Dlaczego walczę z wiarą? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Dlaczego walczę z wiarą?

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 203 ]

Temat: Dlaczego walczę z wiarą?

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia oraz wypowiedzi kilku osób tutaj na forum też w innych tematach, które w rzeczywistości hejtowały tamten temat i inne, skłonił mnie do zadania pytania:

Dlaczego osoby, które nie wierzą, walczą z wiarą u innych osób, nie mając nic do powiedzenia, na siłę wypowiadają się w kwestii tematów, które bezpośrednio dotyczą wiary, i kiedy takie wypowiedzi nie zawierają praktycznie żadnej treści w temacie?

Czy nie jest słuszne stwierdzenie, że w takich przypadkach niewiara jest swoistą wiarą, bo nie jest niczym racjonalnie podparta? Obserwuję też, że osoby, które nie wierzą, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko osobom, które wierzą, bo nie mogą przejść obojętnie wobec osób i tematów, które, w ich mniemaniu, atakują ich i ich światopogląd, nawet jeśli nie powinni się wypowiadać a raczej powinno to być dla nich obojętne, skoro nie wierzą? Ale nie jest bo ta niewiara ma swoje korzenie w wierze, z którą ciągle walczą. I tu jest chyba zawarte sedno ich problemu. Z czego konkretnego wynika ich wiara w niewiarę? Czy np. naprawdę uważają, że ich życie kończy się tu i teraz i jedyną wartością jest materia, która ulega dezintegracji? mimo obserwacji tak wielu zjawisk, które pokazują iż informacja może egzystować bez materii (musi więc mieć jakąś formę) i że śmierć nie jest końcem egzystencji świadomości? Czy taka wiara w niewiarę ułatwia życie a może jest takim opium i ucieczką przed myśleniem? Może tak łatwiej odrzucać fakty, które nam nie pasują?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Z mojej perspektywy, bo tylko  sobie mogę się wypowiedzieć, moja niewiara wynika z tego, że ... przestałam wierzyć big_smile jak to inaczej wyjaśnić? Kiedyś chodziłam do kościoła, rozumiałam, widziałam sens. A potem przyszedł czas, kiedy zaczęłam zadawać pytania, mnóstwo pytań i przez 5 lat walczyłam ze sobą, żeby utrzymać się w kościele, żeby przymykać oko na nieścisłości, żeby nie podchodzić racjonalnie, tylko z sercem. Niestety, nie starczyło mi samozaparcia, żeby siebie przekonywać dalej i dalej wierzyć w bzdurę.

Czy po śmierci nie ma nic? Nie wiem, właściwie nikt nie wie, okaże się jak umrę. Nie zależy mi na tym, czy mam rację czy nie. Wiem tyle, że nie wierzę. Czy liczy się tylko materia? A  w życiu. Liczy się rodzina, przyjaźń, miłość, bycie dobrym, wspierającym człowiekiem, pomaganie innym, bycie szczerym, autentycznym, podejmującym włąsne wybory świadomym dorosłym. Bycie dojrzałym, opiekuńczym, zrównoważonym, umiejącym przyznać się do błędu człowiekiem. Liczy się to, ilu ludzi dzięki mnie będzie miało lżej w życiu.

Co do walki z tymi co wierzą - oh well. Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
A że tutaj wszyscy są dorośli, to zdecydują, która wersja rzeczywistości im bardziej odpowiada i nikt - moim zdaniem - nie jest w stanie przekonać kogoś do odejścia od wiary, jeśli ten dorosły tego nie chce.

If you can be anything, be kind.

3 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-11-26 17:57:27)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Monoceros napisał/a:

(...)
No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
(...)

A co jeśli się mylisz? Nie boisz się odpowiedzialności za innych, których pociągniesz za sobą?

Tylko pytam. smile

Któż jak Bóg!

4

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Bo taka już grzeszna, ludzka natura. Zgrywać mądrzejszych, pouczać głupszych, wytykać błędy i niedoskonałości. Od razu można poczuć się lepiej, a przynajmniej lepszym...

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"
Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Monoceros napisał/a:

Z mojej perspektywy, bo tylko  sobie mogę się wypowiedzieć, moja niewiara wynika z tego, że ... przestałam wierzyć big_smile jak to inaczej wyjaśnić? Kiedyś chodziłam do kościoła, rozumiałam, widziałam sens. A potem przyszedł czas, kiedy zaczęłam zadawać pytania, mnóstwo pytań i przez 5 lat walczyłam ze sobą, żeby utrzymać się w kościele, żeby przymykać oko na nieścisłości, żeby nie podchodzić racjonalnie, tylko z sercem. Niestety, nie starczyło mi samozaparcia, żeby siebie przekonywać dalej i dalej wierzyć w bzdurę.

Czy po śmierci nie ma nic? Nie wiem, właściwie nikt nie wie, okaże się jak umrę. Nie zależy mi na tym, czy mam rację czy nie. Wiem tyle, że nie wierzę. Czy liczy się tylko materia? A  w życiu. Liczy się rodzina, przyjaźń, miłość, bycie dobrym, wspierającym człowiekiem, pomaganie innym, bycie szczerym, autentycznym, podejmującym włąsne wybory świadomym dorosłym. Bycie dojrzałym, opiekuńczym, zrównoważonym, umiejącym przyznać się do błędu człowiekiem. Liczy się to, ilu ludzi dzięki mnie będzie miało lżej w życiu.

Co do walki z tymi co wierzą - oh well. Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
A że tutaj wszyscy są dorośli, to zdecydują, która wersja rzeczywistości im bardziej odpowiada i nikt - moim zdaniem - nie jest w stanie przekonać kogoś do odejścia od wiary, jeśli ten dorosły tego nie chce.

Percepcja człowieka jest ograniczona. Np. co innego uważałaś jak miałaś 10 lat, inaczej już myślałaś mając lat 20, inaczej zapewne mając lat 30, itd.  Przeświadczenie niewiary zapewne opierasz na swoim rozumie a tez przecież bywa i jest omylny, zwłaszcza z perspektywy czasu, stąd ten przykład z 10/20/30 lat. Jakie więc kryteria pozwalają uważać, że ja mam jedynie słuszną rację a inne rzeczy to bzdury i "pomagać na siłę" a w rzeczywistości odciągać nie oferując nic w zamian? Przecież własnie niewiara jest wiarą w niewiarę, taką właśnie bzdurą, zwłaszcza w kontekscie najnowszych odkryć nauki, że to umysł góruje na materią i może na nią wpływać.

Myślałem, że przytoczysz jakieś argumenty, że ta wypowiedź będzie zawierała treść, jakieś dowody, niestety. Zawiera za to własne doświadczenie. I kiedy patrzę na ludzi, to właśnie wydaje mi się, że ich doświadczenie ma tu znaczenie. Ktoś np. może nie wierzyć w miłość bo jej nigdy nie doświadczył, dla kogoś innego miłość jest oczywistą rzeczą. Można oczywiście opierać się jedynie na swoim doświadczeniu ale wtedy nasza wiedza staje się ograniczona. Nigdy bowiem sami nie zbadamy budowy komórki, nie obliczymy struktury wytrzymałościowej budynku, nie skonstrułujemy samolotu. A jednak ta zjawiska są badane, opisane i z nich korzystamy. Niesamowite wręcz.

Jeśli więc do rzeczywistości poza światem materialnym podejść badawczo to istnieje wiele źródeł i relacji ludzi o tym, że świat jest nie tylko materialny. Mówią o tym np. ludzie poddani hipnozie, gdzie przywołuje się ich wspomnienia z przed momentu urodzenia się, kiedy jako dusze wchodzili w ciało człowieka. Tak ich wszystkich pytano czy widzieli Boga w tamtym świecie (kilka tys. pacjentów badanych przez 30 lat przez dr Newtona w USA) to wszyscy mówili to samo. Bóg jest Wszechobecnością. To pewnie coś takiego jak powietrze, ziemia, słońce razem wzięte jakby porównać do tego co widzimy tutaj. A przecież rzeczowe, powtarzalne relacje wielu osób można już uznać za dowód.

Piszesz o sercu a przecież serce wg. najnowszych badań zawiera komórki pamięci, może więc być nośnikiem czy przekaźnikiem informacji. To właśnie serce ciągnie ludzi wierzących do Boga, dokładnie ten sam mechanizm, który opisujesz słowami: "żeby nie podchodzić racjonalnie, tylko z sercem.".

Pozostaje właśnie to pierwotne pytanie, skąd te krucjaty? Nie pozwalasz innym na to na co pozwalasz sobie. Na kierowanie się sercem. Na wolność wyboru. Dlaczego? Po drugie potwierdzasz moją tezę walki z czymś, z Kościołem bo to jest jakiś realny problem, odrzucenie i nie pogodzenie się z tym inaczej byłaby obojętność a jej nie ma.

Człowiek żyje często wiele lat. Są i tacy ludzie, którzy tracą wiarę w okolicy 70tki a są i tacy, którzy w tej samej okolicy ją odzyskują. Udzielają odpowiedzi w teście życia. Uważasz może, że na to samo pytanie można udzielić różnych odpowiedzi? Logika podpowiada, że nie da się udzielić sprzecznych odpowiedzi na to samo pytanie, że odpowiedź powinna być jedna.

6

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Dlaczego walcze z wiara? A dlaczego walcze z antyszczepionkowcami?
Czemu akurat z katolicka? Bo mi za skore zalazla, i dalej zachodzi. Z muzulmanami nigdy problemow nie mialam.
Taki przyklad - zmarl szwagier. Ksiadz nie wyraza zgody na dodanie urny do jego rodzinnego grobu - niby poswiecany. Cmentarz komunalny. Brak zgody na pogrzeb - na szczescie urny z prochami, bo byla kremacja.
Czekanie na pozwolenie proboszcza, ktoy niby na komunalnym nie ma nic do gadania. Nagle. o osmej rano - jest zgoda, na ten dzien, dwunasta. Wiec zadnej mozliwosci poinformowania rodziny o pogrzebie. Miejsce pod plotem.

7 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2018-11-26 22:46:14)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Z mojej perspektywy, bo tylko  sobie mogę się wypowiedzieć, moja niewiara wynika z tego, że ... przestałam wierzyć big_smile jak to inaczej wyjaśnić? Kiedyś chodziłam do kościoła, rozumiałam, widziałam sens. A potem przyszedł czas, kiedy zaczęłam zadawać pytania, mnóstwo pytań i przez 5 lat walczyłam ze sobą, żeby utrzymać się w kościele, żeby przymykać oko na nieścisłości, żeby nie podchodzić racjonalnie, tylko z sercem. Niestety, nie starczyło mi samozaparcia, żeby siebie przekonywać dalej i dalej wierzyć w bzdurę.

Czy po śmierci nie ma nic? Nie wiem, właściwie nikt nie wie, okaże się jak umrę. Nie zależy mi na tym, czy mam rację czy nie. Wiem tyle, że nie wierzę. Czy liczy się tylko materia? A  w życiu. Liczy się rodzina, przyjaźń, miłość, bycie dobrym, wspierającym człowiekiem, pomaganie innym, bycie szczerym, autentycznym, podejmującym włąsne wybory świadomym dorosłym. Bycie dojrzałym, opiekuńczym, zrównoważonym, umiejącym przyznać się do błędu człowiekiem. Liczy się to, ilu ludzi dzięki mnie będzie miało lżej w życiu.

Co do walki z tymi co wierzą - oh well. Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
A że tutaj wszyscy są dorośli, to zdecydują, która wersja rzeczywistości im bardziej odpowiada i nikt - moim zdaniem - nie jest w stanie przekonać kogoś do odejścia od wiary, jeśli ten dorosły tego nie chce.

Percepcja człowieka jest ograniczona. Np. co innego uważałaś jak miałaś 10 lat, inaczej już myślałaś mając lat 20, inaczej zapewne mając lat 30, itd.  Przeświadczenie niewiary zapewne opierasz na swoim rozumie a tez przecież bywa i jest omylny, zwłaszcza z perspektywy czasu, stąd ten przykład z 10/20/30 lat. Jakie więc kryteria pozwalają uważać, że ja mam jedynie słuszną rację a inne rzeczy to bzdury i "pomagać na siłę" a w rzeczywistości odciągać nie oferując nic w zamian? Przecież własnie niewiara jest wiarą w niewiarę, taką właśnie bzdurą, zwłaszcza w kontekscie najnowszych odkryć nauki, że to umysł góruje na materią i może na nią wpływać.

Myślałem, że przytoczysz jakieś argumenty, że ta wypowiedź będzie zawierała treść, jakieś dowody, niestety. Zawiera za to własne doświadczenie. I kiedy patrzę na ludzi, to właśnie wydaje mi się, że ich doświadczenie ma tu znaczenie. Ktoś np. może nie wierzyć w miłość bo jej nigdy nie doświadczył, dla kogoś innego miłość jest oczywistą rzeczą. Można oczywiście opierać się jedynie na swoim doświadczeniu ale wtedy nasza wiedza staje się ograniczona. Nigdy bowiem sami nie zbadamy budowy komórki, nie obliczymy struktury wytrzymałościowej budynku, nie skonstrułujemy samolotu. A jednak ta zjawiska są badane, opisane i z nich korzystamy. Niesamowite wręcz.

Jeśli więc do rzeczywistości poza światem materialnym podejść badawczo to istnieje wiele źródeł i relacji ludzi o tym, że świat jest nie tylko materialny. Mówią o tym np. ludzie poddani hipnozie, gdzie przywołuje się ich wspomnienia z przed momentu urodzenia się, kiedy jako dusze wchodzili w ciało człowieka. Tak ich wszystkich pytano czy widzieli Boga w tamtym świecie (kilka tys. pacjentów badanych przez 30 lat przez dr Newtona w USA) to wszyscy mówili to samo. Bóg jest Wszechobecnością. To pewnie coś takiego jak powietrze, ziemia, słońce razem wzięte jakby porównać do tego co widzimy tutaj. A przecież rzeczowe, powtarzalne relacje wielu osób można już uznać za dowód.

Piszesz o sercu a przecież serce wg. najnowszych badań zawiera komórki pamięci, może więc być nośnikiem czy przekaźnikiem informacji. To właśnie serce ciągnie ludzi wierzących do Boga, dokładnie ten sam mechanizm, który opisujesz słowami: "żeby nie podchodzić racjonalnie, tylko z sercem.".

Pozostaje właśnie to pierwotne pytanie, skąd te krucjaty? Nie pozwalasz innym na to na co pozwalasz sobie. Na kierowanie się sercem. Na wolność wyboru. Dlaczego? Po drugie potwierdzasz moją tezę walki z czymś, z Kościołem bo to jest jakiś realny problem, odrzucenie i nie pogodzenie się z tym inaczej byłaby obojętność a jej nie ma.

Człowiek żyje często wiele lat. Są i tacy ludzie, którzy tracą wiarę w okolicy 70tki a są i tacy, którzy w tej samej okolicy ją odzyskują. Udzielają odpowiedzi w teście życia. Uważasz może, że na to samo pytanie można udzielić różnych odpowiedzi? Logika podpowiada, że nie da się udzielić sprzecznych odpowiedzi na to samo pytanie, że odpowiedź powinna być jedna.

big_smile uśmiechnęłam się. Nie mam na to odpowiedzi. Ba, nie muszę mieć. Mogę i zamierzam mówić TYLKO o moim doświadczeniu, bo nie prowadziłam badań. Nie mam też ochoty na indoktrynowanie i przekonywanie ludzi w jedną lub w drugą stronę, bo szkoda mi na to czasu. A jak ktoś pyta, to dzielę się swoim doświadczeniem.

Zgadzam się z Tobą, że percepcja JEST ograniczona, i że nie mam pewności. Wiem, że moje poglądy się zmieniały i się będą zmieniać. Faktem pozostaje to, co mam tu i teraz i to, co mogę oferować innym. Dlaczego? Bo mi to przyniosło ulgę. Odejście od kościoła, a przede wszystkim koniec wiary oznacza, że przestałam się bać, przestałam żyć wyrzutami sumienia, przestałam ciągle kwestionować własne uczucia i przekonania w imię idei, która nie była moim świadomym wyborem.

Mówisz, że nie pozwalam na wolność wyboru? Ależ właśnie to robię. Nikomu nie każę, nie straszę, nie proponuję nagród, nie obiecuję "zbawienia", nie opowiadam o karach. Mówię o swojej wolności, którą czuję, odkąd nie wierzę. Człowiek, który pozna wiele opcji, wiele stron, jest w stanie dokonać wyboru. A gdzie jakikolwiek wybór i wolna wola, jeśli z góry masz jedną jedyną słuszną ścieżkę?

Nie oferuję nic w zamian? Najwyraźniej nie czytałeś dokładnie. Dla Ciebie być może świat bez boga oznacza pustkę. Dla mnie nie, dla mnie jest tak samo kolorowy i pełny życia i miłości jak wtedy, kiedy wierzyłam. To co zyskałam w zamian to poczucie, że mogę decydować o sobie, że mogę sobie zaufać, że mogę sobie pozwolić na błędy, że mam prawo być człowiekiem, próbować różnych rzeczy, żę wolno mi być istotą cielesną i nie karać się za rzeczy, które nikomu nie robią krzywdy. Dla mnie ten świat to świat wolny. Takie jest moje odczucie. Nie możesz mi powiedzieć, że się "mylę" lub nie, po prostu to czuję.

Odciągam na siłę? Nie, wbrew pozorom nie znam nikogo z niewierzących, a jest ich większość wśród moich znajomych, kto wchodziłby na forum czy filmiki na YT i pisał do ludzi "przestańcie, wyjdzie stąd, to nie prowadzi do nikąd...".  A w drugą stronę niestety już tak, wierzący mają swoje krucjaty, mieli w przeszłości całkiem krwawe i dalej będą je mieli.

I wcale nie czuję, że mam monopol na prawdę. Mogę się mylić. Może robię błąd. Wątpię - jest mi dobrze z tą autentycznością, którą czuję teraz. Ale kto wie.

Lilka787
Nie, nie boję się, ponieważ nie jestem odpowiedzialna za decyzje, które podejmują inni dorośli, nawet jeśli podjęli je pod wpływem przeczytania moich doświadczeń. Tutaj wszyscy jesteśmy dorośli i sami kierujemy swoim życiem.

If you can be anything, be kind.

8

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

No bo jak widzę, że osoba z dogmatami oszukuje drugą osobę wmawiając jej co jest dobre a co złe, a ja uważam że inne rzeczy są dobre i złe, to mówię "Nie wierz mu! Ja uważam inaczej...".
Mechanizm jest dokładnie taki sam jak osoby która nawraca na swoją wiarę.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

9 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-26 23:53:58)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia oraz wypowiedzi kilku osób tutaj na forum też w innych tematach, które w rzeczywistości hejtowały tamten temat i inne, skłonił mnie do zadania pytania:

Dlaczego osoby, które nie wierzą, walczą z wiarą u innych osób, nie mając nic do powiedzenia, na siłę wypowiadają się w kwestii tematów, które bezpośrednio dotyczą wiary, i kiedy takie wypowiedzi nie zawierają praktycznie żadnej treści w temacie?

Czy nie jest słuszne stwierdzenie, że w takich przypadkach niewiara jest swoistą wiarą, bo nie jest niczym racjonalnie podparta? Obserwuję też, że osoby, które nie wierzą, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko osobom, które wierzą, bo nie mogą przejść obojętnie wobec osób i tematów, które, w ich mniemaniu, atakują ich i ich światopogląd, nawet jeśli nie powinni się wypowiadać a raczej powinno to być dla nich obojętne, skoro nie wierzą? Ale nie jest bo ta niewiara ma swoje korzenie w wierze, z którą ciągle walczą. I tu jest chyba zawarte sedno ich problemu. Z czego konkretnego wynika ich wiara w niewiarę? Czy np. naprawdę uważają, że ich życie kończy się tu i teraz i jedyną wartością jest materia, która ulega dezintegracji? mimo obserwacji tak wielu zjawisk, które pokazują iż informacja może egzystować bez materii (musi więc mieć jakąś formę) i że śmierć nie jest końcem egzystencji świadomości? Czy taka wiara w niewiarę ułatwia życie a może jest takim opium i ucieczką przed myśleniem? Może tak łatwiej odrzucać fakty, które nam nie pasują?

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia został zamknięty decyzją moderacji a jego autor/autorka ponownie zbanowany, i dotyczył on nie tyle  wiary, lecz ideologii kościoła katolickiego i absolutnego podporządkowania się jego nakazom i zakazom, zarówno w sferze fizycznej jak i duchowej.

Odpowiadając na postawione powyżej pytanie pozwolę sobie zauważyć, że - wiara - niejeden ma wymiar.
Przede wszystkim nie zgadzam z dokonywaniem arbitralnego dychotomicznego podziału na osoby wierzące i niewierzące - niezależnie od tego w obrębie jakiej wiary się poruszamy. Podział taki jest tworzony przez osoby deklarujące wiarę, co z samego gruntu jest niedopuszczalne, bowiem narzuca wartościowanie człowieka w oparciu o kryterium wybitnie subiektywne - kryterium duchowej samoświadomości jednostki.

Nasuwa się podstawowe pytanie - jak rozpoznać czy ktoś wierzy, oraz w co, a także czy deklaracja wiary (czymkolwiek by ona nie była) sama w sobie stanowi wartość obiektywnie bezwzględną.

10 Ostatnio edytowany przez Snake (2018-11-27 11:51:38)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
femte napisał/a:

Taki przyklad - zmarl szwagier. Ksiadz nie wyraza zgody na dodanie urny do jego rodzinnego grobu - niby poswiecany. Cmentarz komunalny. Brak zgody na pogrzeb - na szczescie urny z prochami, bo byla kremacja.
Czekanie na pozwolenie proboszcza, ktoy niby na komunalnym nie ma nic do gadania. Nagle. o osmej rano - jest zgoda, na ten dzien, dwunasta. Wiec zadnej mozliwosci poinformowania rodziny o pogrzebie. Miejsce pod plotem.

Chyba ci się jednak coś pomieszało. Cmentarzami komunalnymi zarządzają samorządy i to one dysponują cmentarnymi kwaterami. Ksiądz może co najwyżej decydować o miejscu pochówku na cmentarzu wyznaniowym. Odpowiednia ustawa mówi, że za określonymi wyjątkami może odmówić pochówku na zarządzanym przez siebie cmentarzu wyznaniowym. Tak jak i prawosławny pop, rabin czy pastor. Zapewne chodziło ci o przeprowadzenie na komunalnym cmentarzu pochówku w wyznaniowym, katolickim obrządku z udziałem księdza. Tak, ksiądz może odmówić przeprowadzenia takiego pochówku jeśli miałby on być niezgodny z kościelnymi zasadami czy budzić zgorszenie wśród wiernych. Stąd np. księża odmawiają katolickiego obrządku przy pochówkach samobójców. Kremacja też jako taka nie podoba się kościołowi katolickiemu. I nie wiem w czym tu problem, bo że przy kremacji może być problem z księdzem, to wie chyba każdy głupi? Jest wybór, kremujesz i liczysz się z problemami z księdzem albo nie kremujesz i nie ma problemu. Czyli podsumowując ksiądz może z różnych powodów pochówku w katolickim obrządku. Na cmentarzu wyznaniowym jeśli nie ma innego, komunalnego cmentarza nie może odmówić samego pochówku jako takiego nawet grzesznika, innowiercy, heretyka czy ateisty ale to ksiądz jako właściciel i administrator cmentarza decyduje, którą kwaterę udostępni na pochówek. Tradycyjnie już takim osobom na pochówek wskazuje się miejsca na uboczu cmentarza czyli pod przysłowiowym płotem. Jeśli pogrzeb miał się odbyć na typowym, komunalnym cmentarzu, gdzie o kwaterze decyduje świecki administrator ksiądz może swój udział w przeprowadzeniu wyznaniowego obrządku warunkować tym, że pochówek odbędzie się w kwaterze na uboczu "pod płotem". No ale udział księdza i pochówek w obrządku wyznaniowym nie jest obowiązkowy.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

11

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia oraz wypowiedzi kilku osób tutaj na forum też w innych tematach, które w rzeczywistości hejtowały tamten temat i inne, skłonił mnie do zadania pytania:

Dlaczego osoby, które nie wierzą, walczą z wiarą u innych osób, nie mając nic do powiedzenia, na siłę wypowiadają się w kwestii tematów, które bezpośrednio dotyczą wiary, i kiedy takie wypowiedzi nie zawierają praktycznie żadnej treści w temacie?

Czy nie jest słuszne stwierdzenie, że w takich przypadkach niewiara jest swoistą wiarą, bo nie jest niczym racjonalnie podparta? Obserwuję też, że osoby, które nie wierzą, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko osobom, które wierzą, bo nie mogą przejść obojętnie wobec osób i tematów, które, w ich mniemaniu, atakują ich i ich światopogląd, nawet jeśli nie powinni się wypowiadać a raczej powinno to być dla nich obojętne, skoro nie wierzą? Ale nie jest bo ta niewiara ma swoje korzenie w wierze, z którą ciągle walczą. I tu jest chyba zawarte sedno ich problemu. Z czego konkretnego wynika ich wiara w niewiarę? Czy np. naprawdę uważają, że ich życie kończy się tu i teraz i jedyną wartością jest materia, która ulega dezintegracji? mimo obserwacji tak wielu zjawisk, które pokazują iż informacja może egzystować bez materii (musi więc mieć jakąś formę) i że śmierć nie jest końcem egzystencji świadomości? Czy taka wiara w niewiarę ułatwia życie a może jest takim opium i ucieczką przed myśleniem? Może tak łatwiej odrzucać fakty, które nam nie pasują?

Cóż,może ci niewierzący są przekonani o tym,że oni właśnie odkryli tę cała mistyfikację-zajęło im to kilkadziesiąt godzin siedzenia w necie- i teraz chcą i innych oświecić by nie tkwili w jakimś takim spisku ukutym przez KK?
Podobnie jest i z wierzącymi-moja przyjaciółka na przykład potrafi mi powiedzieć,że ludzie wierzący muszą mieć wyobraźnię-której ja nie posiadam smile,że jej umierający mąż wspominał o mnie,mówiąc,że on już wie jak jak okrutnie się mylę nie wierząc i trzeba z tą moją niewiarą zrobić porządek.
Tu nie jest kwestia dlaczego niewierzący walczą z wierzącymi-to raczej sprawa charakteru i chęci przełamywania tabu.
Dla mnie sprawa czyjejś wiary to takie tabu właśnie- i dopóki mnie ktoś do niego nie dopuści-raczej nie śmiem włazić mu i wmawiać,że skoro ja nie wierzę-to ja posiadam prawdę objawioną.
Mi niewiara ułatwia życie z pewnością a nie utrudnia bo mam świadomość,że za moje decyzje i czyny jestem odpowiedzialna tylko ja-nie obarczam boga za to.Utożsamianie faktu,że niewierzący uważają,że ich życie kończy się tutaj a ich jedyną wartością jest materia to moim zdaniem nadużycie.
Bliscy mi zmarli żyją i żyć będą w moich wspomnieniach,w mojej głowie zawsze. i ja tak samo chciałabym żyć w pamięci tych,którzy będą mnie wspominać.
Co do odrzucania faktów-religia na faktach się nie opiera,raczej na wierze i ufności.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

12

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia oraz wypowiedzi kilku osób tutaj na forum też w innych tematach, które w rzeczywistości hejtowały tamten temat i inne, skłonił mnie do zadania pytania:

Dlaczego osoby, które nie wierzą, walczą z wiarą u innych osób, nie mając nic do powiedzenia, na siłę wypowiadają się w kwestii tematów, które bezpośrednio dotyczą wiary, i kiedy takie wypowiedzi nie zawierają praktycznie żadnej treści w temacie?

Czy nie jest słuszne stwierdzenie, że w takich przypadkach niewiara jest swoistą wiarą, bo nie jest niczym racjonalnie podparta? Obserwuję też, że osoby, które nie wierzą, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko osobom, które wierzą, bo nie mogą przejść obojętnie wobec osób i tematów, które, w ich mniemaniu, atakują ich i ich światopogląd, nawet jeśli nie powinni się wypowiadać a raczej powinno to być dla nich obojętne, skoro nie wierzą? Ale nie jest bo ta niewiara ma swoje korzenie w wierze, z którą ciągle walczą. I tu jest chyba zawarte sedno ich problemu. Z czego konkretnego wynika ich wiara w niewiarę? Czy np. naprawdę uważają, że ich życie kończy się tu i teraz i jedyną wartością jest materia, która ulega dezintegracji? mimo obserwacji tak wielu zjawisk, które pokazują iż informacja może egzystować bez materii (musi więc mieć jakąś formę) i że śmierć nie jest końcem egzystencji świadomości? Czy taka wiara w niewiarę ułatwia życie a może jest takim opium i ucieczką przed myśleniem? Może tak łatwiej odrzucać fakty, które nam nie pasują?

Zabawny jesteś big_smile Z tym swoim moralizatorstwem i pouczającym tonem masz pretensje do tego, że inni Cię kontrują big_smile A czym Ty się różnisz ? Masz swoją wiarę to w nią wierz. Ale to jest TYLKO wiara. Gdyby cokolwiek z wiary dało się udowodnić, to przestałoby być wiarą, a stałoby się wiedzą. Każdy w coś wierzy. Masz rację w tym, że niewierzący też wierzą. Zgadza się. Oni też nie wiedzą, tylko wierzą. Więc Ty krytykujesz "ich wiarę", bo Twoja jest wg Ciebie ta słuszna, a oni Ci pokazują, że wcale nie big_smile Ja też kiedyś chodziłem do Kościoła. Brałem sakramenty itd. itd. Ale po prostu dużo na temat tego wszystkiego myślałem i w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że nie kupuję tego co mówi Kościół, że to się nie trzyma kupy. Poza tym trochę zaczęło mnie dziwić, że wszystko opiera się na jakiś księgach napisanych tysiące lat temu, nie wiadomo tak naprawdę przez kogo. W czasach kiedy ludzie naprawdę gówno wiedzieli o całym otaczającym ich świecie, nie zdając sobie sprawy z tego, że w ogóle jest coś tak ogromnego jak Wszechświat i skali naszego istnienia w tym wszystkim. Ludzie odkąd zaczęli myśleć popadali w coraz większą megalomanię smile i zaczynali kombinować jak np. usprawiedliwiać swoje złe wybory, jak sobie tworzyć nadzieję itd. No mieli do tego prawo smile I jak widać wyszło im to. Ja osobiście nie wykluczam np. tego, że jest jakieś "życie po życiu". Może jest, a może nie ma. Ale bajeczki o piekle i niebie mnie nie przekonują. Są dla mnie takie same jak o "Stworzeniu świata w 7 dni". Jestem człowiekiem wątpiącym i poszukującym. Ciekawią mnie różne spojrzenia, ale nie z punktu ślepego bezrefleksyjnego fanatyzmu. W każdej wierze brakuje mi tego małego elementu pokory, że "Może być tak, że my się jednak mylimy, bo to tylko wiara" smile Ale widocznie tak się nie da. Dla wielu śmieszne są np. te wierzenia Muzułmanów w "dziewice po męczeńskiej śmierci" big_smile No się chłopaki zabzykają po śmierci big_smile Ale czym to się tak naprawdę różni od wiary w zmartwychwstanie ? W to, że dziewica urodziła dziecko ?

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

13

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Osoby niewierzące, zazwyczaj, były kiedyś osobami wierzącymi. Z tego tytułu, mogą posiadać odpowiednią wiedzę, aby udzielić odpowiedzi na pytanie. tongue Nie rozumiem, co uważasz za "brak treści". Jeśli mówisz o komentarzach, mówiących o wyższości swoich przekonań, to analogicznie podobne zamieszczają osoby wierzące, w wątkach osób niewierzących. Prawdopodobnie wynika to z tego, że można poczuć się lepiej, czyimś kosztem.

What kind of Heresy is this?

14 Ostatnio edytowany przez balin (2018-11-27 13:01:20)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:

Ale czym to się tak naprawdę różni od wiary w zmartwychwstanie ?

Mówisz, że nad wieloma sprawami myślisz, a wychodzą bezsensowne kwiatki. Skoro dopuszczasz życie po śmierci, no to jak ono ma wyglądać? Przecież to musi być nowe wcielenie. A zarazem to dalej Ty. Podam Ci prosty przykład jak wlazłeś do tego forum? Nie przez nowe wcielenie? Masz swoje drugie życie. To tak jakby was było dwóch. Ty w rzeczywistości i ty Misinx, to inne postacie, inne formy tego samego.

15

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
balin napisał/a:
Misinx napisał/a:

Ale czym to się tak naprawdę różni od wiary w zmartwychwstanie ?

Mówisz, że nad wieloma sprawami myślisz, a wychodzą bezsensowne kwiatki. Skoro dopuszczasz życie po śmierci, no to jak ono ma wyglądać? Przecież to musi być nowe wcielenie. A zarazem to dalej Ty. Podam Ci prosty przykład jak wlazłeś do tego forum? Nie przez nowe wcielenie? Masz swoje drugie życie. To tak jakby was było dwóch. Ty w rzeczywistości i ty Misinx, a jednak to ta sama osoba, tylko inne postacie, inne formy tego samego.

Aleś palnął big_smile Czytaj chłopie ze zrozumieniem, a jak czegoś nie rozumiesz to napisz, że nie rozumiesz co jest napisane, a nie komentuj big_smile

Tak a propos jeszcze głównego wątku, to czytam sobie właśnie o tym, że "Senatorowie Komisji Praw Człowieka Praworządności i Petycji chcą wprowadzić nowy przepis do ustawy o diagnostyce laboratoryjnej. Przepis, który ustanawia klauzulę sumienia nie tylko dla lekarzy, położonych i pielęgniarzy, ale również dla tych, którzy przeprowadzają badania w laboratoriach." JPRDL big_smile No i religijny piewca dziwi się, że "niewierzący" (a raczej "inaczej wierzący") stawiają mu kontrę. W kraju w którym religia zaczyna nam włazić pod kołdry, a teraz nawet w badania laboratoryjne.

Balin, błagam nie odpowiadaj mi na tego posta big_smile Miej litość.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

16 Ostatnio edytowany przez balin (2018-11-27 13:11:56)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Misinx nie oceniaj innych po swoich zachowaniu. smile Ja nie jestem fanatykiem z drugiej strony barykady. smile Nie moja bajka. smile
Zwróciłem tylko uwagę na głupotki, które wypisujesz. Tylko tyle. smile

17

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
balin napisał/a:

Misinx nie oceniaj innych po swoich zachowaniu. smile Ja nie jestem fanatykiem z drugiej strony barykady. smile Nie moja bajka. smile

JPRDL Nie chcę się powtarzać. Czy ja napisałem, że TY jesteś fanatykiem religijnym ????? Dalsza część wypowiedzi odnosi się do głównego wątku. No czytajże ze zrozumieniem. Może powoli będzie Ci łatwiej ?

A co do oceniania... Naprawdę "rzuciłbyś kamieniem", że Ty nie oceniasz innych big_smile ???

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

18 Ostatnio edytowany przez balin (2018-11-27 13:25:03)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:

Czy ja napisałem, że TY jesteś fanatykiem religijnym ?????

Ale Ty masz do głowy nawbijane. Przecież to ja napisałem, że ty zachowujesz się jak fanatyk antyreligijny. smile wierzysz w dogmat: wiadomo religijne jest złe i lecisz z koksem, bez większego zanurzania się w to co mówisz. smile

19 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-27 13:31:45)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:
balin napisał/a:
Misinx napisał/a:

Ale czym to się tak naprawdę różni od wiary w zmartwychwstanie ?

Mówisz, że nad wieloma sprawami myślisz, a wychodzą bezsensowne kwiatki. Skoro dopuszczasz życie po śmierci, no to jak ono ma wyglądać? Przecież to musi być nowe wcielenie. A zarazem to dalej Ty. Podam Ci prosty przykład jak wlazłeś do tego forum? Nie przez nowe wcielenie? Masz swoje drugie życie. To tak jakby was było dwóch. Ty w rzeczywistości i ty Misinx, a jednak to ta sama osoba, tylko inne postacie, inne formy tego samego.

Aleś palnął big_smile Czytaj chłopie ze zrozumieniem, a jak czegoś nie rozumiesz to napisz, że nie rozumiesz co jest napisane, a nie komentuj big_smile

Tak a propos jeszcze głównego wątku, to czytam sobie właśnie o tym, że "Senatorowie Komisji Praw Człowieka Praworządności i Petycji chcą wprowadzić nowy przepis do ustawy o diagnostyce laboratoryjnej. Przepis, który ustanawia klauzulę sumienia nie tylko dla lekarzy, położonych i pielęgniarzy, ale również dla tych, którzy przeprowadzają badania w laboratoriach." JPRDL big_smile No i religijny piewca dziwi się, że "niewierzący" (a raczej "inaczej wierzący") stawiają mu kontrę. W kraju w którym religia zaczyna nam włazić pod kołdry, a teraz nawet w badania laboratoryjne.

Balin, błagam nie odpowiadaj mi na tego posta big_smile Miej litość.

Zwróć uwagę, że mówimy o "klauzuli sumienia" a nie "klauzuli wiary, religii czy wyznania". tongue Sumienie mi nie pozwala, to nie to samo, co stwierdzenie, że religia mi nie pozwala. wink
Pomijam fakt, że niezależnie od źródła, do którego odwołuje się taki zapis, nie powinny one mieć miejsca w powszechnie obowiązującym prawie. Tak jak pisałam już wielokrotnie - jeśli sumienie komuś nie pozwala wykonywać określonego zawodu, niech wybierze inny zawód wymagający mniejszej odporności psychicznej.

20

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Ostatni temat w kwestii braku rozgrzeszenia oraz wypowiedzi kilku osób tutaj na forum też w innych tematach, które w rzeczywistości hejtowały tamten temat i inne, skłonił mnie do zadania pytania:

Dlaczego osoby, które nie wierzą, walczą z wiarą u innych osób, nie mając nic do powiedzenia, na siłę wypowiadają się w kwestii tematów, które bezpośrednio dotyczą wiary, i kiedy takie wypowiedzi nie zawierają praktycznie żadnej treści w temacie?

Czy nie jest słuszne stwierdzenie, że w takich przypadkach niewiara jest swoistą wiarą, bo nie jest niczym racjonalnie podparta? Obserwuję też, że osoby, które nie wierzą, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko osobom, które wierzą, bo nie mogą przejść obojętnie wobec osób i tematów, które, w ich mniemaniu, atakują ich i ich światopogląd, nawet jeśli nie powinni się wypowiadać a raczej powinno to być dla nich obojętne, skoro nie wierzą? Ale nie jest bo ta niewiara ma swoje korzenie w wierze, z którą ciągle walczą. I tu jest chyba zawarte sedno ich problemu. Z czego konkretnego wynika ich wiara w niewiarę? Czy np. naprawdę uważają, że ich życie kończy się tu i teraz i jedyną wartością jest materia, która ulega dezintegracji? mimo obserwacji tak wielu zjawisk, które pokazują iż informacja może egzystować bez materii (musi więc mieć jakąś formę) i że śmierć nie jest końcem egzystencji świadomości? Czy taka wiara w niewiarę ułatwia życie a może jest takim opium i ucieczką przed myśleniem? Może tak łatwiej odrzucać fakty, które nam nie pasują?

Zależy w jakim jesteśmy środowisku. Z doświadczenia widzę, że jeśli temat schodzi na wiarę, to zazwyczaj ludzie mają na myśli KK, a nie wiarę, a jak wiadomo Kościół Katolicki to drażliwy temat.

21

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Caiara napisał/a:

Zależy w jakim jesteśmy środowisku. Z doświadczenia widzę, że jeśli temat schodzi na wiarę, to zazwyczaj ludzie mają na myśli KK, a nie wiarę, a jak wiadomo Kościół Katolicki to drażliwy temat.

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

22 Ostatnio edytowany przez Misinx (2018-11-27 13:58:17)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
Misinx napisał/a:
balin napisał/a:

Mówisz, że nad wieloma sprawami myślisz, a wychodzą bezsensowne kwiatki. Skoro dopuszczasz życie po śmierci, no to jak ono ma wyglądać? Przecież to musi być nowe wcielenie. A zarazem to dalej Ty. Podam Ci prosty przykład jak wlazłeś do tego forum? Nie przez nowe wcielenie? Masz swoje drugie życie. To tak jakby was było dwóch. Ty w rzeczywistości i ty Misinx, a jednak to ta sama osoba, tylko inne postacie, inne formy tego samego.

Aleś palnął big_smile Czytaj chłopie ze zrozumieniem, a jak czegoś nie rozumiesz to napisz, że nie rozumiesz co jest napisane, a nie komentuj big_smile

Tak a propos jeszcze głównego wątku, to czytam sobie właśnie o tym, że "Senatorowie Komisji Praw Człowieka Praworządności i Petycji chcą wprowadzić nowy przepis do ustawy o diagnostyce laboratoryjnej. Przepis, który ustanawia klauzulę sumienia nie tylko dla lekarzy, położonych i pielęgniarzy, ale również dla tych, którzy przeprowadzają badania w laboratoriach." JPRDL big_smile No i religijny piewca dziwi się, że "niewierzący" (a raczej "inaczej wierzący") stawiają mu kontrę. W kraju w którym religia zaczyna nam włazić pod kołdry, a teraz nawet w badania laboratoryjne.

Balin, błagam nie odpowiadaj mi na tego posta big_smile Miej litość.

Zwróć uwagę, że mówimy o "klauzuli sumienia" a nie "klauzuli wiary, religii czy wyznania". tongue Sumienie mi nie pozwala, to nie to samo, co stwierdzenie, że religia mi nie pozwala. wink
Pomijam fakt, że niezależnie od źródła, do którego odwołuje się taki zapis, nie powinny one mieć miejsca w powszechnie obowiązującym prawie. Tak jak pisałam już wielokrotnie - jeśli sumienie komuś nie pozwala wykonywać określonego zawodu, niech wybierze inny zawód wymagający mniejszej odporności psychicznej.

Hehehe... No tak, masz rację...Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy chyba przyjąć, że w tym kraju to jest jedno i to samo big_smile Ja myślę, że chodzi tu o "jedyny słuszny" rodzaj sumienia.

SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Eeee tutaj z wszystkimi wyznawcami jakiś religii jest tak samo.
Zaraz się tutaj pewnie dowiemy, że niewierzący też się uważają "za jedynie prawdziwie wierzących". No i pewnie tu też będzie niejednokrotnie prawda.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

23 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-11-27 14:03:31)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Monoceros napisał/a:

Dla Ciebie być może świat bez boga oznacza pustkę. Dla mnie nie, dla mnie jest tak samo kolorowy i pełny życia i miłości jak wtedy, kiedy wierzyłam. To co zyskałam w zamian to poczucie, że mogę decydować o sobie, że mogę sobie zaufać, że mogę sobie pozwolić na błędy, że mam prawo być człowiekiem, próbować różnych rzeczy, żę wolno mi być istotą cielesną i nie karać się za rzeczy, które nikomu nie robią krzywdy. Dla mnie ten świat to świat wolny. Takie jest moje odczucie. Nie możesz mi powiedzieć, że się "mylę" lub nie, po prostu to czuję.

Przytoczyłem relacje ludzi z ich własnych wspomnien uzyskanych nietypowa metoda ale powtarzalnych. Natomiast to co dalej piszesz nie wiem jak to się łaczy z sama wiarą. Może po prostu w momencie odrzucania wiary jednoczesnie przeszlas jakas przemiane ale niepotrzebnie to laczysz. To czy i jak postrzegasz swiat, ludzi zalezy od Ciebie ale tu nie ma az takich polaczen jak sugerujesz. Przykładowo, jeżeli wierzysz, mozesz byc np członkiem KK to nadal jestes istotą cielesną i nie musisz się karac za bledy ale musisz na pewno odpowiadac, byc osoba odpowiedzialna, za to co robisz i czujesz, wyciagac wnioski, brac pod uwage innych w swoim zyciu, swoje otoczenie, itp. Nie jest to zadna uciazliwosc a razej jakas forma swiaomego zycia. Jednak wszystko to co obserwujemy, nawet materia, ma swoje źródło i ciągle jest ona podtrzymywana do "życia" przez Coś lub przez Kogoś. Np. ostatnia teoria o tzw. wrzechświecie blokowym, który tłumaczy możliwość przewidywania przyszłosci (widzenia zdarzeń) i opisuje sytuacje braku czasu, wymaga istnienia zewnętrznego obserwatora. Bardzo podobnie wspolczesna fizyka definiuje dzis istnienie czegos. Pewne rzeczy istnieja dopiero w momencie obserwacji. Nie ma wiec mozliwosci (prawdopodobnie) istnienia wrzeswiata bez obecnosci zewnetrznego obserwatora, czyli w naszym rozumieniu Boga.

A dlatego pisze o doswiadzeniu bo mysle ze ona ma kolosalny wplyw na postrzeganie przez nas swiata. Ale wiara w tym ujeciu bedzie nam "pozwalac" odstrzegac inne warstwy rzeczywistosci. Np. jesli bedziemy uznawac jakies zjawisko za zachodzace a bedzie to zjawisko niefizyczne, to zaczniemy je laczyc z efektami innych zdarzen i zjawisk, zaczniemy dostrzegac polaczenia. Jesli jednak taki obraz odrzucimy, automatycznie odrzucimy zrozumienie tych polaczen bo nie bedziemy ich obserwowac. Mysle ze glebszy wglad w rzeczywistosc pozwala nam zaobserowac wiecej, zrozumiec wiecej, dostrzec wiecej, nasze zrozumienie zycia staje sie poglebione.

Przykladowo, relacje miedzy ludzmi. Jesli np. dusza wchodzac w cialo zyla wczeniej to mogla miec ona relacji z innymi duszami (ludzmi potem). Takie cos moze tlumaczyc wiele zdarzen i interakcji miedzy ludzmi w zyciu. Itp.

Dla mnie odrzucaja wiare dochodzi do ogromnego zuborzenia rzeczywistosci. Lacze to ze zrozumieniem calosci. Przyjmuje istnienie rzeczy niematerialnych bo jest to dla mnie oczywiste, a ich rozne aspekty i wytlumaczenia, nierozlacznie lacza sie z istnieniem Boga.

24 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-27 14:51:29)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Dla mnie odrzucaja wiare dochodzi do ogromnego zuborzenia rzeczywistosci. Lacze to ze zrozumieniem calosci. Przyjmuje istnienie rzeczy niematerialnych bo jest to dla mnie oczywiste, a ich rozne aspekty i wytlumaczenia, nierozlacznie lacza sie z istnieniem Boga.

Ale to już nie są rozważania o wierze, jako religii czy wyznaniu ukształtowanym tak lub inaczej, lecz rozważania o pierwotnym porządku świata, który Ty akurat postrzegasz przez filozofię zakładającą istnienie nadnaturalnej mocy pod namacalną postacią uniwersalnego Boga.
Natomiast ktoś inny z całą odpowiedzialnością mógłby stwierdzić, że dla niego właśnie przyjęcie wiary w wyżej określony byt powoduje ogromne zaburzenie rzeczywistości.

25 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-11-27 15:14:44)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Dla mnie odrzucaja wiare dochodzi do ogromnego zuborzenia rzeczywistosci. Lacze to ze zrozumieniem calosci. Przyjmuje istnienie rzeczy niematerialnych bo jest to dla mnie oczywiste, a ich rozne aspekty i wytlumaczenia, nierozlacznie lacza sie z istnieniem Boga.

Ale to już nie są rozważania o wierze, jako religii czy wyznaniu ukształtowanym tak lub inaczej, lecz rozważania o pierwotnym porządku świata, który Ty akurat postrzegasz przez filozofię zakładającą istnienie nadnaturalnej mocy pod namacalną postacią uniwersalnego Boga.
Natomiast ktoś inny z całą odpowiedzialnością mógłby stwierdzić, że dla niego właśnie przyjęcie wiary w wyżej określony byt powoduje ogromne zaburzenie rzeczywistości.

Jedynie materialnej czy tej szerszej niematerialnej również? Nauka przecież definiuje jednoznacznie, że materia stanowi mniej niż 5% energii, która ma wpływ na materię ale nie można jej namacalnie zbadać. Wyobraźmy sobie, że cały nasz materialny wrzechświat jest niezamieszkały. Miliardy galaktyk X miliardy gwiazd X po kilka planet na gwiazdę naprawdę jest niezamieszkała?! I teraz żeby zrozumieć tylko tę cześć niematerialną, która w jakiś sposób "dotyka materię", pomnóżmy to wszystko X 20. Też jest niezamieszkała? Wielkość widzialnego Wrzeświata X 20? A co jeśli dalej są części, które nie oddziaływują z materią wogóle?

Wg. mnie to dusze zamieszkują te "niematerialne wymiary". Niekoniecznie tylko ludzkie. I taki świat ma też swoje prawa i zasady.

Pytanie czy jeśli sam doświadczyłem tego, że osoba zmarła żyje nadal to czy to jest jakiś dowód dla kogoś (dla mnie to jest w tym momencie oczywiste) czy i jak, czy wogóle ma sens rozmowa z kimś kto niejako "z zasady" neguje możliwość życia po śmierci? Nie tylko nie doświadczył tego w żaden sposób ale "arbitralnie" przyjął taki pogląd na rzeczywistość? Co taka osoba chce udowodnić, czy przed sobą czy przed innymi, skoro to co twierdzi nijak się ma do mojego doświadczenia? Przez to co mówi zaprzecza jemu. Nie da się też przyjąć jej poglądu bo nie ma na to argumentów. Logicznie, doświadzenie czegoś nie może dowodzić nieistnienia czegoś ale niedoświadczenie czegoś już tak. Czyli jest to może kwestia własnie doświadczenia. Ale jeśli odrzuca się doświadczenia innych to jak to nazwać?

Powoli jednak słaniam się ku pewnemu poglądowi. Otóż jakiś czas temu w fizyce cząstek elementarnych pojawiło się stwierdzenie, że fizyka staje się filozofią ponieważ to co opisujemy jest obserwacją jakiś wtórnych efektów zdarzeń, których bezpośrednio nie możemy już obserwować (narzędziami fizycznymi). Jednak jest coraz więcej takich obserwacji zjawisk niematerialnych i coraz więcej stwierdzeń w kwestii nie tylko istnienia niematerialnej rzeczywistości ale jakie cechy ona posiada. Wydaje mi się, żę ludzie zaczynają się dzielić. Na tych co widzą i dostrzegają te zjawiska (mogą się nad nimi zastanawiać lub nie, analizować lub nie) i na tych co świadomie odrzucają niematerialną rzeczywistość (absurd?) bo tak.

26

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Dla mnie odrzucaja wiare dochodzi do ogromnego zuborzenia rzeczywistosci. Lacze to ze zrozumieniem calosci. Przyjmuje istnienie rzeczy niematerialnych bo jest to dla mnie oczywiste, a ich rozne aspekty i wytlumaczenia, nierozlacznie lacza sie z istnieniem Boga.

Ale to już nie są rozważania o wierze, jako religii czy wyznaniu ukształtowanym tak lub inaczej, lecz rozważania o pierwotnym porządku świata, który Ty akurat postrzegasz przez filozofię zakładającą istnienie nadnaturalnej mocy pod namacalną postacią uniwersalnego Boga.
Natomiast ktoś inny z całą odpowiedzialnością mógłby stwierdzić, że dla niego właśnie przyjęcie wiary w wyżej określony byt powoduje ogromne zaburzenie rzeczywistości.

Osobiście jestem w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć istnienie jakiegoś Boga, albo jakiejś Siły, Mocy, czy jak to tam zwać. Tylko, że jeśli to jest Bóg, który jakby "napędza" ten cały Wszechświat, to jakoś trudno mi uwierzyć, że w tym wszystkim ma jakiekolwiek znaczenie, czy np. Jasiu umył rączki po sikaniu i zmówił paciorek. Z punktu widzenia Wszechświata my ludzie jesteśmy tu cholernie krótko. Świat doskonale radził sobie bez nas i będzie sobie radził po nas. Nie jesteśmy żadnym cudem. Ja bym raczej powiedział, że jesteśmy jakimś "nieudanym eksperymentem". Mamy agresywną, ekspansywną i niszczycielską naturę. Jak wirus (jak to powiedział Agent Smith big_smile ) To się nigdy nie zmieni. Może być tak, że zniszczymy naszą Matkę Ziemię razem ze sobą. Chociaż słowo "zniszczymy" jest raczej mocno na wyrost. My akurat nie mamy takiej mocy (przynajmniej na razie), żeby zafundować Ziemi taki kataklizm po którym nie mogłaby się podnieść.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

27 Ostatnio edytowany przez Misinx (2018-11-27 15:21:26)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Powoli jednak słaniam się ku pewnemu poglądowi. Otóż jakiś czas temu w fizyce cząstek elementarnych pojawiło się stwierdzenie, że fizyka staje się filozofią ponieważ to co opisujemy jest obserwacją jakiś wtórnych efektów zdarzeń, których bezpośrednio nie możemy już obserwować (narzędziami fizycznymi). Jednak jest coraz więcej takich obserwacji zjawisk niematerialnych i coraz więcej stwierdzeń w kwestii nie tylko istnienia niematerialnej rzeczywistości ale jakie cechy ona posiada. Wydaje mi się, żę ludzie zaczynają się dzielić. Na tych co widzą i dostrzegają te zjawiska (mogą się nad nimi zastanawiać lub nie, analizować lub nie) i na tych co świadomie odrzucają niematerialną rzeczywistość (absurd?) bo tak.

O! I tu się całkowicie zgodzę, tylko po co od razu przyjmować, że jak zobaczysz pieniążek pod poduszką to znaczy, że przyniosła go "wróżka zębuszka" ? Chociaż jak komuś tak wygodnie. Tylko, że historia nauki pokazuje, że już wiele takich "wróżek zębuszek" zostało obalonych.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

28

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Dla mnie odrzucaja wiare dochodzi do ogromnego zuborzenia rzeczywistosci. Lacze to ze zrozumieniem calosci. Przyjmuje istnienie rzeczy niematerialnych bo jest to dla mnie oczywiste, a ich rozne aspekty i wytlumaczenia, nierozlacznie lacza sie z istnieniem Boga.

Ale to już nie są rozważania o wierze, jako religii czy wyznaniu ukształtowanym tak lub inaczej, lecz rozważania o pierwotnym porządku świata, który Ty akurat postrzegasz przez filozofię zakładającą istnienie nadnaturalnej mocy pod namacalną postacią uniwersalnego Boga.
Natomiast ktoś inny z całą odpowiedzialnością mógłby stwierdzić, że dla niego właśnie przyjęcie wiary w wyżej określony byt powoduje ogromne zaburzenie rzeczywistości.

Jedynie materialnej czy tej szerszej niematerialnej również? Nauka przecież definiuje jednoznacznie, że materia stanowi mniej niż 5% energii, która ma wpływ na materię ale nie można jej namacalnie zbadać. Wyobraźmy sobie, że cały nasz materialny wrzechświat jest niezamieszkały. Miliardy galaktyk X miliardy gwiazd X po kilka planet na gwiazdę naprawdę jest niezamieszkała?! I teraz żeby zrozumieć tylko tę cześć niematerialną, która w jakiś sposób "dotyka materię", pomnóżmy to wszystko X 20. Też jest niezamieszkała? Wielkość widzialnego Wrzeświata X 20? A co jeśli dalej są części, które nie oddziaływują z materią wogóle?

Wg. mnie to dusze zamieszkują te "niematerialne wymiary". Niekoniecznie tylko ludzkie. I taki świat ma też swoje prawa i zasady.

Pytanie czy jeśli sam doświadczyłem tego, że osoba zmarła żyje nadal to czy to jest jakiś dowód dla kogoś (dla mnie to jest w tym momencie oczywiste) czy i jak, czy wogóle ma sens rozmowa z kimś kto niejako "z zasady" neguje możliwość życia po śmierci? Nie tylko nie doświadczył tego w żaden sposób ale "arbitralnie" przyjął taki pogląd na rzeczywistość? Co taka osoba chce udowodnić, czy przed sobą czy przed innymi, skoro to co twierdzi nijak się ma do mojego doświadczenia? Przez to co mówi zaprzecza jemu. Nie da się też przyjąć jej poglądu bo nie ma na to argumentów. Logicznie, doświadzenie czegoś nie może dowodzić nieistnienia czegoś ale niedoświadczenie czegoś już tak. Czyli jest to może kwestia własnie doświadczenia. Ale jeśli odrzuca się doświadczenia innych to jak to nazwać?

Powoli jednak słaniam się ku pewnemu poglądowi. Otóż jakiś czas temu w fizyce cząstek elementarnych pojawiło się stwierdzenie, że fizyka staje się filozofią ponieważ to co opisujemy jest obserwacją jakiś wtórnych efektów zdarzeń, których bezpośrednio nie możemy już obserwować (narzędziami fizycznymi). Jednak jest coraz więcej takich obserwacji zjawisk niematerialnych i coraz więcej stwierdzeń w kwestii nie tylko istnienia niematerialnej rzeczywistości ale jakie cechy ona posiada. Wydaje mi się, żę ludzie zaczynają się dzielić. Na tych co widzą i dostrzegają te zjawiska (mogą się nad nimi zastanawiać lub nie, analizować lub nie) i na tych co świadomie odrzucają niematerialną rzeczywistość (absurd?) bo tak.

Z problemem granic poznania, jak do tej pory, nie poradzili sobie najwięksi filozofowie. Jak na razie tych teorii jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie, aby zapełnić tę lukę.

29

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

A ja mysle ze nikt z wiarą nie walczy; predzej walczy z kosciołem ktory jest tylko interpretacją nauki Jezusa. W ciągu 2000 lat chrzescjanstwa mamy teraz wiecej tradycji i interpretacji niz tego co nam Jezus przekazał. Jego nauka sprowadza sie do miłosci drugiego człowieka a nie kupczenia sakramentami, wzbudzaniem poczucia winy jesli seks w małzenstwie obejmuje lodzika i minete czy akceptacji hulaszczego trybu życia kleru. Antykoncepcja byla znana 2000 lat przed Chrystusem i On w swojej nauce nie poswiecił temu aspektowi zbyt wiele w przeciwienstwie do współczesnej nauki koscioła katolickiego.

30

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Z wiarą się nie walczy. Można ją nabyc lub utracić.

strona biblijna - POZNAJ PISMO

31

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
foggy napisał/a:

Antykoncepcja byla znana 2000 lat przed Chrystusem

Co to za antykoncepcja, gdy komórka jajowa u ssaków, została odkryta dopiero w 19 wieku już naszej ery. smile

32

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Nie walczę z wierzącymi. Nie walczę z wiarą. Szanuję tych, którzy naprawdę żyją tym, w co wierzą.
Walczę z hipokryzją i traktowaniem wiary wybiórczo.

Chodzenie do kościoła i wybieranie sobie "to przyjmuję, bo mi pasuje, a to już nie, bo mi nie pasuje" jest bezsensowne. Albo bierze się całość albo wcale. Albo akceptuje się to, że Kościół antykoncepcji nie popiera albo nie chodzi się do kościoła.
Szukanie tutaj biblijnych dowodów na to, że antykoncepcja jest ok jest bez sensu, bo KK to Kościół i Tradycja, a Tradycja mówi tak a nie inaczej.
Odrzucanie Tradycji jest odrzucaniem Kościoła, więc tak naprawdę można wtedy resztę nakazów i zakazów też olać, bo po co się męczyć skoro i tak wg tego Kościoła człowiek będzie potępiony?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

33 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-28 13:24:37)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

W sumie to każdy wierzy według własnego sumienia i na własne konto, dotyczy to zarówno tego w co wierzy, jak i tego jak wierzy. 
Jedni wierzą Trójcę Świętą, w życie wieczne, w zmartwychwstanie, inni w reinkarnacją, jeszcze inni wyczekują wciąż swojego Mesjasza i wierzą, że on dopiero nadejdzie, a jeszcze inni z wiarą utożsamiają doczesne wytyczne instytucji, tworzone przez ludzi dla ludzi i... wierzą w antykoncepcję, masturbację, i co tam jeszcze zabroniono. W sumie to wolna wola człowieka.

34

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?

Ludzie od zarania dziejów walczą jedni z drugimi.
Powód zawsze się znajdzie.
Religia, wiara bądź jej brak jest takim samym „szczytnym” bo ideowym powodem jak walka komunistów z kapitalistami.

Czesto nieiwerzacy ubierają mundurek tolerancyjnych, postępowych i walczą na oślep z „zacofaniem” starając się narzucić siła swoją wizje tolerancji poprzez bycie nietolerancyjnym dla myślących inaczej.

Tak samo wierzący, mający za podstawowe prawo przykazanie miłości walczą z „miłości” do bliźniego o jego duszę, tępiąc jego niewierne ciało .

Jedna religia walczy z inna , siła chcąc nawrócić zle wierzących na jedna prawdziwa i słuszna wiarę .

A tak naprawdę , to nie ma to nic wspólnego z wiarą lub jej brakiem tylko z brakiem tolerancji, egoizmem, potrzeba władzy , kompleksami.

Ciekawe , że najbardzej zagorzałymi wrogami wiary lub jej braku, są osoby które nawróciły się z niewiary, lub odeszły od wiary.
Wtedy przypuszczam próba wyśmiania , zdeskredytowania drugiej strony wynika z potrzeby potwierdzenia swojej decyzji.

35 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-29 10:53:37)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Monoceros napisał/a:

Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.

Nie wolno wstawiać linków, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może sobie w przeglądarkę wpisać „ateizm a inteligencja” albo „religijność a inteligencja”, żeby się przekonać o pozytywnej zależności między ateizmem a inteligencją. Trzeba mieć „klapki na oczach”, „ograniczenia poznawcze” „zawężoną perspektywę”, żeby pozwolić sobie na „wiarę w cuda”.
Im bardziej ktoś jest inteligentny tym większe prawdopodobieństwo, że jest ateistą i odwrotnie im mniejsza inteligencja, tym większa religijność.

Dlatego Monoceros uważam, że postępujesz bardzo słusznie, gdy ograniczasz swoją interwencję tylko do osób, które myślą samodzielnie i szukają prawdy.

36

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.

Nie wolno wstawiać linków, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może sobie w przeglądarkę wpisać „ateizm a inteligencja” albo „religijność a inteligencja”, żeby się przekonać o pozytywnej zależności między ateizmem a inteligencją. Trzeba mieć „klapki na oczach”, „ograniczenia poznawcze” „zawężoną perspektywę”, żeby pozwolić sobie na „wiarę w cuda”.
Im bardziej ktoś jest inteligentny tym większe prawdopodobieństwo, że jest ateistą i odwrotnie im mniejsza inteligencja, tym większa religijność.

Dlatego Monoceros uważam, że postępujesz bardzo słusznie, gdy ograniczasz swoją interwencję tylko do osób, które myślą samodzielnie i szukają prawdy.

Uuuuu ryzykowne stwierdzenie big_smile Ja tam się z tym kłócił nie będę, ale jak znam życie to zaraz tu dostaniesz po głowie od paru osób.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

37 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-29 11:05:24)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.

Nie wolno wstawiać linków, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może sobie w przeglądarkę wpisać „ateizm a inteligencja” albo „religijność a inteligencja”, żeby się przekonać o pozytywnej zależności między ateizmem a inteligencją. Trzeba mieć „klapki na oczach”, „ograniczenia poznawcze” „zawężoną perspektywę”, żeby pozwolić sobie na „wiarę w cuda”.
Im bardziej ktoś jest inteligentny tym większe prawdopodobieństwo, że jest ateistą i odwrotnie im mniejsza inteligencja, tym większa religijność.

Dlatego Monoceros uważam, że postępujesz bardzo słusznie, gdy ograniczasz swoją interwencję tylko do osób, które myślą samodzielnie i szukają prawdy.

Uuuuu ryzykowne stwierdzenie big_smile Ja tam się z tym kłócił nie będę, ale jak znam życie to zaraz tu dostaniesz po głowie od paru osób.

Ale przecież to nie ja wymyśliłam, tylko badacze zbadali. Bardzo wiele razy powtórzyli badania i za każdym razem wyszło tak samo.

Jakoś nie boję się ostracyzmu obcych ludzi na anonimowym forum :-P ale dzięki za troskę ;-)

38

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

39

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
MagdaLena1111 napisał/a:

Ale przecież to nie ja wymyśliłam, tylko badacze zbadali. Bardzo wiele razy powtórzyli badania i za każdym razem wyszło tak samo.

Jakoś nie boję się ostracyzmu obcych ludzi na anonimowym forum :-P ale dzięki za troskę ;-)

Hehehe... big_smile Ja wiem, że to nie Ty wymyśliłaś, ale pamiętaj, że kiedyś ścinano posłańców, którzy przynosili złe wieści wink A co oni byli winni ??

wink

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

40

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Lilka787 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

(...)
No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
(...)

A co jeśli się mylisz? Nie boisz się odpowiedzialności za innych, których pociągniesz za sobą?

Tylko pytam. smile

Odpowiem za nią - nie. Każdy ma swój mózg i wolną wolę.

41

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

Myślę, że uważają swoją wiarę za prawdziwą. Zwróć jednak uwagę, że to katolicy okazują wszem i wobec swoją wyższość w wierze, ekspansywność w nawracaniu i ogólny brak tolerancji.

42

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

Myślę, że uważają swoją wiarę za prawdziwą. Zwróć jednak uwagę, że to katolicy okazują wszem i wobec swoją wyższość w wierze, ekspansywność w nawracaniu i ogólny brak tolerancji.

Nie no tutaj naprawdę nie ma co twierdzić, że Katolicy są bardziej nietolerancyjni od Muzułmanów, albo wyznawców innych religii. To jest dokładnie ten sam pułap. W krajach Islamskich sam ateizm jest w ogóle uznawany za coś kompletnie nienaturalnego, z pogranicza choroby psychicznej. Zresztą o ile się nie mylę to niektórych jest nawet karany więzieniem. Ale poprawcie mnie jeśli się mylę.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

43

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
balin napisał/a:

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

Myślę, że uważają swoją wiarę za prawdziwą. Zwróć jednak uwagę, że to katolicy okazują wszem i wobec swoją wyższość w wierze, ekspansywność w nawracaniu i ogólny brak tolerancji.

Nie no tutaj naprawdę nie ma co twierdzić, że Katolicy są bardziej nietolerancyjni od Muzułmanów, albo wyznawców innych religii. To jest dokładnie ten sam pułap. W krajach Islamskich sam ateizm jest w ogóle uznawany za coś kompletnie nienaturalnego, z pogranicza choroby psychicznej. Zresztą o ile się nie mylę to niektórych jest nawet karany więzieniem. Ale poprawcie mnie jeśli się mylę.

Muzułmanie są fanatykami religijnymi w obrębie własnej religii. Katolicy są fanatykami wobec innych religii.

44 Ostatnio edytowany przez Misinx (2018-11-29 15:15:08)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
Misinx napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Myślę, że uważają swoją wiarę za prawdziwą. Zwróć jednak uwagę, że to katolicy okazują wszem i wobec swoją wyższość w wierze, ekspansywność w nawracaniu i ogólny brak tolerancji.

Nie no tutaj naprawdę nie ma co twierdzić, że Katolicy są bardziej nietolerancyjni od Muzułmanów, albo wyznawców innych religii. To jest dokładnie ten sam pułap. W krajach Islamskich sam ateizm jest w ogóle uznawany za coś kompletnie nienaturalnego, z pogranicza choroby psychicznej. Zresztą o ile się nie mylę to niektórych jest nawet karany więzieniem. Ale poprawcie mnie jeśli się mylę.

Muzułmanie są fanatykami religijnymi w obrębie własnej religii. Katolicy są fanatykami wobec innych religii.

A to się czymś różni ? Skoro Muzułmanie określają innych w ogóle jako "niewiernych" i to ma raczej jednoznacznie negatywny wydźwięk. Żadna religia nie lubi konkurencji smile U nas pewnie Katolicy powiedzieliby, że jaka nietolerancja, skoro panuje duża wolność społeczna, obyczajowa. Tylko, że wszystkie zmiany jakie następowały w tej kwestii niemal zawsze były w opozycji do stanowiska Kościoła, który zawsze bronił "starego porządku". Zmiany te jednak przechodziły, ponieważ Kościół tracił wpływy, a wszystkiemu winne to cholerne "multi-kulti big_smile czyli po prostu to, że w Europie ciągle mieszały się kultury, społeczne trendy, ewolucje itp. Gdyby np. Polska przez wszystkie wieki była krajem tak homogenicznym etnicznie, wyznaniowo jak od czasów PRL, to mielibyśmy tu "katolicką Arabię Saudyjską", państwo wyznaniowe, mocno konserwatywne, zamordyzm i dużą nietolerancję.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

45 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-29 15:31:18)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Ale przecież to nie ja wymyśliłam, tylko badacze zbadali. Bardzo wiele razy powtórzyli badania i za każdym razem wyszło tak samo.

Jakoś nie boję się ostracyzmu obcych ludzi na anonimowym forum :-P ale dzięki za troskę ;-)

Hehehe... big_smile Ja wiem, że to nie Ty wymyśliłaś, ale pamiętaj, że kiedyś ścinano posłańców, którzy przynosili złe wieści wink A co oni byli winni ??

wink

Może się trochę pozmieniało i dzisiaj już nie zabija się posłańców :-D No i musieliby mnie dorwać na żywo. Tymczasem mogę fanatykom religijnym burzyć ich porządek świata, zapisany w świętych księgach, które zwalniają ich z samodzielnego myślenia.

46

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Cyngli napisał/a:
Lilka787 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

(...)
No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.
(...)

A co jeśli się mylisz? Nie boisz się odpowiedzialności za innych, których pociągniesz za sobą?

Tylko pytam. smile

Odpowiem za nią - nie. Każdy ma swój mózg i wolną wolę.



Monoceros już odpowiedziała:

Monoceros napisał/a:

(...)
Lilka787
Nie, nie boję się, ponieważ nie jestem odpowiedzialna za decyzje, które podejmują inni dorośli, nawet jeśli podjęli je pod wpływem przeczytania moich doświadczeń. Tutaj wszyscy jesteśmy dorośli i sami kierujemy swoim życiem.

Dziękuję Monoceros. Ja rozumiem i szanuję Twój punkt widzenia. Myślę, że jesteś w tym  co robisz autentyczna i masz dobre zamiary.
Przygotowywałam sobie dane do szerszej dyskusji, ale z braku czasu nie odpisałam od razu. 
Ciekawiło mnie to zagadnienie, ponieważ ja w pewnym momencie pobytu na forum, miałam właśnie takie wątpliwości i odczucia, że może źle komuś coś doradziłam, że nie powinnam, że to nie ma sensu. Lubię sobie czasem coś przemyśleć. Wnioski zostawię dla siebie.

Któż jak Bóg!

47

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Misinx napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
Misinx napisał/a:

Nie no tutaj naprawdę nie ma co twierdzić, że Katolicy są bardziej nietolerancyjni od Muzułmanów, albo wyznawców innych religii. To jest dokładnie ten sam pułap. W krajach Islamskich sam ateizm jest w ogóle uznawany za coś kompletnie nienaturalnego, z pogranicza choroby psychicznej. Zresztą o ile się nie mylę to niektórych jest nawet karany więzieniem. Ale poprawcie mnie jeśli się mylę.

Muzułmanie są fanatykami religijnymi w obrębie własnej religii. Katolicy są fanatykami wobec innych religii.

A to się czymś różni ? Skoro Muzułmanie określają innych w ogóle jako "niewiernych" i to ma raczej jednoznacznie negatywny wydźwięk. Żadna religia nie lubi konkurencji smile U nas pewnie Katolicy powiedzieliby, że jaka nietolerancja, skoro panuje duża wolność społeczna, obyczajowa. Tylko, że wszystkie zmiany jakie następowały w tej kwestii niemal zawsze były w opozycji do stanowiska Kościoła, który zawsze bronił "starego porządku". Zmiany te jednak przechodziły, ponieważ Kościół tracił wpływy, a wszystkiemu winne to cholerne "multi-kulti big_smile czyli po prostu to, że w Europie ciągle mieszały się kultury, społeczne trendy, ewolucje itp. Gdyby np. Polska przez wszystkie wieki była krajem tak homogenicznym etnicznie, wyznaniowo jak od czasów PRL, to mielibyśmy tu "katolicką Arabię Saudyjską", państwo wyznaniowe, mocno konserwatywne, zamordyzm i dużą nietolerancję.

Nie mam nic przeciwko kościołowi katolickiemu, ale ubogiemu i ewangelickiemu, pozostającemu tam gdzie jego miejsce, czyli pomiędzy murami świątyń. Nie mam nic przeciwko innym religiom, na tych samych zasadach jak powyżej. I generalnie nie walczę z wiarą. Jeśli ktoś chce, niech wierzy. W co chce. Walczę, o ile tak można powiedzieć, z fanatyzmem religijnym. Islam sam w sobie nie jest wrogi. Katolicy również określają wyznawców innych wyznań jako niewierzących. A to co się współcześnie dzieje pod sztandarami wyznawców islamu nie ma akurat nic wspólnego z religią samą w sobie.

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
Secondo1 napisał/a:

Ciekawe , że najbardzej zagorzałymi wrogami wiary lub jej braku, są osoby które nawróciły się z niewiary, lub odeszły od wiary.
Wtedy przypuszczam próba wyśmiania , zdeskredytowania drugiej strony wynika z potrzeby potwierdzenia swojej decyzji.

O tym właśnie mówię. Tylko jak już wymienisz takiego z "imienia i nazwiska" natychmiast leci "wiązanka" i stajesz się największym wrogiem.

To oczywiste, że taka osoba ma problem i jest tutaj paru takich. Inaczej było by to dla nich obojętne a tak nie jest.

Moim jednak głównym celem była tzw. "pedagogika wstydu" dla osób, które na siłę starają się narzucić swój światopogląd w tematach, w których nie mają
nic do powiedzenia a tylko chcą nawracać innych na swoją niewiarę, bo tylko w kategoriach "osobistej krucjaty" można traktować niektóre wypowiedzi, a wynika
to z ich charakteru i treści. Niestety przyznam, że odniosłem porażkę, z tego prostego powodu, że "nie ma wstydu". Czasy się bowiem zmieniają.

Ale tym bardziej trzeba pewne rzeczy pokazywać.

Tak się zastanawiam, jakby wyglądała merytoryczna dyskusja w tym dziale na elementy aspektów konkretnej wiary? Może tak:

"tak się zastanawiam"...

odpowiedź: ".... ale i tak"

odpowiedź X: "A JA UWAŻAM, ŻE NIC NIE MA, TY JESTEŚ "DEBILEM", NIE MASZ WIEDZY, itd.

i co z tego, że w zamian X oferuje nicość, pustkę i sam materializm? Po co się w ogóle wypowiada? On nad tym refleksji nie ma. Ale czuje, że musi coś zrobić bo walczy .. z "ciemnotą", tylko z czyjąś
czy ze swoją?

Dlatego chciałem pokazać, że materialistyczne myślenie, zwłaszcza w obliczu najnowszych odkryć fizyki i innych zjawisk, jest taką właśnie ciemnotą. Bo możemy nie rozumieć wielu rzeczy, mieć swoją
interpretacje ale całkowite odrzucenie niematerialnej rzeczywistości to w tym kontekscie taka właśnie ciemnota. Po co więc ciemnotę szerzyć? Ale tu znowu odpowiedź "bo brak jest refleksji".

49 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-11-29 19:46:28)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.

Nie wolno wstawiać linków, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może sobie w przeglądarkę wpisać „ateizm a inteligencja” albo „religijność a inteligencja”, żeby się przekonać o pozytywnej zależności między ateizmem a inteligencją. Trzeba mieć „klapki na oczach”, „ograniczenia poznawcze” „zawężoną perspektywę”, żeby pozwolić sobie na „wiarę w cuda”.
Im bardziej ktoś jest inteligentny tym większe prawdopodobieństwo, że jest ateistą i odwrotnie im mniejsza inteligencja, tym większa religijność.

Dlatego Monoceros uważam, że postępujesz bardzo słusznie, gdy ograniczasz swoją interwencję tylko do osób, które myślą samodzielnie i szukają prawdy.

Ale to totalna bzdura. Znane jest chyba wszystkich historia o tym jak w pociągu jechał młody student z mężczyzną, który zaczął odmawiać różaniec. I ten młodzieniec, a było to we Francji  i tłumaczy temu mężczyźnie co za głupoty on robi, że traci czas, że boga nie ma, że dziś jest nauka, itd. cały czas. Mężczyzna nic nie mówi ale wysiadając wręcza mu swoją wizytówkę i mówi, że jeśli chce porozmawiać to może do odwiedzić, na wizytówce napisane jest: "Louis Pasteur, katedra ....".

To co napisałaś to kompletna bzdura, bo z jednej strony statystycznie biedniejsze społeczeństwa są bardziej wierzące (bo mniej narażone na pokusy dóbr materialnych, które "wypełniają" życie) a z drugiej strony jest wiele osób o wybitnej wręcz inteligecji a jednocześnie prawdziwej i żywej wierze, którym nie można zarzucić ani głupoty ani niewiedzy a raczej przeciwnie, ponad przeciętną wiedzę i intelignecję.

Traktowanie więc wiary w kwestii inteligencji to manipulacja oraz element tzw. liberalnej "pedagogiki wstydu" (sam próbowałem te metodę zastosować ale mi nie wychodzi, lepiej wychodzi obalanie tego) czyli samo KŁAMSTWO.

50 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-11-29 19:48:05)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

To ciekawy "pomysł" i pewnie tak jest ale np. Alawici uważają, że po śmierci coś tak jednoczą się z kimś kto żył w jakiejś gwieździe i inne co dla nas jest oczywistą bzdurą i abstrakcją, tak jak 72 dziewic za zabijanie ludzi po śmierci. Autor "szatańskich wersetów" obalił islam natomiast co do chrześcijaństwa to żadna próba się nie udała. Co próbowano podważyć okazywało się solidne. Sam czytałem wiele takich opracowań i nie znalazłem tam nic poważnego. To raczej kwestia świadomego wyboru sposobu życia. I tutaj przytaczasz islam za "prawdziwy". Jeśli uważasz ze możliwość stosunku z kozą, 8 letnią dziewczynką i zabijanie ludzi, którzy myślą inaczej, jest "prawdziwe" to rzeczywiście myślimy różnymi torami. Ale to, że ci ludzie są tak wychowani, i jak to wpływa na ich myślenie, to można zrozumieć (nie znaczy akceptować).

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:
Misinx napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Muzułmanie są fanatykami religijnymi w obrębie własnej religii. Katolicy są fanatykami wobec innych religii.

A to się czymś różni ? Skoro Muzułmanie określają innych w ogóle jako "niewiernych" i to ma raczej jednoznacznie negatywny wydźwięk. Żadna religia nie lubi konkurencji smile U nas pewnie Katolicy powiedzieliby, że jaka nietolerancja, skoro panuje duża wolność społeczna, obyczajowa. Tylko, że wszystkie zmiany jakie następowały w tej kwestii niemal zawsze były w opozycji do stanowiska Kościoła, który zawsze bronił "starego porządku". Zmiany te jednak przechodziły, ponieważ Kościół tracił wpływy, a wszystkiemu winne to cholerne "multi-kulti big_smile czyli po prostu to, że w Europie ciągle mieszały się kultury, społeczne trendy, ewolucje itp. Gdyby np. Polska przez wszystkie wieki była krajem tak homogenicznym etnicznie, wyznaniowo jak od czasów PRL, to mielibyśmy tu "katolicką Arabię Saudyjską", państwo wyznaniowe, mocno konserwatywne, zamordyzm i dużą nietolerancję.

Nie mam nic przeciwko kościołowi katolickiemu, ale ubogiemu i ewangelickiemu, pozostającemu tam gdzie jego miejsce, czyli pomiędzy murami świątyń. Nie mam nic przeciwko innym religiom, na tych samych zasadach jak powyżej. I generalnie nie walczę z wiarą. Jeśli ktoś chce, niech wierzy. W co chce. Walczę, o ile tak można powiedzieć, z fanatyzmem religijnym. Islam sam w sobie nie jest wrogi. Katolicy również określają wyznawców innych wyznań jako niewierzących. A to co się współcześnie dzieje pod sztandarami wyznawców islamu nie ma akurat nic wspólnego z religią samą w sobie.

To jest w 100% nieprawda gdyż NACZELNĄ! czyli najważniejszą ideą i celem islamu jest eliminacji innych wierzeń bo "pokój" zapanuje tylko wtedy kiedy wszędzie będzie islam. Patrząc na kraje muzułmańskie i ich podziały wiemy, że to jest bzdura. W islamie odbywa się to poprzez FIZYCZNĄ ELIMINACJĘ: zabijanie, wojnę, zasiedlenie. I to cały czas obserwujemy.

52

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Trudno mi patrzeć na kogoś uzależnionego i nie zareagować, tak samo trudno mi patrzeć na kogoś, kto wierzy w bzdury i  życie sobie utrudnia na własne życzenie. No i dopóki to jest na własne życzenie i ze 100% przekonaniem - to się trzymam z daleka. ALe jeśli to jest ktoś, kto zaczyna widzieć nieścisłości, coś przestaje grać - to pokazuję, jak moim zdaniem jest, jaka moim zdaniem jest prawda.

Nie wolno wstawiać linków, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może sobie w przeglądarkę wpisać „ateizm a inteligencja” albo „religijność a inteligencja”, żeby się przekonać o pozytywnej zależności między ateizmem a inteligencją. Trzeba mieć „klapki na oczach”, „ograniczenia poznawcze” „zawężoną perspektywę”, żeby pozwolić sobie na „wiarę w cuda”.
Im bardziej ktoś jest inteligentny tym większe prawdopodobieństwo, że jest ateistą i odwrotnie im mniejsza inteligencja, tym większa religijność.

Dlatego Monoceros uważam, że postępujesz bardzo słusznie, gdy ograniczasz swoją interwencję tylko do osób, które myślą samodzielnie i szukają prawdy.

Ale to totalna bzdura. Znane jest chyba wszystkich historia o tym jak w pociągu jechał młody student z mężczyzną, który zaczął odmawiać różaniec. I ten młodzieniec, a było to we Francji  i tłumaczy temu mężczyźnie co za głupoty on robi, że traci czas, że boga nie ma, że dziś jest nauka, itd. cały czas. Mężczyzna nic nie mówi ale wysiadając wręcza mu swoją wizytówkę i mówi, że jeśli chce porozmawiać to może do odwiedzić, na wizytówce napisane jest: "Louis Pasteur, katedra ....".

To co napisałaś to kompletna bzdura, bo z jednej strony statystycznie biedniejsze społeczeństwa są bardziej wierzące (bo mniej narażone na pokusy dóbr materialnych, które "wypełniają" życie) a z drugiej strony jest wiele osób o wybitnej wręcz inteligecji a jednocześnie prawdziwej i żywej wierze, którym nie można zarzucić ani głupoty ani niewiedzy a raczej przeciwnie, ponad przeciętną wiedzę i intelignecję.

Traktowanie więc wiary w kwestii inteligencji to manipulacja oraz element tzw. liberalnej "pedagogiki wstydu" (sam próbowałem te metodę zastosować ale mi nie wychodzi, lepiej wychodzi obalanie tego) czyli samo KŁAMSTWO.

Daro, nie ma co. Powaliła mnie siła Twoich rzeczowych argumentów :-D
Anegdotka z pociągu Buhahaha :-D

53 Ostatnio edytowany przez balin (2018-11-29 21:58:31)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
SonyXperia napisał/a:

Nie mam nic przeciwko kościołowi katolickiemu, ale ubogiemu i ewangelickiemu, pozostającemu tam gdzie jego miejsce, czyli pomiędzy murami świątyń. Nie mam nic przeciwko innym religiom, na tych samych zasadach jak powyżej. I generalnie nie walczę z wiarą.

Nie masz nic przeciwko religiom, tylko niech sobie pozostaną w swoich gettach. big_smile Przedziwny to sposób rozumowania i tolerancji. smile

54 Ostatnio edytowany przez Misinx (2018-11-30 09:41:57)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
DoswiadczonyDaro napisał/a:
balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

To dlatego, że katolicy uważają się za jedynie prawdziwie wierzących wink

Myślisz, że np. wyznawcy islamu uważają swoją wiarę za nieprawdziwą? big_smile

To ciekawy "pomysł" i pewnie tak jest ale np. Alawici uważają, że po śmierci coś tak jednoczą się z kimś kto żył w jakiejś gwieździe i inne co dla nas jest oczywistą bzdurą i abstrakcją, tak jak 72 dziewic za zabijanie ludzi po śmierci. Autor "szatańskich wersetów" obalił islam natomiast co do chrześcijaństwa to żadna próba się nie udała. Co próbowano podważyć okazywało się solidne. Sam czytałem wiele takich opracowań i nie znalazłem tam nic poważnego. To raczej kwestia świadomego wyboru sposobu życia. I tutaj przytaczasz islam za "prawdziwy". Jeśli uważasz ze możliwość stosunku z kozą, 8 letnią dziewczynką i zabijanie ludzi, którzy myślą inaczej, jest "prawdziwe" to rzeczywiście myślimy różnymi torami. Ale to, że ci ludzie są tak wychowani, i jak to wpływa na ich myślenie, to można zrozumieć (nie znaczy akceptować).

Muzułmanie, zarówno Sunnici, jak i Szyici uznają Alawitów za heretyków. Cytując za Wikipedią: "Herezjografowie muzułmańscy (zarówno sunnici, jak i szyici) są zdania, że jedyną cechą wspólną między alawitami i innymi odłamami jest uznawanie zasady jedynobóstwa".
W Syrii Alawici byli ofiarami masowych mordów ze strony ISIS.

DoswiadczonyDaro napisał/a:

To jest w 100% nieprawda gdyż NACZELNĄ! czyli najważniejszą ideą i celem islamu jest eliminacji innych wierzeń bo "pokój" zapanuje tylko wtedy kiedy wszędzie będzie islam. Patrząc na kraje muzułmańskie i ich podziały wiemy, że to jest bzdura. W islamie odbywa się to poprzez FIZYCZNĄ ELIMINACJĘ: zabijanie, wojnę, zasiedlenie. I to cały czas obserwujemy.

No z tego co pamiętamy to Chrześcijaństwo miało kiedyś podobną politykę. Były krucjaty, konkwisty, kolonizacje, wojny religijne. Pod płaszczykiem "szerzenia Chrześcijaństwa" przelano morze krwi. Oczywiście nie ma co być naiwnym i wiadomo, że to był często szyld usprawiedliwiający zwykłą ekspansywną politykę podbojów i grabieży. Ale nie bądźmy naiwni, że obecnie w tym całym Dżihadzie nie ma też zwykłej cynicznej polityki.

balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Nie mam nic przeciwko kościołowi katolickiemu, ale ubogiemu i ewangelickiemu, pozostającemu tam gdzie jego miejsce, czyli pomiędzy murami świątyń. Nie mam nic przeciwko innym religiom, na tych samych zasadach jak powyżej. I generalnie nie walczę z wiarą.

Nie masz nic przeciwko religiom, tylko niech sobie pozostaną w swoich gettach. big_smile Przedziwny to sposób rozumowania i tolerancji. smile

No tak, my byśmy Was chętnie pozamykali w gettach wink Za to Wy jesteście dla nas tolerancyjni tylko pod warunkiem, że dostosujemy się do Waszych zasad np. w kwestii in vitro, antykoncepcji itd.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

55 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-30 11:35:36)

Odp: Dlaczego walczę z wiarą?
balin napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Nie mam nic przeciwko kościołowi katolickiemu, ale ubogiemu i ewangelickiemu, pozostającemu tam gdzie jego miejsce, czyli pomiędzy murami świątyń. Nie mam nic przeciwko innym religiom, na tych samych zasadach jak powyżej. I generalnie nie walczę z wiarą.

Nie masz nic przeciwko religiom, tylko niech sobie pozostaną w swoich gettach. big_smile Przedziwny to sposób rozumowania i tolerancji. smile

Dokładnie tak, miejsce religii jest w murach świątyni i w sercu/sumieniu/światopoglądzie jej wyznawców, a nie w polityce, w ogólnym zyciu społecznym, w publicznych szkołach, w publicznych palcówkach opieki zdrowotnej itd. Nie mam nic przeciwko temu aby wyznawcy określonej religii skupiali się we własnym gronie, ich dzieci chodziły do religijnych szkół, ale w obrębie danej wspólnoty z funduszy jej wyznawców.
Nie mam nic przeciwko manifestowaniu uczuć religijnych, ale też nie mam zaufania do tych, dla których wiara jest na pokaz i traktują ją w sposób instrumentalny próbując jednocześnie wpływać i kształtować życie innych wytykając ich palcami jako niewierzących.
Wiara upolityczniona, traktowana jak oręż, przestaje być wiarą, a staja się tylko środkiem zaspokajania własnych potrzeb. I ja za taką wiarę - dziękuję.
Wiara - puste słowo dla wielu wierzących głośno o tym krzyczących ponad głowami innych.

Posty [ 1 do 55 z 203 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Dlaczego walczę z wiarą?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018