana w człowieku jest dostrzeżona na zewnatrz.
Wiec moja rada jest taka: trzeba o sobie myśleć lepiej, starać sie o siebie zawalczyć. I w otoczeniu też troche pokazać, że istniejesz, że masz swoje zdanie i swoje potrzeby.
To jest ważne, bo zaniedbane dzieci to potem w dorosłości nie mają tego nawyku walki o swoje. Nawet nie pomyślą, że cos im sie należy. Ze coś od życia sie im w ogóle należy, że mam prawo też coś chciec dla siebie. A jak nie pomyśle o tym ja sama, to kto ma pomyśleć... Niestety samemu trzeba walczyc o swoje. Chociażby o ten własny kąt, albo o szacunek otoczenia. Samo nie przyjdzie, niestety.

Mam nadzieje, ze uda się Tobie jakoś wyjść na prostą. Jestes jeszcze bardzo młoda, to też jest duży atut. Na rynku pracy i w ogóle. Możesz sobie jeszcze życie ułożyć. Pomału, po trochu, sobie ułożyć wszystko.

Może też by Ci coś dało chodzenie do psychologa? Tylko wydaje mi sie, że psycholog bardzo delikatnie "pcha" w dobrą strone, więc głównie trzeba samemu chcieć i być zdeterminowanym, mocno współpracować z terapeutą. Bo to jest Twoje życie, Ty jesteś "sterem, żeglarzem, okrętem." Terapeuta to tylko taki dodatkowy pomocnik, jakiś powiedzmy młodszy nawigator na tym okręcie smile Przynajmniej tak to wygląda u mnie. Ja sie czuje odpowiedzialna sama za siebie, wiem, ze to ode mnie wszystko zależy. Ode mnie zależy czy sie na przykład zmusze do czegoś, czego sie boję, czy sie przełamię i zaryzykuję, czy raczej zostane tam, gdzie byłam. Zeby jakieś zmiany duże w życiu wprowadzić, to trzeba jednak troszke takiej desperacji poczuć wg mnie i być gotowym na zmiany. Psycholog oczywiście nie zrobi niczego za mnie. Jednak troche może zmobilizować i nakierować. A to też jest ważne i przydatne smile

Też wydaje mi sie, że jak o Twoją mamę chodzi, to dobrze gdybys z siostrą poważnie pogadała i żeby Wam jednak trochę też siostra pomagała. A nie wszystko na Twojej głowie.
Może ona nie rozumie jak poważny jest stan mamy? Czy powiedziałaś jej to wprost, że to ostatnie chwile mamy?

A chłopakowi w jaki sposób opisałaś sytuację? Powiedziałaś jak się czujesz? Co od niego byś oczekiwała w takiej chwili?
Może on nie wie, jak ma się zachować, może probuje Cie rozweselić, albo unika tematu, bo myśli, że to Ci dobrze zrobi. Jest to trudny temat i duzo ludzi zwyczajnie sie nie umie zachować z jakims wyczuciem. Sama nie wiem, czy bym umiała byc wystarczająco delikatna, gdybym sie zetknęła z taka sytuacją u kogoś... Bo to nie do końca wiadomo, co ten ktoś by oczekiwał. Czy wspólnego użalania się, pocieszania, płakania razem, czy może raczej żeby go podnosić na duchu, starać sie odciągnąć myśli od przykrych spraw. To jest trudna, ciężka sytuacja.
Dlatego może warto z siostrą i chłopakiem pomówić bardziej tak wprost. Czego konkretnie byś oczekiwała. Bo oni sie mogą nie domyślać. Nie każdy jest taki dojrzały, że sam z siebie sie domyśli co ma robić, żeby kogoś nie zranić, nie zdołować jeszcze bardziej. Łatwiej czasami odpychać ze świadomości jakiś problem. A nie rozumieją, że takie spychanie tematu nie daje komuś wsparcia i nie jest to dobre na dluższa mete.
Czy siostra jest starsza czy młodsza od Ciebie?

6

Odp: Choroba mamy.
Cyngli napisał/a:

Nie wymagaj od innych, by razem z Tobą pogrążali się w rozpaczy.
Jeśli nie radzisz sobie z obecną sytuacją, poszukaj terapeuty. Zrezygnowanie z pracy to był duży błąd. Za chwilę leki mamy pochłoną wszystkie oszczędności i zaczną się kłopoty finansowe.

Nigdzie nie napisałam, że wymagam od nich pogrążania się razem ze mną, ale jeśli są mi bliscy i w wiadomościach sms oferują wsparcie, a przy spotkaniu wygląda to trochę inaczej to chyba coś tu nie pasuje?

7

Odp: Choroba mamy.
fiołek alpejski napisał/a:

Współczuję Ci, bo sytuację masz rzeczywiście nieciekawą.
Ale pomyśl tak, spędzisz z mamą jej ostatnie chwile, nie każdy ma taką możliwość, ludzie często żałuja po czasie, ze nie mogli z bliską osobą tego czasu spędzić... To jest jakaś wartość. Dla niej, dla Ciebie. Tego Ci już nikt nie odbierze. Tego poczucia, że byłaś przy niej do końca.

Od ojca alkoholika to sie trzeba wyprowadzić.
Ja też mieszkam z wrednym ojcem pijakiem. I tak juz długo. Ale sobie właśnie wczoraj wynalazłam takie miejsce, gdzie będę mogła sie za parę miesięcy wyprowadzić. Co prawda jeszcze potrzebuję wcześniej kilka spraw życiowych ogarnąć, więc nie tak szybko z tym, ale samo postanowienie, że od nowego roku sie ewakuuję, jakoś mnie podniosło na duchu. Poczułam sie od razu troche lżej.

Też pracę jednak dobrze mieć. Mnie terapeutka wygania do pracy i właśnie szukam zajęcia. Terapeutka mówi, że praca ma zalety dla psychiki, bo można zmienić miejsce, a nie ciagle przebywać w jednym i tym samym. Zwłaszcza jak tam mieszka alkoholik i wieczorem zaczyna picie, bo nie wiadomo co mu do głowy strzeli, wiec jest to życie w stresie, niemiłej atmosferze. I oczywiście praca ma dużo innych zalet.
Ja na przyklad bałam sie wcześniej pracować, a przede wszystkim byłam święcie przekonana, ze nikt mnie nie zatrudni. (Z powodu bardzo długiej przerwy na rynku pracy i niewielkiego dośw. zadowowego). Ale chyba mi się wydawało, bo zawsze miałam skłonność źle o sobie myśleć. A tak na prawdę mam różne zalety, nawet dla pracodawcy. Tylko właśnie widzisz, ja na przyklad zamiast sie na co dzień skupiać na swoich atutach, to zwykle nawykowo skupiam sie na swoim poczuciu niedopasowania i na lękach.
Mam błędne wzorce myślenia, bo też rodziców nie miałam wspierających. Nawet jeszcze dokopali czasem, zamiast pomóc sie lepiej poczuć.
W szkole też mi dokuczali, wyśmiewali. W czasach szkolnych miałam stare, biedne ubrania, byłam wylękniona i nieśmiała, i nie umiałam sie dopasować do oczekiwań, być swobodna i wesoła. Dlatego ludzie mnie nie lubili. Teraz już lepiej jest,upłyneło wiele lat i jestem pewniejsza siebie. Ale to wszystko wpłynęło jednak na mnie. Bo zaczełam sie obawiać ludzi, źle sobie ich kojarzyć. Że nic dobrego nie płynie z ich strony. Do dzisiaj odczuwam skutki tamtych złych lat. Mało komu ufam. I też często nie potrafie poprosić o pomoc, albo sie dopominać swego, walczyc o coś dla siebie. Może Ty tez tak masz? Że ciężko Ci wprost powiedzieć, poprosic o cos?
Tylko, że to jest takie błędne koło. Złe wydarzenia powodują złe myslenie o sobie i ludziach, a takie nastawienie powoduje dalsze złe wydarzenia.
A zmieniając swoje myślenie, ludzie też zmieniają zachowanie i np. już do mnie mało kto ma odwagę zaczepiać na tą chwilę, teraz zmieniłam zachowanie i jestem bojowa smile
Wiec moja rada jest taka: trzeba o sobie myśleć lepiej, starać sie o siebie zawalczyć. I w otoczeniu też troche pokazać, że istniejesz, że masz swoje zdanie i swoje potrzeby.
To jest ważne, bo zaniedbane dzieci to potem w dorosłości nie mają tego nawyku walki o swoje. Nawet nie pomyślą, że cos im sie należy. Ze coś od życia sie im w ogóle należy, że mam prawo też coś chciec dla siebie. A jak nie pomyśle o tym ja sama, to kto ma pomyśleć... Niestety samemu trzeba walczyc o swoje. Chociażby o ten własny kąt, albo o szacunek otoczenia. Samo nie przyjdzie, niestety.

Mam nadzieje, ze uda się Tobie jakoś wyjść na prostą. Jestes jeszcze bardzo młoda, to też jest duży atut. Na rynku pracy i w ogóle. Możesz sobie jeszcze życie ułożyć. Pomału, po trochu, sobie ułożyć wszystko.

Może też by Ci coś dało chodzenie do psychologa? Tylko wydaje mi sie, że psycholog bardzo delikatnie "pcha" w dobrą strone, więc głównie trzeba samemu chcieć i być zdeterminowanym, mocno współpracować z terapeutą. Bo to jest Twoje życie, Ty jesteś "sterem, żeglarzem, okrętem." Terapeuta to tylko taki dodatkowy pomocnik, jakiś powiedzmy młodszy nawigator na tym okręcie smile Przynajmniej tak to wygląda u mnie. Ja sie czuje odpowiedzialna sama za siebie, wiem, ze to ode mnie wszystko zależy. Ode mnie zależy czy sie na przykład zmusze do czegoś, czego sie boję, czy sie przełamię i zaryzykuję, czy raczej zostane tam, gdzie byłam. Zeby jakieś zmiany duże w życiu wprowadzić, to trzeba jednak troszke takiej desperacji poczuć wg mnie i być gotowym na zmiany. Psycholog oczywiście nie zrobi niczego za mnie. Jednak troche może zmobilizować i nakierować. A to też jest ważne i przydatne smile

Też wydaje mi sie, że jak o Twoją mamę chodzi, to dobrze gdybys z siostrą poważnie pogadała i żeby Wam jednak trochę też siostra pomagała. A nie wszystko na Twojej głowie.
Może ona nie rozumie jak poważny jest stan mamy? Czy powiedziałaś jej to wprost, że to ostatnie chwile mamy?

A chłopakowi w jaki sposób opisałaś sytuację? Powiedziałaś jak się czujesz? Co od niego byś oczekiwała w takiej chwili?
Może on nie wie, jak ma się zachować, może probuje Cie rozweselić, albo unika tematu, bo myśli, że to Ci dobrze zrobi. Jest to trudny temat i duzo ludzi zwyczajnie sie nie umie zachować z jakims wyczuciem. Sama nie wiem, czy bym umiała byc wystarczająco delikatna, gdybym sie zetknęła z taka sytuacją u kogoś... Bo to nie do końca wiadomo, co ten ktoś by oczekiwał. Czy wspólnego użalania się, pocieszania, płakania razem, czy może raczej żeby go podnosić na duchu, starać sie odciągnąć myśli od przykrych spraw. To jest trudna, ciężka sytuacja.
Dlatego może warto z siostrą i chłopakiem pomówić bardziej tak wprost. Czego konkretnie byś oczekiwała. Bo oni sie mogą nie domyślać. Nie każdy jest taki dojrzały, że sam z siebie sie domyśli co ma robić, żeby kogoś nie zranić, nie zdołować jeszcze bardziej. Łatwiej czasami odpychać ze świadomości jakiś problem. A nie rozumieją, że takie spychanie tematu nie daje komuś wsparcia i nie jest to dobre na dluższa mete.
Czy siostra jest starsza czy młodsza od Ciebie?

Współczuję mieszkania z takim ojcem. Wiem co to znaczy. Ale tak dla sprostowania mój ojciec mieszka za granicą i tylko męczy nas dobijając się na telefon. Chłopak wie jak się czuje niestety nie jestem w stanie dzielić się z nim wszystkim bo ubzdurałam sobie że to dla niego obciążenie i mu się to znudzi. Siostra jest starsza ode mnie 8 lat. To nie jest do końca tak że to ostatnie chwile życia mamy, bo zaczęła dopiero chemioterapie, dobrze się czuje, wyniki nie takie złe. Martwię się na zapas i bardzo wszystko przeżywam.
Dziękuję za tak rozwiniętą odpowiedź.

8

Odp: Choroba mamy.
malinaa18.97 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Nie wymagaj od innych, by razem z Tobą pogrążali się w rozpaczy.
Jeśli nie radzisz sobie z obecną sytuacją, poszukaj terapeuty. Zrezygnowanie z pracy to był duży błąd. Za chwilę leki mamy pochłoną wszystkie oszczędności i zaczną się kłopoty finansowe.

Nigdzie nie napisałam, że wymagam od nich pogrążania się razem ze mną, ale jeśli są mi bliscy i w wiadomościach sms oferują wsparcie, a przy spotkaniu wygląda to trochę inaczej to chyba coś tu nie pasuje?

Ale jakiego wsparcia oczekujesz?
Życie musi się toczyć dalej. Twoja mama też potrzebuje normalności, a nie załamywania rąk.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa
Odp: Choroba mamy.

To dobrze, że chociaż z ojcem nie musisz mieszkać. Bo jeszcze by Cie to dobiło. Chociaż pewnie na telefonie też potrafi sie nieźle dać we znaki. Dzwoni pewnie po alkoholu i gada od rzeczy? hmm
Tutaj chyba masz odpowiedź dlaczego chłopak Cie nie wspiera: "nie jestem w stanie dzielić się z nim wszystkim bo ubzdurałam sobie że to dla niego obciążenie i mu się to znudzi. "
Żeby dostać wsparcie, to trzeba najpierw okazać komuś, że sie go potrzebuje. Jeśli grasz samowystarczalną i silna, to chłopak myśli, że nie ma potrzeby Cie pocieszać, czy pomagać. Wygląda może to  z zewnatrz tak, że świetnie sobie radzisz sama.
Chociaż masz też rację w sensie, że co za dużo, to nie zdrowo i tak totalnie wszystkim sie lepiej nie dzielić. W sensie każdą myślą, każdym złym nastrojem. Zeby kogos nie przytłoczyć nawałem tego. Tu by sie jakiś umiar przydał. Wtedy, gdy po prostu najbardziej potrzebujesz chłopaka, to żeby on o tym wiedział.
Jeszcze Ci napisze taką obserwację: mężczyźni zwykle lubią się czuć potrzebni. Więc nie obawiaj się go troszke "wykorzystać" smile Może on by nawet chcial jakos pomóc, ale nie wie jak, boi sie pierwszy cos zrobić, żeby nie zrobić coś źle. Może czeka na jakąś wskazówkę od Ciebie co robić. Nie każdy sie sam wszystkiego domysli.

10

Odp: Choroba mamy.

nie masz żadnej ciotki, wujków których mogłabys prosic o pomoc?

11

Odp: Choroba mamy.
Cyngli napisał/a:
malinaa18.97 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Nie wymagaj od innych, by razem z Tobą pogrążali się w rozpaczy.
Jeśli nie radzisz sobie z obecną sytuacją, poszukaj terapeuty. Zrezygnowanie z pracy to był duży błąd. Za chwilę leki mamy pochłoną wszystkie oszczędności i zaczną się kłopoty finansowe.

Nigdzie nie napisałam, że wymagam od nich pogrążania się razem ze mną, ale jeśli są mi bliscy i w wiadomościach sms oferują wsparcie, a przy spotkaniu wygląda to trochę inaczej to chyba coś tu nie pasuje?

Ale jakiego wsparcia oczekujesz?
Życie musi się toczyć dalej. Twoja mama też potrzebuje normalności, a nie załamywania rąk.

Masz chyba jakieś problemy z czytaniem ze zrozumieniem?

12

Odp: Choroba mamy.

malina, przykro mi, choroba bliskiej osoby boli, a jeszcze gdy masz taką sytuacje, ze wyłącznie na Tobie spoczywają obowiązki, no to nie jest ciekawie.
Chyba to nie tylko smutek, ale i rozgoryczenie, ze zostalas z tym sama. Czasem tak bywa, trzeba to jakos przetrwać.

13

Odp: Choroba mamy.
malinaa18.97 napisał/a:
Cyngli napisał/a:
malinaa18.97 napisał/a:

Nigdzie nie napisałam, że wymagam od nich pogrążania się razem ze mną, ale jeśli są mi bliscy i w wiadomościach sms oferują wsparcie, a przy spotkaniu wygląda to trochę inaczej to chyba coś tu nie pasuje?

Ale jakiego wsparcia oczekujesz?
Życie musi się toczyć dalej. Twoja mama też potrzebuje normalności, a nie załamywania rąk.

Masz chyba jakieś problemy z czytaniem ze zrozumieniem?

Jak potwierdzę, to poczujesz się lepiej?
Rozważ moje słowa, weź je pod uwagę. Nie napisałam tego, żeby Ci dopiec, więc nie atakuj mnie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

14

Odp: Choroba mamy.

Cyngli, a jakiego wsparcia Ty byś oczekiwała w takiej sytuacji?

Ja tu widzę młodą dziewczynę, która ledwo daje sobie radę a nikt nawet nie zaoferuje pomocy - a także to, że autorka wyraźnie o tą pomoc nie poprosiła.

15

Odp: Choroba mamy.

Ja bym oczekiwała normalności. Ale każdy jest inny.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

16

Odp: Choroba mamy.
Cyngli napisał/a:

Ja bym oczekiwała normalności. Ale każdy jest inny.

A ja bym oczekiwała konkretnej pomocy. Też nie chciałabym opłakiwania, załamywania rąk - tu Cię akurat rozumiem. Ale chciałabym konkretnej pomocy typu, np ze strony siostry: to ja we wtorki i środy zajmuję się mamą, a Ty w czwartki i piatki. Albo ciotka Ziuta oferuje się zrobic im jakieś  zakupy, a wujek Czesiek, że w ten i w ten dzień może zawieść mamę do lekarza. Konkrety zamiast biadolenia, ale też nie jest to udawanie, że nic się nie dzieje.

Od chłopaka chciałabym jakiegoś oderwania od problemów, mile spędzonego czasu, ale też wysłuchania, pogadania o tym, przytulenia.

Wydaję mi się, że autorka żadnej z tych rzeczy nie dostaje i że jest z tym zupełnie sama.

17

Odp: Choroba mamy.

A czy Autorka otworzyła buzię i powiedziała wprost, jakiej pomocy oczekuje?
Niektórym trzeba powiedzieć wprost, inaczej się nie domyślą.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

18

Odp: Choroba mamy.
Cyngli napisał/a:

A czy Autorka otworzyła buzię i powiedziała wprost, jakiej pomocy oczekuje?
Niektórym trzeba powiedzieć wprost, inaczej się nie domyślą.

No właśnie nie wydaje mi się, by wprost kogoś prosiła.

Autorko - polecam. Proś o pomoc i wręcz jej wymagaj od najbliższych.

19 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-05-20 09:41:33)

Odp: Choroba mamy.

CatLady, autorka napisala, ze na ojca nie może liczyc, a podejrzewam, ze dalsza rodzina tez nie jest skora do pomocy (zwłaszcza, gdy nie maja dobrych relacji). Wiec zalozenie dobre, ale nie zawsze się sprawdza się w zyciu.

20

Odp: Choroba mamy.
Benita72 napisał/a:

CatLady, autorka napisala, ze na ojca nie może liczyc, a podejrzewam, ze dalsza rodzina tez nie jest skora do pomocy (zwłaszcza, gdy nie maja dobrych relacji). Wiec zalozenie dobre, ale nie zawsze się sprawdza się w zyciu.

Mowa była również o rodzicach partnera, którzy podobno oferowali pomoc bodajże w wiadomościach tekstowych.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

21

Odp: Choroba mamy.
Cyngli napisał/a:
Benita72 napisał/a:

CatLady, autorka napisala, ze na ojca nie może liczyc, a podejrzewam, ze dalsza rodzina tez nie jest skora do pomocy (zwłaszcza, gdy nie maja dobrych relacji). Wiec zalozenie dobre, ale nie zawsze się sprawdza się w zyciu.

Mowa była również o rodzicach partnera, którzy podobno oferowali pomoc bodajże w wiadomościach tekstowych.

Dodam też, że nie musi być skora do pomocy - czasem mimo tego trzeba pomocy wymagać. Autorka ma siostrę - opieka nad mamą to taki sam siostry obowiązek jak i autorki.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018