Za dużo czasu razem? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Za dużo czasu razem?

Cześć, dziewczyny :)
Chciałabym poprosić o Waszą opinię w pewnej kwestii. Historia wygląda tak: 2 lata temu, na studiach, poznałam chłopaka, nazwijmy go X. Nasza znajomość rozwijała się w naturalnym tempie - od pogawędek na zajęciach, po wyjście na kawę, do kina, aż do momentu, gdy zaczęliśmy chodzić razem na wspólne wykłady, spotykać się regularnie w weekendy. Od tych 2 lat nie było weekendu, którego nie spędzilibyśmy razem (poza oczywiście tymi, kiedy jeździliśmy do naszych rodzinnych miejscowości). Świetnie spędzało nam się razem czas, na początku towarzyszyła nam współlokatorka X, jednak potem się od nas odłączyła i zostaliśmy sami. Sierpień pierwszych wakacji, kiedy się znaliśmy (tych 2 lata temu) spędziłam z nim i dwójką jego najbliższych przyjaciół, pracowaliśmy razem nad morzem. Bardzo się z nimi polubiłam, przyjęli mnie do swojej paczki, więc zaczęliśmy dzielić kolejny element życia. W październiku zaczęliśmy drugi kierunek studiów, razem. Jestem osobą niepewną siebie, nie wierzę w to, że ludziom może na mnie zależeć w takim samym stopniu, jak mi na nich. I tu zaczęły się problemy. O ile dotychczas nasza znajomość była naprawę pozbawiona wszelkich nieporozumień, problemów, tak teraz każda rozmowa z kimś nowym na uczelni objawiała mi się jako przyczyna rozpadu naszej znajomości. Bałam się, że ktoś zajmie moje miejsce, co kończyło się częstym płaczem, brakiem humoru. X nie rozumiał, o co mi chodzi, bo przecież nie planował dla nikogo mnie zostawiać, ale do mnie to nie docierało. W listopadzie zapoznał się z dwiema dziewczynami z naszego roku, które niekoniecznie przypadły mu do gustu, a które często proponowały spotkania (na wszystkie tez byłam zaproszona, ale nei czułam się tam dobrze). Oj, ile rozmów na ten temat było. Że przez nie nie będziemy już mieli czasu dla siebie, że mnie ,,wygryzą". Cóż, minął rok i aktualnie nie mamy z nimi praktycznie żadnego kontaktu, ale ferment został zasiany. W lipcu zamieszkaliśmy razem, zaczęliśmy wspólną pracę wakacyjną, więc też całe dnie spędzaliśmy razem. Tu, gdzie studiujemy, mamy tylko jednego bliskiego znajomego, którego w wakacje nie było w Polsce, więc poza kilkoma wizytami moich znajomych spędziliśmy te 3 miesiące we dwójkę. Zaczął się rok akademicki - początek wyglądał tak, że jechaliśmy razem na zajęcia (mamy takie same plany zajęć), wracaliśmy do mieszkania, jedliśmy coś, lezeliśmy razem przed tv i szliśmy spać. Weekendy podobnie, w końcu zaczęliśmy też spać w jednym łóżku (nie, nie jesteśmy w związku). Po kilku takich tygodniach X zaczął sam siedzieć w swoim pokoju - po godzince, dwie w ciągu dnia, ale i tak zaczęło mnie to martwić - że może ma mnie już dość, ze może coś się między nami psuje. Rozmawialiśmy o tym, stwierdził, że to nie jest kwestia mnie, po prostu potrzebuje trochę czasu dla siebie, sam ze sobą, taki już jest. Ja to naprawdę rozumiem, też cieszą mnie chwile w samotności, ale moja ,,nieracjonalna" strona mówi, że to oznaka czegoś złego, końca. Nie potrafię zrozumieć tego, że w dzień wolny od zajęć, możemy siedzieć oddzielnie, w swoich pokojach, nie razem. Że może nie chcieć mu się ze mną rozmawiać. Poza tym, coraz częściej chodzi podirytowany, nie w humorze. O tym też rozmawialiśmy - mam to ignorować, nie przejmować się, bo to też nie moja wina. Prawdopodobnie to kwestia tego, że dotychczas nie spędzaliśmy ze sobą aż tyle czasu, nie byliśmy ze sobą 24/7, więc może po prostu nie dostrzegałam tej strony jego osoby. No i z racji tego, że jestem osobą, która jest cały czas przy nim, to na mnie odbijają się wszystkie złe momenty. Poza tym jest chyba okej - nadal spędzamy razem wieczory, weekendy, mamy wspólne plany, wyjazdy.
Dziewczyny, co sądzicie o naszej relacji? Jak powinnam do tego wszystkiego podchodzić? Jak wrzucić na luz? X jest dla mnie bardzo ważny, nie chciałabym, żeby coś się między nami zepsuło. Ja wiem, że też jestem dla niego bardzo ważna - mówił mi to, zresztą musiałabym być ślepa, żeby tego nie dostrzegać, ale już taka jestem, że wszystko muszę przeanalizować, przemysleć i doszukać się dziury w całym, co zresztą bardzo go irytuje.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Za dużo czasu razem?

ufffffffffffff....ty odcinasz mu tlen.

KAZDY czlowiek potrzebuje pobyc sam (...ze soba), posiedziec w samotnosci, polezec, poczytac, polazic po miescie itp.
Ty go oplatalas bluszczem. Faceci (ale i kobiety tez) tego nie lubia.

Moim zdaniem kazdy czlowiek ma miec troche prywatnosci, dobre jest oddzielne hobby albo inni znajomi.
Bycie ciagle razem niszczy zwiazek. Na poczatku jest fajnie no i te motyle....

Ale po jakims czasie zaczyna sie psuc.
Ty go osaczylas, blad popelniliscie oboje, on ma tego syjamskiego bycia w ciasnocie znajomosci najwyrazniej dosc.

Daj mu troche spokoju, zaakceptuj, ze ta syjamszczyzna zaczela mu dokuczac.

I nie musi to oznaczac konca znajomosci!

3 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2018-11-12 19:03:29)

Odp: Za dużo czasu razem?

Podsumujmy:
Śpicie razem, ale nie jesteście w związku. W takim razie chodzi o seks i tylko o to, a więc nie masz prawa zabraniać mu rozmawiać z kim chce, samemu oglądać film, wyjść dokąd chce.
Jesteście dla siebie bardzo ważni, zależy Wam na sobie, a nie jesteście w związku? To o co chodzi, bo się zgubiłam...
Chce pobyć sam w swoim pokoju. A co w tym złego? Nie jesteście jednym ciałem i jedna duszą, ale dwojgiem ludzi, każda inną indywidualnością, a więc macie prawo żyć osobno.

Poczytaj o ludziach bluszczach, a zrozumiesz w czym rzecz.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

4

Odp: Za dużo czasu razem?

może on poza przyjaźnią z tobą chce sobie znalezc np. dziewczynę? nie powinnaś się go czepiać, że chce się od ciebie odciąć trochę, jeśli chce kogoś poznać to pora trochę poluzować tę waszą więź.

5

Odp: Za dużo czasu razem?

Joasia88 to nie jest życie, to zawieszenie. Bardzo chcesz być fajna, milutka, bezkonfliktowa, nie chcesz nikogo urazić. Jesteś w związku, a nie jesteś, boisz się gdy nie jest miło. Uważasz, że coś jest nie tak. To takie pozory życia. W życiu niestety jest tak, że miło niekoniecznie musi oznaczać dobrze. W tym usilnym byciu miłą, bardzo łatwo Cię zranić, czego się panicznie boisz.

6

Odp: Za dużo czasu razem?
balin napisał/a:

Joasia88 to nie jest życie, to zawieszenie. Bardzo chcesz być fajna, milutka, bezkonfliktowa, nie chcesz nikogo urazić. Jesteś w związku, a nie jesteś, boisz się gdy nie jest miło. Uważasz, że coś jest nie tak. To takie pozory życia. W życiu niestety jest tak, że miło niekoniecznie musi oznaczać dobrze. W tym usilnym byciu miłą, bardzo łatwo Cię zranić, czego się panicznie boisz.

zgadzam się z każdym słowem.

7

Odp: Za dużo czasu razem?

Na neurotyczną potrzebę miłości mogą wskazywać:
• poczucie, że gdy kocham, mniej się boję – w końcu jej zadaniem jest uśmierzyć lęk przed światem i zatopić się w czyichś ramionach w poszukiwaniu bezpieczeństwa
• kurczowe trzymanie się kogoś dla zaspokojenia własnych potrzeb – czasem walka o pozostanie w związku jest tak silna, że osoba może ponosić mnóstwo strat, upokorzeń, odrzuceń, ale jej postanowienie trwania w związku nie zmienia się; im bardziej ucieka przed własnym lękiem, tym bardziej kurczowo musi trzymać się kogoś, kogo postrzega jako wybawiciela
• natychmiastowa zmiana reakcji i uczuć wobec obiektu miłości, gdy nie zaspokaja potrzeby bezpieczeństwa, akceptacji, miłości; u neurotyków, takie niezaspokojenie może budzić gniew, rozczarowanie, zwątpienie, a uczucie bezgranicznej miłości, wdzięczności i oddania znika jak kamfora – brakuje wtedy kluczowego czynnika miłości, czyli stałości uczuć
• lekceważenie pragnień i potrzeb drugiego człowieka i niemożność pogodzenia się z jego wadami, żądanie od partnera/ki doskonałości – często przejawia się narzekaniem lub złośliwością, gdy partner/ka spotyka się ze swoimi znajomymi, realizuje swoje własne potrzeby lub nie spełnia (często niewypowiedzianych) oczekiwań – neurotycy żyją w przekonaniu, że jeśli ktoś naprawdę kocha, zrezygnuje z siebie i poświęci się w całości zaspokajaniu jego potrzeb; jak widać w takim układzie nie ma miejsca na wzajemność
• brak umiejętności przyjmowania miłości – posłużę się tutaj cytatem: „Każdy przejaw miłości może pozornie uspokoić neurotyka czy dać mu nawet poczucie szczęścia, ale w rzeczywistości wywołuje u niego niedowierzanie i nieufność, a nawet strach. Nie wierzy w miłość, bo jest głęboko przekonany, że nikt nie mógłby go pokochać. I to uczucie, że jest się niegodnym miłości, ma często charakter świadomego przekonania, którego nie mogą podważyć żadne dowody świadczące o czymś przeciwnym”.
• przeżywanie silnego lęku, podejrzliwości czy wręcz przerażenia w sytuacjach gdy ktoś okazuje im sympatię czy pozytywne intencje; częste interpretowanie neutralnych działań jako próby zdominowania lub krytyki
• brak tolerancji na samotność i pojawianie się panicznego strachu przed pozostawaniem samemu – kontakt z drugim człowiekiem u neurotyków ma za zadanie przede wszystkim przynosić ulgę i zaspokajać potrzebę bezpieczeństwa, a nie budować bliskość czy dawać obu osobom radość z bycia ze sobą
• zdobycie miłości dla neurotyka jest sprawą najwyższej wagi, jest gotów ponieść każdą cenę (np. uległość lub zależność emocjonalną), aby nie stracić obiektu miłości
• nienasycenie, zachłanność, niecierpliwość, żądanie poświęceń, czasu, rad , pomocy, itp. – najczęściej i tak mają poczucie, że partner/-ka dają za mało, co budzi w nich rozczarowanie, gniew i utwierdza w przekonaniu, że to inni odmawiają im tego, co im się należy
• nadwrażliwość na jakiekolwiek objawy odrzucenia – każda sytuacja w której nie są spełnione oczekiwania neurotyka (na jego własnych warunkach) jest odbierana jako odrzucenie, oznaka poniżenia, co wyzwala z kolei złość na partnera/-kę
K. Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”
obraz: Rene Magritte

"Byliśmy nazbyt pogrążeni w wizji tego, co nasza kultura miłością nazywa, z jej pieśniami i poematami - a co tak naprawdę miłością nie jest; co więcej: stanowi jej przeciwieństwo. Jest żądzą, kontrolą, posiadaniem. Jest manipulacją, strachem i niepokojem, a to na pewno nie jest miłość"

D. Opolski:
"I klęska może być zwycięstwem, jeśli przyjdzie w porę"

8

Odp: Za dużo czasu razem?

Mam w temacie związków umysł jak facet i obecnie też zaczynam się alienowac od chłopaka, właśnie takim przebywaniem w spokoju. U mnie jest to wynik tego, że mam go zaaa dużo..jestem jedynaczką, lubię być sama, chce pobyć trochę sama. U niego pewnie jest tak samo, spędzacie za sobą za dużo czas jak na "nie parę'. Jak chcesz to uratować to alienuj się bardziej, olewaj go, nie unikaj na siłę, ale miej w niego wy..., Idź z koleżankami, nie mów mu czemu wychodzisz, spyta -gdzid idziesz? - damska impreza, moja tajemnica, cokolwiek ;) i wyjdź. A najlepiej to sie wyprowadź z tego mieszkania jak możesz. Innej drogi nie ma :)

9

Odp: Za dużo czasu razem?

Nie dałabym rady bez możliwości wzięcia głębszego oddechu przebywać w towarzystwie jednej i tej samej osoby, choćby najcudowniejszej i najbardziej kochanej. On też wyraźnie czuje się już zmęczony Twoją ciągłą obecnością, ale być może wiedząc jak panicznie reagujesz na takie próby oddalenia, a przy tym nie chcąc Cię urazić - nie mówi tego wprost.
Ten fragment wydaje mi się istotny:

joasia88 napisał/a:

(...) ale już taka jestem, że wszystko muszę przeanalizować, przemysleć i doszukać się dziury w całym, co zresztą bardzo go irytuje.

Uwierz, że przebywanie z kimś, kto we wszystkim doszukuje się jakiejś dziury, analizując każde słowo, gest i zachowanie, na dłuższą metę jest dodatkowo męczące, a z czasem może stać się nie do zniesienia, zwłaszcza jeśli za każdym razem oczekujesz wyjaśnień. Po pewnym czasie relacja staje się na tyle stresująca, że właśnie wtedy zaczynamy się oddalać, by móc swobodnie i w pełni oddychać.

Powtórzę za poprzednikami - nie ma innej drogi, jak wrzucić na luz, zająć się czymś, co w żaden sposób nie wiąże się z Twoim przyjacielem, w przeciwnym razie może się okazać, że zmęczyłaś go sobą tak bardzo, że zostaniesz sama, a przecież to jest właśnie to, czego tak naprawdę boisz się najbardziej.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 
Dobry zwyczaj mówi: wypowiadając się w nowym wątku jako pierwsza/y, zacytuj cały post opisujący problem.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018