Koleżanka z pracy... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Koleżanka z pracy...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Koleżanka z pracy...

Witajcie!

Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie jest to kolejna historia życiowego frustrata, któremu w nic nie wychodzi. Ale od początku...

Rok temu skończyłem studia, po kilku miesiącach szukania pracy, w końcu udało mi się takową znaleźć. Po jakimś miesiącu poznałem dziewczynę. Właściwie "poznałem" to za dużo powiedziane, bo z widzenia znaliśmy się jeszcze z czasów liceum. Ja byłem rok wyżej, znaliśmy się stąd, że oboje aktywnie działaliśmy w szkole w różnych kołach. Znajomość typowo z widzenia, fakt była ładna ale jakoś nie widziałem sensu zagadywania do niej. Ot, dziewczyna jakich w średniej szkole pełno, której imienia nawet nie znałem, może ciut ładniejsza. Ona podobno też mnie kojarzyła.

Początkowo jako, że byłem nowy, pracowałem w innym pomieszczeniu. Na imprezie firmowej udało nam się zgadać - punkt zaczepienia był, więc pogadaliśmy trochę, fajnie się rozmawiało. Niestety prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę, która chyba jeszcze nie ma nazwy. Mianowicie, mam świetny kontakt z kobietami ale nie z tymi, które mi się podobają. Ewentualnie z tymi które już mają faceta też się na ogół świetnie dogaduję, no ale ich też nie biorę pod uwagę na coś więcej. Któregoś wieczoru naszło mnie, żeby do niej napisać na fb, bo w pracy praktycznie się nie widywaliśmy. Ogółem to 2 tygodnie zbierałem się, żeby to zrobić ale zawsze wydawało mi się, że to co napiszę zabrzmi banalnie. W końcu się przemogłem, no i rozmawialiśmy... pisaliśmy tak do pierwszej w nocy. Byłem mega zadowolony i utrzymywałem kontakt pisząc przez jakieś 2-3 tygodnie, co 2-3 dni jak tam jej minął dzień i takie pierdoły... W końcu, po tym czasie postanowiłem się z nią umówić. Z racji mojego doświadczenia w takich sytuacjach (a raczej tego, że przez całe życie w takich momentach słyszałem - NIE, ale jakieś durne wymówki) miałem nawet przygotowane kilka alternatywnych dróg, w razie jakby mi się zaczęła wykręcać. Ku mojemu zdziwieniu, zgodziła się od razu...

Spotkaliśmy się 2 dni później w kawiarni, bałem się trochę jakichś momentów ciszy czy czegoś podobnego... ale nic takiego nie miało miejsca. Sama nawet narzuciła temat rozmowy na wejście i to były jedne z lepszych ponad 2 godzin w moim życiu. Wprawdzie nie było żadnego buzi na do widzenia ale byłem i tak zadowolony z tego spotkania. Piękna dziewczyna, skromna, kulturalna.... Głupi, wydawało mi się, że po tylu latach posuchy złapałem Pana Boga za nogi. Wieczorem jeszcze podziękowałem za spotkanie. Przez kilka następnych dni kontynuowałem rozmowę, nadal rozmawiało nam się świetnie. Wydawało mi się wtedy, że "koniunktura" jest świetna i niemal na pewniaka zaproponowałem jej po paru dniach drugie spotkanie. No i tu odbiłem się od ściany... Powiedziała, że dziękuje ale nie może... I od tamtej pory wszystko zaczęło się pieprzyć...

Kontakt był, niestety głównie przez fejsa, bo tak jak mówię, w pracy widywaliśmy się rzadko, a nie chciałem robić cyrku i latać na przerwie do jej pokoju, gdzie siedziała z kilkunastoma innymi osobami [nie, to nie korpo]. Z czasem zaczęła mi odpowiadać jakby na siłę. Wyczułem, że kolejnego spotkania na razie to nawet nie ma co proponować, ale rozmowę ciągnąłem dalej, żeby mieć kontakt, chociaż zaczęło mnie to coraz bardziej irytować. Miałem wrażenie, że rozmawia ze mną tylko z grzeczności. W międzyczasie ślub brał jeden z moich bliższych kumpli. Zależało mi żeby iść właśnie z nią. Proponowałem spotkanie żeby jej to zaproponować ale ona wiecznie się uczyła (tu nie neguję żeby ściemniała bo był to czas sesji, a ja kiedy studiowałem też nie miałem ochoty na żadne wychodne). W pracy nie było możliwości, więc wyjechałem jej z tą propozycją na tym zasranym fb, no to zgadnijcie co odpisała... "Ale ja też idę wtedy idę na wesele". Tak się wtedy wściekłem, że całe szczęście, że byłem na środku drogi wśród ludzi, bo chyba cisnąłbym telefonem o ziemie. Czy kłamała czy nie... nie wiem... potem jeszcze utrzymałem z nią trochę kontakt ale widząc, że to nie ma sensu... dałem sobie spokój.

Minęły jakieś 3 miesiące. W międzyczasie przenieśli mnie do pokoju z nią. Początkowo unikałem z nią kontaktu, z resztą nie było to trudne, kiedy się siedzi daleko od siebie, w pokoju gdzie pracuje prawie 20 osób. Zanim trafiłem tam, przeszło mi niemal zupełnie.  Ze 3 tygodnie temu temu naszedł mnie idiotyczny jak się okazało pomysł, żeby spróbować jeszcze raz. Zacząłem z nią rozmawiać teraz już w realu, kiedy tylko była okazja. Znowu rozmawiało się świetnie. Śmialiśmy się, żartowaliśmy. Wysyłałem jej pozdrowienia "miłego dnia/weekendu" etc. Wydawało mi się, że znowu tli się szansa na coś więcej, chciałem jej proponować jakieś kino, kawę cokolwiek, a tu BUM! Kilka dni temu była z jakimś facetem. I jak to jedna z koleżanek powiedziała: Widać, że była na randce... cokolwiek to znaczy...

Nie wiem... może to było tylko jedno spotkanie, wszak ze mną kiedyś też się spotkała... no ale wątpię... Może ja sobie za dużo wyobrażam, a byłem dla niej tylko kumplem, jeśli tak to widzicie no to wyprowadźcie mnie z błędu...  Znajomi i rodzina jakoś niespecjalnie mnie przekonują... Jedni mówią żeby iść do przodu, próbować umówić się jakby tego faceta w ogóle nie było. Inni, żeby nie wchodzić komuś z butami, że takie akcje w pracy są niepotrzebne, ale ja do jasnej cholery mam już dość szlachectwa i honoru w moim wykonaniu, czy tego co pomyślą inni. Kiedyś też tak myślałem no i teraz jestem gdzie jestem. To, że ona pracuje ze mną to argument w obie strony, bo czy to jej wina albo moja wina? Jakby nie ta robota to pewnie juz byśmy się nigdy więcej nie spotkali. Tylko jest to też śliski temat, wprawdzie nie boję się, że wygada na całą firmę jak to do niej podbijam, raczej mało prawdopodobne. Bardziej boję się tego, że chyba jej nie będę mógł już w oczy spojrzeć więcej. A niestety widzę ją teraz codziennie, co niestety potęguje moje odczucia. Dla niektórych to się może wydawać śmieszne takie zachowanie ale niestety kilka kolejnych "koszów" sprawiło, że mój poziom pewności siebie szaleje gdzieś na wysokości podłogi. Przed ludźmi z zewnątrz mam status małomównego, wręcz milczka,  ktoś kto mnie lepiej zna (ona tak), przed kim się otworzę to wie, że prawie cały czas się śmieję i nawet jak się dowiedziałem od koleżanki o tej jej "randce" to skręciłem jakąś bekę, żeby nie było widać mojego rozczarowania ale to niestety wszystko na pokaz.


Jeżeli komuś udało się dotrwać to końca tej farsy to gratuluję samozaparcia, ale jeżeli zmarnowaliście tych pare minut na przeczytanie tego elaboratu (ja zmarnowałem chyba z 1,5 h na jego napisanie), to może zmarnujecie kilka kolejnych i przekonacie mnie co ja mam zrobić? Walczyć czy dać sobie spokój?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Koleżanka z pracy...

Nie rozumiem.. strzelasz 3 miesięcznego focha, bo Ona ma wesele w tym samym terminie? I dziwisz się, ze Ona nie czeka?

3

Odp: Koleżanka z pracy...

Nie strzeliłem focha po weselu, bo po tej propozycji jeszcze ze 2-3 tygodnie próbowałem z nią normalnie pisać/rozmawiać. No ale nie szło... Wszystko wydawało mi się wtedy, że ona robi na siłę, więc wtedy dalsze próby uznałem za bezzasadne.

Odp: Koleżanka z pracy...
alecrim napisał/a:

. Niestety prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę, która chyba jeszcze nie ma nazwy. Mianowicie, mam świetny kontakt z kobietami ale nie z tymi, które mi się podobają. Ewentualnie z tymi które już mają faceta też się na ogół świetnie dogaduję, no ale ich też nie biorę pod uwagę na coś więcej.

Dalej nie czytam. Daj znać, jak ktoś już tą chorobę zdiagnozuje. Bo za moich czasów nazywała się ona "kompleksy". Więc ja się nie znam.

5 Ostatnio edytowany przez alecrim (2018-10-19 23:40:37)

Odp: Koleżanka z pracy...
santapietruszka napisał/a:
alecrim napisał/a:

. Niestety prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę, która chyba jeszcze nie ma nazwy. Mianowicie, mam świetny kontakt z kobietami ale nie z tymi, które mi się podobają. Ewentualnie z tymi które już mają faceta też się na ogół świetnie dogaduję, no ale ich też nie biorę pod uwagę na coś więcej.

Dalej nie czytam. Daj znać, jak ktoś już tą chorobę zdiagnozuje. Bo za moich czasów nazywała się ona "kompleksy". Więc ja się nie znam.

Łatwo jest kogoś oceniać na podstawie jednego zdania, wyrwanego z całego tekstu. Dziękuję za uświadomienie mnie. Na przyszłość proponuję odnosić się do tekstu, którego przeczytało się w całości a nie w 1/4.

6 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-19 23:49:49)

Odp: Koleżanka z pracy...
alecrim napisał/a:

Nie strzeliłem focha po weselu, bo po tej propozycji jeszcze ze 2-3 tygodnie próbowałem z nią normalnie pisać/rozmawiać. No ale nie szło... Wszystko wydawało mi się wtedy, że ona robi na siłę, więc wtedy dalsze próby uznałem za bezzasadne.

Co do choroby smile to normalka- im bardziej Ci na czymś zależy, tym większy stres Cię zjada.
Moim zdaniem było tak- masz niestety niewysokie poczucie wartości, skoro pomyślałeś, że to jej wesele było dla Ciebie jakimś afrontem.. Tak było i już..
A potem wydawało Ci się, że Ona coś na siłę pisze.. I koło się zamyka- wszystko w Twojej głowie.
Poukładany człowiek nie pomyśli, że coś z nim nie tak, czy z relacją, tylko że jest jakiś powód, bo istnieje świat poza nim.
Tu popracuj nad myśleniem. Czyli jakaś pokora w życiu, i koncentracja na niej, a nie tylko na sobie.
Czyli zamiast złości: O, szkoda, że w tym samym czasie, bo pomyślałem, że moglibyśmy razem spędzić czas..
To moze innym razem gdzieś, jakbyś chciała..

7

Odp: Koleżanka z pracy...
Ela210 napisał/a:
alecrim napisał/a:

Nie strzeliłem focha po weselu, bo po tej propozycji jeszcze ze 2-3 tygodnie próbowałem z nią normalnie pisać/rozmawiać. No ale nie szło... Wszystko wydawało mi się wtedy, że ona robi na siłę, więc wtedy dalsze próby uznałem za bezzasadne.

Co do choroby smile to normalka- im bardziej Ci na czymś zależy, tym większy stres Cię zjada.
Moim zdaniem było tak- masz niestety niewysokie poczucie wartości, skoro pomyślałeś, że to jej wesele było dla Ciebie jakimś afrontem.. Tak było i już..
A potem wydawało Ci się, że Ona coś na siłę pisze.. I koło się zamyka- wszystko w Twojej głowie.
Poukładany człowiek nie pomyśli, że coś z nim nie tak, czy z relacją, tylko że jest jakiś powód, bo istnieje świat poza nim.
Tu popracuj nad myśleniem.

Niestety chyba masz rację, bo w sumie słyszę to już niepierwszy raz sad i po części sam wiem, że tak jest.

Kwestia czy z tej znajomości da się jeszcze coś wycisnąć... Wiem, że teraz to już w ogóle będzie 10x trudniej niż wtedy...

8

Odp: Koleżanka z pracy...

Wycisnąć? hm.. znajomości są po to, by się nimi cieszyć, a nie wyciskać..
wtedy rozkwitają smile bez wysiłku. Gdybyś lubił koleżankę z pracy, naprawdę, troszczyłbyś się o nią, przyszłoby samo..
lle dajesz, tyle dostajesz.. jeśli trafisz na drugą niezamkniętą osobę..
Podoba Ci się? Ale czy ją naprawdę lubisz?

9 Ostatnio edytowany przez alecrim (2018-10-20 00:08:54)

Odp: Koleżanka z pracy...

Ok, źle sie wyraziłem z tym wyciśnięciem wink. Miałem na myśli czy po tym wszystkim, może być coś z tego więcej niż tyko kolega-koleżanka z pracy. Wiem, że w jakims stopniu zawaliłem. Niestety kiedy czuję, że ktoś mnie wypycha za drzwi (nawet jeżeli tylko mi się to wydaje) to nie chcę być nachalny i nie wchodzę oknem.

Myślę, że "lubienie" ma dość obszerną definicję i dla każdego znaczyć może co innego.

Po prostu dobrze czuję się w jej towarzystwie, nie czuję czuję stresu kiedy z nią rozmawiam - chyba pierwszy raz taka sytuacja wśród kobiet, które znaczyły dla mnie coś więcej. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, lubię patrzeć jak się uśmiecha, kiedy na mnie patrzy.

10

Odp: Koleżanka z pracy...
alecrim napisał/a:

Spotkaliśmy się 2 dni później w kawiarni, .....Wydawało mi się wtedy, że "koniunktura" jest świetna i niemal na pewniaka zaproponowałem jej po paru dniach drugie spotkanie.

Wszystko dobrze robisz. Fajnie że z nią rozmawiałeś, fajnie że się umówiliście.
Brakuje tylko jednej ważnej rzeczy -- takiej tyci, tyci maluteńkiej, której prawie nie widać -- ona MUSI być TOBĄ ZAINTERESOWANA.
Jaki objaw zaintersowania twoją osobą ona wyraziła? Konkretnie... Jaki to był detal.

Bo długie rozmowy jeszcze o niczym nie świadczą. Spotkanie nie świadczy.



No i tu odbiłem się od ściany... Powiedziała, że dziękuje ale nie może... I od tamtej pory wszystko zaczęło się pieprzyć...

Albo poznała właśnie kogoś, albo kogoś miała. Poszła po koleżeńsku na kawę.
Po tym oświadczeniu już kaplica. Sorki. Tutaj był moment aby się wycofać...

Ja bym powiedział   "O! Szkoda, że nie możesz. Pewnie masz chłopaka... Myślałem, że jesteś wolna, cudownie było na kawie ostatnio, myslałęm, że będziemy się mogli tak spotykać. W takim razie nie będę Cię podrywał, ale czasem sobie po koleżeńsku popiszemy, dobra? "

No i wychłodzić kontakt, chyba ze faktycznie hccesz z nią pisać po koleżeńsku.



.. a nie chciałem robić cyrku i latać na przerwie do jej pokoju, gdzie siedziała z kilkunastoma innymi osobami

Ok. Dobrze.



.. odpowiadać jakby na siłę. ... ale rozmowę ciągnąłem dalej, żeby mieć kontakt, chociaż zaczęło mnie to coraz bardziej irytować.

Jesteś osobą, która nie jest szczera z dziewczyną. Nie mówisz co czujesz, co myślisz. Zamęczasz ją, bezemocjonalnie i myślisz, że ona wyskoczy i będzie Cię podrywać. No nie będzie tak. Trzeba być aktywnym i otwartym. Dziewczyny naprawdę się nie gniewają jak się mówi prosto z mostu, pod warunkiem, że ona nie jest narażona na presję społeczną (że łatwa, że ulega, że daje się podrywać).



... no to zgadnijcie co odpisała... "Ale ja też idę wtedy idę na wesele". Tak się wtedy wściekłem,

Sorki, ale od momentu kiedy powiedziała "nie mogę iść na kawę", to już jesteś mini-stalkerem.
Nie ułozyłeś wtedy relacji. Ona Ci zamiast dać znaku zainteresowania dała znak dezaprobaty.
Teraz dała drugi znak dezaprobaty.
Znowu nie reagujesz, tylko się wściekasz.

Można to jakoś obrócić w żart i rozbroić tę minę na którą trafiłes:     "O w mordę jeża! Tak Cię podrywam i podrywam, a Ty masz chłopaka. Jak widać nie wyczuwam dobrze dziewczyn. To może mnie przedstawisz jakiejś swojej fajnej koleżance?"



.... potem jeszcze utrzymałem z nią trochę kontakt ale widząc, że to nie ma sensu... dałem sobie spokój.

No i jak już się wycofujesz, to trzeba było jakoś elegancko to wyciszyć, aby potem nie było takich zonków:


Minęły jakieś 3 miesiące. W międzyczasie przenieśli mnie do pokoju z nią. Początkowo unikałem z nią kontaktu,




Ze 3 tygodnie temu temu naszedł mnie idiotyczny jak się okazało pomysł, żeby spróbować jeszcze raz. Zacząłem z nią rozmawiać teraz już w realu, kiedy tylko była okazja. Znowu rozmawiało się świetnie. Śmialiśmy się, żartowaliśmy. Wysyłałem jej pozdrowienia "miłego dnia/weekendu" etc. Wydawało mi się, że znowu tli się szansa na coś więcej, chciałem jej proponować jakieś kino, kawę cokolwiek,

Rozmowa w realu to super rozwiązanie. Ale ponownie pytanie z początku posta -- jaki ona dała Ci znak zainteresowania TWOJĄ OSOBĄ. Nie twoim psem, nie komputerem który Ci się wiesza, nie zegarkami czy komórkami, nie górami. Tylko TOBĄ. Pewnie nic takiego nie powiedziała, nie zapytała.
Można się śmiać z nią, bawić i tańczyć, a ona nie da żadnego znaku, nic z niej nie wyjdzie, żaden gest, słowo, nic, null.


Widać, że była na randce... cokolwiek to znaczy...

To pewnie znaczy, że koleżanki widzą, że przyszła do pracy rozpromieniona, bo może miała z nim seks.


Nie wiem... może to było tylko jedno spotkanie, wszak ze mną kiedyś też się spotkała... no ale wątpię... Może ja sobie za dużo wyobrażam, a byłem dla niej tylko kumplem, jeśli tak to widzicie no to wyprowadźcie mnie z błędu...

Jak znajdziesz choć jeden objaw zainteresowania TWOJĄ OSOBĄ to nie byłeś kumplem.
Ale pewnie nie znajdziesz.



Znajomi i rodzina jakoś niespecjalnie mnie przekonują... Jedni mówią żeby iść do przodu, próbować umówić się jakby tego faceta w ogóle nie było.

Aaaaa... f*ck that... próbować i próbować jak piesek. Już próbowałeś. Ojbaw zainteresowania proszę, a nie próbować się umówić... podanie złożyć? wniosek?



... Inni, żeby nie wchodzić komuś z butami, że

Nooo.. moralni rycerze. Medal prawie byś od nich dostał za dobrą postawę.



takie akcje w pracy są niepotrzebne,

To fakt. Moze się coś popsuć.   Jak to mawiała przyjaciółka o zjazdach firmowych    "Nigdy nie bierz d**py ze swojej grupy".
Ale nie przesadzajmy... jak ludzie są mądrzy i wolni, to problem mały.



...  ale ja do jasnej cholery mam już dość szlachectwa i honoru w moim wykonaniu, czy tego co pomyślą inni. Kiedyś też tak myślałem no i teraz jestem gdzie jestem. ...

Dokładnie. Tutaj idziesz dobrą drogą.   Lektura Neil Strauss na poczatek.



... chyba jej nie będę mógł już w oczy spojrzeć więcej. A niestety widzę ją teraz codziennie, co niestety potęguje moje odczucia.

Wyluzuj. Rozmawiaj z nią żartuj. Udawaj przez chwilę, że nic się nie stało. Wycofaj się na pozycję kolegi.

I szukaj nowej dziewczyny. Przestań skakać obok niej jak piesek. Nie zabawiaj jej. Bądź sobą. Nie udawaj rycerza.
W ogóle miałeś seks, czy nie?



Walczyć czy dać sobie spokój?

Tak jak wyżej napisałem -- trzeba sytuację zatuszować, zrobić makeup, udawać że jest w normie. Nie było Cię stać na prawdę jak była blisko, to teraz tym bardziej nie dasz rady nic zrobić. Możęsz tylko postarać się o komfort w pracy.

11 Ostatnio edytowany przez balin (2018-10-20 09:17:53)

Odp: Koleżanka z pracy...

Wbrew swojemu pocżątkowemu zadowoleniu. Wszystko poszło źle. Stałeś się jej psiapsiułą, znajomym ze studiów, kolegą pracy - z którym można sobie pogadać wesoło dla zabicia czasu.
Gary o tym mówił. Zabrakło prawdy, powiedzenia, że nie chcesz z nią tylko relacji koleżeńskiej.
Może być tak, że nie jesteś w typie tej dziewczyny. Ale z całą pewnością, wlazłeś w rolę psiapsiuły do pogawędek, a potem puściły Ci nerwy, gdy pojawiła się bezsilność.
Nie warto szukać miłości w robocie, bo gdy nie wyjdzie, są takie sytuacje jak masz.

12

Odp: Koleżanka z pracy...

to były jedne z lepszych ponad 2 godzin w moim życiu. Wprawdzie nie było żadnego buzi na do widzenia ale byłem i tak zadowolony z tego spotkania. Piękna dziewczyna, skromna, kulturalna.... Głupi, wydawało mi się, że po tylu latach posuchy złapałem Pana Boga za nogi.

Brzmi to trochę jak mem w rodzaju: "uśmiechnęła się do mnie kasjerka z biedronki, pewnie się jej podobam".
W końcu to tylko 1 kawa z koleżanką z pracy, do tego byłą koleżanką z LO.

Nie warto szukać miłości w robocie, bo gdy nie wyjdzie, są takie sytuacje jak masz.

+1

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Koleżanka z pracy...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024